![]() |
|
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa (/showthread.php?tid=398) |
RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Erik Longbottom - 18.11.2022 Każdy, kto, chociaż minimalnie kojarzył ich dwójkę, wiedział, że rzadko kiedy rzucali się sobie do gardeł. Jak na to, że byli rodzeństwem i mieli różne temperamenty, to zaskakująco dobrze się dogadywali. W większości przypadków. A nawet, gdy jakaś kłótnia zachodziła za daleko, to skrzat domowy nie zdążyłby nawet donieść o tym rodzicom, bo po paru minutach już byli pogodzeni. Teraz jednak Erik miał wrażenie, że bardzo mało dzieliło go od tego, aby porządnie potrząsnąć swoją siostrą. Na jakim ona świecie żyła?! — Dobrze wiesz, że nie chodzi o samą kolację! Wystawiłaś mnie, nic nie powiedziałaś, a teraz udajesz niewiniątko! — warknął z niezadowoleniem. Gdy zaczęła podawać kolejne powody, dla których padło akurat na jego uczestnictwo w tym przedsięwzięciu, ledwo powstrzymał się od donośnego sarknięcia. Jakby to była jakakolwiek wymówka! — Zaczynam sądzić, że nie tylko potencjalni licytujący mogą marzyć o utopieniu się. A rzeka w Dolinie już rozmarza, siostro, więc warto mieć to na uwadze. W jego oczach błysnęło niezrozumienie, kiedy wspomniała o jakiejś liście, która wylądowała na jego biurku. Czy ona go miała za głupiego? Równie dobrze mogła mu zostawić listę zakupów pod stertą raportów i oczekiwać, że je zrobi, przyniesie i rozpakuje. Doskonale wiedziała, że takie kluczowe informacje przekazywało się osobiście, zwłaszcza że mieszkali w jednym domu! Owszem rezydencja była sporawa, ale to nie oznaczało, że nie można było się przejść do pokoju obok i po prostu spytać! Najwyraźniej stanowiło to jednak nie lada problem dla co poniektórych. Cóż, Erik nie miał bladego pojęcia, że Brenna miała plan awaryjny, w którym główną rolę miała grać panna Figg. W tym momencie postrzegał ten wybryk jako zdradę jego zaufania, naruszenie jego przestrzeni osobistej oraz odebranie mu prawa o decydowaniu o samym sobie. Nagle doskonale rozumiał te wszystkie opowieści o okropnych młodszych siostrach, które w najmniej odpowiednim momencie wtrącały się w życie starszego rodzeństwa. Nie, żeby ta konkretna siostra nie robiła tego od dawna, ale teraz... Ohoho, teraz to przeciągnęła strunę. — Jakoś nie widzę, żeby ta szopka przypadła ludziom do gustu. Co właściwie zamierzasz zrobić, jeśli — Urwał, gdyż od strony publiczności rozległ się podniesiony głos Seraphiny Prewett. Erik momentalnie zbladł, zaczerwienił się i ponownie zbladł, gdy dotarło do niego znaczenie słów kobiety. Tysiąc galeonów. Okrągły tysiąc. Wymienił znaczące spojrzenia z siostrą, jak gdyby się przesłyszał. — Ustawiłaś to. Przecież nikt nigdy... Nie pozwolono mu skończyć myśli do końca, ponieważ po chwili do licytacja dołączyła kolejna osoba. Momentalnie przeniósł wzrok z jednego krańca sali w drugi, próbując namierzyć kolejną zdesperowaną duszę, aż zatrzymał się na nikim innym, jak na panie Malfoyu. Elliott, pomyślał i momentalnie wyprostował plecy, zupełnie nie wiedząc, co ma zrobić w tej sytuacji. Scenariusz tej nocy zdecydowanie nie miał tak wyglądać. Nawet nie wiedział gdzie podziać oczy, które przeskoczyły jeszcze na Eden. Czy to był jakiś spisek? Skoro oboje byli w to zaangażowani... Czy to był jakiś dziwny plan Brenny? To podbicie stawki o jeden galeon trochę to sugerowało. Przymknął na moment oczu, gdy wśród tłumu dosłyszał zapijaczony głos Nory, która postanowiła dołączyć do licytacji. Wolał nie oglądać tego błędu na własne oczy. Miał ochotę ukryć twarz w dłoniach lub przynajmniej usiąść na scenie i po prostu patrzeć w dal, czekając, aż ten cyrk dobiegnie końca. Przecież ona nawet nie miała takich pieniędzy! Ledwo co otworzyła swoją klubokawiarnię, a tutaj nagle próbowała kupić z nim obiad za półtora tysiąca galeonów? Przecież mogła to mieć za darmo, wystarczyło zawołać! Czemu, na Merlina, nikt jej nie powstrzymał? Całe szczęście wtedy odezwał się Perseusz, który