Secrets of London
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki (/showthread.php?tid=6052)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Émile Mulciber - 16.08.2026

Uśmiechnął się do Lydii, rozbawiony jej słowami. Doceniał to poczucie obopólnej swobody we wzajemnych kontaktach. Obawiał się, że niezręczność będzie wieczna i skazi ich przyszłe małżeństwo na amen, ale nic takiego się nie stało. Oboje rozumieli, w jakiej byli sytuacji, i w tym odnajdywali swego rodzaju wspólnotę. Dawało to Émile'owi dużo spokoju ducha.

– Nie zrujnuje mojej reputacji zjedzenie jednego słodycza, choć z pewnością ją nadszarpnie. Masz zatem rację, żeby najpierw nacieszyć się wytrawnymi daniami – rzekł, wpatrując się w fiołkowe oczy. Cieszył się, że dopasował do nich swój dzisiejszy strój.

Poprowadził kobietę do stolika, choć już niewiele pozostało wolnych. Ludzi zeszło się co niemiara. Niektórych Émile rozpoznawał, chociażby swoich kolegów ze Szpitala świętego Munga. Anglia stawała się mu coraz mniej obca, co przyjmował z pewną dozą ulgi. Z tyłu głowy czaiły się oczywiście lęki powiązane ze Spaloną Nocą. Jednak chwilowo Mulciber nie zawracał sobie nimi głowy. Starał się nie myśleć, czy wśród gości aby nie było jakichś Śmierciożerców.

Odsunął Lydii krzesło, a gdy już usiadła, wziął ze stolika menu powitalnego obiadu. Zacisnął usta w cienką kreskę. Zamyślił się. Wiedział, że będzie pewnie czekał nieco dłużej na zamówienie ze względu na swój wegetarianizm.

– Wezmę zupę warzywną i bezmięsną wersję zapiekanki pasterskiej. A do picia… peut être smoczy grzaniec. Zaszaleję. – Wiedział, że jego wersja szaleństwa była wyjątkowo nudna. Miał nadzieję, że Lydia mu to wybaczy. – A na co ty byś miała ochotę?


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Lorien Mulciber - 16.08.2026

Nie ciągnęła tematu potencjalnej przyszłości we Włoszech, zwłaszcza, że Aaron nie podjął zaczepki. To był temat na o wiele dłuższą i trudniejszą rozmowę niepasującą do tego co mieli tu i teraz.
- Nawet mugole rozgryźli ten cały beton. I to przed wiekami. Nie przekonasz mnie, że tkwi za tym jakaś wielka tajemnica i niepojęta inżynieria.- Stwierdziła tylko w odpowiedzi.  O wiele bardziej interesujący wydawał się ten "grecki ogień", czymkolwiek by nie był. Planowała o to podpytać jednak później.
Nie dało się ukryć, że Lorien Crouch od zawsze była kobietą, która lubiła, gdy wszystko układało się  dokładnie tak jak sobie to zaplanowała. Ale ostatnimi czasy nic nie szło zgodnie z jej planem. Nic. Więc pozostała jedna wielka improwizacja i zabawa w kotka i myszkę z przeznaczeniem.
Może dlatego tak łatwo przychodziło jej teraz obracanie wszystkiego w żart? Łatwiej było śmiać się z betonowych bucików i włoskich kuzynów, niż zastanawiać się, ile z tych scenariuszy mogło pewnego dnia stać się ich rzeczywistością.
- Ja cię obronię.
Przez chwilę patrzyła na niego z tym szczególnym rodzajem niedowierzania, który zwykł pojawiać się na jej twarzy wtedy, gdy Aaron mówił coś, czego nie sposób było skwitować zwykłym „ależ ty znowu bredzisz”. Zwłaszcza że akurat tego jednego nie mogła mu odmówić.
- Och mój krzyżowcu.- Zaszczebiotała niemal z przekąsem, zręcznie kryjąc rumieniec za dłońmi, którymi objęła swoje własne policzki. W takich chwilach bardziej nadawał się na jakiegoś dowódcę czy innego generała niż psa Ministerstwa Magii. Ani myślała dawać mu satysfakcję, że ją te żarciki jakkolwiek ruszały. Bo przecież żartował, prawda? … Prawda?- Cóż ja bym bez pana, panie Moody poczęła?

