![]() |
|
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki (/showthread.php?tid=6052) |
RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Baba Jaga - 03.07.2026 Lukas NottMarianne słuchała całej wypowiedzi z lekkim, aczkolwiek bardzo zaangażowanym uśmiechem. Poznanie jednego z popularniejszych graczy Quidditcha, najwyraźniej było jednym z jej życiowych marzeń, a teraz, kiedy miała ku temu okazje, ciężko było jej nie chłonąć spływających na nią słów i gwaru. Pewnie o wiele bardziej by się ucieszyła z czegoś, co nie było PRową gadką, ale cóż, musiała korzystać z tego co miała. — Oh, ja… — dziewczyna wyraźnie się speszyła, kiedy wtrąciłeś nagle o tym co powinna. Przeskoczyła spojrzeniem po twoich towarzyszach, a uśmiech wyblakł nieco. — Ja całkiem lubię moją pracę — przyznała nieśmiało, jakby nagle to co lubiła a to co nie, nie miało aż takiego znaczenia, kiedy jej idol zwracał się do niej w taki sposób. Poczekała cierpliwie, aż wszyscy się usadowią na swoich miejscach. Nie uciszała, nie wtrącała się, ale przygotowała dla całej ekipy karty dań i porozdawała je z kelnerskim uśmiechem wszystkim, którzy znaleźli się przy długim stole. — Wszystko? — zakłopotała się wyraźnie, nie będąc pewną czy żartujesz czy jednak jesteś poważny. Ale szybko jej wątpliwości zostały rozwiane. — Przepraszam, ale jestem zmuszona poprosić, by wybrali panowie po jednej potrawie z danej kategorii. Dzisiaj mamy specjalne zasady, jeśli chodzi o stołowanie się, ale w każdy inny dzień jest możliwość zamówienia… wszystkiego. [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/85/4d/09/854d09e92494a6e11f5dc014798b42df.jpg[/inny avek] RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Atreus Bulstrode - 03.07.2026 Laurent miał chyba jakieś specjalne pozwolenie odnośnie tej całej Polany Ognisk, ale było to już tak dawno temu, że Atreus tak samo nie pamiętał, jak i swego czasu w ogóle w to nie wnikał. Powód ku temu był taki, że czemu miałby w cokolwiek wątpić Laurentowi. — Zawsze chciałem polecieć na Karaiby. Jak byłem mały to zawsze lubiłem opowieści o piratach — odpowiedział, niby to całkiem poważnie, sącząc swojego grzańca. — Ale to że tam byłem to akurat niewiele zmienia. Ale masz może trochę racji, krajobrazy szybko się nudzą, bo przypominają te angielskie — ciekawym w sumie było, czy w zależności od kraju, limbo wyglądało tam inaczej. — Jeśli sam proponuję to nie kradzież — sam wyprostował się nieco, robiąc kelnerowi miejsce, aby podmienił talerze. Porcje były niewielkie i wchodziły dość szybko, ale miał wrażenie że o to w tym dniu chodziło. By szybko spróbować wszystkiego i dać miejsce innym, na doświadczenie kuchni Botta. Całkiem dobra strategia. — Oczywiście, że tak. Tamten był… no nie był wybitny, ani nawet dobry. W sumie to całkiem lubię wina Anthony'ego. Ciekawe czy mają jakąś współpracę, skoro Bott z nich korzysta — ale nawet nie zdziwiłby się, gdyby nawet nie o to chodziło, a wina Shafiqa zwyczajnie były jednym z lepszych wyborów na rynku, a do tego pod ręką, bo przecież właściciel operował w Anglii. - Jessie… Jessie, Jessie… mam wrażenie że to nie to imię. Coś na T. Thomas? Thaddeus? Thatcher? W sensie ten z którym wtedy miałem nieprzyjemność — nawet nie próbował nazwać Theo poprawnym imieniem, bo zwyczajnie na to nie zasłużył, zanadto grając mu w Egipcie na nerwach. — Nie wiem jak inni, ale w całym swoim młodym, chłopięcym życiu, nie zrobiłem niczego głupiego — zapewnił