Secrets of London
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Samuel McGonagall - 24.07.2024

Żegnam się z Norą i idę z Thomasem kawałek na bok Poważnie Rozmawiać

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FOQZ0FN.jpeg[/inny avek]
Sapnął tylko, tak po niedźwiedziowemu i na zakończenie ukrył się na moment w szyi Nory, niczym rasowy wampir, który pragnął jej krwi, a przecież nie chciał jej krwi tylko zapach, pamięć o nim i o tym, że wraz z końcem lata - choć bał się tego i śnił o tym czasem - Nora nie zniknie odrzucona przez niego, uniesiona dumą nie ucieknie do Londynu, by na kolejne lata przestać się odzywać.

Coś jej się przylepiło do palca i niech lepiej tam pozostanie.

Mokre cmoknięcie zwieńczyło ten rytuał spokoju. Sam z niechęcią odkleił się od swojej partnerki i skinął głową Thomasowi, z miną jasno wskazującą na niepewność w całej tej sytuacji.

– No to... no to co tam? – łypał na drugą szklankę z alkoholem, to na twarz przyszłego szwagra. Nie potrafił w utrzymanie rozmowy, nie lubił poznawać nowych ludzi, bo zawsze wiązało się to z ryzykiem jakiejś gafy, jak wtedy na Potańcówce, gdy powiedział, że Morpheus odstawia taniec godowy, a potem myślał, że chce go zaprosić do trójkąta. Bardzo wtedy wszyscy byli niezadowoleni.

Sam podrapał się po karku, uciekając wzrokiem po zebranych ludziach, po piasku, po falach.
–Nie było Cię na potańcówce prawda? Ale bardziej tu mi się podoba niż tam. Lubię... otwartą przestrzeń. Czuć wiatr. Ziemię pod nogami. Ee... Tak.– bąknął niezręcznie.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Thomas Figg - 24.07.2024

Szybki (hehe) skok w bok z Samem (żeby porozmawiać)
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5eW1KZN.png[/inny avek]

Odczekał spokojnie, aż zakochani w końcu rozdzielą się od siebie, przypominało to trochę rozdzielanie dwóch sklejonych z sobą żelków w ciepły dzień - szło opornie i niezbyt szybko, ale w końcu doczekał się tego.
- Przecież ja zawsze jestem grzeczny - odpowiedział z niewinnym uśmiechem na twarzy nim odeszli poza zasięg uszu Nory.

Pokiwał przecząco głową na pytanie o potańcówkę i zara parsknął na wspomnienie o tym, że Sam lubi otwarte przestrzenie.
- Widać było nie tak dawno, że ci się tu podoba - potwierdził rozbawiony wspominając ich szarżę do morza. Upił łyk trunku ze swojej szklanki i popatrzył z poważna miną na Samuela.
- Teraz powinienem chyba powiedzieć jakaś przemową jako starszy brat, że jak złamiesz serce mojej siostry to ja złamię twoją szczękę czy coś - zaczął bardzo "subtelnie", ale zaraz kontynuował. - Cóż, nie zamierzam tego robić, bo jeśli już to przeklnąłbym twoje dupsko tak, że byś przez dekadę usiąść nie mógł - wyszczerzył się przy tym, jakby właśnie opowiedział najśmieszniejszy żart na świecie. Odchrząknął jeszcze nim mężczyzna zdołał mu przerwać i dokończył swoją myśl.
- Wiedz tylko, że cieszę się jej... Waszym szczęściem i życzę wam, aby trwało jak najdłużej - wzniósł szklankę z trunkiem w geście toastu i wypił go do dna.
- A teraz wracajmy, zanim moja siostra umrze z tęsknoty i zmartwienia, co my tutaj wyprawiamy - dodał z wesołym uśmiechem ponownie na ustach i poklepał McGonagalla po ramieniu, przecież nie chciał porywać narzeczonego siostry na pół wieczoru.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Atreus Bulstrode - 24.07.2024

tańczę tańczę

- No właśnie, to akurat jest najzabawniejsze. Każdy się na nie z ochotą rzucał. Tak jakby wesele Blacków pomylili z kasynem Prewettów - on sam pił drinka za drinkiem, po pierwszym trochę ciekawy tego, co może się stać dalej, ale to był on. Tego typy zagrywki były dla niego jak najbardziej naturalne, ale reszta? Znalazło się tam pełno sztywnych facetów i jeszcze więcej sztywnych kobiet, z rodziną Perseusa na czele i fakt, że żadna jego ciotka czy babcia nie urządziła już wtedy małego piekła, to było wręcz fascynujące.
- Nie śmiałbym - uśmiechnął się do niej czarująco, trochę też rozbawiony bo hej, sam chyba dopytałby z trzy razy, unosząc brwi wyżej i wyżej, gdyby ktoś mu zapodał podobną historyjkę. Fakt, że dotarła do niej co najwyżej opowieść o zamorskich zwierzątkach, albo że pobito się o Millie, a reszcie dowiadywała się dopiero teraz, wydawał się wręcz krzywdzący.

