Secrets of London
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele (/showthread.php?tid=3340)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Jonathan Selwyn - 04.06.2024

Kolejny drink i… Jonathan znowu nie czuł żadnej różnicy. Chociaż… Czy ta muzyka zawsze wydawała się taka skoczna i zapraszająca do tańca, czy dopiero teraz?
Pan młody? – spytał zaskoczony jej nagłym pytaniem, wystukując palcami na ramieniu czarownicy bliżej nieokreślony rytm. – Nie jestem pewny. Sugerujesz, że to już czas, abyśmy wreszcie dali nasze prezenty?
Mogli to zrobić. Aaaaaalbo mogli iść zatańczyć. Tak, zdecydowanie powinni iść teraz zatańczyć. Taniec jak się nad tym chwilę zastanowić był jednym z istotniejszych elementów każdej kultury. Taniec był istotny nawet dla samego teatru! Nie ważne, że widownia nieraz kręciła nosem na ten szczególny sposób przekazu emocji i historii, kiedy to artyści zamiast dialogów, opisywali wszystko własnym ciałem w rytm muzyki. Selwyn też tak chciał. Ten nocy i on stanie się artystą pragnącym wykrzyczeć za pomocą tańca swoją miłość do… No, tańca i wszystkiego co taniec ze sobą niósł. Niech wszyscy patrzą i wiedzą, że w całej Wielkiej Brytanii nie było nikogo, kto kochałby taniec na równi z Jonathanem Selwynem. I już miał zaciągać Charlotte na parkiet, gdy…
Co? – Zmarszczył brwi, zbyt pogrążony w wymyślaniu własnego układu tanecznego, by w pierwszej chwili zrozumieć o co chodziło Lottie. A potem zobaczył to co ona. – Oh… – mruknął, tupiąc jedną nogą, jakby już nie mógł doczekać się tańca. – To… Oh.
Rozejrzał się po sali. W przeciwieństwie do wielu sytuacji w ich pracy bardzo potrzebował tutaj Anthony’ego i jego opinii, jako eksperta w morpheusologii. Chyba był na parkiecie. Powinien po niego biec, odbić go jego partnerce i zaciągnąć tutaj? Przerwać cokolwiek Morpheus planował? Czekać, bo może Longbottom miał jakiś plan, ale jakby coś poszło nie tak, to rzucić w Vakela kieliszkiem?
Spokojnie – powiedział po chwili, wciąż przyglądając się siedzącej przy stole dwójce. Jeśli jego przyjaciel wychwycił jego spojrzenie, to Selwyn uniósł do góry kciuka, chcąc pokazać mu, że nie ważne co głupiego teraz robił, miał ich wsparcie. – Morpheus jest dorosły. Może po prostu wie co robi?
Podobnie jak Lottie nie znał całej historii, ale z szacunku i przyjaźni do ich niskiego przyjaciela nie zamierzał sprawdzać łączących go z drugim czarodziejem nici. Pozostało tylko czekać na rozwój wydarzeń… I tańczyć w miejscu. No i ewentualnie rzucać szkłem.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Christopher Rosier - 04.06.2024

W halu (chybaXD)

Christopher i Atreus nie pobili się, gdy wyprowadzono ich do ogrodu. Właściwie nawet dość szybko się dogadali, może dlatego, że obaj znali się od lat i obaj nie byli najmilszymi mężczyznami na świecie (czasem to raczej ułatwiało niż utrudniało porozumienie). A może bo Rosier dość szybko zwrócił swój gniew gdzieś indziej. Lub bo postanowił, że bicie aurora na zdrowie mu nie wyjdzie, zwłaszcza kiedy ten dwoił się mu trochę w oczach. Nie oznaczało to jednak, że gniew projektanta zmalał choćby o jotę: oko wciąż go bolało, a jeszcze bardziej paliło poczucie upokorzenia.
Zapalili, pogadali, a potem Christopher zostawił Atreusa z jakąś dziewczyną w garniturze (nie wiedział, kto go uszył, ale oby nikt z Rosierów, był fatalnym, po prostu fatalny) I sam ruszył w ślad za Perseusem Blackiem i Laurentem, których dostrzegł, gdy obserwowali ich w ogrodzie, jakby byli jakimiś eksponatami w cyrku.
To wszystko była wina Blacka!
Christopherowi nie mieściło się w głowie, że ktoś inny decydował na jego weselu, podążył więc ich śladem szybkim krokiem, pałając świętym oburzeniem. Jego oko było opuchnięte, a siniak zaczynał już przybierać piękną, głęboką barwę. Rosier normalnie pewnie ulotniłby się, by nie pokazywać się tak ludziom, ale musiał, po prostu musiał wyrazić oburzenie.
- Panie Black - rzucił, gdy ich wreszcie dogonił. - Laurencie - przywitał się, chociaż gniewne spojrzenie utkwił w Perseuszu, jakby Prewetta nie zauważał. Efekt byłby zapewne lepszy, gdyby Chris nie przypominał w tej chwili pandy. - Nie spodziewałbym się po rodzie Blacków tak... specyficznego poczucia humoru - powiedział chłodno, bardzo, bardzo starając się nie zacząć krzyczeć i nie machać rękami. Był człowiekiem ekspresyjnym i czasem mu się to zdarzało. Miał ochotę spytać krótko, co wam odjebało, ale trochę nie uchodziło. - Amortencja w drinkach? Wybieg godny McKinnonów. Ujdzie na ścieżkach, nie tutaj. Najwyraźniej ta kapibara to również nie było zaklęcie, a pokaz tego, jak traktujecie gości?


