Secrets of London
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Nora Figg - 23.02.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1QP0Ua6.jpeg[/inny avek]
Dalej jest z Samem i tańczy, a przynajmniej próbuje

Zdała sobie sprawę, że dosyć niefortunnie sformułowała słowa, w momencie w którym wybrzmiały one w głos. Nie oblała się jednak rumieńcem, chociaż miała tendencje do reagowania w ten sposób. Nie miała się czego wstydzić. Łączyło ich przecież dużo więcej, niż tylko taniec. Pojawiły się wspomnienia, uderzyło w nią widmo przeszłości. Wzbudziło to w niej mieszane uczucia. Nie umiała przecież zapomnieć o tym, jak im było razem dobrze, kiedy spędzali w swoim towarzystwie całe dni i noce, mieli wspólne plany i marzenia i wydawało jej się, że są sobie przeznaczeni. Wiele razy wracała do tego momentu swojego życia i zastanawiała się, co mogła zrobić inaczej, czy w ogóle miała jakieś możliwości, czy od początku było to skazane na niepowodzenie. Nie chciało jej się w to jednak wierzyć, bo przecież go kochała i była przekonana, że on również darzył ją tym samym uczuciem. Na pewno była jakaś szansa, której nie wykorzystała.

Obrót. Oderwał ją na moment od tego procesu myślowego, który odbywał się w jej głowie, po chwili jednak znowu znalazła się w jego ramionach, ponownie nie mogła się skupić.

Wypowiedział jej imię. Zadarła głowę do góry, aby na niego spojrzeć. Co takiego mógł chcieć jej powiedzieć? Była ciekawa, strasznie ciekawa. Nie spodziewała się, że wróci do tego, co się wydarzyło, tak dawno temu. To już dawno odeszło, prawda? Tylko ona żyła przeszłością. Powinna dawno zebrać się w sobie i ruszyć dalej, ale tego nie zrobiła.

Muzyka zamilkła, a raczej Nora po prostu ją ignorowała. Skupiona była na jego głosie. To nie była jej wina. Dlaczego teraz do tego wrócił, skąd wiedział, że nadal ma do siebie o to pretensje. List przecież trafił do niej. Zamknięty, sowa nie dotarła do odbiorcy, tylko czy na pewno? Teraz niczego nie była pewna. - Wtedy. - Powtórzyła za nim, czy użył tego słowa zupełnie przypadkowo? Wtedy nie mógł, ale jak się miało to do teraźniejszości, do tego, że stali tu między wszystkimi, a ona zaczynała wracać do przeszłości, jakby to wszystko nie wydarzyło się wcale tak dawno temu.

Nie chciał opowiadać jej o rodzinie, nie poruszała tego tematu, bo miała w zwyczaju przekraczać wyznaczonych granic. Pogodziła się z tym, że były takie sprawy, o których nie miał zamiaru jej mówić. Dlaczego teraz wspomniał o matce.

Przestała się poruszać, zamarła. Dostała wyjaśnienie, na które czekała. Czuła, że jeszcze sekunda i straci grunt pod nogami. To nie była jej wina, to było coś więcej. Klątwa, taka sama jaka mieszała w życiu Jackie. Zrobiło jej się żal tego, że dopiero teraz jej o tym powiedział, tyle, że zaraz pojawiły się w jej głowie kolejne pytania, w końcu była też Mabel, w której żyłach płynęła jego krew, czy ją również mogło spotkać to samo? Oddech Nie mogła zapomnieć oddychać.

Nie wiedziała, co powiedzieć, jak się zachować, to było bardzo dużo informacji, podczas krótkiej chwili.

Dotarło też do niej, że powiedział, że każdy dzień mógł być ostatnim kiedy ją widzi, czyli to się już wydarzyło. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ciężko musiało mu być się z tym pogodzić. Była to ogromna tragedia, na którą nie miał żadnego wpływu. Miała ochotę go mocno przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale byłoby to kłamstwem, bo przecież nie było powrotu z tego przekleństwa. Do tego musiał sobie radzić z tym sam, nie wspominał jej o tym wtedy. Zbliżyła się do niego o krok, pewnych odruchów nie była w stanie w sobie zdusić, wplotła swoje palce w jego dłoń, tak, aby poczuł, że jest w tym wszystkim z nim, jakby nic złego się między nimi nie wydarzyło. - Przykro mi. - Powiedziała cicho, uniosła głowę wyżej, by ich czoła faktycznie mogły się dotknąć, również przymknęła oczy, tak było prościej.

