![]() |
|
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy (/showthread.php?tid=3497) |
RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Richard Mulciber - 01.08.2024 Sam przy stoliku, wcześniej zajmowanym z Lorien, Sophie i Alexandrem.
Później kieruję się do stolika z alkoholem. - Wiedząc, że byłaś z nami, może nie będzie zły. Uspokoił Sophie. Obojętnie w jaki sposób Robert zostanie powiadomiony o obecności córki na tym wieczorku, reakcja będzie albo przewidywalna, albo i nie. A ostatnio jego zachowania i działania w miejscach publicznych bywały – nieprzewidywalne. "Ojcowie mają słabość do swoich pierworodnych córek, wiem co mówię." – kiedy usłyszał te słowa, spojrzał na Lorien jakby się zastanawiał, co jej dodali do tego wina. Nie skomentował tego, uznając, że może najpewniej w tym miejscu, publicznym, chciała po prostu pocieszyć Wiewióreczkę Roberta. Choć Richard sam także miał córkę, to nie czuł w sobie czegoś w rodzaju słabości. A może po prostu nie zrozumiał, co Lorien miała na myśli? Trzeba jedno przyznać Sophie, że umiała odpowiedzieć Alexandrowi odnoście zwiedzania świata, wycieczce do Francji. Aż Richardowi kącik ust uniósł się ku górze, gdy tak słuchał ich wymiany zdań. Przenosząc wzrok na Lorien, wydawało mu się, że widział cień zazdrości? Jeśli tak, to dobrze. Niech poczuje zazdrość, tak jak on musi znosić jej obecność przy Robercie. ”Trzymasz w rękach skarb Mulciberów." padło z ust Alexandra. Słowo skarb, miało tutaj widocznie dużą wartość, odnoszącą się do osób. Skoro Matthias był skarbem Agnes. Sophie mogła być skarbem Roberta. A skoro kuzyn uraczył młodzieńca Delacour tymi słowami, Richard jedynie spojrzeniem podtrzymał jego słowa, dając po chwili zgodę Sophie, aby mogła iść ze swoim towarzyszem. W tym czasie Lorien postanowiła również ewakuować się do innego towarzystwa. Nie zatrzymywał jej, jeżeli miała taką potrzebę. Jedynie odprowadził ją wzrokiem, aby wiedzieć, gdzie zmierza. Do jakiego konkretniej towarzystwa. Został sam przy stoliku z kuzynem, gdzie słowa nie zamienili, do czasu aż Agnes postanowiła uraczyć wszystkich swoją obecnością i przekazać coś ważnego. Informacja na tyle ważna, że u niektórych wzbudziła zaskoczenie, tłumiony śmiech, a nawet kierunek prosty w objęcia śmierci. Zadziałał także jej urok willi, który na oklumentów nie działał. I choć na niego nie działał, to mógł udawać, że się temu poddał. Specjalnie dołączył do oklasków i jeszcze zachęcał kuzyna do wystąpienia. Jego durnowaty pomysł został zrealizowany przez jego brata, na jego prośbę. Jak to jest być głową całej rodziny Mulciber? Dobrze? Na polecenie Alexandra, aby się zamknął, przestał się już odzywać. Z oklaskami też powoli kończył, opuszczając ręce, chowając do kieszeni spodni. Rozejrzał się po pozostałych, rejestrując innych zachowania, różny odbiór informacji. Zabójcze spojrzenie Lorien, jakby chciała go zabić na miejscu. Sophie, która miała flashbacki randkowe. U jednej czarownicy wywołało nawet jakieś duszności. Akcja ratunkowa w tle. "Wspaniale Agnes. Podobno lubisz plotki." – pomyślał. Nie na długo mógł pozwolić sobie na obserwację otoczenia, kiedy Alexander wspomniał o Robercie. Musiał uwagę skierować na niego. Na podziękowanie, skierowane w swoim kierunku, odebrał je za brata skinieniem głowy. Choć się młody starał, to jednak wypadł – no powiedzmy