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Florence Bulstrode - 04.06.2024

Przy wejściu do ogrodów

Florence rzeczywiście była zawiedziona. Tańczyła na tym parkiecie chwilę wcześniej, trochę wściekła, trochę zawstydzona, zastanawiając się, czy Atreus postawił sobie za punkt honoru zniszczenie reputacji ich rodziny, i chociaż policzki znów były blade, nie piekły jej już z tego całego wstydu, to w duchu wciąż Florence doskwierała ta sytuacja. Nie umiała nie przejmować się zupełnie, a to nie był jakiś wiejski jarmark, gdzie dwa młode koguciki mogły się podziobać, bo jedna kurka miała szczególnie kolorowe piórka.
Nie zamierzała jednak wyrażać tego zawodu od razu. Po pierwsze, obok był ktoś obcy, po drugie wobec rodziny Florence bywała miękka, do stopnia niemalże hipokryzji, i chciała najpierw dowiedzieć się, co zaszło. Bójka z Philipem Nottem miała swoją przyczynę i sama uzdrowicielka nie wyciągnęła dłoni, by schwytać brata, nim wymierzył cios. Być może i tu istniał jakiś powód - chociaż jako żywo, Florence nie wyobrażała sobie, jak musiałby być dobry, aby uznała, że bicie kogoś na środku parkietu jest usprawiedliwione.
- Nasza kuzynka Maamelka - powtórzyła, bardzo chłodno i zwróciła spojrzenie na Maeve Chang, a jej usta wygięły się w uśmiechu, który jasnych oczu absolutnie nie sięgał. - Jak miło. Nie miałam pojęcia, że poznam tutaj rodzinę. Cóż za niespodziewane spotkanie.
Ton nie pozostawał wątpliwości wobec tego, że nie było jej ani trochę miło: gdyby głos mógł mieć temperaturę, to ta głosu Florence oscylowałaby mniej więcej w rejonach spotykanych nocą na Arktyce.
Myślała, że gorzej już chyba być nie może. Atreus pobił młodego Rosiera na weselu Blacków i najwyraźniej przyprowadził tutaj jakąś fałszywą kuzynkę.
Ale oczywiście, zaraz okazało się, że jest gorzej.
Jej brat oszalał.
Doszczętnie oszalał.
- Wychodzimy stąd, Atreusie. Teraz - powiedziała, blada jak sama śmierć, gdy zaczął opowiadać o kuzynie Eustachym, Chinach i Madagaskarze, obejmując tę obcą kobietę i roniąc rzęsiste łzy. Morpheus zrozumie, gdy potem mu to wyjaśni. Nie była pewna, czy może gdy ich wyprowadzono, Christopher uderzył go w głowę tak mocno, że coś w niej się poprzestawiało, czy pobyt w Limbo ujawnił niespodziewane skutki uboczne, czy może ktoś rzucił na niego klątwę, czy może postanowił robić sobie z niej żarty, ale każda opcja zdawała się równie zła. Modliła się tylko, by nie zdążył przedstawić tych rewelacji o kuzynie Eustachym porzucającym dzieci na Madagaskarze zbyt wielu gościom. Wyciągnie go stąd, choćby miała prosić o pomoc tego półolbrzyma, zatrudnianego przez Blacków…
Ale wtedy Atreus uwiesił się na niej, załkał jeszcze mocniej i zaczął opowiadać coś o amortencji.
– Na litość bogini – szepnęła Florence, obejmując go odruchowo. – Na bok. Chodźmy na bok – stwierdziła, próbując odciągnąć go nieco od wejścia do ogrodów, gdzie każdy idący zaczerpnąć świeżego powietrza mógłby zobaczyć, jak słynny auror po bójce szlocha w ramię siostry. Amortencja? Dodano mu amortencji do drinka? Chyba eliksiru mącącego w głowie! Nie była pewna, czy się tym przerazić, czy ucieszyć, bo to oznaczało, że jednak nie oszalał. Na razie skupiła się jednak na próbie cofnięciu wraz z nim od wejścia gdzieś, gdzie nie będą tak bardzo na widoku.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=YRkzpGi.jpeg[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Jagoda Brodzki - 04.06.2024

