Secrets of London
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Florence Bulstrode - 15.03.2023

- Niektórzy? Mam wrażenie, że uważa tak większość. I nie, w tym przypadku kuracja była zakończona, przynajmniej w teorii, ale to… wyjątkowo paskudny przykład czarnej magii. Taki, który wpływa na organizm. I sprawia, że ten organizm powinien pozostać w szpitalnym łóżku – wyrecytowała Florence, przypatrując się krokusowi.
Otrzepała dłonie z okruszków. Wytarła je chusteczką. A potem jeszcze poprawiła włosy. Związała je dziś nieco luźniej niż zwykle, acz nie pozwoliła, by opadły swobodnie na ramiona – na Polanie Ogni za bardzo wiało, a ona nie lubiła, gdy jej fryzura nie była idealna. Błoto pod butami (rzecz jasna dobranymi do torebki i płaszcza: nie jakoś zabójczo drogimi i nie rzucającymi się w oczy, ale ot eleganckimi i w stonowanej kolorystyce) trochę ją drażniło, próbowała jednak o tym nie myśleć.
Zwróciła spojrzenie na kolejną przechodząca obok osobę, próbując pochwycić nici jej przyszłości, ale w jej głowie rozbrzmiało tylko nic nie znaczące zdanie, które miało wkrótce zostać wypowiedziane.
Florence stłumiła westchnienie i ot, jakoś odruchowo sięgnęła jeszcze do koszyka, z którego Eunice wzięła ciastko (rzecz jasna płacąc).
- Masz ochotę na herbatę, Eunice? Jest trochę chłodno – powiedziała, powoli kierując się do tamtego stoiska właśnie, nieświadoma zamieszania, jakie mogło się tam zaraz zacząć w związku z pewną podejrzaną herbatką. Już idąc przełamała ciasteczko, chociaż jej myśli krążyły wokół zupełnie innych wróżb niż te zawarte w słodkościach.
!pierwszy koszyk
!herbata korzenna


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Smak ziołowy


Kiedy wziąłeś łyk gorącego napoju, od razu uderzyła w ciebie mnogość aromatów. Wyłapałeś spomiędzy nich między innymi wyraźny smak ziół, który miał charakterystyczną woń. To herbata ziołowa, która zawiera mieszankę ziół, takich jak mięta, rumianek, melisa czy lawenda.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Patrick




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Cathal Shafiq - 15.03.2023

- W piwnicy? Żeby przerobił ją na jaskinię hazardu? – spytał Shafiq retorycznie, a potem uśmiechnął się krzywo na obwieszczanie światu ich przyjaźni. – Czyli co? Na kolejne wykopaliska mamy założyć dopasowane stroje? A może umieścić na nich napisy w rodzaju „Leta, moja najlepsza przyjaciółka”?
Jeśli szło o Cathala, z gorzką herbatą trafiono w sedno. Popijał ją dość spokojnie, z racji na wzrost nie przejmując się, że ktoś kto potrąci i się nią obleje. Okazał też absolutne maksimum rycerskości, na jakie było go stać, stając tak, aby w miarę możliwości pozwolić Alethei wypić jej własne herbaty, zanim zostanie stratowana. Nie dziwiła go jej zachłanność, ale byli w tłumie, ona była niska i właśnie zajęła sobie obie ręce.
Szybko tego pożałował, bo w pewnym momencie on lekko trącił ją łokciem i dosłownie go poraziło.
- Co do cholery – zdziwił się, odruchowo odsuwając od Crouch. Nie wpadł na to, że był to skutek herbaty, więc zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem. Efekty uboczny jakiejś paskudnej klątwy? – Łamałaś ostatnio jakieś wredne przekleństwa? – spytał, po czym postanowił odejść od stoiska, przy którym i tak było już trochę zbyt wiele osób i chyba nawet gadano o jakimś ślubie. Shafiq wędrował więc po prostu po okolicy. Przystanął, by przepuścić rodzinę z dziećmi.
I tak się złożyło, że zatrzymał się tuż obok stoiska Nory Figg.
W związku z tym sięgnął do jednego z koszyków po ciastko, i zostawił na blacie odpowiednią liczbę knutów. Nie kupował większej ilości słodkości, bo wprawdzie to nie tak, że ich nie lubił, ale nie był też ogromnym fanem. Za to jedno ciasteczko dobrze zrównoważy gorzkość herbaty, wyniesionej ze stanowiska Macmillan…