przeciętnie. Szacunek, że spróbował. Wyrobi sobie jeszcze mowę publiczną. Przy słuchaniu Alexandra, Richard także zwracał uwagę na Agnes. Zachowanie, reakcję. Czarownica zabrała ponownie głos. Zmarszczył brwi słysząc o jej wsparciu w tej inicjatywie. Nie bardzo podobały mu się wymienione imiona znanych mu osób. Ale, czy to był jego problem? Francuska flądra, skarb Agnes z aurorem w pakiecie do wspierania tej fundacji. Nie będzie samotny. Wywołana Camille Delacour, nie wyglądała co prawda na zachwyconą. Nie wiedziała o tym? Czy mu się po prostu zdawało? Richard dostrzegł jej reakcję, przenosząc na nią badawcze spojrzenie, kiedy się odezwała, przeprosiła i opuściła główną salę. Richard wrócił spojrzeniem do sceny głównej, dostrzegając kopertę w dłoniach kuzyna. Będzie chciał, to się podzieli informacją, jaki prezent tam miał. To był moment, aby przejść do stolika z alkoholem i poczęstować dobrym whisky. Nie będzie stał jak kołek przy pustym stoliku. Najchętniej by zapalił, ale może później, nie wiedząc czy Agnes skończyła swoje przedstawienie. Skierował swoje kroki w kierunku stolika z alkoholem. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7u6XwWd.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Sophie Mulciber - 01.08.2024 Rozmawiam z Matthias'em, wspominam wuja Richarda, Lorien, wuja Alexandra oraz Atreusa przy końcu. Skarb Mulciberów, piękna dziewczyna. Sophie nie była przyzwyczajona do komplementów, więc jedynie uśmiechnęła się słabo i nic nie odpowiedziała. Była wdzięczna Lorien i wujowi, że pozwolili jej się oddalić i mogła porozmawiać z Matt’em na osobności. Przynajmniej nie miała wrażenia, że będą na nią źli, albo że robi coś złego. Bardzo chciała wyjść na balkon, ale gospodyni wieczorku miała w sobie coś, co nie pozwalało jej oderwać od niej wzroku. Ściskała dłoń Matthias'a, chyba trochę nieświadoma, że mogła gnieść mu palce. Kiedy wuj Alexander poszedł przemawiać, spojrzała na swojego partnera i powiedziała: -Nie… to znaczy - możemy jednak zostać do końca przemówienia? Proszę.- Poprosiła i uniosła nieco dłonie za które się trzymali. Zmieszała się lekko, kiedy zdała sobie sprawę, że trzymali się za ręce i mogli wyglądać jak para. Nie wiedziała, czy chłopak sobie tego życzył i czy nie wyrwał ręki z grzeczności. Dodatkowo, Sophie bała się, że było na to wszystko trochę za wcześnie. Nie wiedziała co ma myśleć, ale na szczęście przemowa wuja pomogła jej się na ten moment tym nie przejmować. Puściła dłoń Delacoure pod pretekstem poprawiania sobie sukienki. Zrobiła to tylko dlatego, że umarłaby ze wstydu, gdyby chłopak zrobił to pierwszy. Ich spotkania i spacery były bardzo grzeczne, a ręce za które się dzisiaj złapali, były “krokiem dalej”. Uśmiechnęła się blado, kiedy wuj o niej wspomniał i spojrzał na Matthias'a, kiedy jego ciotka wspomniała o nim. Musiał być dla niej bardzo ważny, skoro zawarła go w swojej przemowie. Uśmiechnęła się do niego ciepło, ale zaraz odwróciła głowę, kiedy usłyszała "Atreus". Zaczęła szukać go spojrzeniem, bo to właśnie o nim i o niej plotkowano. Miała nadzieję, że Matt nigdy się o tym nie dowie! -To, idziemy na balkon?- Zapytała szybko, odwracając się bardziej w stronę Francuza.-Twoja ciocia musi cię bardzo lubić. To naprawdę miłe, że o tobie wspomniała.