Secrets of London
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Martin Crouch - 15.03.2023

Od kilku tygodni rozważał wyjście na Beltane. Była to idealna okazja, by zaznać życia, poznać nowych ludzi i dobrze się bawić, jednocześnie nie będąc na radarze czujnych oczu rodziny i sztywnych konwenansów. Jeszcze w dzień festynu siedział na krańcu łóżka rozważając czy i kiedy powinien się udać na miejsce. Nie wiedział nawet jak się ubrać na takie wydarzenie, a pytanie kogoś z rodziny nie wchodziło w grę. Pierwotnie chciał się pojawić po zmroku, ale co w takim razie będzie robił do tego czasu?

Przywołał skrzata i zlecił mu teleportację na miejsce wydarzenia. W swojej czarnej koszuli i spodniach nie pasował do festynu jedności z naturą. Objął spojrzeniem tłum. Wszyscy wyglądali, jakby się dobrze bawili. Ale też nikt nie wydawał się być samotny. Czy ktoś taki jak Martin będzie umiał rozerwać się na Beltane?

Postanowił zacząć od stoisk. Niektóre z nich były wyjątkowo zatłoczone, tak więc wybrał jedno z mniej zaludnionych. Biżuteria. Nie chciał niczego kupować, ale może chociaż nakarmi oczy widokiem ładnych obiektów. Zatrzymał spojrzenie na rozpisce kamieni. Jaki to miał znak zodiaku? Strzelec. Czyli onyks. Czarny kamień. Czyżby jego życie naprawdę nie zasługiwało na żadne barwy? Wtedy dostrzegł automat do losowania. Może jednak jest szansa dla niego? Zdecydowanie nie potrzebował pierścienia, ale dobry znak od losu byłby niezwykle doceniony. Wygrzebał sykla z kieszeni i odebrał swoją porcję adrenaliny.


!losowanie pierścionka


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Pierścionek z zielonym oczkiem


Po włożeniu pierścionka na palec twoje włosy zaczynają przybierać na zmianę wszystkie kolory tęczy rozchodzące się po nich falą. Efekt najlepiej sprawdza się na długich włosach. Aragonit stanowiący oczko pierścionka został wyrzeźbiony w kształt kameleona.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Samuel Carrow - 15.03.2023

Samuel bardzo dokładnie słuchał tego, co miała do powiedzenia Danielle. Jaka z niej była mądra dziewczyna, że też wcześniej na to nie zwrócił uwagi. Jej argumenty do niego przemawiały, to wszystko, co mówiła miało sens. Dobrze by było, gdyby popłynęli tylko we dwójkę. Skarb pozostał by tylko ich, ale czy sobie poradzą? - Łódka też wydaje się być bardziej dostępna jeśli chodzi o finanse, przynajmniej dla mnie. - Wiedział, że jeśli chodzi o statek, to byłoby go stać na coś takiego pewnie w przyszłym życiu, a nie zamierzał szybko kończyć tego, więc to nie wchodziło w grę.

- Wolę sobie tego nie wyobrażać. Masz rację, we dwójkę powinniśmy sobie poradzić, szczególnie, że z Ciebie jest przecież bardzo zdolna czarownica. - Właściwie to po co się męczyc, gdyby mieli zaangażować w to tyle osób, to na pewno atmosfera nie byłaby taka przyjemna, ludzie zaczęliby się ze sobą kłócić, ktoś musiałby nimi dowodzić, a on nie widział siebie jako koordynatora takiej wyprawy. Zdecydowanie mądrzejsze było to, co wymyśliła Longbottom.

- Tak, czy ja, bo w sumie to jeszcze nigdy nie budowałem łódki.

- Miał pewne obawy, jednak zamierzał spróbować, w końcu nigdy się nie dowie, jeśli nie spróbuje.[/a]

[b]- Ależ nie, coś Ty, taka dama jak Ty w ogóle nie powinna babrać się ze mną w smarze. - Nie chciał, żeby Dani poczuła, że próbuje ją to zanadto zaangażować. Na wyprawę mógł z nią popłynąć, jednak na pewno miała wiele swoich obowiązków.

Zauważył jej zwahanie, kiedy mówiła o łódce. - Naszą łódkę Dani, teraz to już nasz wspólny pomysł i łódka będzie nasza. - Poprawił ją, chciał, żeby wiedziała, że naprawdę bierze ją pod uwagę w tym planie.