Przez chwilę stoję w grupce z Lorraine i Ambrosią, później dołączają Desmond i Elliot, a Lorraine idzie na parkiet

Grzecznie kiwnęła głową do Ambrosii zajętej swoim deserem i choć wyraźnie było widać, że Jagoda w ogóle nie przejęła się brakiem oficjalnego powitania, to zachowywała się inaczej niż zazwyczaj w towarzystwie znajomej. Była bardzo oficjalna, wyprostowana, patrzyła w stronę otaczających ich ludzi częściej niż normalnie, a jednocześnie w jej postawie było widać cień spięcia. Wystarczyło czytać ludzi choć trochę by rozumieć, że ona bardzo nie chciała tu być. To znaczy z jednej strony chciała - zobaczenie przyjaciela w tak ważnym momencie jego życia było przeżyciem nieocenionym, o które będzie w swej pamięci dbała jak o wypolerowany czariot, jednak taka ilość ludzi wciąż była niekomfortowa.
Powitalne słowa Lorraine najpierw wprowadziły ją w stan zaskoczenia. Co ona w ogóle gadała? Czarnobóg sprowadzał na ludzi śmierć, zarazy i wszystko co można uznać za ludzkie nieszczęście. Z jednej strony chciała docenić zaznaczenie jej kultury, chociaż nie było potrzebne, ponieważ Jagoda była całkiem zaznajomiona z tym, jak działają i co reprezentują koweny (w końcu jej matka była Macmillanem). Jagoda nigdy nie poznawała tego lekkiego uszczypliwego tonu ironii od razu, więc stała tak trochę jak jakaś kłoda i patrzyła na Lorraine dziwnie intensywnie. Ostatecznie ten tekst zrzuciła na ignorancję młodej lady. W końcu nie będzie wymagać od niej by wiedziała za dużo o kulturach innych niż ta, w której na co dzień się pławiła.

Tą niewielką bójkę, która odbyła się na parkiecie Jagoda obserwowała bez paniki, niczym teatralny spektakl. Było to ciekawsze wydarzenie niż wymuszone małe rozmówki. Mogła też zawiesić na tym wzrok na chwilę, dalej myśląc co właściwie na myśli miała jej znajoma.

