Secrets of London
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Samuel McGonagall - 26.02.2024

Sam stoi przy barze, rozmawia z Morpheusem i Septimą, Neil też tam jest, widzę już co wpadło w drinku i może być śmiesznie xD

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JAUSJWT.png[/inny avek]
Aura Samuela przypominała liść dębu toczony nekrozą – stopniowym obumieraniem na jej obrzeżach. Soczysta zieleń zaradności, twardej rutyny, która przez lata trzymała go w ryzach, mimo trudów samotniczego życia nadgryzana była stopniowo szarością depresji i wzmagającej – pomimo przebywania pośród zdecydowanie większej ilości ludzi niż przez całe swoje życie – izolacji.Biegło od niego bardzo mało nici. Zdrowa i silna zieleń niewątpliwie łączyła go z gospodynią, Brenną Longbottom, zdecydowanie delikatniejsza, świeższa, podążała do jej brata Erika. Była jednak bardzo trudna do zauważenia ze względu na drugą, biegnącą niemal równolegle a zdecydowanie trwalszą, pielęgnowaną przez lata, a łączącą go z Norą Figg. Strzępki dawnej czerwieni, obecnie wypłowiałe, choć wciąż widoczne, wplecione były w czerń tęsknoty, niezrozumienia i rozgoryczenia sobą nawzajem. Intensywna, a przez to czytelna nie w tonach nienawiści i wrogości, ale smutnego skojarzenia ze spalonym mostem, który wciąż dręczył dusze obojga wciąż młodych osób.

Z kolei sam Samuel, zupełnie nieświadomy tego, że ktoś podgląda metafizycznie okalające go barwy, próbował zrozumieć i szło mu to ciężko... Tak jak znajomość z Erikiem była dlań zaskakująco "prosta" w obsłudze, przypominająca bardzo satysfakcjonujące operowanie dobrze naostrzoną siekierą, którą można było zmóc najbardziej oporne, wiekowe pniaki, tak Morpheus... morfował. Przypominał mu narzędzie uniwersalne, którym modelował w detalu figurki biegających i zasypiających drewnianych zwierząt, narzędzie, które w toku pracy transmutował tak bardzo, że sam rzemieślnik nie pamiętał, czym było w swej wyjściowej formie. Misternym drogim  dłutkiem? A może kawałkiem wierzbowej witki zerwanej rano nad jeziorem? Mikroekspresje twarzy Longbottoma nie umykały Samowi, ale były płynne jak woda, nieuchwytne, mętne, odbijające zewnętrze tak, by ukryć prawdziwą naturę.

Przynajmniej tyle, że już wiedział, co w tym całym równaniu robi Neil. A przynajmniej, tak mu się wydawało...

Odstawił pusty kufel i wypchnął nieco obronnie podbródek, unosząc przy tym głowę, trochę jak ojciec podczas kłótni z matką, milcząco przyjmujący jej liczne argumenty tylko po to, by w dwóch słowach riposty zamknąć jej usta. Młodemu mężczyźnie daleko było do salonowej wprawy młodego onegdaj Alistara Blacka, były jednak momenty, takie jak ten, gdy uciekał w znajome gesty najbliższych, już nieobecnych w jego życiu rodziców.

Przyjął milcząco to, co miał do powiedzenia na jego temat Morpheus, mimowolnie zdając sobie sprawę z tego, że już nie pan leśniczy, a po prostu Sam. Nie rozumiał tylko tego Księcia Kniei, ale rychło przypomniał sobie o istnieniu diademu.
– Ollivander?– zainteresował się, a twarz mu momentalnie złagodniała w zaciekawieniu – Czyżby była pani spokrewniona z panem Garrickiem? – Wspomnienie sklepu różdżkarza, jedynej przyjaznej oazy pośród nieprzystępnego, złowrogiego środowiska londyńskiego, było wciąż cenne i inspirujące, jego kojące ciepło jednak zgasło w momencie, gdy Morpheus wskazał na pochodzenie wyszywanej białą nicią w ptasie pióra koszuli.

