![]() |
|
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076) |
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Mavelle Bones - 16.03.2023 - A najlepiej, żebym cię tu już w ogóle dzisiaj nie widziała – dodała jeszcze swoje trzy knuty. To dzieciak – złodziej, bo złodziej, ale wciąż dzieciak i wolałaby nie musieć patrzeć potem na jego trupa. Bo został stratowany. Bo dopadli go śmierciożercy. Bo… … nie spodziewała się po Beltane niczego dobrego. I dlatego obecna atmosfera w zasadzie kobietę drażniła; nie potrafiła – i nie mogła – jej ulec. Jak mogła podzielać radość tu zebranych, już pomijając konieczność pilnowania porządku, kiedy doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż nad głowami wszystkich wisiało niebezpieczeństwo? - Mam wrażenie, że i tak go znowu zobaczymy – mruknęła cicho do Victorii, ruszając ponownie w trasę – Wracając zaś do rozmowy… Tak, przygotowaliśmy teren, trasy patroli znasz, więc w sumie to najważniejsze. Pary… owszem, pewne zmiany stały się… konieczne – wyjaśniła dość oględnie, rozważając kolejne słowa – Jak dobrze znasz Chestera Rookwooda? – spytała w końcu, wręcz od niechcenia, przystając na chwilę, żeby przyjrzeć się dokładniej paru osobom, które przykuły jej uwagę. A potem dalej… Propozycja spróbowania u goblina była, hm. Nieszczególnie miała na to nastrój, ale i też nie powinna była nim emanować na wszystkie możliwe strony; „odrobina” maskowania jednak była bardziej niż wskazana. Rozejrzała się jeszcze parę razy, posłała blady uśmiech w stronę Brenny, skoro się okazało, że znajdują się w pobliżu i… … zdecydowała się jednak zakręcić kołem po Victorii. Po uprzednim – kolejnym – zlustrowaniu otoczenia spojrzeniem. 225/1155
!goblin RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023 Loteria fantowaZakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku. Wylosowałeś: Pudełko czekoladek z nadzieniem o smaku truskawek… i amortencji. Niestety, o amortencji nie wspomniano na opakowaniu. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Alastor Moody - 16.03.2023 - ...skąd mieliby tu być ci wszyscy ludzie, gdybyś pomyliła dzień? Rozmawiając z przydzieloną mu partnerką, Alastor uważnie wpatrywał się w okolicę. Należał do tych osób, które nieustannie zachowywały czujność, wyłapywały z otoczenia wszelkie odstępstwa od normy i analizował je uważnie. Zwracał uwagę na detale, ale... dzisiaj wypatrywanie tych detali okazało się zupełnie niepotrzebne. Nie musiał interweniować w tak absurdalnej, rzucającej się w oczy sprawie odkąd awansował na Aurora. Kiedy Estr... Esh... Jak ona miała na imię? No w każdym razie, kiedy ona zauważyła idącego obok kurczaka, Moody już zdążył poderwać się do biegu. Peleryna munduru zaszeleściła, kiedy szybkim ruchem odwrócił się w stronę kury z tiarą, jakiejś losowej ofiary i (chociaż o tym nie mógł mieć pojęcia) zaklętej córki lokalnego celebryty. - Finite! - Zawtórował, celując różdżką w drób. - Finite! Finite! Chciał przerwać tę klątwę u źródła, zanim ta rozprzestrzeni się bardziej. [roll=PO] [roll=PO] [roll=PO] RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Elliott Malfoy - 16.03.2023 - Tylko nie daj się porwać - mruknął pod nosem, niby żartobliwie, ale zanim odwrócił wzrok w kierunku Anwara, to przymrużył oczy, mierząc byłego kochanka uważnym spojrzeniem. Wplótł szczupłe palce pomiędzy kosmyki jasnych włosów przeczesując je krótkim gestem, gdy pomógł już Percyemu zejść z wierzchowca, a samo zwierze zajęło się spokojnie najpierw gałązkami pobliskiego drzewa, a potem jego ciemnowłosym kompanem; Elliott nie był pewien, czy koń podgryza aktualnie Perseusa, czy też coś, co mężczyzna mu wciska. - Myślę, że opuszczenie takiej możliwości wlania w siebie przeróżnych specyfików byłoby wręcz potwarzą, Jamil - przyznał z lekkim uśmiechem, który posiadał w sobie cień zawadiackości. Kątem oka spojrzał w stronę drugiego kompana, nie pytając jednak skąd ten zna Egipcjanina, zostawił to na potem. - Perseus, na litość Merlina, mówiłem ci wiele razy, Phillip je tylko skaczące kalarepy jako przekąski, po innych przysmakach ma niestrawności, jest aktualnie na diecie - wywrócił oczyma, ale nie palił się do tego, aby przerywać przyjacielowi w dokarmianiu konia. Zamiast tego wyciągnał z połaci eleganckiej i nienagannie prezentującej się szaty srebrną piersiówkę z której wziął niewielkiego łyka. Schylił głowę i odrobine się skrzywił, przymykając oczy. - A skoro już o tym mowa, przyjechaliśmy przygotowani, skusisz się? - zaproponował alkohol spotkanemu kompanowi, a potem zapewne też Percy'emu. Przechodzenie