- Przykro mi, że nie mogłam ci wtedy pomóc i być przy tobie. - Szkoda, że jej nie zaufał, że nie była wystarczająco dociekliwa, teraz jednak było trochę za późno, aby się nad tym zastanawiać.




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Septima Ollivander - 24.02.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jxkSUud.png[/inny avek]

Przywdziawszy na siebie gwiezdny szal, powoli stawiała kroki ku Morpheusowi, ostrożnie jakby obawiała się, że podłoga się pod nią zerwie, choć wiedziała, że tak się nie stanie. Utonęła na chwilę w kakofonii muzycznych taktów, urywanych tabunów śmiechów i głosów od których magiczna stodoła pęczniała i pulsowała, zraszana nieustannie gorącem ludzkich ciał.
— Przepraszam za spóźnienie, musiałam dokończyć pewne zamówienie i troszkę straciłam poczucie czasu — kajała się, już w jego ciasnym uścisku, z którego nie była w stanie uciec — dziękuję, a mnie za to bardzo podoba się twoja koszula — wydusiła z siebie, pozwalając sobie nawet na wygładzenie nieistniejących zmarszczek materiału jego odzienia, tak jakby sprawdzała czy w istocie jest prawdziwe.
— Lubię próbować nowych rzeczy — skłamała, odpowiadając na komentarz dotyczący założonej sukienki, bo przecież każdy wyryw monotonii przypłacała strachem i atakiem serca (które gdzieś tam w środku, okryte pajęczynowym cieniem, ją nakręcało, ale o tym nie można było przecież wspomnień na głos). Przez moment zaklinowała się w chwilowym zdezorientowaniu feerią bodźców, które w nią uderzyły; skupiła się na intensywnej, znajomej woni, która ją omiotła, skupiła się na ramieniu, które chwyciła całkowicie machinalnie. Świetlista kukułka, która latała cały czas dookoła Morpheusa, okrążyła jego ramię, a jej skrzydełka nagle zatrzepotały, przemieniając się w ćmę, zasiadającą na kobiecej skroni.
— Pasuje mi?
Dotknęła nowonabytej spinki ze sporą dozą niepewności, jakby nagle największym brzemieniem i balastem wszechświata stało się wyglądanie najpiękniej i jak najbardziej nienagannie na ile było ją stać.
— Może się czegoś napijmy? Trochę zaschło mi w gardle od pośpiechu.
Na twarzy zakwitł uśmiech, trochę zaczepny, trochę niewinnie prowokacyjny i przede wszystkim szemrany, bo wcale nie chodziło o żadne pragnienie — chodziło o nabranie płynnej odwagi do publicznego tańca na oczach całej zgromadzonej gawiedzi, która w jej mniemaniu tylko oczekiwała teatralnej pożywki. Nie było teraz na świecie miejsca, w którym zdołałaby się ukryć – cudzy wzrok przylegał do niej cienką warstwą drugiej skóry, opinającej się na łopatkach, kiedy pochylała głowę, jakby wzdłuż pleców posiadała niezagojoną ranę, której szwy nieustannie przemieszczały się pomiędzy kręgami.
Ekscytacja wymieszana z harmiderem nerwów sięgała zenitu, wypełniała klatkę piersiową niczym wielki, nadmuchany balon, który ledwo się mieścił.
Myślała, że pęknie.


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Alastor Moody - 24.02.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=QlvSLAW.png[/inny avek]
Spędzam czas z Aveliną, uśmiecham się do Sebixa

- A już się bałem, że delirka - zaśmiał się, ale tak drętwo. Bo żart panny Paxton też był drętwy jak diabli i nie wiedział do końca, dlaczego w ogóle to powiedziała, ale przecież jej nie zapyta na środku pakietu „o chuj ci chodzi”, a nic lżejszego nie przychodziło mu do głowy... Cóż, takie niezręczne sytuacje najlepiej było zbywać właśnie śmiechem albo wymownym milczeniem. On milczkiem nie był, no to musiał się zaśmiać.