!drugi koszyk


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Lysandra




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Philip Nott - 15.03.2023

Philip, gdyby aż nazbyt dobrze nie znał Louvaina, poznając go od jak najgorszej strony, to uznałby wypowiedziane przez niego słowa za szczere. Przedłużająca się cisza, rozciągająca się do nieznośnej pauzy i następujące po niej kłamstwo były doskonałym świadectwem odczuwanej przez tego człowieka niechęci do jego osoby. Po latach już odwzajemnionej.
Nie dawałeś od dłuższego znaku życia, opowiadaj co tam u ciebie słychać. Nadal pracujesz w Biurze Świstoklików? — Użyty przez niego dobór słów mógłby zasugerować osobom postronnym to, że są starymi, dobrymi znajomymi... gdyby nie to, że jego wypowiedź została okraszona wyważoną uszczypliwością. Od gwiazdy sportu do urzędasa w Departamencie Transportu... to dopiero awans zawodowy.
Tym razem muszę odmówić, przyleciałem na miotle — Starał się uprzejmie odmówić Lestrange'owi, z tym samym promiennym uśmiechem. Użyta przez niego wymówka była jedną z tych uniwersalnych. Nie spodobał mu się ten ironiczny uśmiech na obliczu Louvaina. Dzierżący butelkę wina czarodziej jego zdaniem miał okropny gust co do alkoholu, więc gdyby jednak się zdecydował na proponowaną mu lampkę wina to jak nic zostałby uraczony nietrafiającym w jego zamiłowanie do doskonałych trunków winnym bukietem.
O co dokładnie mam zostać zapytany? — Skierował to pytanie do Loretty, znów zawieszając na urodziwej twarzy kobiety jasnoniebieskie, okraszone wesołym błyskiem tęczówki. Ich dawny romans nie trwał jedną noc i przez ten czas poznał dobrze ponętne ciało swojej byłej kochanki i był w stanie dużo o nim powiedzieć. Rzecz jasna, w samych superlatywach.
Chcę pogratulować tobie sukcesu, ostatnia wystawa w galerii sztuki bardzo przypadła mi do gustu — Przekazał artystce swoje wyrazy uznania, mając tę przyjemność przekroczenia progu galerii sztuki noszącej jej imię i pooglądania tych wszystkich dzieł. Nie żył tylko Quidditchem. Nigdy nie stronił od wszelkiej kultury. Nie przegapiał również okazji do pokazania się od jak najlepiej strony.
Pobieżnie obejrzał przekazany mu przez goblina plakat z Vakelem, po czym zwinął go w rulon. Organizator loterii fantowej najwyraźniej nie przewidział nagrody w postaci plakatu z jakąś urodziwą wróżbitką. Ten wróżbita nie znajdzie miejsca na ścianie jednego z jego domów, ale raczej nie spocznie w składziku. Nawet jego matka uwielbiała tego czarodzieja do tego stopnia, że niejednokrotnie odwiedziła należący do niego gabinet i namiętnie czytywała napisane przez niego horoskopy. Byłaby zachwycona z takiego prezentu. Nie ona pierwsza.
Kiedy jest się tak szeroko rozpoznawalną osobą, jak on to tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do spotkania z fanami. Nigdy od nich nie stronił, chyba że chodzi o tych, którzy niewpuszczeni drzwiami byli w stanie wejść oknem. Słysząc męski głos, odwrócił się w stronę, z której dobiegał. Trafił na kulturalnego człowieka i, co ważniejsze, nienachalnego. Przeprosił Lorettę i Louvaina, skoro zdecydował się poświęcić chwilę dla swoich fanów.
Dzień dobry. Tak, to ja. Gram w tej drużynie na pozycji szukającego od wielu lat — Przywitał się z tym mężczyzną, uśmiechając się i wyciągając ku niemu dłoń. Uznał go za swojego fana. Nic więc dziwnego, że potwierdził to, że jest tutaj we własnej osobie. Ponadto wskazał na swój długi staż w składzie Zjednoczonych z Puddlemere, świetnie wplatając w swoją wypowiedź to, że jest najlepszym szukającym na świecie. Nigdy się z tym nie krył. — Jak najbardziej. Proszę mówić otwarcie. — Zachęcił Stanleya do mówienia wprost. Nie potrafił określić, czy ten mężczyzna chce tylko uścisnąć mu dłoń, prosi o autograf, wspólne zdjęcie, wspólny portret, wszystko w jednym czy cokolwiek innego.
Dzień dobry. To żaden kłopot. Dla swoich fanów zawsze znajdę czas — Podczas tego powitania podał tej kobiecie dłoń, obdarzając również i ją swoim uśmiechem. Nie wydawał się być zrażonym ich nadejściem. Nie kłamał. Dla tak miłych ludzi zawsze znajdzie czas.

