Secrets of London
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele (/showthread.php?tid=3340)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Maeve Chang - 02.06.2024

Szlajam się po sali, zagaduję losowych NPC, a potem czekam w drzwiach do ogrodu aż Atreus i Chris skończą męską rozmowę.

I wy tak żyjecie?
Cały czas w głowie Maeve dudniło to pytanie, aż dziwne, że jej się jeszcze przypadkowo nie wymsknęło na głos. Włóczyła się pomiędzy stołami i gośćmi, dziwiąc się, że czystokrwiści silili się na taki przepych. Nie rozumiała, po co ładować w to wszystko tyle pieniędzy; nawet jeśli osobiście przyłożyła się do zniknięcia połowy tych śmiesznych mini kanapeczek, które tu serwowano, nadal nie mogła się zgodzić, że były jakoś szczególnie wybitne. Prawdę mówiąc, lepszą kanapkę zjadła dziś rano na Nokturnie, przy czym warto wspomnieć, że miała posmak pieprzu torfowego, bo podniosła ją z ziemi.
Mimo niezrozumienia praktyk osób z tak zwanych wyższych sfer, bawiła się przednio. Trochę czuć było od Mewy energię dziecka, które po raz pierwszy weszło do tego ogromnego sklepu ze słodyczami na Pokątnej i, niczym we śnie, mogło bez ogródek wszystkiego próbować. Miała co prawda w sobie trochę więcej gracji niż umorusany czekoladą pięciolatek, ale euforia była porównywalna. Najszczęśliwsza była wtedy, kiedy wpychała w siebie zostawiony przez kogoś, nieruszony praktycznie kawałek ciasta weselnego i wtem gdzieś przed oczami mignął jej Crow odstawiony w garniturek na picuś glancuś. Musiała przetrzeć oczy, bo nie sposób było im wierzyć, ale kiedy się już upewniła, kawałek tortu stanął jej w gardle i prawie się zachłysnęła.
Na szczęście uratował ją jakiś starszy pan, całkiem sympatyczny człowiek, przedstawił się jako ojciec Perseusa. Maeve może wychowała się w chlewie, ale świnią nie była, więc z grzeczności udała, że wie o kogo chodzi i sama przedstawiła się jako kuzynka Atreusa, tak jak z Bulstrode wcześniej pokrótce uzgodnili. Wybrała jakieś losowe imię, bodajże Amelia, głównie dlatego, że brzmiało bogato. Po chwili ten przemiły człowiek przedstawił swoją żonę, więc Mewa Amelka, chcąc ciągnąć sympatyczną pogawędkę, zapytała, skąd znają pana młodego.
Popatrzyli na nią, jakby była nawiedzona, po czym zaśmiali się serdecznie. Ani Amelia, ani Maeve nie miały pojęcia, z czego się śmieją, ale pośmiała się z nimi.
Na szczęście zaczepił ich jakichś blond koleś; poważny i wysoki, ale źle mu z oczu patrzyło, więc Changówna nie chciała dalej tej szopki ciągnąć. Oddaliła się bez pożegnania w trybie raczej pośpiesznym, licząc, że jeszcze może gdzieś złapie Crowa, co by się mu zaśmiać w twarz i zapytać z kim przegrał zakład, że się tak odstawił jak szczur na otwarcie kanału, ale nie mogła go już znaleźć wzrokiem. Stała tak na środku sali, unosząc się raz po raz na palcach stóp; ktoś pomylił ją z kelnerem, bo miała na sobie czarny, kradziony garnitur (tak w razie czego, żeby nie musiała się przebierać z kiecki, gdyby jednak w połowie imprezy zechciała zostać mężczyzną), ale kazała tej osobie spierdalać. Na chwałę Merlina usłuchał jej pobożnego życzenia.
Nie znalazła Bella, ale za to spostrzegła Bulstrode'a, swojego byłego-niedoszłego, który zaprosił ją na tą balangę, a teraz okładał jakiegoś typa po łbie. Uniosła brwi, nie ukrywając faktu bycia pod wrażeniem. Złapała za dwa drinki, najpierw dla siebie, żeby jej starczyło na obejrzenie całego zajścia, ale kiedy uznała, że przepychankę wygra Atreus, stwierdziła, że ten drugi będzie dla niego. Maeve przecież i tak nie była w stanie się upić, więc ilość, którą pochłonie, nie miała znaczenia.
Walka jednak nie zakończyła się krwawo, a szkoda; chłopaki zdawali się dochodzić do wspólnego konsensusu w ogrodzie, więc Chang oparła się o framugę drzwi ramieniem, grzecznie czekając, aż skończą rozmowę. Pomachała z tej bezpiecznej odległości Atreusowi drinkiem, dając mu znać, że ma dla niego nagrodę i czeka na relację.
W międzyczasie jednak raz po raz zerkała przez ramię na Lorraine stojącą w oddali, która ewidentnie próbowała udawać, że nie patrzy na potyczkę. Maeve uśmiechnęła rozbawiona pod nosem. Nie wiedziała, co było śmieszniejsze - przyczajone podglądanie, obecność samej siebie na tym weselu, czy fakt, że Malfoy do tej pory Changówny nie zauważyła.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Louvain Lestrange - 02.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/83/86/4d/83864d5a205dffe85bd314540fa050f1.jpg[/inny avek]
W okolicach stołu, wpadam na Annaleigh.