- Wspaniale, bo brakowało mi partnerki do tańca - ponieważ jego standardowe plus jeden ma męża i prawdopodobnie połowa tej sali jej nienawidzi i podejrzewa ją o bycie Śmierciożerczynią, a przynajmniej jakąś zwolenniczką tego zjeba. Pewnych rzeczy nie wybaczało się nawet Alastorowi, tak przynajmniej mu się wydawało... Chociaż prawda była taka, że gdyby postanowiła uczynić to czymś oficjalnym, Moody nieszczególnie by się wahał. - Lubisz adrenalinę...? - Tutaj już zwątpił w to co mówiła. Oczywiście, że był idiotą, który by ją chętnie wsadził ze sobą na miotłę i pokazał jej, czym jest strach, ale byłby najgorszym stróżem prawa w Londynie, gdyby nie wyłapał, że cichutka twórczyni eliksirów nie pasowała do wizji podrzucania jej jak worka ziemniaków. Avelina nie musiała się niczego obawiać - Alastor tańczył trochę jak pijany wujek na weselu, a trochę jak ktoś, kto spędza za dużo czasu w jazzowym klubie i był zdecydowanie kimś, z kim można było dobrze się bawić i powygłupiać na parkiecie. Dobra zabawa wykluczała złamanie kręgosłupa. Podniósł ją, owszem, ale tak delikatnie i spokojnie, na wysokość własnych ramion, robiąc przy tym durną jak diabli minę, żeby ją rozbawić i skusić do wykonywania coraz to bardziej idiotycznych ruchów - niby to bez wyczucia, a jednak do rytmu i zmuszające do bezkresnego wirowania wokół par, które robiły to z większą dozą odpowiedzialności za zdrowie psychiczne osób niemogących znieść tak dużych dawek żenady. Wygłupiał się tak mocno, że osobom nieznającym go pewnie ciężko byłoby uwierzyć w to jak silnie ten człowiek był oddany sprawie i uzdolniony w łapaniu czarnoksiężników - tutaj wygłupiał się do granic możliwości i dobrego smaku.

Na przykład teraz, kiedy tak nią zakręcił, że musiał gwałtownie złapać ją w celu asekuracji przed upadkiem... Wszystko przez to, że zauważył Sebastiana, do którego uśmiechnął się na dwie sekundy za długo.

- O kurwa, przepraszam... - syknął, bardzo zgrabnie unikając spojrzenia Macmillana - yyy, to chyba pora odpocząć? - Niestety nie mieli tyle szczęścia i Avelina została uderzona ciałem upadającej Uli. Alastor spróbował oba te dziewczęta złapać, bo miał bardzo silny kompleks bohatera... (wkleiłam swoje pokraczne rzuty na discordzie, bo mi się zepsuło...).

Rzucam na oklu, bo ktoś chciał jakieś 20 tur temu, nie ma za co.
[roll=PO]


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Morpheus Longbottom - 24.02.2024

Idę do baru z Septimą, przedstawiam Neila i obgaduję trochę ekipę BUM/Aurorzy

Gładki tkany len zaszeleścił pod palcami Septimy, a sam jej gest przywołał setki gestów jego szwagierek, które poprawiały mężom i synom koszule i muszki przed ważnymi wyjściami. To było bardzo przyjemne uczucie, chociaż w jego głowie coś przeskoczyło, czas zaczął się niezgadzać, tworząc wewnętrzne poczucie paniki, jak bolące miejsce gdzieś wewnątrz, w trzewiach, upierdliwe, ale nie łamiące, ciężkie do określenia.

Teoretycznie już pora, żebym zdjął żałobę, ale i tak... Trochę mi niezręcznie, odwykłem. Tylko nikomu nie mów, Septimo. Ktoś mądry jednak powiedział mi, że czas ma zaleczać rany — wrócił do ich rozmowy na plaży we Włoszech sprzed dwóch tygodni. Kiedy lawirował i spojrzał pod nogi, bo rozbite szkło chrupnęło pod jego nogami, zauważył czerwone trzewiki u Septimy. Rozproszyły go tak, że w ogóle nie zarejestrował, że nie ma żadnego szkła, nie ma szkła, nie ma... Przejdź przez lustro.

Tak, ma kolor podobny do twoich oczu — po czym nachylił się do niej i ciszej dodał: — Dobra dziewczynka. To będą najwygodniejsze buty, jakie nosiłaś, gwarantuję.

