![]() |
|
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559) |
RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 22.07.2024 Najpierw patrzę jak Cameron umiera, a jak się już upewniam, że jednak będzie żył, idę tańczyć z Atreusem Brenna czekała po prostu, co orzeknie Basilius, przypatrując się całej procedurze. Skrzywiła się mimowolnie, kiedy Cameron zaczął zapewniać, że wszystko w porządku – nie wyglądało, jakby było w porządku, chłopak był blady, opatrunek, założony mu przez uzdrowiciela wskazywał na jakieś poważniejsze uszkodzenie, i miała dziwne wrażenie, że Lupin w końcu im tutaj zemdleje. Zachowywał się jak… …no prawie jak ona w takich sytuacjach, ale Brenna była gotowa się zarzekać, że to absolutnie coś innego. Gdzieś w tle przemknął niedźwiedź, z Norą na grzebiecie. Uniosła na moment głowę, spoglądając za nimi, ale na jej twarzy nie drgnął ani jeden mięsień – bo i czemu by miał, skoro dwoje jej przyjaciół najwyraźniej świetnie się razem bawiło? Gdzieś kątem oka wyłapała też… Geraldine, i to zwróciło na moment jej uwagę, bo tej dziewczyny się tu nie spodziewała. W pierwszej chwili założyła nawet, że tym, kto ją zaprosił, był Erik, zaraz jednak uniosła lekko brwi, dostrzegając, że u boku kobiety jest Thomas. Cóż. W tym gronie nikt, może poza Eden, raczej nie miał zamiaru wyrażać czy choćby odczuwać potępienia. – Na pewno nie wymaga… jakichś nie wiem, czarów marów, które można odprawić tylko w klinice? – upewniła się jeszcze, zwracając się do Prewetta, nim pomogli przemieścić się Lupinowi z piasku z powrotem na teren zabawy i usiąść na jednym z koców. – Ładny lot, Heather. Cameron? Może… tak lepiej to zdejmiesz? – poprosiła jeszcze nim się odsunęła, wskazując przy tym na czerwoną muszlę. Efekty miały być drobne, ale najwyraźniej na niektórych wpływały mocniej niż na innych. Gdzieś w tle zmieniła się piosenka, zagrzewające do walki na miotłach słowa zostały zastąpione mugolską piosenką. Gdy Atreus wyciągnął ku niej rękę, po prostu ujęła jego dłoń, zimną nawet w ciepły dzień na plaży. – Pewnie – powiedziała po prostu, ruszając razem z nim kawałek dalej od koców, bo po pierwsze, to była zabawa, i nie miała zamiaru wykręcać się od tańca z kimkolwiek, po drugie, to chyba jak dotąd jeśli na coś się nie zgodziła, to dlatego, że miała znaleźć się na innym kontynencie. – Chociaż zdumiewasz mnie, że nie chcesz iść do baru? Daję słowo, nie ma ani kropli amortencji, powiedziałam Tedy’emu, że jak to się zbliży z kroplą tego eliksiru, to ja za siebie nie ręczę. A, zamieniania się w jakieś szczury czy coś też nie ma, podobno to była jedna z atrakcji na weselu Blacków. Zdawał się lubić takie drinki. Może ciągnęło go do nich, bo to też w pewnym sensie był hazard. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mcDou3k.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Atreus Bulstrode - 22.07.2024 tańczę z Brenną