Skinęła głową w odpowiedzi na przysięgę. Oczywiście mogła zapytać co zamierza zrobić, gdy przyszła teściowa z pewnością zacznie wpychać swoje trzy knuty i sypać uszczypliwościami z rękawa, ale postanowiła mu odpuścić. Jeszcze się z Adeline będzie musiał pomęczyć.
- Po prostu przyznaj, że lubisz jego toasty.
Jeśli chodziło o sprawę nieszczęsnej kurtki Aaron nie miał się co martwić - mogła lecieć z nim. Tak po prawdzie Lorien nie zamierzała go przekonywać, żeby ją zostawił w Anglii. Jak inaczej mogłaby ją wrzucić do wulkanu niczym nieszczęsną ofiarę w jakimś przedpotopowym Imperium; co prawda wcześniej musiała jakoś wyłuskać z niej samego Aarona, bo jego akurat w wulkanie zgubić nie chciała, ale to się pomyśli już na miejscu.

Wyciągnęła z kieszonki w sukience srebrny zegarek na łańcuszku, spoglądając na godzinę niemal z ubolewaniem. Kto by pomyślał, że tak im czas tu zleci i rzeczywiście miło spędzą popołudnie? W dodatku czekał ich jeszcze powrót do domu, no i musiała znaleźć ten nieszczęsny zaklęty przycisk do papieru, który dostali z Urzędu… Szkoda. Naprawdę szkoda, bo restauracja zrobiła na niej naprawdę miłe wrażenie.
- Musimy się zaraz zbierać. Naprawdę nie chcę przegapić tego świstoklika.- Uświadomiła grzecznie aurora.


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - The Edge - 16.08.2026

@Zenon Kozioł @Nora Figg [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ZSHmIee.png[/inny avek]

Dziewczyna była wyraźnie zbita z tropu. To przynajmniej mówiła jej twarz. Odpłynęła gdzieś. Szukała w głowie czegokolwiek, czego mogłaby się chwycić i wrócić na tory tej rozmowy, ale czuła się trochę tak, jakby w nią z impetem wjechał pociąg. Pociąg pełen emocji.

W tej łazience było tak spokojnie.

Dało się zapomnieć o kłującym uczuciu pustki i o przytłaczającej, niemożliwej do zignorowania świadomości tego, jak smutno i żałośnie wyglądało jej życie. Przez moment przynajmniej jakaś część niej chciała tam wrócić. Po co bawić się znowu to wszystko, po co próbować odwrócić to, co miał jej do zaoferowania los? Wszechświat tak bardzo lubił z niej kpić, że schlanie się tak, żeby przestać rozumieć to co ją otaczało, wydawało się czasami jedynym sensownym wyjściem. Mogłaby wciągnąć w tym kiblu coś jeszcze. Wcale nie dziwiło jej to, w jaki sposób odszedł Cain. Przecież to było nie do zniesienia.

Do trzeźwości umysłu nie przywołała jej nawet cisza. Słyszała za plecami jakieś krzyki, ale nawet nie odwróciła głowy. Miała wrażenie, że wszystko co działo się za tym wycinkiem restauracji, w którym Zenek siedział na podłodze, musiało mieć miejsce za grubą warstwą szkła. Czemu wszystko faluje? A on – w zaprzeczeniu tego, jak mówili do niego inni i jak on mówił do nich – skarżył się w sposób cichy. To była całkiem miła odmiana. Szkoda tylko, że absolutnie nic z tego nie rozumiała i coraz mocniej chciało jej się rzygać. Trochę już chyba przywykła do dostawania w gębę, do szarpania, do darcia się na całe gardło, do gróźb, do żałosnego skomlenia. Ludzie zawsze chcieli od niej jej ciała, jej miłości, albo jej zdolności. Nigdy… Nigdy nie chcieli tak po prostu jej. Miało to sens, bo przecież jej nie dało się lubić, nie dało się z nią wytrzymać. Kochało się i lubiło ludzi, a nie wraki. Ale kiedy nikt na nią nie krzyczał ani nie karcił, to się rodziły w jej głowie resztki pozytywnych myśli cudownie kiełkujące na zgniliźnie duszy. Kiedy ktoś był cichy i mówił powoli, prawie dawała radę uwierzyć w to, że Zenek był inny niż wszyscy faceci. Jakaś panienka będzie miała z nim dobre życie.