Przechodząc pomiędzy różnymi grupkami, wskazał Septimie Norę i Sama, wyrażając zdziwienie z ich zetknięcia czołami. Wyjaśnił Septimie, że to lokalny leśniczy z Kniei oraz że Norę powinna kojarzyć, bo jest właścicielką nowej kawiarni na Pokątnej. Pokazał na Brennę w tańcu, tłumacząc, że to jego bratanica i organizatorka całej zabawy. Chciał też przedstawić Erika, ale nie mógł znaleźć go spojrzeniem, nawet jeśli chłopak wyrastał ponad średnią wzrostu. Światła mieniły się w czarnych oczach Morpheusa, iskry radości lub ułuda. Było rzeczywiście coś w tym, jak się prezentował, nieco bardziej spięty na karku, bardziej wyprostowany, jakby czarny szal (och, tutaj też parowali się subtelnie, dzięki podarunkowi gospodyni, czyżby przeznaczenie?) rzeczywiście stanowił jego zbroję.

A to jest Neil Enfer — powiedział, gdy dotarli do baru, przedstawiając dwojkę sobie nawzajem. — Septima to moja przyjaciółka, jest wytwórcą różdżek. Neil zajmuje się kadzidłami i zielarstwem. Myślę, że znajdziecie niejeden wspólny temat... Trzy drinki poproszę.

Ostatnie słowa skierował już do barmana.

Tamta zgraja to znajomi Brenny, kwiat dzisiejszej młodzieży, ostatnia twierdza nadziei w tych mrocznych czasach, aurorzy i BUM-owcy. Tylko tak strasznie wyglądają.


*Jak dostanę na występ, to ups, rozlało się xD
!magicznydrink


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 24.02.2024

Czujesz nagły przypływ sił! Przez kolejne dwie tury możesz podnieść stół jedną ręką czy bez problemów kogoś podnieść


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Samuel McGonagall - 24.02.2024

Tańczę z Norą, prawie się potykam o własne nogi w związku z zamieszaniem na parkiecie, przechodzę z Norą na skraj parkietu bliżej baru z zamiarem pożegnania się na zawsze i na wieczność

A mi nie... mi nie jest wcale przykro, wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę, że poza żałobą nie musiałem dźwigać brzmienia faktu, że stałem się Twoją kulą u nogi, stałem się tym, przed czym tak bardzo chciałem Cię uchronić Rajski Ptaku...

Nie powiedział tego, choć to była prawda. Ale nawet w swej prostolinijności i prawdomówności, Samuel doskonale zdawał sobie sprawę, że są pewne rzeczy, którym nie powinno się wybrzmieć, słowa, które nie przyniosłyby ulgi, a niepotrzebnie rozdrapywanie starych ran. Choć... czy właśnie teraz nie rozdrapywali ich właśnie krogulczymi szponami, pod wpływem impulsu, głupiej piosenki, która pchała do jeszcze głupszych wyznań.

– To nic... – powiedział zamiast tego, pogrążony we własnych myślach, zupełnie nieświadomie łapiąc w dwa palce zagubiony na jej doskonałym czole kosmyk boskich, złocisto-lnianych włosów, który ogarnął do tyłu jej idealnej głowy. To ona powinna tej nocy nosić diadem, brylować, wodzić na pokuszenie i rozdawać swój czar komu tylko chciała. Zajmował jej tylko czas.

Może myśli znalazły odbicie w jego twarzy, bolesny grymas ukryty został przed światem zaciśniętą szczęką, błękit oczu stał się chłodniejszy, przywodzący na myśl raczej nieprzystępny, oślepiający zimowy poranek, wnikający przez odzienie wprost do drżących kości. Zesztywniałe ciało zgubiło rytm, i tak za moment śpiewający miał już dać pokój sentymentom.

– Ja... – urwał i przełknął ślinę, odsuwając się od niej, chcąc przeprosić za tę chwilę niepotrzebnej intymności, za temat psujący jej szampański nastrój, za to, że pozwolił sobie na moment zaistnieć w jej cudnej domenie, wejść w krąg światła, który roztaczała wokół siebie. Zamieszanie za plecami rozkojarzyło go, odwrócił się, odsunął, nawet do końca nie skojarzył, że z parkietem bliżej powitała się jego nowa znajoma, właścicielka Hszyszszsztoffffi...ka. Trochę odruchowo osłonił Norę, zbliżając się z nią skraju parkietu, tracąc wątek, tracąc myśl, tracąc... kto wie, może jedyną okazję, by cokolwiek zrobić nie tyle ze straconym czasem, ile przyszłością, której wciąż powinni mieć przed sobą całkiem sporo.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JAUSJWT.png[/inny avek]


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Neil Enfer - 24.02.2024

Neil wita się z Septi i Morpheusem.

