Secrets of London
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele (/showthread.php?tid=3340)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - The Edge - 03.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Ztqe6zB.png[/inny avek]
Ogród

Za dużo ludzi. Za dużo spojrzeń. Za dużo niezręcznych uśmiechów posłanych mu przez osoby, które zauważyły tutaj jego obecność, a nie powinny, jeżeli zamierzał dalej się ukrywać. Na tym przyjęciu zabrakło już chyba tylko samej Fontaine, skoro gdzieś pomiędzy gośćmi dostrzegł nawet pieprzoną Maeve. Kto jeszcze? Serio, kto jeszcze? Rozdał ostatnie drinki z trzymanej przez siebie tacy, z absolutnym brakiem emocji obserwował, jak czyjaś ciotka zamienia się w kapibarę, a wszyscy wokół zanoszą się śmiechem bogaczy. Nagle poczuł się jak człowiek noszący kije na polu golfowym. Kiedy myślał, że gorzej już być nie może, dostrzegł w oddali Perseusa i naprawdę mocno zawahał się, czy w tym stanie miał siłę na cokolwiek innego niż przydzwonienie mu w cymbał trzymaną w rękach, metalową tacą. Wtedy też dotarło do niego, jak bardzo był zmęczony. Ile godzin to już trwało? Musiał mówić dużo, uśmiechać się, przepraszać, uważać na dobierane w losowych sytuacjach słowa, chociaż był kimś potrafiącym używać kurwy zamiast przecinka.

Dusił się.

Przebywanie w takich sytuacjach nie było aż tak ciężkie, kiedy miał przy sobie kogoś, dla kogo warto było się do tego zmuszać. Ale cholera, dzisiaj osoba, dla której ubrał się w koszulę zapinaną pod samą szyję... wzięła ślub. I nie miała jak porozmawiać z nim otwarcie. Liczył na to, że uda im się dziś wieczorem spotkać w miejscu, gdzie nikt nie przeszkodzi im w napiciu się razem z kieliszków i przyjacielskim uścisku, z drugiej strony był tutaj jak obca materia - czegokolwiek sobie w myślach nie życzył, wydawało mu się, że to zbyt wiele. Tak, jego ostatnie dni... nie były zbyt dobre. Wiedział już, że potrzebuje w najbliższym czasie przerwy na papierosa, ale teraz zdecydował się na ucieczkę do ogrodu, gdzie odbywać się miały cyrkowe występy. Zgrabnie przeszedł tam tak, żeby wyminąć pana młodego, zanim zrzyga mu się ze stresu na buty w dzień jego wesela i dał swojej twarzy skąpać się w blasku buchającego ognia.

Oczywiście, że dał się przyciągnąć Alexandrowi, zamiast uciec gdzieś, gdzie mógłby odpocząć od tego całego stresu. Przyznawał to z bardzo ciężkim sercem, ale cholernie się go bał. Wszystko, co mógł mu powiedzieć, miało szansę stać się ostatecznym wyrokiem dla tego, co ich łączyło. Nie miał pojęcia, co miałby ze sobą zrobić. Starszy Bell zadał mu pytanie jak miałby przejść do porządku dziennego z tym, że Flynn nie kochał tylko jego. Flynnowi wyobrażenie sobie tego scenariusza przychodziło o wiele łatwiej niż przejście do porządku dziennego z odrzuceniem, z... koncepcją mieszkania w osobnym wozie albo poza cyrkiem.

- Patrzę - odpowiedział mu, cichutko, niemal niesłyszalnie przy tylu dźwiękach dochodzących do nich z każdej możliwej strony. Ale co miał powiedzieć? Niepewnie oderwał od niego spojrzenie, tylko na chwilę, próbował znaleźć cokolwiek, czego mógłby użyć do rozpoczęcia rozmowy niedotyczącej ich samych. Jeżeli to miał być koniec - oto i on - zamierzał przeciągać to tak długo jak to tylko możliwe, zanim zacznie ujadać jak kopnięty pies. - N-niebo jest dzisiaj piękne - zauważył. I faktycznie, niebo nad Oxfordshire, przynajmniej w tej chwili, nie przejmowało się prognozami pogody. Obsypane morzem gwiazd przypominało mu opowieści Perseusa o pochodzeniu z rodziny astronomów.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Elliott Malfoy - 03.06.2024

Sala bankietowa. Widzi jak Lorraine odchodzi z Anthonym, wspomina Eden, która przemyka w tlumie, podchodzi do Desmonda oraz Jagody.