Atreus w sumie niezbyt zainteresował się gnającym przez plażę niedźwiedziem, zaledwie się za nim pobieżnie oglądając, bo też nikt inny nie zdawał się na ten widok przesadnie reagować. Geraldine natomiast... udawał że jej nie widzi, z takich czy innych powodów. Co jednak wydawało się dość interesujące, że chyba przyszła tutaj z Thomasem. Kto by pomyślał, że taki porządny facet sobie przygarnie taką pierdolniętą babę. - Potem pójdę - wzruszył ramionami, nie zamierzając się przecież rozmyśleć tu i teraz i zaraz jednak wybrać procenty. Słysząc jej dalsze słowa uśmiechnął się trochę krzywo, bo mu wywołała te wszystkie obrazy z wesela Blacków, które już zdążył zapomnieć. Albo raczej zmusił się do tego, żeby przestać o tym myśleć. - To nie był szczur - rzucił, jakby prawdopodobieństwo tego, że mógłby zmienić się w szczura, nieco go oburzała - A jakaś egzotyczna, przerośnięta świnka morska. Nie wiem co Black miał na myśli, albo osoba która te drinki im tam robiła, ale trochę się chyba przeliczyli. Ktoś gotów by pomyśleć, że po incydencie na waszym balu charytatywnym ludzie dojdą do wniosku, że przemiana w zwierzęta wcale nie należy do najzabawniejszych, a tu proszę - na dobry początek okręcił ją z wolna. - Ale miło, że podobało się innym na tyle, że nazywają mnie aż atrakcją. O jakiej kolejnej słyszałaś? Może że ktoś pobił się o Moody? Chociaż raczej nie nazwałbym tego biciem się, bo jej partner dostał w mordę i nie zdążył oddać. Ale w sumie dobrze słyszeć, że u Ciebie można pić odpowiedzialnie, bo gdybym kolejny raz opił się amortencji to nie wiem co był zrobił - oby nie znowu oświadczył. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Erik Longbottom - 23.07.2024 Bar. Odzywam się do Menodory, Thomasa F, Thomasa H, Geraldine i Isaaca. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JNBhFu8.png[/inny avek]
— Dokładnie o tym mówię — odparł równie konspiracyjnym tonem, aby potwierdzić domysły Menodory. — Wiesz, zawsze wiedziałem, że moje drzewo genealogiczne jest nieco... wykrzywione przez minimalną różnicę wieku między pokoleniami, ale gdyby dodać do tego jeszcze tak młodego stryjka, to wiesz... Każdy ma swoje ograniczenia. Kiedy dziewczyna nieoczekiwania spytała, czy chciałby z nią zatańczyć, był gotów z rozpędu się zgodzić, zanim zrozumiał, o co właściwie go pytała. Na jej nieszczęście, te kilka szarych komórek w głowie Erika jeszcze pracowało, co sprawiło, że w ostatniej chwili cofnął rękę, uśmiechając się tylko przepraszająco do Dory. Nie sięgał zbyt chętnie po kieliszek, nie bawił się... Ascetyzm na całego. Przynajmniej na ten moment. — Właściwie to jest młodszy ode mnie — uświadomił sobie Erik, krzywiąc się na tę rewelację, którą na światło dzienne przywołały słowa Thomasa. — Poszedłem do Hogwartu trochę później, bo jestem z października, więc... Byłem trochę starszy niż reszta pierwszorocznych. Westchnął przeciągle, przyglądając się, jak przyjaciel ze szkoły tańczy z jego ciotką. Na szczęście jego uwagę od tej jakże romantycznego występu odwróciło zjawienie się przy barze Hardwicka i Yaxley. Uśmiechnął się do nich szeroko, jednak wtedy Thomas zapytał, czy na pewno nikt nie ma nic przeciwko temu, że przyprowadził ze sobą gościa i... Erik nie potrafił się powstrzymać przed tym, aby trochę pozaczepiać najlepszej łowczyni w Wielkiej Brytanii. — Oczywiście, że mam coś przeciwko — odparł z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. Przez krótką chwilę próbował zachować kamienną twarz, jednak zaraz parsknął gromkim śmiechem. — Czy ty wiesz do czego jest zdolna jedna Geraldine Yaxley? Jak jej dzisiaj podpadniemy, to wszystko skończymy jak ten tam... Wskazał bliżej nieokreślonym ruchem dłoni na rannego chłopaka Heather Wood, który spadł z miotły. Przeniósł spojrzenie zielonych oczu na przyjaciółkę ze szkolnej drużyny, przechylając przy tym lekko głowę w bok, gdy obserwował ją z uwagą. — No, ALE... Wszyscy jesteśmy tutaj dorośli i będziemy uważać na to co robimy i mówimy, prawda? Na pewno cię nie sprowokujemy... Erik odwrócił się w stronę Isaaca. — Widzisz, właśnie się zastanawiałem, czy nie będę musiał do ciebie mówić per ''wujku'' — zagaił. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Thomas Figg - 23.07.2024 Nadal stoję przy barze z całą zgrają - zaczepiam Norę i Sama [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5eW1KZN.png[/inny avek] Odwrócił się przez ramię czując jakby ktoś dyszał mu w kark, ale nie zauważył za sobą nikogo. Wzruszył ramionami, pewnie mu się tylko wydawało i to był ciepły powiew powietrza, nic takiego. Zapewne cała ta sytuacja poszła by w niepamięć, gdy nagle usłyszał głos, skierowany prosto do niego - mógłby przysiąc, ze kojarzył te barwę, jednak nie był teraz w stanie go połączyć z osobą do której należał. - Gdybym ja jeszcze umiał na czymkolwiek grać, musiałbym się nauczyć - burknął w odpowiedzi do głosu, nieświadom tego, że tak naprawdę byłą to wróżba. Ale tamte słowa w połączeniu z efektem drinka wypitego przez Thomasa sprawiły, że nie mógł kłamać, zawsze chciał nauczyć się grać na jakimś instrumencie, jednak nie było ku temu okazji odpowiedniej: gdy były chęci, nie było czasu, a gdy był czas nie było chęci. Potrząsnął głową, przecież nie siądzie teraz w kącie zastanawiać się jaki instrument wybrać. - Tak, ubolewałem nad tym, bo wtedy bylibyśmy na tym samym roku, a tak skończyłeś rok niżej - uniósł wolna dłoń w górę, jakby pomstując na wszechświat i dodał już żartobliwie. - A ileż moglibyśmy razem dowcipów uskutecznić! Odstawił pustą już szklankę po drinku i na razie sięgnął po wodę - trzeba było pić odpowiedzialnie! Dalszą uwagę Thomasa odwróciło pojawienie się Nory i Sama - zerknął w ich stronę i uniósł prawą brew w górę, czujnie obserwują siostrę. Ale nie musiał nawet pytać czy dobrze się bawi, wyraz jej twarzy mówił mu więcej niż wiedziałby, gdyby sam spytał - końcu kiedy się żyje z kimś tak długo to jest się w stanie odczytać nastrój danej osoby po samej mimice twarzy. - Czemu używasz mojej siostry jako tarczy? - zapytał rozbawiony nie wiedział czym bardziej, tym gestem schowania się za drobną kobietą czy tym, ze wypił drinka na raz, jakby to był kieliszek wódki. - Oślepisz mnie, coś ci się przyczepiło do palca, powinnaś uważać podczas pływania - rzucił rozbawiony, z uśmiechem, który nie spełzał mu z ust. - A więc to już oficjalne? RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Jonathan Selwyn - 23.07.2024 Przy stolikach z Woodym i już nie Morpheusem, zgadzam się na romantyczny spacer [inny avek]https://64.media.tumblr.com/cfcf414aef37b03069ae848453cffdd7/27cd02011efc0b99-23/s500x750/8ae748cfb26eec883d5c6a9555c2ec4809cdfdbd.pnj[/inny avek] Jonathan wypił swojego drinka i poczuł się jakoś tak... Że chętnie poszedłby z kimś na randkę, lub chociaż poflirtował, ale niestety pod ręką był tylko Woody, bo przecież nawet nie pomyślałby o tym, aby podrywać Morpheusa. Już mu wystarczyło, że ostatnio całował się z inną najlepsza przyjaciółką. Westchnął cicho i spojrzał jakoś tak smutniej najpierw na swój kieliszek, a potem na bawiących się nieco dalej młodych. Eh... Czasami