- Może mimo tych wszystkich atrakcji brakowało mu, kogoś twojego pokroju? Chodzących kłopotów? W sumie już trochę czasu minęło odkąd ostatni raz był licytowany, może trzeba to zmienić? - parsknął rozbawiony, bo mina Erika Longbottoma, który uświadomił sobie co knuje jego siostra na Balu Charytatywnym, była zwyczajnie bezcenna. Chociaż i tak poradził sobie fenomenalnie. - Podobno wesele bez bójki to nie wesele, więc wiesz... Można było się tego trochę spodziewać - co ciekawe, jego nie była jedyna, ale nie miał okazji Louvainowi kibicować, zbyt zajęty Lorraine, która próbowała rzucać swoje wile czary na niego i Maeve.

- O, o, o, ale wiesz co jest według mnie absurdalnie wręcz zabawne, odnośnie tego wesela? Nawet rozmawiałem o tym z Patrickiem w Windermere, bo to szczyt szczytów. Kojarzysz naszego drogiego aurora nad aurorami, Chestera Rookwooda? - uśmiechnął się do niej, robiąc nieznaczną pauzę, jako wstęp przed najlepszą częścią tego wszystkiego. - No więc wyobraź sobie, że jako ojciec panny młodej, w ogóle się nie pojawił. Może jego córka stwierdziła, że tym razem nie pozbędzie się niechcianego męża, a ojca który jej te śluby ustawiał - parsknął, bo w gruncie rzeczy ta sytuacja była tak absurdalna, że wręcz zabawna. Może Chester zwyczajnie mu umknął na tym weselu, ale nie zamierzał się tym przejmować, bo ta wersja brzmiała za dobrze.

- Spytać o listę? - odwrócił lekko twarz, by spojrzeć na nią z ukosa. - Proszę cię, gdzie w tym zabawa? - zapytał, teatralnie obruszając się o chociażby proponowanie czegoś takiego, ale zaraz się rozpogodził. - Mhm, jak umierać, to tylko przez samobójstwo. Zgodziłaś się, więc to sprawa wiążąca.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Lb9CJ1M.png[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Morpheus Longbottom - 24.07.2024

Wróżę Isaacowi z bąbelków.

Drink miał lekko słony posmak i piękny błękitny kolor dzięki syropów blue curaçao, a na wierzchu pływała błyszcząca perłowo magiczna pianka. Na ustach drink pozostawiał pikantną słoność przez drobinki soli z brzegu kieliszka. Nie był w stanie określić, jakie dokładnie były w środku składniki, ale drink zdecydowanie zawierał więcej alkoholu niż mniej. W połowie kieliszka za to zauważył, że jego skóra zaczyna się robić nieco niebieska i pojawiają się na niej łuski.

Poza tym, że na ile śpię od około dwudziestu ośmiu godzin i... Zmieniam się w rybę, wszystko w jak najlepszym, dlaczego pytasz? — zapytał Isaaca, przesuwając okulary przeciwsłoneczne na czubek głowy, chociaż patrząc na promienną twarz chłopaka, zastanawiał się, czy nie powinien nosić w kontakcie z nim maski spawalnika. A myślał, że to on uśmiecha się z mocą tysiąca słońc. Cóż, mylił się.

Mam ochotę obejrzeć zachód słońca, choć ze mną, nie będę stać samotnie, bo jeszcze ktoś będzie się martwił, że widzę zagładę światów czy coś podobnego — oznajmił. Wziął swój kieliszek i przeszedł nad brzeg. Zdjął mokasyny i skarpetki, które upchnął do środka i podwinął spodnie aż do kolan. Chciał popływać, ale jakoś nie miał ochoty pokazywać się roznegliżowany młodym i wysportowanym Zakonnikom. Nie wyglądał nawet w ułamku jak Bertie. Już dawno nie czuł się tak niepewny swojego wyglądu, jak w tym momencie i przeklinał swoje procesy myślowe.