Nie był pewien czy tiulowe dekoracje były dobrowolnym wyborem czy też przymuszone wolą kogoś, kto spędził zbyt dużo czasu w tandetnych sklepikach z pamiątkami na angielskim wybrzeżu. Odkąd przekroczył próg letniej rezydencji Blacków co rusz rzucała mu się w oczy kolejna przedziwnie wpasowana w eklektyczny wystrój historycznego budynku dekoracja. Idealnie udawał zrozpacenie na pogrzebie własnej żony, ale podszytego zniesmaczeniem stanem wystroju spojrzenia nie dał rady maskować  - miał w życiu priorytety. Letnią rezydencję znał, być może nie jak własną kieszeń, ale gdyby nakazano mu rozrysować rozkład jej pomieszczeń z pamięci, zapewne nie zrobiłby wcale aż tak dużo błędów. Należy więc bezceremonialnie stwierdzić, iż dekoracje i tlące się żałośnie płomienie ciemnych świeczek wzbudzały w nim odczucia zdecydowanie przeciwne do podziwu. Na domiar złego, po swojej ucieczce nad szkockie wybrzeże musiał zmierzyć się z ujrzeniem niepochlebnej facjaty ojca; nie był pewien co było gorsze, Fortinbras we własnej osobie czy te tiulowe dekoracje.

Powrót do głośnej rzeczywistości zawsze był przygnębiający. Sprawiał, że Malfoy żałował decyzji o kilkudniowym, bądź też kilkutygodniowym odpoczynku. Jaki był w tym sens, gdy po powrocie wszystkie nieprzyjemnie ciężkie uczucia wracały? Nie mógł przed nimi uciec, a stojący nieopodal i rozmawiający z ojcem Perseusza Fortinbras jedynie dolewał oliwy do ognia (chociaż w rzeczywistości to jemu dolewano wina).

Elliott chciał skupić się na czymś przyjemnym. Planował ominąć kpiące czy oceniające spojrzenia Eden i ulotnić się do ogrodu, skryć się pomiędzy żywopłotami i zabrać ze sobą zbyt dużą ilość alkoholu. Nie, aby to cokolwiek dało - gdyby bliźniaczka chciała to wytropilaby go wszędzie. Chociaż jej dni jako Auror zakończyły się lata temu, i to z jego własną pomocą, tak niektóre instynkty i wyuczone umiejętności nigdy nas nie opuszczały. Ku swojej uciesze, zauważył iż siostra skupiona jest na rzeczach ciekawszych niż 'szaleńcza' pogoń. Tok jego myśli przerwał widok grubego materiału garnituru Desmonda. Malfoy poczuł, ze od samego widoku szorstkiej wełny kręci mu się w głowie. Sierpień nie poskąpił w temperaturach i ilości promieni słonecznych, zwłaszcza jak na angielskie standardy, toteż Elliott absolutnie nie rozumiał cóż takiego mogło podkusić kuzyna do tak niesamowitej profanacji stroju. Przynajmniej kolorystycznie ubrał się poprawnie... Chociaż sądząc po wybranych na tę okazję dekoracjach, Elliott nie był pewien czy nie trafił na złą imprezę. Nie chciałby oczywiście urazić Percy'ego i jego delikatnych uczuć, aczkolwiek kolorystyką wystrój skłaniał się bardziej w stronę burdelu niż domu weselnego.

Pomimo niemałego oburzenia strojem Desmonda, nie umknęła uwadze Elliotta obecność Lorraine, którą zaraz do tańca porwał Anthony Shafiq. Kuzyn został sam na sam z rudą dziewczyną, której Malfoy nie znał. Niezbyt się tym przejął, w końcu zawsze mogli się poznać. Teraz jego priorytetem było uświadomienie Desmondowi jak istotny jest dobór materiału... No, być może nie przy tej rudej, młodej kobiecie, to byłoby nietaktowne i nieprzyjemne dla wszystkich.

- Dobry wieczór - przywitał się lakonicznie oraz neutralnie, starając się aby jego twarz nie wyrażała obezwładniającego przerażenia faktem, że można ubrać wełniany garnitur w parze z sierpniowym upałem. W końcu nie chciał, aby wszyscy goście wesela zapamiętali tylko jego skwaszoną minę. Chociaż faktem było, że zapewne przyćmiewał ją i tak dobór dekoracji.