chciałby mieć znowu te dwadzieścia parę lat i nie myśleć o konsekwencjach jakichkolwiek podrywów i flirtów. Chyba będzie musiał iść na jakąś randkę. Może tylko nie taką, na której do niego strzelają, a najlepsze przyjaciółki całują, tak jak ostatnio. – Wiesz co Morphy? A może Thomas i Geraldine to dobry znak dla przyszłość nas wszystkich? Może z tych niepokoi wyjdzie coś dobrego? Bo jakby o tym tak pomyśleć, to miłość jest jak... Jak taka zamknięta butelka szampana – zaczął kierując swoje słowa do jednego Longbottoma, a patrząc się na tego drugiego. – Niby niepozorna, ale jednoczesnie niebezpieczna. Nigdy do końca nie wiesz, jak mocno wystrzel ten korek. Czy zawartośc się nie wyleje, a z butelki jakiś wariat nie zrobi broni. Nie wiessz też czy smak będzie odpowiedni, a jeśli nie będzie, to czy i tak cię zadawala. A potem jednak upijasz ten pierwszy łyk i kolejny i kolejny i coraz bardziej rozumiesz, że... Morphy? – Rozejrzał się za lewitujacą szklanką. Aha. Poszedł sobie, akurat kiedy zaczął swoją porywającą serca przemowę na temat miłości. I co teraz miał zrobić z tymi pięćdziesięcioma pięcioma rzeczami, do których miał jesscze porównać to uczucie? Westchnął ponownie i spojrzał na Woody'ego. Nie ufał mu. Selwyn zaproponował ten spacer jako żart, tylko dlatego, bo wiedział, że Longbottom się nie zgodzi. Dlaczego więc się teraz zgadzał? To mogła być jakaś pułapka, ale... Ale w sumie to nie miał co robić, a czym było życie bez karmienia swojego ducha przygody odrobiną ryzyka? Dopił drinka i wstał ze swojego miejsca. – No dobrze mój drogi. A więc wychodzi na to, że los zafundował nam spacer we dwoje, ale wiesz. Jeśli chcesz, aby twoja żona była o ciebie zazdrosna, lepsze efekty, nawet jeśli nie w kwestii wsparcia estetycznego, przyniesie ci wyciągnięcie na przechadzkę Isaaca. Ja to nie twoja liga i Tessa doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Po tym żarcie, uznał że nie będzie się poddawał i jeszcze raz sprobuje rzucić na nici Thomasa i Geraldine. Nici (Percepcja III) [roll=Z] [roll=Z] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 23.07.2024 Tańczę Geraldine przychodząca tu z Thomasem mogła oznaczać wiele rzeczy i Brenna nie była pewna, co powinno martwić ją bardziej. Że traktuje Hardwicka jak kolejny podbój i złamie mu serce, czy że traktuje go poważnie i wkrótce zaczną się szepty w towarzystwie, a jej matka powiązana z rodem Borginów będzie naciskać na wydziedziczenie. I że wykreślenie z rodowych rejestrów będzie najłagodniejszą z możliwych kar. Ale to było coś, czym Brenna postanowiła pomartwić się później. Tego wieczora nikt nie miał ich atakować ani wypowiedzieć przykrych słów, a ona ani dziś, ani jutro, ani nigdy nie zamierzała skłaniać ich do rozsądku. Większość obecnych osób po to ryzykowała życie, aby kiedyś tacy jak oni mogli chodzić na ręce środkiem Pokątnej. A jeśli Geraldine go zrani, jeśli traktowała go jak kolejny podbój, nie kogoś, do kogo czuje coś więcej, to był dorosły i to była jego lekcja do przyswojenia – i była tak jakby ostatnią osobą, która mogła rzucać tutaj kamieniem, bo to tak jak on przyprowadził bezczelną, nie lubiącą zasad, lubiącą za to mężczyzn blondynkę, tak ona teraz tańczyła z bezczelnym, nie lubiącym zasad, lubiącym za to to kobiety blondynem. I wcale nie chciała myśleć o czymkolwiek innym poza