Secrets of London
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Victoria Lestrange - 16.03.2023

No nie, nie zamierzała udawać, że nic nie widziały. Przyłapany to przyłapany, więc Victoria czekała, aż smarkacz odda co tak nieumiejętnie zwinął myśląc, że nikt nie zauważy. Uniosła tylko wyżej brwi zaskoczona, bo serio… czy one wyglądały jakby miały go pobić? Nie zaprzątała sobie tym jednak głowy i spokojnie obserwowała chłopca i jego rozmowę z Mavelle. Bo Lestrange chciała się upewnić, że młody nie wykręci kolejnego numeru. Alvin, po prostu, bez nazwiska. Cóż… Może tak, może nie, nie miała przy sobie eliksiru prawdy, a nawet jeśli by go posiadała, to nie użyłaby go w takiej sytuacji. Wisiorki w końcu wylądowały na dłoni Victorii, ta zerknęła na nie pobieżnie i wróciła spojrzeniem do chłopaczka.

Na wymowne pytanie Bones, Alvin tylko zacisnął usta, wytrzeszczył oczy i pokręcił głową. Jak dla Tori, to mogło znaczyć jednocześnie, że nie ma rodziców, ale też żeby im nic nie mówić… Ale.. Ach, nie miało to większego znaczenia i tak. Widziała na sobie spojrzenie Mavelle.

- Dobra, zmykaj. Ale jak nadal będziesz się tu kręcić i próbował kraść, to cię tak szybko nie puścimy – stwierdziła z westchnieniem. Wahała się przez moment nad tym, czy mu nie dać jednego sykla, ale uznała, że to go może jeszcze zachęcić do dalszego kombinowania. Alvinowi na szczęście nie trzeba było tego powtarzać i zaraz uciekł w swoją stronę… miejmy nadzieję, że po prostu STĄD jak najdalej. A Victoria… poczekała na Mavelle i odwróciła się w kierunku stoiska, spod którego w takim pośpiechu rzuciły się w pogoń, tyle że teraz to po to, żeby pannie Zamfir oddać skradzione wisiorki.

I dalej w trasę ich patrolu.

Wtedy też w oczy Victorii rzuciło się wielkie koło, koło którego stał goblin i uśmiechał się parszywie tymi swoimi trójkątnymi ząbkami.

- Chcesz spróbować? – zapytała swoją towarzyszkę. No bo… co im szkodzi? Zakręcenie kółkiem nie będzie trwało przecież godziny, a ledwie… no bo ja wiem, kilkanaście sekund. Tori rozglądała się przy tym, widziała też innych przedstawicieli ministerstwa, w tym Brennę i Atreusa, ale nie zamierzała machać do nich ani krzyczeć z oddali. Za to spokojnie podeszła do koła (bynajmniej nie koła fortuny), by sobie zakręcić. I miała nadzieję, że i Mavelle będzie chciała, niech też coś mają z pracy w taki dzień, prawda?


!goblin


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023

Loteria fantowa


Zakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku.

Wylosowałeś: Mundur Brygadzistki ze zdecydowanie za krótką spódniczką. Do pary z puchatymi kajdankami.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Martin Crouch - 16.03.2023

Czy rzeczywiście skazany był na żałobę? Czy może powinien spytać właścicielkę stoiska o szczegóły związane z onyksem? Może kryło się tu jakieś pozytywne znaczenie?

Rozważania przerwało wylosowanie kulki. Oto chwila prawdy. Głos przyszłości. Nakładał dodatkowe znaczenia na tą nic nie znaczącą loteryjkę, ale cóż innego mu zostało?

Ostrożnie otworzył kulkę i przyjrzał się pierścieniowi. Obiekt zabłysł na zielono. Martin przyjrzał się misternie wyrzeźbionemu kameleonowi. Cóż za interesujący wybór. A najważniejsze — w końcu pojawił się kolor. Ale to nie wszystko. Pierścionki te miały mieć dodatkowe efekty magiczne. Wsunął więc go na palec...