Zabawa zabawą, ale on czuł, że to nie wspólne rysowanie, a raczej zbijak, gdzie piłka zastąpiona jest kamieniem. Westchnął ciężko stojąc przy barze i posyłając wymowne spojrzenie barmanowi, choć szybko się ogarnął i uśmiechnął. Jedynie pusty wzrok mówił, że dusza wilkołaka wędruje tam gdzie ciało nie może. Nigdy nie myślał, że będzie mieć aż takie wątpliwości i że tak szybko będzie wpadał na niewesołe rozwiązania swoich problemów.
Spojrzenie wyostrzyło się gdy zobaczył zmierzających do niego ludzi. Uśmiechnął się zrelaksowany i skinął kobiecie w głowie, w pierwszej myśli chcąc ją przytulić i wypłakać się jej w ramię, ale nie zrobił tego na szczęście. Ona go przecież nie zna, no teraz zna.
-Miło poznać.-trochę bardziej się rozpromienił, bo kiedy powiedział te słowa, chyba faktycznie odczuł, że mu miło. Kobieta wydawała się być całkiem... Sam nie wiedział.-Na pewno.-uprzejmy uśmiech dalej nie znikał z jego twarzy i nawet nie wiedział, jak szybko znajomość z kobietą mu się przyda.
Zerknął zaraz na grupkę wskazaną przez Moprheusa. Policja co? No, ale przecież wszystko robił legalnie, nikogo nie zjadał, grzecznie chodził w pełnię do ministerstwa. Z resztą byli na imprezie, nie na służbie, prawda? Wrócił spojrzeniem do kobiety, szybko obleciał ją od góry do dołu i w drugą stronę, po czym sięgnął po swojego drinka. Powinien przestać pić.

!magicznydrink


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 24.02.2024

Zaczynasz kłamać - przez dwie tury trudno ci powiedzieć cokolwiek prawdziwego, musisz bardzo się postarać, aby się udało


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Victoria Lestrange - 24.02.2024

Kończę rozmowę z Perseusem. Odpowiadam Atreusowi, Brennie, patrzę jak Patrick wbija na scenę. Proszę do tańca Atreusa.

Uśmiechnęła się do Perseusa delikatnie, słysząc jego konspiracyjny szept.

– Nie wiem. Ale jak chcesz, to mogę zapytać – zaproponowała, a potem kiwnęła do Blacka, gdy ten się pożegnał i wymknął w stronę łazienki i zapewne w ogóle z imprezy. Rozumiała, naprawdę. Jutro powinien być w formie, a ten alkohol tutaj raczej mógł tego nie zwiastować. – Do jutra – odpowiedziała mężczyźnie.


~*~

– To ty wiesz jak mam na imię? – zdumiała się udawanie, na słowa Atreusa. Jakoś mieli taki swój dziwaczny zwyczaj, w którym zwracali się do siebie po nazwisku. W jej przypadku to naprawdę było tylko do niego, bo do wszystkich innych pracowników BUMu czy aurorów zwracała się po imieniu, to tylko do Bulstrode’a mówiła po nazwisku. Przez niego, to on zaczął ten zwyczaj i tak już zostało, nawet wśród znajomych czy w listach. Chociaż kiedy nie było go na horyzoncie, to magicznie przypominała sobie jak ma na imię. Tak naprawdę to wiedziała to cały czas, ot… Taka tam zaczepka. Tak samo zresztą jak jej odpowiedź. – Więcej nie będzie. Ale dziękuję – musiałaby być całkiem pijana… A nie zamierzała być, bo dwóch takich dni to nie zniesie. Z drugiej strony nie planowała też stać tutaj o suchym pysku. – To te drinki. Uważaj, bo jeszcze ty pójdziesz śpiewać – rzuciła do Atreusa i uśmiechnęła się jednym kącikiem ust.

Jak na ironię, to nie Bulstrode zapragnął nagle znaleźć się na scenie… A Patrick. Patrick Steward, który nagle uznał, że ma w głowie świetną piosenkę i pognał na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą sama stała i śpiewała do tłumu. I niby wiedziała, bo sama tego przed chwilą doświadczyła, a jednak widząc drugiego zimnego, chyba jeszcze bardziej zdystansowanego niż ona, jak zbiera się do śpiewania – miała bardzo zaskoczoną minę.

