Secrets of London
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Trevor Yaxley - 21.03.2023

Pogrążony w obserwacji wyczynów innych, również doglądaniu Aveliny, która – ku jego zaskoczeniu i zarazem zadowoleniu – została zaczepiona przez sympatycznie wyglądającego młodzieńca, przekonany, że nikomu (a więc i sobie) nic nie musi udowadniać, poczuł impet uderzenia w plecy. W innych okolicznościach odebrałby to za atak i sięgnąłby po swoją różdżkę. Gdy się obejrzał, nie dostrzegł tam potwora, tylko drobną kobietę. Widział, że była też dużo młodsza od niego i że musiała być jedną z tych kobiet tańczących wokół tych słupów.
Nic się pani nie stało? — Zapytał rzeczowo kobietę, kiedy już stanął na nogach i nieznacznie się nad nią pochylił. Z niego to był kawał chłopa i po prawdzie to ta trzydziestolatka musiała bardziej to odczuć, niż on. Nie zamierzał się złościć. Po prostu się stało. Wszyscy przeżyli. Wydawało mu się, że po tej krótkiej wymianie zdań, kobieta odejdzie w swoją stronę. Jednak trwała dalej przed nim, w końcu wyjawiając mu prawdziwe swoje zamiary. Te wprawiły go w stosowną konsternację. Odetchnął głęboko. W pierwszej chwili chciał odmówić tej kobiecie. Miał swoje lata, wyszedł z wprawy i z rzadka dorywcza praca nie sprzyjały utrzymywaniu formy.
Wyszedłem z wprawy, jednak postaram się to zrobić dla pani — Poinformował kobietę, że spróbuje to dla niej zrobić, ale nie chciał obiecywać niemożliwego. Przejął od kobiety ten prosty wianek. Po podejściu do słupa zrzucił swoją pelerynę na ziemię, starając się trochę rozruszać przed pierwszą próbą.


!wspinamsieN


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 21.03.2023

Trevor Yaxley


Kiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a ty walczyłeś z samym sobą. Resztkami sił wrzuciłeś wianek na szczyt i zjechałeś w dół. Czułeś nagły przypływ euforii. Udało się! Kobiety zatańczyły wokół słupa, ogień buchnął potężniej i wtedy zobaczyłeś oczy tej, która przekazała ci wianek. Oboje poczuliście się błogo. To było szczęście - czysta miłość tryskająca z obu ciał. Chcieliście być ze sobą blisko, tak blisko, jak tylko się da. Nogi mogły ponieść was do wspólnego tańca przy paleniskach, do skosztowania wspólnie któregoś z win i wyłożenia się na trawie lub... o ile oboje byliście na tyle otwarci, do wybrania się gdzieś pomiędzy drzewa, gdzie nikt nie zobaczy, jak oddajecie się temu uniesieniu.