Tak naprawdę to oczekiwał od tego wesela przyjemnej odskoczni od przykrej rzeczywistości, która w te dwa ostatnie tygodnie pomięła go jak nieudany list. Ot pretekst do spotkania się z kuzynami i kuzynkami, paroma przyjaciółmi. Przy okazji spojrzeć w te śmierciożercze pyski, bo w jego oczach obdarci byli już z masek i łacińskich pseudonimów. I pod tym względem, w jego perspektywie rodził się mały konflikt, bo tak jak mocno kibicował swojemu bratu po czarnej krwi Perseuszowi, to nie był zbyt uradowany umacnianiem się pozycji Rookwoodów. Pieprzeni Medyceusze pośród mrocznych sług. Chociaż nie miał osobistego zatargu żadnym z nich, to od początku uważał, że Lord Voldemort niesłusznie wybrał sobie ich rezydencję na swoją siedzibę. Jednak nie musiał uporczywie na nich narzekać, zwłaszcza po upadku Chestera Rookwooda.

Jako ten bez własnej rodziny, na teren posiadłości w której odbywało się wesele wkroczył w towarzystwie swoich rodziców Anthonego i Cassanrdy. Przynajmniej dzięki temu ominął wielu życzliwych i nieszczerych przywitań ze swoim szwagrem i innymi łajzami z najbliższej rodziny. Potem zdążył tylko osobiście pogratulować Perseuszowi i Vesperze z należytym szacunkiem, bo przecież zaraz obok stała Walburga, a kilka kroków obok pewnie i pozostali inni ważni nestorzy szlachetnych rodów. Dlatego z ledwością połknął śmiech, kiedy usłyszał jak Sauriel składał swoje najbardziej oględne gratulacje w swoim życiu. Niby powinien się tym poczuć urażony jako członek rodziny, ale odkąd czarny kocur nie wysypał Loretty po ataku na Baltane, nie był już wobec niego taki cięty jak zwykle. Pewnie Walburga nie śmiała się tak jak on, bo blady skurczybyk potrafił wystrzelić jak z haubicy. Zaraz potem został poinformowany przez ojca, że zdarzyła się jakaś kraksa w magazynie z winem. Papa Lestrange bardzo się postarał sprowadzając prosto z dawnych rodowych winnic najszlachetniejsze gatunki, a wiadomo że wino było dla Lestrangów istnym dziedzictwem kulturowym. Podarki od rodziny Lestrange dla młodej pary, miały wymieszać się z tymi od Shafiq przez nieuwagę obsługi wesela. Przez to zniknął na długi czas i ominęły go najlepsze jak dotąd atrakcje, kiedy Atreus w końcu stał się uroczy i całkiem do zniesienia. Kiedy uporał się w końcu z partaczami od wina, wrócił wreszcie na imprezę by w końcu się rozluźnić i pośmiać z kimś kogo naprawdę lubił. Ależ kurwa niedoczekanie.

