Secrets of London
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Erik Longbottom - 15.03.2023

Przynajmniej go już nie ma, pomyślał, krzyżując spojrzenie ze wzrokiem Stewarda. W ten sposób przypieczętowali niemy układ, wedle którego oboje odegnali ludzika w tym samym momencie. Tak chyba będzie najbardziej sprawiedliwie.

Dobre postanowieniepochwalił kolegę po fachu.Miałem w tę wiosnę podobne, ale okazało się, że nawet jak się chce, to magia potrafi nie współpracować. — Skrzywił się, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Ostatnia sesja ćwiczeniowa z Geraldine to była jakaś kompletna porażka, co było dodatkowym ciosem, po tym, jak udało im się wejść na jedno ze wzgórz w okolicy Little Hangleton. — Dobrze, że nas nie rozliczają z efektywności rzucanych zaklęć. Ciężko by było to jakoś sensownie wytłumaczyć.

Owszem magia sama w sobie bywała kapryśna, jednak w ich przypadku przeszła już samą siebie. Taki brak opanowania przy skupianiu surowej energii magicznej mógł się przydarzyć uczniom przygotowującym się do egzaminów, czy zwykłym cywilom, ale parze wyszkolonych pracowników sił bezpieczeństwa? Jakby to zobaczył Bones albo Moody, to najbliższa podwyżka na pewno przeszłaby im koło nosa. A kto wie, może nawet wysłaliby ich na jakieś szkolenie z młodziakami.

Możemy sobie od razu machnąć portret... Tak w ramach poprawiania wizerunku departamentu w oczach zwykłych ludzi — rzucił. Skoro byli na Beltane służbowo, to nie mieli aż tak otwartego dojścia do wszelkiej maści atrakcji, jak reszta odwiedzających, więc trzeba było improwizować. Poza tym po tym małym wypadku, warto by było, gdyby spędzili chwilę przy stoisku Uli i upewnili się, że zaraz nie pojawi się tu kolejny wariat. — Taa... Ogarnę go. Może przekonam go, żeby wrócił wcześniej do domu, albo wstrzymał się od czarowania na ten wieczór.

Uśmiechnął się uprzejmie do właścicielki kramu, pozwalając, aby Patrick z nią porozmawiał, a sam odebrał od bohaterskiej dziewczyny sprawcę całego zamieszania, usuwając się z nim na bok, żeby się z nim rozmówić. Erik ustawił się w taki sposób, aby w razie czego utrudnić mężczyźnie ucieczkę i począł tłumaczyć, jakie niebezpieczeństwo wywołał swoimi zaklęciami, oraz że zakłócił przebieg uroczystości. Postraszył go nawet nieco wyższym mandatem, sugerując, że jeśli ten obiecuje się sprawować, to go obniży. Naturalnie nie zamierzał podwyższać kary, ale liczył, że facet spotulnieje i dzięki temu ze spokojem przyjmie standardowy na tę okoliczność mandat.




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Ulysses Rookwood - 15.03.2023

Ulysses posłał poważne spojrzenie Alannie. Chwilę patrzył na nią jasnymi, pozbawionymi wesołości oczami. Zastanawiał się, czy to ją naprawdę bawiło. Tej nocy wielu mogło zginąć. I nie chodziło o mugoli, których miały na miejsce sprowadzić świstokliki, ale przede wszystkim o tych, którzy stali razem z nimi w jednym szeregu podczas zebrania Śmierciożerców. To mogła być straszna noc, zwycięska dla Lorda Voldemorta, ale przegrana dla jego ojca.
Wykrzywił usta w jakiejś marnej i nieudanej namiastce uśmiechu, która zupełnie do niego nie pasowała i sprawiała, że dopiero teraz zaczął wyglądać dziwnie.
- Pierdol się, Carrow – odpowiedział bezosobowym tonem, tylko przypadkiem zachowując dwuznaczność wypowiedzianych słów.
A potem kiwnął głową. I już bez gadania skierował się ku miejscu, gdzie zgodnie z rozkazem, miał pozostawić swój kamień. Liczył kroki, myśląc o tym, że im szybciej załatwią swoje zadanie, tym szybciej będzie mógł stąd zniknąć (oczywiście, najpierw dla niepoznaki, pokręci się po straganach).
- Wdepnąłem w coś – skłamał, ale raczej nie dla Alanny i nie dla Vespery a dla kogoś, kto mógłby go usłyszeć. Miał nadzieję, że teraz któraś z nich (albo obie) zacznie mu dogadywać, że nie musi się przejmować butami w tym momencie, a on będzie mógł odpowiedzieć coś o tym, że buty są ważne.
Przykucnął i wyciągnął z kieszeni chustkę. W niej miał ukryty kamień. Z boku mogło to wyglądać tak, jakby próbował doczyścić buty (zwłaszcza, gdy cichym aquamenti oblał jeden z nich wodą), ale w między czasie, wzdrygając się z obrzydzenia wsunął kamień w grząski grunt, mniej więcej na głębokość dłoni a potem przyklepał miejsce butem, by ten nie został przypadkiem przez kogoś znaleziony i zabrany. Umył rękę zaklęciem a potem podniósł się i wytarł ją chusteczką.
- Za chwilę znowu będą całe brudne – zauważył. A potem skierował się razem z kobietami ku miejscu, gdzie kamień miała podrzucić Vespera.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Eunice Malfoy - 15.03.2023