tym tańcem. – Nawet mi o tym nie przypominaj, ganianie bobra na obcasach to zdecydowanie nie jest moje ulubione zajęcie – westchnęła, palce jednej dłoni splatając z jego palcami, długą układając mu na ramieniu, a potem obracając się w rytm muzyki, mało eleganckiej, ale pasującej do takiej plaży lepiej niż walce i tanga, jakie wygrywano na balu i każdej „oficjalnej” zabawie Longbottomów. Było coś prawie zabawnego w tym, że byli pewnie na najmniej kilku tych samych przyjęciach, a tańczyli ze sobą po raz drugi, gdy prawdopodobnie wcześniej tańczyła właściwie z każdym z jego krewnych. Nawet z jego ojcem i przyszywanym chrzestnym. – Och, dostał ci się taki drink? – powiedziała, bo o tym akurat nie miała pojęcia. – A nie wierzyłam, że naprawdę je zaserwowali. Mnie to by nawet bawiło, ale chyba nie na weselu, trochę głupio wbiec pod sukienkę panny młodej. Hm… powiedzmy, że eee… słyszałam parę plotek o niespodziewanych parach, wyznaniach, spotkaniach i bijatykach – stwierdziła dyplomatycznie, bo o tym że doszło do bójki słyszała, że Atreus prawie jej miłość wyznawał opowiedziała jej sama Moody, o Bellach napisał Alastor, a było jeszcze kilka innych pogłosek, o których nie wiedziała po prostu co myśleć. Kto z kim przyszedł, kto z kim wyszedł, w celach zapewne jednoznacznych, kto kogo pocałował: miało być największe wydarzenie towarzyskie, a okazało się, że nie brakowało skandali. – Na wszelki wypadek nie pij drinków patrząc na Norę, Samuel mógłby nie zdzierżyć i rozedrzeć cię na strzępy, gdybyś oświadczył się jego narzeczonej – stwierdziła, a w jej oczach rozbłyskiwały iskierki rozbawienia na prawdopodobnie to samo wspomnienie, które przyszło do głowy jemu. – Byłoby mi trochę szkoda, gdyby zżarł cię niedźwiedź. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mcDou3k.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Heather Wood - 23.07.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/e8e0aae280540e5b00da3f0924415392/967dd03ae158ec06-4d/s500x750/27d44c3129792b3b5a3d9cabf07aed5e0c780d2a.pnj[/inny avek] Podbiłam do baru po drineczki i wracam do Kamisia na kocyk Ruda nie spodziewała się tego, że impreza skończy się dla nich tak wcześnie. Znaczy dla niej nie, wygrała przecież wyścig miotlarski, utarła nosa Atreusowi, ale co z tego? Cameron wyglądał jakby rozjechał go traktor, czy coś. Nie było to specjalnie przyjemne rozpoczęcie ogniska. Tak właściwie to zostali uziemieni na całą resztę imprezy. No nic, bywa i tak, powinna do tego przywyknąć. Tak, czy siak mogli zostać na plaży, chociaż wydawało jej się, że Lupin będzie wolał wrócić do siebie, najwyraźniej źle założyła. Pan doktor Basilius zrobił co w jego mocy, żeby poskładać Camerona tutaj korzystając z tego, co było pod ręką. Heather nawet podziękowała mu uśmiechem, chociaż chwilę wcześniej śmiała się z niego, że jest dziadersem. - Oj zadbam, zadbam, będę twoją pielęgniarką, szkoda, że nie mam odpowiedniego ubrania... - Oczywiście, że musiała się odezwać, nie potrafiła milczeć, nigdy. Ruda była tak zaaferowana Cameronem, że nie zauważyła biegającego po plaży niedźwiedzia. Udało im się jakoś doturlać do kocyków. - Przyda ci się znieczulenie. - Alkohol w końcu był lekarstwem na wszystkie choroby świata, przynajmniej zdaniem panny Wood, dlatego też właśnie udała się do baru, skąd wzięła dwa drinki, jeden