Secrets of London
Nieve - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Czarodzieje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=108)
+--- Dział: Sowia Poczta (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=36)
+--- Wątek: Nieve (/showthread.php?tid=1702)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


RE: Nieve - Victoria Lestrange - 26.01.2025

25.08.1972, Londyn

Kochany Laurencie,

nigdzie nie napisałam, że wątpię. Natomiast, żeby dotrzymać czyjąś tajemnicę, to najpierw trzeba w ogóle wiedzieć, że to tajemnica i że jest oczekiwane, że nie będzie się o tym mówiło ludziom.

Brenna powiedziała, że Ci pomoże. Tak. Ta Brenna. Tak, jest widmowidzem.


PS. Chyba pierwszy raz widzę, że nie podpisałeś się też nazwiskiem ❤
PS2. Egipcjanka miała rację.

Buziaki,
Victoria



RE: Nieve - Lorien Mulciber - 26.01.2025

Odpowiedź na ten list przyszła tego samego dnia, na pięknej papeterii Ministerstwa Magii z osobistą pieczęcią Lorien.
30-08-1972, Londyn

Mio carissimo cugino,

Nie jest łatwo odpowiadać mi na Twój list w chwili, gdy zegar na ścianie odmierza nieubłaganie wskazówki do pogrzebu mojego męża. Wybacz proszę, ale zajmuje to moją uwagę bardziej niż wyimaginowany romans, którego początków dopatrywać się mogę co najwyżej w umysłach znudzonej brytyjskiej socjety - nie w alkowie.

Nie potrafię stwierdzić czy cię tym rozczaruję, sprawię ulgę czy może jednak zasmucę, ale z Anthony'm łączą mnie lata wiernej przyjaźni. Niczego więcej.
Dlatego cieszę się, że wykazałeś na tyle rozsądku, by zaprzeczyć tej rozpowiadanej bez cienia rozwagi i pomyślunku plotce.
Nie mniej zgadzam się co do tego, że Anthony jest wyjątkowo "doskonałą partią" mój drogi. Obyty na salonach, bogaty, dziedzic majątku i szanowanego w świecie nazwiska. Biorąc pod uwagę mój stan zdrowia - niestety nie jest partią dla mnie, ale może byłby odpowiedni dla Pandory? O ile twój ojciec nadal nie zdecydował komu ją przyobiecać.


Z miłością,
Lorien



RE: Nieve - Victoria Lestrange - 26.01.2025

Odpowiedź na list


30.08.1972, Londyn

Kochany Laurencie,

jak to urodziłeś się innego dnia? Jak to inne imię? Nie rozumiem tego – może dlatego, że nigdy nie opowiadałeś o matce wiele (jakkolwiek nie nazywałbyś Aydayę, dla mnie to zawsze będzie macocha, nie matka), ale sądziłam, że nie byłeś malutkim, bezrozumnym dzieckiem, gdy trafiłeś do Prewettów? Jak więc to możliwe, że nie znasz swojej prawdziwej daty urodzenia czy imienia?

W takim razie… kiedy naprawdę masz urodziny? I jak powinieneś się nazywać?

Co do tego, co jest komu pisane – nie wierzę w coś takiego, jak przeznaczenie. Jasnowidzowie potrafią spojrzeć w niedaleką przyszłość, a i tak się pomylić, co dopiero stanowić o tym, jakie powinno być życie danej jednostki? Zresztą, gdy pozwolić sobie na myśl, że wszystko jest z góry ustalone, to jaki jest sens dalszego istnienia? Naszych wyborów? Woli? Nie odbierajmy sobie wolności, narzucając kaganiec i łańcuchy, za jakie pociąga… kto. Bogowie? Istnieją, ale moim zdaniem obserwują – tylko tyle.

Wybacz sobie. Nie żyj z wiecznym żalem za wszystko, kochanie, bo się zamęczysz. Co do rzeczy, które mają się wydarzyć, a nie wiemy kiedy – możemy się tylko przygotować, by nie uderzyły tak mocno, jak mogłyby. Pewnie na jesień zdecyduję się zainwestować w lakier przeciwogniowy do domu. Może też weź to pod uwagę? I eliksiry.

Zawsze uważam. Ale Ty powinieneś uważać bardziej, bo chociaż to ja byłam w Limbo i nie uklęknęłam przed Voldemortem, to na Ciebie się uwzięli ludzie, nie na mnie.


Całuję bardziej,
Victoria



RE: Nieve - Dægberht Flint - 26.01.2025

Trzydziestego pierwszego sierpnia roku 1972, Isle of Dogs

Laurencie,

wróciłem cały i zdrów, niechaj to będzie odpowiedź na pytania Twoje, póki się nie spotkamy. List ten rankiem wysyłam, zakładam więc, że Cię zastanie nieco później, niż planowałeś mnie odwiedzić, lecz jeśli się myślę, zapraszam. Równie dziś i jutro drzwi naszego mieszkania będą dla Ciebie otwarte, pracuję teraz nad zawekowaniem reszty składników, co je zwiozłem z Ameryki, więc nie wychylam głowy z pracowni.