W pierwszej chwili nie zrozumiał, co się dzieje. Usłyszał krzyk Daisy i odwrócił się w jej stronę. Co będzie niesamowite? Czy pierścień zmienił coś w jego wyglądzie? Spojrzał w dół, a wtedy kosmyki włosów wsunęły mu się na twarz i dojrzał.

Mieniły się na tęczowo.

Zapatrzył się w to wyjątkowe zjawisko, gdy dotarła do niego druga część wypowiedzi. "Znowu?" Czy to rzeczywiście autorka jego poprzedniego zdjęcia?

— Poczekaj — zawołał za nią najprawdopodobniej zbyt słabo, by głos przebił się przez tłumy, ale zaraz też ruszył w stronę kobiety. — Czy to ty robiłaś zdjęcia na balu Longbottomów?

Głos Martina był spokojny. Zdecydowanie nie wypływał z niego zarzut, bardziej zainteresowanie. Tęcza jego włosów wyglądała komicznie w połączeniu z czernią jego stroju i oszpeconą bliznami twarzą. Dotąd nie pomyślał, że to może z ich powodu mało kto chce z nim rozmawiać, co może stać się również teraz.




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Alanna Carrow - 16.03.2023

Oczywiście że nie bawiło. Nie mogło. I nawet nie myślała o śmierciożercach – bardziej bolało ją serce na myśl o tych wszystkich, którzy zostaną poszkodowani.
  I na myśl o tym, że może zbyt głęboko brnęła w przetrwanie; może najwyższy czas spojrzeć w lustro i przyznać sama przed sobą, że tak naprawdę to tchórzostwo? W każdym razie, jeden element nie pasował do obrazu rozbawienia: oczy. Ciemne, pozbawione tej iskry, która powinna się pojawić, gdy ktoś faktycznie żartował czy się radował.
  Alanna nie cieszyła się na myśl o chaosie. I, co chyba najważniejsze, nie miała tego świra w oczach, co jeszcze przed ponad rokiem.
  - ”Się”? Och, obawiam się, że to zadanie niemożliwe do wykonania. Musiałabym sobie wytransmutować to i owo, ale to byłoby raczej… nudne – wypaliła bez większego namysłu. Właściwie to Clare była całkiem pewna, że Alanna powiedziałaby coś zgoła innego, niemniej brała poprawkę na to, że miała do czynienia z Rookwoodem… Tego nazwiska się nie ignorowało.
  - No wdepnąłeś i co z tego? Zrobisz kolejny krok, wdepniesz znowu, następy – i znowu. Co krok wdepniesz, po jaką cholerę sobie głowę tym zawracasz – zagderała niczym rasowa żona, susząca o coś głowę mężowi. Cóż, odrobina współpracy w tej sytuacji była mimo wszystko wskazana – No właśnie, znowu będą – przytaknęła, przewalając teatralnie oczyma.
  Po Ulyssesie przyszła kolej na Vesp i na następną szopkę, a potem… na nią samą. Kamień zaciążył mocniej niż do tej pory.
  - Och nie. Mój pierścionek po babci! – załamała ręce, gdy dotarli w okolice miejsca, gdzie miała zostawić swój element układanki – Szybko, pomóżcie mi szukać!ponagliła rodzeństwo Rookwoodów, kucając i niby to przeszukując teren dłońmi. Gdzieś w międzyczasie upuściła kamień i wcisnęła go w ziemię; dopiero po dłuższej chwili poszukiwań się poddała.
  - Chyba musiałam go zgubić wcześniej – jęknęła z całą boleścią, na jaką ją było stać, pociągnęła też nosem dla dodania realizmu. I pokiwała głową na znak, że goblin to nie taka głupia opcja.