Przerzuciła ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Odetchnęła. To na pewno pomoże jej nie puścić pawia.

– Nie wiem czego mam nie robić – przyznała. Bo absolutnie nic z tego nie wyniosła. Tępe, przyćpane spojrzenie, jakim go obdarowała, mówiło samo za siebie.

I znów to wszystko robiło się nie do zniesienia.

Jeszcze jedna działka.

– Błagam wróćmy tam i udawajmy, że to się nie stało, zanim się popłaczę. – Po plecach przeszedł jej deszcz. Prawdę mówiąc, nie miała pojęcia, dlaczego Nora tutaj nie przyszła. Zenek przed chwilą krzyczał? Co się stało? Wydawało jej się, że blondynka chciałaby zapobiec jakiejś katastrofie, ale… jak się nad tym głębiej zastanowić, to było naiwne. Nie znała właściwie nikogo poza Cainem, kto nie pozwalał jej na rozwiązywanie wszystkich problemów samodzielnie. Od tego była.

Zaczęła ciągnąć go w kierunku sali restauracyjnej.


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Asena Greyback - 17.08.2026

— Twoje przywiązanie do rodziny zawsze mnie nieco rozczula i napawa zazdrością. — Wzruszyła ramionami. Nauczyła się mówić takie rzeczy bez bólu i przesadnej zawiści, głosem tak samo słodkim lub obojętnym, jak kiedy mówiła o pogodzie lub zachęcała klienta do kolejnego kufla piwa, zanim pójdzie do domu. Żal i zgryzota przestały być aż tak w niej zakorzenione, szczególnie kiedy tyle czasu spędziła pod dachem Rejwachu i przestała się budzić w nocy na każdy niewłaściwy dźwięk.

— A no oczywiście, bardzo dobrze. — Pokiwała głową, nabijając na widelec porcję jedzenia i kierując ją do ust. W tym czasie Woody mógł rozwinąć opis swojego fenomenalnego planu i oferowanych usług, ale ją chyba zaczęło martwić co innego. — Nie chcę siać zwątpienia, ale w sumie czy my uciągniemy jednocześnie BroomDash i to całe ksero? A w sumie… już tak całkiem poważnie mówię, bo to nie brzmi głupio, to można by je wstawić w Rejwachu. Niby w piwnicy mamy trochę miejsca, ale nie wiem czy to najlepsze rozwiązanie, bo chyba fajnie jakby było pod ręką… chociaż… Nie no, jak będzie na dole to pewnie więcej osób by coś kupowało na barze. Lepiej, możesz wejść na dół do ksero, jak coś kupisz do picia. — Popukała się palcem w skroń w porozumiewawczym geście.


[inny avek]https://64.media.tumblr.com/31b816d77eabd0df63ebb2781ccf3638/39d21962a91c4221-72/s500x750/073bd096915ec5db93190758139414504c1b691b.pnj[/inny avek]