Tyle, że dla Samuela, ta sprawa była naprawdę poważna. Należał do osób, które gdy tylko pojawiał się pomysł zaczynały działać. Nie miał zamiaru zwlekać, nie rzucał słów na wiatr. Nie domyślił się, że Danielle nie traktuje tego aż tak poważnie jak on.

- Sytuacja, ach... - Chyba zapomniał o tym, co dzieje się wokół. Może wynikało to z tego, że nie był specjalnie zaangazowany w ten cały konflikt. - W sumie taki pejcz, można go przeorbić.- Spojrzał na jej nagrodę z zainteresowaniem. Rozczarował się jednak, kiedy zobaczył, co sam wygrał. - Gorzej, już chyba być nie mogło. - Przyłożył sobie perukę do głowy. - To chyba nie jest mój kolor...




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Stanley Andrew Borgin - 15.03.2023

Stanleyowi nie trzeba było powtarzać ani proponować dwa razy. Jak tylko zobaczył rękę Notta, nie zawahał się jej uścisnąć.

- Stanley Borgin, BUM - przedstawił się towarzystwu - A to Cynthia Flint z biura koronera - pozwolił sobie przedstawić swoją dzisiejszą kompankę. Nie mógł pozostawać jej dłużny, sama przed chwilą wsparła go dobrym słowem przez tą grupką - Można poprosić o autograf? - zapytał. Oczywiście pytanie te kierował do zawodnika Zjednoczonych

Po chwili rozpoczął poszukiwania jakiejś kartki lub skrawka papieru. Jednak bezskutecznie. W żadnej z kieszeni nie mógł odnaleźć niczego na czym można by się podpisać. Lekko się zdenerwował - Że też nic nie mam - odparł z niezadowoleniem, kiedy wyciągnął dłoń spod swojego odzienia - Macie może cokolwiek? Jakąś ulotkę? Kartkę? - spojrzał się po zgromadzonych wokół ludziach. Szczęście w nieszczęściu. Mógł zabrać ze sobą szalik, to może wtedy na nim mógłby się podpisać szukający. To by dopiero była gratka - Może Ty coś masz w swojej torebce? - zwrócił się do Cynthii. Miała ze sobą w końcu torebkę. A wszyscy wiedzą jak to z nimi jest. Tam się mieści dosłownie wszystko, więc jakiś arkusz też mógłby tam być.

- Po drodze chyba widzieliśmy jakieś portrety - stwierdził przyglądając się Nottowi - Nie miałby by pan nic przeciwko abyśmy podeszli i zrobili sobie szybki obrazek? Nie zajmie to długo. Obiecuję - zaproponował. Lepszej pamiątki z tego całego Beltane nie mógłby sobie chyba wymarzyć. Dodatkowo taki obraz stanowiłby świetne dopełnienie w jego mieszkaniu. W głowie już nawet wiedział gdzie go powiesi. Aby tak się stało, to potrzebował jednak zgody Philipa.




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Theodore Lovegood - 15.03.2023

