![]() |
|
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +--- Wątek: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange (/showthread.php?tid=5408) |
RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Charlotte Mulciber - 04.01.2026 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/69/82/0c/69820c8d65ed75d19b4afd74e6764191.jpg[/inny avek] Sala balowa, staję się widzialna, sięgam po płonące drinki
Charlotte prychnęła. Nie wiedzieć czemu oboje zwracali się do siebie głównie drugimi imionami, chociaż mieli piękne pierwsze. Ale nie pytała, nie wnikała i nie dociekała - dla niego była Bellą, a on dla niej Matim, i to nie tylko podczas tego zamaskowanego balu, a podczas prawdziwego życia. Nie prychnęła więc na nazwanie jej tak a nie inaczej - prychnęła na tę nieelegancką insynuację, że je jak ktoś, kto nigdy nie widział sztućców. Jakby nie była Mulciberówną, która przecież odebrała odpowiednie wykształcenie i zostały jej wpojone odpowiednie maniery. To, że przy ludziach ze Ścieżek zachowywała się swobodniej nie znaczyło, że nie potrafiła wtopić się w tłumek bogatych dupków, których tu było pełno. - Sugerujesz, że jem wydając z siebie odgłosy, nieprzystające damom? - zapytała z udawanym oburzeniem, wciąż ściskając jego dłoń. Owszem, mogłaby mu się wyrwać i korzystać z tego, że była wciąż niewidzialna, ukryć się za jakąś kotarą i patrzeć, jak próbuje ją znaleźć: ba, gdyby nie byli na tak wystawnym przyjęciu, pewnie by to zrobiła. Ale teraz... Teraz po pierwsze: zobaczyła swoje palce, kurczowo zaciskające się na dłoni mężczyzny. Po drugie: jedzenie w sali balowej kusiło ją jak na kreskówkach. Niewidzialna woń przekąsek mamiła jej nos, rozpychała się w nozdrzach i pobudzała wszystkie zmysły. No zjedz mnie, darmowe nie tuczy. - Właśnie, widziałeś się ostatnio z synem? Co u niego? - zwolniła nieco korku z kilku powodów, ale głównym i najważniejszym były chyba obcasy. Nie była przyzwyczajona do szybkiego marszu w tak wysokich butach, poza tym miała długą suknię, o którą nie chciała się potknąć. - Ach. Westchnęła, zwalniając kroku. Uniosła dłoń przed oczy i obróciła nią kilka razy. Nie skomentowała tego pitolenia o poważnym wdowcu, bo oboje wiedzieli, że do poważnego było mu daleko. - Widać mnie. Zabawa się skończyła - powiedziała nieco smutnym tonem, bo nie zdążyli nawet przejść połowy dystansu. Niby fajny ten eliksir, ale jakiś takiś krótki. - Masz może ochotę na drinka? Ciekawe, czy ten ogień parzy. Swoją drogą robią wrażenie, prawda? Bo ona miała, skoro już znajdowali się przy stole. Po krótkim namyśle wzięła dwa, żeby jeden podać swojemu towarzyszowi. Miała ochotę zatańczyć, ale muzyka ucichła, więc pozostało jedno. Tj. dwa. Pić i jeść. !plonacedrinki RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 04.01.2026 Lawendowy fiolet Po wypiciu tego drinka twoje ciało zaczyna wydzielać mocną woń lawendy, wyczuwalną dla wszystkich osób stojących obok. Czujesz się spokojny, wszelkie troski i obawy, które ci towarzyszyły, odchodzą w zapomnienie na 3 tury. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Deirdre Malfoy - 04.01.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BLNfhD2.jpeg[/inny avek] Z Oleandrem wśród gości Oczywiście, że się spóźnili. Najpierw okazało się, że jej matka nie może znaleźć jej pantofli, które miała oddać do czyszczenia przed balem, później musiała czekać na strojącego się Oleandra i jeszcze jacyś maruderzy wykłócali się o swoich półkrwi ochroniarzy przy wejściu, torując im drogę. To nie była jej wina, tak sobie tłumaczyła, bo nienawidziła się spóźniać, nawet jeżeli uznawano to za modne zachowanie. Każdy płatek śniegu w lawinie będzie mówił o swojej niewinności.