Nie tak sobie wyobrażała tegoroczne Beltane.
  Życie jednak potrafiło zaskakiwać, a nici losu spleść się w sposób, w jaki nie dawało się przewidzieć. Bo do głowy by jej nie przyszło, że podczas tego sabatu obrączka nie będzie ciążyć na palcu, jak również pożegna zadzierzgnięte jakieś pół roku temu więzy.
  Co nie oznaczało, iż nie miała zamiaru się pojawić – mimo wszystko Beltane stanowiło dość istotny dzień w czarodziejskim kalendarzu. I nie omieszkała przy tym przystroić się niczym barwny ptak, porzucając czerń.
  Wiosna rozkwitała w pełni.
  - Cóż, może i nie mam dużego doświadczenia, ale z tego co zauważyłam, to niektórzy myślą, że jak już się dobrze czują, to z cała pewnością mogą się wypisać, mimo że tak naprawdę jeszcze chwilę powinni spędzić na oddziale. Ale jak się dobrze czują i jednocześnie jest sabat, to... – pozwoliła słowom zawisnąć w powietrzu. Raczej nie musiała pouczać Bulstrode w tych kwestiach; zamiast tego spojrzała na kobietę z namysłem.
  Ostara minęła spokojnie, co nie oznaczało, że i Beltane takie będzie; niemniej większość zdawała się nie pamiętać o istnieniu takiej osoby jak Lord Voldemort. Choć równie dobrze mogło chodzić o...
  - Rozumiem, że w tym konkretnym przypadku będzie to kwestia niezakończonej kuracji? – dopytała, pochylając się nad łakociami na stanowisku Nory Figg. Bo równie dobrze Florence mogła mieć na myśli coś innego.
  Zawahała się chwilę, nie potrafiąc do końca zdecydować, co wybrać – ostatecznie postawiła na muffinkę oraz skusiła się na wróżby. Nie miała zamiaru podejść do nich na poważnie, ale po prostu, może akurat dla poprawy humoru…?

254

!ciastko z kwiatkiem
!pierwszy koszyk


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

chryzantema




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Peregrinus




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Danielle Longbottom - 15.03.2023

