![]() |
|
27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127) +---- Dział: Hogsmeade i Hogwart (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=70) +---- Wątek: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] (/showthread.php?tid=3992) |
RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Lorraine Malfoy - 01.11.2024 Lorraine najpierw wpatruje się we wnętrze namiotu, a potem odchodzi za Baldwinem i opuszcza bankiet. Selwyn znał dobrze zimną stal oczu Shafiqa, pod fasadą oziębłej uprzejmości Lorraine mógł więc dostrzec podobną zaciętość, co na ich dnie. Lorraine nie wybuchała – nie zwykła wybuchać – już nie. Gdyby stanął teraz przed nią i wyrecytował ustęp z Henryka V, mogłaby stwierdzić, czy jest godny nazywać się artystą i wejść do namiotu. Błędem było, że wzorem swojej krewniaczki wybrał taniec. Tańczyli już tango, lecz nie dane im było zatańczyć wokół tematu zniknięcia Raphaeli: Baldwin szarpnął bowiem za zasłonę, odkrywając przed wszystkimi wnętrze namiotu artystów. percepcja (II), może dojrzę w środku coś ciekawego [roll=N] [roll=N] Zawsze poruszał ją widok kwiatów zwiędłych przedwcześnie, skutych przez wiosenny przymrozek – martwych, zanim zdążyły rozkwitnąć. Ale Raphaela nie była martwa. Brenna osłoniła ją własnym ciałem, broniąc przystępu do dziewczyny: Lorraine i tak nie mogła się poruszyć, pobladła, dziwnie odrętwiała. Zostały tam moje kwiaty, uświadomiła sobie, z pustym wzrokiem utkwionym w przestrzeń. Chciała powiedzieć to Baldwinowi, który ostro zażądał, żeby wracali do domu, nie rozumiesz, policzek drgnął jej na dźwięk słowa "szlama", czym zawiniły ich białe płatki, zroszone teraz krwią? Wcześniej sama poprosiła przecież obsługę, aby odesłała podarowane jej bukiety do namiotu. Białe kamelie, narcyzy i orchidee – białe jak suknia i twarz Lorraine – świadkowie kaźni Raphaeli, których białe płatki, delikatne jak palce białych dam, niemo wyciągały się się po jej duszę. Lorraine nie mogła pomóc Raphaeli. Nie dłońmi, które potrafiły układać tylko wiązanki pogrzebowe i grzebać zmarłych. Mogła jednak poprosić kwiaty, aby nad nią czuwały. Niepewnie podsunęła jedną z lilii z trzymanego bukietu świszczącym taśmom policyjnym, licząc, że pochwycą kwiat zanim opadnie na ziemię. Spojrzeniem odprowadziła odchodzącego Enzo. Usłyszała dziś wystarczająco, by domyślać się motywów napaści. To on był winny krzywdy Raphaeli, chociaż jedynym jego przewinieniem było to, że urodził się z ojca mugola i matki mugolki. – Romeo! – zakpiła. Miano ociekające słodyczą nasączyła trucizną, która zabiła tragicznych kochanków. – Śpiesz ocalić swoją Julię! – Ledwie wypowiedziała te słowa, poczuła, jak ogarnia ją nienawiść do samej siebie. Nie dbała o los Remingtona, dlaczego miałaby jednak źle życzyć słodkiej Raphaeli? Raphaeli, która wypełniała ich próby śmiechem i dziewczęcym szczebiotem? Raphaeli, biegającej za Josephine z beztrosko zakasaną spódnicą – naiwna dziewczynka naśladująca kobietę – jakże podobna była wtedy do bogini Dziewicy w rozdartej sukni! Przez krótką chwilę, twarz Lorraine wyrażała czystą udrękę. Odwróciła się plecami do namiotu, Brenny i Raphaeli. Odeszła. Nie chciała, aby ktokolwiek widział ją w tym stanie. Wsunęła rękę pod ramię Baldwina, pozwalając ich palcom spleść się ze sobą, gdy jej dłoń odnalazła jego dłoń. Gest, będący lustrzanym odbiciem gestu, na który sam poważył się kilka chwil temu, z tą różnicą, że Lorraine nie rozorała paznokciami skóry, tylko czule powiodła kciukiem wzdłuż czerwcowej blizny. Jak siniak, który z perwersyjną przyjemnością naciska się palcem, aby sprawdzić, czy wciąż boli. Tak jak Lorraine była jątrzącą się raną, tak Baldwin składał się z niewygojonych blizn. Nigdy nie chciał podążać szlakami wytyczonymi mu przez przeznaczenie, więc tworzył własne, ze szram i zadrapań, które pokrywały linię życia jego dłoni siatką skaryfikacji. Wierzyła, że jest w stanie wskazać mu prostszą drogę. Jak nikt inny wiedziała, jak zadać mu ból, dlatego jak nikt inny wiedziała też, co przyniesie ulgę. Wystarczyło, że ujęła jego pobliźnioną dłoń. – Przepraszam, że nie przyszłam na wernisaż. – Przepraszam, że zwątpiłam.[inny avek]https://64.media.tumblr.com/1a9291304d425807247433bd2802352d/5dfc005f63cd8724-b9/s2048x3072/cb112e5bdaaf52f86db69ea0318792062132029e.jpg[/inny avek] Razem z Baldwinem teleportowali się do domu.