- Powiedziała. Zerknęła przez ramię na wuja Alexandra i naprawdę było jej go szkoda. Postanowiła, że napiszę do niego list, w którym go pocieszy. -Nie chciałam, żebyś w taki sposób poznał moich rodziców. Tata i Lorien, no wiesz... byli zdziwieni że tutaj jestem, ale nie są na mnie źli. Na pewno też cię polubili! RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Atreus Bulstrode - 01.08.2024 Atreus spoglądał na całą scenę z lekkim uśmieszkiem, którego zwyczajnie nie mógł w tym momencie pozbyć się z twarzy. Złośliwym, bo jak on kurwa nienawidził Alexandra Mulcibera, to była zwyczajnie poezja. A teraz, kiedy widział jak jego aura rozbłyskiwała przyklejającym się do niego stresem, czuł satysfakcję. Mimowolnie, w ślad za jego słowami, zerknął w stronę Roberta i wtedy dopiero zmarszczył brwi. Nie otaczały go jakiekolwiek kolory, które były tak dobrze widoczne chociażby podczas Widowiska Randkowego, kiedy zatroskany pytał co z jego córką. Z pewnym roztargnieniem Bulstrode powoli poruszył szklanką, którą trzymał w dłoni, bawiąc się znajdującą w niej Ognistą, ale szybko doszedł do wniosku, że najwyraźniej Alexander był dzisiejszego dnia robiony w chuja na wielu płaszczyznach, albo zwyczajnie kłamał. Nie było to jednak aż tak ważne, szczególnie że Agnes nie poprzestała na wywołaniu go do tablicy. - Jestem pewien, że nasze wsparcie w tej sprawie to najlepsze, co mogło mu się przydarzyć - odpowiedział ciotce, uśmiechając się przy tym grzecznie, ale gdzieś pod tym wyuczonym uśmiechem wciąż kryła się drwina. Agnes miała swój świat i swoje gierki, kryjąc sie zazwyczaj pod pozorem pustej, bogatej plotkary i prawdę powiedziawszy, Atreus niekoniecznie wnikał w to jaka była naprawdę, bo gra pozorów była tylko kolejną wersją hazardu i to niezmiernie go bawiło akurat w jej wydaniu. Cokolwiek natomiast doprowadziło ją do tego momentu, do przekazania Alexandrowi koperty pod kuratelą Camille, Bulstrode'a lub jakiegoś tam Matthiasa, Atreus był jej zwyczajnie za to wdzięczny. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Bard Beedle - 02.08.2024 — Najpierw patrz pod własne. — To, czy zamierzał wziąć sobie do serca tego rodzaju radę, dla Alexandra mogło być jedną wielką niewiadomą. Niezaprzeczalnym faktem było to, żeby komuś radzić, należało zacząć od siebie. Nie czuł potrzeby zapewniania tego czarodzieja o tym, że Sophie jako skarb Mulciberów znalazł się w dobrych rękach. Jak pozostałe skarby Mulciberów, jeśli uda mu się je zdobyć. Przez działanie Agnès jego wcześniejsze słowa, jakie skierował do tego konkretnego Mulcibera, zdawały się nabierać nowego sensu. Potknięcie się może przybrać różne formy. Pośród prawdziwej śmietanki towarzyskiej magicznego Londynu nie było trudno o popełnienie prawdziwego faux pas. Matthias chrząknął cicho, jak tylko Mulciber zaczął swoją przemowę. Pośród wielu kłamstw prawdą było to, że dostał podstawy ku temu aby móc liczyć na jego towarzyską kompromitację. Przez to właśnie ta nieudolna przemowa była warta wysłuchania. Dlatego postanowił przystać na prośbę Sophie, która wciąż ściskała mu dłoń. — Oczywiście, ja też chętnie posłucham. — Zapewnił swoją towarzyszkę z delikatnym uśmiechem. Trzymanie się za ręce nie stanowiło dla niego problemu, tym bardziej że miał w tym swój cel. Pewnym zaskoczeniem było to, że sam puściła jego dłoń - nie był to czas ani miejsce na zapytanie, co za tym stało. Odwzajemnił