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Eden Lestrange - 21.03.2023

Tym razem się z nim nie droczyła; naprawdę zapomniała, jak przebiega Beltane. Oczywiście nie dała po sobie poznać, że zielonego pojęcia nie ma, co właściwie się tutaj wyprawia. Tak samo jak nie planowała się przyznać, że po prawdzie to nigdy nie zaplatała wianków i chyba nawet nie wie, od czego zacząć.
Zaśmiała się głupio, czując dotyk jego ust. Pocałunek stłumił dźwięk, ale brzmiał on tak, jakby odebrała to jako znakomity żart. Jakby ktoś odpłacił jej pięknym za nadobne i była z tego niezwykle rada.
- To może się zamienimy? Ty zapleciesz mi ładny wianuszek, a ja wdrapię się na pal w twoim imieniu. Nie ma wad w tym planie, bo jak wejdę, to będziesz miał swoje nagłówki gazet, a jak spadnę i się zabiję, to problem z głowy. A i od razu będziesz miał gotowy wieniec pogrzebowy - wyjawiła swoje rozumowanie z uniesionymi brwiami i chytrym uśmiechem, ale w spojrzeniu miała coś, co nakazywało doszukiwać się drugiego dna, czegoś poza niewinnym żartem. Czy naprawdę chciałaby wejść dla niego na pal? Czy po tylu latach wygodnickiego życia oraz po kontuzji byłaby w ogóle w stanie?
W roszadach ról społecznych jednak przeszkodziła im nieznajoma, która uraczyła ich dwójkę enigmatyczną próbą przepowiedzenia przyszłości. Eden najpierw patrzyła na nią jak na kogoś niespełna rozumu, licząc naiwnie, że puenta będzie miała jakiś sens lub wartość. Finalnie jednak Szeptucha nie powiedziała niczego na temat Eden, czego ona sama już by nie wiedziała.
- Dziękuję za tę garść bezcennych informacji, ale ja mam to w d... - nie zdążyła dokończyć, bo kobieta opuściła ich teatralnie. Eden wywróciła oczyma. - Igrasz ze śmiercią? - zagadnęła, zerkając na męża.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Lyssa Dolohov - 21.03.2023

Jej spojrzenie przeniosło się powoli na Mavelle, która znalazła się przy nich. Nawet jeśli kobieta do tej pory nie była elementem ich konwersacji, to w pewien sposób poczuła się urażona tym, że w ogóle nie zwróciła na nią uwagi. Stała się... niewidzialna. Opuściła spojrzenie, które zaczęło przesuwać się po splecionych przez nią gałązkach, które teraz trzymał w dłoniach Alastor. I poczuła się naprawdę głupio, jakby wszystkie jego słowa trafiły do niej na raz, wreszcie przebijając się przez młodzieńczą dumę i buzię ułożoną na pokaz.
- Ja... - zawahała się, kiedy dał jej, i sobie, ostatnią szansę. - Ja naprawdę chciałam tylko... - głos załamał się lekko, a potem uwiązł w gardle, kiedy przymknęła na moment oczy, wstrzymując wzbierające łzy. Nie widziała nic złego w tym, że w ten sposób chciała mu podziękować, a jednocześnie też nakarmić się zwyczajną satysfakcją tego, że ten wianek przyjął. Skoro czar miał nie zadziałać, to czemu była ku temu aż taka szkoda? Czemu aż tak musiał się opierać? Podniosła na niego zaszklone spojrzenie, w którym kryły się te pytania, ale nie wypowiedziała na głos ani ich, ani nic więcej, gwałtownie sięgając po wieniec i wyszarpując z jego dłoni. Jakkolwiek nie na miejscu mogły być jej intencje, jakkolwiek pstre i głupie, podszyte były zwyczajną, młodzieńczą naiwnością i chęcią poczucia się kimś ważnym. Nie pasją, nie pożądaniem; jej uczucia były silne, ale przecież była tylko zagubioną dziewczyną. Dlatego więc uciekła.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Alastor Moody - 21.03.2023

Alastor nie trzymał wianka mocno. Kiedy tylko dłoń dziewczyny chwyciła za splecione kwiaty, Auror puścił go i uniósł ręce do góry w obronnym geście. Jakkolwiek absurdalne to nie było, to tak chyba faktycznie było lepiej... Jego nastrój został jednak mocno naruszony, a on sam, chociaż jeszcze przed chwilą naprawdę chciał poczuć ten zew przygody, teraz powiedział tylko:

- Przyznam to raz, Mavelle. Raz w moim cholernym życiu - zazgrzytał zębami z zażenowania - ci bogowie muszą istnieć naprawdę, skoro nigdy nie zostałem ojcem, bo byłbym najgorszym ojcem na całym pierdolonym świecie. - Wydusiwszy to z siebie, wyciągnął wewnętrznej kieszeni munduru piersiówkę, z której upił duży łyk alkoholu. - Nie powinni mi dawać nawet bobasa do potrzymania, bo jeszcze pomylę go z kaflem.

