![]() |
|
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa (/showthread.php?tid=398) |
RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Eunice Malfoy - 20.11.2022 Jeden knut stanowił zaledwie rozgrzewkę przed tym, co planowała, a planowała licytować dość długo i zajadle, żeby osiągnąć swój cel. I nawet miała bardzo dobre wytłumaczenie – w końcu kolacja była już ostatnim fantem, więc po prostu podnosiła kwotę darowizny, jaka miała pójść na te wszystkie sierotki. I psidwaki, zdaje się. A że należała do Malfoyów, to gdzieś w genach kotłował się pęd do wygranej, który właśnie teraz się odpalił; nawet jeśli obecnie traktowała tę licytację jako swego rodzaju absurd, to odpuszczenie ot tak w tej chwili nie wchodziło w grę. Z zainteresowaniem obserwowała, jak rozwija się sytuacja. Przebitka brata – na pięć tysięcy galeonów. Kolejna przebitka – i już z żalem pożegnała w myślach kwotę, jaką planowała rzucić. - W istocie, bardzo chlubny. Choć mam wrażenie, że zaraz się okaże, iż nie będą mieli co zrobić z tymi wszystkimi pieniędzmi – stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie, zerkając przelotnie na Elliotta – Chyba prościej będzie wykupić cały Hogwart – zażartowała jeszcze i aż pokręciła głową, gdy padła kolejna kwota. Dwadzieścia tysięcy. - Czekaj ty no… zaraz ci pokażę, jakie mam dobre serce – mruknęła pod adresem brata i już-już unosiła rękę, by podbić stawkę gdy poczuła, jak dłoń męża zaciska się wokół jej nadgarstka, powstrzymuje przed wygłoszeniem jeszcze wyższej kwoty. Wyższej niż o 1 knut; celowała bardziej w dość ładnie wyglądającą liczbę. Przez krótką chwilę w niebieskich oczach pojawiła się złość. Miał czelność przeszkadzać w jej zamiarach? JEJ? Ale te parę słów, jakie szepnął, sprawiły, że się zastanowiła. Odpuściła. - Podziękuj ładnie Perseusowi, Elly, nie będziesz dzięki niemu musiał głębiej sięgać do kieszeni – rzuciła. Niby dość lekkim tonem, niemniej gdzieś tkwiła ta zadra, że jej przeszkodzono. 271/1810
RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Astoria Trelawney - 20.11.2022 Alice powitała z przyjaznym uśmiechem, wszak prezentowanie się na takich balach na tym polegało. Zrobieniu dobrego wrażenia, a kobieta wyglądała sympatycznie. Kiedy zaczęły padać zawrotne kwoty, spojrzała na towarzyszki, wyraźnie już zaskoczona i rozbawiona. — Bardzo przystojny i bardzo czarujący jak widać. — Tu już nie chodziło o chęć pomocy, a o pokazanie dominacji, utarcie innym nosa, no i w mniejszej części zapewne też o towarzystwo licytowanego czarodzieja. Typowy świat bogatych, gdzie dominacja była najważniejsza, a swoją pozycję budowało się na okazywanym przepychu. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Brenna Longbottom - 20.11.2022 Ogłoszenie końca licytacji (i wygranej kolacji) oraz zapowiedzenie koncertu Faye- Nie, skąd, kochanie, nie zrobiłaś nic złego - zapewniła Brenna pośpiesznie Norę, posyłając przy okazji przepraszający uśmiech Theseusowi. - Złapię was potem, teraz powinnam wrócić na scenę... Jak dobrze, że nie wiedziała, jak blisko Nora była zalicytowania dziesięciu tysięcy. Mogłaby naprawdę dostać zawału. Bo rodzina Brenny była bogata. Ona sama nie była nawet pewna, ile pieniędzy jest w jej skrytce bankowej - zapewne sporo, bo rodzice regularnie wpłacali tam pewne kwoty odkąd się urodziła do mniej więcej