* — Mogłaby też ci powiedzieć, że to, co masz na sobie, nosi się pod ubraniem docelowym — stwierdziła, wygładzając spódnicę białej, migotliwej sukni, sięgającej jej do połowy łydki, upodabniającej ją nieco do baletnicy. Przedłużony tył jednakże i koronka miały w fantazji twórcy przedstawiać kształt łabędzia. Sukienka może i Deirdre się podobała, ale dla niej zdecydowanie był to nadal słodki deser wypełniony kremem. Gdyby dołożyła jeszcze kolorowe kamienie w biżuterii, mogłaby powiedzieć, że jej strój to Pavlova. Może będą oferowali? Było jak dwa łabędzie, ale nie do pary, a co najwyżej z jednego miotu. — Moja matka była wielce zawiedziona, że nie ułożyłam włosów w wielki pszczeli ul z mocno nażelowanych ulizanną loków, takich wiesz... — zrobiła gest zgniatania gąbki dłonią w rękawiczce. — Aż chrupiących. Przez chwilę zastanowiła się nad proponowanym eliksirem, przyglądając się mu, niczym koneser dobrego wina. Drugą rękę wsunęła pod ramię Oleandra, aby goście przypadkiem ich nie rozdzielili. Bardzo nie chciała musieć pytać innych ludzi, gdzie jest jej para. Miała szukać kogoś zdecydowanie innego w tłumie. Przyszłego męża. — Co może stać się wielkiego? — Byloby interesująco, gdyby w eliksirze był prawdziwy test czystości krwi, który sprawiłby, że każdy, kto jest skrycie bękarcim mieszańcem, zmienił się w kurę. Albo umarł. — To nie jest przaśna impreza wiejska. Zmieni się w nią dopiero jakoś po północy. Deirdre miała bardzo realistyczne podejście do takich przyjęć i zero złudzeń na ich temat. Wszyscy trzymali fason do czwartego kieliszka. Im więcej alkoholu zatruwało ich krwioobieg, tym większe było prawdopodobieństwo zezwierzęcenia. Kiedy można zwolnić wodze, a maski tylko do tego zachęcały. Dlatego wypiła eliksir eleganckim gestem,. zakrywając usta dłonią. *Przysłowie o śniegu - Each snowflake in an avalanche pleads its innocence RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 04.01.2026 Pocałunek Dementora Eliksir, który sprawia, że nagle czujesz nieodpartą potrzebę, by podejść do pierwszej osoby, która znajduje się w zasięgu twojego wzroku, i złożyć na jej ustach pocałunek. Rzuć na rozproszenie, by spróbować oprzeć się działaniu eliksiru. W przypadku porażki musisz pocałować osobę, na którą spojrzałeś. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Oleander Crouch - 04.01.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6egnDJP.jpeg[/inny avek] Rozmawiam z Dei, piję drinka przy stole Perłowe zęby kontrastowały z ustami pociągniętymi czereśniowym błyszczykiem, gdy błysnął ich bielą w pozornie słodkim uśmiechu. - Gwiazdko, moja skóra to ubranie docelowe. Dlaczego mam odmawiać innym piękna swojego dzieła? Ja jestem swoim własnym płótnem, ubrania to tylko przymusowe dodatki. Komponowanie kreacji to też swego rodzaju sztuka, jakoś ludzie muszą sobie rekompensować fakt, że nie mogą z mrugnięciem oka zmienić całej reszty, prawda? - przekrzywił głowę, pozwalając niesfornym kosmykom ulokować się w sadzawce obojczyka - Pamiętasz, kiedyś zastanawiałem się czy jakby całkowicie ją ściągnąć, to mógłbym stworzyć nową. Włosy przedłużam, kości zmieniam, kolor skóry też, to czemu nie całość? - właściwie to zadał to pytanie dziadkowi, gdy ten nauczał go jak panować nad zmianą, jak ją kształtować. Skutkiem znalezienia matczynych ksiąg o Asyryjczykach, którzy skórowali więźniów, był zakaz wejścia do jej gabinetu. Nikt nie spodziewał się, że zrozumie język zapisków porzuconych na mahoniowym biurku. Ojciec liczył, że rodową umiejętność odziedziczy po nim, a nie Shafiqach. Desmond i Deirdre zapewne wysłuchali historii wyczytanej z antycznych zapisków z o wiele większym zaciekawieniem niż dziadek Crouch - Ale nie można stworzyć czegoś z niczego, prawda? Teraz już wiem. Poza tym, bez całej reszty, skóra byłaby bezużyteczna, to ja nadaje jej właściwości przez które jest wyjątkowa - jej i wielu innym rzeczom jak i ludziom. Był słońcem, nie chował się pod osłoną nocy, bo blaskiem wybudziłby nawet niedźwiedzia ze snu zimowego. Dla lepszego efektu, poruszył długimi palcami, a paznokcie zmieniły kolor od pudrowego różu przez czereśniową czerwień, burgund aż po głęboką czerń, dopasowując się do łabędziego akcentu stroju. - Na rany Morgany, może to jakiś symbol przemijającego wieku? Moja mama nie chciała mi dać spokoju z ulizanną. Dopiero niedawno udało mi się wyrwać z jej okowów. Po co komu taka zbroja chrupiących jak śnieg kosmyków? Ani to przeczesać, pozwolić komuś sobie założyć