- Desmondzie, dłuższy czas się nie widzieliśmy. - zagadnął młodszego kuzyna, na razie nie komentując jego ubioru. Aczkolwiek, gdy skupił nań spojrzenie niebiekich oczu, to było bardziej intensywne niż kiedykolwiek wcześniej. Miało w sobie coś z ojcowskiego zatroskania, jeżeli opisać by je w gestach i mimice, to Elliott jakby mógł to zmarszczyłby idealnie wyregulowane brwi i poszedł zrobić Desmondowi wykład o tym jaki garnitur ubiera się na jaką okazję, a w bonusie nauczyłby go wiązać krawat na 50 różnych sposobów dobierając przy tym spinki do mankietów warte więcej niż całość stroju niektórych gości.

- My nie mieliśmy przyjemności się jeszcze spotkać, nieprawdaż? -  zwrócił się do towarzyszki Desmonda. Chciał darować kuzynowi przymus przedstawiania jej, bo po jakichkolwiek interakcjach jakie mieli wcześniej, stwierdził, że młodszy mężczyzna podziękuje mu za to w myślach.

- Elliott Malfoy, Pan Młody to mój bliski przyjaciel, chociaż szczerze powiedziawszy, muszę się zastanowić czy wypada mi wciąż tak mówić, bo jakbyśmy byli faktycznie tak blisko jak mi się wydaje, to zapytałby mnie o opinię na temat zwisającego z żyrandoli tiulu - dodał żartobliwie i wypowiedział krytykę w taki sposób, ze absolutnie nie dało się jej odróżnić od luźno rzuconego komentarza, którego jedynym celem było rozwinięcie rozmowy z nowopoznaną osobą.

- Jak sie bawicie? Jest bardzo ciepło jak na angielski sierpień, wiele osób postawiło na lżejsze kreacje - może nie powinien był, ale jego oburzenie wełną wciąż buzowało w żyłach.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Maeve Chang - 03.06.2024

Fizycznie przy moim ulubionym kuzynie Atreusie, dołącza do nas Florence, ale oczami jestem przy Lorraine

Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Atreusa, by przekonać się, że spadła mu niczym manna z nieba, a ten drineczek jak życiodajny deszcz. Cóż tu dużo gadać, Mewa doskonale wiedziała, jak zadowolić mężczyzn, tu nigdy nie było powodu do dysputy; po prostu oni nie mieli pojęcia, jak się odwdzięczyć, dlatego zrezygnowała z usług płci przeciwnej.
- Chyba? - Wzruszyła ramionami i skrzywiła się, sama nie będąc pewną na tyle, by sobie dać rękę uciąć. Znaczy tak, kilku osobom się tu już przedstawiła jako Amelka, ale odnosiła wrażenie, że mogła się przejęzyczyć i komuś objawić inaczej. No trudno, jak wyjdzie szydło z worka, to się najwyżej wciśnie kit, że ci, którzy utwierdzili ją w jej orientacji seksualnej swoim słabym popisem, mieli prawo nazywać ją inaczej. - Jak chcesz, to możesz mnie nawet klepnąć w tyłek i nazwać Sally - oświadczyła, wciskając mu drina, i nie wydając się przejętą wyborem imienia. Bardziej zainteresowana wydawała się blondynką w oddali, która teraz już wcale nie patrzyła w ich kierunku, bo przedstawienie w parterze dobiegło końca. Cholera Atreus, mogłeś poprawić temu typowi.
- Zaczęło się świetnie - postanowiła rozpocząć od pozytywów, zanim wyda ocenę solidnego 2 na 10. - Ale koniec był zwyczajnie nudny - wetschnęła z bólem serca. - Cywilizowana rozmowa, naprawdę? W ogóle nie czujecie ducha rywalizacji. Liczyłam na kolekcjonerskie zęby przeciwnika, a przy obecnym obrocie spraw to z tej imprezy wyniosę tylko tę zajebistą łyżeczkę. - W tym momencie zanurkowała w kieszeni marynarki, żeby pokazać koledze pięknie wypolerowaną, a jeszcze śliczniej zdobioną srebrną łyżeczkę do deserów. Tak, oblizała ją po zjedzeniu tortu i włożyła za pazuchę. Swoją drogą, jeśli Atreusowi nie podobał się ten garniak, to niechybnie tylko i wyłącznie dlatego, że wyglądała w nim lepiej od niego samego.
- Raine? - Zagadnęła, znowu spoglądając przez ramię w kierunku ukochanej; jeśli dotychczas Bulstrode jeszcze nie wiedział, gdzie jej tak ucieka to oko, to teraz już powinien się błyskawicznie domyślić. - Jeszcze nic nie wie, choć orbituję wokół niej od godziny. Z drugiej strony, kto by mnie w takim towarzystwie w ogóle wypatrywał, to jak szukanie Ministra na Nokturnie - parsknęła, doskonale zdając sobie sprawę, że pasuje do tutejszej śmietanki jak garboróg do karocy, ale wcale nie było jej z tego powodu wstyd. Trochę się czuła, jakby była mistrzem drugiego planu na oficjalnym zdjęciu państwa ministrów. - Choć może nie jestem taka urwana z choinki, skoro przywiało tutaj nawet cyrk... -
Była na tyle skupiona na gapieniu się na Malfoy, że kiedy przyszła do nich kolejna kobieta, zwyczajnie się tego nie spodziewała. Wzdrygnęła się aż, słysząc nieznajomy głos przy uchu, a alkohol w kieliszku, który dzielnie dzierżyła w dłoni, podskoczył na kilka centymetrów i wylądował z powrotem w środku. Oraz poniekąd na ubraniach Mewy.
Nie odezwała się na razie; rzuciła tylko spłoszonym spojrzeniem w kierunku Atreusa, czekając aż ją przedstawi bardzo ładnej pani, a sama uśmiechnęła się perliście, chcąc zrobić świetne drugie wrażenie. Pierwsze niestety wyszło jej mierne - nadal ukradkiem ścierała jego ślady z klapy marynarki.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Albert Rookwood - 03.06.2024

