Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Little Fox - 02.12.2023

Gdy Felix zareagował agresją i zwyzywał jakiegoś faceta podskoczyła zaskoczona i spojrzała na niego, co ten też wyprawia. Otworzyła szeroko oczy, gdy ten zaczął lecieć za facetem, który strącił jej wianek z głowy. Elaine patrzyła na to z niedowierzeniem na twarzy, gdy Felix podwinął rękawy i ruszył w kierunku, gdzie znikał właśnie winowajca całego zdarzenia ruda ruszyła za nim łapiąc go za koszulę, aby pociągnąć go w drugą stronę. Niestety siła Elaine składała się głównie na to, że mogła wystać na rękach kilkanaście minut, na tym, że wisiała na linach do akrobacji i innych tego typu sztuczek, a nie sile de facto polegającej na siłowaniu się z osobnikami od niej starszymi i trochę większymi, więc nie była w stanie za bardzo odciągnąć chłopaka od jego obiektu złości.

– Felix! – krzyknęła zapierając się nogami o ziemię i próbując ciągnąć go w drugą stronę. – Przestań, kochanie, zostaw tego faceta, ja chce wianek, a nie składać ciebie u medyka! – krzyczała robiąc przy tym spore zamieszanie wokół.

Była zaskoczona jego zachowaniem, nigdy nie widziała jak ten mały dekiel stanąłby w jej obronie, aż do bójki. Od bójki mieli w końcu Ancia, który był półolbrzymem i zwykle śmiał się jak przy łaskotkach, gdy ktoś próbował go pokonać. Felix nigdy nie wyglądał na osobę, która by się z kimkolwiek chciała pobić. Imponowało jej to odrobinkę, ale z drugiej strony nie chciała, aby mu się coś stało. Był dla niej w końcu bardzo ważny, a krzywdy bliskich jej osób była dla niej zbyt krzywdząca. 


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FTxBmtF.png[/inny avek]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Felix Bell - 02.12.2023

Już miał skoczyć w tłum, gdy poczuł szarpnięcie w przeciwną stronę. Obrócił głowę, chcąc machnąć ręką na osobę, która go próbowała powstrzymać, ale w porę zdał sobie sprawę z tego, że to była Elaine. Opuścił ręce, patrząc na dziewczynę spod byka. A ta co się wtrąca? Powiedziałby jej coś, pewnie coś porywającego że nikt nie ma prawa jej tak popychać a co dopiero wianków niszczyć, ale wtedy się odezwała. Jak ona go nazwała? Kochanie?
- Dobra, nie szarp mną - burknął, ale usta niemal od razu rozciągnęły mu się w szerokim, trochę przygłupim, uśmiechu. - Chodź, znajdziemy ci jakiś inny, ale ładniejszy.
No skoro prosiła, to nie mógł jej odmówić, nie? Przez chwilę przeszło mu przez myśl, żeby oddać jej swój wianek, ale Elaine zasługiwała na nowy, świeży, a nie taki przechodzony jak ten, który miał na głowie. Felix objął ją w talii i jeszcze tylko łypnął za siebie, czy ten duży kolos tu nie wraca (nie, żeby się bał, po prostu wolał się upewnić, że ten dryblas nie wróci), a potem wyprowadził dziewczynę z tłumu. Tym razem postanowił trzymać ją tak blisko, jak tylko mógł, żeby sytuacja się nie powtórzyła. I co z tego, że nie wjebał tamtemu typowi, jak i tak ratował sytuację? Dwa razy musiał wyciągnąć rękę, żeby przedrzeć się przez ludzi, którzy zmierzali w kierunku jakichś krzyków. Ale teraz liczył się wianek, a nie to zamieszanie przy straganie z watą. Potem zerknie, o co chodzi - przecież nie mogli chodzić tutaj bez wianka, skoro dama go chciała.
- Patrz, przerzedziło się trochę, a wianków mają jeszcze sporo. Bierz śmiało, w każdym będziesz wyglądać ślicznie - uśmiechnął się uroczo, tym uśmiechem który miał zarezerwowany tylko dla niej.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Lucky Luke - 02.12.2023