I wtedy pojawił się młody lord o włosach w kolorze zbożowego pola. Postarała się o grzeczny uśmiech, by mężczyzna mógł poczuć się komfortowo w ich towarzystwie, ale powstrzymała się od przedstawienia, by grzecznie zostawić całą scenę Lorraine. Niech błyszczy, skoro chce…
I wtedy, kiedy ta rzuciła słowo barbarzyńskie to Brodzki zaczęły docierać znaki, które zawsze tak długo zajmowały jej w przetworzeniu. Lorraine nie była wobec niej niefrasobliwa, nie starała się. Ona po prostu postanowiła dzisiaj być niemiłą suką.
- Ależ oczywiście! - Zaczęła, przy nowych osobach mówiła znacznie wyraźniej i spokojniej, by każde słowo było dobrze zrozumiałe. Miała lekki akcent. - Rytuały to nieodłączna część naszych ślubów. Poświęcamy młodą kobietę. - tutaj spojrzenie Jagody padło prosto na Lorraine. Lodowe spojrzenie i twarz jak z kamienia. - Ale tylko tą najbardziej niewychowaną. Oczywiście rytuał nie jest wcale prosty. Korzystamy ze starej klątwy, by zmienić jej ciało w drewno, a następnie wystawiamy je na kolację kornikom, by bardzo, bardzo powoli wyrywały każdy maleńki kawałek swoimi maleńkimi odnóżami. To ma być przestroga… Żeby młode damy zawsze pamiętały o manierach. - Historia przedstawiona bardzo graficznie jak na kompletnie wymyśloną. Jeszcze kilka chwil twarz Jagody trwała w tym lodowym zimnie, aż na końcu roześmiała się do siebie, dając sygnał, że nie było to wcale tak na serio… - A tak z prawdziwych ciekawostek. W Dalmacji za wesele państwo młodzi i ich rodzina płacą tylko do północy po ślubie. Goście nie przynoszą prezentów tylko podarowują pieniądze, które mogą poświęcić na dalszą zabawę. Na ile starczy, tyle trwa zabawa. Niektóre wesela trwają tydzień lub dwa… Nasze zamki są dużo większe niż w Anglii i na pewno piękniejsze. Musicie je kiedyś zobaczyć.
Wielkie salony nie były Jagodzie obce. Mówiąc szczerze chciałaby zobaczyć jak Lorraine próbuje radzić sobie z towarzystwem, gdy śmietanką towarzyską jest macocha Jagi… Dama z rosyjskich salonów i jej banda koleżanek z piekła rodem.

- Naprawdę? Mi również zdarza się malować. Z chęcią zobaczyłabym twoje prace, Desmondzie. - Nareszcie jakiś temat, który chociaż trochę ją interesował. O sztuce mogła rozmawiać godzinami, podobnie jak o wróżbiarstwie albo przyrodzie. - Niezwykle miło jest cię poznać.
I Lorraine szybko się ulotniła, a zaraz po niej przybył kolejny gość i nagle bardzo duża część uwagi się na niej skupiła - w końcu dla dwóch nieznajomych mężczyzn była tutaj czymś egzotycznym i niespotykanym. Starała się robić dobrą minę do złej gry, żeby Elliot nie poczuł się niekomfortowo, dlatego uśmiechnęła się do niego łagodnie i pozwoliła Ambrosii przedstawić kim jest. Jak dobrze, że blondynka tu była, działała nieco jak katalizator.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Elliocie. - Ponownie bardzo grzeczna i wyuczona formułka. Na żyrandol miała już okazję spojrzeć, jej zdaniem wyglądał całkiem gustownie… Jak na standardy Anglii, oczywiście. - Tak, jak na angielską pogodę jest naprawdę przyjemnie. Choć po kilku latach w tym kraju, już całkiem zeszła mi opalenizna…

Zestresowała się tym wszystkim, nawet bardzo mówiąc szczerze. Lekko tknęła Rosie palcem by ta podała jej drinka. Rakija to nie jest, ani wódka, ale powinno na razie wystarczyć. No i aż było czuć w nosie magię. Wypiła kieliszek właściwie jednym jego przechyleniem.

!weselnedrinki


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 04.06.2024

Na świecie istnieją różne rodzaje zwierzątek, ale ty osiągnąłeś doskonałość słodkości! Zamieniasz się w uroczą kapibarę!


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Laurence Lestrange - 04.06.2024

Z Camille przy stoliku z drinkami.

Zaryzykował wysłanie listu z pytaniem, spodziewając się najpewniej odmowy. Zrozumiałby jej decyzję. Lecz na całe szczęście Camille zgodziła się towarzyszyć mu  tym dniu. Nie mógł tym razem zawalić. Nie odstępował jej na krok, chyba że była potrzeba skorzystania z toalety jednego z nich. Nie chciał aby czuła się jakoś obco  tym miejscu. Mogła nie wszystkich gości znać.

- To zależy od preferencji rodzin i samych przyszłych małżonków.
Odpowiedział takim samym, ściszonym tonem. Nie powie jej przecież, że te rodziny lubują się w czerni i nawet na imprezach urodzinowych mogą figurować czarne dekoracje. Nie zdziwiłoby pewnie nikogo, gdyby dwie osoby do ślubu zostałyby zmuszone przez aranż i dlatego cała uroczystość mogła wyglądać bardziej pogrzebowo. Ważne, że Para Młoda była zadowolona z całokształtu wystroju. Każdy w końcu pokazuje swój styl, dzieląc go wspólnie z drugą osobą.
Podobno o gustach się nie dyskutuje. Nawet jeżeli nie każdemu mogła muzyka odpowiadać, panująca atmosfera, to sama obecność na rodziny powinna być najważniejsza.