Stoję przy męskiej toalecie, później Saurielem Rookwoodem idę na drineczka do baru.

Dobre kilka minut obserwował Anastazję, skupiając uwagę na jej twarzy i dłoniach nawet pomimo obcisłości jej sukni. Dla niepoznaki, zblazowanym wzrokiem raz po raz przesuwał po poruszających się w okolicy czarodziejach, nieszczególnie kimkolwiek poza nią. Dłuższym spojrzeniem obdarzył jedynie Imogen, która w swojej kobiecej próżności oczywiście zainteresowała się fotografem. Prychnął rozbawiony, kiedy zaczęła pozować do zdjęcia. Poczuł lekką irytację, przypomniawszy sobie, że to wydarzenie będzie relacjonowane w gazetach i to zapewne całkiem szczegółowo. Łącznie z tamtą bójką. Pokiwał głową z głupkowatym uśmiechem, poczuwszy nagły zastrzyk energii. Zapragnął nagle odpierdolić coś równie durnego, ot, bez powodu, żeby też zasłynąć. Ale nie miał już dwudziestu lat. Słuchałby o tym przez następne dwa lata od Anny, Chester na pewno też by mu nie odpuścił.

Jakiś dzieciak krzyczał, ale ktoś prędko go uciszył. Zaćmił papierosem mocniej, odwracając głowę w kierunku Regulusa, który sam w sobie niespecjalnie go wzruszył, jednak przywiódł mu na myśl Sauriela, który, jak na zawołanie, pojawił się w peryferii jego wizji. Oderwał się od ściany nerwowo i odchrząknął mokro.
- Jaki kurwa starcze? Zaraz się wyliżę - Gdyby może się uśmiechnął, to nie wyglądałby na tak oburzonego; jego ton był całkowicie poważny. Z gniewnie zmarszczonym nosem wyprostował się dumnie, ale nawet mimo dwucalowych platform nie był w stanie rozmawiać z Saurielem na tym samym poziomie. Dusząc w sobie nasuwające mu się na myśl inwektywy, spojrzał gdzieś w bok i w oczy rzuciła mu się chrupiąca czekoladę Victoria. - Dlaczego do niej nie poszedłeś? Znudziła ci się już?