Szlag.

Przełknął ślinę, bardzo celowo nie patrząc na męską dłoń, a na twarz, przeklętą twarz, której nie rozumiał.
– Cóż, ja mam Twoją koszulę, Ty masz moją. – odsunął się o krok, nieprzerwanie się uśmiechając i sięgnął po magicznego drinka. Poprzednie dwa pomogły mu poczuć się lepiej. Nie chciał znów zamieniać się w niedźwiedzia. Najwyżej wyjdzie i poczeka na Norę na zewnątrz.

– Jestem na pani wezwanie. Wszak przyjaciele moich przyjaciół, są moimi przyjaciółmi. – zwrócił się do Septimy jeszcze raz kłaniając się przed nią i wznosząc toast, na znak przypieczętowania własnej deklaracji. A potem wypił napitek, odprowadzając ich wzrokiem.

!magicznydrink


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 26.02.2024

Napój skłania cię do szczerości. Przez dwie tury nie jesteś w stanie skłamać i bardzo kusi cię do mówienia prawdy - choć jeśli bardzo się postarasz, zdołasz utrzymać język za zębami


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Ula Brzęczyszczykiewicz - 26.02.2024

Zbieram siebie (i być może Sama) z podłogi, przy okazji przepraszając Avelinę i Alastora za zamieszanie. Podczas rozmowy z Samem oddalam się od parkietu.

— Przepraszam! Bardzo przepraszam!

Pierwsze słowo wymsknęło mi się po polsku, ale później już poprawiłam się na angielski. Nawet nie zwracałam uwagi na to, że leżę na podłodze — w pierwszej kolejności umierałam z zażenowania, że się przewróciłam i to na kogoś.

Już wstając rzuciłam jeszcze kilka słów przeprosin w stronę zaatakowanej przeze mnie pary, jednocześnie cofając się. Najchętniej przesunęłabym się pod ścianę i uciekła. Jak mogłam zrobić coś takiego! Okulary tylko przesunęły mi się na nosie, co łatwo poprawiłam, ale brak beretu dostrzegłam, gdy spojrzałam na niego leżącego obok Sama.

Sam!

— O rety, jak to się stało!? Przepraszam... — jęknęłam w bólu zawstydzenia. Podałam mu pomocną dłoń i jeśli z niej skorzystał, ze zdziwieniem odkryliśmy, że podniosłabym go całego bez żadnego wysiłku. A nawet jeśli wstał sam to otrzepuję jego plecy i ramiona z wszelkich paprochów podłogowych. Cóż za tragedia!

Na końcu podniosłam berecik i zaczęłam go miąć w dłoniach jak zabawkę antystresową.

— Przepraszam, naprawdę nie chciałam. Na ogół to się nie zdarza, ale czasem się zdarza... Nic ci się nie stało?

Cały czas, półświadomie, odsuwałam się od parkietu na spokojniejszą część sali. Nie chciałam robić zamieszania wśród tańczących, nie chciałam być widoczna. Sam pewnie powie, że nic się nie stało, ale na pewno się trochę poobijał... A ja? Ze zdziwieniem mogłam przyznać, że nic mi nie było. Dotknęłam tył głowy, ramiona, pupę... Nic nie bolało przy dotyku. Co za dziwy! I czy mi się dobrze wydawało, że pociągnęłam Sama przy upadku? Przecież taki chłopak bez problemu by mnie złapał w takiej sytuacji.

— Nie powinnam była pić tego drinka. Chyba mi coś pomieszał w głowie... I ciele...

Poczułam coś nieprzyjemnego w dłoniach i spojrzałam na nie. Jakimś sposobem rozdarłam materiał przy szwie.

