Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rowena Ravenclaw - 03.12.2023

Kryzys został zażegnany. Dzięki Patrickowi i jego szybkiej reakcji Chester odzyskał swoje pieniądze, koszula została w okamgnieniu naprawiona zaklęciem, zaś sprawcy całego zamieszania zostali ujęci. Pozostawała tylko kwestia dzieci, które nie do końca rozumiały sytuację, w której się znalazły.
Babcię? To jeszcze bardziej fuuuj! — skrzywił się Conven.
Z drugim dziadkiem moglibyśmy pograć chociaż w quidditcha — wtórował Ramses.
Obaj weszli właśnie w etap niechęci do płci przeciwnej i wizja pojawienia się w rodzie kolejnej kobiety wybitnie im nie pasowała. Byli już w stanie zaakceptować zabawnego pana mugolaka, który potrafił robić z watą cukrową cuda! Obaj rzucili się na słodkiego słonika, zapominając na moment o wszystkim, co dzieje się wokół.
Dziadku, kupisz nam jeszcze jedną watę? — zapytał Conven.
Dwie, dwie! Taką magiczną w kształcie zwierzątek! — przekrzykiwał go Ramses. Tym sposobem Chester został otoczony przez wrzeszcząco-skaczących kilkulatków, jedzących watę niewiadomego pochodzenia. Ale czy na pewno niewiadomego? Z ziemi zniknęła cukrowa chmurka, którą upuścił mały Conven. Chłopcy wymagali natychmiastowej interwencji dziadka, jeśli nie chciał, aby się pochorowali. Przecież ta wata przed chwilą leżała na ziemi, po której stąpał mugolak i to przez niego została zaczarowana; kto wie, jakie mugolskie zarazki ze sobą przenosiła? Jeszcze zaczną - nie daj Merlinie - tolerować szlamy, ubierać się jak Edge i słuchać Davida Bowie!
Tymczasem Patrick i dwójka niesfornych cyrkowców zniknęli z pola widzenia Chestera. Rozglądanie się za nimi było bezskuteczne - tłum zdawał się nagle zgęstnieć, jakby połowa świętujących Lithę nabrała nagle ochoty na watę cukrową. W rzeczywistości pocztą pantoflową rozeszła się wiadomość, że przy wspomnianym stoisku zrobiło się zamieszanie. Kiedy jednak ciekawscy dotarli na miejsce, zastali jedynie starszego pana i dwójkę dzieci.
Bilans strat: nerwy Chestera, upuszczona wata, prawie rozlane piwo, godność Flynna i czas Fiery oraz Patricka. Zyski: nowe znajomości i nauczka, by swoje pieniądze trzymać w miejscach mniej dostępnych dla potencjalnych kieszonkowców.

W tym miejscu ingerencja MG w sprawie (nie)udanej kradzieży się kończy. Dziękuję za sprawne odpisy i życzę dalszej dobrej zabawy Serduszko

W związku z tym, że ingerencja nieco mnie przyblokowała, wydłużam czas swojej interakcji z postaciami do 20 grudnia



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Little Fox - 03.12.2023

Gdy Felix odpuścił odetchnęła z ulgą i dała się mu objąć widząc, że buntownik w nim na chwilę przygasł. Uśmiechnęła się nawet ciepło, bo doceniała jego potrzebę walki o jej honor i inne cnoty, ale przemoc nigdy nie była rozwiązaniem. Nie lubiła jak ludzie wokół niej się bili, jak wpadali w kłopoty, a zwłaszcza z jej tytułu. Oparła nawet głowę o jego ramię i też objęła, aby trzymać się go blisko. Czuła się przy nim naprawdę spokojnie, dobrze i tak bardzo na miejscu, że nie była w stanie sobie wyobrazić tutaj, siebie, z kimś innym. Felix był odpowiednią osobą, aby być obok niej.

– Dziękuję – za to, że nie poszedłeś walczyć, za to, że jesteś przy mnie, za to, że nie dałeś się skrzywdzić, za to, że się tu po prostu pojawiłeś. Nie powiedziała tego głośno, ale pomyślała, bo cieszyła się, że był cały i zdrowy i prowadził ją znowu do wianków, gdzie mogła wybrać coś dla siebie nowego.