poważnie, przyglądając się przez chwilę swojej porcji niedzielnej pieczeni. — Nie mam ambicji w tym temacie. Wydaje mi się, że włóczenie się to dobra opcja. Może mają tam jakąś winnicę, albo kasyno. O, to by było. Ale dużo zależy od tych całych rozmów i pertraktacji. RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Asena Greyback - 03.07.2026 — No chodziłam. Ale ja miałam inne ważne zajęcia na głowie. Ja tych sportowców to za uszy targałam za bicie się mokrymi ręcznikami w szatni — jakie rzeczy się w tych szatniach wyprawiało, to czasem się człowiekowi w głowie nie mieściło. Cóż jednak zrobić, kiedy każdy jeden z tych, hatfu sportowców, uważał się za boga przestworzy? Senkę samą w sobie Quidditch nawet bawił, ale co innego można było powiedzieć o samczej potrzebie zaimponowania dziewczynie. Odnosiła też wrażenie, że w szkole niektórzy sie jej zwyczajnie bali, nawet jeśli swoim zdaniem była przeurocza i niesamowicie miła. — Ale chwilunia moment i kto to mówi? Pan trzęsimajtek co nigdy w życiu by za nikim nigdzie nie wbiegł — prychnęła, zbywając jego próby karcenia. — Wariata wyciągnęłam spod usypiska i sobie uciekł. Przeżył, cwaniaczek — naburmuszyła się nieco, bo powinno się pogratulować, a nie mieć pretensje. Wyglądała też, jakby nie chciała już dalej o tym rozmawiać, głównie dlatego że ten wątek nie został jeszcze dokończony. — No byłam. Przecież do szkoły chodziłam, tak? — prychnęła, upijając swojej naleweczki. — A wiesz co? Ja nawet nie wiem, ale możliwe że coś zaczęło się jakoś w wakacje, ja nie jestem pewna od kiedy dokładnie on jest u nas. Może Herczeg mu odpala za to niezły procent, a może zawodnicy profesjonalni Quidditcha tylko udają że dużo dostają. A może nie jest taki dobry na jakiego wygląda — uśmiechnęła się leciutko. Zobaczyć co się dzieje przy stoliku sportowców było ciężko, bo ci siedzieli na piętrze. — O, ja mam takie trochę przeciwbólowe. RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Brenna Longbottom - 05.07.2026 – Większość z nich ma drewnianą nogę, przepaskę na oku i papugę na ramieniu. W sumie miałam taką książeczkę o piratach… jak teraz pomyślę, pirat bardzo przypominał Alka. Tylko miał tę drewnianą nogę, przepaskę i mniej nosa – stwierdziła. – Skoro to… znajduje się tuż obok nas, może zmienia się w zależności od tego, jak wygląda nasz świat najbliżej. Czy gdzieś tam było pustynne limbo? Limbo górzyste? Limbo z piramidami? Czasem Brenna naprawdę rozpaczliwie tęskniła za czasami, kiedy takie rzeczy nie przychodziły jej do głowy: kiedy nie musiała o nich myśleć. Szybko jednak skupiła się po prostu na doskonałych daniach Bertiego: porcje były niewielkie, ale wystarczające, aby nie odczuwać głodu po ich spróbowaniu i cóż, znakomite. – Aż robię się teraz podejrzliwa. Czy planujesz jakoś bardzo mnie zdenerwować, że jesteś skłonny tak łatwo rozstać się z deserem? Swoją drogą, zastanawiam się, co Bertie da do stałego menu, bo czego jak czego, ale wyobraźni temu człowiekowi nie brakuje. I chyba wszyscy trochę tego oczekują? Ale skoro to była Pokątna prawdopodobnie nie będzie niczego o smaku skarpet. Prawdopodobnie. Podsunęła mu talerz, jeżeli chciał spróbować jej deseru, gdy sama sięgała po herbatę. Nie znała oferty win Anthony’ego, bo nie była jakąś wielką specjalistką od trunków: kupiła chyba komuś w prezencie butelkę na Lammas, ale po prawdzie przyciągnął ją tam bardziej szyld niż konkretna fama. W każdym razie dobrze było wiedzieć, że poza ognistą lubił