Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rodolphus Lestrange - 05.12.2023

Wyprostował się nico, by mieć lepszy widok ponad tłumem ludzi. Próbował wychwycić stoiska, o których mówiła Bellatrix. Zaraz jednak łypnął na nią z uniesioną brwią.
- Zielony wazon? - powtórzył, a do jednej uniesionej brwi dołączyła druga. Rolph powoli nabrał powietrza w płuca i trzymał je tak przez chwilę, zanim nie zdecydował wypuścić go z ciężkim świstem. - Może jeszcze włożysz do niego świeże kwiaty? Najlepiej coś kolorowego, róże albo piwonie, bo czemu nie.
Pokręcił głową. Wazon przeboleje, ale nie rozumiał idei posiadania wazonu bez kwiatów w środku. Chociaż kiedyś widział u kogoś kompozycję ususzonych patyków i kwiatów, która wyglądała całkiem nie najgorzej. I na pewno ogromną zaletą był fakt, że nie trzeba było o nie dbać - nie potrzebowały regularnej wymiany wody, która lubiła śmierdzieć gdy były w niej cięte kwiaty.
- Dobrze. Pójdziemy po ten wazon. Najwyżej będzie służył do tego, żeby trzymać w nim kwiaty, które kupuję dla ciebie - uśmiechnął się, odrobinę dumny że tak zgrabnie okręcił kota ogonem i prezent niby będzie dla niego, ale to głównie ona będzie z niego korzystała. Rodolphus nie przepadał za kwiatami. Oczywiście doceniał ich piękno, lubił je też podarowywać innym, ale w jego mieszkaniu nie było na nie miejsca, bo... Który facet kupuje sobie kwiaty? Może istniało takich przedstawicieli trochę, ale on do nich nie należał. - Ale najpierw coś na osłodę.

Ruszył w stronę stoisk, dostrzegając kilka znajomych twarzy z Ministerstwa. Umyślnie jednak nie kierował się w ich kierunku, wiedząc dobrze, że w pracy nie bywa duszą towarzystwa i jeśli on nie podejdzie, to dadzą mu spokój. Co prawda liczył, że spotkają tu jedną osobę, o której bardzo chciał opowiedzieć Bellatrix, ale chyba postanowiła odpuścić dzisiejsze święto. Dziwniejszej kobiety od tej, którą miał na myśli, nie znał. Dawno też się z nią nie kontaktował, będzie musiał to zmienić.
- Na co masz ochotę? Widzę watę, lody, sorbety, fasolki, bloki orzechowe i tam jest całe stoisko z czekoladą - zmarszczył brwi, bo i jego wzrok przyciągnęły te dzieła sztuki. Bo to były dzieła sztuki - czekoladowe żaby to jedno, ale tutaj pojawił się prawdziwe minirzeźby z czekolady. Mimowolnie kierował się właśnie tam. Widział smoka z czekolady, jakiś domek i figurki w kształcie zwierząt. Musiał przyznać, że nawet na nim zrobiło to wrażenie. Tylko czy mieli czekoladowego pająka?


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Beast - 05.12.2023

Zastanawiała się, czy uda im się jakoś wykaraskać z tej sytuacji. Nie odzywała się słowem. Słuchała, tego, co mówił Flynn. Całkiem dobrze mu szło, mina jej zrzedła jedynie, gdy powiedział, że jest zaginioną dziedziczką Dolohovów, bo przecież jej matka była Romanową, księżniczką rosyjską, a nie jakąś tam pierwszą, lepszą, Dolohovą, ale tego nie zrobiła, jakaś resztka rozumu mówiła jej, że nie powinna się już odzywać, bo mogło to tylko spowodować kolejne komplikacje.

Później Edge beknął, gdy to zrobił Fiery zaśmiała się w głos, bo niesamowicie ją rozbawiła ta sytuacja, przeniosła spojrzenie na Patricka, żeby zobaczyć, jak na to zareaguje, miała nadzieję, że się nie obrazi o ten ludzki odruch, nad którym najwyraźniej jej brat nie umiał zapanować.