Był już bez marynarki, a od dyrygowania pracownikami zaplecza, rozmyły się zaklęcia transmutacji maskujące jego tatuaże. Nie to, że się wstydził, ale matka prosiła, żeby nie kłuć nimi w oczy nestorów. Na ten moment jednak miał już wszystko w tyłku i po prostu chciał się napić tych specjalnych drinków i potańczyć z pięknymi paniami. Dziarskim krokiem maszerując w stronę stołów, by nadrobić zaprawę w gardle, natknął się jednak na starszą siostrę. Odrazu zmarszczył brwi, bo wyglądała na mocno zaniepokojoną. Czy ten ruski krzywonos zdążył już wyprowadzić z równowagi biedną Annaleigh? Oby nie, bo naprawdę był to zły dzień na wyprowadzanie z równowagi Louvaina. - Co się stało? Ktoś Ci coś zrobił? - wyrzucił półszeptem, z zaniepokojoną miną. Podchodząc bliżej w stronę siostry, złapał ją za ręce, chcąc ją jakoś uspokoić. Jeszcze nie wiedział, że nie o tego skurwiela chodziło, bo ani przez myśl mu nie przyszło, że Alexander może gdzieś tu krążyć. Bo niby po co? Co on miał tutaj niby robić? A Vakelowi zbierało się już od jakiegoś czasu na glanowanie, przydałoby się w końcu rozładować to napięcie. A o jedynym ślubie jakim wiedział to ten z dzisiaj, z Lorettą nie rozmawiał już od jakiegoś czasu. Nie miał zamiaru po tym jak przyprowadziła tamtą ćpuńską boheme na widowisko z pojedynkiem.




RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Charlotte Kelly - 03.06.2024

Szczęście czy pech? Ich drinki, chociaż magiczne, nie mogły wywrzeć wielkiego efektu, bo Jonathan przez swój stawał się po prostu Jonathanem, a Perseusa Blacka nigdzie nie było na horyzoncie, aby Charlotte mogła do niego podejść i zapytać, czy zamierza być wierny żonie, bo jeżeli nie, to może pokaże jej małżeńską sypialnię? Rozejrzała się tylko po tłumie, szukając go wzrokiem, a po jej głowie krążyły jakieś myśli o alabastrach i onyksach, takie zupełnie niecharlottowe, że starły się w pewnej chwili z inną myślą: czy opętał mnie Anthony?
Gdyby był legimenta, pomyślałaby, że wlazł jej do głowy.
W każdym razie, Perseus Black umknął jej z widoku akurat, gdy się w nim zakochała. Bezczelność.
- Gdzie jest ten cholerny pan młody? - spytała nagle Jonathana z pewną irytacją, pozwalając mu się przytulić, i zapominając na moment o matce oraz o wszystkich ślubnych skandalach.
Cóż, faktycznie nie trafiła z rodziną dobrze. Ale prawda była i taka, że sama Charlotte nie była do końca przyjemnym człowiekiem, i pozostawała nawet po latach córką swojej matki: umiała być absolutnie bezlitosna wobec ludzi, na których jej nie zależało, a zapewne gdyby zaczęła komentować niektórych gości, niejedna osoba podsumowałaby ją bardzo krótkim: suka. Wdała się pod pewnymi względami w swoją matkę. Tak, była swobodniejsza od niej, znacznie weselsza, chętna do przygód i znacznie mniej przejęta tym, co ludzie powiedzą albo statusem czystej krwi (głównie dlatego, że się zakochała, w końcu tak do piętnastego roku życia nie używała słówka „szlama” głównie ze względu na Selwyna). Jednak na przykład… przed laty postanowiła wynieść się do USA z wielu różnych powodów, ale jeden z nich brzmiał: nie zdziwię się, jeśli matka zatrudni kogoś, by zamordował mi męża.
I teraz, gdy dojrzała Morpheusa u boku Vakela, przez głowę Charlotte przeszło, kogo powinna pytać o znalezienie płatnego mordercy. Czy może powinna zająć się sprawą sama? Nie znała ich pełnej historii, ale wiedziała jedno, jej przyjaciel przez Vakela przed laty cierpiał i to Charlotte w zupełności wystarczało.
– Och na litość bogini – wyrwało się jej i jednym haustem wychyliła kolejnego drinka. – Johny, czy ty widzisz to, co ja? Bardzo proszę, powiedz, że się upiłam i halucynuję, i nasz niski król krainy snów wcale nie powędrował do tego nadętego celebryty – syknęła cicho Charlotte, która była prawdopodobnie jedną z najbardziej nadętych osób na tym przyjęciu.

