Secrets of London
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Neil Enfer - 21.02.2024

Podpity umysł nie do końca łączył wątki, a do tego w głowie miał dalsze picie, bo teraz był praktycznie na trzeźwo. Stał jednak przed wyborem: pić i narażać Morpheusa na kompromitację, czy nie pić i musieć znosić to wszystko jak dorosły człowiek. Hmmm... Dopił lieliszek do końca.
-To nic specjalnego... Domy, samochody i ludzie co obgadują za plecami.- machnął ręką.-Tam było tak samo jak tu, tylko w inym języku.-wzruszył ramionami.
Kobieta dopytywała, a on balansował pomiędzy chęcią spowiedzi a zachowaniem taktu.
-Zmienił mi dziennik w skrzyp... I zachowywał się jak dziecko....-nadąsał się, marszcząc brwi i patrząc w stronę misia niemisia. Dobrze było jednak słyszeć, że nie tylko on miał ciężko start z mężczyzną.
Zaśmiał się pod nosem na jej rozważania nad imieniem i drinkami. Czasami inna forma imienia jest używana tak często, że zapomina się pierwotnej.
-Oh! Pani... Znaczy... Ty też lubisz eliksiry. Powinniśmy się umówić i razem coś zrobić. Uwielbiam je robić, zawsze mi to jakoś wychodziło, nie to co inne działy magii...-burknął pod nosem w dezaprobacie dla własnych umiejętności.-Jak pierwszy raz tu przyjechałem, do Doliny znaczy się.... To prawie mnie syrena utopiła...-zaśmiał się pod nosem.-Ale Morpheus mi pomógł. Szczęściarz ze mnie.-westchnął opierając się łokciami o stół i wspierając brodę na dłoniach.-Jakie zioła lubisz?-zagadał nowe pytanie, w sumie faktycznie ciekaw odpowiedzi. Jak bardzo da radę wyczytać symbolikę z jej upodobań?


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Bard Beedle - 21.02.2024

Gdzie, kto i z kim – stan na start odpisu barda:
Odkryj wiadomość pozafabularną
Victoria skończyła śpiewać utwór Elvisa. Jest w pobliżu drink baru.
Nora i Samuel M. poszli tańczyć – do piosenki Yesterday, która się zacznie za moment.
Erik poszedł do łazienki. Perseus chyba za nim pójdzie (?)
Atreus i Brenna kończą taniec do poprzedniej piosenki.
Avelina i Alastor są na parkiecie. (Zakładam, że dwa tańce, do obu piosenek?)
Effie i Morpheus są na parkiecie. (Zakładam, że dwa tańce, do obu piosenek?)
Ula i Samuel C. idą na parkiet.
Patrick i Sebastian podchodzą do Victorii i piją drinki. Sebastian świeci od pyłu z powodu wylosowanego podarunku. Patrick będzie zaraz śpiewał.
Vincent i Florence siedzą przy stoliku.
Dora i Neil siedzą przy innym stoliku.
*

Występ Victorii doczekał się oklasków - może nie zabójczo głośnych, bo w szopie nie było setki ludzi, a zaledwie kilkudziesięciu, ale doceniono i jej głos, wzmocniony przez drinka i zaklęcie, i emocje, jakie włożyła w śpiew.
Chwilę później, gdy ta już zeszła ze sceny, popłynęły dźwięki piosenki, którą czarodzieje niezbyt zaznajomieni z mugolskim światem znów pewnie słyszeli pierwszy raz: Yesterday***.

Niebo nad nimi iskrzyło się od gwiazd. Te w pewnym momencie - być może cichcem potraktowane zaklęciami obsługi, wcześniej umówionymi - rozbłysły jakby nieco bardziej... a może tylko ich przybyło?
A potem niektóre zaczęły spadać.
Bardzo powoli, na początku nieliczne, tak aby najpierw każdy mógł na spokojnie zorientować się, co się dzieje i że to zamierzony efekt nieszkodliwych zaklęć - zdawały się opadać w dół, wypełniając salę srebrzystym światłem. Z czasem przybywało ich coraz więcej i spadały coraz szybciej, aż wszędzie był srebrny blask, nie oślepiający, ale wypełniający na moment pomieszczenie jakby gwiezdnym pyłem.
Ten obsypał na kilka chwil ciemną sukienkę Aveliny, tak że ta skrzyła się podczas tańca. Zaplątał się we włosy Effie i te błyszczały, jak obsypane szronem. Pojedyncza gwiazda osiadła na spince Victorii i przez moment błyszczała, jakby kobieta naprawdę miała we włosach ozdobę, która skradła księżycowy blask.