Okolica tętniła życiem. Dzieci frywolnie dokazywały, matki próbowały utrzymać je w szachu, a ojcowie bezradnie śmiali się pod nosem. Mniej lub bardziej odważne toasty wznoszone przy namiotach podwajały kąciki ust ku górze. Młode pary emancypowały swą miłość w takty empirycznej melodii. Zapach kwiatów i ogniska mieszał w głowie. Jak mogło go tu zabraknąć?
Wchodząc pochylił służebnie, żartobliwie głowę by otrzymać wianek z niewieścich rąk. To samo zrobił każdy członek przyjaciół z którym tu przybył. Pośmiali się z siebie nawzajem, podokazywali jakby mieli po 10 lat, choć najstarszy z grupy był starszy o co najmniej dwie dekady. Czy to jednak miało jakiekolwiek znaczenie? Wspólnie wypili po kuflu pszenicznego, rześkiego piwa i się rozeszli bawić się jak chcą i z kim chcą. Prawdopodobnie do końca bieżącego dnia część z nich się jeszcze na siebie się natknie i będzie wówczas jeszcze weselej.
Z patykiem na które była nadziana gruszka w karmelu przechadzał się bez większego celu pozwalając na to by oczy były przyciągane to przez połyskujące suknie, to przez hipnotyzujące płomienie. To właśnie wtedy kątem oka dostrzegł nie jedna, a dwie znajome sylwetki. Nie miał co do tego pewności, że rozpoznał je poprawnie jednak nie miało to dla niego specjalnego znaczenia. Najwyżej zrobi z siebie głupka. Nic strasznego. Był w szampańskim nastroju, a sentymentalne uczucie podsyciło chęć zrobienia czegoś impulsywnego. Nie pomyślał nawet raz kiedy podszedł do kobiet, które były zaabsorbowane ogniem. Korzystając z tego, że były blisko rozłożył ramiona szeroko, tak by jednym objąć barki Heather, a drugim Effimery.
- Jak będziecie tak patrzyły w ogień to się w nocy posikacie - wyszczebiotał, będąc z siebie wyjątkowo zadowolony.

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 02.12.2023

Sosna


Świeża zieleń sosnowych gałązek napełnia cię siłami witalnymi; jesteś w stanie podnieść nieco więcej niż zwykle, poruszać się odrobinę szybciej i trochę wolniej się męczysz. Jeśli chorujesz na którąś z magicznych chorób, jej dolegliwości stają się mniej uciążliwe niż zwykle.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Vincent Prewett - 02.12.2023

Pokręcił głową z delikatnym uśmiechem i poczochrał jej głowę, gdy powiedziała, że się o nich zawsze martwi. Nie lubił tego w innych ludziach, nie lubił czuć odpowiedzialności za zmartwienia innych ludzi, a nie chciał Florence dokładać problemów na głowę. Doceniał to, że zawsze służyła mu pomocą, że jak gdzieś się poharata to będzie mógł się do niej zgłosić, aby go złożyła w całość, ale jednak nie chciał, aby się martwiła. Wolał, aby po prostu cieszyła się życiem – tak jak on to robił. Przygarnął ją do siebie ramieniem, aby pokazać, że to docenia, a też nie chciał się z nią rozdzielić przypadkiem w tym tłumie. Jego łatwo będzie znaleźć ją niekoniecznie. Nigdy nie chciał, aby Flo czuła się odpowiedzialna za niego, on zawsze pakował się bardziej w kłopoty, zawsze pchał się tam, gdzie było niebezpiecznie i w miejsca, w których nie powinien być. Nie raz zwiedzał zakazany las, czy jaskinie tak ciemne, że każdy powinien się bać.

–Tak, masz rację – przytaknął na jej słowa rozglądając się po otoczeniu. Nie do końca był pewien, czy chciał znać swoją przyszłość. Nie ufał wróżbiarstwu, jasnowidztwu, wolał nie wiedzieć, co będzie jutro, bo to odbierało mu jednak ten urok tajemnicy, ale wiedział, że Flo jako osoba urodzona z tym darem miała potrzebę wiedzy na ten temat. On pakował się w kłopoty, ona te kłopoty przepowiadała, więc może miała w tym swój sposób zaspokajania swoich zmartwień? Nie wiedział, ale zostawił to dla niej, aby mogła mieć jakąś kontrolę nad światem.