!weselnedrinki


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 03.06.2024

Świat się chyba kończy, albo to czas schowania głowy w piasek, bo od tej pory wszystkie zdania, które próbujesz powiedzieć, wypowiadasz od… końca.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Isaac Bagshot - 03.06.2024

Obok muzyki a później Ogrody

Isaac również zdziwił się na bezszelestną ewakuacje Flynna. Najwyraźniej chłopak musiał mieć ku temu jakieś powody. Z drugiej strony, nie dziwił mu się, ponieważ Imogen potrafiła być odpychająca.
- Kiedy tylko spotkam pannę młodą, to na pewno usłyszy ode mnie mnóstwo komplementów.- Powiedział, patrząc prosto w nieszczere oczy kobiety. Kiedy stanęła bliżej, wyciągnął niespiesznie dłoń żeby poprawić kolczyk który miała w uchu. Wiedział, że była mężatka, więc nie miał zamiaru przekraczać granicy dobrego smaku. Zwłaszcza, że jej mąż na pewno kręcił się gdzieś w okolicy.
- Mhm…- Mruknął tylko i uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy zapozowała z różą ukazując swoje wdzięki.
- Może nawet będziesz na okładce Czarownicy? “Imogen Rookwood, swoją kreacją dyktuje magicznej społeczności Londynu modowe trendy na najbliższy sezon.” - Powiedział, przykładając aparat do twarzy.- O? Zaciął się.- Skłamał, marszcząc lekko brwi.- Muszę wyjść na zewnątrz, żeby mieć lepsze światło i sprawdzić co się stało.- Powiedział i uśmiechnął się przepraszająco do koleżanki.
- Później cię znajdę i zrobimy zdjęcie.- Obiecał, co również było kłamstwem. Odwrócił się i ignorując zamieszanie które miało miejsce na parkiecie, skierował się do ogrodów.

Kiedy wyszedł na zewnątrz, wyciągnął papierosa żeby zapalić. Samopiszące Pióro które za nim podążało, niespiesznie kreśliło coś w notatniku.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Perseus Black - 03.06.2024

Ogrody, później hol

Będziesz miał z tym pewne trudności; mamy wśród gości kilku seniorów, którzy również używają lasek — roześmiał się. Ale prawda była taka, że żadna z osób nie miała aż tak... finezyjnej podpory jak Perseus. Podobno zamiłowanie do pragmatyzmu prostoty przychodziło z wiekiem; on wciąż jednak był na etapie osobliwości. Pozwolił się zatem zaprowadzić z powrotem do okazałej posiadłości, lecz tym razem ściągnął Laurenta w stronę głównego wyjścia, a nie tarasu, przez który znaleźli się na zewnątrz.

Wydarzenia towarzyskie były doskonałą okazją, by dowiedzieć się czegoś więcej o innych członkach magicznej socjety i wcale nie chodziło tutaj o samo wchodzenie z nimi w interakcje, lecz obserwowanie ich reakcji na to, co dzieje się wokół; te uciekające spojrzenia, nerwowe uśmiechy, dłonie splatane ze sobą w koszyczki i nerwowo rozplatane, gdy nie wiedziano już, co z nimi zrobić, skrzętne omijanie tematów, które sprawiały dyskomfort - to wszystko nie umykało uwadze Perseusa, który z zawodową wprawą obserwował zebranych. Zauważył więc, jak Laurent w odpowiedzi na jego słowa przystaje, a jego palce zaciskają się mocniej na szklance.