Jego ręka na jej talii sprawiała, że po ciele rozchodziło się przyjemne ciepło, rzadko się tak czuła, więc całą winę na te uczucia zwalała na sabat, na którym się znalazła. Rzadko udawało jej się wychodzić na obchody świąt. Zwykle ich unikała, bo nie chciała sprawiać kłopotów Alexandrowi. Gdy dotarli na powrót do wianków pochyliła się do kobiety i przyjęła nowy wianek.

– I jak? – zapytała Felixa uśmiechając się szeroko. – Idziemy do ognisk? Patrz jak cudnie tańczą! – zawołała wskazując miejsce, w którym kobiety tańczyły wokół ognisk. Były dosyć daleko, ale co nieco mogli dostrzec.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FTxBmtF.png[/inny avek]
!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 03.12.2023

Paproć


Zaczynasz odczuwać oszałamiającą radość z chwilą wsunięcia na swe skronie wieńca z paproci. Nie możesz wyzbyć się wrażenia, że oto wszystko idzie po twojej myśli, świat stoi przed tobą otworem, a wszelkie dotychczasowe troski są jedynie mrzonką.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Felix Bell - 03.12.2023

Uśmiechnął się lekko i uniósł dwa wyprostowane palce do skroni. Podpatrzył kiedyś u mugoli ten gest i bardzo mu się spodobał. Co prawda brakowało mu kaszkietu, żeby był naprawdę oszałamiający, ale Elaine musiała się zadowolić PRAWIE oszałamiającym Felixem w tej chwili.
- Dla ciebie wszystko, księżniczko - mrugnął z rozbawieniem, bo z księżniczką to, z całym szacunkiem, Elaine miała niewiele wspólnego. Poza oczywiście przepięknymi oczami, włosami które były miękkie i pachnące, jasną skórą, tym uśmiechem... Felix, skup się!

- Chcesz się upewnić, że twoja przyszłość będzie wspaniała? Nie ma sprawy, ale wiedz że cokolwiek tam zobaczysz, ja będę stał z tyłu jak cień - gdyby był ponury czy miał poważną minę, te słowa mogłyby zabrzmieć jak groźba. Jednak z jego uroczą aparycją i tym zniewalającym, dziecinno-naiwnym uśmiechem nie zabrzmiało to jak nic innego, jak wyłącznie słodka obietnica tego, że zawsze będzie u jej boku, cokolwiek się wydarzy. Poprawił wianek na głowie Elaine, przekrzywiając go lekko. Teraz wyglądała bardziej jak ona. Masa krzywizn i pęknięć, które układały się w idealną całość. Uśmiechnął się. - Jak prawdziwa księżniczka.
Pochylił się przed nią jak przed damą, zanim nie pochwycił jej ręki by pociągnąć ją ze śmiechem w stronę tańczących kapłanek. Trochę się obawiał własnej reakcji na nie - były młode, piękne, a ich ciała wyginały się w jeden stały rytm. Krążyły wokół ognisk, przyciągając wzrok, lecz młody Bell z zaskoczeniem zauważył, że to ognisko przyciąga jego uwagę. Przełknął ślinę, na chwilę tracąc wszystko z widoku. I kapłanki, i Elaine, której rękę mocno ścisnął, jakby chciał powrócić do rzeczywistości.

!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 03.12.2023

Felix Bell


Kształt był niejasny i zdeformowany - dopiero po dłuższej chwili udało ci się dostrzec w płomieniach charakterystyczną dla magów Wizengamotu togę. Rodzi się w tobie przeczucie, że wreszcie dokona się sprawiedliwość. Pozostaje tylko jedno kluczowe pytanie - czy dosięgnie ona ciebie, czy twoich wrogów?