dwudziestych urodzin, by zabezpieczyć jej przyszłość, a mieszkając w rodowej posiadłości, wydawała głównie na pączki, książki i prezenty dla Mabel, co miesiąc więc około połowa pensji pozostawała w Gringocie. Brenna jednak obracała się w towarzystwie ludzi o raczej normalnych dochodach, co sprawiało, że patrzyła na pieniądze trochę inaczej niż wielu bogaczy. Mianowicie rosnące kwoty zaczęły ją trochę przerażać w momencie, gdy przekroczyły pięć tysięcy galeonów. Dodajmy do tego fakt, że to ona miała je potem rozliczyć. A wynikało jej niezbicie, że przekroczyli już całe zapotrzebowanie, zgłoszone jej nie tylko na najbliższy rok, ale też kolejne dwa lata. Chciała upewnić się, że żaden dzieciak nie zostanie bez porządnej szaty i podręczników, każdy piesek będzie miał własny kocyk i pełną miseczkę, a każdy absolwent dość pieniędzy, żeby ukończyć jakiś kurs. Nie planowała kupować całego Hogwartu! Z Dumbledorem w pakiecie, w dodatku! A kto wie, czy w pewnym momencie do tego nie dojdą? Nie wspominając już o tym, że potem krewni któregoś z licytujących mogli się wściec i zacząć robić dym. Że mój syn/córka/kuzynka/siostra/niepotrzebne skreślić spił się, a wy na to pozwoliliście, wstrętni, chciwi Longbottomowie! Zwłaszcza, że chyba to przerodziło się nie w batalię o kolację czy chęć wsparcia fundacji, a wzajemną wojnę podjazdową w rodzinie. Ewentualnie obudził się w nich duch rywalizacji albo żartów, patrząc pod tym, że większość licytujących była spokrewniona albo powiązana przez małżeństwo. Większość w pewnym momencie odpuściła, ale panna Prewett i pan Malfoy wyraźnie byli zdeterminowani i nie planowali się poddawać... - Bardzo dziękujemy naszym gościom za taką hojność - powiedziała więc, wracając na scenę. Mówiła to spokojnie, nawet jeżeli szaleństwo gościło w jej głowie. - Obawiam się jednak, że jeśli będziemy licytować dalej, przyjdzie mi otwierać nową szkołę, a wolałabym nie konkurować z Hogwartem - zażartowała. - Obecna kwota pokryje wszelkie zgłoszone nam zapotrzebowanie i to nie tylko na ten, ale też kolejny rok. Dlatego proponuję odrobinę hazardu... Uniosła różdżkę, wyczarowując dwie kartki z imionami i nazwiskami licytujących. - ...i zdanie się na los, by zobaczyć, kto wygrywa kolację - dokończyła, uśmiechając się, a potem sprawiając, że kartki wskoczyły do naczynia. - Co wy na to? Milczała przez chwilę, modląc się w duchu, aby nikt nie postanowił jednak się upierać, że on koniecznie chce dać sto tysięcy galeonów. Jeżeli jednak ktoś zdecydował się wycofać, bo rozwiązanie mu nie odpowiadało, oczywiście nie protestowała i usunęła kartkę. A potem wyciągnęła jedną z nich... 1. Seraphina Prewett 2. Elliot Malfoy* Nazwisko wygranego ogłosiła na głos, z gratulacjami oczywiście. - Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli wesprzeć fundację. Już wkrótce rozpoczniemy tańce, to więc ostatnia okazja do poproszenia o jego zarezerwowanie upatrzonej damy, a tymczasem... wystąpi dla was słynna śpiewaczka, Faye Longbottom! - oświadczyła Brenna, po czym zeszła ze sceny, by zrobić miejsce dla żony swojego kuzyna oraz trzech osób, które miały najpierw przygrywać jej, a potem grać do tańca. Faye była śpiewaczką znaną w całej Anglii, a także poza granicami kraju, więc był to występ godny uwagi. * uzgodnione z graczami, że te dwie osoby nie rezygnują, stąd one znajdują się w puli. [roll=1d2] RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Heather Wood - 21.11.2022 - Myślę, że tak, przecież oni bez alkoholu nie potrafiliby się bawić, zresztą popatrz nawet jak piją mają kije w dupie.