W tej turze Barda do kolejnego odpisu leci Yesterday.
Effie, Victoria i Avelina mają przez rundę błyszczące ubranie/włosy.
Srebrzysty pył utrzymuje się do kolejnego odpisu barda, który nastąpi 25.02.
Zgodnie z głosowaniem na discordzie - zrobimy jeszcze konkurs tańca, tak jak zażyczyła sobie większość, wystartuje on za tydzień, ogłoszę w poście barda 28 lutego.
***Patrick będzie pewnie śpiewał Yesterday ze względu na drinka. Ma buffa do głosu.


rzut który efekt dać
rzut na to, które panie obsypie najbardziej (sorry panowie, w ich fryzurach wygląda to lepiej)


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Brenna Longbottom - 21.02.2024

Kończę tańczyć z Atreusem i schodzę z parkietu. Idę w stronę baru z drinkami do Victorii, witam się z tam obecnymi, a Patrick może sobie odczytać z nici, co mu się żywnie podoba.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=gSTPfsI.png[/inny avek]

- Dziwna, druidzka magia mieszająca mi w głowie to był mój problem. Nie mojej rodziny - skwitowała krótko, nie wdając się nawet w dokładniejsze wyjaśnienia, ani o tym, jak niektórzy z nich by zareagowali, ani że nie miała chęci na słuchanie w biurze plotek, które przecież nie byłyby prawdziwe, bo łączyła ich magia Beltane, nie żadne umawianie się. - I mam wrażenie, że chyba walnęłam trochę za mocno - dodała, uśmiechając się lekko. - Czy powinnam jednak walnąć drugi raz i sprawdzić?
Może uszkodziła mu nie tylko nos, ale i głowę, skoro wygadywał takie rzeczy, nawet w żartach. Bo jednak nie wyobrażała sobie, żeby ktokolwiek mógł zainteresować się kimkolwiek, bo oberwał od niego po twarzy.
- Bez obaw, mam już listę chętnych na wycieczki do katakumb i nawiedzonych lasów. Gdybym nagle przesunęła ciebie na jej szczyt, ktoś mógłby poczuć się dogłębnie urażony. Ale będę o tobie pamiętać i dam znać, jakbym wybierała się do katakumb.
Trochę kpiła, bo kpić w takiej cholernie niezręcznej sytuacji było po prostu łatwiej i jego słowa też odbierała jako kpinę, więc zareagowała w ten sam sposób, a trochę mówiła serio. Podobno swój ciągnie do swego, więc ją otaczali ludzie zaskakująco chętni do narażania swojego życia i zdrowia, i Brenna ciągnęła różne osoby do różnych akcji, bo po pierwsze, mieli różne umiejętności, po drugie, czasem te wycieczki były legalne, czasem mniej legalne, a czasem całkiem nielegalne, co też warunkowało wybór, po trzecie nie chciała nikogo przygnieść za mocno, po czwarte wreszcie... miała dziwne wrażenie, że Heather albo Vincent naprawdę mogliby w pewnym momencie nadąsani stwierdzić, że to niesprawiedliwe, że ich nigdzie nie zabiera.
- Mój brat... czasem gubi się w swoich dobrych chęciach - powiedziała w końcu dyplomatycznie. To nie tak, że Erik był głupi. Nie był. Prawdopodobnie doskonale wiedział, że Atreus nie da się nabrać na tę całą współpracę między Departamentami. Zapewne też zdawał sobie sprawę z tego, jak zareaguje jego siostra, skoro kazał milczeć.
Ostatnio była najwyraźniej za łagodna. Erik sprawiał wrażenie, jakby szczerze żałował, że coś knuł, ale tym razem Brenna miała zamiar się upewnić, że n i g d y już niczego nie spróbuje, nieważne, o kogo by nie chodziło. Florence? Bren była niemal pewna, że ani Bulstrode, ani Prewett nikogo z rodziny by tutaj nie przyprowadzili, pojawiając się po raz pierwszy.
- Dziękuję za taniec, pora iść dać głowę pod topór Victorii - skwitowała, puszczając jego dłoń, kiedy Victoria skończyła swój występ. - O, zaczęli - mruknęła jeszcze, spoglądając na moment ku niebu i spadającym z niego gwiazdom. Drobne zaklęcia, które dogadała z właścicielami i ich krewnymi, obsługującymi przyjęcie, w wewnętrznej panice pod tytułem "bo goście nie będą się tu dość dobrze bawili".
W deszczu spadających gwiazd zeszła z parkietu i skierowała się prosto ku barowi, chociaż nie po drinka, a ku Lestrange, w której włosach pożyczonym od gwiazd blaskiem lśniła spinka.
- Cześć wszystkim. Tori, wspaniały występ, cieszę się, że wpadłaś - przywitała Victorię i uściskała ją, nie zwracając uwagi na chłód ciała. Mówiła szczerze: i to mimo tego, że bała się, gdy zapraszała tu Victorię, a jednocześnie przecież chciała, by ta tutaj była i nie pomyślała nawet, by jej o tym przyjęciu nie wspomnieć - bo skoro ta mieszkała w Dolinie Godryka i znały się jeszcze z wózeczków, gdyby została pominięta, na pewno czułaby się zraniona. A Brenna za żadne skarby nie chciała jej zranić.
- Cześć, Sebastianie, skoro już tu wszedłeś, nie myśl, że mi uciekniesz, musimy dzisiaj zatańczyć, cześć Patrick - dorzuciła, odsuwając się od Lestrange.
Stewarda tymczasem czekało gorzkie rozczarowanie w kwestii nici Brenny.
Och, jasne, otaczały ją te wskazujące na miłość, cała ich plątanina - przede wszystkim do rodziny i przyjaciół, i biegły do masy osób na sali, które miał w zasięgu wzroku, włącznie z Victorią, odchodzącą na parkiet Norą czy Alastorem, ku Dorze i Vincentowi. Wobec Sebastiana miała jednak jedynie przyjaźń i jeśli kimś tutaj była w jakimś stopniu zainteresowana, to pechowo - nie nim i Steward miał okazję zaobserwować, kim konkretnie. A może na szczęście, zważywszy na to, z kim Macmillan się kiedyś spotykał...