– Tak, wtedy będziemy mieli komplet – odpowiedziała Brennie i pokręciła głową.

Miała wrażenie, że zaraz jej się zakręci w głowie od tych wszystkich zapachów przy barze. Nie kojarzyła, by były tak intensywne jeszcze przed chwilą, więc trochę  z wyrzutem spojrzała na swój w połowie dopity kieliszek z drinkem i westchnęła.

– Co to za nowe diabelstwo? – wymamrotała bardziej do siebie i spojrzała na Atreusa, świadoma, że właściwie zostali sami, bo wszyscy się rozbiegli. – Brenna się musiała nieźle wykosztować na te drinki. Ciekawe co jeszcze mogą zrobić – miała też wrażenie, że nagle… widzi lepiej. Że czuje lepiej. Że chłód szkła pod palcami, czy faktura materiału jej kreacji na skórze jest… bardziej wyczuwalna? Zmarszczyła brwi na momencik, ale zaraz czoło jej się wygładziło. Patrick śpiewał do bardzo spokojnej melodii. – Chcesz zatańczyć? – miała totalnie w nosie, że zwyczajowo to mężczyzna powinien kobietę prosić do tańca. Lestrange potrafiła być bardzo bezpośrednia i bardzo pewna siebie wtedy, kiedy tego chciała. A potrafiła tańczyć i przede wszystkim – uwielbiała tańczyć. Może dlatego jej spojrzenie mogło się wydawać Atreusowi takie mocne. A jeśli chciał i wyszli na parkiet – z pewnością brak pierścionka, który jeszcze niedawno nosiła, był łatwy do wyłapania.




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Nora Figg - 24.02.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1QP0Ua6.jpeg[/inny avek]
Schodzimy z Samem z parkietu

To wcale nie było nic. Czuła, że robi się jej gorąco, że musi złapać oddech. Nie mogła jednak dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie był to odpowiedni moment, ale czy kiedykolwiek zdarzyłby się lepszy? To, że się tutaj pojawił nie było przypadkowe, nie mogło być, nic się przecież nie działo bez przyczyny. Tylko dlaczego dopiero teraz, teraz kiedy jej życie było tak bardzo uporządkowane.

Ta chwila intymności obudziła w niej jakąś nadzieję, która zniknęła dawno temu, że może wszystko ma szansę jeszcze się ułożyć, jakby nic się nie stało, tyle, że czasu nie można było cofnąć, nie mogła udawać, że wszystko między nimi było w porządku, bo nie było.

Osiem lat minęło bardzo szybko, osiem lat samotności, samodzielności i nie spoglądania w przeszłość. Pogodziła się z tym, że tak miało być; że jej nie chciał, że nie powinna oczekiwać cudów. Życie nie było bajką, dosyć mocno odczuła to na swojej skórze. Brakowało szczęśliwych zakończeń.

Palce sięgnęły kosmyka jej włosów, mimowolnie uśmiechnęła się gdy poczuła jego dotyk, reagowała na to zupełnie nieświadomie, instynktownie. Jej ciało wydało się nie zapominać o tym, co ich kiedyś łączyło, jakby brakowało mu tej bliskości.

Dosyć szybko, brutalnie zostali wyrwani z tej krótkiej chwili zapomnienia. Samuel odsunął się od niej, przerwał to, co zaczęło się między nimi dziać. Widziała, że zmienił mu się wyraz twarzy, nie wiedziała jednak dlaczego. Nie miała pojęcia, co siedzi w jego głowie. Nigdy do końca nie umiała go rozgryźć, zawsze miał w sobie jakąś dozę enigmatyczności.

Coś, wydarzyło się na parkiecie, niewielkie zamieszanie. Nie zdążyła powiedzieć mu wszystkiego, o czym myślała. Zbyt długo starała się ubrać myśli w słowa. Osłonił ją jeszcze przed ewentualnym oberwaniem od tej pary, a nawet kilku par, które chyba nie do końca panowały nad krokami.

Było po wszystkim. Taniec minął. Tyle, że dla niej było to zbyt krótko, potrzebowała więcej czasu. Gdy znaleźli się na skraju parkietu spojrzała jeszcze na Sama. - Czy znajdziesz dla mnie chwilę, później, po tańcach, proszę. - Wyrzuciła z siebie jednym tchem, bardzo szybko, jakby sama nie wierzyła w to, że go o to zapytała.