@Loretta Lestrange @Louvain Lestrange @Stanley Andrew Borgin @Cynthia Flint


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 15.03.2023

Atreus jednocześnie bardzo wierzył w swoje umiejętności oratorskie, a z drugiej doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak mało z siebie właśnie wkłada w próbę udobruchania wilkołaka. Jego słowa, tak pospolite w brzmieniu, na niego samego miałyby wątpliwe działanie. Czy to jednak za sprawą jakiegoś pokrętnego zrządzenia losu, czy to może to sam jego mundur zadziałał cuda, stojący przed nim mężczyzna zdawał się opamiętać. Rozdarte ubranie wciąż oblekało ludzkie ciało, co sam auror przyjął z wyraźną ulgą.
Wyprostował się, ale dłoń przez dłuższą chwilę trzymał jeszcze na rękojeści różdżki, jakby wciąż jeszcze wątpiąc w cały ten swój sukces. W końcu jednak odpuścił całkowicie, zamiast po broń, sięgając do kieszeni marynarki po notesik.
- Imię i nazwisko. - oznajmił pewnym siebie głosem, oczekując danych osobowych zarówno od samego wilkołaka, jak i mężczyzny, który jeszcze nie tak dawno chciał iść z nim na pięści. Spisał ich i dopiero wtedy odwrócił się do Brenny, wręczając jej karteczkę z danymi osobowymi. W końcu zajmowanie się zwykłymi awanturnikami należało do obowiązków BUMowców, prawda?
- Czy możemy... - zaczął, spojrzeniem wędrując w stronę loteryjnego koła goblina. - Sprawdzić loterię fantową? Jestem absolutnie przekonany, że ten goblin dopuszcza się oszustw za każdym razem, kiedy tylko rozstawia tę swoją loterię - mimo, że w jego głosie dało się wyczuć pewne napięcie, jednocześnie zdawał się absolutnie niewzruszony swoją prośbą. Jakby zaledwie proponował dalszą drogę dla ich patrolu.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Heather Wood - 15.03.2023

Dobrego wychowania nie można jej było odmówić. Rodzice Wood starali się, by dziewczyna potrafiła się zachować. Bywało z tym różnie, w końcu czasem jej dosyć ognisty temperament pozwalał sobie na zbyt dużo, jednak bywały sytuacje jak ta - gdzie naprawdę zależało jej na dobrym wrażeniu.

- Tak, partnerami, nie ukrywam, że bardzo podziwiam Was aurorów. - Postanowiła jeszcze dodać, faktycznie uważała, że ten zawód to był prestiż. W końcu byle kto nie mógł zostać aurorem, byli to wyspecjalizowani czarodzieje, stworzeni do tego, aby walczyć z najpotężniejszymi przeciwnikami - imponowało jej to, szczególnie, że jak na razie była na samym dole tej drabiny.

Ledwo udało im się zapoznać, a już byli zmuszeni wziąć udział w interwencji. Nie spodziewała się, że dojdzie do tego tak szybko, z drugiej strony tyle ludzi, w jednym miejscu - to aż prosiło się o wypadki.

Miała więcej szczęścia niż Orion. Udało jej się bez mniejszego problemu wyczarować zaklęcie rozpraszające. Uśmiech od ucha do ucha pojawił się na jej twarzy. Była zadowolona, że udało jej się pomóc. - Proszę uważać na pączki, dzień dopiero się zaczął. - Kto by się spodziewał, że słodycze mogą okazać się być takie niebezpieczne.