- Powiedziała trochę ciszej do Camerona, miała w sobie jeszcze odrobinę przyzwoitości. Ona również sięgnęła po kolejny kieliszek szampana, chociaż powoli zaczynała czuć lekki szum, wypiła już dzisiaj trochę. Nie, żeby jej to specjalnie przeszkadzało. Wszak po to się tutaj znaleźli, aby się wyśmienicie bawić, a że alkohol był za darmo, to nie zamierzała go jakoś specjalnie unikać. - Poznaj historię, a później się nią podziel, może nauczę się rzucać takie zaklęcia, to by było dopiero coś!- Odparła z entuzjazmem, bo w przeciwieństwie do Lupina średnio ją obchodziło w jaki sposób wyleczyli poszkodowaną, dużo bardziej ciekawa była jakim cudem udało się komuś rzucić takie silne zaklęcie. Też by tak chciała umieć! - Napisz, od razu!- Nie przyjmowała nawet, że mogłoby być inaczej. - Tak anatomia, to coś na czym znamy się średnio i ja i Charles, na całe szczęście mamy Ciebie nasz specjalisto.- Nie było co ukrywać, że ani ona ani Rookwood specjalnie nie znali się na leczeniu, ba mieli nawet problem z określeniem swoich urazów. Na całe szczęście Cameron zawsze był z nimi. Ogólnie każde z ich trójki było lepsze w zupełnie innych dziedzinach, co nieźle spinało się w całość, gdyż razem mogli wszystko. Tak się przynajmniej wydawało pannie Wood. - Podaj tylko czas i miejsce, a się zjawię!- Perspektywa korepetycji z anatomii wydawała się jej być bardzo ekscytująca. - Swoją droga, te palce Ci urosły, czy nie zostały zeżarte?- Nie do końca potrafiła sobie przypomnieć przebieg pamiętnych, a raczej nie do końca pamiętnych wydarzeń przy fontannie. Posłuchała tego, co mówił Cam i przeniosła spojrzenie na Erika. Przyglądała mu się uważnie, po czym wróciła wzrokiem do przyjaciela. - Może i by nieźle wyglądał, ale znam takich, co wyglądaliby zdecydowanie lepiej, jedna z tych osób siedzi tuż obok mnie.- Posłała kolejny tego wieczora uśmiech Lupinowi. Longbottom to zdecydowanie nie był jej target, był za stary. - W ogóle mega to słabe, że oni muszą płacić za to, żeby wyjść z kimś na kolację, nie sądzisz?- Nie do końca rozumiała ideę licytacji brata Brenny. - Myślisz, że jakbym do niego podeszła i zaproponowała spotkanie to by odmówił?- Była ciekawa opinii Camerona. Ich rozmyślenia na temat licytacji przerwała obecność osoby trzeciej. Heather wyprostowała się na krześle, tak bardzo zaabsorbowała się rozmową z przyjacielem, że nie zauważyła, kiedy dziennikarka pojawiła się tuż przed nimi. Miała świadomość, że to może się zdarzyć, wszak wiele osób interesowało się jej życiem - nie była w końcu anonimowa. Kiedy kobieta zadała jej pytanie, mrugnęła tylko do Camerona i pozwoliła sobie spleść palce swej dłoni z jego. - Tak, narzeczony, jeden z wielu, tylko coś zwleka z pierścionkiem.- Udała niezadowolenie. - Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała wyjść za następnego, czekam tylko na to, który mi się pierwszy oświadczy.- Widziała, że pióro notuje wszystko, o czym mówi. Była ciekawa jak tym razem przeinaczą jej słowa, z doświadczenia wiedziała, że to, co mówi w ogóle nie jest istotne, bo oni i tak napiszą to, co tłumy chcą usłyszeć. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Fernah Slughorn - 21.11.2022 Paprotka spojrzała w kierunku, skąd ktoś zawołał jej imię. Jakże się zdziwiła, kiedy po sekundzie konsternacji rozpoznała zmierzającą do niej kobietę. – Dora? To naprawdę ty, na brodę Merlina… Cześć! – w głosie Ferny słychać było zdziwienie pomieszane z radością. Kobiety znały się z czasów Hogwartu i później ze świętego Munga. Chociaż różniły się, jak ogień i woda, to w jakiś magiczny sposób świetnie się dogadywały. Tylko że jak z większością znajomych ze szkolnych lat, Fernah miała problem z utrzymaniem regularnego kontaktu. – Nie chcę nawet liczyć. Przepraszam, że w ogóle się do ciebie nie odzywałam, jest mi strasznie głupio. – uśmiechnęła się przepraszająco. – Nie, sama, rodzice poprosili mnie, żebym się zjawiła, więc jestem… Nie z własnej woli, ale jestem, dopowiedziała w myślach. – Cedric Lupin? Widziałam, że Cameron, jego brat, też gdzieś jest i to z Heather Wood, na pewno ją kojarzysz. – nieznacznym ruchem głowy wskazała na salę. W momencie, w którym skończyła mówić, ktoś wykrzyknął niebagatelną kwotę dwudziestu tysięcy galeonów. Panna Slughorn rozwarła szeroko oczy i spojrzała na scenę, by dowiedzieć się, co takiego było licytowane, jako że straciła rachubę. – Dora, co takiego teraz licytują? – spytała prawie szeptem, pochylając się w kierunku Menodory. TLDR: Rozmowa z Menodorą i zdziwienie bajońską sumą za cholera wie co, bo Fernah nie załapała, że licytują jej kuzyna. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Cameron Lupin - 22.11.2022 Zachichotał cicho na odpowiedź Heather. Cóż, nie mógł się z nią spierać. Lwia część zebranych tu gości zapewne zamierzała pokazać się z jak najlepszej strony, nie dać się upodlić i dać wyraźny sygnał, jak wygląda zabawa z klasą i na odpowiednim poziomie. Och, jak dobrze, że nie należeli do ich grona. Przynajmniej nie bezpośrednio. W swoim towarzystwie zdecydowanie spędzą tę noc o wiele bardziej efektywnie i efekciarsko. — Oj, tak. Macie niewyobrażalne szczęście. Gdyby nie moja chirurgiczna precyzja mogłoby już was nie być na tym świecie. — Zafalował figlarnie brwiami. Chociaż zazwyczaj był dosyć niezdarny i praktycznie wszystko leciało mu z rąk, tak przy leczeniu starał się zachować, chociaż ułudę spokoju, zmuszając ciało do tego, aby w pełni poddało się jego kontroli. — Chociaż macie też inne atuty. I to takie, o których cholernie ciężko zapomnieć. Może to przez was mam takie problemy ze snem. Przesunął delikatnie wierzchem dłoni wzdłuż ramienia Heather, zaczynając tuż przy łokciu, a kończąc w okolicy barku. Gest ten w jego wykonaniu mógł z pozoru wydawać się beztroski, jednak w gruncie rzeczy był starannie zaplanowany. A przynajmniej tak by próbował wszystkim wmówić Cameron. Prawda była taka, że jego odruchy niezbyt często przechodziły przez filtr racjonalnego myślenia i zazwyczaj po prostu pozwalał poddać się fali. Tak jak w tej chwili, gdy znaleźli sobie lepszą rozrywkę od tej, która miała miejsce na scenie tuż obok. — Nie mam bladego pojęcia. Pamiętam, że chciałem sam je sobie doszyć, ale potem pamiętam tylko wodę. — Rozchylił lekko usta, jak gdyby próbował ująć w słowa jakąś myśl, która krążyła na granicy jego świadomości. Czyżby w pewnym momencie po prostu urwał mu się film? — W sumie do diabła z tym. Skoro jakimś sposobem