Najgorszym elementem jego czarnowidztwa było to, że widział oczyma wyobraźni jak Lyssa wraca z tym wiankiem i daje mu go jeszcze raz.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Avelina Paxton - 21.03.2023

Avelina skończyła pleść wianek i nie za bardzo wiedziała, co miała z nim zrobić. Maskę dawno schowała do torebki, aby może ktoś ze znajomych ją zauważył. Poczuła się trochę głupio, ponieważ wiedziała, że Trevorowi raczej wręczać go nie powinna, a nie widziała tu nikogo samotnego, nikogo znajomego, a do obcych bała się podchodzić. Odwróciła się od stołu, aby może przejść się i znaleźć kogoś. W tym czasie jednak usłyszała męski głos, który chwalił wianek, ale nie była pewna, czy to do niej. Spojrzała na źródło komplementu i widząc, że patrzy na nią uśmiechnęła się do niego ciepło i promiennie.

— Dziękuję, starałam się. – odpowiedziała trochę głupio, ale nigdy nie była dobra w rozmowach. Gdy zadał jej pytanie o patronusa na jej twarzy wymalowało się zaskoczenie, a reszta zdania uderzyła ją taką prostotą, że się zaśmiała. — Nigdy nie pełniłam funkcji patronusa, ale brzmi jak wyzwanie. – nie przestając się uśmiechać przysunęła się bliżej niego, a gdy wymownie wskazał wianek spojrzała na swoje dzieło, a potem na chłopaka. Zagryzła nerwowo wargę jak miała w zwyczaju, gdy się denerwowała i wyciągnęła go w jego stronę.

— Czy zechciałbyś go wnieść na pal dla mnie jeśli jesteś tutaj sam? – zadała pytanie mrużąc przy tym uważnie oczy. Raczej nie był sam, gdyby był z kimś to by do niej nie zagadywał, prawda? Powinna już dawno podejmować ryzyko, rozmawiać z ludźmi i ich poznawać, co złego może się stać? — Nazywam się Avelina.




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 21.03.2023

Nie za bardzo wiedziała czego się spodziewać po tym dziwnym napojeniu jej jego własną krwią. Po kilku chwilach świat zaczął powoli pływać, wirować i zabawnie oddychać. Było to dla niej euforyczne i nieznane uczucie, ale dzięki temu, że był przy niej Perseus czuła się zaskakująco dobrze i bezpiecznie. Słysząc, że cieszy go jej wyznanie sama poczuła ciepło rozpływające się po jej ciele. Nie wiedziała, czy było ono spowodowane emocjami, czy krwią Blacka.

— Zapewne nie zdaję, ale jeszcze wiele przed nami, prawda? – zapytała cicho czując się błogo i przyjemnie. Złapała jego wolną dłoń i gdy był już gotowy ruszyła z nim w kierunku słupów.

— Kupmy wino i pójdźmy w knieje. – powiedziała do niego z zadziornym uśmiechem. Zawsze chciała pójść w te knieje, zawsze chciała spędzić tam kilka przyjemnych chwil z kimś wartym uwagi.

Kierowała się jednak w stronę słupów mijając biesiadujących ludzi wokół. Szukała wzrokiem osób znanych, osób, które wzbudzałyby kontrowersje i osób, które spadały z impetem z tych śmiesznych pali. Chciała się pośmiać i pokpić z tych mężczyzn, co tak usilnie próbowali zdobyć serca młodych, naiwnych dziewczyn. Jej oczom rzuciła się obściskująca para, znała tego mężczyznę, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Ministerstwo? Tak, zdecydowanie Ministerstwo. Jednak pomyśli o tym później. Teraz skupiała się na swoim towarzyszu.

— Widzisz kogoś znajomego? – zapytała spoglądając na mężczyzn szykujących się do wspinaczki. Chciała iść potańczyć, ale bez Perseusa nie byłoby to nic wspaniałego.