Skoro udało im się pomóc, mogli wyruszyć dalej. Wood rozglądała się po okolicy, te wszystkie kolory atakowały ją z każdej strony, jakże było jej przykro, że nie może obejrzeć zawartości każdego straganu. Musiała się jednak skupić na patrolowaniu. - Wiem, że nie powinniśmy...- Zaczęła całkiem ugodowo. - Możemy tylko zobaczyć tę maszynę? Wygląda bardzo interesująco. - Pokazała Orionowi stoisko Vior. - To zajmie kilka sekund i wrócimy do naszych obowiązków. - Liczyła na to, że Bulstrode nie okaże się aż takim służbistą, ale grzecznie czekała - dopiero, jeśli usłyszy zgodę, to wyruszy w stronę stoiska.




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Brenna Longbottom - 15.03.2023

Brenna opuściła różdżkę dopiero, kiedy Atreus do niej wrócił. Przyjęła karteczkę, przez chwilę jeszcze nie spuszczając wzroku z wilkołaka – póki ten nie znikł w tłumie.
- Zasugerowałeś mu, żeby dziś się tu już nie pokazywał? – spytała, bo wilkołak w tłumie tej nocy, gdy była pewna, że dojdzie do ataku, był ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowali. Karteczkę wsunęła do kieszeni, by za chwilę o niej zapomnieć. Normalnie odnotowałaby sobie w pamięci, by zająć się tym zaraz po Beltaine, ale teraz… nie była przecież pewna, czy jeszcze będzie jakiekolwiek „zaraz po Beltaine” dla niej i wielu innych osób.
Zerknęła na Bulstroda z pewnym namysłem. Goblin był naprawdę ostatnią osobą, która ją interesowała, podobnie jak jego oszustwa. Przynajmniej dziś. Jakie miało znaczenie naciąganie paru ludzi na kilka sykli w obliczu nadciągającej zagłady? Ale Brenna Longbottom „normalnie” nie zignorowałaby informacji o oszustwie na zabawie, której miałaby pilnować, a Atreus Bulstrode był czarodziejem czystej krwi, synem Prewettówny, a ci słynęli z różnych przekrętów. Wczorajsze spotkanie z Chesterem Rookwoodem dobitnie udowadniało, że samo bycie aurorem jeszcze o niczym nie świadczy. Mógł stać przed nią jeśli nie śmierciożerca, to przynajmniej zwolenników Voldemorta.
Nie wzbudzaj podejrzeń, Bren, pomyślała i zmusiła się do uśmiechu.
- Naprawdę? Na ostatniej Ostarze wygrałam od niego całkiem ładną szyszkę. Noszę ją przy sobie i planuję zrobić użytek, jak zobaczę w tłumie mężczyznę mojego życia. Rzucę nią w niego i potem spytam, czy to jego szyszka – oświadczyła, skręcając w stronę goblina. – Możemy chwilę popatrzeć, zakręcić, by się upewnić, że wypada cały czas ten sam numer, ale potem wracamy na stanowisko przy ogniu, dobrze? – powiedziała już poważniejszym tonem.
Tak, w swojej paranoi właśnie trzęsła się wewnętrznie, że właśnie w tym momencie, gdy znalazła się te sześć kroków od ognia dalej niż powinna, Voldemort podejdzie jakby nigdy nic i po prostu wykradnie moc ognia. Rozglądała się wciąż w tłumie, szukając czegokolwiek podejrzanego i oglądała na ognisko. Zerknęła raz czy dwa ku goblinowi i jego kołu, kiedy ktoś losował – ups, czerwone? – a potem zakręciła kołem sama, właściwie pewna, że też zobaczy czerwień…

Rzut na percepcję, obserwacja goblina, pod kątem czegoś podejrzanego.
!goblin
[roll=Z]


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Loteria fantowa


Zakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku.

Wylosowałeś: Opaska na oczy i skórzany pejcz. Dobrze wykonany, trzymany w dłoni zdaje się dodawać posiadaczowi niezwykłej odwagi.