najwyraźniej tę konkretną markę. – Theo – podsunęła, ale choć raczej nie zgadzała się z poglądem Atreusa, to nawet nie trudziła się, by go zmieniać. Jak sobie wyobrażała tę dwójkę razem, to myślała, że gdyby byli w jednym wieku, mogliby świetnie się dogadać i przerzucać między sobą szare komórki, ale z racji na te parę lat różnicy, prawdopodobnie nie mieli szans się dogadać. – O taaak, jestem absolutnie pewna, że jako chłopak robiłeś same rozsądne rzeczy. A Tori tylko przyśniły się niektóre historie, o których opowiadała w pokoju prefektów – stwierdziła Brenna z odrobiną rozbawienia. Nie żeby sama nie robiła głupot w czasach szkolnych, bo cóż, zdarzało się. RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Astoria Avery - 06.07.2026 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/1870aad01c6e81489720b74d0e4ab88f/772576ae06ebf83e-f4/s500x750/1256ddf6f4292f4828d844a609cd4ddfdf470a47.jpg[/inny avek]Cieszyła się, że odpoczął. Nie było w tym nic egoistycznego. Świat potrzebował uzdrowicieli przytomnych bardziej niż bohaterskich. Wycieńczony medyk nie pomagał nikomu, a ona zdążyła zobaczyć podczas wizyt w Mungu wystarczająco wiele twarzy ludzi pracujących ponad własne siły, by wiedzieć, jak cienka granica oddziela poświęcenie od zwyczajnego wyniszczenia. Podczas ich ostatniego spotkania sprawiał wrażenie człowieka funkcjonującego wyłącznie dzięki obowiązkowi, jakby organizm dawno przekroczył granicę zmęczenia, a mimo to wciąż odmawiał posłuszeństwa własnej potrzebie odpoczynku. Dzisiaj było inaczej. Nie nosił już na sobie tamtego przytłaczającego ciężaru odpowiedzialności za setki rannych. Być może dlatego jego obecność wydawała się lżejsza, bardziej swobodna, a rozmowa mogła wreszcie dotyczyć rzeczy zwyczajnych. Ona także nie chciała teraz wracać do ciężkich momentów. - To nic. Ma ostatnio dużo na głowie - wyjaśniła krótko, podświadomie szukając mu usprawiedliwienia. Było jej przykro, jasne, ale nie zamierzała pozwolić, by ta myśl zdominowała resztę wieczoru. Ostatnie miesiące nauczyły ją, że człowiek nie ma wpływu na wszystko, a niektórych odpowiedzi po prostu nie da się przyspieszyć samym zamartwianiem się. Jej spojrzenie wróciło do Basiliusa dopiero wtedy, gdy wspomniał o swoich znajomych. To wyjaśniało pusty stolik. Oboje przyszli tutaj z zamiarem spędzenia wieczoru w czyimś towarzystwie, ale aktualnie byli zawieszeni w oczekiwaniu. Kącik jej ust uniósł się odrobinę wyżej. - W takim razie mogę wykorzystać ich nieobecność na własną korzyść - odparła lekko, a na jego pytanie pokręciła głową. Jej spojrzenie przesunęło się ku koszowi ustawionemu nieopodal wejścia. Dopiero teraz przypomniała sobie o przygotowanych przez gospodarza niespodziankach. Wcześniej całą uwagę pochłonęły wnętrza restauracji, później oczekiwanie na Cedrica. - Jeszcze nie - przyznała. - Poproszę. Jestem ciekawa, czym jeszcze Bertie postanowił zaskoczyć swoich gości. Znasz go? Przez chwilę obserwowała, jak znika pomiędzy przechodzącymi kelnerami i grupkami gości, po czym jej spojrzenie niemal odruchowo przesunęło się jeszcze dalej. Ku drzwiom. Nie zrobiła tego świadomie. Po prostu za każdym razem, gdy ktoś przekraczał próg restauracji, jakaś niewielka, uporczywa część jej umysłu oczekiwała znajomej sylwetki. Kiedy Basilius wrócił, jej uwaga natychmiast powędrowała ku niewielkiej paczuszce, którą trzymał w dłoni. Wyciągnęła rękę, odbierając prezent z ostrożnością właściwą komuś, kto odruchowo szanował nawet najdrobniejsze przedmioty. Papier zaszeleścił cicho pod opuszkami palców. - Dziękuję - spojrzała na niego z uśmiechem, który rozświetlił całą twarz. - Nie złożyłeś jeszcze zamówienia, prawda? Mają tu ograniczone opcje wegetariańskie, ale i tak chwała im za to, że jest kilka punktów do wyboru. To niestety rzadkość. !Słodycze Bertiego RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 06.07.2026 Cukrowe pajączkiWybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę cukrowych pajączków. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, po wyciągnięciu z opakowania zaczynając snuć cukrową pajęczynę. Każdy z nich ma na odwłoku odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości. Cukrowe pajączki (Zjedzenie pajączka natychmiastowo uaktywnia pajęcze zmysły i sprawia, że czarodziej przylepia się do powierzchni płaskich, mogąc swobodnie chodzić po ścianach czy suficie. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.) RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Woody Tarpaulin - 09.07.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JsqvV7K.png[/inny avek]— Kto się czubi, ten się lubi — zarechotał Woody, gdy mu Asenka opowiedziała, że chodziła targać za uszy sportowców. — Co ty, dziewczyno, robiłaś w męskiej szatni? — zapytał przekornie, mimo że w pełni domyślał się, że jej jako prefektce ktoś tylko donosił o tych figlach. Chociaż kto wie, kto wie? Różne dziwne pomysły miewały niektóre narwane dziewczyny, tyle to Woody pamiętał z młodości, a Greyback sprawiała wrażenie kogoś, kto nie miałby oporów wparować do przebieralni pełnej spoconych chłopaków… ku ich wielkiej uciesze. — Takie to mi zostały odruchy po służbie i co poradzisz? Ktoś musi inicjować działanie, jak się źle dzieje, bo ludzie to najbardziej lubią stać przy tych wypadkach i się lampić jak cielęta. A inni giną. — Rozłożył bezradnie ręce. Zwali to efektem rozproszenia odpowiedzialności. Poczucia odpowiedzialności społecznej zaś Woody’emu nigdy nie brakowało. Zawsze był gotów zadziałać pierwszy, czasami nawet zbyt pierwszy, bo rwał się do tego wszystkiego niekiedy bezmyślnie (a do pouczania o bezpieczeństwie… również był pierwszy). — Chłop przeżył, to dobrze. Tak trzymać. — Zacisnął uniesioną pięść w geście zwycięstwa, i były to jedyne gratulacje, na jakie Asena mogła liczyć. W środku był z niej bardziej dumny, niż to okazał. W obliczu tej rewelacji tym bardziej nie wątpił, że podjął dobrą decyzję, gdy uznał, że pora swoją młodą padawankę wcielić do Zakonu. Tak czy srak się wilczyca głupio pchała w ogień za nieznajomych wariatów, to niechby chociaż miała za sobą jakieś większe plecy. A Jonathan był od niej dobrych piętnaście centymetrów wyższy. — Nie jest taki dobry? — obruszył się Woody. — To co mi tu za gnojka ściągają do Puddlemere? A szkoda gadać. Pożyjemy, zobaczymy, jak on nam będzie grał. RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Basilius Prewett - 09.07.2026 Basilius pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie znał brata Astorii, nie miał pojęcia jakim jest człowiekiem, nie zakładał więc że mógłby tak po prostu wystawić swoją siostrę. – Rozumiem. Niestety czasem tak się zdarza – stwierdził, próbując przypomnieć sobie, czy Astoria mówiła coś wcześniej o swoim rodzeństwie. Uśmiechnął się nieco, gdy wspomniała o wykorzystaniu nieobecności jego towarzyszy, nawet jeśli bardzo liczył, że będzie im dane usiąść dzisiaj przy jednym stole. Oczywiście nie mogło