Och nie, Laurencie, nie rób tak, skaleczysz się jeszcze, pomyślał z troską i uspokajająco pogładził jego ramię opuszkiem kciuka, dość blizn nosisz na duszy; odpuść więc swojej skórze. Chciał powiedzieć mu coś więcej, być może przeprosić go za to, że... właściwie, to za co? Za to, że również znał Crowa? Że przed pięcioma laty łączył ich krótki romans, który dziś pozostał jedynie słodko-gorzkim wspomnieniem? Perseus przywykł przepraszać do wielu rzeczy, również tych, które nie były jego winą, ale nawet on nie wyobrażał sobie przepraszać za to, że kiedyś obdarzył kogoś uczuciem. Przecież miłość nie była zbrodnią... A jednak, zdawało mu się, że w jakiś sposób skrzywdził swojego towarzysza i poczuł się z tym po prostu podle.

On również jest ci bliski — nie pytał, lecz stwierdził półszeptem dedykowanym tylko jego uszom. Przypomniał sobie, jak Prewett przed niespełna dwoma tygodniami wspomniał, że wiele osób jest skłonnych leczyć jego samotność - czy Crow był jedną z nich? Och, czy to oznaczało, że Laurent czuł się w jakiś sposób... zagrożony? Tak, Perseus właśnie tak to odebrał i pomyślał, że właśnie tutaj leży problem. Uśmiechnął się więc do niego pokrzepiająco; tylko tyle mógł zrobić w otoczeniu świadków, choć ramiona wyrywały się do tego, by objąć jego drobną sylwetkę i zapewnić go, że wszystko będzie w porządku.

Zmiana tematu. Tak, będzie dobrze, jeśli zmienią temat. Niech porozmawiają o tym wolnym duchu, Geraldine i koniach, i wyjeździe do Brazylii, i kapibarach.

Sądziłem, że Gerry urodziła się w siodle...? — zdziwił się nieco, ale zaraz potem przypomniał sobie, że przecież nigdy nie widział panny Yaxley na koniu. Po prostu jakoś jeździectwo pasowało mu do tego, że była łowczynią, choć nie miał okazji widzieć jej w akcji. — Ze mną jest nieco trudniej, niż z nią. Wiesz... Kilka razy pogryzł mnie koń Elliotta. Według niego tak okazywał mi swoją sympatię, ale trochę obawiam się podchodzić do nich z przodu... A wybieramy się do Brazylii. Chciałbym zobaczyć na własne oczy kapibary... Uwielbiam kapibary. I... delfiny.... i... i... foki.

Ale chociaż Perseus starał się ze wszystkich sił, temat samopoczucia Laurenta wracał do niego ze zdwojoną siłą. Nie mógł przecież, nie mógł tak po prostu go zignorować. Był przecież jego terapeutą, o ile ten rzeczywiście chciał kontynuować u niego leczenie. Zdawało mu się, że to napięcie między nimi jest tak mocne, iż niemal namacalne.

Nie mogę wyzbyć się wrażenia, że od początku wesela jesteś jakiś... przygaszony. Czy coś stało? — zapytał, gdy wkroczyli w półmrok holu.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1kdk7ko.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Bard Beedle - 03.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/03/c9/5b/03c95b70643b47415cf734ec2fb5d8ce.jpg[/inny avek]

Z Laurencem, stolik z drinkami

Ostatnio miała sporo na głowie, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że kiedykolwiek miała luźniejszy tydzień. Pracowała nie tylko w Mungu, ale i zajmowała się bardziej skomplikowanymi przypadkami klątw, które ostatnio spędzały jej sen z powiek. Camille naprawdę starała się zachować rozwagę i dbać o to, by praca nie wypełniała jej większości dni, ale to było okropnie trudne zadanie. Dlatego też, gdy Laurence przysłał sowę z pytaniem, czy zechce iść na ślub Perseusa i Vespery, nie była pewna czy się zgodzić. Czasy, gdy chętnie chodziła na przyjęcia, minęły bezpowrotnie - dlatego też w szpitalu wiedzieli, że jeżeli brakowało rąk do pracy, to mogli śmiało wpisywać w grafik właśnie ją. Teraz jednak, gdy postanowiła dać Laurencowi drugą szansę, pewne przyzwyczajenia innych ludzi musiały ulec zmianie. Odpisała, że z przyjemnością pójdzie na ten ślub, chociaż sama nie była pewna, czy chciała celebrować miłość z mężczyzną, który lata temu złamał jej serce. I to jeszcze u jego rodziny. Ale niepokazanie się byłoby nietaktem, już słyszała wyjca od matki, którego ta by wysłała, gdyby tylko dowiedziała się o weselu. Dopiero później, gdy przeglądała korespondencję, dostrzegła własne zaproszenie. Klamka zapadła już wcześniej, ale teraz po prostu nie można było się wycofać.