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 03.12.2023

Tak. Jak odpowiednio byście ją przekonali to również mogłaby z wami zagrać. — Odparł jedynie, z ciężkim westchnięciem. Jako ojciec przechodził ten etap u swoich dzieci. Nie brał pod uwagę zdania swoich wnuków odnośnie obecności kolejnej kobiety pod swoim dachem. Zdanie swoich dzieci byłby skłonny rozważyć, jednak one były już dorosłe i nie potrzebowały już matki. Obecna w jego życiu kobieta nie starałaby się jej zastąpić. Nie zamierzał poruszać kwestii drugiego dziadka. Po prostu nie było na to najmniejszych szans.

Kupię wam po jednej wacie cukrowej w kształcie magicznych zwierzątek. — Postanowił im zakupić po jeszcze jednej wacie cukrowej, gdyż ta którą im zakupił uprzednio, nie nadawała się już do jedzenia przede wszystkim przez swój kontakt z ziemią. Dlatego postanowił uniemożliwić im jej spożywanie. Dla uniknięcia płaczu z ich strony z powodu odebrania im tego jarmarcznego rarytasu to zdecydował że im zakupi po nowej porcji waty cukrowej. Sam postanowił zakupić sobie piwo. Zostanie oblanym napojem alkoholowym nie wpłynęło na jego decyzję o sięgnięciu po niego.

Gdyby nie to, że jest tutaj prywatnie z wnukami, to ta dwójka byłaby już w drodze do aresztu i spędziłaby tam dobę albo dwie. Za kratami było miejsce wszystkich złodziei i wszystkich tych, którzy zachowują się nieobyczajnie. Ta dwójka spełniła oba te kryteria, próbując go okraść i naruszając jego nietykalność fizyczną. Zdaniem Chestera, wyznającego twarde zasady, bieda nie jest powodem do dokonywania kradzieży. Pracę zawsze było znaleźć - dopuszczał jednak istnienie marginesu, który nigdy niczego nie osiągnie w swoim marnym życiu. Jak ta dwójka, która obrała sobie najgorszy możliwy cel, właśnie go. Za głupotę się płaciło.

Nie udało się im. — Poinformował Patricka. Z pewnością mogliby opróżnić całkiem jego kieszenie ze wszystkich posiadanych przez niego przedmiotów, gdyby nie to, że pozostawał czujny. Nie tolerował przejawów nieobyczajnego zachowania i niestosownego wizerunku. Za pierwsze postrzegał naruszenie jego nietykalności cielesnej, za drugie nieodpowiedni ubiór. To co przystało kobietom, już niekoniecznie mężczyznom.

Obrzucił raz jeszcze tamtą dwójkę nieprzychylnym spojrzeniem, w którym także nie zabrakło krztyny pogardy. Nie wynikała ona tylko z jego wcześniejszych podejrzeń dotyczących pochodzenia lub bycia szlamolubem The Edge'a, lecz również z tego całego zajścia. Skoro Patrick zamierzał zabrać ich na ten dłuższy spacer, to jutro na nowo zainteresuje się tym przypadkiem. Chętnie się dowie, czy trafili tam, gdzie ich miejsce. Pozostawiając tamtą dwójkę pod kuratelą Patricka, zdecydował się odejść zabierając ze sobą wnuki. Noszony przez niego wianek pozostał na ziemi. Potrzebował teraz dla siebie chwili spokoju. Powoli zmierzając w stronę jednego z namiotów, pod którym zamierzał zaznać chwili odpoczynku, rozglądał się za swoim synem i jego żoną. Jeśli ich spostrzeże, zamierzał do nich podejść i oddać im pod opiekę dzieci.


Rzucam na percepcję w poszukiwaniu Augustusa i Imogen
[roll=N]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Little Fox - 03.12.2023

Po włożeniu wianka Elaine poczuła jak na jej ciało spływa fala radości. Dziewczyna od zawsze była pełna pozytywnych emocji, ale dzięki wiankowi z paproci pojawiło jej się jeszcze więcej. Energia rozsadzała ją od środka i z tym nowym wiankiem czuła się zdecydowanie o wiele lepiej niż z tym poprzednim. Był bardziej jej, bardziej odpowiedni, bardziej pasujący do jej energii.

– To brzmi jak stalking – wyszerzyła się wesoło i dała się poprowadzić do ognisk, gdy nazwał ją księżniczką uśmiech porzeszył się na jej ustach jeśli w ogóle było to możliwe.