Postacie opuszczają sesję
RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Dearg Dur - 08.11.2024 Zdjęta bariera wpuściła chłodny wiatr do chronionej przez siebie świecy.
Bankiet zgasł nim zapłonął na dobre. Magowie i wiedźmy tłoczyli się przy namiocie, gnani ludzką ciekawością, pragnieniem informacji, czy próbą wydedukowania tego, cóż tak na prawdę stało się w przeciągu tego krótkiego kwadransa, gdy wszyscy przecież pili i śledzili przekazywane złote laury z rąk mecenasów na skronie (czy do kieszeni) artystów. Poła została rozwarta szeroko dla zebranych, ale taśma dość szybko zagrodziła drogę każdemu, kto chciałby tam wejść. Baldwin ujrzał najwięcej, przyzwyczajony do mroku Ścieżek, do scen wypełnionych przemocą, mający pamięć malarza, który wszak powinien być wrażliwy na detal, aby później wierniej oddać go na płótno. Z pewnością byłby w stanie, jako naoczny świadek powiedzieć więcej, niż zdjęcia stojącego za nim Isaaca - robione w pośpiechu, robione "instynktownie" zanim nie było to możliwe. Enzo również pchał się w przód, w niepokoju, w poczuciu winy. Mężczyźni wypchnęli przy tym Lorraine, która głównie mogła oglądać ich plecy, nie była to zapewne jednak wielka strata, skoro pół jej duszy miało pełen obraz sytuacji. O ile będą w ogóle chcieli o tym mówić.
Gdy ta grupa odeszła, wejście do namiotu wciąż pozostawało chronione przez złowieszczą taśmę, teraz dodatkowo zdobną w biały, niewinny kwiat, niemego świadka całego zajścia. Choć, czy rzeczywiście tak niemego? Byli wszak tacy co potrafili słuchać tych, którzy nie mają ust. Za Atreusem podążała młoda Burke o okrągłej twarzy z wielkimi brązowymi oczyma szeroko teraz rozwartymi. – Natychmiastowa ewakuacja według zhierarchizowanej listy. Tylko, że założenie było takie, że jak bariera jebnie, to też w nas będą jebać – odpowiedziała aurorowi, który przejął sprawę. – Nikt nie przewidział z naszych takiego scenariusza, rozkazu nie było więc... – wzruszyła ramionami, po czym odwróciła się w stronę biegnącego do nich Cedrica. Twarz młodzika wyrażała skonsternowanie i nie pokój, ale sam też już dostrzegł, że pod połą drugiego namiotu zostało ledwie kilka osób. – Nowy szef – poinstruowała go krótko zaciskając usta w wąską linię. Dołączył do nich również Jonathan, który ledwie chwilę temu miał okazję spojrzeć wprost w srebrzyste wiekiem, zaniepokojone oczy zagranicznego gościa, który bezczelnie postanowił spojrzeć ku niemu w tej samej chwili. – Prends soin de toi, chevalier – bezgłośnie wypowiedziały w jego kierunku zimne wargi, gdy hrabia został bezceremonialnie złapany za nadgarstek i teleportowany przez jednego brygadzistów gdzieś, wraz z Ministrą, Yaxleyem, szefem Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów i nieco zdziwionym Longbottomem. Teraz przy namiocie artystów Jonathan mógł widzieć jak rozchodzą się gapie, jak przybywa Eden, by usłyszeć z wnętrza uspokajający komunikat Brenny. – Przepraszam, szanowni Państwo, impreza została zakończona. Nie są Państwo tu bezpieczni. – Młoda brygadzistka Burke nie traciła czasu, łapiąc za rękę Eden i Jonathana, po czym bez pytania teleportując ich na powrót do galerii sztuki Averych. Ktoś w końcu rozproszył działanie magicznej harfy. W powietrzu unosiła się sprzeczka, między brygadzistą a ostatnią z cioteczek Parkinson, która klarowała mu dlaczego powinna zostać i złożyć zeznania. Rapahaela Avery pokręciła tylko głową, w odpowiedzi na pytanie, czy wie, kto jej to zrobił. Z dłoni wypadły okruchy porcelanowej, złocistej figurki elfiej wróżki - przełamanego klucza strzegącego bezpieczeństwa jej gości, a załzawiony wzrok utkwiony był w krwistym napisie zdobiącym rozsypane dokumenty. SZLAMOJEBCA Koniec sesji
|