Stanął do połowy łydki w wodzie, czując jak lodowata woda przyjemnie obmywa zmęczenie. Zamiast jednak jedwabistego spokoju, zapatrzył się w morską pianę. Bogowie byli tego dnia nie tylko szaleni, ale też okrutni.


Rzut na wróżbę dla Isaaca.
[roll=Symbol]

Spojrzał z troską na Isaaca, nieco pustym spojrzeniem i głosem zza zasłony rzeczywistości, jakby dwutonaknym.

Ucałowała cię Oizys. Przykro mi.


[inny avek]https://64.media.tumblr.com/17b767e375eae39e4cc24019b17e6586/748699d318824a27-1a/s500x750/8a14a6dce0c18f0403a35ce2238e7880e42a703c.png[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Basilius Prewett - 24.07.2024

Jestem na kocyku -> idę tańczyć z Dorą

Ten drink chyba nie był dobrym pomysłem, bo gdy tylko wreszcie usiadł na kocu, by trochę odpocząć i upił kilka łyków, od razu zachciało mu się tańczyć. I to tak bardzo, jak chyba nigdy w życiu. Jeszcze chwila, a kuzyni i przyjaciele naprawdę pomyślą, że ktoś go podmienił, albo co gorsza, uznają że morze wpływa na niego zdrowotnie i każą mu przyjeżdżać nad nie częściej, jakby był jakąś chorobliwą niewiastą z książek obyczajowych ubiegłego wieku.
Na razie jeszcze siedział na kocu, walcząc z pokusą, jedynie podrygując nogą w rytm muzyki, zastanawiając się, czy dać się porwać tańcowi i wyciągnąć kogoś na parkiet, czy też spróbować zachować się, jak dorosły, ochłonąć chwilę, a potem podejść do tego całego cholernego niedźwiedzia z Windermere, na którego w sumie nie był już zły, ale ja pierdolę, naprawdę musiał zmieniać się w tego niedźwiedzia zamiast grzecznie się z nim pokłócić jak człowiek z człowiekiem Sama i przeprosić za tamto zachowanie, spowodowane magią ośrodka.
A wtedy nagle widok na swojego potencjalnego rozmówcę zasłoniła mu jakaś ciemnowłosa czarownica, która kucnęła obok niego. Basilius spojrzał na nią nieco zaskoczony, marszcząc brwi, bo zakładał, że to raczej on będzie musiał nakłaniać kogoś do tańca, a nie na odwrót. I może jak normalnie wykręciłby sie z takiej propozycji, tak muszla i drink dalej zdecydowanie na niego wpływały.
Jasne – powiedział z uśmiechem, wstając z koca i podając rękę Dorze. – Basilius.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Samuel McGonagall - 24.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FOQZ0FN.jpeg[/inny avek]

Poszedł z Thomasem kilka razy jeszcze się obracając za swoją cudną Norą, która teraz pochłaniała mu większość myśli, ale też była doskonałą mobilizacją do pracy. Warsztat rósł w oczach, a on - chociaż obiecał, że tego nie będzie robił - chciał w miarę możliwości przychylić jej nieba. A do tego wypadało mieć chociaż trochę grosza, co z poziomu startu w którym tych pieniędzy w ogóle nie było... stanowiło spory problem.

Westchnął ciężko skupiając się tak na wciśniętej szklance złocistego płynu, jak i na swoim rozmówcy. Tak, najważniejsze, że nie chciał go zabić. Że zrozumiał tą całą imprezę z kradzieżą tożsamości. Najważniejsze...

– Ja też się cieszę, że się jednak zeszliśmy. Przy nikim nigdy nie było mi tak dobrze jak przy Norze, ona jest taka wspaniała...– jeszcze jedno tęskne westchnięcie, jeszcze jeden obrót głowy, żeby mieć pewność, że nie stracił blond główki ze swojego zasięgu. Oboje ciężko pracowali, odchodzenie tak daleko od niej, kiedy mieli wieczór dla siebie, znaczy... wieczór żeby poznać jej przyjaciół tak, tak, taki był plan. Oficjalne przedstawienie. Brata już znał, wypadało powiedzieć coś mądrego. Błyskotliwy żart jakiś.