przez tłum ludzi z koniem zwracało na siebie uwagę, ale miało tez jeden, ogromny plus - większość osób ustępowała im z drogi. W taki sposób znaleźli się przy kole loteryjnym i podejrzanie wyglądającym goblinie. Blondyn zmrużył oczy i schylił się do Egipcjanina, konspiracyjnie. - Wygląda mi podejrzanie, zakręcę tym kołem, zobaczę co wylosuję. Opłacę ci połowę przyszłomiesięcznego czynszu, jeżeli uda ci się zabrać goblinowi trochę fantów tak, aby nie zauważył. Jesteś archeologiem, powinieneś mieć doświadczenie w przejmowaniu własności nad różnymi rzeczami - zaśmiał się pod nosem i tak jak powiedział, tak zrobił. To czy Jamil zgodził się na propozycję, należało już tylko do niego. - Percy, chcesz wygrać jakieś fanty, czy te pochowane w kieszeniach, twarde marchewki ci wystarczą? - mówiąc to wręczył goblinowi odpowiednią kwotę i zakręcił kołem. Kiedy wygrał fant, spostrzegł stojącą nieopodal Brennę w mundurze. Jeżeli Anwar faktycznie zostal przez niego odpowiednio podjudzony, lepiej, aby stróżowie prawa nie zauważyli jego działalności kryminalnej. - Brenna, ty też dzisiaj na patrolu? - podszedł do Longbottom i stojącego przy niej towarzysza, a w lewej ręce wciąż miał wodze, na których prowadził białego konia - Arteus, miło Cię widzieć, wszystko w porządku? Ah, a to, to jest Phillip. - spojrzał na konia, który aktualnie szukał wzrokiem czyjejś czapkę albo szaty, które mógłby spróbować - Myślałem, że będę mógł go gdzieś spokojnie 'zaparkować', ale prawdopodobnie lepiej, aby wrócił do domu, jest wytresowany do takich sytuacji, ale lepiej nie kusić losu. - uśmiechnął się. Tak, definitywnie starał się po prostu ich zagadać. Ale nie dało się rozszyfrować czy robił to z jakiegoś konkretnego powodu, czy po prostu porwał go duch atmosfery Beltane. wybaczcie, że tak długo, ale Saiko ma wrzucac posta MG i chciałem wszystko w nim zawrzeć :pepocry: rzut na charyzmę, na zagadywanie patrolu !goblin [roll=PO] RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023 Loteria fantowaZakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku. Wylosowałeś: Plakat z Vasilijem Dolohovem trzymającym bukiet czerwonych róż. Co kilka sekund wróżbita mruga w twoją stronę. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Florence Bulstrode - 16.03.2023 - Myślę, że to bardzo trafne porównanie. Organizm potrzebuje dojść do siebie – przytaknęła Florence, trochę nieuważnie, bo przypatrywała się kwiatowi z ciasteczka i karteczce. A potem uśmiechnęła się. Odrobinę gorzko. Krokus. Symbol młodości, radości, pogody ducha. Bulstrode była daleka od pogody. Od Ostary żywiła złe przeczucia, nawet jeśli spychała je na bok. Widok imienia Patricka natomiast nie naprowadził ją na myśl o tym, że los może chcieć coś jej powiedzieć – za dobrze wiedziała, jak mocno Steward kochał Alannę – a raczej ku radości, że dla niej takie rzeczy to przypadki, nie prawdziwa wróżba, bo to oznaczałaby zapewne, że Steward tej nocy trafi na jej oddział w Mungu. - Jeśli masz ochotę na więcej niż jedną, co miałoby cię powstrzymać? – spytała Florence retorycznie, a potem pokręciła tylko lekko głową. – Nie musisz mi dziękować. Nie w takim wypadku. Być może uznałaby w innych okolicznościach, że Malfoyówna wspomina o tym, bo chce porozmawiać. Wątpiła jednak, aby zapragnęła tego akurat w tłumie na Beltaine, dlatego po prostu przyjęła herbatę od Sarah – chyba przejętej, że pojawiła się tu Eunice – i obdarzyła Macmillan uśmiechem. Cofnęła się nieco, czekając aż Malfoyówna odbierze swoją herbatę. Jej własna, z ziołami, bardzo Bulstrode odpowiadała. Potem ruszyła u boku Eunice dalej. Przystanęła przy stoisku z biżuterią Viorici i wybrała jeden z bliźniaczych zestawów. A potem ot tak, z ciekawości – wrzuciła sykla do maszyny, by zobaczyć, co wypadnie. Jej wzrok przebiegł po Martinie i Daisy - ich pierścionki okazały się nieco... magiczne. !losowanie pierścionka RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023 Pierścionek z niebieskim oczkiemPo włożeniu pierścionka na palec zauważasz, że wokół ciebie zaczynają latać niebieskie motyle. Od czasu do czasu któryś siada ci na głowie, ręce, lub przysiada na nosie, lekko łaskocząc. Apatyt stanowiący oczko pierścionka został wyrzeźbiony w kształt motyla. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Patrick Steward - 16.03.2023 Patrick uśmiechał się przyjaźnie w stronę Uli. Jeśli zdecydowała się złożyć zeznania, spisał je szybko i sprawnie. Przez chwilę chodziło mu po głowie, by powiedzieć jej, że sam też rysował, więc poniekąd rozumiał jej osobiste podejście do swoich prac.
