Secrets of London
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Theon Travers - 21.03.2023

Theon nie był z tych, którzy mieliby sobie za zle to, że dobrze bawili się podczas święta, jakiejś imprezy, nawet bez konkretnej okazji. Człowiek musiał od czasu do czasu wyrwać się z szarej rzeczywistości. Beltane zaś okazało się stanowić do tego odpowiednią okazję. Podczas sabatu można było sobie pozwolić na nieco więcej niż normalnie.

Oczywiście nadal trzymając się pewnych granic.

- Doskonale, na coś takiego liczyłem. - błysnął uśmiechem, kiedy Stella poinformowała go o tym, że nie żałuje tego, iż przyjęła jego zaproszenie. Sam również nie żałował tego, że zjawił się tutaj właśnie z blondynką. Choć początkowo zdawało się, iż niekoniecznie dadzą radę się porozumieć, czas pozwolił im na złapanie pewnej nici porozumienia.

Czy na tyle dużej, żeby na dłużej stali się obecni w swoich życiach? Tutaj ciężko było powiedzieć coś konkretnego. Różnie to bywa.

Przez jakiś czas siedzieli pod wybranym przez Yaxleya drzewem, przy czym Theon starał się nie przesadzać z ilościami wlewanego w siebie alkoholu. Wiedział, że czeka go tego dnia (tej nocy) jeszcze trochę pracy do wykonania. Uważał jednak, żeby nie dać po sobie poznać; żeby sprawiać wrażenie, że piją ze Stellą na równi. Sporo przy tym rozmawiali na luźne tematy. Unikając tego, co byłoby bardziej istotne, cięższe. Mogłoby popsuć atmosferę, która była lekka i przyjemna.

Wreszcie Yaxley się z dziewczyną pożegnał, mówiąc że niestety, ma na ten dzień również rodzinne plany. Razem opuścili polanę, po czym każde z nich wróciło do swojego domu. Będąc z powrotem na Pokątnej, Theon skorzystał z okazji, żeby trochę odpocząć. Zregenerować siły, która na pewno będą mu potrzebne.


Postacie opuszczają sesję



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Lyssa Dolohov - 21.03.2023

Lyssa przemknęła między tłumem ludzi z opuszczoną głową i spojrzeniem wbitym w ziemię, pilnując jednak, żeby przypadkiem na kogoś nie wpaść. Żeby nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi. Nie teraz, kiedy oczy szkliły jej się okropnie, a łzy powoli zaczęły spływać po policzkach. Nie chciała ich, ale im bardziej próbowała je powstrzymać, tym bardziej zdawała się pękać, jednocześnie brzydząc się wręcz tych rys na obrazie własnej osoby.
Dopiero gdy Przebiła się przez największy tłum, który gromadził się głównie w pobliżu pali, zwolniła. Spojrzała z rozżaleniem na swój wianek, który do tej pory przyciskała kurczowo do piersi, przez co był okropnie wymięty i już nie taki ładny. Nie wyrzuciła go jednak. Z jakiegoś dziwnego powodu nie mogła go tak po prostu puścić i pozbyć się go. Uniosła dłoń, jej wierzchem ocierając wilgotne policzki i zaczerwienione oczy. Pomyślała, że w tym wszystkim chyba najgorszy był fakt, że nigdy nie będzie mogła zapomnieć tego, jak ją potraktowano. Na domiar złego, bolała ją głowa. Choroba, podburzona wielowarstwowym rozczarowaniem, przykrymi słowami i bezsensownymi akcjami, które wydarzyły się tak szybko, zasypując ją w zbyt dużej mierze, teraz dawała o sobie znać. Lyssa zaczęła rozglądać się za jakimś spokojniejszym miejscem. Osamotnionym skrawkiem trawy, gdzie mogłaby przysiąść i odpocząć. Nabrać oddechu, ale usłyszała za sobą czyjść głos. Odwróciła się, sztywniejąc na moment.
- Ja... - zmierzyła Ulę zamglonym, zbolałym spojrzeniem. - To nic takiego. Po prostu... po prostu nie czuję się dobrze - wyjaśniła, uśmiechając się do niej niezręcznie i bezwiednie przyciskając wianek ponownie do piersi. W głębi serca jednak była wdzięczna, za tych parę słów.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Stanley Andrew Borgin - 21.03.2023

W tym momencie najważniejsze było bezpieczeństwo Lucy. Dwójka nagabywaczy zdawała się nie odpuszczać. A już na pewnie nie tej zbyt pewny siebie chłopak.

Stanley miał wrażenie, że ktoś wymówił jego imię. Nie zanotował jednak skąd to dokładnie padło, czy gdzieś z tłumu czy może od kogoś z bliskiej okolicy. Teraz to jednak było nieważne.