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Samuel Carrow - 21.02.2024

Tańczę z Ulą

Nie odmówiła mu. Czyli był w tym jakiś sukces. Wiedział jednak, że to dopiero początek drogi. Carrow nie był wybitnym tancerzem, zdecydowanie nie. Na koordynację nie mógł narzekać, bo dbał o to, aby być w formie, niestety nie było to równe z poczuciem rytmu. Weź się w garść. Musi sobie poradzić, na pewno nie zrobi sobie przypału, przynajmniej ciągle próbował siebie w tym utwierdzić.

Zupełnie nie zwrócił uwagi na strukturę dłoni Uli, bardziej się martwił, cz jego ręce nie spocił się ze stresu, miał nadzieję, że nie, byłoby mu wstyd.

Zaprowadził więc Ulę na parkiet. Wtedy dopiero ułożył wolną rękę na jej talii, aby mogli zacząć taniec. Próbował prowadzić, muzyka nawet mu nie przeszkadzała w tym tańcu. Najwyraźniej miał w sobie jakiś ukryty talent, przynajmniej przy takim wolnym kawałku. Uśmiechał się przy tym od ucha do ucha, zadowolony z tego, że mu się udało. Prowadził Ulę tak, aby przypadkiem nie weszli w jakąś inną z tańczących par. Piosenka, która grała w tle nie należała do tych szybszych, więc nawet nieco mu to ułatwiało to wszystko. Cieszył się chwilą, tak po prostu.




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Ula Brzęczyszczykiewicz - 21.02.2024

Tańczy z Samuelem C. do drugiej piosenki. W pewnym momencie traci równowagę. Z powodu efektu eliksiru (super siły), ciągnie go ze sobą na ziemię, ocierając się o Avelinę.