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Elliott Malfoy - 21.03.2023

Nie był przyzwyczajony do tak szczerej uprzejmości. Same interakcje z Erikiem przysparzały go o wiele wewnętrznego zakłopotania, a co dopiero Nora.
Pomasował się po ramieniu, w które dostał kuksańca i mrugnął do mężczyzny, w przypływie ciepła kłębiącego się w nim odkąd postawił podeszwy sztybletów na Polanie.
- Dodałem niezapominajki, żeby przypominały ci o kolorze moich oczu - mrugnął do niego.
Malfoy skinął głową na wspomnienie o starszej kobiecie, której słowa wypaliły swoje znamię w jego pamięci.
- Pozostaje mieć nadzieję - odparł tajemniczo w kwestii talizmanu.
Po ilości nieprzyjemności i braku doceniania jego osoby w kręgach rodzinnych słowa blondynki wydały mu się na wagę złota, ale tez nie było zbytnio czasu na rozczłonkowywanie tej myśli na części pierwsze.
Zaraz przejął od Erika marynarkę i pelerynę.
Dwa rozpięte guziki od koszuli były jedynie początkiem euforii, ktorą Elliott zaczął odczuwać, a ktora pogłębiła się, gdy z dołu niby przyglądał się zmaganiom mężczyzny, a tak naprawdę miał niesamowicie dobry widok na jego pośl...
Oh, chyba nie powinien się gapić.
Spojrzał na  Norę, ale jej spojrzenie również utkwione było w Longbottomowie, cóż, bezwstydnie wrócił więc do poprzedniej czynności, dopóki mężczyzna nie wylądował znów na trawie, wianek pozostawiając na szczycie pala.
Malfoy poczuł, ze zrobiło mu się okropnie gorąco, odczuwana panika, brak odpowiedzi na pytania 'co powinienem teraz zrobić?' oraz 'co wypada?' zostały zasłonięte przez cheć podzielenia się z wybrankiem silnymi uczuciami, nadziejami jakie dęły w ich żagle. Stanęła mu przed oczyma wizja ogrzewanego słońcem turkusowego oceanu, portugalskich plaży, o których rozmawiali wcale nie tak dawno, zapomniał na chwilę o troskach, tak samo o tym, że przecież powinien zrobić coś więcej oprócz intensywnego wpatrywania się z bezwstydnym zauroczeniem tryskającym z niebieskich oczu.
Zechciał poddać się atmosferze tańca, pozbyć się ograniczających szat, ująć jego twarz w dłonie i... Cóż. Niczego z tego nie mógł zrobić i powstrzymał się ostatkiem sił, właściwie w półkroku, gdy już był przy Eriku, gdy wyciągał ręce, aby nie wypuszczać go już z objęć. Zamiast tego zarzucił mu na ramiona marynarkę i pelerynę od munduru Brygady Uderzeniowej, które przykro przypominały o obowiązkach jakie pełnił dzisiaj, poświęcał czas dla bezpieczeństwa ich wszystkich, oh, na Morganę, jak mu się serce wyrywało do tego mężczyzny.
Wziął głeboki oddech, czując że pieką go policzki.
- Gratuluję - powiedział w końcu, a własny głos wydał się obcy, zachrypnięty, zbyt cichy - Obowiazki obowiązkami, ale taniec i chociaż łyk czegoś mocniejszego nie mogą cię ominąć. - złapał za dłonie Figg, jak i Longbottoma i poprowadził ich, dziwnie umiejętnie jak na siebie w rytm kobiet tańczących przy palu.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Mavelle Bones - 21.03.2023