uśmiech. Spostrzegł, że jego towarzyszka szuka spojrzeniem wymienionego z imienia mężczyzny. Ich relacja pozostawała dla niego niejasna, nawet pomimo wszystkich zasłyszanych przy stole do ruletki plotek. Niektórzy naprawdę obudzą się w lepszym świecie... zwłaszcza jeśli staną się bogaci. Pomyślał z przekąsem, w duchu nawiązując do możliwości wzbogacenia się podczas tego wieczorku hazardowego, ale także do perspektywy otrzymania hojnej darowizny... która z pewnością trafi do prywatnej kieszeni. Jako oszust mierzył innych ludzi swoją miarą i to byłoby coś, co właśnie zrobiłby mając taką możliwość. Uchwycił spojrzenie Camille, która najwyraźniej również zamierzała wziąć udział w tym przedsięwzięciu. — Jeśli o mnie chodzi to z radością wesprę tę inicjatywę. — W słowach, jakie Matthias skierował do Agnès, również kryło się kłamstwo. W rzeczywistości trudno było szukać w nim radości na myśl o swoim udziale w owej inicjatywie. Miał w tym swój cel, którym nie było sprawienie aby świat stał się lepszym miejscem. — Tak, idziemy. — Potwierdził to, na moment układając dłoń na plecach rudowłosej tak aby zachęcić ją do podążania wraz z nim ku balkonowi. — To prawda. Rozpieszcza mnie nie tylko w ten sposób. — Dopowiedział. Dokładnie o taki efekt mu chodziło. Wiedział, jak się dobrze ustawić. — To po prostu zbieg okoliczności. Możliwe, że podczas jednego następnych spotkań poznam ich lepiej. Z pewnością zrobiłem na nich odpowiednie wrażenie. — Zwrócił się do rudowłosej po tym jak przekroczyli próg balkonu, na którym mogli odetchnąć rześkim powietrzem oraz porozmawiać w względnym spokoju. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Morpheus Longbottom - 02.08.2024 Aryaman BirlaPatrzę przez chwilę na Alexandra. Odprowadzam Eden na balkon.
Przez chwilę utkwił żółte ślepia w przemawiającym Alexandrze. Niezależnie, czy był to kontrast pomiędzy naturalnym, wrodzonym czarem jasnowłosej gospodyni czy po prostu osobowość Mulcibera, który nie radził sobie podczas wydarzeń towarzyskich. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego się pojawił w ogóle na wieczorku, zresztą liczna obecność jego rodziny była zaskakująca, czyżby nagły zastrzyk gotówki? Inwestorzy dali się wciągnąć w woskowy szał? Powątpiewał. Te dziwne plotki o małżeństwach, Lorien w rodzinie, bimber i świeczki. Co tam się wyprawiało? Spoglądał na Mulcibera, jakby chciał zobaczyć, co tkwi w jego głowie. Przewiercał się na wylot jego czaszki, ale... unikając spoglądania na niego Trzecim Okiem. Obawiał się, że w takiej ilości dużych emocji, w grupie, magia przyszłości zwyczajnie go przytłoczy i zaraz to on będzie potrzebował medyka. Uniósł więc nieco zadziornie podbródek i patrzył, a Alexander mógł mieć wrażenie, jeżeli złapał jego wzrok, że oczy Birli powinny być brązowe. Zaraz jednak subiektywnie odbierany czas zaczął pędzić. Eden u jego ramienia, dyrektywy Anthony'ego, którego odruchowo zaczął słuchać, Basilius okraszony uniesioną brwią, bardziej w stronę Shafiq'a. A więc to w ten sposób go pozyskałeś. Wymownie. Zajął się jednak panną Eden, wyprowadzając ją na balkon i pomagając usiąść na ławeczce. — Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Anglicy pozbyli się szezlongów — stwierdził, podając Eden chusteczkę i odsuwając się od niej, aby dać medykowi przestrzeń i grając cały czas osobę odklejoną od rzeczywistości. Złego diabli nie biorą? Ciekawe stwierdzenie. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=B7UzJQR.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Anthony Shafiq - 02.08.2024 Balkon