Dla siebie Laurence wziął czerwone wino. Nie sięgał po mocniejszy alkohol, nie widział potrzeby spijania się jak niektórzy na weselach. Jako że był także uzdrowicielem, wolał mieć trzeźwy umysł na otoczenie, gdyby komuś coś się miało stać. A już przecież gdzieś jakaś bójka miała miejsce.

Jeżeli o incydentach mowa, poza bójką, zdawało mu się wcześniej, albo faktycznie widział gdzieś przemieszczającą się kapibarę. Biorąc jednak pod uwagę reakcję innych, ten incydent miał jednak miejsce. Zmarszczył brwi. Mimo tego o czym rozmawiali i można było odnieść wrażenie, że wesele dekoracyjnie wygląda jak żałoba, to poczucia humoru ktoś miał bardzo dużo, dbając o magiczne sytuacje rozbawiające zapewnie gości. Upił łyk wina. Spojrzawszy na Camille.

- Chcesz się przejść?
Zapytał. Mogli wrócić do stolika, zrobić spacer do ogrodu. Zdał się na jej decyzję.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=l8AnWA1.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Charlotte Kelly - 04.06.2024

Prezent? Jaki prezent? Chyba że chodziłoby o to, że to ona miałaby być prezentem, to wtedy tak, Jonathan miał trochę racji. Może nawet powiedziałaby Selwynowi, żeby teraz pobawił się trochę sam, zjadł truskawkę w czekoladzie albo poszedł sprawdzić, która dziewczyna tańczy tutaj prawie najlepiej (bo najlepiej to tańczyła Charlotte, oczywiście, przynajmniej we własnym mniemaniu), a sama poszła szukać Blacka, gdyby nie to, że skutecznie rozproszył ją widok Longbottoma.
Wwiercała wzrok w tę dwójkę nawet się z tym nie kryjąc, jakby miała nadzieję, że padną na podłogę nie żywi od samego jej spojrzenia… A nie, zaraz. Że tylko Vakel padnie nieżywy, Morpheusa wolała jednak żywego. Przywykła do jego obecności, a poza tym był nieoceniony, kiedy musiała wybrać nowy płaszcz.
– Morphy? Wie co robi? – spytała z powątpiewaniem, jakby Morpheus Longbottom nie miał czterdziestu trzech lat czyli dokładnie tylu, co ona, nie pracował w Departamencie Tajemnic, wśród naukowców i specjalistów z różnych dziedzin, nie podróżował po świecie i (o czym Charlotte nie wiedziała) nie mieszał się w działania wojenne przeciwko najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi tego wieku.
W porządku, tak naprawdę wiedziała, że Morpheus był dorosły. Ale wiedziała też, że dorośli robili różne głupoty. O, ona na przykład. Była doskonała w robieniu głupot! I nie chodziło nawet o tę ucieczkę z mugolakiem, to może i była głupota, ale miała zdjęcie miny matki z chwili, gdy ta się o tym dowiedziała, więc absolutnie było warto.
A potem rzuciła znad drinka spojrzeniem na Jonathana, i już już miała znów patrzeć na Morpheusa i Vakela, ale dostrzegła, że przyjaciel jakoś tak… dziwnie podrygiwał.
- Dolega ci co? – powiedziała i odruchowo uniosła dłoń do ust, nieco skonsternowana, bo przecież zamierzała powiedzieć coś zupełnie innego. A raczej nie, miała zamiar powiedzieć to, co powiedziała, tylko zabrzmiało to jakoś dziwnie, jakby słowa same się poprzestawiały… – Licha do co… – mruknęła, i z tej całej frustracji zachowała się jak dorosły, absolutnie nieodpowiedzialny człowiek, czyli już prawie pewna, że za tę dziwną anomalię odpowiadają te drinki, złapała za kolejnego drinka i wychyliła go na jeden łyk.