– Oh, tak. On też lubi być królem. Niech sobie nim będzie, każdy ma swoje potrzeby. Pamiętaj, że jak zajdzie ci za skórę to daj mi znać. Jakoś spróbuje to załagodzić – dodał patrząc na nią prze krótką chwilę. Miał dobry kontakt z Edwardem, potrafił go zawsze w jakimś stopniu uspokoić, aby nie robił zamieszania, aby nie rozwalał wszystkiego dookoła. Uczył się jego wybuchów od małego, bo został wrzucony w jego ręce zaraz po urodzeniu, gdyż według rodziców Edward lepiej by się nim zajął. Miał czasami wrażenie, że jego brat bardziej traktował go jak swojego syna niż brata, ale zawsze przypominał mu o tym, że nie jest jego ojcem i żeby czasem spasował swoim zachowaniem, bo są na równi.

– Pokazują przyszłość – zauważył, gdy już przyszli do płomieni, a tam puścił ją, aby mogła zerknąć. – O kurwa – mruknął na swoją wizję, odsunął się od nich i spojrzał na swoją siostrzenicę. – I co zobaczyłaś? – zapytał. Sam poczuł jak ciężar spada mu z ramion, ale nie wiedział dlaczego, co się z tym wiązało. – Bo mi chyba Aydaya podrzuci dziecko – zażartował i zaciągnął się resztką dymu z papierosa, a następnie przydeptał go na ziemi, aby zgasł. Rozejrzał się dookoła, aby może zobaczyć coś ciekawego.


Rzut na percepcję
[roll=N]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cameron Lupin - 03.12.2023

W przeciwieństwie do obietnicy spalenia jego marzeń i planów dotyczących tego popołudnia, iskry ogniska okazały się aż nazbyt łaskawe. Odpoczynek; obietnica niezmąconego niczym spokoju. Wprawdzie nie był pewny na ile mógł wierzyć zaklętym ogniskom i tańczącym wokół nich kapłankom, jednak tym razem był gotów złożyć na ich ręce swoje nadzieje i liczyć na to, że wszystko faktycznie potoczy się zgodnie z planem.

Ustępując miejsca kolejnym gościom festynu, którzy chcieli nacieszyć oczy rytualnymi wywijasami kobiet z kowenu, Cameron powoli wycofał się na tył, poklepując się po kieszeniach. Tym razem udało mu się zrzucić z siebie szpitalny kitel, toteż nie oznajmiał swoim wyglądem wszem i wobec, że w ramach pracy nastawia ludziom kości, waży eliksiry, podpisuje fiolki na magazynie i zamiata klatki schodowe jako stażysta. Biała koszula z podwiniętymi rękawami, beżowe spodnie z lnu... Wyglądał jak człowiek. Tak to jest, kiedy zaczynasz chodzić z gwiazdą. Siłą rzeczy próbujesz się dopasować do jej standardów.

Och, w-w-wybacz — syknął, gdy próbując uniknąć spotkania z jakimś dwumetrowym dryblasem, wpadł na stoisku z wiankami. Jeden z ozdobnych wazonów na blacie, zachybotał się niebezpiecznie. Na szczęście nie spadł na ziemię. Może to faktycznie będzie dobry dzień? — W-w-właściwie, to wziąłbym jeden. M-mogę?

Delikatny uśmiech Mirabelli Abbott uznał za wystarczającą aprobatę, toteż sięgnął po jeden z jej wytworów. Rozpoznał kilka kwiatów po ich charakterystycznych płatkach, jednak nie zaprzątał sobie zbytnio nimi głowy. Obracając go w palcach, ruszył dalej, rozglądając się przed siebie... Gdzieś tutaj powinna być już Ruda. Chyba, że okazało się, że znowu ma pełnić służbę w sabat. Już ostatnio ją tak wkręcili. Cholerne Ministerstwo Magii, pomyślał z niezadowoleniem, szukając teraz w tłumie charakterystycznych mundurów Brygady Uderzeniowej.

Jego głowa skręcała to w jedną, to w drugą stronę, chłopak cofał się, zatrzymywał, aż w końcu zrobił obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni i... Wtedy – jak za dotknięciem magicznej różdżki – dostrzegł w tłumie płomienną czuprynę Heather. Ta stała ustawiona tyłem do niego z jakąś inną dziewczyną. Cameron zakradł się powoli w ich stronę po czym wsunął wylosowany wianek na głowę Wood, obejmując ją lekko w talii.

Już myślałem, że Brenna cię zabrała na patrol! — zażartował w ramach powitania i dopiero po chwili zwrócił się ku towarzyszce rudowłosej. — A kogo my tu m-mamy... — Jego usta ułożyły się w literę „o”, gdy zdał sobie sprawę z czym ma do czynienia. — O, Effy! A to ci dopiero niespodzianka! C-co u ciebie?