Patrzyła na Stewarda kiedy zaczął robić im wykład o tym, kogo okradli. Wzruszyła jedynie ramionami, udając, że dalej nie rozumie o czym do niej mówi, zresztą co ją obchodziło, kim był tamten gość, jeden z wielu, którzy zostali przez nią wybrani, żeby przetestować na nim swoje złodziejskie umiejętności. Wreszcie rozluźnił uścisk, miała wrażenie, że to juz koniec tej farsy, że wreszcie będą mogli sobie stąd pójść, bo nie wyglądał na takiego, który chciał ich zamknąć.

Oczywiście nie mogło być zbyt prosto, bo po chwili podszedł do nich kolejny mężczyzna, tym razem ubrany w oficjalny, aurorski strój. - Job twoju mać. - Burknęła do siebie, bo wydawało jej się, że jednak nie uda im się już uniknąć konsekwencji. Tyle, że auror najwyraźniej znał jej brata. Fiery przeniosła na niego wzrok, minę miała, jakby w ogóle nie miała pojęcia, co się tam dzieje, czekała, aż ją zamkną, bo chyba tak by było prościej.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Logan Nott - 05.12.2023

Choć wiele osób uważało starszego z braci za nudziarza, to jednak mężczyzna potrafił pokazać swą bardziej luźną i chętną do zabaw twarz. Owszem nie robił tego może zbyt często, ale znając obowiązki jakie na niego nałożył ojciec ze względu na to, że był dziedzicem rodu Logan musiał znać umiar. Poza tym jak każdy on również lubił się bawić lecz niestety nie często miał okazję pokazać to swojemu bratu. Już samo to, że pojawił się na tym sabacie i sam z siebie dał założyć sobie wianek na głowę świadczyło o tym, że przyszedł tutaj z zamiarem rozerwania się i ucieczki od rodzinnych obowiązków. Niestety wieniec jaki otrzymał chociaż sprawił, że poczuł spokój oraz wewnętrzną harmonię to jednak powstrzymał w nim chęć do dobrej zabawy i choć próbował z tym walczyć nie miał takiej mocy, by przełamać działanie wieńca.
- Spokojnie “Młody” nie będę takim nudziarzem jak zwykle, a przynajmniej się postaram. - powiedział co w sumie było dość normalnym stwierdzeniem u Logana. W końcu on zawsze próbował pozbyć się swojej sztywności i krępujących go zasad jakie wpoili mu zarówno matka jak i ojciec to nie zawsze mu to wychodziło. Tym razem naprawdę chciał się dobrze bawić i sprawić, że Philip chociaż trochę zmieni o nim zdanie. Była tylko jedna przeszkoda, która mogła sprawić, że starszy Nott nie dotrzyma danego słowa, a która została mu włożona na głowę, wianek.
Oczywiście Logan widział pewne zmiany w zachowaniu brata co w sumie mógł również połączyć z noszonym przez Philipa wiankiem. Nie miał niestety pojęcia jakie to kwiaty i jaki mogą mieć wpływ na osobę je noszącą to jednak starszy z braci widział, że nastawienie do życia i zabawy u młodszego Notta się zmieniło i zaczynał on przypominać bardziej siebie niż ostatnimi czasy.
Dopiero słysząc zaproszenie na piwo i spojrzenie razem w płomienie coś w starszym mężczyźnie się złamało. Oczywiście chciał skorzystać z wróżby, gdyż po to tutaj właśnie przyszedł, ale czy chciał okrasić to alkoholem, tego nie wiedział. Jednak lekko się uśmiechnął i przytaknął głową Philipowi.
- W porządku, możemy iść po jakieś napoje, a potem zobaczymy co się z tego dalej urodzi. - powiedział i zapewne ku zdziwieniu brata zamówił bezalkoholowe piwo kremowe po czym podążył za nim by spojrzeć w płomienie ogniska.

!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 05.12.2023

Logan Nott


Ognisko zadrżało niespokojnie, a zaraz potem w płomieniach ukazał ci się puchar. To dobry omen; czujesz, jak wypełnia cię siła i motywacja do działania. Nie możesz wyzbyć się przekonania, że czegokolwiek się nie podejmiesz, spotka cię sukces. Na co czekasz?



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Edge - 05.12.2023

W odpowiedzi na to Flynn zachichotał.

- Taak. Ojej, ojej! Chyba zaraz będę musiał usiąść obok stoiska z lodami, bo kręci mi się w głowie. - Tak nagle naszła go na nie ochota. Teatralnie przejechał ręką po czole, jakby ocierał z niego pot, ale absolutnie nic na nim nie było, może po prostu nawet z takiej odległości wyczuł, jak poci się Jim?