Zignorował wyciągniętą w jego kierunku rękę i zaciągnął się dymem. Rozejrzał się za najbliższym kelnerem, ale nie chciał już pić wina. Sugestia walnięcia sobie kielona zdecydowanie do niego przemówiła.
- Ci się kurwa nagle o mnie przypomniało. Ale napiję się. Kompletnie nie ma co tu robić - Ruchem głowy wskazał bar, do którego ruszyli.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Peregrinus Trelawney - 03.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8UPeqfr.png[/inny avek]
Taniec z Millie

Rozpraszała go jej sukienka. Budziła w nim paranoiczne wrażenie, że wszyscy będą patrzeć: na nią, a więc i na niego. Nie chciał spojrzeń — tych ukradkowych i nie — nie przywykł do nich, nie lubił ich. Mógł być wprowadzony na to wesele w pełni legalnie, w przeciwieństwie do drugiego asystenta Dolohova, ale czuł się na nim bardziej jak intruz niż ten, który użył podstępu. A teraz, wyszedłszy z cienia bogatej czystokrwistej gromady, z którą tu przybył, był wystawiony. Millie Moody stanowiła zaś reflektor akcentujący bezlitośnie jego obecność.
Wiedział, że to przewrażliwienie, powtarzał sobie jak mantrę, że to złudzenie, ale dyskomfort się nie cofał.
Dał się jednak porwać kuzynce mimo niemu i taniec ten wyszedł nawet niezgorzej.
Peregrin nie odznaczał się co prawda finezją, jaką prezentowali tu niektórzy, a prostotą. Znał kilka podstawowych kroków, wiedział, gdzie ułożyć rękę — ot, to wszystko. To, co potrafił, potrafił jednak biegle; prowadził z pewnością kogoś, kto nieźle czuje takt, a ten skromny prosty krok dopełnia całości, pomagając mu nie zaplątać nóg.
A było to realne niebezpieczeństwo, w końcu Peregrinus Trelawney nie tańczył, chyba że koniecznie musiał. Za doświadczenie miał bale jeszcze za Hogwartu i wesela krewnych, na których ciotunie wyrywały młodego przystojnego kawalera na parkiet. Peregrinusie, jak ty wyrosłeś.
Wyrosłeś i zwiędłeś tak szybko.
Można by pomyśleć, że Millie zwiędła wraz z nim, lecz tego wieczora sunęła przed nim nie kuzynka, którą znał, a bajeczna istota wykradziona czyimś sennym marzeniom. Nie mógł doszukać się w tym kamuflażu kobiety, którą zostawił za sobą w szpitalu. Cieszyło go to z jednej, kłopotało z drugiej, bo woal zarumienionego, żywego uroku, którym się otuliła, kontrastował ze wspomnieniem tej realnej Millie Moody. Uświadamiał obrazowo, jak mogła rozkwitnąć w innych okolicznościach, w innym świecie.
Wyglądasz jak nie ty. — Mimo natłoku dźwięków, tych muzyki i tych gości, które zachęcały do podniesienia głosu, starał się mówić możliwie cicho. — Czarująco. Całkiem dosłownie. Skąd ten wybór sukienki? — Raz jeszcze zmierzył spojrzeniem jej kreację, odchylając się lekko.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Atreus Bulstrode - 03.06.2024

wejście do ogrodów

- Dobra. Dobra, nie jest źle. Przedstawiłem cię jako Amelia - pokiwał głową, bo nawet jeśli nie trzymali się tego imienia non stop, to przynajmniej wyrabiali jakąś normę, na tyle by wszystkie odstępstwa ktoś mógł uznać za nieśmieszny żart. - Stara, błagam cię - skrzywił się nieco, jakby co najmniej mu właśnie do tego drinka napluła. - Jesteś moją kuzynką. I to nie taką - dodał może odrobinę tylko zniecierpliwiony, bo no już doprawdy - bez takich. To że raz przypadkiem tak wyszło, że jego narzeczona była jego bardzo daleką kuzynką to nie znaczyło, że powinien ten błąd powielać.

- Maeve ja ciebie błagam, ja nie chce żeby mnie stąd za drzwi wystawili. Bić się? I to jeszcze o te dziewuchę? Może nie wiesz kto to jest, ale to niewiele praktycznie zmienia, bo możesz mi wierzyć na słowo, że nie jest absolutnie tego warta. Nie ode mnie. Może i ładnie w tej kiecce wygląda, ale ma nierówno pod sufitem, przysięgam - Bulstrode przechylił kieliszek znowu, kończąc go bo w sumie czemu niby miał się tutaj rozdrabniać. Ani przerośnięty chomik, ani kropla amortencji już go tutaj nie zaskoczy.