dla siebie, drugi dla swojego dzielnego narzeczonego. - Pij, to na pewno ci pomoże. Usiadła wreszcie na kocu obok Lupina. - Jak niby mam się bawić, jak ty jesteś tutaj uziemiony, tak to nie chcę. - Mieli wspólnie spędzić czas, takie przecież było założenie. - Możemy sobie tutaj zrobić lożę szyderców i podlągać co robią inni. - To wcale nie wydawało jej się być złym pomysłem, w sumie to już chyba zapomniała, że miała nakrzyczeć na Camerona za nieodpowiedzialność. Upiła łyk swojego drinka przyglądając się zebranym wokół ogniska ludziom. rzuciłam poza tematem, bo się zawinęłam Po wypiciu drinka o barwie morza twoją skórę porasta opalenizująca łuska i masz jakoś większą ochotę popływać. Jeśli jej ulegniesz, okaże się, że możesz przez dwie kolejne tury oddychać pod wodą. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Thomas Hardwick - 23.07.2024 Dalej przy barze, rozmawiam z Gerry, Erikiem, Isaaciem, Dorą i Thmoasem F., proponuję Gerry taniec Dobrali się pod względem umiejętności komunikacji, która u obojga kulała. Może jednak było tak lepiej? Nie oczekiwali od siebie oficjalnych deklaracji, które trudno było im wydukać, zamiast tego po prostu szli z prądem, przekazując swoje zamiary i uczucia za pomocą gestów. Pocałunku, złapania za rękę przy znajomych, uśmiechów rzucanych mniej lub bardziej ukradkiem. Pasowało mu to i czuł się całkiem swobodnie w takiej relacji. Było to całkiem bliskie rozumienia się bez słów, przynajmniej na tej płaszczyźnie. Przyjemna perspektywa. - Szczerze? Pewnie osoby które nie znały nas z czasów Hogwartów, czuję, że tamci akurat mogli coś podejrzewać - powiedział całkiem szczerze, bo spędzając tyle czasu z resztą chłopaków z ich paczki w jednym dormitorium, mogło mu się zdarzyć palnąć to i owo, choć teraz już nie mógł sobie nic konkretnego przypomnieć. Minęło jednak te kilka lat, ha, praktycznie dekada. A jednak nawet po takim czasie nie mógł pozbyć się uczuć do Gerry, które teraz tak mocno odżyły. Zapewne ukazywało to, jak bardzo był beznadziejnym przypadkiem. Nie narzekał jednak w tej chwili. Nie mógł się powstrzymać, by nie zaśmiać się na minę Gerry na widok niedźwiedzia. Sam już powoli uodparniał się na podobne widoki, rozumiał jednak, że dla niektórych mogła to być nowość. - Przyzwyczajaj się. Przynajmniej nie jest nudno. - Uśmiechał się dalej, lekko prychając na wspomnienie o rzucaniu patyków. To był już całkiem stary żart z jego zwierzęcej formy, z wielu powodów jednak lubił go kontynuować. - Możemy potem sprawdzić, choć nie mam za sobą wielu treningów - odparł. Bo o ile lubił czworonożną wersję siebie, tak wolał nie stawać się psem tak do końca. Często wspominał w takiej chwili o resztkach swojej godności, choć czasem, po wszystkich akcjach na które w końcu się zgadzał, zastanawiał się, czy jednak jakieś pozostały. Był ciekaw czy ktoś się wygada na przykład o zakładzie i sukience. Nie, żeby nie było to zabawne. Odetchnął, gdy jego przybycie z Gerry okazało się przyjęte raczej… Normalnie. No dobrze, trochę go to przy okazji zdziwiło i wybiło z rytmu, zaraz jednak znów uśmiechał się radośnie, czując, jak coś w jego sercu się uspokaja, pozostawiając ciepłe i przyjemne uczucie. Jakby coś w końcu wskoczyło na swoje miejsce. Co prawda Erik próbował nabawić go mini zawału, długo jednak nie utrzymał powagi, pewnie dla