- Z jednej strony ogromne statki są super i na pewno fajnie byłoby mieć taki na spółkę... ale z drugiej strony, czy mniejsza łódź nie sprawdzi się lepiej w naszym wypadku? Większy statek oznaczałby konieczność wzięcia większej ekipy, a wtedy skarb trzeba podzielić przez większą ilość osób. Nie brzmi to korzystnie. Nie planujemy brać dodatkowych ludzi, prawda? Plus, musieliby być to sprawdzeni ludzie, których lubimy i ufamy. Wyobrażasz sobie musieć spędzać czas w towarzystwie kogoś, kogo nie lubisz? I nawet nie możesz wyjść na moment, bo za ścian... znaczy burtą jest sama woda? - usta nie zamykały się jej ani na moment. Sprawiała wrażenie szczerze podekscytowanej, gestykulując bardziej, niż było to potrzebne.
- Czy Ty byłbyś w stanie?- powtórzyła, lekko unosząc brwi. Zaraz, ale że co? Martwił się, że jedna para rąk do takiego przedsięwzięcia to za mało, prawda? No bo o co innego mógł się martwić? Przecież nie o to, że brakuje mu umiejętności. - Mogę poświecić Ci lumosem! Ewentualnie podawać narzędzia i elementy, jeżeli będziesz potrzebował. Zaoferowałabym coś więcej, ale obawiam się, że mogłoby to się źle skończyć...- dodała, posyłając mu przepraszający uśmiech. Wiele fiolek długowarzonego eliksiru stłukła, szansa że przez przypadek coś zepsuje była niestety bardzo duża.
- Mogę pomyśleć nad zaklęciami rozpraszającymi, które chroniłyby nasz... twoją łódkę. Być może wystarczyłyby, by odeprzeć klątwę jaka ciąży nad tamtymi rejonami...
Pewnie dalej szłaby przed siebie i nawijała, o tym że może poprosić o radę Fergusa, które drewno byłoby najlepsze i czy jest możliwość, by umieścić w nim odpowiedni magiczny rdzeń, gdyby nie to, że Sam się zatrzymał. Ona również stanęła w miejscu, spoglądając nieco do góry, tak by zatrzymać wzrok na jego twarzy. Wtedy uświadomiła sobie jedną, ważną rzecz, która umknęła w typowej dla Dani infantylności.
Samuel był śmiertelnie poważny.
Pomysł, że choć przez chwilę mogłaby odciąć się od zmartwień i piętrzących problemów wydał jej się tak piękny, że aż nierealny. Nic dziwnego więc, że szybko podchwyciła temat zbudowania łodzi, która umożliwiłaby im podróż daleko poza Londyn, tam gdzie narastający konflikt nie byłby w stanie ich dosięgnąć. Nawet, jeżeli istnienie skarbu o którym opowiadały duchy było bujdą, sama podróż brzmiała jak coś, na co byłaby chętna bez większego zastanowienia. Gdyby tylko...
Nie była potrzebna tutaj na miejscu - pacjentom w Mungu, swojej rodzinie. Gdyby nie miała z tyłu głowy myśli, że tego wieczoru być może jej zdrowie jak i życie będzie zagrożone i nie wiadomo w ilu kawałkach z niego wyjdzie.
- Jeżeli tylko sytuacja na to pozwoli. - kiwnęła lekko głową, zgodnie z prawdą. Nie chciała go okłamywać.
Niestety, okazało się że w puli nagród loterii nie było statku - co skwitowała krótkim, acz zauważalnym westchnięciem. Zamiast tego dostała... pejczyk. Pejczyk. Na cholerę był jej pejczyk?
- Nie, raczej nie. Chyba, że coś proponujesz, to mogę spróbować się nauczyć.- wypaliła bez większego pomyślunku. - Ale jakaś dwójka przyjechała na koniu, może będą zainteresowani odkupieniem. - dodała, nawiązując do Elliota oraz Blacka. - Ewentualnie mogę Ci odstąpić, może Ci się do czegoś przyda.
Nagroda jaką wylosował Samuel wydała jej się jeszcze durniejsza - nie była w stanie powstrzymać wybuchu krótkiego śmiechu.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Leta Crouch - 15.03.2023

- Dobra, dobra, ty się już nie tłumacz – jakkolwiek by nie patrzeć, czasem Leta bywała drażliwa. Przeważnie starała się podchodzić z dystansem, owszem, ale czasami – zwłaszcza gdy i tak była poirytowana (hej, baranie, jak mogłeś nie dać wykładu!) - takie aluzje potrafiły być niczym nastąpienie na odcisk.
  Czasami.
  - I owszem, powinieneś był. Chociaż czasem mam wrażenie, że najlepiej byłoby go wcisnąć do piwnicy, tylko tego brakuje, żeby nam i tutaj ściągnął na głowę całą hordę wierzycieli – burknęła – … rzeczywiście – przyznała rację Calowi bez mrugnięcia okiem.
  Tak, nie miała szczególnie dobrego mniemania o Anwarze, jeśli chodziło o kwestie finansowe; podejrzewanie go o przegranie w karty ostatniego sykla – a nawet i knuta – było w końcu całkiem uzasadnione.
  - No wiesz co? Łamiesz mi serce, a już myślałam, że obwieścimy światu naszą przyjaźń – zabrzmiała nieco zgrzytliwie. Ale nie, znał ją raczej na tyle, by wiedzieć, że absolutnie nie mówiła poważnie.
  Wszak nie potrzebowała nikomu udowadniać, że z tym czy tamtym łączą ją więzy takie i siakie. Ważniejsze, że potrafili spojrzeć na siebie i się zrozumieć; takie błyskotki nie miały najmniejszego znaczenia.
  - Hm… kawa byłaby lepsza, ale herbatą nie pogardzę – stwierdziła, przystając wraz z Calem. Rozejrzała się jeszcze parę razy, żeby się upewnić, czy przypadkiem nie wypatrzy Jamila, skupiła się na stoisku, niuchnęla…
  - A co mi tam, nawet dwie wezmę. Dwie herbaty to jak pół kawy – stwierdziła w końcu. Z drugiej strony, była też trochę ciekawa oferowanych napojów no i… Tak, nie widziała powodów, by odmówić sobie odrobiny „prądu”.