Uśmiechnął się pod nosem. Nie miał pojęcia, że miał mieć randkę z nimi obydwiema. Na raz. A może Heather mając na myśli spotkanie, faktycznie miała na myśli zwykły wypad na sabat, a nie randkę? Och, te niedopowiedzenia...


!wianki
[+ Cameron z miejsca przekazuje swój wianek Heather]



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 03.12.2023

Rozmaryn


Aromatyczny wieniec z rozmarynu napełnia cię niezwykłą siłą; czujesz magię płynącą w twoich żyłach, objawiającą się delikatnym mrowieniem, podobnie jak jesteś w stanie wyczuć słabe wibracje z kamieni Stonehenge. Stajesz się podekscytowany otaczającymi cię bodźcami.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Patrick Steward - 03.12.2023

W tym wszystkim, co się właśnie rozgrywało Patrick pozostawał raczej nieporuszony. To nie tak, że w innej sytuacji zachowanie The Edge’a nie sprawiłoby, by spojrzał na niego łagodniejszym okiem. Oczywiście, że sprawiłoby, choć z zupełnie innych względów niż ten mógłby przypuszczać. Stewardowi ciągle się wydawało, że większość pospolitych przestępstw wynikała z biedy, nie ze złego charakteru lub wrodzonej podłości. A tu trafił na dwójkę złodziei, w dodatku albo nieudolnych, albo bardzo głupich, bo za cel obrali sobie – ze wszystkich dostępnych na Lithcie opcji – akurat Chestera Rookwooda. Patrick nie miał pojęcia, kto mógłby się okazać gorszym celem ataku niż akurat ten auror. I nie chodziło nawet o jego doświadczenie albo umiejętności, ale o twarde zasady które wyznawał.
Ledwo dostrzegalnie pokręcił głową na słowa Edge’a. Uścisk dalej miał mocny, niechętny do wypuszczenia obydwojga, ale jego wzrok mimowolnie pomknął ku próbie uratowania części waty cukrowej a spojrzenie trochę mu złagodniało. I tak, domyślał się, że to pewnie miało wywołać taki efekt, że to właśnie o to chodziło, żeby pomyślał sobie, że właściwie nie mieli złych intencji, że to głupi wybryk, że się poprawią. Ale bardziej chodziło o to, że ich nie znał i że spotkał na festynie akurat w takiej sytuacji a nie innej.
- Nic innego ci nie próbowali ukraść? – zapytał, przyjmując do wiadomości słowa starszego aurora. Zastanawiał się na ile Rookwood mówił serio, a na ile próbował ich nastraszyć. Kobietę rzeczywiście, przy dużej dozie uporu, mógłby oskarżyć o próbę kradzieży. Ale jej towarzysza? Oskarżenie kogoś o to, że odsłaniał kawałek brzucha było dość śliskie, zwłaszcza latem, gdzie podobne oskarżenia można by było wysnuć wobec części świętujących. Więc pewnie Chester próbował ich nastraszyć. Czy skutecznie to się za chwilę okaże. – Zabieram was ze sobą. Na dłuższy spacer.
I o ile nie było już nic do dodania, pociągnął ich w tłum ludzi, mniej więcej w stronę, gdzie były punkty aportacyjne. W jego oczach Chester Rookwood mógł wrócić do rodzinnego świętowania Lithy.
- Jakie wy w ogóle macie imiona? - zapytał, dziwnie przekonany, że nie podadzą mu prawdziwych. Dokumenty, o ile jakieś mieli, też pewnie zostały podrobione.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Imogen Rookwood - 03.12.2023