I tak, powiedział to nie bez powodu - mógł ciągnąć to o wiele dalej, prowadząc rozmowę ku szczytowi swojego wyuzdania, bo przecież Patrick był tak zimny, że najlepszy lodzik był w zasięgu jego wzroku, trzymał go za rękę i miał tak samo ciekawe oczy jak ktoś, kogo Flynn bardzo lubił. Zdawał sobie sprawę z tego, że to wpatrywanie stawało się coraz bardziej natrętne, ale zgubił godność przy okazji pierwszego posta mistrza gry, a teraz znaleźli się już kilka kolejek za nim - do stracenia nie miał już nic oprócz wolności (ale w utratę jej na dłużej niż spisanie go za publiczny taniec brzucha nie wierzył) i tego guzika. Na szczęście dla wszystkich zebranych, to Patrick odezwał się pierwszy, więc Flynn kontynuował picie. Siostra nadal milczała jak grób...

...więc on zaśmiał się za nią.

- Masz naprawdę dobre teksty - poklepał go ręką po ramieniu - ale obawiam się, że dla tej pani musiałbyś przejść płynnie na języki zza żelaznej kurtyny, ewentualnie obniżyć swój iloraz inteligencji do tego, który ma koniczyna.

Już miał pokazać Fiery język, ale zamiast tego zawiesił się, wpatrując w porastającą okolicę trawę. To był prawdopodobnie pierwszy raz w jego życiu, kiedy myślał o kimś i ten ktoś pojawiał się tuż obok, więc w pierwszej chwili wzdrygnął się, a dopiero później odwrócił w stronę mówiącego Caina. Tak, powinien się teraz głębiej zastanawiać nad swoim nieszczęsnym losem, ale to był on, więc pierwszą myślą jaka nawiedziła jego głowę nie było oh nie!, tylko oh, tak!. W innych okolicznościach już by z nim flirtował obierając sobie za temat przewodni ten mundur, z oczywistych powodów zamiast tego uśmiechnął się do niego niezręcznie, skoro już się ich spojrzenia skrzyżowały, po czym przeniósł to spojrzenie na Patricka... Potem znów na Caina, spoglądającego teraz na Fiery... I znów na Patricka i... Tak, spoglądał na oczy jednego Aurora i na okulary drugiego, ale Cain nie musiał ich zdejmować, żeby Flynn miał dobre porównanie, znał jego twarz na pamięć.

Kuzyn.

- Oh. - Drugi raz poklepał go po ramieniu i odsunął się na krok, skoro już został puszczony. - Cofam ćwiartkę tego co powiedziałem i jakieś trzy czwarte tego co pomyślałem. - Tak naprawdę to wszystko powiedziane na przestrzeni kilku ostatnich minut stało się bezwartościowe, bo o ile u Patricka posiadania pewnych zdolności mógł się tylko domyślać, to w przypadku Caina był całkowicie pewny, że nie miał żadnych szans go oszukać. I prawdę mówiąc spodziewał się po nim, że pogra z nimi przygłupów, albo innej formy wsparcia, ale na pewno nie wzięcia sytuacji na siebie. Czuł w gardle niesamowity ścisk. Po pierwsze dlatego, że musiał znowu beknąć, ale próbował w sobie ten odruch bezskutecznie zdusić. Znów niewinnie zakrył usta ręką. Po drugie - to było cholernie trudne żeby zachować w tej sytuacji powagę - po tych wszystkich żartach i zaczepkach o kajdankach, jakie mieli za sobą, wewnętrzna walka żeby nie rzucić czymś, co zapamiętają do końca życia, nie przypominała już potyczki dwóch wilków tylko szarpaninę rozwścieczonych goryli. Wygrał ten nadający mu duszę samotnika (za dużo osób!), więc Edge jedynie zaczerwienił się lekko na policzkach. Po trzecie - nie po to słuchał tej litanii o tym, jak beznadziejny cel wybrała sobie Fiery, żeby teraz Cain „się nim zajmował”, bo to przecież wszystko psuło - zrzucenie odpowiedzialności na Patricka, którego nie znał i w gruncie rzeczy miał do tej pory gdzieś, było naprawdę łatwe. Ale na Caina?