być to takie łatwe. – Poczekaj chwilę. Zaraz wrócę. Wstał ze swojego miejsca, chwycił dwie paczuszki i wrócił do stolika, wręczając jedno z zawiniątek Astorii. – Coś ciekawego? – zagadał, jeszcze zanim spojrzał na własny podarunek. – Mam nadzieję, że nie będzie dzisiaj żadnych dziwnych zmian. Na balu maskowym komuś chyba wyrosły skrzydła po jednym z eliksirów, co było… Dość zastanawiające. – Na balu maskowym były też zakopane w ogrodzie plugawe eliksiry, ale Basilius był na tyle wprawiony w pogawędkach, aby wiedzieć, że zdanie Powiedz mi, a co myślisz o eliksirach z krwią niewinnych istot w ogrodzie Lestrange'ów za dobry wstęp do rozmowy nad zupą. Czy też raczej do rozmowy nad paczką słodyczy. – Trudno nie znać Bertiego Botta – zauważyl z uśmiechem. — Ale tak. Kojarzę go lepiej niż tylko jako imię w gazecie. – Zerknął na menu po czym przeniosł spojrzenie na powitalny upominek. — Może najpierw sprawdzę to. Co dostałaś? !Słodycze Bertiego RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 09.07.2026 Tęczowe bezyWybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę mini bez w różnych kolorach. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wyglądają jak małe chmurki które pozwalały posmakować tęczy. Każda z nich ma na spodzie wygrzany symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości. Tęczowe bezy (Zjedzenie bez rozpala wyobraźnie i sprawia, że człowiek aż zastanawia się czy tak lekko i słodko czuje się na co dzień sam Bertie Bott, tylko po to by przekonać się iż słodkości zmieniają jego wygląd na ten właściciela restauracji. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.) RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Prudence Fenwick - 09.07.2026 Prudence przywykła do tego, że jej mózg działał nieco inaczej, wiedziała, że nieco różniła się od większości ludzi. Nie przeszkadzało jej to. Nie wszyscy jednak wiedzieli, że nie mogli podważać tego, co mówiła o przeszłości, bo nie dzieliła się tym z kim popadnie. Benjy doskonale wiedział na co ją stać, kiedyś nie do końca miał świadomość tego, że była to choroba, wyjaśniła mu wszystko całkiem niedawno, w przeszłości jednak wolała o tym nie wspominać z racji na ich dosyć burzliwą relację. Nie wydawał się tym jakoś specjalnie przyjmować, zaakceptował to, jakby to było nic wielkiego, po prostu przyjął do wiadomości, nie wypytywał. Wiedział już jednak, że to było coś więcej niż niepodważalna pewność siebie - pewnego rodzaju biblioteka wspomnień w jej głowie, po które była gotowa sięgać, kiedy nadarzały się ku temu odpowiednie okoliczności, a że oni lubili się droczyć, to cóż - dość często się one pojawiały. - To nic nadzwyczajnego. - Uśmiechnęła się jedynie, chociaż wiedziała, że jest zupełnie inaczej. Uważała to za wyjątkowe, chociaż niosło ze sobą innej konsekwencje, do których też musiała przywyknąć. Nie miała wyjścia innego od akceptacji - była to część jej, czy komuś się to podobało, czy nie. - Nie jestem odpowiedzialna za to, jak widzą mnie inni, liczą się intencje, czy coś, a rzadko kiedy próbuję być naprawdę bezwzględna. - Bullshit, gdy ktoś zalazł jej za skórę bardzo często była bezwzględna, niestety Benjy miał okazję przekonać się o tym bardzo dobrze, bo i w stosunku do niego kiedyś nie miała litości. On zresztą dla niej też jej nie miał, więc w sumie byli kwita - byli siebie warci jeśli o to chodzi. Z perspektywy czasu to było całkiem zabawne w jaki sposób się kiedyś traktowali tylko