Avec toute mon amitié,
Daegberht Flint



RE: Nieve - Charles Mulciber - 30.01.2025

W prostym pudełku z szarego kartonu znajduje się czarna świeca. Ozdobiona jest rzeźbieniami maków, ma słodki, ciężki i zdecydowanie znajomy zapach opium.
[Obrazek: 6rc2mHT.png]
03.09.1972
Laurencie,

Przesyłam coś na odprężenie. Kiedy dostałem ten specjalny składnik, od razu o Tobie pomyślałem. Korzystaj.

Pozdrawiam,
CRM



RE: Nieve - Hjalmar Nordgersim - 12.02.2025

Dolina Godryka, 1 września 1972 roku

Szanowny Laurencie,
Mam nadzieję, że mój list zastaje Ciebie w dobrym zdrowiu i jeszcze lepszym humorze.

Piszę do Ciebie z dosyć nietypową sprawą, ponieważ tylko Ty jesteś w stanie udzielić mi pomocy - oczywiście o tyle, o ile się zgodzisz. Nie mogę udać się z tym tematem do Pandory, więc pozostajesz mi tylko Ty, jako osoba najbardziej z nią spokrewniona.

Jest to temat delikatny, może trochę wrażliwy? Ciężko mi to określić, a nie chciałbym za bardzo owijać w bawełnę. Może będzie prościej jak od razu przejdę do sedna sprawy i napisze "prosto z mostu"? Tak będzie chyba najlepiej dla Ciebie i dla mnie.

Jak pewnie wiesz albo może nie wiesz, więc może być to dla Ciebie pewne zaskoczenie, ale było mi zdane spędzić trochę czasu z Pandorą na przestrzeni kilku ostatnich lat. No i, kurcze, jest po prostu wspaniała - naprawdę. Czuję, że mogę przy niej być sobą i że akceptuje mnie takiego jakim jestem, nie zważając na moją małą likantropię, która sprawiła mi wiele smutku przez cały mój dotychczasowy żywot. To oczywiście nie wszystko, ponieważ po prostu brakuje mi słów, aby opisać jej majestat jako jednostki. Jest zarówno piękna i mądrą, a jej dusza - nieskazitelna, co chyba najbardziej do mnie przemawia. Ze świecą kogoś takiego szukać. Mógłbym pewnie wymienić jeszcze z trzy tuziny superlatyw na jej temat ale nie pisze tego listu, aby ją chwalić.

Piszę z tematem dużo poważniejszym. Jakby... chciałbym się dowiedzieć jakie warunki trzeba spełnić, aby móc otrzymać błogosławieństwo od Waszego ojca i idącą za tym zgodę na to, aby móc poślubić Pandorę w niedalekiej przyszłości. W moich rodzinnych stronach, zgoda i błogosławieństwo od ojca wybranki jest rzeczą święta, a ja nie mógłbym wyjść przed wszystkich i po prostu poprosić ją o rękę bez akceptacji naszej relacji w oczach Waszego ojca.

Dlatego pytam Laurencie - czy byłbyś skłonny mi pomóc? Powiedzieć co trzeba zrobić? Albo może zaangażować jakoś spotkanie z Waszym ojcem, abym mógł go sam o to poprosić? Może mógłbyś napomknąć o tradycjach, które są związane z Waszą rodzina, a ja nie chciałbym ich przecież złamać.

Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami,
Hjalmar Björn Nordgersim

PS.
Czy ten temat mógłby pozostać między nami? Nie chciałbym, aby Pandora przypadkiem się dowiedziała o tym wszystkim



RE: Nieve - Victoria Lestrange - 14.02.2025

06.09.1972, Londyn

Laurie,

masz czas? Tak teraz? Coś dziwnego dzieje się w Maida Vale, dostałam pilne listy od opiekunki ogrodu, ale też od mojego zmartwionego kuzyna. W naszym ogrodzie wystąpiło bardzo osobliwe zjawisko, ponoć już kiedyś wspomniane na kartach historii mojego rodu – czarne róże rozrosły się po całym ogrodzie silnie i intensywnie. Przydałoby mi się oko kogoś, komu rośliny nie są obojętne.


Całuję,
Victoria



RE: Nieve - Edward Prewett - 15.02.2025

Na kopercie widnieje: Wielmożny Panicz Laurent Prewett, Syn Jaśnie Wielmożnego Edwarda Prewetta

23 sierpnia 1972 roku, Keswick

Wasza Lordowska Mość,

Wasz Ojciec, Edward Prewett, został wezwany do pilnych interesów i udał się do Konstantynopola. Sprawy te wymagają jego osobistego nadzoru, lecz zapewnił, iż powróci na początku września. W międzyczasie powierzył mi kwestię napaści na Pańską stajnię.

Incydent ten to afront, którego nie sposób zignorować. Strata abraksana to poważny cios, a naruszenie spokoju Pańskich ziem – niedopuszczalne. Może Pan być pewny, że sprawa zostanie rozwiązana z należytą starannością. Odpowiedzialni poniosą konsekwencje, a równowaga zostanie przywrócona.