Miał tak wiele pytań. Ten Chester to jest wasz przełożony czy szef departamentu kija w dupie, skoro go aż tak mocno nie lubicie? Kobieto, dlaczego ty tu jeszcze stoisz, skoro powinnaś być w połowie drogi do Petersburga? Gdzie w nocy tuptają jeże? Odpowiedź na najważniejsze z nich: co właściwie miał robić, próbował odczytać na twarzy Caina. Wystarczyło jedno skinienie głową, szerzej otwarte oczy, żeby rzucił się do biegu jakby naprawdę ukradł ten portfel i musiał uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. Dla dodatkowego efektu wizualnego zrobi nawet kilka przewrotów w przód staczając się z górki.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Dagur Nordgersim - 05.12.2023

Nordgersimowie nie mogli przegapić swojego udziału w następnym w roku sabacie. Po wydarzeniach, jakie miały miejsce podczas Beltane, Dagur pozostawał rozdarty - z jednej strony nie był przekonany co do tego aby organizacja sabatu była rozsądnym przedsięwzięciem, z drugiej - skoro już miała miejsce to warto było z tego skorzystać i trochę się rozerwać. Widocznie to właśnie tego wszyscy potrzebowali po tych wszystkich tragediach. Wyznawali wiarę swoich przodków, co mogli praktykować poza granicami swojej ojczyzny.

Rosły Dagur tego dnia założył koszulę z czerwonej flaneli, podwijając rękawy do łokci oraz spodnie dżinsowe. Z okazji tego święta nawet bardziej się uczesał. Zawieszony na pasie róg obijał się o jego biodro. Zamierzał znaleźć kram z piwem, którego właściciel napełni ten róg. Zabrał go z tego względu, że standardowe szklanki i kufle były dla niego zwyczajnie za małe. Dopuszczał do świadomości możliwość ich powiększenia za pomocą magii, jednak co własny róg to własny róg. Zamierzał się zainteresować stoiskami z jedzeniem i z wyrobami rzemieślniczymi, zwłaszcza z tymi wykonanymi z metalu.  Odetchnął głębiej przesyconym słodkim zapachem kwiatów zmieszanym z nieco ostrzejszą wonią sił i dymem ogniska.

Słyszałem, że ma się odbyć rytuał po zachodzie słońca. Chciałbym w nim uczestniczyć. Jak to miałem w zwyczaju podczas sabatów w naszej ojczyźnie, odbywających się na terenie świątyni w Akranes. Weźmy sobie po wianku, synu. A potem chodźmy po piwo. Możemy też spojrzeć w ogień. — Stojący u wejścia do Stonehenge obok syna Dagur opowiadał podekscytowanym głosem, z dozą nostalgii. Składanie krwawych ofiar stanowiło istotny element wiary ich przodków. Zasugerował synowi wzięcie sobie wianka. Wyciągnął dłoń po taki do Mirabelli Abbott. Z jego słów powstawał wstępny zarys planu na spędzenie tego dnia.


!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 05.12.2023

Paproć


Zaczynasz odczuwać oszałamiającą radość z chwilą wsunięcia na swe skronie wieńca z paproci. Nie możesz wyzbyć się wrażenia, że oto wszystko idzie po twojej myśli, świat stoi przed tobą otworem, a wszelkie dotychczasowe troski są jedynie mrzonką.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Albert Rookwood - 05.12.2023

Teleportował się na Lithe trochę spóźniony i w nieszczególnie dobrym nastroju. Choć był ubrany odświętnie, w przesadnie elegancki garnitur i wypastowane na błysk czarne buty na platformie, czuć było od niego alkohol. Zamierzał przyjść tutaj z żoną, jednak ona w ostatniej chwili postanowiła spróbować zrujnować mu wieczór i się rozpłakać. Jakkolwiek główną ich pobudką do uczestniczenia w obrzędach tegorocznego święta miało być uzyskanie błogosławieństwa płodności, nie zamierzał dać Helenie wygrać i zostać z nią w domu, żeby kłócić się o jakieś bzdury. Przynajmniej wyciągnie z tego wszystkiego tyle, że spędzi trochę czasu z resztą rodziny i, być może, pozna kogoś intrygującego. Niech żmija siedzi w samotności.