Danielle próbowała uspokoić Samuela, jednak bezskutecznie. Chłopak miał już ułożony swój plan w głowie. Chciał przywitać Borgina swoją pięścia. Na całe szczęście bezskutecznie. Wystarczyło odsunąć lekko głowę na bok, a cios przeleciał obok. Może gdyby spróbował z zaskoczenia to poszłoby mu dużo lepiej?

Stanley posiadając przeszkolenie brygadzisty wiedział, że zarzewia konfliktu należy gasić, a nie wzniecać. Nie miał w planach krzywdzić Carrowa, lecz dać mu do zrozumienia, że postąpił źle.

Złapał chłopaka za przysłowiowe fraki przy samej jego szczęce - Żeby to mi był kurwa ostatni raz - ostrzegł go. Miał ochotę odwdzięczyć się tym samym, jednak utrzymał emocje na wodzy. Nie dał się sprokować. W końcu patrzyła Lucy - Inaczej nie ręcze za siebie - dodał zwracając uwagę Samuelowi, że ten zachował się dosyć nietaktowne próbując powalić go swoją pięścia.

Jako, że nie miał złych zamiarów, puścił go od razu aby odejść krok na bok i zwrócić się do Jackie - Nic Ci się nie stało Lucy? - zapytał. Jeszcze tylko tego by brakowało, że ich mała sprzeczka zraniłaby Jacqueline... znaczy Lucy.

Z każdą kolejną sekunda czuł jak smak suszonej pomarańczy z goździkami, kawałkiem anyżu i laską cynamonu zaczyna słabnąć, a na pierwszy plan wychodzi malinowy posmak. Czyżby amortencja przestawała działać?




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Ula Brzęczyszczykiewicz - 21.03.2023

Zespół niezręczności nie pozwalał mi wpatrywać się w oblicza nieznanych mi ludzi, lecz zawsze zerkałam na trochę, by chociaż wiedzieć, z kim rozmawiam. Spotkana dziewczyna musiała być w zbliżonym do mnie wieku, na szczęście kultura językowa Wielkiej Brytanii nie wyda mnie na biczowanie po zwróceniu się na "ty". Twarz czarownicy wiele razy widziałam w odbiciu w lustrze. Te same zaczerwienione oczy, policzki zroszone łzą. Cóż mogło się jej przydarzyć? Złe samopoczucie nie doprowadza człowieka do takiego stanu.

— Może herbatki? Kapłanki na pewno jeszcze trochę mają... A może jesteś głodna? Może poszukać medyka?

Zazwyczaj na takich imprezach był punkt opieki medycznej. A tutaj... Chyba muszę się bardziej rozejrzeć. Jeśli nie, poszukam jednego z widzianych wcześniej policjantów...

A może powinnam odwrócić uwagę dziewczyny od jej problemu?

— Jaki ładny wianek! Sama robiłaś? — spytałam kompletnie nie świadoma tego, że dolewam oliwy do ognia.




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Jackie Carrow - 21.03.2023

Jackie zdecydowanie nie planowała skończyć wieczora będąc świadkiem nieudolnej bijatyki między jej bratem a gościem, który się do niej przystawiał. Gdyby wiedziała, że tak to się skończy, zapewne wcale nie przychodziła by na Beltane. Tymczasem ani tłumaczenie Danielle, ani jej własne zapewnienia, że wszystko jest okay, nie powstrzymały Sama przed próbą obicia mordy Borginowi. Rudowłosna pisnęła, widząc całą scenę, co Stanley mógł odebrać jako obawę. Zaczął ją zresztą odciągać od jej brata i przyjaciółki, znów mówiąc do niej obcym imieniem.
Spokojnie Jackie, to tylko kolejne magiczne zwierzę. Wzięło cię za swojego partnera, musisz mu pokazać, że nie jesteś zainteresowana ale go nie rozeźlić. Powiedziała sobie, zmuszając się by spojrzeć Stanleyowi w oczy. Ludzie okazują sympatię uśmiechem. Uśmiechnęła się do niego, starając się uspokoić własny oddech i bicie serca i przekazać mu swój spokój. Ludzie uspokajają się słowami i gestami. Delikatnie dotknęła ramienia mężczyzny, utrzymując uścisk.
- Dziękuję, mój drogi. Nic mi nie jest. Na imię mi Jaqueline. A ty? Miło cię poznać. - mówiła powoli, trochę przesadnie artykulując słowa. W środku cała się trzęsła z nerwów, ale od zawsze potrafiła to ukryć.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Patrick Steward - 21.03.2023