Uśmiechała się promiennie, lecz jej spojrzenie było zimne i puste. Ciało Imogen drżało od tłumionego szlochu bezsilności, wzbierającego się w niej z każdą minutą przedłużającego się spóźnienia Augustusa. To nie tak, że od razu podejrzewała, że ją zdradza; najpierw sądziła, że musiało wydarzyć się coś, co pochłonęło jego uwagę. Niekoniecznie musiała być to kobieta - doskonale zdawała sobie sprawę z tego, Kto zajmuje piwnicę w ich posiadłości. Mniej wiedziała na temat tego, co dokładnie wydarzyło się podczas poprzedniego sabatu, ale nie byłaby zaskoczona, gdyby i tym razem Czarny Pan przygotował coś wyjątkowego, wciągając w to przy okazji jej męża. Nigdy nie pytała go o te sprawy, uznając za naturalne to, że Augustus poświęca się idei, choć sama miała do niej ambiwalentny stosunek. Nie przepadała za brudną krwią, lecz co się stanie, jeśli zniknie? Od kogo wówczas będzie lepsza?
Nie miała mu za złe tego, że się spóźnił - wysłała chłopców do Stonehenge razem z ich dziadkiem - ani tego, że przedłużał ich wyjście kąpielą. Imogen była smutna, bo nie chciał jej powiedzieć prawdy na temat tego, gdzie był, ani co się wydarzyło - nie wymagała od niego szczegółów, nigdy o nie nie pytała, gdy chodziło o rzeczy ważne, ale chciała dowiedzieć się chociaż dlaczego Agustus jest jak rozedrgany emocjonalnie, zmęczony i śmierdzący morzem. Była zrozpaczona, bo nie wiedziała jak może mu pomóc. Czuła się upokorzona tym, że nie chciał jej zaufać, a przez to ogarniała ją wściekłość. Przede wszystkim jednak, dawały o sobie znać ciążowe hormony.
Prawdziwą kroplą przelewającą czarę goryczy był fakt, że jej mąż nawet teraz zwracał uwagę na inne! To prawda, tamta dama była ubrana tragicznie w porównaniu do Imogen, która miała na sobie prostą białą sukienkę z krótkim rękawem i kołnierzykiem, podkreśloną w talii cienkim czarnym paskiem oraz buty na grubym obcasie (nieco żałowała, że je ubrała, bowiem obcasy zapadały się w miękkiej ziemi) z odkrytymi piętami i palcami.
Nie obchodzi mnie kim jest ta twoja lawendowa lafirynda — szepnęła gniewnie i zupełnie nie na temat, unikając kontaktu wzrokowego. Jaka znowu lawendowa lafirynda? Ta, którą pachniał, gdy wrócił do domu przed dwoma tygodniami. Ale skąd pewność, że była to kochanka, a nie, chociażby, Vespera sprawdzająca jak na jej skórze leżą nowe perfumy? Nie miała pojęcia, mówiła bez ładu i składu, wyrzucając z siebie emocje zbierane w sobie przez ostatnie dni — Wiesz, że jestem w stanie patrzeć przez palce na to, że włóczysz się po Anglii z kochanką? Przykro mi, że nie jestem dla ciebie wystarczająca, ale rozumiem, że masz potrzeby, których ja, pomimo codziennych starań, nie jestem w stanie spełnić. Ale są rzeczy ważniejsze, niż twoja przyjemność. Wiesz, jak chłopcy długo na ciebie czekali?
Wiesz, jak się o ciebie martwiłam?, chciała dodać, ale nie postanowiła nie dawać mu satysfakcji ze swojego oddania.
Jestem w ciąży, Augustusie — kłamstwo (a może raczej półprawda; za wcześnie bowiem, by mogła mieć pewność, że małżeńskie igraszki będą miały swoje konsekwencje) gładko wyrwało się spomiędzy jej warg; przemyślała je poprzedniego wieczora i doszła do wniosku, że jeśli jego zachowanie się nie zmieni, będzie mogła wmówić mu, że poroniła z jego winy. A jeśli się zmieni? Cóż, trzeba będzie dołożyć wszelkich starań, by ich (nie tak) mała familia powiększyła się o jeszcze jednego członka — I nie powinnam teraz zamartwiać się, zastanawiając się, gdzie jesteś i z kim. A poza tym, uważam, że powinniśmy się wyprowadzić. Vespera mieszka ze swoim narzeczonym w Londynie, ma pod ręką wszystkie sklepy i nawet do pracy nie musi się przeciskać przez kominki Fiuu, a my dalej z twoim ojcem w Little Hangleton!
Odebrała swój wianek.

@Augustus Rookwood

Jeśli Imogen wypadnie lawendowy wianek, wrzuci go do najbliższego ogniska >:C
!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 03.12.2023

Stokrotka


Czysta biel płatków stokrotki rodzi w tobie pragnienie pozostania równie szlachetnym. Stajesz się łagodniejszy w obyciu, chętniej wyciągasz swe ręce ku potrzebującym, zaś kłamstwo przychodzi z ogromnym trudem i okupione jest wyrzutami sumienia.