Coraz bardziej marszczył brwi w zamyśleniu. Dziwnych rzeczy się dowiadywał. Nie chciał być zazdrosny o dziewczynę, z którą zadawał się od bardzo niedawna, ale nie sposób było nie zadać sobie pytania o to, jak wyglądała relacja Heather, Juliena i Camerona. Z racji gadki o kusych strojach nie brzmiało to jak zwyczajna przyjaźń.
- Co waszą trójkę ze sobą łączy? - postanowił zapytać wprost. W towarzystwie rudej większość czasu spędził, planując jak jej zaimponować, nie poznał więc jej na tyle dobrze, by wiedzieć, jakiej odpowiedzi może się spodziewać.
- Jeśli mogę was prosić, nie wspominajcie jej o historii z syreną. Nie chcę, by pomyślała, że nie poradziłbym sobie sam – dorzucił jakby od niechcenia, patrząc głównie na Juliena, próbując ukryć przed nimi, jakie to było dla niego ważne. Zrobiło mu się gorąco, bo wychodziło na to, że może zostać niedługo zdekonspirowany przed rudą. Chciał zachować głowę, nie będąc świadomy, że ta już dawno wisiała na pstryczku.
- Czy spróbowałeś zarzucić jakimś tekstem na podryw? - spytał Camerona po chwili namysłu i chrząknął, planując zademonstrować, jak towarzysz powinien podejść do uzdrowicielki. Spojrzał Lupinowi głęboko w oczy i z powodu wymieszania amortencji oraz pobudzającej herbatki wczuł się w rolę dużo bardziej, niż powinien.
- „Nie potrzebujesz zaklęcia, by uleczyć moje samotne serce, wystarczy twój wspaniały uśmiech”. Panny lubią tego typu teksty – mówił wolniejszym tempem, wyraźnie i z cichą pasją w głosie, jakby chciał się przebić do podświadomości chłopaka za pomocą jego pięknej wibracji. Jego brwi zatańczyły w kuszącym tańcu.
- Nie, to ty masz przepiękną twarz. Nigdy nie widziałem niczego równie przepięknego – Kochał słuchać komplementów na swój temat, ale tym razem aż się zaczerwienił i musiał się zrewanżować chłopakowi, który dzięki czekoladkom wydawał się mu szalenie przystojny.
- Ślub bez wieczoru kawalerskiego? - spytał, gdy za swoimi towarzyszami podszedł do pary planującej małżeństwo. - Szalony pomysł, ale nie dziwię ci się, kolego – dodał do Gio po przyjrzeniu się nieprzeciętnej urodzie jego wybranki. Nie dziwne, że chciał jak najszybciej przypieczętować związek. Lovegood mówiąc do mężczyzny, chciał szturchnąć go po przyjacielsku, ale działanie herbatki dało o sobie znać i doszło do wyładowania prądu. Theodore zasyczał i wycofał szybko dłoń.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 15.03.2023

- Tak, tak - zapewnił ją, chociaż szczerze powiedziawszy, sam nie był pewien. Miał wrażenie, że napomknął coś na temat wynoszenia się stąd i to nie tylko wilkołakowi, ale ale obydwu panom. To, czy zastosują się do jego wskazówek, to już była zupełnie inna kwestia, nad którą on na szczęście nie miał kontroli.
Odpowiedział jej uśmiechem, takim całkiem z siebie zadowolonym i ledwo tylko powstrzymał się przed zatarciem dłoni na wizję ponownego zakręcenia goblińskim kołem. Oczywiście dla dobra sprawy.
- Szyszkę? - prychnął. Gdyby on wygrał szyszkę to by chyba to całe koło rozebrał wtedy na miejscu. - Dziwię się, że to mówię, ale to faktycznie może na niektórych zadziałać - uniósł jedną brew w lekkim niedowierzaniu, ale fakt, były gusta i guściki. Gdyby któraś panna rzuciła w niego szyszką i zapytała, czy to jego, na pewno nie wiedziałby co właściwie miałby ze sobą zrobić. Niewątpliwie jednak czułby sie zaintrygowany. Czy wystarczająco, zależałoby to głównie od jej uwarunkowań zewnętrznych.
- Niech będzie. Chociaż nie jestem pewien, czy akurat wypadanie tego samego numeru to jego problem. Miałem wrażenie, że na Ostarze, kiedy udało się komuś wygrać, specjalnie zaczął majstrować przy kole - dodał jeszcze, chociaż nie miał zamiaru rozwijać się nad tym, czemu akurat wtedy nie zajął się sprawą. Teraz też, wyraźnie ożywionym krokiem, ruszył razem z Longbottom w kierunku wspomnianego goblina, witając się z nim zbyt wesołym uśmiechem. Uważnie przyglądał się jak Brenna kręci kołem, starając się też przyjrzeć reakcji samego goblina, a potem sam zatarł ręce (teraz już nie mógł się powstrzymać) i puścił koło w ruch.

[rzucam na percepcję przy obserwacji goblina]
!goblin
[roll=N]


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

Loteria fantowa


Zakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku.