Łyżeczkę natomiast zignorował, ale coś w jego spojrzeniu mówiło, że nie powinna się w ogóle rozdrabniać i próbować zakosić cały komplet tych sztućców. Nikt się nawet nie zorientuje przecież, bo Blackowie mieli ich od zajebania pewnie.
- Może powinnaś się jej spróbować przedstawić jako panna Amelia Bulstrode i zobaczyć, jak zareaguje? - zasugerował. Kto wie, może Lorraine miała zwyczajnie dzisiejszego dnia problemy ze wzrokiem, albo nierozsądnie błądziła nim wszędzie, tylko nie w jego okolicy, bo tak pewnie już dawno wyczaiłaby Changównę. Baba w garniturze w sumie chyba dość się w oczy rzucała. - Powinnaś się obok nich rozstawić z jakąś fajką, mały Black by ci zaraz zrobił zajebistą reklamę, jestem tego pewien.

Z każdym kolejnym słowem wydawał się coraz bardziej roztargniony. I tak jak początkowo miał wrażenie, ze ten drink w ogóle na niego nie wpłynął to robiło mu się tak jakoś gorzej i gorzej na sercu. Cholera, może faktycznie powinien obić Rosierowi te twarz, to teraz by miał o wiele lepszy humor.
- Florence - wyprostował się trochę, kiedy siostra do nich podeszła. Zamrugał oczami. No nie, znalazła go. Znalazła i pewnie teraz powie mu, jakim wielkim jest dla niej zawodem po tym, co właśnie odpierdolił na tym parkiecie. - To? To przecież nasza kuzynka, MaaaAmelka - język mu się zaplątał, bo kto to tak widział? W jakim oni świecie żyli, że Changówna musiała się ukrywać pod fałszywą tożsamością? Czyj to w ogóle był pomysł?? (Jego.) I dlaczego mu to w ogóle przyszło do głowy??

Obie kobiety mogły zobaczyć, jak momentalnie oczy Atreusa zawilgotniały i nie minęła kolejna sekunda, kiedy poleciały z nich łzy. Mężczyzna przetarł je palcami, a potem objął Maeve ramieniem, tak się obejmowało dobrego kolegę.
- Amelka spędziła pół swojego życia w chinach, a drugie pół na Madagaskarze. Nasz daleki wuj Eustachy porzucił ją kiedy miała trzy lata i to największy cud, że udało się nam ją odnaleźć. Trafiła wreszcie do domu - łzy lały się strumieniami, głos mu trochę od tej wilgoci drżał, pociągał od niej nosem, ale w gruncie rzeczy to się całkiem dobrze trzymał. Ale zaraz puścił Changównę i uwiesił się na ramieniu siostry. - Florence. Florence to znowu ta przeklęta amortencja, przysięgam że ja kogoś uduszę. Rosier już poszedł rozmówić się z Blackiem, ale ja się musiałem zająć Amelką.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Sauriel Rookwood - 03.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DP8zuR8.png[/inny avek]
Sala bankietowa, bar

- Może być starcze, może być kurwa i może być "kurwa starcze", jakkolwiek wolisz. - Mruknął, spoglądając na człowieka, który powinien rzucić palenie, ale palił. I co, źle? Nie, niech zdycha. Niech się zaczadzi tym fajurkiem jak Niemcy czadzili Żydów. Ciekawe, czy by zrozumiał w ogóle ten żart, gdyby mu powiedział... pewnie, kurwa, nie. Skrzywił się z niezadowoleniem na to nagłe prostowanie się i udawanie ważniejszego, niż się jest. Zdrowszego, niż się jest. Mającego w garściach więcej życia, niż ten tlący się papieros, którym się nawet, skurwiel, nie podzieli, tylko woli chrząkać i marudzić, że niby nie jest starcem. Więc tak - brzmiał i wyglądał na oburzonego, a odczytywanie żartów z jego strony przez Sauriela było poniżej zera. Żarty? Między nimi? Między nimi zawsze był tylko chłód, kłótnie, Cruciatusy i złamane nosy. Nic mniej, nic więcej. Aż... Ile to wszystko było winą tego, jak bardzo byli do siebie podobni w tych diabelnie upartych charakterach? Był poziom upartego jak osioł i był poziom upartego jak Sauriel - i to Sauriel był tym nowym, wyższym poziomem. Ale nie pociągnął dalej tej wspaniałej wyliczanki kurewstw i przekleństw, jakimi mogli się tutaj obdarzyć. Chciał się bawić, tańczyć, korzystać z tego pojebanego nieżycia, a obecność Eryka przypominała mu, że nie przed wszystkim i wszystkimi da się uciec, nawet jeśli będziesz bardzo, bardzo mocno chciał.