Szliśmy na parkiet wtopić się w tańczący tłum. To był wielki plus tej sytuacji. Wiele osób wirowało wokół nas — było na czym skupić wzrok. Lub na stopach. Nie musiałam się bać, że z powodu bliskości, jakieś podstępne światło naświetli szkła moich ciemnych okularów i przerażającym przypadkiem nasze spojrzenia się spotkają.

Dotyk na talii roztoczył nieznany dotąd dreszcz. Trudno określić doznanie to jako pozytywne lub negatywne, ale z pewnością wystarczająco intensywne, by moja rozogniona już twarz zapłonęła jeszcze intensywniej. Na szczęście pamiętałam, że i ja muszę coś zrobić ze swoją drugą dłonią. Położyłam ją ostrożnie na jego ramieniu.

Wolne tempo ułatwiło sprawę braku umiejętności tanecznych. Mogliśmy po prostu stąpać z miejsca na miejsce, jednocześnie powoli wydeptując na zaczarowanym stawie kanciate kółeczko.

Zagapiliśmy się, by dołączyć do oklasków i nieprzerwanie pląsaliśmy również do Beatlesów. Starałam się nie wsłuchiwać w słowa granych utworów. Jeszcze bardziej zagmatwałyby moje poplątane myśli. Czy Samuel naprawdę nie mógł zaprosić nikogo innego? Na pewno miał jakieś koleżanki w okolicy. Czy były gdzieś wokół nas? Nie zauważyłam, żeby z kimkolwiek się witał.

Rozglądałam się co jakiś czas, ale jednak łatwiej było spoglądać nieco w dół na stopy, udając, że to rzeczywiście dla mnie takie zajmujące. W rzeczywistości sam akt pląsania zanudziłby mnie, gdyby nie wszystkie wiążące się z tym okoliczności. Krótko mówiąc — byłam zbyt zestresowana, żeby się znudzić. W dodatku czułam w sobie niesamowite pokłady siły. Zapewne efekt stresu... A może tego dziwnego drinka?

I wtedy od patrzenie w iluzję na podłodze zakręciło mi się trochę w głowie. Straciłam równowagę. Próbowałam złapać się Sama mocniej, ale coś poszło bardzo nie tak. Zamiast zakotwiczyć mnie w miejscu, chłopak poleciał ze mną na podłogę, jak gdyby był tylko szmacianą kukłą. Z pewnością skończyłoby się to tragicznie, ale upadek złagodziły plecy tańczącej za mną osoby... Która pod wpływem uderzenia z moją podejrzanie wysoką siłą została w tym momencie co najmniej wybita z rytmu.




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Effimery Trelawney - 21.02.2024

Effie tańczy z Morpheusem.

Spojrzenie rozanielone umiejscowiła gdzieś w jego obliczu, jakby widziała go po raz pierwszy; istotnie, w jej sercu coś drgnęło nieprzejednanie, jakby miała ten jeden taniec zapamiętać na rozciągłej kanwie życiorysu. Prowadził ją miękko i nienachalnie, a ona – choć znała jedynie podstawy walca – czuła się na rozciągłości jego dotyku niemniej dobrze. Powolny rytm, wybijany przez słodkie słowa i miękkość rozpościerającego się nieboskłonu, gdzieś umykające oczom brylanty gwiazd i przede wszystkim – jej mikra sylwetka i dziewczęca wrażliwość i czystość, która drżała jak liść na wietrze pod każdym muśnięciem palców.

Bo przecież jej osobowość nimfy, wiecznie odzianej w zwiewną biel, o splątanych lokach opadających na ramiona i różanych wargach, które się rozwierały ukazując szczerość uśmiechu, jednała sobie ludzi. Czysta na duszy, niemniej urokliwa, gdy była zafrasowana tudzież rozjaśniona brylantami słodkiego grymasu. Istotnie, była jak ten lepki, późnoletni sok, rozlany gdzieś na blacie, kapiący na panele; jej osobowość była przede wszystkim, w lwiej części oparta na prawdomówności i filarach, które czyniły ją osobą prostoduszną i dobrą.

Ja? Knuć? Absolutnie nigdy! – zaparła się, po chwili jednak wybuchając salwą urokliwego śmiechu.

Przyszłam bez partnera – odparła, wzruszając nieznacznie ramionami.