– Kurczaki, no to dobrze, żeśmy się nie poznali poprzednim razem, bo miałbym jeszcze hehe dwa lata stania przed sobą! – Szybka kalkulacja rozbawiła go bardzo, choć może jednak to nie było takie śmieszne. Zachichotał niezręcznie, spłukał whisky niesmak, który pozostał na jego ustach po własnych słowach, sapnął wyraźnie zdenerwowany. – Teraz będzie inaczej. Obiecuję. – Powiedział to co myślał i to co miał w sercu, a niebieskie oczy lśniły mu determinacją. Wiele rzeczy się zmieniło od czasu gdy był zahukanym osiemnastolatkiem bojącym się przedstawić swoją dziewczynę własnej matce. To znaczy... nadal by się tego bał, gdyby matka była gdzieś w okolicy. Ale ona okłamała go w sprawie klątwy żywiołów, a potem zostawiła samego. Śmierć jego ojca aktywowała ostatecznie klątwę, a ptasi demon ostatecznie przejął kontrolę. Tak. Nie musiał już o niej myśleć. Mógł skupić się na miłości, którą tak bezinteresownie otrzymywał, wprost z ukochanego serca Nory.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Dora Crawford - 24.07.2024

tańczę z Basiliusem

Los najwyraźniej uśmiechał się dzisiaj do Basiliusa. Może odrobinę krzywo, bo przecież zdążył już wylądować na piasku, ale niewątpliwie uśmiechał. W końcu miał muszelkę, dzięki której czuł się o niebo lepiej no i znalazła mu się partnerka jeszcze zanim zaczął jej w ogóle szukać. Dziewczyna obdarzyło go swoim najpiękniejszym uśmiechem, wyraźnie zachwycona faktem że przystał na jej propozycję, a potem podała mu dłoń i mogli już ruszać na parkiet.

Pierwsze co zrobiła to się z jego pomocą okręciła, potem już bardziej zdając się na niego, ale jakkolwiek bardzo chciała sobie potańczyć, to z jakiegoś powodu głupio jej było skupić się tylko na tym. Nieopodal była Brenna ze swoim partnerem i coś tam sobie gadali, i to samo robili Thomas z Geraldine.
- Gdyby ktoś rzucił na Ciebie klątwę i zmienił cię w magiczny przedmiot i jedynym warunkiem zdjęcia tej klątwy byłoby, żeby ktoś dotknął cię sto razy, to jakim przedmiotem byś został? - zagadała go, uśmiechając się do niego lekko, nieco zaciekawiona i absolutnie sobie teraz z niego nie żartując.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Eden Lestrange - 24.07.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/2b513a8e6d45baa9ebfdcdd05e465aec/13eee67ded5dd112-30/s500x750/e5b40691f7444e920c74afcf37101dbbdff53a33.jpg[/inny avek]

Nadal przy ognisku.