za ucho, doprawdy, cokolwiek - zgodny lament młodszej generacji nie szczędził matek. Dotyk przyjął z pewną przyjemnością, choć definitywnie taktyczny, przyciągał go do ziemi, uświadamiał o chwili trwającej; przysunął się do niej i mimo że zachował granicę komfortu, wyczuwalna nuta jaśminu z ciężkością tytoniu i świeżością cedru wydawała się na chwilę przysłaniać wszystkie inne zapachy. - Impreza jest taką, jaką ją tworzymy. Grunt to się dobrze bawić, prawda? No, może są od tego wyjątki. Raczej na pewno - myśl o imprezowaniu wśród, chociażby mugolaków, sprawiła, że powierzchnie nosa pokryły zmarszczki. Nie chciał myśleć o oblewających go czerwoną farbą ewolucyjnych błędach Matki. Po cóż dana im była magia? Toż to musiała być tortura, żyć w świecie, którego się nie rozumiało i nie szanowało. - Nie zniknęłaś, nie zmalałaś ani nie urosłaś do kolosalnych rozmiarów, ale eliksir musi jakoś działać. Możesz mówić? - wyciągnął dłoń, aby dotknąć ją w nos, ale powstrzymał się w ostatnim momencie. Jego oczy zakrywały okulary, ale przez nienaturalną zieleń spojrzenia zatańczyła barwa skruchy. Będąc w bliskiej relacji z nią i Desmondem, szybko załapał, że to oni inicjowali dotyk - Upewniam się tylko, wolałbym uniknąć takich efektów, gdy wypiję swój - nie był pewny działania substancji, ale fakt, co mogło pójść nie tak? Przecież Lestrange'owie nie mogli pozwolić sobie na bardzo skandaliczne wydarzenia, nie w momencie, gdy balem próbowali podtrzymać dewizę 'show must go on', która towarzyszyła również Ekstazie Merlina. - Wpierw zwilżę gardło, lepiej mieć poślizg - zażartował, wiedząc, że znaczenie i tak przefrunie obok głowy kobiety i sięgnął po jednego z ognistych drinków, wypijając zawartość na jeden raz. Alkohol zapiekł w język i podniebienie, zmywając z nich woń zmieszanego z wiśniami i goździkami tytoniu. !plonacedrinki RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 04.01.2026 Czysty błękit Po wypiciu tego drinka twoja skóra zmienia kolor na błękitną. Efekt utrzymuje się przez 2 kolejki. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Deirdre Malfoy - 04.01.2026 Nadal z Oleandrem — Wiem — skwitowała opowieść o metamorfomagii. Miała dobre oceny z wykładów na temat wariacji magicznych przekazywanych pokoleniowo w rodzinach, zresztą była to w dziedzinie zainteresowań hybrydami Deirdre, możliwość modyfikacji określonych cech dziedzicznych na żądanie i wbrew wariacjom gatunkowym. Asyryjskie skóry za to brzmiały okropnie barbarzyńsko. Mogły jednak mieć jakiś cel, który Oleander pominął calkowi w swoim wywodzie na temat swojej własnej wspaniałości. — Muszę jednak przyznać, że raz się przydała. Pamiętasz, jak były protesty charłaków? Obserwowałam wtedy leczenie rany. I miała właśnie tyle produktu, że po prostu wycięli kawałek włosów, gdzie trzeba było dokonać zabiegu i reszta trzymała się wbrew grawitacji, nie przeszkadzając w leczeniu. Deirdre oblizała wargi końcówką języka, jakby próbowała wykryć, jakie składniki tworzą eliksir, ale mogła wykryć tylko kilka komponentów. — Nic nie... — wtedy spojrzała na swojego towarzysza, źrenice jej się rozszerzyły. — Na prawdę mam ochotę cię pocałować, Oleandrze, co jest wyjątkowo nie na miejscu, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze chwilę temu nie chciałam. Chciała to zignorować, to ciągnące pragnienie, ale było jak swędzenie w bucie podczas ważnej rozmowy z przełożonym. Absolutnie irytujące i nie dające się opanować, pomimo najszczerszych chęci. W odwrocie do swoich pragnień wywołanych eliksirem, zacisnęła ciasno usta w wąską, białą kreskę i wyciągnęła swoją różdżkę. Rozproszenie ◉◉○○○: Rozproszenie efektu eliksiru [roll=N] Rzuciła zaklęcie, które przyniosło natychmiastową ulgę. Na nowo była niezainteresowana całusami z Crouchem, jak zwykle. Wypuściła głośno powietrze, ramiona jej się rozluźniły. — Wymagania czystokrwiści oraz ten eliksir sugerują mi, że Lestrange powzięli sobie za punkt honoru uczynić kilka nowych mariaży pośród gości podczas tego przyjęcia. Interesujące. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BLNfhD2.jpeg[/inny avek] RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Robert Albert Crouch - 05.01.2026 Motyl krył twarz nieznajomej o uroczym głosie i słodkim uśmiechu. Och, jakie to było niezwykłe doświadczenie, charakterystyczne dla takich wydarzeń. Kompletna anonimowość osób znanych i wpływowych. Jaką tożsamość mogła skrywać biała maska? Kogoś, kogo znał z afiszów? Z Ministerstwa? A może jakąś zwolenniczkę Voldemorta z nieczystymi intencjami? Nie dało się wiedzieć. Właśnie to było w tej zabawie najlepsze. – Tak, to jeden z tych rodów, który tworzy wokół siebie tę dziwaczną otoczkę – odrzekł Robert z delikatnym przekąsem. Nie chciał wspominać o tym, że ta cała "tajemniczość" jedynie wzmagała jego podejrzenia, że w zdobionych ornamentalnie szafach kryły się trupy. Zaprowadził kobietę na parkiet. Umiał tańczyć podobnie jak każdy wychowany w arystokratycznej bańce dżentelmen. Ba! Uważał się za dobrego w tej sztuce. Prowadził partnerkę, dając jej jednocześnie pewną swobodę. Kroki opanował tak, że nawet nie musiał o nich myśleć. Rytm muzyki porwał go, czuł się, jakby uniesiony w powietrze. Potem przeszli do ogrodu, z bijącymi szybciej sercami i drinkami w dłoniach. Chłodne jesienne powietrze przyjemnie ochładzało ich po tańcu. – Też o nich słyszałem – spojrzał na otaczające ich czarne róże. Ich obecność rzeczywiście zdawała się nasycać powietrze dziwaczną energią. – Mógłbym się założyć, że prędzej czy później ktoś pijany lub popisujący się nieporadnie przed piękną kobietą dotknie któregoś z kwiatów. Ale czy w tych kręgach nie byłby to kolejny skandal, który zniknąłby wraz z pojawieniem się kolejnego? Takie kuszenie losu. – Wraz z tymi słowami uniósł wolną rękę nad płatkami jednej z róż. – Chciałaby pani kiedyś taką dostać? Róże, której płatki przesiąkły tym, o czym ludziom nie będzie dane się nigdy dowiedzieć? !plonacedrinki [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mOJXUSJ.jpeg[/inny avek] RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 05.01.2026 Nieskazitelna biel Po wypiciu drinka twoje tęczówki stają się białe jak śnieg. Nie masz problemów z widzeniem, jednak wygląda to dość osobliwie. Efekt utrzymuje się 2 tury. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Baba Jaga - 08.01.2026 Rodolphus & Laurence- Nieodpowiednio to małe niedopowiedzenie - kobieta westchnęła boleściwie, wyraźnie podkreślając swoją dezaprobatę dla tego faktu. Jeśli faktycznie uważała, że nie należała do tego miejsca, to nie dawała tego po sobie poznać. Stała na swoim miejscu, wyprostowana, wciąż delikatnie wachlując się zdobionym w białe pióra wachlarzem. Komplementowały one jej maskę, kontrastując jednocześnie z czarną, aksamitną suknią. - Może. Wyglądało to jak skrywane bolączki serca, które zwyczajnie znalazły ujście. Ale cóż poradzić, kiedy podobno serce nie sługa? - zapytała słodko, uśmiechając do tego lekko, ale spojrzenie na moment przeskoczyło gdzieś dalej, odrywając się od Rodolphusa i spoglądając na przechodzących obok nich ludzi. - Jest pan niepotrzebnie skromny. Nie o chwile spędzone, a o skradzione chodzi. Ale Spalona Noc wszystkim chyba odebrała wiele chęci i czasu. Do flirtów przede wszystkim. Bo jak znaleźć miłość pośród tych zgliszczy? - do tej pory, na odsłoniętych ustach można było dopatrzeć się chociażby cienia uśmiechu. Grzecznego, wystudiowanego, ale w momencie kiedy do rozmowy dołączył Laurence i dwóch ochroniarzy, miły wyraz został zastąpiony grymasem. Wachlarz zatrzymał się, tylko po to by stuknąć o otwartą dłoń i tym samym zostać zamkniętym. - Na jakiej niby podstawie? - zapytała, lustrując mężczyzn spojrzeniem, ale koncentrując się przede wszystkim na Laurencie. - Przepraszamy panią, ale musimy jeszcze raz zweryfikować tożsamość, gdyby tylko mogła pani... - odezwał się jeden z ochroniarzy spokojnie, ale kobieta dość szybko mu przerwała. - Została zweryfikowana na samym wejściu, wraz z tożsamością całej kolejki gości, która również ustawiała się do wejścia. To niedopuszczalne... [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=AwRmc8T.png[/inny avek] |