313/563



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Sarah Macmillan - 16.03.2023

Sarah przywitała się z Theodorem i Cameronem jedynie ciepłym uśmiechem. Liczyła w tej kwestii na odrobinę zrozumienia, bo w środku i okolicy zaczęło robić się naprawdę tłoczno. Nic dziwnego w sumie - zaraz pewnie zacznie zmierzchać, schodziło się tu bardzo dużo ludzi i to było piękne, ale... jak ich wszystkich obsłużyć? Nie mrugnęła więc nawet, chociaż Theo nalał sobie herbaty sam.
I co?
- No można tam mieć... - tutaj już zwątpiła w to, czy wypadało to mówić pięknej, wysokiej pani na głos - ...swój intymny moment.
A to całe pochylenie się... Co za dziwna sprawa.
- Schlebia ci to? - Że ją zawstydził? Że tak namieszał jednym gestem? Była ciekawa odpowiedzi, jaką udzieli ten cały Gio, bo ciekawili ją ludzie tak łatwo rozpalający w innych silne emocje.
Wciąż czerwona, ale teraz nieco szerzej uśmiechnięta, przyjaźnie objęła Charlesa w pasie, przysuwając go do siebie. Potarła też jego włosy w ramach powitania.
- Jasne, że mogę, jestem kapłanką Pani Księżyca, niech Matka będzie wam pszewodniczką na nowej dlodze życia - potwierdziła to, nie miała jednak zamiaru spełnić tej prośby. Macmillan nie była głupia. Bardzo dobrze wiedziała, że połowa tutejszych imprezowiczów była upojona amortencją (halo - sama dodawała ją do swoich herbat), pijana lub naćpana, a niektórzy mogli odebrać odznaki za wszystko. Poza tym nie mogła udzielić im ślubu tak po prostu, bo musieli przecież podpisać papierek. - Ślubów udzielamy jednak w nocy... Jeżeli wlócicie tu w nocy, to mogę połączyć was węzłem małżeńskim... - W takim razie pójdą się gździć? Czy miała im teraz życzyć powodzenia?
- Toć czy nie jest wspięcie się na majowy pal z wiankiem wyblanki o wiele lepsze niż jakiś tam wieczól kawalelski? - Rzuciła do Theodore'a, słysząc jego pytanie. Ale tak, też mu się nie dziwiła. Blondynki... były blondynkami.
- Julek, zobacz ile osób - skinęła głową w stronę budującego się w pobliżu tłumu - pomóż mi nalać kilka helbatek, ploszę. Dobsze się dzisiaj bawisz? - Obniżyła głos do konspiracyjnego szeptu. - Ej, to jest chyba Eunice Malfoy. J-ja jej naleję... - I tak też zrobiła. Panna Malfoy mogła podziwiać zaczerwienioną twarz kapłanki, kiedy ta wręczała jej filiżankę.

(sorry, że dłuższy :*)


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Leta Crouch - 16.03.2023

- Myśl, Cal. Jak może zrobić w niej jaskinię hazardu, skoro zostałby w niej zamknięty na trzy spusty? Żadnego wychodzenia, żadnych gości, tylko posiłki dostarczane przez skrzata. A jemu już bym ręce przy dupie urwała, gdyby się w hazard wplątał – niemalże wyrecytowała. I zaraz się wyszczerzyła. Ha!
  - Dokładnie tak. Dopasowane stroje, identyczne bransoletki, naszywki, wisiorki będące całością, gdy się je złoży i kucyki… dobra, to ostatnie to jednak nie – wyliczyła praktycznie na jednym wydechu. Wizja całkiem zabawna, jak się zastanowić, ale też jedno było pewne: Leta nie miała zamiaru przystąpić do jej realizacji. Pewne rzeczy były i miały pozostać żartami.
  Przy jednej herbacie początkowo zmarszczyła nos, gdy odczuła głównie kwaśny smak, niemniej nie grymasiła – dzielnie wypiła. Ale druga…? Merlinie i Morgano! Nigdy nie miała porządku na głowie, ale teraz włosy Lety jeszcze bardziej się nastroszyły, przez co wyglądała, jakby ją jakiś piorun strzelił. I jednocześnie wyraźnie się ożywiła – czyżby faktycznie dwie herbaty równały się w jakiejś części życiodajnej kawie…?
  - Nieeee… nie pozwolono mi – zamarudziła. A w oczach zapłonęły chochliki – Chcesz spróbować mojej herbaty? – spytała bardzo, bardzo niewinnym tonem, wyciągając dłoń z kubkiem w stronę Cala. Być może nawet lekko go dotykając przy okazji…
  Nie omieszkała zwrócić uwagi na stoisko Nory; skusiła się na jedno z ciastek, zostawiając oczywiście zapłatę i… na los.