— Ale jak to... — Mruknęłam do siebie, przyglądając się temu. Ile siły bym musiała użyć, żeby zrobić coś takiego! A tutaj samo się to stało jak tylko obracałam beret w rękach. — No popatrz, ten napój zwiększył moje siły najwidoczniej. Szkoda, że podają go do tańca, a nie farmerom do pracy... Muszę podpytać tego barmana, co to za specyfik i czy dostanę go w aptece. Przecież jak to by ułatwiło pracę! Nawet przy mugolskich ogródkach, chociaż tam to oczywiście bym się musiała pilnować z tak podkręconymi rękoma, ale przynajmniej nie byłabym tak zmęczona...




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Neil Enfer - 26.02.2024

Neil życzy Morpheusowi i Septi miłego tańca i stoi dalej przy barze z Samem pijąc swojego drinka.

A ten tu czego? Yhhh, no tak nie miał co ze sobą zrobić, to podszedł tu? Z drugiej strony wilkołak nie umiał wyłapać do końca jaki jest powód bycia tutaj Sama. Kto go zaprosił i czemu jeszcze nie zrobił problemów? Choć widział niedźwiedzia i to całkiem uroczego, nieważne...
Kobieta jednak przywitała go tak samo miło, jak on ją. Zerknął na Morpheusa gdy usłyszał jej pytanie i już zawahał się nad odpowiedzią, kiedy czarodziej zaczął opowiadać, więc chłopak jedynie stał i uśmiechając się ładnie wyglądał zaciskając dłoń na szklance z drinkiem.
Zaraz z chęcią wysłuchał opowieści o Misiu, z ulgą przyjmując, że temat zszedł ze z jego znajomości z Morpheusem, jeszcze po alkoholu by palnął głupotę i by było, a nie zdziwiłby się. Na swój sposób próbował się z uniesionymi kącikami ust od tego odcinać. Myśli płynęły i uciekały, a on nawet nie próbował ich łapać. Dopóki nie padł komentarz o koszuli... Czyli to ich ze sobą łączyło? Był zły, na jednego, na drugiego, na siebie, na wszystkich. Nie powinien tyle pić, ale w takim stanie zdecydowanie łatwiej pluło mu się na ludzi i udawało, że wszystko jest dobrze, bo w końcu zmrużenie oczu i nieswoją mimikę może zrzucić na alkohol. Kretyn. Rzucił w myślach, ale sam nie wiedział czy bardziej do Samuela, Morpheusa czy do siebie.
Kolejny milutki uśmiech kiedy widział uroczą scenę, jak Morpheus już kolejną kobietę porywa w tango. A kiedy mnie poprosi? Właśnie o tym mówił na spotkaniu z Perseusem. Choć by chciały obie strony, nic z tego nie będzie, nigdy, wiedział to a jednak mimo wszystko bolało.
-Aj tam, bawcie się dobrze.-Głupia cipa. Kłamstwo? Nie? Nie umiał tego wyłapać co właściwie powiedział. A żeby te nogi w tańcu połamała szkapa wychudzona. Fukając w głowie na kobietę dalej się uśmiechał, choć widocznie urok zniknął i ciężko było mu teraz ukryć niechęć do całej tej sytuacji. Zacisnął szczęki, upił kolejne łyki. Do tego ten palant. ,,Przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi" Sranie w banie. Zgrzytnął zębami i wbił spojrzenie w te przeklęte krzaki i rośliny jakie były obecne z nimi na sali. Miał ochotę je powyrywać z korzeniami i spalić w cholerę, to wszystko spalić w cholerę!