wraz z Eden, Lorraine, Morpheusem aka Aryamanem, Basiliusem i Lorien Karty przetasowały się, figury i blotki wpadły do głównego salonu i rozchodziły się w zmienionym szyku, jak w pokerze, którym się zabawiali przed chwilą. Dwie karty wymienione, trójka dam, para gentelmanów i hinduski joker pokryty smoczą łuską wyszli zaczerpnąć świeżego powietrza. Gdy drzwi się tylko za nimi zamknęły, gdy sierpniowa noc wpadająca w jesienne tony szarości objęła ich swoim rzeźkim uściskiem, Shafiq wprawnym krokiem tancerza wystąpił przed Lorien i zamknął ją w swoich skrzydłach osoby, która może tego nie pokazywała na co dzień, ale była szalenie protekcyjna wobec osób, które uważała za ważne w swoim życiu. A o ile Eden wypluwała swoje płuca, to otaczała ją teraz trójka szczerze zatroskanych osób. Jego Sroka była sama z krzyżem, który postanowiła przyjąć na swe ramiona. Stali więc trochę z boku od pozostałej trójki, w najdalszym kącie, w pewnym sensie osłaniając się nią przed wzrokiem gości, którzy pozostali wewnątrz.
...Robertowi, który odpowiada za realizację całego przedsięwzięcia, i jest tu dzisiaj ze mną, z żoną i z córką – piękny obraz, pięknie fałszywy, gdy klątwa w każdej chwili mogła pokryć jej ciało piórami, narazić na śmieszność złowrogą sędzinę Wizengamotu, która szczyciła się tym jak trzyma w ryzach swojego zwierzęcego demona. Mógł okuć ją stalą, mógł wznieść barykadę z pali, mur z kamieni obrośniętych ciasno bluszczem. Mógł, ale wolał oblać ją miękką wodą lśniącą złotem, nie puszczając, póki nie zmiękła, póki nie tylko rozum, ale i ciało, i dusza zrozumiała, że ktoś podszedł i obmył umęczonej twarz, na moment zabrał ciężar z barków. –Cyt mia cara, tu bliziutko — coś zawołało,a daleko — odróżowiało. Nie wiem co, bo ni to ani owo, na ćwierć ptasio, na trzy ćwierci różowo. Szeptem przeszło tuż-tuż w sitowiu, zaliściło liśćmi w listowiu i rozniosło się i frunęło i po stawie ogniem huknęło. – sączył włoskie słowa, pstrej fraszki, zaklęcia magii starszej, niż ta z której skorzystali. W końcu też sięgnął dłonią do jej ucha i sztuczką absolutnie nie magiczną wyciągnął swoimi długimi palcami srebrzystą szeroką bransoletkę ze lśniącymi symetrycznie ułożonymi migdałowatymi kamieniami przedstawiającymi kolorystyczną gamę między akwamaryną, przez lazur do niemalże czarni granatu. – Można znaleźć czasem taki agat, który koi – uśmiechnął się smutno odsuwając się na tyle, by tylko za jej zgodą, założyć na nadgarstek bransoletkę. – A teraz proszę się przyznać! Co jeszcze masz za uszami? Trochę nie wypada ukrywać takie skarby przed opodatkowaniem droga pani. – Niestety na balkonie nie było wody, żeby popić ten wyborny żart, a padł już w ojczystej mowie wszystkich będących na balkonie. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=b8F1MSA.