Przytulała się do jego ramienia, aby nie stracić go z zasiegu swojego wroku. Dzisiaj Felix należał całkowicie do niej, a ona całkowicie do niego. Tu, w świecie ludzi z zewnątrz musiała się go trzymać, musiała wiedzieć, że będzie bezpieczna, a w świecie cyrku mógł robić co chciał, mógł chodzić, gdzie chciał, bo tam był ogrom ludzi wśród których była bezpieczna. Przypatrywala się mu jak patrzył w ogień z zaciekawieniem.

– Co zobaczyłeś? – zapytała patrząc na jego twarz, a potem odruchowo sama spojrzała w kierunku płomienia.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FTxBmtF.png[/inny avek]
!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 03.12.2023

The Little Fox


Ognisko zadrżało niespokojnie, a zaraz potem w płomieniach ukazał ci się puchar. To dobry omen; czujesz, jak wypełnia cię siła i motywacja do działania. Nie możesz wyzbyć się przekonania, że czegokolwiek się nie podejmiesz, spotka cię sukces. Na co czekasz?



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 03.12.2023

Wianek na jej głowie sprawił, że poczuła nieznaną dotąd emocję. Była empatyczna, była w końcu uzdrowicielem - gdyby nie miała w sobie współczucia do drugiej istoty, nie miałaby szans zajść tak daleko, jak zaszła. Bo o to w tym chodziło: nie o to, by przychodzić do Munga na kilka godzin, obcesowo traktować ludzi i wracać do domu, by zjeść kolację i pójść spać. Nie, tu chodziło o coś innego. I chociaż nie umiała płakać razem z nimi, tak potrafiła być obok, spojrzeć chłodnym okiem osoby trzeciej, a gdy zachodziła potrzeba: nawet przytulić i doradzić. Teraz jednak czuła, że po nałożeniu wianka na głowę coś się zmieniło. Wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł przyjemny dreszcz, chociaż wcale nie zrobiło się chłodniej. Nie zawiał nawet lżejszy wiatr, który poruszyłby jej blond włosami czy zwiewnymi rękawami luźnej koszulki. Nie miała pojęcia, co się stało, ale jej usta samoistnie rozciągnęły się w uśmiechu, a nogi same przesunęły się po ziemi, by zaprowadzić Camille do stoisk. Minęła te z watą, minęła te z lodami i piwem. Szła przed siebie, unikając ludzi, którzy mogliby na nią wpaść. Z ciekawością wyciągała szyję, zastanawiając się co się tak naprawdę stało, że nagle zapragnęła dołączyć do gromady osób, których nie znała. Że przechodziła między ludźmi, którzy byli roześmiani, i nagle bez zazdrości zaczęła odpowiadać im uśmiechem.

Magia była piękna, a Camille kochała piękno. Wychowała się w pięknej rodzinie, pięknym domu, chodziła do pięknej szkoły. Jedyną niezbyt piękną rzeczą w jej życiu była praca, nierzadko usiana krwią, brudem i znojem. Ale tutaj, przy polanie ognisk, mogła o tej brzydocie zapomnieć. Dać się ponieść śmiechom, uniesieniom, odwracać wzrok od zakochanych par, którym chyba zbyt mocno udzielił się nastrój, i krążyć między straganami w poszukiwaniu czegoś dla siebie.

Zatrzymała się na chwilę, dostrzegając to, czego tak usilnie szukała. Lemoniada. Kiedy ostatnio pozwoliła sobie na taką małą przyjemność? Ruszyła do stoiska, mijając Chestera z dziećmi. Naraz przystanęła znowu, marszcząc brwi. Szerokie rękawy bluzki otarły się niezauważalnie o mężczyznę, a Camille wygięła się by przepuścić dziecko, nie chcąc stracić z oczu straganu. Poczuła jednak coś, co kazało się jej zatrzymać.