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Perseus Black - 27.02.2024

Rozmawiam z Erikiem, Elliottem i Norą w okolicy toalet

Spojrzał na Erika, a następnie na Elliotta, potem znów na Longbottoma, i ponownie na Malfoya i poczuł, że kark mu drętwieje, a w skroniach zaczyna nieprzyjemnie uciskać - to przez różnicę ich wzrostu, ale Perseus w swej wrodzonej dramatyczności (niewątpliwie odziedziczonej po matce) wolał zrzucać to na karb intensywnej atmosfery pomiędzy mężczyznami. Przez moment zastanawiał się, czy nie użyć Trzeciego Oka i nie podejrzeć odrobinę łączących ich świetlistych nici; ostatecznie uznał to za zbyt dużą ingerencję w ich prywatność (wystarczyło, że dopuścił się tego już raz, zupełnie przypadkiem na balu charytatywnym) i doszedł do wniosku, że jeśli rzeczywiście coś jest na rzeczy, to Elliott w swoim czasie sam mu o tym powie.

Nie mam pojęcia, to dopiero mój drugi kawalerski — roześmiał się w odpowiedzi na pytanie Elliotta.

To było miłe; patrzeć na nich, na ich wymianę spojrzeń i porozumiewawcze uśmiechy. Życzył im przecież jak najlepiej. Z drugiej jednak strony, sprawiało mu to ogromną przykrość; jeśli jego przypuszczenia się potwierdzą, oznaczać będzie to, że pozostaną im tylko spojrzenia i uśmiechy. Przynajmniej publicznie.

Obiecałeś, że to będzie nasza mała tajemnica! — udał oburzonego, ale drgające kąciki ust zdradziły jego prawdziwy stosunek do żartu. A może tylko maskował tym zmieszanie? Nie wiedział za bardzo, jak powinien odnieść się do słów Erika - czy to była dyskretna sugestia, że powinien zostawić ich samych? Jeśli tak, to...

...planował się wycofać, dać im odrobinę przestrzeni, ale wtedy podeszła do nich Nora. Posłał jej serdeczny uśmiech.

Och, ależ skąd. Znasz przecież możliwości mojej wątroby — odparł nieco rozbawiony i jednocześnie przerażony wizją stawienia się na własnym ślubie... w takim stanie  — Najwyżej złapię Błędnego Rycerza, albo zdrzemnę się w Lecznicy.

Wprawdzie nie skomentował koszuli Elliotta na głos, ale przyglądał jej się z żywym zainteresowaniem. Choć sam preferował nieco bardziej... stonowane ubrania, tak lubił patrzeć na nieco bardziej ekstrawaganckie kreacje innych.


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Avelina Paxton - 27.02.2024

Densiła z Alkiem, wywróciła się, a potem zeszła razem z Alastorem do baru. Namawia go na drineczka.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ySbY4UW.jpeg[/inny avek]

Zaśmiała się lekko ze słów Alastora czując jak zrobiło się jej ciepło, bo nie była kłamliwą osobą. Bawiła się dobrze, pozwoliła się mu prowadzić, wirować, wywijać na każdą stronę jaką mu się zamarzyło. Potrzebowała tego, aby zająć umysł czymś innym niż myślami na temat jej beznadziejnego życia. Nie broniła się przed wygłupianiem i nie patrzyła też na ludzi zebranych wokół. Nie chciała o tym myśleć. Śmiała się przy tym i widać było, że bawiła się z nim bardzo dobrze. Avelina raczej była partnerką, która ę dostosowywała do tańca i nie próbowała kierować mężczyzną, z każdym tańczyła inaczej. Oczywiście nie była wybitna, od czasu do czas gdzieś się tam lekko potknęła, bo zawodowcem nie była, ale nie było to jakoś szczególnie ślamazarne. Podziwiała też Alastora, że był w tym wszystkim, aż tak odważny. Nie pamiętała, aby była z nim na jakiejś imprezie i żeby kiedykolwiek z nim tańczyła, więc mile ją zaskoczył w tym jak prowadził swoją zabawę.

Gwiazdy, które spłynęły na jej sukienkę były piękne, ale przy takim partnerze jak Alek nie była w stanie się nawet nimi nacieszyć. Wszystko szło pięknie, jej umysł się wyciszył, twarz bolała od śmiechu, serce biło szybko od wysiłku jaki jej narzucił, aż w końcu jedno zakręcenie nią poszło źle, zachybotała się, Alastor ją przytrzymał, a ona złapała się go, aby nie wylądować na podłodze. Zaśmiała się cicho.