podbił cenę do 1501 galeonów. Erik odetchnął z ulgą, jak i zapewne odetchnęłaby jego najlepsza przyjaciółka, gdyby zdawała sobie sprawę, że mężczyzna właśnie obronił ją przed ogromnym zadłużeniem. Blackowi zresztą nie ustępowała jego żona, Eunice, która również dołączyła się do gry. Teraz to już naprawdę zrobiło się podejrzanie. Czy to był jakiś przedziwny sposób na radzenie sobie z żałobą w rodzinie? Longbottom pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl. — Zaraz, gdzie Ty właściwie sobie idziesz? — rzucił, gdy zorientował się, że siostra postanowiła salwować się ucieczką ze scenę, zostawiając go tam samego. Nie, żeby był obecnie jakoś szczególnie zachwycony jej osobą, ale jako osoba wyprawiająca to przyjęcie powinna mu towarzyszyć do samego końca. Erik zerknął za panią detektyw, która na szczęście po prostu pobiegła w stronę Nory. Fakt, ktoś powinien ją doprowadzić do porządku, pomyślał, wzdychając ciężko. A potem podniósł wzrok i zdał sobie sprawę, że spora część publiczności spogląda prosto na niego. Ah. No tak. Wypadałoby coś powiedzieć. Tylko właściwie co? Czy istniały słowa, które mogły przedstawić ten chaos w samych superlatywach lub przynajmniej zapewnić co niektórych wątpiących, że był to zupełnie normalny wieczór? — Ekhm — odchrząknął cicho, starając się doprowadzić swój głos do porządku. Oby tylko nie złamał mu się w trakcie, bo chyba dołączy do swojej siostry i przekaże pałeczkę dowodzenia najbliższemu członkowi rodziny, jakiego napotka. — Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim znamienitym czarownicom i czarodziejom, którzy zdecydowali się wesprzeć dzisiejszą aukcję związaną z działalnością charytatywną na rzecz sierocińca Świętej Anny oraz schroniska dla magicznych zwierząt. Jestem święcie przekonany, że właściciele obu tych przybytków wyraziliby wszelkie uznanie, na jakie byłoby ich stać w obliczu tak wielkiej hojności w wykonaniu... I wtedy mu przerwano. Znowu. Tylko tym razem zamiast drobnego zdziwienia, aż poczuł nieprzyjemny skurcz w okolicy serca, gdy usłyszał kolejną przebitkę. 5000. Pięć tysięcy galeonów. Pięć tysięcy złotych galeonów. Co ty robisz?, zachodził w głowę, wbijając zszokowane spojrzenie w Elliotta. Chociaż odległość dzieliła ich spora, miał wrażenie, że mężczyzna był niemalże dumny ze swojego zagrania. Mimo to musiał przyznać, że skupienie się na jednej konkretnej osobie pomogło mu nieco odzyskać równowagę wewnętrzną, potrzebną do kontynuowania przemowy. — W wykonaniu Seraphiny Prewett, która odważnie podniosła oryginalną stawkę, a także Elliotta Malfoya wraz z rodziną i przyjaciółmi, którzy z kolei nie ustają w staraniach, aby młodzi ludzie i magiczne stworzenia w potrzebie musieli w tym roku mieć jakiekolwiek zmartwienia. Bardzo proszę, uczcijmy to krótkimi brawami! — Erik zaklaskał, mając nadzieję, że nikt nie będzie miał mu za złe tego, że osobiście wskazał osoby biorące udział w licytacji jego skromnej osoby. Dziennikarze zrobią dokładnie to samo, tylko z samego rana. Oby zostało mu to wybaczone. Gdy na sali rozległo się klaskanie, dodał parę słów pod nosem: — Dopóki jeszcze bardziej nie podniosą stawki i Ministerstwo Magii nie zrobiło nam kontroli podatkowej. Teraz już nie pozostawało nic innego, jak tylko modlić się, aby kwota nie urosła do niebotycznych rozmiarów dziesięciu lub piętnastu tysięcy galeonów. W porównaniu z całą resztą fantów ciężko będzie wyjaśnić w odpowiednich dokumentach, czemu kwota poszybowała tak nagle w górę. Erik pokręcił głową, jednak nie oderwał wzroku od klanu Black-Lestrange-Malfoy, jak gdyby chciał mieć ich pod całkowitą kontrolą do końca licytacji. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Giovanni Urquart - 18.11.2022 — To prawda — odpowiedział po łyku szampana. Zauważył przy tym, że sączy go trochę za szybko, chociaż tylko w jego oczach tak sprawa wyglądała. Każdy inny oskarżyłby go o ślimaczenie się. Zmieszał się troszkę po kolejnych słowach Geraldine. — Oh, ile razy mam ci powtarzać... Nie ma co porównywać problemów, każdy jest istostny i zagmatwany na swój własny sposób... — odparł odruchowo ciszej. Ale zaraz potem znów poweselał na wspomnienie tańców. Nie był najlepszy, ale też do najgorszych nie należał. Potrafił poruszać się poprawnie, nie deptać trzewików, ładnie prowadził i nikt nigdy się nie skarżył. Nawet bardziej wymagające damy nie wymagały od niego większych porywów i uniesień, w końcu to Giovanni, a nie ich potencjalny kochanek. — Jak najbardziej, nie odmówię żadnego. Udało im się zgarnąć wymarzone fanty, z czego Urquart był bardzo zadowolony. Mogli teraz się skupić na obserwowaniu zajścia z licytacją Erika. — Randkę, hm? — Uniósł brew. — Pięćset galenonów? Ładnie, ładnie... — Usłyszał jak ktoś przebija Erika tysiącem galeonów, a nim zdążył się zorientować kto, w powietrze poleciały kolejne sumy. Elliot Malfoy? Eden Lestrange? TYSIĄC PIĘĆSET? Szeroko otwarte oczy Gio podążyły w stronę nieznanej sobie osoby, po czym odwrócił się do Ger z wybuchem śmiechu. — Tysiąc pięćset? Nie zdążył spytać przyjaciółki, czy zna ową kobietą, gdyż licytacja trwała dalej. Perseus Black? Interesujące. Eunice Black? Liczbowo sytuacja zaczynała być trochę nieprzyjemna, gdy Elliot znów podniósł poprzeczkę. — Nie podoba mi się to — szepnął do Geraldine. Giovanni na ogół nie był podejrzliwy, ale obecna sytuacja polityczna przewrażliwiła go w kontekście niektórych rodzin. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Atreus Bulstrode - 19.11.2022 Posłał Daisy delikatny, grzeczny uśmiech, kiedy ta na niego spojrzała, zaledwie rzucając przelotnym spojrzeniem na identyfikator, który mu pokazało. Wystarczająco, by podejrzeć znajdujące się na nim imię i nazwisko dziewczyny, które tak na prawdę niekoniecznie go obchodziły. Równie dobrze mogła być i kolejnym Blackiem, albo samym ministrem magii. Póki trzymała aparat i prezentowała całkiem przyjemną wizję odegrania się, nie zamierzał poddawać jej tożsamości większym przemyśleniom. - Rozumiem - obejrzał się jakby kontrolnie przez ramię, w kierunku gdzie zostawił Elaine razem z Faye i jej mężem. - Co powiesz na to; w ramach dobrej woli, przedstawię cię dzisiaj Faye. Zakładam w sumie, że jesteś tutaj dzisiaj, żeby relacjonować cokolwiek na balu się nie wydarzy, więc nie chce odrywać cię od pracy, ale mogę cię potem na pełnoprawny wywiad. Nie jakieś rozmówki na szybko i na kolanie, a przyjemna pogawędka przy kawie czy herbacie. Co ty na to? W zamian chciałbym, żebyś w relacji i plotkach z dzisiejszego wieczoru, uwzględniła postać pewnej bardzo młodej i znanej, a także jakże niedoszłej zawodniczki quidditcha, która aktualnie pracuje w ministerstwie. Preferowałbym coś raczej odwrotnego do pochlebstw. Zdawał się mówić swobodnie, z lekkim uśmiechem, słodkim jak miód, przyklejonym do warg. W ten sposób chyba starał się stłumić gorycz i agresje, jednak uśmiech ten nie obejmował oczu, po których widać było ze to nie jest tylko niezadowolenie. Wydawał się tez, w całej tej pozornej nonszalancji, mówić coraz ciszej, jakby im bardziej zbliżał się do puenty swojej wypowiedzi, tym bardziej bal się, ze ktoś podchwyci nieodpowiednie słowo. Może i po części tak było, a poletka traktująca o uprzykrzania życia młodym pannom, dodatkowo współpracowniczki, nie brzmiały dobrze nawet w jego głowie. Na koniec wypił też połowę trzymanej przez siebie lampki na raz, spoglądając na dziewczynę nieco ponaglająco. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Cameron Lupin - 19.11.2022 — Myślisz, że dlatego jest tu tyle alko? Mają takie hamulce, że potrzebują tych wszystkich trunków, żeby trochę zwolnić tempo i cieszyć się życiem, jak normalni ludzie. Jak my. — Odebrał od kelnera kolejny kieliszek szampana i wychylił jego zawartość. Oblizał górną wargę i skrzywił się nieco. Chyba potrzebował jakiejś odskoczni od musujących napitków. Kiedy skończy się ta licytacja i będą mogli poszukać jakiejś whisky, wódki albo wina? Z zamyślenia wyrwały go kolejne słowa Heather. — Słowa godne toastu, dziewczyno! Uniósł swój kieliszek, a ostatnie krople szampana zatańczyły na jego ściankach. Eh, jak to czas szybko leciał, a alkohol kończył w dobrym towarzystwie. Czy tylko oni się tak dobrze bawili we własnym towarzystwie? Jak tak przyglądał się gościom na sali, to miał wrażenie, że byli bardziej... skonsternowani, niźli aktywnie zaangażowani w to, co się działo wokół nich. Aż tak na nich wpłynęło wystawienie na sprzedaż Longbottoma? Wzruszył ramionami. Ich strata, że nie potrafili dobrze się bawić. — Oby, jeśli to faktycznie prawda, to chcę poznać całą historię! — Widać było po nim, że zaaferował go ten przypadek. Tyle czasu spędził na wkuwaniu teorii z zakresu magii leczniczej i dziedzin pokrewnych, że chciał wyciągnąć ze swojego stażu jak najwięcej. — Jak tylko się czegoś dowiem, to na pewno Ci napiszę. Nie wyobrażał sobie nie dzielić tymi małymi odkryciami ze swoimi najbliższymi. Rodzeństwo czy rodzice, którzy byli nieco wyrobieni w tych tematach, pewnie nie wyraziliby jakiegoś wielkiego zainteresowania, ale przyjaciele to co innego! Skoro Heather mogła im opowiadać o swoich przydziałach w BUMie, to mógł równie dobrze odwdzięczyć się tym samym i wynieść parę opowiastek ze szpitalnego korytarza. — Koniecznie musimy powtórzyć materiał z anatomii — zaproponował, wyciągając rękę przed siebie, przyglądając się badawczo swoim palcom. — Mam wrażenie, że przydałyby mu się korki, po tym jak mi wmówił, że ta kaczka odgryzła mi dwa palce. Na samo wspomnienie owego wypadu do londyńskiego parku, skrzywił się lekko. Wprawdzie wieczór spędzony w tym trio był absolutnie zajebisty, tak segment przy fontannie chętnie by wyrzucił ze swojej pamięci. Dopiero niedawno przestało mu się śnić ptactwo starające się wydziobać mu oczy w jego własnym łóżku. Pokręcił głową, odpychając tę traumę na bok. To już na szczęście było za nimi. Teraz mieli przed sobą zupełnie nowe przygody! — Może skrzaty domowe nie są już na topie wśród klasy wyższej i co poniektórzy szukają bardziej wyszukanych zamienników. Spójrz na niego, może nawet nieźle by wyglądał w fartuszku kuchennym. — Mrugnął do Heather z szelmowskim uśmiechem. Zerknął na tył sali, wodząc wzrokiem od jednej osoby do drugiej, przyglądając się twarzom osób, które licytowały ten towar pierwszej potrzeby. — Myślę, że ta blondynka może ich jeszcze zaskoczyć. Nie wygląda na taką, która łatwo daje za wygraną. Gwoli ścisłości odnosił się do Eden Lestrange. Wprawdzie widział, że towarzyszył jej inny mężczyzny, ale kto ich tam wiedział? Może to był jakiś brat, kuzyn albo przyjaciel. W końcu niczego nie można było wykluczyć, nawet on przyszedł tu z Rudą w roli jej... Zamrugał parę razy, gdy usłyszał nieznajomy głos tuż obok siebie. Przeniósł wzrok na piegowatą dziewczynę, przyglądając się jej pełnym niezrozumienia wzrokiem. Od razu się spiął, gdy zobaczył, że tuż obok błąka się jeszcze fotograf. Dopiero po paru sekundach dotarło do niego, że zadała im jakieś pytanie. Narzeczony, powtórzył w myślach, zmuszając poniekąd umysł do tego, aby wyciągnął na wierzch ostatnie zarejestrowane słowa młodej dziennikarki. Spojrzenie medyka powędrowało do Rudej i niemalże parsknął śmiechem. Ścisnął mocniej dłoń przyjaciółki. — Oczywiście, jeden z wielu — mruknął szelmowsko, pozwalając, aby to Heather przejęła głos w tej sprawie. Mimo to skłamałby, gdyby powiedział, że nie miał ochoty podpuścić dziennikarki tekstem o tym, że mąż panny Wood musiał zostać dłużej w pracy, więc postanowiła wyprowadzić swój męski harem na salony. Zmrużył oczy, skupiając się na piórze, które jego zdaniem jakoś zbyt intensywnie latało wte i we wte tuż przy notatniku. Oby zaraz nie zrobili z jednej małej igiełki całych wideł, bo ostatnie, na co miał ochotę, to walka z mediami. Wzdrygnął się na samą myśl o tym, że miałby zostać bohaterem jakieś czasopisma. Plotkarskiego, znaczy się. Bo dla jakiegoś medycznego z radością udzieliłby wywiadu na temat trudów odbywania stażu w świętym Mungu. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.11.2022 Gerry w przeciwieństwie do Gio nie żałowała sobie alkoholu. Zresztą mogła go w siebie wlewać ogromne ilości, lata spędzone podczas podróży w najodleglejsze miejsca spowodowały, że była zaprawionym w boju zawodnikiem. W końcu to przy alkoholu najłatwiej było negocjować. Wtedy wszystko wydawało się jakieś takie prostsze, a ludzie bardziej otwarci.[/a]