Patrick zamrugał. Czuł jak resztki amortencji znikają z jego organizmu. Zmarszczył brwi, wyraźnie skonsternowany. Ale nie tym jak się zachował wobec Florence. Na dobrą sprawę był raczej wdzięczny, że zachował się tak akurat wobec niej, a nie napastował jakąś przypadkową kobietę. Uśmiechnął się z wyraźnym zakłopotaniem.
- Eee – zaczął mało elokwentnie. – Nie wierzę, że oświadczyłem się pierścionkiem za sykla. Takim z automatu. – Posłał jej spojrzenie, które może i miało być przyjazne, ale przy okazji było naszpikowane zażenowaniem. - Swoją drogą ten twój i tak jest wspaniały. Bardzo ci te motylki pasują.
Odwrócił głowę by popatrzeć na bawiących się. Myśl, że już całkiem niedługo spokój tych ludzi zostanie zakłócony, nieprzyjemnie drażnił jego zmysły. Jakaś część Stewarda najchętniej zgasiłaby ognisko a potem, wykorzystując zaklęcie rozbrzmiewające, kazałaby się wszystkim wynosić. Niech uciekają. Niech biegną bawić się gdzieś indziej. W jakieś lepsze, bezpieczniejsze miejsce.
- Przypadkiem dostałem herbatę z amortencją – wyjaśnił, zdając sobie sprawę, że Florence już o tym wiedziała. Nie była idiotką. – Strasznie to było nieodpowiedzialne z mojej strony, co?



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Lyssa Dolohov - 21.03.2023

Herbatka brzmiała dobrze, albo raczej brzmiałaby, gdyby gardło nie zaciskało się, kiedy powstrzymywała rozrzewnienie. Nie byłaby też w stanie nic przegryźć, bo żołądek związał się w supeł, ściskany emocjami. Miała wrażenie, że gdyby napełniłaby go czymś treściwszym, to zaraz by się skręcił. Pokręciła wręcz niemrawo głową, ale kiedy Ula wspomniała tylko o medyku, wzdrygnęła się, łapiąc ją za rękaw, jakby chcąc ją przed ewentualnym poszukiwaniem go powstrzymać.
- Nie. - powiedziała nieco zbyt stanowczo i nieco zbyt szybko. Odchrząknęła, uciekając spojrzeniem i natychmiast ją puszczając. - Medyk... medyk mi z niczym nie pomoże... - powiedziała, uśmiechając się słabo. Jak bardzo nikt by nie próbował, kiedy przychodziła mgła, pozostawało jej tylko to przeczekać. Tak to nazywała, mgłą. Która otulała miękko jej zmysły, przyćmiewała to, co działo na zewnątrz, sprawiając że pociąg myśli ruszał w nieznane, całkiem nie zważając na wszystko inne. I faktycznie, Lyssa wyglądała na nieco nieobecną, skuloną wokół czegoś, co działo się wewnątrz niej, ale kolejne słowa Uli wyraźnie ją nieco otrzeźwiły. Spojrzała na nią znowu, ciemnymi oczami, które znowu się zaszkliły. Dziewczyna przygryzła wargi, patrząc na wspomniany wianek i odsuwając go nieco od siebie. Wyglądał okropnie.
- Tak. Sama - przytaknęła, a łza powoli spłynęła po policzku, bo Lynna z całych sił próbowała powstrzymać się, by nie poleciały potokiem. - A ty? Uplotłaś dzisiaj jakiś? - zapytała, siląc się na uśmiech i starając się wyglądać tak, jakby wszystko było w jak najlepszym porządku. Kiedy mrugała jednak, powieki zdradziecko wypychały kolejne łzy, które powoli znaczyły znowu policzki.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Florence Bulstrode - 21.03.2023

- Och, to całkiem ładny pierścionek – zapewniła Florence z uśmiechem. Widziała zażenowanie Patricka. I przyjęła je z pewną ulgą, bo wolała, by był zażenowany niż by amortencja pozostawiła po sobie uczucie goryczy. Teraz mogła więc z tego po prostu żartować, skoro on też postąpił w ten sposób. I też cieszyła się, że zachował się tak wobec niej, a nie na przykład stojącej obok Eunice. To byłoby znacznie trudniej wyjaśnić.
Otworzyła dłoń, w której trzymała pierścionek i obróciła go w palcach.
– Za sykla? Skoro tak, to chyba mogę go zatrzymać? Jako rekompensatę za szybkie zerwanie zaręczyn – oświadczyła. – Było to bardzo nieodpowiedzialne ze strony osoby, która ci ją dała. Które to było stanowisko? Macmillanówny?
Gdyby nie to, że niebezpiecznie zbliżał się zmierzch, Florence chętnie porozmawiałaby sobie z kapłanką o nieodpowiedzialnym dawaniu ludziom eliksirów, które mogły zrujnować komuś związek, a nawet życie. Nie wspominając o tym, że niektórzy byli uczuleni na składniki amortencji.
- Nie przejmuj się – rzuciła tylko lekko, a potem zdjęła z głowy zapleciony wianek i wręczyła go Patrickowi. Zwykle wręczało się je swoim kawalerom, nie przyjaciołom, więc może było to nietrafione. Ale przecież dawało się je też osobom, które się kochało. A Florence kochała Stewarda jak brata, a raczej niemal równie mocno, co swoich rodzonych braci. – W zamian za pierścionek. Podobno dostanie takiego w Beltaine przynosi szczęście, to może ci być dziś potrzebne.