Wylosowałeś: Kajdanki bez kluczyka, otwierające się samoistnie po wypowiedzeniu słowa-klucza. Niestety, ale karteczka ze słowem-kluczem jest rozmazana.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Trevor Yaxley - 15.03.2023

W tym zasranym życiu, które wiódł od tych trzech lat, niewiele miał okazji do tego aby się rozerwać. Postanowił wybrać się na kolejny już w tym roku Sabat i tym razem nie był sam. Avelina była córką jego bliskich przyjaciół i przy niej wcielał się w rolę przyszywanego wujka. Podczas Ostary dopisało mu względne szczęście, bo udało mu się uniknąć bliskiego kontaktu z Brygadzistami. Teraz byłoby to trudniejsze, bo nie była to żadna tajemnica, że Ministerstwo poważnie podchodziło do zapewnienia wszystkim świętującym. Mimo to z całym swoim sceptycyzmem podszedł do założenia zakupionej dla niego takiej maski. Wyglądała niczym zrobiona z prawdziwych liści i żołędzi. Nie zakrywała ona całej jego twarzy, ale też powinna utrudnić rozpoznanie go. Rozsądna wydawała się też pewna modyfikacja ubioru, dlatego na białą koszulę i kamizelkę założył ciemnozielony płaszcz, który został ozdobiony przez tę dziewczynę jego zdaniem niebotyczną ilością bluszczu i kwiatów, co mogło pomóc zamaskować jego sylwetkę. Pozostawało mu mieć tylko nadzieję, że nie zostanie wzięty za atrakcję z okazji Beltane.
Nie mam nic przeciwko temu. Z tego, co mi mówiłaś to Nora prowadzi klubokawiarnię i podczas Beltane oferuje ciasta i pączki — Trevor nie widział powodu aby wzbraniać się przed podejściem razem z nią do tego stoiska. Nie zaprotestował też trzymaniu go za dłoń. Wolał nie zgubić córki swoich przyjaciół w tym tłumie. Będąc przy którym powitał zarządzającym nim kobietę i zdumiał się wielce, że jego towarzyszka wita kota... który odwzajemnił to powitanie. Nie od dzisiaj było wiadome, że Trevor uwielbiał koty. W pierwszej kolejności te stworzenia były uosobieniem czystej perfekcji. A po drugie koty chciały żyć w spokoju, zupełnie jak on. Idąc śladem Aveliny wylosował dla siebie ciastko z kwiatkiem.

!ciastko z kwiatkiem.

@Avelina Paxton @Nora Figg


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 15.03.2023

róża




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 15.03.2023

Widząc jak jej brat wykrzywił usta w uśmiechu parsknęła cicho spoglądając na ich towarzyszkę. Bawił ją ten duet i to niemiłosiernie. Vespera również nie przejęła się tym, że pod stopami ziemia się delikatnie zapadała, a od tłumów jej własne buty się brudziły. Wiedziała doskonale jak to będzie wyglądać tutaj. Gdy Ulysses zaczął odstawiać szopkę przekrzywiła lekko głowę. Podobało jej się to. Wyglądało komicznie, ale było autentyczne.

— Łamaga. – skwitowała krótko. – Przestań, to nie ma sensu. Jesteśmy na Beltane, a nie na jakimś pokazie mody. – zauważyła i teatralnie przewróciła oczami.

Gdy Ulysses podniósł się w końcu do pionu poprowadziła ich w miejsce, gdzie sama miała wykonać swoją misję. Do końca nie wiedziała jak ma to zrobić, a nie chciała udawać, że też czyści buty, bo byłoby to dziwne. Los jednak zadecydował za nią, gdyż potknęła się o jakiś wystający kamień, upadła na kolana, a broszka, którą miała niedbale przypięte do sukni odpadła jej i potoczyła się gdzieś po trawie.

— Na brodę Merlina, moja broszka! – zawołała i zaczęła udawać, że szuka ją zasłaniając niewielki teren wokół siebie długimi, szerokimi rękawami. Wcisnęła niepostrzeżenie kamień w ziemię pomagając sobie przy tym drobnym zaklęciem, aby mieć pewność, że wykonała swoje zadanie dobrze. W końcu znalazła też broszkę, podnosząc się zaczęła narzekać, że się cała ubrudziła. Użyła zaklęcia, aby wyczyścić swoją suknię. Docisnęła butem miejsce, w którym zakopała kamień i ruszyła za Alanną.

— Może pójdziemy później do tego dziwnego goblina? – zapytała, aby chociaż trochę udawać, że interesują się całym tym wydarzeniem tutaj, a nie tylko potykają się o nogi.