– Tak, napiła… – nie dokończyła, bo zahaczyła o nią Ula i tym samym pociągnęła ją ze sobą na ziemie. Chciała się mocniej złapać Alastora w tym całym odruchu, ale nie udało się jej. Nie leżała plackiem na szczęście, a jedynie podparła się na swoich rękach i kolanach. Niezgrabnie podniosła się z ziemi i spróbowała pomóc Uli wstać. – Nic nie szkodzi, uważaj na siebie – powiedziała do dziewczyny i spojrzała na swojego partnera w tańcu. – Lepiej zejdźmy i odpocznijmy – odpowiedziała z niezręcznym uśmiechem na twarzy.

Dotarli do baru i dziewczyna od razu spróbowała zwrócić na siebie uwagę barmana, aby podał jej drinka. Zauważyła, że już jej język nie kłamał, więc czuła się swobodniej i mówiła bardziej z sensem niż wcześniej.

– Dobra, ale teraz musisz się ze mną napić – spojrzała na niego z szerokim uśmiechem i łobuzerskim błyskiem w oku. Oczywiście nie miała zamiaru go zmuszać, ale nie chciała też pić sama, bo byłoby to dziwne, więc zamówiła od razu dla niego. No nie mógł jej odmówić, prawda?


!magicznydrink


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 27.02.2024

Napełnia cię energia i masz ochotę tańczyć aż do utraty tchu


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Erik Longbottom - 27.02.2024

Rozmawiam z Perseuszem, Elliotem i Norą.

Piję zaczarowanego drinka i ''zione'' ogniem na Elliota.


Nieźle to znoszą, biorąc pod uwagę rodzinne dramaty, pomyślał ze skonsternowaną miną, gdy Perseusz zaczął żartować na temat swojego poprzedniego kawalerskiego. Czy to nie było lekkim... afrontem? Z drugiej strony, ta dwójka znała się ze sobą tak dogłębnie, że może nawet kwestia poprzedniego narzeczeństwa Blacka nie była tak dużym problemem? Erik nie miał pojęcia, jak miałby traktować byłego narzeczonego swojej siostry. Nawet nie przedstawiła mu do tej pory żadnego ze swoich chłopaków, to nawet nie miał na kim poćwiczyć. Może nawet nigdy nie zyska takiej szansy.

Nie zapędzaj się — ostrzegł uczciwie Elliota, mimowolnie odwzajemniając jego uśmiech, chociaż w przypadku Erika ten zwiądł równie szybko, jak zakwitł na jego twarzy. — Tutaj bawią się praktycznie same stare dziadki. Plus trzy dychy na karku, to już nie przelewki. Trzeba uważać, co się robi.

Czy miał opinię na temat zmian w aparycji Malfoya? Cóż, nieodłącznie kojarzył mu się z jasną czupryną, jednak gdyby zdecydował się nieco ją przyciemnić, to nie miałby z tym największego problemu. Czy jednak przyszły dziedzic tak prominentnego rodu podjąłby tak brzmienną w skutkach decyzję? Bądź co bądź, byłaby to niezła strata wizerunkowa. Jeszcze co poniektórzy zapomnieliby, że jest owocem lędźwi Fortinbrasa.

Zamierzasz spać w Lecznicy w noc przed swoim ślubem — powtórzył po Blacku, upewniając się, że dobrze zrozumiał.

Nie rozumiał, jak mógł nawet rozważać tę opcję. Przecież powinien się przygotować zawczasu do ceremonii. Sprawdzić, czy z garniturem wszystko było w porządku, że obrączki były na miejscu... Rozpoczęcie dnia ślubu obudzeniem się na kozetce na wsi nie rysowało się w głowie Erika jako zbytnio zachwycająco. Pokręcił głową. Co to, to nie. Nie pozwoli na to. Jeszcze panna młoda przyjdzie do niego z pretensjami. Albo do Brenny. A to nikomu nie wyjdzie na zdrowie.