Gdy Yesterday rozbrzmiało w sali, zakołysała się nieznaczenie, przechodząc z ramy sztywnego walca do miękkości powolnego sunięcia po przestrzeni.

Czym mnie zaskoczysz, Morpheusie? – zabrzmiała filuternie niewinnym pytaniem, podszytym jednak wyrazistymi nutami zaczepności.




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Victoria Lestrange - 21.02.2024

Odpowiadam Perseusowi. Mam kilka przemyśleń do Erika i Nory. Rozmawiam z Patrickiem, Sebastianem i Brenną, i na końcu piję drinka.

Nie mogła się złościć na Perseusa, bo nie była nawet świadoma, że jakiekolwiek kwiatki w tak drogim jej ogrodzie ostały się po wichurze, jaka przetoczyła się przez Dolinę Godryka – bo gdy miało to miejsce, to leżała nieprzytomna, niemal bez życia, najpierw głową w rytualnym ognisku, a później zwisała z drzewa… by jeszcze później przez kilka boleśnie (dosłownie) długich godzin nie dawać oznak życia w polowym szpitalu. A nawet gdyby miała tego świadomość… Kochała kwiaty, bo były piękne, bo sprawiały jej radość. Jeśli tych kilka, które przeżyły zabójcze wiatrzysko, sprawiło radość Perseusowi i wybrance jego serca, która jutro miał poślubić, to pewnie ucieszyłaby się, że do czegoś się przydały. Bo i tak musiała cały ogródek przekopać i posadzić wszystko na nowo… Z pomocą Anny Rookwood co prawda, bo sama była zbyt słaba, ale tych kilka kwiatów i tak musiałaby wtedy wykopać. Dobrze więc się stało. Teraz więc odwzajemniła jego uśmiech; zawsze dobrze jej się kojarzył, jako kuzyn jej ulubionego kuzyna. Zresztą miewali sporadyczny kontakt, bo zaopatrywała Blacka w eliksiry.

– Jestem tego wręcz pewna. Sama o zdrowych zmysłach nigdy nie weszłabym na scenę – odparła mężczyźnie, pozwalając sobie na odrobinę zabawy i również minimalnie ściszyła głos, ale i tak pewnie reszta osób tutaj usłyszała co miała do powiedzenia. – A nie wypiłam tak dużo, żeby zacząć robić takie dziwne rzeczy – kilka łyków drinka… co to było? Zgoda, nie pijała już tak dużo, i to od wielu, wielu lat. Brenna na pewno pamiętała dlaczego. Ale nie odmawiała sobie, gdy miała ochotę. Zresztą Erik zaraz potwierdził jej przypuszczenia i była bliska westchnięcia. To, że barman ostrzegał to jedno – Victoria po prostu nie wyobrażała sobie, że te „specjalne efekty” to może być właśnie coś tego typu: że zacznie robić rzeczy, jakich normalnie za żadne skarby by nie zrobiła. Nie była Saurielem, który potrafił śpiewać do melodii wygrywanej przez własną gitarę. Nie była też Laurentem, który swoim głosem mógłby zaczarować prawie każdego, kogo tylko by chciał. – Sporo dopłaciła… ach tak… – wymruczała pod nosem.

Erik zaraz przeprosił towarzystwo i się ulotnił, w sumie to nie mogła się mu dziwić, skoro dopiero co lewitował. Niedźwiedź zniknął, a mężczyzna, który się w jego miejsce pojawił, porwał do tańca Norę. Nie zdążyła więc się jej nawet przedstawić, pochwalić klubokawiarni, do której raz zabrał ją Sauriel, ani powiedzieć jej, że Rookwood mówił o niej same dobre rzeczy. Zdążyła się tylko uśmiechnąć do blondyneczki ślicznej jak samo słońce i tyle ją widziała – odprowadzając wzrokiem na parkiet.

Miała moment, by przyjrzeć się temu, co wyłowiła z koszyczka – spinki, chyba takie same, jakie pokazywał Alastor chwilę temu.