Tak więc przyszła, ubrana w długą do kostek czarną sukienkę na cienkich ramiączkach i z niewielkim dekoltem, odsłaniającą plecy. Usta zdecydowała się pociągnąć czerwoną szminką, by wpasować się w kolorystyczną tematykę tego wydarzenia. Bardziej pasowała do pogrzebu niż wesela, lecz w zasadzie czy to poniekąd nie było to samo? Przynajmniej w przypadku Blacka i Rookwoodówny.

Nie miała nic przeciwko, by rozmawiać z innymi czy nawet tańczyć. Wychowała się w rodzinie artystów - to ona się wyłamała i postanowiła podążać swoją ścieżką. Potrafiła jednak poruszać się w tańcu, szlifowała tę umiejętność nie tylko w szkole, ale również podczas różnych przyjęć, które organizowali Delacourowie. Intuicyjnie wyczuwała rytm, a sama sunęła po parkiecie z gracją, co tylko ułatwiał fakt, że przyszła tutaj z mężczyzną, którego tak naprawdę nigdy nie przestała kochać. I mimo iż sama była sceptycznie nastawiona do ślubów w młodym wieku, szczególnie jeżeli kobieta miała porzucić swoją karierę zawodową, tak wyglądało na to, że Camille bawiła się dobrze. W przeciwieństwie do niektórych tu obecnych.
- Myślałam, że wesela w Anglii są... weselsze - szepnęła do Lestrange'a, nachylając się lekko, niby to sięgając po białe wino. Wolała nie mówić głośniej, by nikt nie odebrał tego jako nieprzyjemnej uwagi. Mówiła z lekkim francuskim akcentem, wyraźnie słyszalnym, chociaż nieco już zacierającym się przez fakt, że tyle lat mieszkała w Londynie. - A na pewno że wśród tylu szlachetnych rodzin obejdzie się bez nieprzyjemnych incydentów.
Dodała jeszcze, poprawiając rozpuszczone blond włosy. Przerzuciła je na jedno ramię, nie odstępując Laurenca na krok. Wolałaby nie zostać rzuconą na pożarcie jego rodzinie, bo sama nie do końca wiedziała, na czym stoją i kim dla siebie byli. I wolałaby na razie na to pytanie nie odpowiadać, a na pewno nie obcym jej ludziom.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Rowena Ravenclaw - 03.06.2024

Ach, cóż za intensywność wydarzeń - a jeszcze nie podano nawet deseru. Pomiędzy pierwszym tańcem młodej pary, a chwilą w której na stołach zaczęły pojawiać się lody o smaku czekolady brownie (serwowane w eleganckich wysokich pucharkach, z barwioną na czarną bitą śmietaną, zdobione dorodnymi czerwonymi owocami - truskawkami, czereśniami i porzeczkami - oraz czerwonym waflem) wydarzyło się tak mnóstwo rzeczy, że dział plotkarski Czarownicy miałby dość materiału na nadchodzący kwartał (cóż za nieszczęście, że jedyny oficjalny wysłannik magazynu postanowił od plotek stronić...); były to jednak w głównej mierze osobiste dramaty i przytyki, których nie warto roztrząsać.

Z wydarzeń, na które szanowni goście powinni zwrócić uwagę, należy zatem wymienić uroczą kapibarę przemykającą pod ich nogami, bójkę Christophera Rosiera z Atreusem Bulstrode, która zakończyła się wyprowadzeniem obu panów z sali bankietowej, dopóki nie wyjaśnią spraw między sobą, a także młody Regulus Black wykrzykujący w ogrodzie to, co wielu z was szeptało już między sobą - wątpliwości co do tego, czy pan młody dożyje pierwszej rocznicy ślubu.