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Woody Tarpaulin - 17.08.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JsqvV7K.png[/inny avek]Pojęcia nie miał, co odpowiedzieć, gdy Asena nie ustępowała w kwestii jego przywiązania do rodziny. Nie powiedział więc nic, tylko udał, że nie słyszał i temat został w ten sposób zamknięty. Rozmawianie o rodzinach pośrodku tłocznej restauracji… on wiedział, że to skończy się źle lub co najmniej niekomfortowo, gdy palnie jaką głupotę. To już lepiej było mordę w kubeł — bądź w tym przypadku: w talerz.
Piwo się w międzyczasie Tarpaulinowi skończyło, ujrzał dno kufelka, więc rozejrzał się, żeby wzrokiem złapać panią kelnerkę i sobie zorganizować kolejne. Open bar — niesamowita sprawa. Pan Bertie Bott sobie pewno nie zdawał nawet sprawy, ile by mógł dziś na otwarciu zarobić, gdyby był bardziej chytry, a nie za darmo dawał.
Uzyskawszy obietnicę, że procenty zostaną uzupełnione, powrócić mógł czarodziej do spraw ważnych.
— Wszystko powolutku, na spokojnie, w swoim czasie — uspokoił Woody, bo wyszli mimo wszystko od żartów o wykupieniu całego rzędu kamienic na Nokturnie, to i ten pomysł był żartobliwy. Osobnego punktu ksero w osobnym lokalu otwierać póki co nie zamierzał. — Mniej więcej tak jak proponujesz można spróbować i zobaczyć, czy się przyjmie. Ja i tak, słuchaj, chcę to ksero, bo mi było ostatnio potrzebne do świeczek. Nie pamiętam już, czy ci opowiadałem — podrapał się po skroni — ale do woskowych bolców miały być dokładane skany tego artykułu z Czarownicy, gdzie Mulciber, co je zrobił, goły stoi. — Stary zachichrał się złośliwie. — Przedmiot kolekcjonerski, hehe, ale chuj wziął temat, bo nie miałem jak przedrukować.


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Asena Greyback - 18.08.2026

Obydwoje dopili swoje napitki i obydwoje również zamówili po kolejnej porcji, najwyraźniej mając zamiar korzystać, póki nadarzyła się okazja na darmowy alkohol. Rozmowa o rodzinie pewnie mogłaby się ciągnąć dalej, ale może i Woody miał rację w tym, że komuś wreszcie zrobiłoby się niekomfortowo. Zostawili więc tematykę w spokoju, pochłaniając zawartość swoich talerzy. Było pyszne, tyle mogła powiedzieć Asenka. Pewnie gdyby miała więcej pieniędzy, to od tego dnia przychodziłaby tu częściej.

— Eh. Człowiek by chciał i już natychmiast, jak ma takie genialne pomysły — westchnęła cierpiętniczo. — W sumie to chyba nie, nie przypominam sobie. Ale w sumie dobry pomysł. Rarytas — prychnęła, dłubiąc w kolejnej potrawie. Jeszcze trochę sobie porozmawiali, a jakże, wymieniając się mało lotnymi uwagami i spostrzeżeniami nad deserem, ale wreszcie przyszedł czas że musieli opuścić Zaklętą Łyżeczkę.


Postacie opuszczają sesję
Woody & Asena
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/31b816d77eabd0df63ebb2781ccf3638/39d21962a91c4221-72/s500x750/073bd096915ec5db93190758139414504c1b691b.pnj[/inny avek]


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Lydia Black - 18.08.2026

Być może właśnie tego obawiała się najbardziej, kiedy po raz pierwszy pozwoliła sobie pomyśleć o przyszłym małżeństwie, tj. zażyłości, jakiej społeczeństwo oczekiwało od małżonków — codziennego dzielenia przestrzeni i tych wszystkich drobnych niedogodności, których nie sposób było odesłać wraz z końcem wizyty.

Tymczasem Émile okazał się zaskakująco łatwy do zniesienia. Nie widziała zresztą powodu, dla którego mieliby uczynić z tego przedsięwzięcia coś okropnego. Oboje doskonale wiedzieli dlaczego znaleźli się w tym miejscu. Udawanie, że za ustaleniami rodzin, nazwiskami kryło się coś więcej, byłoby dopiero niezręczne. Ich małżeństwo miało spełnić swój obowiązek, a następnie pozostawić ich oboje przy zdrowych zmysłach. Przynajmniej taki był plan.

Lydia sięgnęła po menu, a następnie zaczęła się przyglądać mu niespiesznie. Jej spojrzenie przesuwało się po kolejnych pozycjach. Zatrzymała się przy dziczyźnie. Rozważyła ją przez moment, po czym przesunęła wzrok dalej. Dania rybne odrzuciła natychmiast.