Wasza sprawa jest moją sprawą. Jeśli pojawią się jakiekolwiek potrzeby, proszę dać mi znać. Zadbam o to, byśmy nie mieli więcej podobnych problemów.

Z wyrazami szacunku,
Winston Scott
Konsyliariusz Jaśnie Wielmożnego Edwarda Prewetta



RE: Nieve - Sarah Macmillan - 16.02.2025

Lulu,

wydaje mi się, że to jest nasze pożegnanie.

Jest wiele rzeczy, o których nigdy Ci nie powiedziałam i być może po przekroczeniu bram innego świata będę żałowała tego w nieskończoność, ale dam tym tajemnicom obrócić się w pył. To one wciągają mnie w dół i wygląda na to, że staną się początkiem nieuchronnie zbliżającego się do mnie szaleństwa. Moja mama mówi, że nigdy już nie wrócimy do Anglii.

Czasami kiedy patrzę w gwiazdy nad morzem, myślę o Tobie. Ciebie chyba nie da się zapomnieć, nawet jeżeli bardzo by się tego chciało - pewnie przez to jak zawsze byliśmy do siebie podobni. Wiem, że trzymasz tam swoje ciężary, którymi nigdy nie lubiłeś się dzielić, nawet jeżeli pozornie dzieliliśmy się ze sobą wszystkimi, nawet najdrobniejszymi rozterkami. Oboje zawsze nosiliśmy w sobie dziwny, ciężki cień, którego treść była pisana tylko nam. Przykro mi zrzucać Ci na barki kolejną sprawę, ale mój dom nad Pembrokeshire niszczał przez ostatnie miesiące i jeżeli nikt się tam nie zjawi, najpewniej popadnie w ruinę. Jest tam wiele naszych wspólnych pamiątek, które być może chciałbyś zachować, a także wiele zdjęć, listów, wspomnień. Połowicznie należących do moich bliskich. Moim życzeniem jest, aby wróciły do tych osób lub spłonęły, zanim położą na nich ręce Gauntowie. Nie wiem, co zrobić z budynkiem. Akt własności znajduje się w szufladzie pod maszyną do szycia. Jeżeli dom nie jest Ci potrzebny, spienięż go i pomóż komuś dobremu, albo pozwól tam skryć się potrzebującemu dachu nad głową. Ja wiem, że ty masz dużo pieniędzy, więc Ci pewnie to wszystko nie jest potrzebne, ale tylko Tobie ufam na tyle, żeby to wszystko przekazać i wierzyć w dobre zakończenie. Potrzebuję tego.

Nie wierz mojemu bratu. Nigdy.

Mam nadzieję, że masz tam kogoś, o kim myślisz kiedy tylko zdarzy się coś, o czym chcesz komuś opowiedzieć. I że ten ktoś o kim myślisz, jest gotowy Cię wysłuchać. Będę Ci tego życzyć z całych sił, bo oboje zawsze tego pragnęliśmy, nawet jeżeli to życzenie miało być moim ostatnim tchnieniem.

Kocham Cię, zawsze będę Cię kochała,
Sarah

Do listu załączony był jedyny klucz do domku na wybrzeżu Pembrokeshire.



RE: Nieve - Hjalmar Nordgersim - 16.02.2025

Dolina Godryka, 2 września 1972

Szanowny Laurencie,
Nie ukrywam, że Twoja odpowiedź napawa mnie pewnego rodzaju optymizmem i zapałem do "działania", o ile można to tak w ogóle ująć. Co więcej, jestem rad, że mogę znaleźć sojusznika w Twojej osobie, ponieważ dobrze jest mieć kogoś "po drugiej stronie". Moje stwierdzenia są oczywiście zbyt przerysowane i nie mają w zamiarze obrazić nikogo - ani Ciebie, ani Pandory, a tymbardziej Waszej rodziny. Cieszę się po prostu niezmiernie, że chcesz mi pomóc.

Co do kwestii wyboru odpowiedniego stroju, nie ukrywam, że byłoby to pomocne, ponieważ posiadam więcej fartuchów kowalskich i par ciężkich rękawic, niż garniturów. Nie jest to też szczególnie zaskakujące, jeżeli posiada się tylko jeden galowy strój, ot taki żywot rzemieślnika.

Wracając jednak do tematu Waszego ojca, Edwarda i wszelkich porad, których udzieliłeś mi w liście - zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby dobrze się zaprezentować. Może nie będą to jakieś złote góry, ale na pewno nie wypowiem się źle o Abraksanach, którymi się szczycicie. Ciekawe zwierzęta swoją drogą, wszak było mi dane poznać Marę Pandory. Stwierdziłbym, że równie charakterne, co jej właścicielka.

Gra o wysoką stawkę nie jest jakąś moją szczególną specjalnością. W kości to ja może grałem z trzy razy w swoim życiu, nie wspominając już o innych grach hazardowych. Nie mam do tego typu rzeczy umiejętności, a co dopiero szczęścia, więc mogę nie być idealną osobą do tego typu rzeczy.

Będę wyczekiwał na Twoją sowę.

Z wyrazami szacunku,
Hjalmar Björn Nordgersim