Czy w istocie zignorowała młodą dziewczynę? Nie do końca, bowiem spojrzenie Bones zatrzymało się i na młódce; choć tak po prawdzie jedyne słowa, jakie teraz dla niej znajdowała, to uciekaj, dziecko. Tyle że ugryzła się jednak w język; sytuacja wydawała się dość… oczywista, lecz ingerencja w nią wydawała się być nie na miejscu. Chyba że faktycznie Moody miałby zamiar odejść z Lyssą – wtedy musiałaby poważnie rozważyć wtrącenie trzech knutów.
  Taka młoda. Z aurorem, który był starszy również i od Mavelle.
  Zamrugała parę razy, próbując przetworzyć reakcję dziewczyny – co musiało się wydarzyć, zanim na nich wpadła?
  Choć może lepiej nie wiedzieć.
  Nie czuła, że ma prawo pytać.
  - Bo ja wiem? – odparła z pewną zadumą, podchodząc bliżej do Alka. Jeśli wyeliminować to jego cholerne znikanie, które doprowadzało do białej gorączki, to może jednak? - Trudno pomylić bobasa z kaflem – podsumowała, próbując obrócić to w żart.
  Spojrzała w oczy Moody’emu wiedząc, iż w zasadzie powinna zrobić to samo, co poprzedniczka. Bo to była przeszłość. Bo sama ucięła tę nić i zamknęła z hukiem drzwi. Bo Beltane już nie było ich, a jednak…
  … nie wiedzieli, czy po dziś będzie jakieś jutro.
  - Alek... – zaczęła cicho, urwała, wzięła głębszy wdech. Z jednej strony popełniała błąd, z drugiej – to nie tak, że uczucia były racjonalne, prawda? Zwłaszcza że nadal trwały – częściowo uśpione, ale jednak – Przyjmiesz mój wianek? – spytała w końcu.
  Jeszcze tylko ten jeden raz – póki świat, jaki znali, istniał.
  Ostatni raz – bo może nie będzie jutra, w którym ponownie się spotkają.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Jackie Carrow - 21.03.2023

Tym razem była już pewna, że Samuel jest na Beltane. Widziała wyraźnie jak dołączał się do korowodu tancerzy, rozmawiając z jakąś kobietą.
W dziwnym, rozedrganym świetle ognia, Jackie prawie nie poznała Danielle, z którą przecież łączyły ją serdeczne relacje, jeszcze z czasów szkolnych. Światła i cienie, które przemykały po twarzy kobiety i jej brata, kiedy puścili się w tany, wykrzywiały ciała i twarze w nienaturalne sposoby, nadając im momentami upiorny wyraz. Rudowłosa nie ośmieliła by się podejść do nich, bo widziała w ich ruchach i spojrzeniach coś intymnego. Tak jakby znajdowali się w świecie przeznaczonym tylko dla ich dwójki, a jakakolwiek intruzja sprawi, że czar Beltane pryśnie i z dwóch splątanych w tańcu leśnych duszków, zamienią się znów w dwójkę ludzi, ograniczonych konwenansami i ramami.
Tymczasem jej uwagę odwrócił mężczyzna, który wyrósł przed nią niemal jak spod ziemi, prosząc dość bezpardonowo o jej wianek. Właśnie otwierała usta, żeby powiedzieć gdzie może sobie włożyć pal, kiedy koło niej pojawił się kolejny amant, w dodatku wyraźnie pod wpływem… Czegoś.
- Nie, dziękuję, poradzę… - zaczęła mówić niepewnym głosem do Stanleya, ale kiedy ujął ją pod ramię i odprowadził na bok nawet się nie opierała.
- Lucy? Jaka Lucy?- powoli z jego gadaniny zaczęło docierać do niej, że to było jedno wielkie nieporozumienie, ale Stanley wydawał się tego kompletnie nie zauważać w swoim upojonym stanie.
Puls dziewczyny przyspieszył, jej policzki spąsowiały, ale póki co po prostu pozwalała mu mówić.
- Nie chcę żadnej chałwy… Mam alergię.- odpowiedziała na jego ofertę. Tak naprawdę lubiła chałwę, a już szczególnie pistacjową, ale obawiała się czy przysmak nie jest przypadkiem doprawiony tym samym eliksirem pod którego wpływem przebywał obecnie mężczyzna.