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Urlett Reykjavík - 02.08.2024 [inny avek]https://i.ibb.co/R7jN8wL/Elegancki.png[/inny avek] Stoi z Celine, Vioricą, Lorraine, Camille, Atreusem Niezwykłość momentu wyjaśnił Urlett Atreus. A raczej naprowadził ją na trop, którego podjąć nie potrafiła, z powodu zbyt nikłej wiedzy na temat brytyjskich rodzin. — Kim są Mulciberowie? Nigdy nie słyszałam o nich wiele. Właściwie to nic... Poza spotkaniem jednego z nich... — Wspomnienia świeczek również niewiele jej mówiły. Nie widziała związku między woskiem, a mugolakami. Na moment powiodła spojrzenie na Atreusa, a zdziwienie zagościło na jej twarzy, gdy wspomniał o mariażach Mulcibera. — Nową żonę? I dlaczego tylko plotki? Coś takiego przecież bardzo łatwo zweryfikować. Mimo wszystko, jestem wdzięczna za informacje. Dobrze jest rozwiać pewne dylematy jak najszybciej. Podczas planowania łowów, Urlett brała pod uwagę Alexandra. Nie mieli okazji poznać siebie w normalnych okolicznościach, ale i tak spełniał jej kryteria. Był czysty. I nawet ktoś tak chłodny i zdystansowany jak Urlett posiadał pewien sentyment do człowieka, który wprowadził ją w świat cielesności. Lecz skoro był zajęty, nie miała żadnego powodu, by zaczepiać go nie tylko podczas przyjęcia, ale i kiedykolwiek. Była zbyt zajęta, by dostrzec spojrzenie Isaaca. Ciężko jest zapomnieć taką personę jak Urlett, nawet jeśli dzisiaj widział ją w strojnym odzieniu. Przerażające twarze zostają w pamięci na długo. Co jakiś czas kobieta musiała opuszczać rodzinną wyspę, by indywidualnie zdobyć potrzebne do badań materiały. Szczególnie, jeśli znajdowały się na liście towarów zakazanych. Urlett uznawała się poza prawem. Nie zdobywała ich dla własnego użytku czy korzyści finansowych. Jej badania były dla dobra ogółu. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Erik Longbottom - 02.08.2024 Oglądem przemówienie Agnes w towarzystiwe Geraldine. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NDZ0t2z.png[/inny avek]
Poniekąd był w stanie rozumieć cierpienie, jakie kobieta doświadczyła, będąc świadkiem tych wszystkich wymian poglądów przy stoliku pokerowym. Na wszystko był czas i miejsce. Niektóre rozmowy lepiej było prowadzić w zaciszu ogrodu czy tarasu niźli w ogniu gry hazardowej. I może w mniej licznym towarzystwie. Niestety, zaliczał się też do grona osób, którym wydawało się, że powoli doskakiwali do poziomu mówców pokroju Eden Lestrange, jej brata Elliotta czy Anthony'ego Shafiqa. A to wiązało się z lekkim brakiem instynktu samozachowawczego. Może pewne kwestie lepiej było przemilczeć w imię dobrej zabawy, niźli kontynuować wymianę zdań pełną luk i pułapek zastawionych przez poszczególnych rozmówców? Może to i dobrze, że krupier przegnał ich na parę minut z powrotem do głównej sali? Wprawdzie Longbottom wolałby po prostu wlać w siebie jakiegoś skromnego drinka przy barze niż brać udział w agitacji w sprawie fundacji Mulciberów, ale... Może to po prostu był styl Delacourów? Szkoda tylko, że Agnes nie uchyliła przedtem rąbka tajemnica, aby rozpalić wyobraźnię swoich gości. — Hmm… O czym myślisz? — spytał, przeskakując zmartwionym wzrokiem między swoją przyjaciółką a osobami przemawiającymi, które robiły co w ich mocy, aby wywrzeć na swoich słuchaczach jak najlepsze wrażenie. — Myślisz, że wszyscy byli w Slytherinie czy... No nie wiem... Myślisz, że plują przysłowiowym jadem? Nawet przez myśl mu nie przeszło, że panna Yaxley mogła odnosić się do swoich wyjątkowych darów związanych z wykrywaniem... ponadprzeciętnych cech co poniektórych czarodziejów. Zawsze miała talent do wyciągania na wierzch sekretów związanych z pewnymi przypadłościami. Jak na przykład