zdrowia Thomasa. Zaśmiał się na jego słowa, zerkając na Gerry. - Będę jej pilnować w razie czego, obiecuję. Zresztą, to cały twój urok - rzucił do kobiety, mrugając do niej. Uniósł brwi na kolejne słowa Longbottoma, mamrocząc jedynie “nie winikam” - po czym odebrał alkohol. Upił łyk piwa, wystawiając je wcześniej do stuknięcia się nim z Ger, po czym przysłuchiwał się słowom Dory. W sumie, skoro już leciała muzyka… Odstawił swoją miotłę i gitarę, wiedząc, że raczej nie zaginą wśród przyjaciół. - Też chcesz zostać wyciągnięta na parkiet? - zapytał swoją towarzyszkę, wyciągając do niej wolną dłoń, gotów pociągnąć ją w stronę innych tańczących par. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=sqDHxrl.jpeg[/inny avek] Dla szpiegującego Jonathana
Nić idąca od Thomasa do Geraldine była dość wyraźna, widać, że to co ich łączyło nie było tak do końca świeże, jakby mogło się spodziewać. Intensywny, ciemny róż przeplatał się z nitkami czerwieni. Chłopak wpadł w zauroczenie po uszy. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Alastor Moody - 23.07.2024 Przy ognisku
Alastor uniósł brew, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem. Skinął głową, na potwierdzenie, bo bardziej to brzmiało na pytanie niż stwierdzenie faktu. Uznał więc, że Alexander był kimś o niskiej wiedzy o otaczającym go świecie. Nie dziwiło go to szczególnie, skoro jego rodzina izolowała się od innych i podróżowała w tych dziwacznych wozach. No i utwierdziło go to w tym, że ci ludzie potrzebowali ich pomocy. Nic dziwnego, że Bellowie przyjęli zaproszenie Blacków na wesele z Rookwoodówną, najwyraźniej nie znali dynamiki londyńskich rodzin... albo po prostu dziad należał do tych kłamliwych, czego nie zamierzał zignorować, kiedy prawda wyjdzie na jaw. Popularność cyrku Fantasmagoria i rozsławianie się ich występów wśród dzieci Alastor uważał za coś pozytywnego, o taki świat, w którym te mugolaki mogły pokazywać światu swoją sztukę bez cienia strachu, Alastor marzył. Niestety na ten moment na takim świecie nie żyli. Wizja Śmierciożercy wysyłającego błysk zielonego światła w kierunku wspinających się po linach akrobatów... Potarł Millie ręką po boczku. - Aaaa, wybacz, że ci tego nie powiedziałem, przez twój pokój przewinęło się naprawdę dużo osób. - Była w tym odrobina niezręczności, ale Moody czuł głównie spokój. Nie kłamał. Przyćmił to cudzą obecnością, ale jednocześnie podkreślił obecność Eden. No bo jeżeli Malfoy nie zmieni zdania na jego temat, Millie miała być pierwszą osobą, która dowie się prawdy z jego ust. Bertiego w tym rachunku ominął, bo nie był ślepy i Alastor zakładał, że dowiedział się tej prawdy z ust wszechświata, kiedy zobaczył ich stojących jak kołki obok siebie jeszcze w maju. - Gapiłem się na was zakuwając w kajdanki Mulcibera, musiałem odjąć mu tym kilka punktów ego, bo szczerze wątpię, żeby kiedykolwiek skuwał go tak znudzony jego obecnością Auror. - No ale nie ukrywał, że Millie była lepszym widokiem. I ciekawszym towarzystwem niż banda niedojebów, która pobiła się na kiermaszu woskowymi penisami. - Byłeś na występie Fantasmagorii? Opowiedzcie mi o czymś innym niż na Lammas. O czym one są, co was inspiruje? - Tak, brzmiał na zaciekawionego, ale sztuka i Alastor... no nie zawsze szły w parze. Zbierał więcej danych, żeby móc martwić się o nich