dalej je mam, to nie będę narzekać. Równie dobrze możemy uznać, że to lecznicze właściwości nocy u Ciebie. Uśmiechnął się do siebie, jakby właśnie opowiedział najlepszy żart pod słońcem. Nie był szczególnie pruderyjny, ale miał też świadomość, że nie byli sami na sali. Wręcz przeciwnie; gdzie by nie spojrzeć, tam czaiła się albo ciekawska czarownica strzelająca oczami we wszystkich kierunkach, albo znajoma twarz. Nie chciał wywoływać zamieszania, zwłaszcza że znaleźli sobie miejsce w pierwszym rzędzie. Poza tym wolałby, żeby nikt mu potem nie prawił kazań. Eh, gdyby poszli na tyły, pewnie mieliby więcej prywatności. — Jak chcesz, żebyśmy gdzieś z Tobą poszli, to wystarczy spytać — skomentował cicho, wzdychając z niemocą. Zacisnął usta w cienką linię, udając, że słowa Rudej bardzo go uraziły. — Wiem, że ostatnio wyskoczyliśmy grupowo tylko na kebsa i rybę z frytkami, ale nie musisz od razu szukać sobie nowego kumpla. Naprawdę chcesz mieć na głowie bandę zazdrośników? Może przesadzał z tą „bandą”, ale był niemalże pewny, że gdyby naprawdę mu na tym zależało, to przekonałby Charliego do tego, że powinni się niebywale oburzyć, gdyby Heather postanowiła sobie z kimś pójść na kolację, a ich zostawić w domowym zaciszu. Bądź co bądź, dosyć mocno na niej polegali w kwestii posiłków i wspólnych wieczorów. Takie nagłe odstawienie ich na bok, jak niechcianą zabawkę, mogłoby wywołać u nich niemałą traumę. Uśmiechnął się kwaśno, słysząc słowa, które padły z ust przyjaciółki. Nagle wpadł na dosyć dziki pomysł. Och, chyba nie powinien wlewać w siebie tyle tego szampana. Oby tego nie pożałował. — Nie no jasne... Ja zwlekam... — Pokręcił wymownie głową, widząc, że Heather postanowiła odegrać mały teatrzyk. Wbił zmęczony wzrok w dziennikarkę. — Wiesz, że odrzuciła już dwa pierścionki z rzędu? Przy pierwszym stwierdziła, że wygląda jak cukierek z Miodowego Królestwa, a przy drugim, że wolałaby taki z różowego złota zamiast białego. Ciężko nadążyć za tym rudzielcem, więc czekam na odpowiedni czas. W końcu do trzech razy sztuka, co nie? Westchnął cicho, jakby codzienne życie z taką niezdecydowaną księżniczką było pełne trudów, stresów i wyrzeczeń. Jednocześnie jednak ścisnął mocniej dłoń Rudej. Trochę go wytrąciło z równowagi to, że podeszła do nich prasa, ale postanowił pójść pannie Wood na rękę. Skoro zależało jej na atencji, nie mógł też tylko kiwać głową i udawać, że znalazł się tutaj całkowitym przypadkiem. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Dora Crawford - 22.11.2022 - Ależ nie szkodzi. Tyle się działo, na prawdę, że też jestem temu samemu winna - odpowiedziała na przepraszający uśmiech tym samym. Obie zaniedbały nieco tę znajomość, ale Dora nie miała z tego tytułu żadnych pretensji. Każda z nich miała swoje życie i nawet jeśli na Fernah nie czyhał żaden Burke, to była przekonana że w życiu Paprotki również działo się dużo, tak samo jak i w jej własnym. - W takim razie mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, bym dotrzymała ci towarzystwa - uśmiechnęła się do niej wesoło. Sama pojawiła się na balu sama, o ile tak można było nazwać całą tę sytuację. Jako należąca do domowników, nie czuła się w obowiązku znajdowania sobie jakiejś randki, nie mówiąc już o tym, że nikt jej w tym temacie nie przychodził do głowy. Mogły więc dotrzymać