wilkołactwo. Och, to zdecydowanie imponowało, zwłaszcza w porównaniu z naturalną zmyślnością kobiety. Erik już miał zacząć zadawać kolejne pytania, jednak wtedy Atreus został wywołany do tablicy przez Agnes. Zamrugał parokrotnie, raz po raz otwierając i zamykając usta ze zdziwienia. Czy powinien zacząć podawać w wątpliwość jego obecność tutaj? Jego znajomość z gospodynią? Z jednej strony, każdy miał prawdo do tego, aby mieć swoich własnych znajomych, a co poniektórych czystokrwistych nie można było zbytnio winić za to, jakie mieli konszachty z innymi rodzinami... Bądź co bądź, koneksje rodowe potrafiły przechodzić z pokolenia na pokolenia, aby utrzymać pewne sojusze w mocy. Z drugiej jednak strony... Miał wrażenie, że powinien się faktycznie skupić na tym, co się właśnie działo na scenie? Ze względu na Brennę, oczywiście. Wprawdzie gubił się już w tym, jakie konkretnie relacje łączyły czarownicę z Bulstrodem, ale chyba... Powinien jej przekazać, co się tutaj właściwie działo? Stłumił głębokie westchnienie w zarodku. Pewnie znowu zacznie suszyć mu głowę, że wtrąca się w jej sprawy... A to przecież ona działała irracjonalnie. Najpierw miała do niego pretensje o to, że przekazał Atreusowi informacje o tym, że przebywa w szpitalu... Potem kazała mu nie mieszać się w jej sprawy, kiedy zaprosił Atreusa na przyjęcie w Dolinie... A niespełna trzy tygodnie później sama bawiła się z nim w najlepsze na przyjęciu plażowym. Ledwie dzień wcześniej. A to niby Morfeusz był dziwakiem w tej rodzinie. — Mam wrażenie, że sporo, ale jakoś nie potrafią przejść do sedna — skomentował cicho, ponownie nachylając się ku Geraldine. — Dużo gadaniny, ale mało szczegółów na temat samej działalności, celów, jakie im przyświecają, planów na najbliższą przyszłość... Jeśli chcą zachęcić ludzi do wpłacania datków, to wypadałoby nieco się otworzyć przed sponsorami. Ja na przykład chętnie bym dorzucił parę galeonów w imię dobrej sprawy. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Sophie Mulciber - 02.08.2024 Balkon - Matthias i reszta, która jest na balkonie Sophie uśmiechnęła się szeroko, kiedy Matthias powiedział, że wesprze ich rodzinną fundację. Walka z magrosizmiem… margizmen? Magirwsizmem? Sophie już zapomniała, ale to było ważne. No cóż - dopyta jeszcze późnej ojca albo Lorien, jak to dokładnie z tym jest. Wolałaby wiedzieć, co powinna myśleć. Kiedy wyszli na balkon, Mulciberówna przywitała się ze wszystkimi słowami: -Dobry wieczór państwu.- Po czym podążyła za Matthias'em, pozwalając mu wybrać miejsce w którym mogli komfortowo stanąć. Z pewnością zrobiłem na nich dobre wrażenie… -Matt… a, dlaczego chciałeś zrobić na nich dobre wrażenie?- Zapytała i schowała za siebie ręce, opierając plecami o barierkę. To pytanie przyszło jej do głowy, ponieważ widziała, że chłopak się naprawdę starał. Chciał brać za nią odpowiedzialność i traktował jak swoją partnerkę na ten wieczór. Żaden chłopak nigdy nie okazał jej tyle atencji, więc do głowy przyszła jej myśl, że chciał się dobrze pokazać dla niej? Sophie zanim pomyślała, to zadała mu to dziwne pytanie. Zrobiła się lekko czerwona. -N-nie, nie!- Powiedziała nagle i drgnęła niespokojnie.-To głupie pytanie, przepraszam.- Zaśmiała się nieco nerwowo i poprawiła rudą grzywkę.-A, l-lepiej powiedz mi czy wybierasz się może do Francji za jakiś czas? I jak twoja książka? Mogę przeczytaj koncept?- Wygładziła sukienkę, odklejając się plecami od barierki. Jeśli we własnym mniemaniu powiedziała coś głupiego, od razu się denerwowała. Rozejrzała się, czy aby na pewno nikt jej nie słyszał. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Basilius Prewett - 03.08.2024 Na balkonie z Eden, Morpheusem, Lorraine, Anthonym i Lorien, mówię do Matthiasa i Sophie