- Masz rację, bez sensu są takie porównania.- Zgodziła się z mężczyzną. Właściwie to mogliby godzinami dyskutować o tym, jak bardzo różnią się ścieżki życia, które wybrali, nie był to jednak odpowiedni czas i miejsce na tego typu rozmowy. Przyszli przecież tutaj, aby się wyśmienicie bawić, a nie popadać w nostalgię. Wiedziała, że Gio jest idealnym partnerem do wydarzeń, jak te. Nie potrzebowała nikogo więcej, kiedy był obok niej. - Wspaniale, bo zamierzam dzisiaj zostać królową parkietu, oczywiście na tyle, na ile mi na to pozwolą moje umiejętności.- Odparła z uśmiechem do przyjaciela. Wojna wydawała się być coraz bardziej jawna, jednak wcale jej to nie przeszkadzało w sączeniu szampana i licytacji, zresztą chyba nikomu z tu obecnych, co mogło być zastanawiające. Geraldine była zdziwiona, że nikt nie walczył z nią o tę miotłę, chociaż może nawet ją to ucieszyło, zdobyła ciekawy fant, a nie musiała przepłacać. - Mamy szczęście!- Powiedziała jeszcze do Gio, kiedy i on zgarnął, to na czym mu zależało, nie wrócą do domu z pustymi rękoma, to chyba dobrze? Szczególnie, że cel licytacji był szczytny. Nie spodziewała się, że licytacja o Erika okaże się taka zażarta, jak widać miał tutaj sporo fanów. Nie ma się co dziwić, z tego, co pamiętała go z Hogwartu miał spore grono znajomych. Może trochę zwróciło jej uwagę to, jak przebijało się rodzeństwo Malfoy. - Tysiąc pięćset?- Powtórzyła po przyjacielu i szukała wzrokiem osoby, która zaproponowała taką stawkę. Nie znała tej kobiety, aczkolwiek zauważyła u jej boku Theseusa. Nie spodziewała się, że będzie na tym balu, zazwyczaj unikał takich miejsc. Teraz, to była ciekawa kim była tamta kobieta, czy to jakaś jego nowa dziewczyna? To ona mu tu kupuje miotłę, a ten się prowadza z jakimiś babsztylami... Wypiła jednym haustem zawartość swojego kieliszka. - Postradali zmysły.- Szepnęła do Urquarta widząc jak przebiega licytacja. -[b] Myślisz, że na jakiej kwocie stanie? Dziwna jest ta zabawa, niby w dobrym celu, aczkolwiek mam wrażenie, że to lekka przesada. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Nora Figg - 19.11.2022 Wszystko działo się tak szybko. Erik stał na scenie, jako gwiazda wieczoru. Elelonora dołączyła do licytacji - tak jak obiecała Brennie. Nie mogła się jednak skupić, bo co chwila ktoś krzyczał więcej. Czy ona powinna nadal się w to angażować? Nie miała pojęcia. Upiła kolejny łyk szampana, świat wydawał się jakby bardziej kolorowy. Już miała krzyknąć dziesięć tysięcy, kiedy zobaczyła, że Brenna schodzi ze sceny. Nie powinna tam zostać? Dlaczego go tam zostawiła SAMEGO. Nora zaczynała panikować, że coś jest nie tak. Przyglądała się przyjaciółce, która biegła jak gazela na tych obcasach między ludźmi, będzie musiała jej później wspomnieć o tym, że nie spodziewała się, że i w takich butach jest w stanie tak zwinnie się poruszać. Jednak widać, że praca w Brygadzie robiła swoje. Dopiero, gdy Longbottom zatrzymała się tuż przed nią dotarło do niej, że może to ona coś źle zrobiła. Próbowała się skupić, żeby przypomnieć sobie prośbę przyjaciółki, szło jej to jednak ciężko.- Coś popsułam?- Wolała się upewnić, nie chciałaby, żeby coś poszło nie tak przez jej głupotę. - Chyba nieco źle zrozumiałam twoje instrukcje.- Kolejny raz pozwoliła sobie wypić łyk szampana. - Jestem dzisiaj nieco rozkojarzona, przepraszam jeśli coś źle poszło przeze mnie.