intensywniej. Zwracał się oczywiście wpierw do Botta, później do Bella. - Jest to taka okazja, że Longbottomowie chcieli się spotkać na plaży - odpowiedział Eden. - Oni zawsze mają takie dziwne zrywy, budzisz się w poniedziałek rano, bo sowa Brenny stuka do twojego okna, a w liście informacja, że jutro w samo południe na klifie odbędzie się potańcówka tematyczna. - W jego głosie dało się wyczuć pełne uznanie i sympatię dla jej pomysłów. Był jednak zbyt zwyczajnym i drętwym człowiekiem, żeby nie obrócić w tego w żart. Nigdy nie miał pojęcia, skąd oni biorą na to wszystko czas i pieniądze. - Mam taką teorię, że dziewczyna chce swatać tę dwójkę dzieciaków, które się wokół niej plączą. Tak tych, co się jeden w trakcie tej rozmowy spierdolił z miotły... - Ponownie nie ruszył w tamtym kierunku, bo byli tam uzdrowiciele, a on nie będzie robił za sztuczny tłum. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Millie Moody - 23.07.2024 Przy ognisku
Każde, najdrobniejsze wspomnienie Lecznicy, jej pierdolonego więzienia, przerażającego miejsca pachnącego lawendą, wzbudzało w niej wiele emocji - gniew, obrzydzenie, paraliżujący strach, że jeśli będzie sprawiać problemy, to znów ją tam zamkną. To się nie skończyło pomimo upływu kolejnych dni, korowód emocji zawsze wirował, zawsze odbierał dech, gdy była mowa o tym trudnym czasie, gdy... – Wyjebało mnie gdzieś podczas Beltane na trzy dni, potem jak Alastor mnie znalazł to byłam w śpiączce przez miesiąc, a jak się w końcu obudziłam, to wyszło na to, że ostro mnie pojebało i nie chcieli mnie wypuścić – odpowiedziała bezbarwnie Alexowi, który mógł mieć nadzieję, że to nie było nic poważnego, a jednak było. Raz umarła od jebnięcia piorunem jeszcze w czasach szkolnych. Drugi raz teraz od nie wiadomo czego, ale finalnie okazało się to stanem najprawdopodobniej przejściowym. Czy powinna zakładać, że jak kot ma jeszcze siedem żyć do zużycia? A może jednak Los grał z nią w grę starą jak świat? W grę: do trzech razy sztuka? Jej dłoń mimowolnie powędrowała do tęczowej muszli, gładząc jej obłe krzywizny, zastanawiając się nad życiem ślimaka, który wybudował swój dom tylko po to, by stał się ozdobą na cudzej szyi. Złociste oczy nieprzerwanie spoczywały na jasnowłosej Eden, której dyskomfort był bardziej niż widoczny. Millie nie była już w doskonałym nastroju, jaki napadł na nią zaraz po pojawieniu się na plaży. Pętla myśli zaciskała się na dwóch pytaniach. Pierwszym z nich było to, dlaczego jest tak zobojętniała na wszystkie rany, w które wciskała się teraz morska sól. A drugim... – Dlaczego myślałaś, że nie jesteś przeze mnie mile widziana? – Tak łatwo przychodziło im się kłócić, zwłaszcza pod koniec. Tak łatwo było wyciągać jadowite ostrza i wbijać sobie wzajem pod paznokcie, gdy wiedziało się zbyt dobrze co powiedzieć, by zranić. By odsunąć. Odrzucić. Ale w tym pytaniu nie było oskarżenia ani zjadliwości. Millie niepomna na świat wokół, głucha na toczące się rozmowy, na tematy, które szumiały jak fale, przychodziły, odchodziły, skupiła się na tym co było realnie ważne, w tym dziwnym poszumie tęczowego wspomnienia żywotu małego ślimaka, którego dusza nie obeszła żadnego z bóśtw. Może cały czas z nimi była? Może szeptała, że nie ma powodów do zmartwień? Może kurwa kłamała, żeby nie złamać się przy wszystkich i nie zacząć krzyczeć? |