248/890


!herbata korzenna
!herbata z prądem


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Pikantna herbata


Po wzięciu łyka herbaty z prądem szybko pożałowałeś tej decyzji. Poczułeś, jak przez twoje ciało przechodzi dziwna energia, od której wszystkie twoje włosy stanęły do góry jak po uderzeniu pioruna. Jesteś naelektryzowany. Przez trzy posty każde zetknięcie z innym człowiekiem skutkuje delikatnym, niegroźnym porażeniem go. Posmak papryczek chilli będzie towarzyszył ci do końca wieczoru. Musisz przyznać, że czujesz się po tym wszystkim bardzo energicznie.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Smak kwaśny


Kiedy wziąłeś łyk gorącego napoju, od razu uderzyła w ciebie mnogość aromatów. Wyłapałeś spomiędzy nich między innymi ostrość i orzeźwienie, które ożywiły twoje kubki smakowe. To może być smak herbaty owocowej, która zawiera kwas cytrynowy lub kwas jabłkowy.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Cameron Lupin - 15.03.2023

Otworzył nieco szerzej usta, przysłuchując się opowieści Theo. A więc tak się prezentowała ta sytuacja? Huh, w sumie nie powinien być zdziwiony. Może to i dobrze, że poznawał nowych ludzi? Na pewno była to dobra odskocznia od przykrych zdarzeń.

No proszę, człowiek wielu talentów — powiedział z podziwem, mrugając do Charlesa niezdarnie, zamykając przy tym obydwoje oczu. — Cieszę się, że potrafisz nas jeszcze czymś zaskoczyć.

Naturalnie, wiedział, że ten miał ciągoty do ratowania ludzi z opresji, jednak nie sądził, że będzie się w to bawił teraz. Albo już teraz, pomyślał, na swój sposób zaglądając przez dziurkę od klucza za pewne drzwi, jednak momentalnie odsunął od siebie tę myśl. Na pewno nie. To, co się za nimi kryło było zbyt dużą sprawą, żeby omawiać ją w samym środku Beltane.

Może się bała, że serce Ci nie wytrzyma? — rzucił, aby nagle wybuchnąć śmiechem. Poklepał Charliego po policzku.Nie martw się, nawet kiedy cię z nami nie ma, to wierzymy, że jesteś z nami duchem. Cały czas o tobie myślimy. Jesteś jak takie bóstwo... o którym nie da się zapomnieć.

Pokiwał głową, gdy ruszyli do stoiska.

Niestety nie na wszystkie to działa, Theo — przyznał niemrawo, doceniając jednak, że został pochwalony przez Lovegooda. — Próbowałem przekonać do siebie swoim urokiem pewną uzdrowicielkę, która mnie uczy, ale coś nie wypaliło... Znalazłem się na jej celowniku.

Połączenie czekoladek wygranych na loterii z herbatą Sary zdecydowanie przypadło mu do gustu. Uniósł kciuk w górę na znak, że bardzo mu smakuje. Przez smakowitości poczuł błogość w ciele, a ciepły napój z „dodatkami” sprawił, że dostał zastrzyku świeżej energii. Aż mu włosy dęba stanęły! Co więcej, zaczął jakby przytomniej rozglądać się dookoła, zwracając uwagę na szczegóły i...

Ale ty masz zajebiste rysy twarzy wymsknęło mu się w stosunku do Theodore'a, na którego spoglądał z boku. Czyżby amortencja powoli zaczynała działać? Wręcz nie był w stanie odwrócić od niego wzroku. — Jak ten no... Grecki posąg, czy coś! Co nie, Ch...cholera, Julian? — Poklepał Charlesa po ramieniu, co sprawiło, że oberwał prądem. — AŁA! To bolało! — Spojrzał na niego z pretensją. Co to były za żarty?

Jak on tak mógł?, zachodził w głowę, a wtedy jego wzrok padł na Geraldine Yaxley. Wbił w nią uważne spojrzenie, mając wrażenie, że ta wydaje mu się dziwnie znajoma. Zaraz... Czy to nie była ta czarownica, co go...

TO TY! PAMIĘTAM CIĘ!zawołał, wskazując na Yaxley palcem i przepychając się w jej kierunku.To ty mnie olałaś na Ostarze! Twój kumpel był ranny, a ty się na mnie gapiłaś, jak cielę na malowane wrota! Wiesz, jak się z tym czułem?! Może i masz piękne oczy, włosy i figurę... — Podrapał się po szyi, czerwieniąc się. Oho, amortencja zdecydowanie się odpalała i to nie w stosunku do jednej określonej osoby. — Ale mogłaś, chociaż powiedzieć „Cześć” albo „Hej”, czy coś... No to ten... — Zmarszczył brwi. — Czekoladkę?

Wystawił w jej stronę wygrane u goblina słodkości.