dlatego, że nie byli gotowi przyznać się sami przed sobą co czują. Młodość jednak rządziła się swoimi prawami, dobrze, że z czasem poszli po rozum do głowy. Nie miała pojęcia skąd im się to wzięło, ale zdecydowanie było to czymś ich - te absurdalne rozmowy o zwierzętach, które towarzyszyły im naprawdę często. Mieli jakieś dziwne tendencje do zbaczania i dyskutowania na temat fauny, zaczęło się to jeszcze w Hogwarcie i pewnie nigdy nie miało skończyć. Cóż, pewnie mało kto był w stanie to zrozumieć, ale oni potrafili godzinami prowadzić konwersacje na takie irracjonalne tematy. Ważne, że trafili na siebie nawzajem i się rozumieli, nikt inny nie musiał tego robić. Odruchowo również spojrzała w stronę okna, jakby faktycznie miała kogoś dostrzec na parapecie - ten okazał się jednak być pusty. - Nie zajrzę pod niego, chociaż mnie korci. - Mogło to jednak być całkiem prawdopodobne. Wolała jednak niepotrzebnie nie rzucać się w oczy, bo mogło się to prosić o dyskretne pozbycie się jej osoby z tej restauracji. - Skoro tak - nigdy nie powinniśmy się czuć bezpieczni. - Faktycznie te stworzenia mogły się czaić wszędzie, podsłuchiwać ich, co wtedy? Podadzą im informacje na tacy, a przecież w ten sposób nie uda im się pozbyć problemu, powinni nieco zmienić sposób działania, chociaż to nie ona była za niego odpowiedzialna - to Benjy był ich specjalistą do spraw pajęczaków, więc jemu zamierzała zostawić ten temat, na pewno wiedział co robi. - To nie jest to samo, prawda? - Cóż, nie dało się nie zauważyć, że to on znał się na rzeczy. Skoro już został tym szczęśliwcem, to nie mogła mu się teraz wpieprzać w plany, na to było już za późno. Wybrał odpowiednie metody, stosował je, jeśli one nie wypalą wtedy będzie można pomyśleć o wdrożenie w życiu jej planu, to znaczy eksterminacji wszystkich pająków. Skrzywiła się, kiedy usłyszała jego kolejne słowa, zdecydowanie wolała przy jedzeniu nie iść tym torem, nie mogło się jednak bez tego obejść. Zawiesiła na moment na nim swój wzrok, odpłynęła, po chwili mrugnęła i zaczęła mówić. - Ponoć od czterech do ośmiu, ale jest to tylko miejsca legenda, tak naprawdę pająki są wyczulone na wibracje, przez co wolą unikać naszych twarzy bo traktują je jako zagrożenie. - Gdzieś o tym czytała, ale dochodząc do źródła wyszło, że nie było w tych informacjach ani grama prawy. - Co do Wiwerny, to lepiej mi oszczędź tych informacji, bo zdarzało mi się je jeść. - Zdecydowanie wolała, aby ich skład pozostał słodką tajemnicą, bo musiałaby wypalić sobie przełyk jakimś kwasem. - Niech Ci będzie, nie uważam. - Musiała po raz kolejny przyznać mu rację, ostatnio zdarzało się to nieco zbyt często, kiedyś na pewno by na to nie pozwoliła, a teraz po prostu akceptowała, że Benjy czasem naprawdę wie co mówi. Zupa okazała się być całkiem smaczna, tak jak zakładała jej mąż poradził sobie ze swoją porcją i częścią jej, dzięki czemu Prue będzie mogła spróbować również kolejnych dań. Naprawdę dobrze było mieć ukochanego, który posiadał żołądek bez dna. - Szukajmy dalej, być może osiągniemy jakiś sukces, chociaż zapowiada się zupełnie inaczej. - Zapiekanka wyglądała dobrze, a jak wiadomo po części jadło się oczami, pachniała również przyjemnie - spodziewała się więc, że smakowi nie będzie mogła nic zarzuć, sięgnęła po widelec i zjadła pierwszy kęs. Mruknęła przy tym z aprobatą. - To jest lepsze od zupy. - Jak tak dalej pójdzie, to zabraknie jej słów, jeśli deser okaże się jeszcze smaczniejszy. |