Jednocześnie nie komentowała jego wyboru. Nie zamierzała przecież odbierać mu tej namiastki szaleństwa, jaką najwyraźniej stanowił smoczy grzaniec.
— W takim razie pozostanę przy brązowej zupie windsorskiej — oznajmiła. — Do tego proszę o czarną herbatę. Muszę przyznać, że Zaklęta Łyżeczka nie będzie musiała długo martwić się o klientelę. To dobrze wróży właścicielom — powiedziawszy to, znów skierowała uwagę ku Émile'owi. Dostrzegła krótkie zawahanie na jego twarzy. — Coś nie tak?


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Émile Mulciber - 26.08.2026

Dziwił się, jak wiele wyłapywała Lydia. Zazwyczaj ludzie nie zauważali drobnych grymasów, dopóki reszta maski pozostawała nienaruszona. Rzadko kto skupiał się realnie na swym rozmówcy. Tak naprawdę częściej pozostawali oni przejęci samymi sobą, tworzeniem wyobrażenia własnego wizerunku u innej osoby. Émile oczywiście starał się przyglądać innym, wyczytywać ich odczucia. Robił to jednak zazwyczaj w celu dowiedzenia się, co myślą oni na jego temat. Czego oczywiście – bez zdolności leglimencji – dowiedzieć się nie mógł. Kierował się zatem własnym gustem i własnymi uprzedzeniami. Dlatego zdziwiła go Lydia. Jej troska, ale i wyjątkowe skierowanie na zewnątrz, a nie wewnątrz. Może przy niej powinien bardziej uważać?

– Wszystko dobrze, mon cheri. Po prostu zaniepokoiłem się, że na wegetariańskie dania będę musiał czekać dłużej. A chciałbym zjeść ten obiad razem z tobą – rzekł szczerze. Czasem prawda pozostawała lepszą opcją niż kłamstwo. Niektórzy w socjecie kochali łgać na każdy możliwy temat. Przynosiło to jednak finalnie więcej szkody niż pożytku. – Pamiętam, jak bywałem na uroczystych kolacjach w Paryżu. Niektórzy wprost musieli podawać dania z dodatkiem mięsa, a innych opcji nie było. Kończyło się na jedzeniu jedynie puree i warzyw i marnowaniu mięsa, które musiało oczywiście znaleźć się na moim talerzu, mimo wyraźnych próśb.

Nie mówił dużo na temat swojego wegetarianizmu, bo wiedział, że inni nie podzielali jego poglądów. Uważał jednak, że jedzenie mięsa nie było jedynie niezdrowe, ale i w jakiś sposób barbarzyńskie. Zjedzenie ciała innego żywego stworzenia powinno być ostatnią deską ratunku przy niemiłosiernym głodzie, nie zaś głównym elementem potrawy. Ile dań nazywano po rodzaju mięsa, które stosowały? Befsztyk z czymś, kotlet z czymś, wołowina z czymś. Nawet we francuskiej kuchni, którą Émile preferował ponad angielską, pojawiało się mnóstwo mięsa. A zamienniki? One mogły smakować niemal tak samo, może nawet lepiej, bo nie leżały tak na żołądku. Mięso zaś, szczególnie czerwone, nie miało najlepszego wpływu na zdrowie. Wielu jadło je codziennie, podczas gdy powinno się je spożywać maksymalnie trzy razy tygodniowo. Oczywiście, niektórzy kłócili się o dobrze przyswajalne żelazo, o witaminę B12, o białko. To jednak można było uzupełnić odpowiedzialną dietą wegetariańską. Taką, po której nie miało się problemów z sercem na starsze lata. To nie omijało nawet czarodziejów, choć bardzo chcieli oni w to wierzyć.

– To jednak nic takiego. Skoro istnieją opcje dla wegetarian, nie mam na co narzekać – odparł życzliwie.

Po chwili podszedł do nich kelner, by przyjąć ich zamówienie. Okazało się na szczęście, że bezmięsne opcje były dostępne w tym samym wymiarze, co mięsne. Émile przyjął tę informację z ulgą. Wzbudziło to w nim realną sympatię do lokalu, bowiem rzadko który decydował się na zapewnienie zamienników każdemu mięsnemu daniu z karty.