- Spoglądała na Brennę niczym mały, zagubiony szczeniak. Widać było po Norce, że zdecydowanie nie do końca ogarnia co się wokół niej dzieje. Może nie powinna była pić tyle szampana? Ta cała sytuacja związana z tym niespodziewanym spotkaniem ją do tego zmusiła. Jakoś tak wyszło, że nie mogła się powstrzymać. - W sumie prawda, wystarczy, że napiszę list, a Erik przybiegnie do mnie, jak zawsze.- Stwierdziła może nieco zbyt szczerze, ale była już na tym etapie, że nie do końca zastanawiała się nad tym, co mówi. - Nie stać mnie zresztą, żeby licytować go za takie pieniądze, tynk mi się sypie ze ścian... muszą pokazać, gdzie jest czyje miejsce, bogacze...- Powiedziała rozgoryczona. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Eden Lestrange - 20.11.2022 Doskonale wiedziała, jak zgubne potrafią być skutki picia alkoholu w nadmiarze. Kiedy procenty uderzały do głowy Eden, rozwiązywał się jej język, lecz raczej nie w taki sposób, w jaki publiczność mogłaby się spodziewać. Nie zbierało się jej na nagłe czułości, nie wpadała w histerię, nie zataczała się i nie odbijała od ściany do ściany, chichocząc szaleńczo. Po prostu filtr, który nakładała na siebie z wyuczonej latami grzeczności i cierpliwości, opadał niczym kurtyna, po czym pani Lestrange mówiła wszystko, co przychodzi jej na myśl i leży na sercu. Nie zastanawiała się wtedy, co ktoś sobie o niej pomyśli, nie przejmowała się cudzą opinią na swój temat, a już przede wszystkim przestawało ją obchodzić, czy kogoś urazi. To ostatnie może się wydawać dziwne, w końcu Eden jest mistrzynią docinek i sarkastycznych komentarzy wypowiedzianych z fałszywym uśmiechem, ale ona naprawdę, naprawdę się przy tym kontroluje. Gdyby nie trzymała za wodze swojej lirycznej fantazji na temat niektórych osób, w Londynie zacząłby grasować seryjny samobójca. - Oczywiście, że miałam na to wpływ - odparła błyskawicznie, potrząsając głową w irytacji. Przybliżyła się do twarzy męża, chcąc powiedzieć drugą część swojej myśli nieco ciszej. - Gdybym udusiła tego smarka własną pępowiną jeszcze w łonie naszej matki, oszczędziłabym sobie wielu zmartwień i sporej ilości wstydu - wysyczała przez zęby do ucha Williama, niepochlebnie wyrażając się o własnym bliźniaku. Ich obecna relacja była na zdecydowanie lepszym i bardziej cywilizowanym poziomie niż kiedykolwiek dotąd, nie zmieniało to jednak faktu, że pluła sobie w brodę przez tę klątwę i nadal miała ochotę uderzać głową Elliotta o ścianę tak długo, aż zacznie przypominać rozgotowane jabłko. Licytacja dla Eden wydawała się zabawna; rzucane kwoty wydawały się bajońskie, ale na niej nie robiły aż takiego wrażenia. Fakt, że walka o Longbottoma urosła do rangi absurdu był dla niej wyśmienitą rozrywką, więc nie miała zamiaru wycofać się w przedbiegach. Słysząc kolejne podbicia własnej propozycji, również o głupie drobiazgi (prawie zakrztusiła się własną śliną słysząc, że Eunice dołożyła od tego knuty), naprawdę szczerze się zaśmiewała, zastanawiając się, kto tutaj przejdzie samego siebie. Naprawdę nie miała zamiaru wychodzić na rendez-vous z Erikiem, bo o ile była pewna, że byłby to niezwykle uroczy wieczór, wciąż starała się odbudować swoje małżeństwo i nie chciała wzbudzać w Williamie niepotrzebnej zazdrości czy niepewności w jej lojalność. A potem usłyszała komentarz męża, połączony ze złapaniem jej za nadgarstek. Już samo porównanie jej do jakiejś losowej trzpiotki wzbudziło w niej gniew, a co dopiero kiedy palce Willa zacisnęły się stanowczo wokół jej dłoni. Poczuła się jak pięciolatka odciągana przez ojca od wystawy ze słodyczami, bo rzekomo mamy cukierki w domu. Tymczasem cukierek w domu... - Przez ten rok twojej ciszy i uników zdążyłam zapomnieć, jaki ty jesteś zabawny na imprezach - cisnęła w niego sarkazmem w ramach odpowiedzi, spoglądając na niego z szaleństwem w oczach. Wyglądała tak, jakby tylko obecność osób trzecich wokół ich dwójki powstrzymywała ją przed tym, żeby wylać na niego resztkę wina z kieliszka, a potem wcisnąć mu szkło w dół gardła. - A skąd w ogóle pomysł, że licytuję tę kolację dla siebie? Może chciałam sprawić prezent tobie, żebyś w końcu wyszedł z domu i poznał