!weselnedrinki


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 04.06.2024

Jedno czknięcie później orientujesz się, że wylądowałeś w wannie posiadłości Blacków. Drugie czknięcie posłało cię do sowiarni. Trzecie - tuż obok tortu. Pojawiająca się czasami czkawka teleportuje cię w obrębie posiadłości rodziny Black.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Annaleigh Dolohov - 04.06.2024

Niedaleko stołów z Louvainem

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NC57WIE.jpeg[/inny avek]
Pocałunek w policzek palił całą nienawiścią, którą Vakel do niej zapewne czuł, nie chciała jednak się teraz na tym skupiać. Nie wtedy, kiedy właśnie pewne problemy wyszły na światło dzienne, a ona nawet nia miała o nich pojęcia.
Kieliszek odstawiła na tacę przechodzącego kelnera, szybkim krokiem oddalając się od męża, choć nie udało jej się dotrzeć prosto do celu.
Na widok zbliżającego się Morpheusa przybrała miły uśmiech, próbując choć na chwilę pohamować mordercze myśli, skupiając się na przeprowadzeniu cywilizowanej rozmowy.
- Dziękuję Panie Longbottom, jest Pan nad wyraz miły. Oczywiście, chętnie zatańczę - o ile do tego czasu będzie miała na tyle sił, patrząc na przebieg wieczoru - musisz mi jednak na razie wybaczyć, ponieważ pilnie muszę załatwić pewną sprawę. Parkiet jednak przyciąga jednak wiele spojrzeń - może przez bójkę i kapibarę, o których plotki już zaczęły krążyć po pomieszczeniu - na pewno więc do tego czasu znajdzie Pan partnerkę. - Dygnęła lekko, po czym poszła dalej, biorąc w międzyczasie głęboki wdech.
Jej furiia trochę odpuściła, choć nie na tyle, by praktycznie wpaść na swojego brata, na szczęście, bo myślała, że jego odszukanie zajmie jej dłużej.
Dała się przytrzymać, zdając sobie sprawę, że zapewne widać po niej całe wzburzenie, które w sobie nosiła, sądząc po reakcji Louvaina.
Kilka głębokich oddechów później, odzyskała swój zimny spokój. A potem uśmiechnęła w ten sposób, który jasno dawał znać, że wcale nie było jej do śmiechu. Raczej wyglądało, jakby właśnie kogoś w myślach boleśnie mordowała.
- Co się stało? - Również szeptała, choć ciężko było zachować całkowity spokój w jej głosie. - Powiedz mi mój drogi, co tam słychać u Loretty? - zaczęła, zaciskając swoje dłonie na jego rękach. - Wiesz może, dlaczego nie zaprosiła mnie na swój ślub z Alexandrem Mulciberem, który właśnie przed chwilą, na głos, przyznał się do tego, że nasza siostra jest jego żoną? - niemal wysyczała, obserwując uważnie reakcje brata.
Dopiero teraz zauważyła jego mniej stosowny wygląd, w tym brak marynarki i wyglądające zza zaklęć tatuaże. Upewniła się szybko, czy ten najważniejszy znak nadal pozostawał ukryty, tak jak i jej, po czym lekko odetchnęła.
- Myślisz, że nasi rodzice zostali poinformowani o tych radosnych wieściach? - zapytała, szukając wzrokiem Anthonego i Cassandry, z którymi Louvain zapewne przybył.
W szczególności matki, dla której sprawy małżeństwa nie były niczym błahym. Wystarczyło spojrzeć na katastrofę, w którą wplątała swoją najstarszą córkę.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Lorraine Malfoy - 04.06.2024

Daję się porwać tańcu i wymowie Anthony'ego na parkiecie. Zerkam na koniec na stół z deserami.


Urocze. Choć pozwolę sobie przypuszczać, że podobne praktyki mają zwykle większy związek z kultem życia i śmierci, z niekończącym się tańcem cykli przyrody, i celebracją płodności... Aniżeli z pospolitym moralizatorstwem – zauważyła konwersacjonalnie. Nie miotaj się tak, Jagodo, bo zaraz tryśniesz sokiem, a na razie jesteś taka śliczna, świeżutka, i gotowa do zerwania z krzaczka, pomyślała Malfoy, szczerze ubawiona całym tym pokazem "hartu ducha", decydując się jeszcze troszeczkę pomóc gałązce z pyszną jagódką przechylić się w stronę wstawionego kuzyna.

Dla świeżo upieczonego męża bardziej niż maniery liczy się w końcu to, by podczas nocy poślubnej panna nie leżała pod nim niczym kłoda.