Obrócił się przez ramię, wędrując za wzrokiem ojca, żeby spojrzeć na Victorię, która właśnie zajadała czekoladę razem z Bellą i chyba były pogrążone w rozmowie.

- Co ona kurwa złego zrobiła, żeby być na mnie skazana? - Znudziła? Pewnie, że nie znudziła. - Co cię nagle wzięło na zainteresowanie? Dzieci i tak by z tego nie było. - Zresztą już i tak było po wszystkim, bo zaręczyny zostały zerwane.

Gdyby tylko mogła to żyłka wyskoczyłaby mu na czole, kiedy czekał dłużej niż jedną sekundę z tą wyciągniętą dłonią. Miał ochotę wyrwać mu tę fajkę z twarzy, rzucić nią o ziemię, albo w ogóle zgasić mu ją na tym garniaczku.

- Ja pierdole, ale ty mnie wkurwiasz. - Powiedział wcale nie brzmiąc na wkurwionego i od razu wystawił dwa palce do kelnerki dając znać, żeby dała im tutaj coś mocniejszego niż drineczki czy winko. Sam zaś wlał w siebie tą whiskey, z której szklanką podszedł do Erika. - Nie co robić... zrób użytek ze swojego kutasa, Annie to pewnie i tak już wszystko obojętne. Panienek nie brakuje na parkiecie. - I na pewno znajdą się amatorki starszych, zniszczonych życiem mężczyzn owiniętych wonią perfum zamiast czarnej magii. Jedno i drugie potrafiło być całkiem płynne. - I nie przypomniało mi się, tylko widziałem, że zdychasz pod kiblem. To święto Vespery, nie pozwolę, żebyś jej zdechł na korytarzu w trakcie. - Wziął kieliszek i uniósł go, żeby się stuknąć z Erikiem. Albo stuknąć samemu w jego kieliszek, jeśli ten nie będzie chętny do wiwatów.




RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Ambrosia McKinnon - 04.06.2024

deserki

Ambrosia spojrzała na wylosowaną karteczkę chłodno. Tak jakby temperatura jej spojrzenia mogła pokonać zawartą na niej wiadomośc i kompletnie ją zdezintegrować. Ale świstek papieru trwał, nie poddawał się i nie chciał tak zwyczajnie zniknąć. Odsunęła go więc widelcem nieco na bok, biorąc do ust kęs leżącego na talerzyku deserka, odprowadzając też Eden trochę smutnym spojrzeniem, bo to znaczyło że została tutaj z Lorraine sama.

A wila błyszczała. Malfoy lubiła chyba takie klimaty, ale McKinnon to już niekoniecznie. Teraz nawet nikt nie wymagał od niej, żeby się ładnie uśmiechała czy wyglądała, więc stała zblazowana obok Lorraine, myśląc sobie, żeby kurwa nie waliła jej tak po oczach całym swoim salonowym obyciem.

Uśmiechnęła do Jagody znad talerzyka, kiedy ta do nich dołączyła, akurat zapchana ciastem i nie mogąc się kulturalnie przywitać. Ale Brodzki wyglądała tak, jakby pasowała do otoczenia jak pięść do nosa, więc wątpiła żeby jej to specjalnie przeszkadzało. Bardzo dobrze, znaczy ze ktoś normalny się w tym towarzystwie znajdzie. To nawet nie było tak, ze Rosie nie umiała zachować się w towarzystwie, co zwyczajnie nie chciała. Kiedyś wyglądała w takich sytuacjach ładnie, żeby Alexander mógł się nią pochwalić, ale teraz? Nic z tego nie miała. Oprócz deserku. A deserek nie dbał o ładne uśmiechy.

Do Desmonda też się uśmiechnęła kiedy przyszedł, ale z nieco mniejszym entuzjazmem. Nie musiała się też przedstawiać, bo Lorraine zadbała o wszystko i wszystkich, idealnie sprawdzając się w zaistniałej sytuacji jako buffor. No, wszyscy się już znali, a Ambrosia dodatkowo poznawała kolejny kawałek ciasta, który wylądował na jej talerzu.