Propozycja zakładu z Lorien była szalenie kusząca, ale jednak nawet on wiedział, że dziesięć galeonów nie było tego wartych. Zwłaszcza, że nie chciał zostać jakkolwiek wyrzucony stąd przed drugą partią pokera. Nie dane było mu jednak dłużej nad tym myśleć, bo oto podszedł do nich Shafiq. Basilius zmarszczył brwi i zerknął w stronę balkonu. Ktoś już umierał? Tak szybko? Rzucił Lorien przepraszające spojrzenie i ruszył w kierunku poszkodowanej, którą ku jego zdziwieniu, była Eden Lestrange. Zanim jednak zdążył do niej podejść przy czarownicy zebrali się też inni w tym Lorraine Malfoy, która tylko kojarzył z widzenia (chyba, może jednak miała inaczej na imię, może to nie była ona, widział ją kiedyś w szpitalu?), tak jak i nowy kolega Shafiqa, na którego ani razu nie patrzył się dzisiejszego wieczoru. – Wszystko dobrze? – spytał Eden, próbując ocenić, czy kobieta umierała, czy też nie, a jeśli tak to jak bardzo. Niesamowite jak jedna fundacja Mulciberów, była w stanie pozbawić kogoś tchu, a to dopiero ich pierwsza taka inicjatywa. Kto wie co dalej? Fundacja imienia Nobby'ego Leecha do walki z dyskryminacja w miejscu pracy? Stowarzyszenie Alexandra Mulcibera do spraw walki z agresją w kasynach? Świeczki o fallicznych kształt… A nie, zaraz. To już akurat było. Na całe szczęście, nawet nie zdążył nic specjalnego zrobić, gdy Eden zaczęła powoli dochodzić do siebie sama, więc nagła wizyta w Mungu, raczej im nie groziła, chociaż właśnie przemawiał Alexander Mulciber, więc niczego nie można było być pewnym. – Proszę się nie martwić, niektóre sytuacje i słowa potrafią wywołać niespodziewane reakcję alergiczne – powiedział z uśmiechem profesjonalnego uzdrowiciela, wciąż jednak bardzo uważnie kontrolując, czy z Eden na pewno wszystko było w porządku, zaraz jednak przenosząc na szybko spojrzenie na Aryamana, zastanawiając się czemu nagle tak ważne dla tej rozmowy stały się szezlongi. – Obawiam się panie Birla, że gdybyśmy mieli szezlongi, moglibyśmy na nie dramatycznie mdleć, a jak pan sam zauważył naszą reakcją na niektóre informacje jest raczej krztuszenie się – powiedział, zerkając na to co się właśnie działo na scenie i skrzywił się nieznacznie, słysząc jak wciągany jest w to Atreus. Miał nadzieję, że kuzyn po prostu z grzeczności nie chciał odmawiać nikomu publicznie. Zerknął na kolejnych wchodzących na balkon i to oczywiście nie Anthony'ego i Lorien, stojących nieco za nimi, a tych co właśnie weszli. Zmarszczył brwi. Robiło się tu już nieco zbyt tłoczno, a dalej nie był do końca pewny, czy Eden będzie oddychać, czy może jednak zmieni zdanie i wolał nie robić przy tym tłumu. – Przepraszam państwa – zaczął uprzejmie, kierując swoje słowa do Matthiasa i Sophie. – Jesteśmy w trakcie poważnej interwencji medycznej, więc gdyby mogli państwo zostawić nas jeszcze na chwilę samych, by nie niepokoić pani Lestrange byłbym bardzo wdzięczny. – Może Eden nie zrzuci go za to z balkonu. |