Powiedzieć, że Camille nie miała intuicji czy nie była otwarta na doznania spirytystyczne, to jakby nie powiedzieć nic. Nie chodziło o to, że w to nie wierzyła - po prostu nie potrafiła patrzeć dalej niż poza logikę i emocje oraz rozsądek. Niektórzy potrafili skręcić z obranej ścieżki, wiedzeni przeczuciem, lecz nie ona. Dlatego właśnie się zatrzymała i zmarszczyła wzrok, gdy znowu poczuła coś dziwnego. To był ten wianek? Jak kwiaty mięty mogły sprawić, że naraz zaczęła odczuwać wszystko intensywniej, inaczej? Nie mogły. Ale nagle ta cieniutka niteczka przeczucia pękła. Już nie ciągnęło ją w kierunku lemoniady, ale podeszła do stoiska i wiedziona kaprysem wzięła jedną. Upiła mały łyk jeszcze obok, przy płaceniu, lecz skrzywiła się nieznacznie. Sam cukier. To nie było tego warte. Dyskretnie odłożyła kubek i ruszyła w stronę namiotów, sięgając do jednej z przepastnych kieszeni spodni. Dlatego preferowała spodnie, w nich zawsze były kieszenie. Wyciągnęła paczkę papierosów, którą kupiła... Kiedy - miesiąc temu? Dwa? Nawet nie miała pojęcia. Stanęła z boku i włożyła papierosa do ust. Odpaliła go, by zabić słodki smak. Żałowała, że nie miała przy sobie miętówki albo gumy czy czegoś w tym rodzaju. Wtedy dostrzegła dzieciaki z watą, przy których stanęła zbyt blisko. Zamachała dłonią, rozwiewając dym. Może inni mieli to w nosie, ale Camille jako palaczka okazyjna wiedziała dobrze, jak zapach dymu tytoniowego potrafił wpłynąć na apetyt.
- Odsunę się - posłała dzieciom uśmiech, po czym zrobiła dwa kroki tak, by znaleźć się na tyle daleko, by nie drażnić ich nosów. Zerknęła na Chestera i uniosła kącik ust. - Przepraszam, już się odsuwam. Nie zauważyłam was.
Odsunęła rękę z papierosem. Jak na złość powiedzenie, że dym zawsze wieje na niepalących, się sprawdzało. To musiała być jakaś wybitna złośliwość losu, bo to nie był pierwszy raz, gdy zauważyła tę dziwną zależność. Mówiła ze słyszalnym, ale niezbyt silnym, francuskim akcentem. Jakby spędziła tu dużą część swojego życia, a Londyn i ten język wsiąkły w nią na dobre.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Felix Bell - 03.12.2023

Felix zmarszczył brwi, mogąc w końcu oderwać wzrok od ogniska.
- Jak co? Od kiedy ty znasz takie słowa? - łypnął na przyjaciółkę podejrzliwie. Czy istniały wianki, które sprawiały, że nagle do głów przychodziły różne mądre słowa? Jakby dla przekonania się, czy to w ogóle możliwe. Ale nie zdjął wianka z jej głowy. Nie mógłby, wyglądała w nim zbyt ślicznie. Westchnął, gdy zapytała o płomienie. - Sam nie wiem. Chyba... szaty? Takie miałem wrażenie. Nie wiem, pewnie mi się przywidziało. Ale mam jakieś wrażenie, że niedługo wszystko się ułoży. A ty?
Nie do końca potrafił interpretować takie znaki. Nie, kłamstwo - on w ogóle nie potrafił ich interpretować. Dla niego to był kawałek ubrania, a nie pomylił togi z sukienką wyłącznie dlatego, że sukienki kradł dla Elaine i wiedział, jak wyglądają. Wiedział także, czym różnią się od spódnicy, jakby kto pytał i kogoś to interesowało. Lisica zadbała o jego wykształcenie w tym temacie, żeby nie popełnił więcej błędu, gdy mówi "jaka śliczna sukienka", a on z głupim wyszczerzem ściągał spódnicę ze sznurka, na którym się suszyła. Nigdy nie zapomni tego wykładu.

- Ja widzę po twojej minie, że ty coś planujesz - ściągnął brwi, robiąc groźną minę. Na pewno nie wepchnie go do ognia, ale co jej chodziło po głowie? Trochę się bał odpowiedzi.