Drgnęła na cudownie barbarzyńskie pochodzenie Jagody. Czemu to brzmiała jak jakaś najwyższych lotów atrakcja? Jakby Lorraine robiła właśnie z Jagi wystawione na pokaz zwierzątko, które można zaprezentować w ekscytujący sposób, żeby rozruszać nieco publikę? Ale szybko dotardło do niej, że było to typowe zachowanie rozpuszczonej arystokratki. Zaznajomionej nie z pieniędzmi czy przepychem, a z samym statusem który dawała czysta krew. W przypadku Lorraine był to bilet na salony, kiedy ktoś nie rozliczał jej ojca z galeonów.

- Dobry wieczór, Eliocie - przywitała się z Malfoyem, przestając tym samym udawać część tapety, kiedy ten zgrabnie wymienił się na miejsca z Lorraine. Ambrosia właśnie przełknęła karteczkę z napisem Miłość wisi powietrzu i wyglądała na całkiem z siebie przez to zadowoloną. Taki chuj, że ta miłość gdzieś wisi. - W takim razie pozwól, to Jagoda Brodzki. Jaga jest niezwykle zręcznym rzemieślnikiem. Powinniście kiedyś obejrzeć jej prace - rozkroiła widelczykiem kolejne ciastko z wróżbą. - Myślisz że ten tiul to robota Perseusa, a nie Vespery? Może żona go zmusiła i biedaczek uległ bo boi się za szybko skończyć jak poprzedni mężowie? - uśmiechnęła się, ale był to wyraz grzeczny i wyuczony, a ona nawet nie starała się wyglądać przy nim naturalnie. Nie kiedy zaraz po tym wepchnęła sobie do ust kolejny kawałek ciasta.

!ciastkazwróżbą


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 04.06.2024

Czerp garściami to, co daje ci życie.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Leviathan Rowle - 04.06.2024

parkiet

- Obawiam się, że ona nie ucichnie przez bardzo długi czas. Ale przynajmniej się nieco odsunęła - to był związek ich rodziców i nigdy nie miał prawa należeć do niego i do Sarah, więc nawet jeśli oni sami przeżyli tę decyzję relatywnie dobrze, to Lasarus i ojciec Macmillanówny wydawali się zwyczajnie podminowani. Ten związek nie miał racji bytu i ten fakt był akurat jasny jak słońce, nie tylko dla młodego narzeczeństwa, ale też dla każdego kto wchodził z nimi w kontakt, a mimo to poruszenie nie osłabło. Matka wciąż rzucała mu niezadowolone spojrzenia i pasywno-agresywne komentarze, kiedy nagle wzięło ją na odpowiedni nastrój. Dlatego też spędzał o wiele mniej czasu w rodowej posiadłości, bardziej jak zwykle zaszywając się w swoim domu. Odosobnienie sprawiało, że mógł przynajmniej udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku.

Bez cienia zawahania poprowadził Septimę na parkiet i nawet jeśli nie był tancerzem ani wybitnym, ani specjalnie chętnym, prezentował się w swojej tymczasowej roli zwyczajnie dobrze. To była kwestia wprawy i umiejętnego nie przejmowania się ewentualnymi spojrzeniami, bo do tych przywykł. Gadzie oczy przyciągały ciekawość i rodziły coraz to nowe pytania, kiedy młody Leviathan będzie wyglądał dokładnie tak samo jak jego ojciec.

- Wolne brzmi dobrze - ujął ją delikatnie, przyciągając nieco do siebie, kiedy wolna muzyka płynęła z instrumentów. Gdzieś na zewnątrz rozwrzeszczał się dzieciak, zbierając zakłady, a Rowle w przeciwieństwie do Timmy, nie miał większych problemów z tym by zwyczajnie parsknąć rozbawiony. ktoś się bawił wręcz idealnie i dopatrywał interesu. - Wiesz, nie spodziewałem się dostać od ciebie listu dzisiejszego ranka. Szczególnie nie takiego - zaczął miękko, uśmiechając się do niej lekko. - Powiedz, dobrze się wczoraj bawiłaś? Spotkałaś kogoś ciekawego? A może - Levi zmrużył delikatnie oczy, wciąż się jednak uśmiechając. - ktoś ci skradł serce?