– Cześć, Patrick – znowu miała w dłoniach kieliszek, lecz przyjście Stewarta z jakimś mężczyzną sprawiło, że oddaliła chęć napicia się. Uśmiechnęła się do znajomego aurora i przeniosła ciemne spojrzenie na jego towarzysza. Chyba kilka razy gdzieś go widziała, ale nigdy nie miała okazji porozmawiać? – Victoria Lestrange – przedstawiła się w odpowiedzi i Patrick mógł mieć teraz pewność, że się nie znali. – Najnowsza ofiara i obsesja? Współczuję odparła z pełną powagą, chociaż tak naprawdę to to był żart. Ale właśnie w taki sposób Lestrange żartowała. – A próbowałeś egzorcyzmować z niej tego chochlika, który ciągle pcha ją i innych do niebezpieczeństwa? – dodała jeszcze i przymrużyła oczy, bo oto sprawczyni całego zamieszania się do nich zbliżała. Z sufitu spadały gwiazdy... a może to tylko gwiezdny pyłek, i obsiadły ciemne, prawie czarne włosy Victorii, i jej równie ciemną kreację, tworząc ten piękny, niemal eteryczny kontrast. Kilka z nich osiadło na końcu jej prostego nosa i zsunęło się po policzkach, aż wykalkulowanym ruchem uniosła dłoń, by strzepnąć zeń pyłek jak najmniejszym kosztem. – Cześć – odpowiedziała kobiecie i wlepiła w nią mocne spojrzenie. Mocne i milczące, wymowne, wyzywające wręcz? Które mówiło, że… się odpłaci? A może też tylko sobie żartowało, bo przecież nic się nie stało takiego z tego powodu, że wlazła jak idiotka na tę scenę. Objęła zresztą Brennę jedną ręką, w drugiej trzymając wciąż niezaczętego kieliszka i gdy w końcu się od siebie odsunęły – uśmiechnęła się, oszczędnie, jak to Victoria. – Cieszę się, że ci się podobało – powiedziała w końcu, by przypieczętować te słowa przyłożeniem szkła do swoich pełnych, pociągniętych szminką ust. – Ale kiedyś się odwdzięczę – dodała i mrugnęła, po czym przechyliła kieliszek, by się napić.


!magicznydrink


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 21.02.2024

Drink na dwie tury wyostrza zmysły wzroku, węchu i dotyku - lepiej widzisz w półmroku, wyraźniej czujesz zapachy, trzymając w dłoni szklankę z drinkiem bardziej wyczuwasz fakturę i temperaturę szkła - tak samo jak gdy dotkniesz czegoś jeszcze.


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Perseus Black - 21.02.2024

Biegnę za Erikiem do łazienki i nas w niej zatrzaskuję...

Myślisz, że Brenna pozwoliłaby mi zabrać kilka tych przypraw na jutro? — szepnął rozbawiony — Użylibyśmy ich dopiero po północy, gdy starszyzna pójdzie spać, aby nikogo nie gorszyć...

Towarzystwo się rozpierzchło, zatem Perseus postanowił dokończyć swój sok, pożegnać się z Victorią i dyskretnie wymknąć się ze stodoły; miał nadzieję, że nikt nie obrazi się za tak nieeleganckie wyjście. Wszak następnego dnia musiał wyglądać... świeżo. I dokładnie to właśnie zamierzał przekazać Lestrange, kiedy w tłumie mignęła mu - jak mu się zdawało - znajoma sylwetka. Elizabeth. Kobieta całkowicie oderwana od rzeczywistości. Ciężki przypadek. I mógł to powiedzieć jako magipsychiatra. Na domiar złego chyba upatrzyła sobie Perseusa na cel swoich zalotów. Schlebiałoby mu, to gdyby nie to, że była w wieku jego matki i próbowała go podstępem napoić amortencją.

Przepraszam, chyba sam muszę przypudrować nosek... — skinął głową w stronę, w którą odszedł Erik — Miło było cię zobaczyć! Do jutra!

Odstawił niedopity sok na bar i sam pomknął w kierunku toalet tak szybko, jak pozwalała mu schorowana noga. Odczekał chwilę pod drzwiami, aż usłyszał dźwięk odkręcanej wody - nie chciał przecież podglądać kolegi, już wystarczająco niezręczności przeżyli - i dopiero wtedy wparował do środka, przekręcając zamek i barykadując wejście dodatkowo laską. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że tym samym przypadkiem zatrzasnął ich w środku.