Słońce schowało swą tarczą za horyzontem, dzięki czemu sierpniowy upał stał się mniej uciążliwy. W ogrodzie rozpalono już lampy, rozświetlające delikatnym złotym światłem ścieżki, a świerszcze oraz żaby z pobliskiego wieczora rozpoczęły swój wieczorny koncert. W zapadającym mroku swe przedstawienie rozpoczęli cyrkowcy, tańczący z ogniem na rozległym trawniku.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Lyssa Dolohov - 03.06.2024

Przy barze sobie stoję

Lyssa nie zwróciła większej uwagi na pojawiające się na granicy słyszalności szepty, wciąż przeżywające niedawną bójkę, która miała miejsce na parkiecie, niespecjalnie będąc zainteresowaną tego typu pokazem samczej głupoty. Nie dotyczył on jej, więc czemuż by i miała? Co jednak nie uszło jej uwadze, to błądzące spojrzenie Peregrinusa, zanim jeszcze zdążył się do niej odezwać.
- Oczywiście, baw się dobrze - rzuciła obojętnie, odprowadzając go spojrzeniem.

Tak samo jak potrafiła być intensywna w stosunku do niego, równie łatwo obdarzała go ocierającą się o chłód obojętnością. Często też, te dwa sposoby ocierały się o siebie, następując po sobie jakby Lyssa nawet nie musiała mrugnąć, żeby wskoczyć na inny tor. Prawda była taka, że w gruncie rzeczy traktowała Trelawneya bardzo przedmiotowo, jego funkcję sprowadzając w swojej głowie do akcesorium Dolohova. Nawet jeśli mogło to ujmować samemu Peregrinusowi, którego uznawała za sympatycznego i całkiem miłego jako towarzystwo, ułatwiało to wiele rzeczy. Bo nie mogła nie dostrzegać nici, którymi byli z Vakelem ciasno spleceni i nawet jeśli drobne zaczepki w stronę Trelawneya wydawały jej się zabawne, tak wchodzenie w tę plątaninę z pełną premedytacją nie wchodziło w grę.

Przez moment przyglądała się Millie, kiedy do niej podszedł, pozwalając rodzinnej zdolności pokazać jej to, co wiązało kobietę z asystentem jej ojca, ale kiedy tylko kolory zakwitły, odwróciła ze znudzeniem spojrzenie. Moody nie była żadnym zagrożeniem, tym bardziej rozrywką, dlatego też Mulciber skoncentrowała się w całości na zamówieniu drinka. Kiedy podano jej kieliszek, uśmiechnęła się wesoło do barmana chwytając szkło w dłonie, a potem upijając z niego łyk i odwracając się w kierunku sali, chcąc znaleźć sobie jakiś zajęcie na parę dłuższych chwil, skoro wszyscy ze świty Dolohova wydawali się nagle uwikłani w towarzyskie rozmówki. Ale zwyczajnie odwrócenie się i ruszenie przed siebie okazało się raczej trudne, szczególnie że łokciem zahaczyła o znajdującego się za nią mężczyznę. Jęknęła rozczarowana, kiedy alkohol w kieliszku rozbujał się i chlusnął jej na sukienkę, mocząc czarny materiał i co gorsza - pozbawiając ją picia.
- Uważaj gdzie chodzisz - sarknęła odruchowo, pośpiesznie odstawiając naczynie i sięgając po serwetki. W końcu jednak zerknęła ku górze, na twarz znajdującego się przed nią mężczyzny, który był powodem całej tej małej katastrofy. W gruncie rzeczy była bardzo prostą dziewczyną i kiedy coś jej się podobało, bardzo szybko była w stanie zapomnieć o niektórych niedogodnościach. A Ulysses prezentował się całkiem dobrze. - Myślę, że ten mały wypadek wymaga jakiejś rekompensaty - niby to uśmiechnęła się do niego odrobinę nieśmiało, ale w gruncie rzeczy to go właśnie informowała, wciąż przyciskając do siebie serwetki.

!weselnedrinki


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 03.06.2024

W twojej duszy gra blues, albo… jakakolwiek inna muzyka. Czujesz potrzebę śpiewania, najlepiej o słodkim uczuciu zakochania. Tak, piosenka o miłości będzie idealna!