towarzystwa sobie. - Tak, widziałam. Co prawda przelotnie. Heather chyba nawet coś licytowała, ale nawet nie próbowałam się z nimi przywitać, bo wokół niej zawsze jest dużo zamieszania. Mam na myśli dziennikarzy, oczywiście. Widziałam, że ktoś już robił im zdjęcia - rzuciła, mimowolnie podążając wzrokiem za gestem głowy Fernah i rozglądając się po sali, na moment też przysłuchując się aktualnemu stanowi prowadzonej licytacji. Zgromadzeni bogacze walczyli chętnie i jakże agresywnie, podbijając kwotę coraz to wyżej. Wręcz niedorzecznie. Ciekawa była, jak sam zainteresowany znosił wołane za niego sumy, wątpiła bowiem, by Longbottom był za handlem ludźmi, a w szczególności swoją osobą. - Jak to co, Erika - odpowiedziała, nieco zdziwiona tym, że ta informacja gdzieś się w głowie Paprotki zagubiła. Z drugiej strony, chyba faktycznie jeśli bardziej koncentrowało się na czymkolwiek innym jak licytacji, to ciężko było uwierzyć w to, co działo się dookoła. Odchrząknęła. - Właściwie to kolację z Erikiem, jeśli mam być dokładna. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Alice Selwyn - 23.11.2022 Alice spojrzeniem prześlizgnęła się po twarzach licytujących kolację z Erikiem Longbottomem uruchamiając swoją pamięć, przy takich kwotach żadna osoba nie była anonimowa. Musiały się pojawić na stronach kronik towarzyskich, zasobność skrytki w Gringocie zapewniała rozpoznawalność. Pokiwała powoli głową na słowa kuzynki. Widząc rozbawienie przy rosnących kwotach walczących o najważniejszy fant tego wieczoru, poczuła nieco nieswojo, jakby cel tego całego spędu stał się drugorzędny, a ona stała się świadkiem rozrywki obrzydliwe bogatych i czystych - wyślizgnęła się na wierzch, na moment, myśl, która na co dzień dryfowała sobie gdzieś głęboko. W kasynie bywały wieczory, gdy i takie kwoty na raz były rzucane na stół, ale tam nikt nie udawał, że chodzi o dobroczynność. Tutaj były kaprysem, który zdecyduje o losie podopiecznych fundacji. - Znam niecodzienne rodzinne konfiguracje i przeróżne sposoby na robienie sobie na przekór, ale nie są one warte kamienicy - nawet nie skończyła zdania, gdy kwota została przebita na dwadzieścia tysięcy galeonów - trzypiętrowej przy Pokątnej i z oranżerią na dachu. Dopiła resztkę swojego wina i gestem przywołała kelnera z tacą, z której ściągnęła dla siebie kolejny kieliszek, spojrzała na towarzyszki czy może chcą również wziąć dla siebie lub wymienić sobie napitek na świeży. - Jeszcze chwilę temu bym stawiała, że ostateczne starcie nastąpi między rodzeństwem, - zwróciła się do Astorii, - ale teraz myślę, że zgodnie podzielą sobie pięknego, jak kamienica na Pokątnej, Longbottoma na pół albo moja wyobraźnia dała się ponieść czerwonemu winu - uśmiechnęła się blado, ale dla niej nastrój zrobił się dziwny. - Chyba sami gospodarze się przestraszyli własnego sukcesu, może boją się oskarżeń ich fundacji o pranie pieniędzy? Skinęła na wyszeptane słowa Astorii i dodała: - ponoć ekskluzywne restauracje licytują trufle lub najlepsze tuńczyki, to można się wczuć w jego położenie - Alice już nie precyzowała czy chodziło jej o Erika czy rybę. Dyskretnie starła się rozejrzeć po zgromadzonych czy tylko ona się czuła skonsternowana. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Fernah Slughorn - 23.11.2022 — Zdecydowanie nie mam nic przeciwko! Tak naprawdę była wdzięczna, że Menodora postanowiła do niej podejść. Stanie samemu jak kołek było w pewien sposób uciążliwe, zwłaszcza kiedy czuło się na sobie oceniające spojrzenia. Nawet jeżeli te spojrzenia były głównie urojone… Chyba. — A Heather zawsze ma dookoła siebie wianuszek ludzi. Taki jest chyba urok ludzi, którzy są sławni. Zakołysała kieliszkiem, który zdążył już lekko zaparować przez ciepłe ręce, obejmujące szkło. — Licytują. Kolację. Z Erikiem? — uniesione brwi i lekko zmarszczone czoło wskazywały, że Fernah była bardzo zdziwiona. — Za dwadzieścia tysięcy galeonów? Niepojęte… Całe szczęście głosem rozsądku pośród wszystkich zebranych była Brenna Longbottom. Rozwiązała ona impas z wrodzoną pomysłowością i taktem, robiąc losowanie. — To obowiązek spełniony. Koncerty i tańce, to już raczej nie moja liga, więc… — odchrząknęła, ostatkiem sił powstrzymując wzruszenie ramionami. — Co u ciebie słychać, Doro? Robiłaś staż na oddziale zatruć, prawda? Darowałaś sobie pracę z ludźmi, którzy wyciągają mandragory bez zatyczek do uszu czy próbują autorskich, nietestowanych, eliksirów? Bo zdecydowanie głupota czarodziejów nie zna granic... Uważaj, bo odleci! Przywołała w pamięci transmutowaną dziewczynkę, której bracia bawili się ojcowską różdżką. RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Bard Beedle - 23.11.2022 Oczy Coirean zalśniły, niby wypełnione światłem gwiazd. Pióro, które wcześniej tylko drżało, zaczęło śmigać nad notatnikiem, zapisując słowa Heather i Camerona. Przeinaczać je? Ależ skąd. Dziennikarka lepiej by tego sama nie wymyśliła. Z odpowiednim komentarzem mogły zapewnić dużo większą popularność artykułu niż gdyby pozwolono jej wyreżyserować rozmowę od początku do końca, bo reporterka uważała się za dość pomysłową, ale takich rzeczy by nie nawypisywała. Poza tym miała jakieś tam resztki etyki dziennikarskiej i zwykle nie wymyślała wszystkiego. (Tak naprawdę, to nie chciała po prostu, by wykopano ją z pracy. Ale lubiła nazywać to etyką dziennikarską.) - Szkoda, że nie pomyślał pan o kupnie pierścionka tu na licytacji. A może on też nie wystarczyłby pannie Wood? – spytała, dalej z uśmiechem tak szerokim, że wydawało się, że zaraz pęknie jej twarz. Report, nieco bardziej nieszczęśliwy, zrobił Heather i Cameronowi szybkie zdjęcie. Nie był wyraźnie jednym z najbardziej zapalonych fotografów na tym przyjęciu. Z drugiej strony przynajmniej nie starał się celowo, aby Heather wyszła na fotografii źle, więc w porównaniu do innych zdjęć, jakie mogły się ukazać, to był duży postęp. - Może zechcecie zdradzić, kto jest konkurentem do serca pięknej Heather? - dodała jeszcze. Normalnie nawet nie liczyłaby na takie szczegóły, ale kto wie, skoro tak chętnie dzielili się opowieściami o odrzuconych pierścionkach i innych chłopcach, czekających w kolejce, może wpadnie jeszcze jakiś łakomy kąsek. Czekała na odpowiedź. Pióro również czekało - zdawało się, że zaraz zacznie bzyczeć albo uleci pod sufit, tak nim telepało. Niezależnie zaś od tego, co padło, Coirean podziękowała potem za rozmowę. Trzeba było zaczaić się w końcu na kogoś jeszcze. Mianowicie ruszyła krążyć wzdłuż orbity Elliota Malfoya, zwycięzcy licytacji, która dla najbogatszych czarodziejskiego świata nie była może niesamowitym ewenementem, ale dla całej reszty opiewała na ogromną kwotę... |