Eriku! — westchnął przerażony, chwytając się za serce — Wydawało mi się, że widziałem... Sam-Wiesz-Kogo. Starą wiedźmę. Tę od amortencji.

A zaraz potem rozejrzał się po pomieszczeniu, zaskoczony tym, że w wiejskiej stodole znajdowała się łazienka z prawdziwego zdarzenia. Brenna to miała łeb!


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Septima Ollivander - 21.02.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jxkSUud.png[/inny avek]
wchodzę, nie ogarniam i panikuję

Spóźniła się.
Jej oficjalną wymówką była praca i żmudne zamówienie, nad którym praca okazała się być dużo bardziej wymagająca, niż początkowo oszacowała.
Nieoficjalną wymówką była zaś popłoch i absolutna panika związana ze zgrozą nadchodzącego wydarzenia, które z jakiegoś powodu zaakceptowała z wyrywającym się z klatki sercem. Miała już dwadzieścia osiem lat i poza sabatami, które uchodziły w jej przekonaniu za wydarzenie niemalże rodzinne, nie uczęszczała na tego typu zabawy. Stroniła od ludzi raczej z przyzwyczajenia i jeśli mogła, unikała większych ugrupowań, zawsze preferując kameralne, znajome zgrupowania. Samotność za każdym razem smakowała i wyglądała w odmienny, poniekąd niezwykły sposób — w ostatnich dniach miała lekki, niezdarny aromat ciekawości zmiękczonej tak jak krem białych chmur rozprowadzonych pod wysklepionym niebem. Nie była gorzka, ani dokuczliwa, ale chyba najwyraźniej oszukiwała samą siebie, twierdząc, iż nie próbowała się otrzepywać z jej ostrych łupin.
Znów przyłapała się na kłamstwie (czyżby podróż do Włoch zaczęła coś w niej zmieniać?). Cóż, na pewno zmieniła jej garderobę, bogatą o kilka nowych, nieznanych jej zwiewnych sukienek, których sama nigdy by nie zakupiła.
Jaka krótka!
Złapała się za głowę, wciągając na siebie jedną z kandydatek, modną, materiałową finezję, w stylu roześmianych, młodych mugolek, które widywała czasem na miejskich bulwarach. Kwiatowa i kolorowa, kojarzyć się mogła jedynie z upalnym latem i zimnym winem, za którym tak dziś tęskniła. Czy Morpheus naprawdę ją w tym widział? Widocznie tak.
Kolczyki? Biżuteria? Co teraz? ponownie złapała się za głowę, uświadamiając sobie, że lata intensywnej przyjaźni z facetem uczyniły z niej kobiecą kalekę i żadne ofiary składane na boskich ołtarzach nie były w stanie tego naprawić. Potrzebowała kobiecej rady, ale na taką było już za późno.
Dlatego też naprawdę się spóźniła.
Nie spodziewała się ujrzeć stodoły, choć krążący wokoło strażnicy, zapewnili ją o trafności lokacji. Weszła do środka na swoich osikowych, chyboczących nóżkach, w duchu przeklinając brak spożycia odpowiedniego rozchodniaczka zamiast rozwodnionego eliksiru uspokajającego. 
Buchnęło parą lepiących się już ciał, miękkich oddechów i potu zraszającego kosmykowe niesforności. W pomieszczeniu, gdzie półmrok otulał każdy kąt, a delikatne światło lampionów rzucało ciepłe, migotliwe refleksy na ścianach, poczuła się nieskrępowana zmartwieniami doczesności. Czuła, że musiała odpocząć od nawarstwionej rutyny, od obaw, które jak czerwie zagnieżdżone w poczwarkach zalegały pod jej skórą, napełniając ją nieuchronnym, miarowym wrażeniem dyskomfortu. Czuła, że musiała odpocząć i spróbować zapomnieć – choć zapytana o czym nie byłaby w stanie odpowiedzieć na głos.
Ktoś podszedł z koszyczkiem, ktoś się odezwał, ale nie stać jej było na nic więcej niż machinalny ruch dłoni. Zaabsorbowanym spojrzeniem omiatała salę, wyławiając zaciekawionym okiem kilka znajomych jej twarzy. Och, również i samego roztańczonego Morpheusa.

!prezentgodryka