prawdziwego mężczyznę? Kto wie, a nuż się czegoś od niego nauczysz? - Skoro on porównywał ją do innych kobiet, nie miała zamiaru pozostawać dłużna. I choć każde z pytań wypowiedziała z anielskim uśmiechem na ustach, słodkim tonem, jakby naprawdę podjęła się licytacji z troski o męża, obydwoje znali się wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że Eden zawsze wytaczała docinki w ten sam, zawoalowany sposób. Bezpośrednia obraza nie zabolałaby wystarczająco. - Siedem tysięcy! - podbiła stawkę podnosząc głos, nawet nie próbując wyrwać się z uścisku męża. Tak naprawdę nie spuściła z niego nawet spojrzenia, mrużąc oczy zawistnie na moment, jakby licytowała się jedynie na złość. Dopiero wtedy obróciła twarz w kierunku sceny, by osoby odpowiedzialne za przebieg licytacji zarejestrowali jej kolejne wejście. - Czy nie nauczyłeś się jeszcze, że kiedy ktoś każe mi coś zrobić, robię dokładnie na odwrót? - zapytała szeptem, zbliżając się do ucha męża, a następnie uniosła się na palcach stóp, żeby złożyć delikatny całus na jego skroni. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Daisy Lockhart - 20.11.2022 Odnalezienie Daisy w tłumie gości wcale nie było rzeczą specjalnie trudną. Raz, że wyróżniała się na tle reszty kobiet ubiorem. Tak, miała na sobie sukienkę, ale sukienkę dość prostą, nie krępującą jej ruchów i mało zdobną. Taką, która owszem spełniała minimalne kryteria, ale też wprost wskazywała na to, że jej nosicielka nie pojawiła się u Longbottomów dla zabawy. Dwa, że zamiast klejnotów, na szyi miała zawieszony aparat a na ramieniu torbę pełną rzeczy, które mogły się przydać dziennikarce (tu już kompletnie nie balową, raczej taką, którą Daisy używała również każdego innego dnia). Trzy, że na tle misternych upięć, tiar, starannie ułożonych fryzur, rudo-brązowe, kręcące się włosy Daisy luźnymi falami opadały na jej plecy.
Patrzyła na Atreusa wzrokiem niewinnym i kompletnie pozbawionym złych intencji, gdy ten wyłuskiwał jej swoją propozycję. A przez jej głowę przelatywały myśli, że gwiazdka w tym roku nadeszła wyjątkowo wcześnie a ona musiała być naprawdę grzeczną dziewczynką. Czy obsmarowałaby Heather Wood sama z siebie, nie posiadając ku temu żadnego istotnego powodu, ze zwykłej niechęci, której nawet specjalnie nie ukrywała? TAK. Czy obsmarowałaby Heather Wood tego wieczoru dlatego, że Heather zachowała się nadto żywiołowo i przy okazji wykonała obraźliwy gest w stronę czarownicy, z którą przegrała licytację? OCZYWIŚCIE. - Nie ukrywam, że to bardzo hojna propozycja – odpowiedziała, nawet nie próbując maskować uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy i – odwrotnie do tego, który zaoferował jej Atreus – objął również jej duże oczy. Także ściszyła głos, raczej dostosowując się do rozmawiającego niżby dlatego, że sądziła iż zawiązują razem jakiś spisek. – Zwłaszcza, że ta graczka Quidditcha bardzo sobie pracuje tego wieczoru na negatywną opinię. A ja… - tu westchnęła teatralnie. - …cóż, jako dziennikarka, po prostu muszę pokazać czytelnikom jej prawdziwe oblicze. Sięgnęła po aparat, odwracając wzrok od Bulstrode’a na rzecz obserwowania zbiegającej ze sceny Brenny Longbottom. Zrobiła kobietom kolejne, szybkie zdjęcie. Na tym balu zaczynało dziać się tyle interesujących rzeczy, że już żałowała, że nie potrafiła pojawić się w kilku miejscach jednocześnie. Chętnie dowiedziałaby się na ten przykład czy właścicielka piekarni nabzdryngoliła się, bo miała ku temu jakiś wielki powód, czy dlatego że lubiła za dużo wypić. W drugim przypadku nie byłoby to ciekawe, ale w pierwszym… gdyby upiła się przez takiego Erika Longbottoma… Wtedy ta licytacja stałaby się jeszcze bardziej pasjonująca i obrzydliwa jednocześnie. - I znowu Malfoy, jego siostra… - wymamrotała pod nosem, nawiązując do podbijania ceny na licytacji. Musiała potem zrobić ładne zdjęcie Eden Lestrange do rankingu sukienek. Znowu spojrzała na Atreusa. – Teraz mnie przedstawisz? Czy mam poczekać do zakończenia licytacji? Albo do jakiegoś innego, sprzyjającego momentu? W międzyczasie ciągle łowiła co się działo na licytacji. Parę razy również zrobiła zdjęcie, choć tu może niezbyt uważnie, wiedząc że ma na to trochę zbyt mało czasu i mogą się potem okazać do niczego. Gotowa była iść z Atreusem do Faye (jeśli uznał, że to był dobry moment) lub krążyć po sali, robić zdjęcia i skupić jeszcze więcej uwagi na licytacji. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Elliott Malfoy - 20.11.2022 Czekał na kolejną podwyżkę ceny nasłuchując czujnie. Uśmiechać się, siłą rzeczy nie mógł zbyt szeroko ani za często, bo prasa była wokół nich, a jego aktualna sytuacja nie sprzyjała pozytywnym nastrojom. Mimo to, ci którzy znali go lepiej definitywnie mogli stwierdzić, że w chłodnych niebieskich oczach hulały ogniki przekory, zwłaszcza, gdy Brenna w pośpiechu opuściła scenę, a Erik, który i tak był w centrum uwagi przez licytację, musiał objąć stanowisko mówcy. Elliott nie odrywał spojrzenia od sceny, co w gruncie rzeczy można było bardzo łatwo przypisać faktowi skupienia się na licytacji, prawdą jednak było, że nie mógł nie docenić w jaki sposób Longbottom poprowadził dalszą narracje. Zaraz usłyszał głos siostry, dobiegający od strony bufetu, z lewej. Rzucił jej przelotne spojrzenie, które, o ironio, było tak samo przepełnione „co? ja nie mogę?to patrz!” jak ton jej głosu. Zauważył, że mąż próbował ją powstrzymać, a znał bliźniaczkę wystarczająco dobrze, aby wiedzieć, że walka stanie się teraz jeszcze bardziej zażarta. - Dwadzieścia tysięcy galeonów! Jeżeli ktoś pragnie zalicytować wyżej to podniesie próg podatkowy! - nie powstrzymał się, aby pociągnąć żart. W tym momencie nie liczyły się już kwoty, a chęć utarcia nosa, bogaci ludzie mają dziwne sporty, a to najwidoczniej jeden z nich. Jeżeli sytuacja miała być absurdalna, to niech sam absurd będzie wyposażony w wiele zer śledzących pierwszą liczbę. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Perseus Black - 20.11.2022 Pocałunek, jaki Eunice złożyła na jego policzku, całkowicie wybił Perseusa z rytmu; nie spodziewał się od niej takich aktów czułości, nawet tej pod publikę - nie, gdy to ona przejmowała inicjatywę. Brwi uniosły się w stuporze, lecz na jego wargach prędko zagościł uśmiech, szczery, serdeczny, niczym nie wymuszony. Zapomniał już jakie to uczucie. Tymczasem licytacja trwała w najlepsze. Black przymierzał się już do przebicia Eden - niewinnie, maksymalnie o jakieś 500 galeonów - kiedy stojący tuż obok niego Elliott postanowił kolejny raz podbić cenę. Dwadzieścia. Tysięcy. Galeonów. Wypuścił gwałtownie powietrze z płuc; nie dlatego, że była to dla niego horrendalna kwota, a dlatego, że nie spodziewał się, że nastąpi to aż tak szybko. Liczył, że jeszcze trochę pograją w swą osobliwą i całkowicie spontaniczną grę, lecz Malfoy, jak to Malfoyowie mieli w zwyczaju, nie brał żadnych jeńców. Jeden z kolejnych powodów, dla których lgnął do tej rodziny niczym ćma do ognia. — Cóż... będzie bezpieczniej, jak Ministerstwo nie zainteresuje się źródłami naszych przychodów... — odparł rozbawiony, wbijając spojrzenie w Elliotta. Odpuszczał licytację, tak jak zawsze odpuszczał walkę z nim; ulegał mu, pozwalał się prowadzić. Słaby charakter, rzuciłby pogardliwie ojciec. Być może i nie był tak surowy, jak się od niego wymagało, jednakże nigdy nie traktował skłonności do ustępstw jako słabości. To był jego język miłości; braterskiej, przyjacielskiej, tej, której żywił do żony... Żony. Przeniósł wzrok na Eunice, która już unosiła dłoń, chcąc przebić brata, ale powtrzymał ją stanowczo, chwytając dyskretnie kobietę za nadgarstek. — Będzie lepiej, jeśli wygra Elliott — wyszeptał do ucha blondynki, jednak nie zamierzał zdradzać prawdziwego powodu swego osądu. Wymagałoby to od niego nie tylko zbyt wielu tłumaczeń, lecz także i ostrożnego dobierania słów, by przypadkiem nie powiedzieć za dużo. Wolał nie wiedzieć, jakie Eunice ma zdanie na temat takich jak on. |