Niewiele brakowało Eden, żeby zdjęła buty, cisnęła je zamaszyście w bok z nadzieją, że obcas tak fortunnie poleci, że Bottowi oko wybije, a następnie z rozbiegu rzuciła się w spienione fale. Samo patrzenie na Bertiego sprawiało, że słyszała diabelskie podszepty skłaniające ją ku pomysłowi, a co dopiero propozycja, żeby się spotkać osobiście i omawiać przeklętą fasolę.
Wtem uśmiechnęła się perliście, jakby przez moment ucieszyła się na spotkanie - przeszło jej wtedy przez myśl, że byłaby to dobra okazja, aby bez obecności Alastora wygarnąć Bottowi, co o nim sądzi. Mina Eden jednak zrzedła nieco, gdy dotarło do niej, że on by Moody'emu niechybnie wszystko po fakcie wyśpiewał, a Alek uwierzyłby mu w każde słowo i to nawet nie z bezgranicznego zaufania do przyjaciela, a dlatego, że nie ma wierniejszego testamentu charakteru Eden niż wiązanka nieprzyjemnych epitetów.
- Dziękuję za lekcję przyrody - odezwała się wreszcie, przerywając dobranockę o wodorostach, bo nie chciała zasnąć na mokrym piasku. - Spotkanie brzmi fantastycznie - wcale nie - niemniej obawiam się, że moje pomysły są stricte spontaniczne i objawiają się tylko na twój niespodziewany widok. Zaplanowane spotkanie przeciwdziałałoby mojej inwencji twórczej - Bo zabiłaby się zawczasu i martwa na pewno nic sensownego by nie wymyśliła. - Ale jeśli wpadnę na coś nowego, to z pewnością wyślę sowę. - Niekoniecznie swoją, może rozważy ewentualne anonimowe pogróżki?
W tym momencie martwiła się fałszywą przyjaźnią z Bottem najmniej, mimo wszystko. Wiedziała, że dzisiaj zostanie zbombardowana przez Millie masą niekomfortowych pytań, na które odpowiadać będzie z umiejętnością równą rozpłakanemu dziecku. Przygotowała się na spowiedź, może nawet na obcy sobie koncept pokuty, ale nie sądziła, że jedno i drugie nadejdzie symultanicznie. W końcu czym innym jeśli nie pokutą było wyznawanie swoich grzechów na oczach publiczności? Obnażanie uczuć, które wciąż były ziejącą, niegojącą się raną?
Wzruszyła pokrótce ramionami, ale nie chciała, by była to pełna odpowiedź na pytanie Mildred. Nie wiedziała, jak to ująć, by nie przenieść choćby krzty winy na nią; Eden zdawała sobie sprawę, że gdyby nie własny trudny charakter, większość ich starć i sprzeczek mogłaby zakończyć się rozejmem. Gdyby nie miała paskudnej obsesji na punkcie wygranej w każdej dziedzinie, bez względu na to, czy to zwycięstwo jej się należy, dziś nadal łączyłaby ich przyjaźń, nawet jeśli nie mogłaby dać jej swojej miłości.
- Mówili, że psychicznie nie czujesz się najlepiej - odezwała się wreszcie, acz dosyć cicho, przez co ledwo przebijała się ponad szumiące fale. - Mam już wystarczająco na sumieniu, nie chciałam mieć jeszcze ciebie. -
Nie umiała powiedzieć tego tak, żeby nie wprowadzić słuchaczy w dyskomfort. Mogłaby się uśmiechnąć i obrócić to w żart, ale ani nie brzmiało to jak żart, ani nie było to powodem do śmiechu. Nadal nie wiedziała, co przeszła w Lecznicy Millie - przynajmniej nie usłyszała jej wersji wydarzeń - a przecież przyszły tutaj odbudować spalone za sobą mosty. Czemu miałaby wzniecać kolejny pożar, kpiąc z jej ciężkich przeżyć?
Walczyła teraz, żeby skupić swoją uwagę na tym, co mówi Alastor. Obejrzała się nawet na tego dzieciaka, który rzekomo spadł z miotły - przyjęła to bez większej sensacji, widząc, że nikt nie podnosi rabanu, a więc będzie żył. Uśmiechnęła się, patrząc znowu na Alka, ale zrobiła w to bardzo nieprzyjemny dla oka sposób. Kąciki ust się uniosły, ale spojrzenie rozbiegło się jednocześnie po wszystkich i po nikim. Ewidentnie nie obchodziło ją swatanie małolatów.
- A propos bycia mile widzianym, nie wiem, czy taka radosna schadzka to miejsce dla mnie - podjęła kolejną próbę ucieczki, pokładając całą nadzieję w kontraście, który stanowi jej ponury charakter wobec reszty zgromadzonych. - Millie, jeśli wolisz się dziś  bawić ze znajomymi, możemy porozmawiać innego dnia. Nie jestem zającem, nie ucieknę - zaprzeczyła, a dokładnie to próbowała zrobić. Mimo to wiedziała, że o ile może się wymknąć potańcówce, nie uniknie rozmowy z Mildred. Co najwyżej odroczy wyrok.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Bertie Bott - 24.07.2024

przy ognisku z alastorem, Millie, Eden i Alexandrem

Bott się powstrzymał, że znowu już Alkowi nie powiedzieć, jaką to wspaniałą robotę odwalił na tym Lammas, bo zdążył już o tym wspomnieć parę razy i w różnej częstotliwości. Ale co za dużo to nie zdrowo. Oprócz tego, że był zachwycony robota przyjaciela, to prawdę powiedziawszy nawet nie wiedział kogo on tam skuwał, bo nie znał żadnego Alexandra Mulcibera i chyba nie musiał znać, skoro do tej pory w ogóle o nim nie słyszał.