Dopalał cygaretkę, kiedy nareszcie wypatrzył w tłumie Chestera. Prędko znalazł się u jego boku, z lekkim zaskoczeniem zauważając obecność synów Augustusa. Uśmiechnął się niezgrabnie do dzieci, starając się nie pokazać po sobie, jak bardzo ukuła go w serce świadomość, że jemu posiadanie wnuków nie będzie dane. 
- Witam - rzucił, przenosząc spojrzenie na blondynkę o słodkich oczach kokietki, Camilie Delacour, z którą Chester musiał rozmawiać. - Widzę, że towarzystwo trafiło się naprawdę urokliwe.
Zaśmiał się chrapliwie i nareszcie założył na głowę wianek, który dotąd tylko nosił w dłoni.

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 05.12.2023

Bylica pospolita


Pierzaste gałązki bylicy łaskoczą twoje czoło i przywołują radosne wspomnienia z dzieciństwa (lub marzenia o takowych). Zaczynasz odczuwać tęsknotę za ciepłem domowego ogniska, zaś w twojej głowie pojawia się myśl o powiększeniu rodziny.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cameron Lupin - 05.12.2023

Trochę zmęczony i trochę głodny — przyznał, wzruszając sztywno ramionami. Przecież nie opowie jej o tym, jak w noc Beltane uderzył z główki wiedźmę, a sny dotyczące tej potyczki do tej pory nawiedzały go co jakiś czas w snach. — P-powaga? — Przekrzywił głowę, przyglądając się chłopakowi z lekkim zdziwieniem. W sumie, za wiele się nie zmienił. — Dobrze wyglądasz. — Uśmiechnął się ciepło, pozwalając sobie na rzucenie paru komplementów. — I do twarzy ci w tej fryzurze.

Wiedział, że Brenna już raz zmieniła Charliemu wygląd za pomocą swoich czarów, jednak nie sądził, że znowu to zrobi. Może doszło do jakiegoś incydentu z udziałem młodego Rookwooda, który ukrywał się w posiadłości? Poczuł nieprzyjemne ukłucie w okolicy serca, gdy zdał sobie sprawę, że ponownie dowiedział się o zmianie jako ostatni. Zawsze na ostatnim miejscu. Taka to była piękna hierarchia w ich kręgu towarzyskim.

Według gazet — sprecyzował Cameron, czerwieniąc się na twarzy. Wbił na moment wzrok w ziemię, nie bardzo wiedząc, co mógłby jeszcze powiedzieć. A może w ogóle lepiej było się nie odzywać? W gruncie rzeczy ostatnio lepiej mu wychodziło wchodzenie w rolę cichego partnera niż rozgadanego zawadiaki. — Ch-choociaż kto wie... Wiecie, jak to t-t-teraz jest. Świat się sz-szybko zmienia. Związki też sz-szybko... się rozwijają. — Zerknął na Charliego, a potem na Heather. — Dz-dzieci? — W jego oczach zawitała obawa, że znowu jest niepoinformowany. — Że... nasze dzieci?

Po chwili – wraz z kolejnymi słowami Charlesa – nadeszła jednak chwila konsternacji. Kto jak kto, ale Rookwood powinien wiedzieć jakie każde z nich miało podejście do dzieci. Beltane mogło być traumatycznym przeżyciem, ale nie zmieniło w ich podejście aż tak wiele. Mieli cieszyć się młodością i chociaż musieli nieco dojrzeć przez ostatnie zdarzenia, tak zamknięcie się w czterech ścianach z dzieckiem nie należało raczej do ich planów... Na przynajmniej najbliższe dziesięć lat.

Cameron wbił skonfundowane spojrzenie w Heather, zerkając co chwilę na Charliego. Dopiero wtedy w jego głowie zakwitła myśl, że może to nie jest ten sam Charlie, z którym przyjaźnił się od lat. Nie ten, który od miesięcy ukrywał się na poddaszu Longbottomów, a jakiś inny, z którym potencjalnie mogli się kiedyś spotkać na szkolnych korytarzach...

H-heather? — wyszeptał do ucha Rudej, gdy w ich towarzystwie pojawił się kolejny facet zainteresowany towarzystwem Effy. — To nie jest nasz Charlie, p-prawda?

Jego policzki poczerwienieły, gdy tylko wypowiedział te słowa. Jakiej odpowiedzi by nie otrzymał i tak popisałby się kompletnym brakiem spostrzegawczości.