214/1104

!pierwszy koszyk


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023

Orion




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Daisy Lockhart - 16.03.2023

Daisy uśmiechnęła się szerzej, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego jakie zamieszanie właśnie panowało w umyśle Martina. Pokiwała głową, a potem zbliżyła się do niego.
- Tak, to niestety byłam ja. Przepraszam, źle się wtedy do ciebie odezwałam – odezwała się przyjaźnie. – Ale mam nadzieję, że przynajmniej uznałeś zdjęcie za całkiem ładne. Moim zdaniem było jednym z najlepszych z balu. Było takie… - zamyśliła się, szukając odpowiedniego słowa w głowie. – Prawdziwe. Bez całego tego napuszenia, sztucznych uśmiechów i w ogóle.
Było tylko jedno zdjęcie lepsze. Ale jego bohaterka nie była zbyt szczęśliwa, kiedy Daisy jej je ofiarowała, więc Daisy do teraz żywiła do niej niesłabnącą urazę.
- Też chcę taki pierścionek – dodała. – Myślisz, że mi się również trafi taki, który… zmieni moje włosy w kolory tęczy? – zapytała, sięgając do torby by wyciągnąć stamtąd sakiewkę a z niej sykla i wrzucić go do automatu.
Pociągnęła za rączkę, niemal z nabożnym zainteresowaniem czekając na to, co uda jej się wylosować. Potem z równym zaaferowaniem wyciągnęła wylosowany pierścionek i założyła go na palec.
- I jak? - zapytała, spoglądając na Martina. Czekała na werdykt.
!losowanie pierścionka


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023

Pierścionek z niebieskim oczkiem


Po włożeniu pierścionka na palec zauważasz, że wokół ciebie zaczynają latać niebieskie motyle. Od czasu do czasu któryś siada ci na głowie, ręce, lub przysiada na nosie, lekko łaskocząc. Apatyt stanowiący oczko pierścionka został wyrzeźbiony w kształt motyla.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Rowena Ravenclaw - 16.03.2023

Nie, oczywiście, że nikt się nie spóźnił. Ale dla małej Esther, która przyszła dwie godziny wcześniej niż zostało umówione, wszyscy zjawili się po czasie.
Ale o czym? Ach, to. Cóż... nie — machnęła wesoło ręką — Trochę się zestresowałam, że pomyliłam dzień.
Ostrzeżenia Alastora skwitowała tylko uśmiechem i energicznym skinieniem głową. Jej dziadek, ukochany, acz kłopotliwy staruszek, pędził bimber (nie)chlubnie nazywany Oddechem Bazyliszka, który co roku zapewniał niesamowite przeżycia uczestnikom sabatów. Wiedziała aż nazbyt dobrze, czym grozi spożywanie niewiadomego pochodzenia trunków.
Nie, dziękuję. Mam kompot truskawkowy. Ale pan niech się napije, to bardzo ważne żeby się nawa... — umilkła, gdy tuż obok niej przebiegła kura. Zaraz potem przeniosła wzrok na centrum zamieszania; oto czarodzieje jeden po drugim zamieniali się w kurczaki, próbując złapać kurę, która nosiła na swej szyi tiarę. Ową nieszczęśnicą, która po zakupie ozbóbki została przemiona w drób była Lyssa Mulciber, która teraz krążyła pod nogami innych desperacko machając przy tym skrzydłami i zamieniała w kurczaka każdego, kto ją dotknął. — O nie, o nie... — jęknęła zdezorientowana. Zaraz potem wyjęła różdżkę i skierowała jej czubek w stronę rozbieganych kur.
Finite! Finite! Finite! — rzucała zaklęcia.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut kością na rozproszenie celem odczarowania kurczaków - Esther posiada ocenę Nędzny
[roll=N]
[roll=N]
[roll=N]