- No to mają tam taki występ z ogniem. Ten pan nazywa się Lightbringer i robi bardzo przejmujące występy i aranżacje. Normalnie jak je oglądałem to czułem się, jakbym miała zaraz spotkać się z Matką, ale w tym takim dobrym sensie. Przepiękne. No i jeszcze występy ze zwierzętami, absolutnie mnie oczarowała ta pani Beast i jej lwy. To jak się jej słuchają i wyglądają, jakby rozumiały wszystko, absolutnie wszystko co do nich mówi? Niesamowitą ma z nimi więź. Niespotykane wręcz. O, no i jeszcze Niesamowity The Edge i Tempest, mają taki występ który nawiązuje do motywu pięknej i bestii, słodka Matko prawie się tam zalewałem łzami, to było do-sko-na-łe. Jak chcesz, to ci mogę potem dokładniej poopowiadać w domu moje wrażenia, ale skoro tutaj Alexander mówi że są w Londynie i w każdy weekend to może byśmy się przeszli? - zaproponował wreszcie, trochę poczerwieniony na twarzy od emocji, które przeżywał wraz z opisywaniem kolejnych elementów w cyrku, które zwróciły jego uwagę. Jakby na nowo oczami duszy oglądał niektóre te atrakcje.

- Eee, a w sumie oni nie są już zaręczeni? Mam na myśli, że chyba na potańcówce wcześniejszej był taki komunikat, czy jakoś tak - zastanowił się, ale nie był pewien czy dobrze aby pamięta co tam się działo, bo był tylko przelotem i krótko, bo musiał wracać do siebie.

- O no to słuchaj Eden, jak tutaj o spontaniczność chodzi, to ja cię zawsze mogę jakoś zaskoczyć, to dla mnie nie problem. Ale porady sową też bardzo chętnie przyjmę. Będę czekać z niecierpliwością! - oznajmił wesoło, bardzo, ale to bardzo na te ewentualne pomysły podekscytowany. - No i już nie przesadzaj. Twoje małe grzeszki raczej nie rzutują bardzo na to, czy Millie byłoby mniej miło. Pewnie nawet bardziej by się ucieszyła, że otwierasz na nią serce - pokiwał głową, jakoś nie zauważając, że powinien poczuć dyskomfort po jej wypowiedzi. - No i zawsze jesteś mile widziana. W sensie no nikt cię jeszcze nie próbował stąd wyprosić, więc to raczej bezpieczne założenie, prawda? Do tego jesteś też znajomą Alka i moją, no i pełno tu ludzi z Departamentu Przestrzegania Prawa, na pewno któryś też z chęcią by z tobą porozmawiał jako dawną koleżanką.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Isaac Bagshot - 24.07.2024

Mówię do Erika, idę z panem Longbottom'em

Kiedy pan Longbottom przyznał, że nie spał od ponad doby, Isaac uniósł ku górze brwi i westchnął. Sam nie wiedział dlaczego, ale żywił wobec tego człowieka dziwnie opiekuńcze uczucia. Kiedy Morpheus był w okolicy, bardzo często szukał go spojrzeniem, żeby upewnić się, że… że co? Sam do końca nie wiedział, dlaczego to robił.
-Jeśli nie będzie pan o siebie dbał, panie Longbottom, to Erikowi i Brennie będzie przykro. Mi zresztą też.- Powiedział pogodnie, uśmiechając się lekko kącikiem ust. Przytaknął na propozycję oglądania zachodu słońca.
-Idę na spacer z Twoim wujem.- Szepnął do ucha Erika, odstawiając na blat pustą szklankę po drinku. Ruszył za Morpheusem i kiedy oddalili się od tłumu, a muzyka nie przeszkadzała w rozmowie, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.
-Papierosa, panie Longbottom? I całkiem ładna z pana rybka.- Powiedział z rozbawieniem w głosie. Poczęstował mężczyznę papierosem i podążał za nim, aż nie stanęli w wodzie po łydki.
-Woli pan wschody słońca, zachody czy widok nocnego nieba?- Zapytał, zerkając na niego kątem oka. Zaciągnął się papierosem i skierował wzrok na bąbelki którym się przyglądał.-Ja osobiście wolę gwieździste niebo. Mam w domu zaczarowany sufit. Podobny jak w Hogwarcie, ale pokazuje tylko nocne niebo. Mugole mówią, że każda spadająca gwiazda to jedno życzenie. Proszę sobie wyobrazić, że przed snem widzę ich co najmniej dziesięć.- Mówił, delektując się papierosem i szumem morskich fal.

Ucałowała cię Oizys. Przykro mi.

Isaac spojrzał prosto w puste oczy Morpheusa i uśmiechnął się szeroko. Skinął głową.
-I pewnie ucałuje mnie jeszcze nie raz.- Nie wiedział co musiałoby się stać, żeby opuściła go pogoda ducha. Był idealistą i wierzył w "światło ukryte w mroku". Zawsze znajdzie powód aby żyć i czerpać z czegoś szczęście.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=QdFBaDA.jpeg[/inny avek]