Uśmiech Lorraine nie przygasł choćby na chwilę. Nie czekała na odpowiedź. Mrugnęła dyskretnie do Ambrosii i odwróciła się w stronę Anthony'ego, rozkosznie odrzucając włosy do tyłu, zanim ujęła jego dłoń, i pozwoliła poprowadzić się na parkiet.

Przepych wydarzenia jest doskonale odstręczający. Wystrój sali przypomina skrzyżowanie taniego lupanaru z domem pogrzebowym. Ta rozstrojona altówka – niesłychane, że ją słychać, nie uważasz? – kaleczy moje uszy. Wszyscy są doskonale znudzeni, cyniczni i zblazowani, włącznie ze mną – ale może trochę mniej z tobą, bo domyślam się, z jakim entuzjazmem podjąłeś się zabawy w odróżnianie czerni od czerni – a dopóki się nie pojawiłeś u mojego boku, nie usłyszałam żadnego szczerego komplementu. – Delikatny uśmiech Lorraine stanowił absolutne zaprzeczenie wypowiadanych przez nią słów, ale miał jedną istotną właściwość: był jak najbardziej szczery. Tylko na pozór stonowany, rozświetlał jej oczy, w których zabłysły iskierki wesołości.

Tęsknię za takim życiem. – Twarz Lorraine tchnęła spokojem. – Ale gardzę nim zarazem. I gardzę sobą, że tak jest, bogini Matka mi świadkiem.Czy to moja wina, że zostałam do tego stworzona?, pomyślała, z lubością poddając się znajomemu rytmowi. Ich rozmowa była niespieszna, urozmaicona najprzyjemniejszą chyba z atrakcji weselnych: tańcem w ramionach doskonałego tancerza.

Alkohol nie musi mącić mi głowie, żebym o tobie myślała – sprzeciwiła mu się przekornie, ale i stanowczo. Tak jak jemu moc wili nie musiała mieszać w głowie, żeby myślał o niej, prawda? Lorraine uważała się za ignorantkę w wielu dziedzinach, co dobitnie uświadomiła jej przyjaźń z Anthonym, który był doskonale wykształcony i obyty: mężczyzna miał jednak tę cudowną właściwość, że potrafił każdego inspirować do odkrywania uciech oferowanych przez życie, nawet, jeżeli to było wino, za którym Lorraine zwyczajnie nie przepadała. Wiedziała przecież, że to z kim innym chciałby je pić, ale była wdzięczna, że może pozostać marnym substytutem... Kogo? Nigdy nie pytała. Mógł ją komplementować kwiatami, ale ona od dłuższego czasu przypuszczała, że wolał inny bukiet.
Ale możesz mi powiedzieć, co to za myśli rodzą się pod jego wpływem w męskiej głowie. – Odnajdywała spokój, ale i pewną chorą satysfakcję w tym, że myśli Maeve nigdy nie mógł zmącić żaden eliksir, tylko ona, tylko Lorraine. Dobrze wiesz, że nie lubię tracić kontroli, pomyślała, oddając tę kontrolę w ręce Shafiqa, bo przecież nie musiała się martwić, że pomyli kroki.

Odważnie zakładasz, że Perseus przeżyje noc poślubną – zauważyła z psotną iskierką czającą się na dnie oczu. Zerknęła szybko w stronę stołów, chcąc skontrolować, jak wypadł jej debiut w roli swatki.

Na przenajświętsze łono Matki.

Zaśmiała się cicho, obracając twarz tak, by to Anthony mógł widzieć jej wesołość, nie zaś reszta zaaferowanego towarzystwa. Atreus wyglądał jednakowoż bardziej uroczo pod postacią kapibary, pomyślała rozbawiona, przenosząc wzrok z cudzoziemskiej damulki z powrotem Anthony'ego. Oczami wyobraźni zobaczyła zniesmaczoną minę Elliotta, który zmaterializował się nagle przy stole z deserami: w jej głowie wyglądał tak, jakby wahał się między jak najszybszym wezwaniem usług deratyzacyjnych, a pogratulowaniem kręcącemu się gdzieś nieopodal panu młodemu, że nawet na otwarciu kanału nie było takiej frekwencji szczurów.

Przypuśćmy, że niedługo rzeczywiście czeka nas kolejna celebracja... Zakładam, że masz już jakąś wizję. – Może skandalizujący zespół jazzowy, którego energetyczne brzmienie ożywiłoby tę kapibarową menażerię?

Lorraine wdzięcznie wygięła szyję, kiedy przyjaciel przechylił ją w tańcu.