Ale nie zdążył nic powiedzieć, bo zwrócił uwagę na gramolącego się z wozu Cresswella. Skrzywił się odruchowo, gdy ten zaliczył upadek. A potem znowu, dość odruchowo, przytrzymał go w pasie, gdy ten wstawał. Puścił go w momencie, gdy był już pewien, że nikt tu nie upadnie. Nie odzywał się, gdy Silly zaczął rozmawiać z Ulą. Uznał, że ta dwójka ma sobie więcej do wyjaśnienia i nie był im w tym momencie do niczego już potrzebny. Skupił za to uwagę na wracającym Ericku. - Korci mnie, żeby zabłądzić tam, gdzie i ty – odpowiedział, myśląc o sprawdzeniu innych stoisk. Tak właściwie to zrobili już tutaj wszystko, co mogli. Mogli sprawdzić stanowisko Nory i inne. – Widziałem goblina, chyba tego z Ostary. Chętnie zobaczę co tam u niego – wyjaśnił. I, o ile nikt nie protestował, ruszył do niego by samemu wziąć udział w losowaniu. Wrócił wyraźnie rozbawiony. - Nie uwierzysz, co udało mi się wygrać - rzucił. - Idziemy dalej? !goblin RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023 Loteria fantowaZakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku. Wylosowałeś: Bielizna uszyta z czerwonych koralików, które w ciemności świecą pulsującą, karminową poświatą. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Ulysses Rookwood - 16.03.2023 Ulysses przewrócił oczami.
- Cofasz się w rozwoju, Carrow – mruknął, ale ostatecznie był całkiem wdzięczny i przez to, że jego siostra do niego zagadywała i, że Alanna paplała ile wlezie. Przez to cała sytuacja wyglądała naturalniej. Jeśli ktoś go znał, dobrze wiedział, że był pedantem. To, że przeszkadzały mu brudne buty nie było niczym dziwnym. Tak jak niczym dziwnym nie był upadek Vespery i poszukiwanie przez nią broszki a potem dziecinada Carrow. Ale i w jednym i w drugim przypadku, Ulysses starał się przynajmniej udawać, że pomaga obydwu kobietom. Przy Vesperze syknął głośno, wyciągając pośpiesznie rękę w jej stronę, gdy zobaczył potknięcie, przy Alannie rozglądał się, zasłaniając ją ciałem, gdy szukała pierścionka. A potem było po wszystkim. Niepokój, choć powinien minąć, tylko się w nim nasilił. - Dobrze. Chodźmy na loterię – zgodził się z siostrą. – Jak mogłaś zgubić pierścionek po babci? – zapytał Alannę, choć dobrze zdawał sobie sprawę, że raczej nie było żadnego pierścionka. Ale gdyby ich ktoś obserwował, lepiej brzmiało, gdyby ciągle martwili się zagubioną pamiątką. Przystanął w kolejce do podejrzanie wyglądającego goblina. A potem, bardziej z musu niż z chęci kupił los na loterii. Wszystko po to, by wyglądać na człowieka, który naprawdę przyszedł tu świętować… Skrzywił się na widok plakatu. Brak poczucia humoru sprawił, że nie docenił tego prezentu. Ale z miejsca wcisnął go Alannie. - Masz. Uwielbiasz Dolohova. !goblin |