Spojrzał na swoją śliczną narzeczoną. W jej fiołkowych oczach zawsze czaiło się coś nieodgadnionego. Jakaś obawa? Zmęczenie? Widmo snów, których doświadczała? Zauważył zresztą, że zamówiła sobie tylko zupę, bez drugiego dania.

– Jak się czujesz? Pamiętaj, że jeśli będziesz potrzebowała, możemy wyjść wcześniej. Znam mnóstwo grzecznych wymówek, więc nie byłoby to nawet aż takie faux pas – posłał jej uroczy uśmiech.


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Zenon Kozioł - 26.08.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=TcmZtQq.jpeg[/inny avek]
Drzwi patrzyły na niego. Kelnerka również wydawała się życzliwsza niż wcześniej. Chociaż Zenek miał problemy z nazywaniem emocji, to rozumiał, że to nie była sytuacja, w której miał ochotę być. W pulsie Florki nie wyczuwał już człowieka, którego znał. Po prostu dziwnie mu było i chciał stamtąd spierdolić. Mimo to wrócił do stolika, bo nie mógł zostawić Nory. No i zamówił jedzenie jeszcze, a gdyby go nie zjadł, to by się zmarnowało. Darmowego jedzenia nie należało wyrzucać. Gdy zjadł, podziękował Norze za posiłek i wrócił sam do Rejwachu.

Postać opuszcza sesję



RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Lydia Black - 27.08.2026

Lydia rzeczywiście należała do tych panienek, które pozwalały swojemu spojrzeniu spoczywać na człowieku odrobinę dłużej niż nakazywałyby dobre maniery. Nie czyniła tego jednak z natrętnej ciekawości ani z tej próżnej żądzy, która kazała na przykład takim Fawleyom zaglądać pod cudze maski jedynie po to, aby później mogli chełpić się tym, co pod nimi znaleźli.

Uśmiech narzeczonego również nie był dla niej rzeczą tak prostą, jak zwykło się sądzić. Jeden pojawiał się na ustach z obowiązku, drugi z przyzwyczajenia, trzeci najrzadszy rodził się naprawdę i nie potrzebował żadnego usprawiedliwienia. Ostatecznie odkładała w pamięci jak drobne przedmioty do starego wyłożonego aksamitem pudełka bez potrzeby natychmiastowego wydawania sądu.

Oparła plecy o wysokie oparcie krzesła. Jej sylwetka pozostała wyprostowana, ale sztywność ramion zdradzała jeszcze resztki napięcia.
— Twoje przekonania dotyczące jedzenia… Podziwiam je. Nie rozumiem ich do końca, lecz podziwiam. Nie każdy ma odwagę mówić otwarcie o tym, co kładzie na własnym talerzu i z jakiego powodu. Tym bardziej nie każdy posiada dość śmiałości, aby sprzeciwić się tradycji, choćby chodziło o rzecz tak pozornie błahą jak… jedzenie. Twoja matka… twoja rodzina… nie miała z tym problemu? — słowa wydały się nie na miejscu. Pytanie posiadało w sobie niezręczność… Jak gdyby zapytała nie o sposób odżywiania, lecz o cenę, jaką człowiek musiał zapłacić za odmienność. Może zresztą właśnie o to jej chodziło.

Wspomnienie jednego z dawnych kandydatów przemknęło przez jej myśli nieproszone. On również twierdził niegdyś, że się o nią martwił. Później przyszły sugestie, że Whitecroft, rytuały i seanse nazbyt ją wyczerpują, więc powinna ograniczyć swoje zaangażowanie, przynajmniej na czas przygotowań. Lydia pamiętała, jak szybko sprawiła, że przestał być kandydatem.

Od kilku dni rzeczywiście towarzyszyło jej zmęczenie. Sny odbierały jej nocami więcej sił, a granica pomiędzy snem i jawą stawała się cienka. Nie były to jednak rzeczy, które należało wyznawać przy wspólnej kolacji. Pewnych tajemnic nie wypowiadało się nawet przed tymi, z którymi miało się dzielić dom. W związku z tym, uśmiechnęła się jedynie łagodnie.
— Czuję się dobrze. Nie sądzę byśmy musieli jeszcze uciekać. Jakie wymówki stosujesz? Podasz mi przykład?