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Ula Brzęczyszczykiewicz - 21.03.2023

Czarownica nie chciała herbaty, ani jedzenia. Może dobrze, bo to mogłoby pogorszyć sytuacje. Jedzenie tutaj jest nieco podejrzane. Pączusie i eklerki coś za dobre, by były prawdziwe, a herbata? Dziwnie elektryzująca. A gdy dziewczyna złapała mnie za ręka, obie mogłyśmy poczuć jakieś dziwne rozładowania przechodzące po naszym ciele.

— Łał! Chyba to przez herbatkę od kapłanek! Bardzo przepraszam, może to jednak nie jest najrozsądniejszy napój!

Jakże głupio mi było za tą sytuację. A jeszcze gorzej, gdy wspomnienie wianka przesunęło czarownicę na skraj rozpaczy. Chociaż miałam nadzieję, że ta pojedyncza łza nie była związana z poruszonym tematem. Nie mogłabym zasnąć, gdybym z chwili na chwilę pogarszała sytuację.

— Miło widzieć, że czarodzieje tutaj kultywują plecenie wianków. To bardzo przyjemny sposób spędzania czasu, hehe. — Kropla niezręcznego śmiechu, udeptywałam ziemię pod sobą, by się nie zapaść. — Oh, tak. To znaczy przed Beltane. Dzisiaj rano, ha... — mówiąc to dotknęłam swojego wianka, by go poprawić. Ale okazało się, że go nie ma. Spojrzałam za siebie. Było zbyt ciemno, by znaleźć go w trawie, poza tym pewnie już ktoś go zdeptał. — Musiał mi spaść w którymś momencie — roześmiałam się. — Może powinnam zrobić sobie nowy? Chociaż nie, tu chodziło o to, że wianki na Beltane plecie się dla, no wiesz... wybranków serca, czy coś, co nie?

A wtedy mnie zamurowało. Płacząca dziewczyna z wiankiem w ręku uciekająca z tłumu ludzi? Czyżby... Nie, uspokój się Ula, na pewno nie pociągnęłaś rozmowy w najgorszy możliwy moment. Może smutek czarownicy nie wiązał się z wiankiem. Może...




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Sauriel Rookwood - 21.03.2023

Zgoda, miała rację, niekoniecznie patrzył, co działo się wokół niego. I nie zwracał uwagi na to, jak bardzo innym wychodzi, a jak bardzo nie wychodzi. Przyzwyczaił się do tego, że był jednym z tych kolesi, którzy z bójek wychodzili z tarczą, a nie na niej, to i taki wysiłek fizyczny nie był czymś wybitnie wielkim. Może jednak mógł się bardziej postarać? Podejść do tego z większym poczuciem rywalizacji? Żeby osiągnąć więcej i wygrać. Taka niepewność i to, jak przekręcał głowę na boki była widoczna, że ona jedno, a on drugie myślał co do tego, czy to faktycznie uznać za jakieś osiągnięcie. Ale jej słowa sprawiały mu przyjemność - i to również widoczne było. Zresztą nie miało to najmniejszego znaczenia. Bo zaraz porwał ich taniec. Albo raczej to Sauriel porwał do tańca Viki. Mniej żywego niż wtedy, w jej domu, mniej może skocznego - ale to nie dlatego, że jego chęci były mniejsze, skąd! Wręcz przeciwnie! Tylko słońce... Słońce niestety nie sprzyjało. Potańczyli trochę, poprowadził Victorię, pozwolił jej wirować, ale w końcu musiał usiec do cienia. I przede wszystkim - zaraz musiał uciekać w ogóle.

- Świetnie się z tobą tańczy. - Myślał tak samo jak ona - że taniec to była jedna z niewielu rozrywek nudnych bankietów, których nie znosił. Przy czym tam zazwyczaj trzeba było w tańcu zachować klasę. A Sauriel lubił po prostu powirować z partnerką, a nie prowadzić ją w sztywnym walcu. - Myślałem, że to będzie bardzo spierdolony dzień... ale to kolejny dzień, który dla mnie uratowałaś. Dziękuję. - Nie przepadał za przepraszaniem i dziękowaniem. Ale tutaj było to w pełni zasłużone. I naprawdę miał to na myśli.