Oczywiście. Ktoś będzie musiał zamówić naszemu drogiemu księciu Błędnego Rycerza. — Wskazał ruchem podbródka na Blacka. — Trzeba też zapłacić kierowcy, żeby go podprowadził pod same drzwi — wyjaśnił bez zająknięcia na pytanie Malfoya, jakie to zobowiązania czekały go na tej imprezie, jeśli tylko uważał, że podoła tak wielkiemu wyzwaniu. — Nie chcę obudzić się z armią Rookwoodów przy płocie, żądających wydania Perseusza, bo nie dotarł do domu.

Dopiero gdy skończył wydawać instrukcje, skierował swą uwagę ku Norze, która dołączyła do ich zacnego grona. Skinął jej głową na ponowne powitanie i odebrał jednego drinka, zanim ktoś spróbował go uprzedzić. Momentalnie zamoczył usta w alkoholu w kolorze neonowego turkusu. Czyżby jakaś radioaktywna mieszanka? Cóż, może po tym nie oślepnie.

Dzięki Merlinowi! Może i te drinki są problematyczne, ale za to jakie dobre.

Pokręcił głową, biorąc jeszcze jednego łyka. Może powinni dodać tego barmana i jego dostawców na stałą listę kontaktów Warowni Longbottomów? Może taka metoda na rozluźnienie ucieszyłaby gości na przyszłych przyjęciach? Zerknął ponownie na koszulę Elliota, jednak tym razem to jego słowa bardziej zwróciły jego uwagę, niż fragment odzienia.

''Spektakularnie''? — Zamrugał, jakby to określenie w ogóle nie przeszło mu przez myśl. Otaksował blondyna oceniającym wzrokiem, kiwając głową z pewnym wymuszeniem. — Skoro tak twierdzisz.

W trakcie wypowiedzi z ust Erika wyleciał błękitny, chłodny płomyk, który poleciał prosto na twarz Elliota. Nie zrobił mu jednak krzywdy, a rozbił się na jego policzku, momentalnie go schładzając. Blondyn mógł poczuć się, jakby właśnie poczuł podmuch lodowatego grudniowego powietrza. Erik momentalnie zasłonił usta, wbijając zdziwione spojrzenie w pannę Figg. No tego, to się w ogóle nie spodziewał.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wQw9kYn.png[/inny avek]


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Vincent Prewett - 27.02.2024

Dalej gada z Flo przy stoliku.

Zaśmiał się krótko na jej słowa, a swój wzrok wbił w niebieską świeczkę. Robiła naprawdę przyjemny klimat. To miejsce zostało świetnie zaczarowane, aby ludzie czuli się w nim dobrze i tak też było w przypadku Prewetta. Jego noga nerwowo podrygiwała, bo nie rozumiał czemu tak trudno było mu kłamać. Próbował się przed tym powstrzymać, ale wszystko w jego ustach zmieniało się w oszustwo. Gdy Flo zadała pytanie, czy też dołączył poczuł jak ciepło rozlewa mu się po brzuchu. Jego siostrzenica też była w Zakonie? Zmrużył podejrzliwie oczy. To by wyjaśniało jej obecność tutaj, ale kto ją zaprosił, zwerbował? Brenna? Powiedziałaby mu przecież… może nie siedziała tak głęboko? On zresztą też dopiero zdobywał zaufanie członków i nie znał też wszystkich, bo tak było bezpieczniej, nie? Musiał też zasłużyć na zaufanie…

– Nie… – odparł szybko i otworzył szeroko oczy. Nie chciał jej skłamać. – To znaczy… czekaj… – prawda nie chciała przejść mu przez usta, odsunął od siebie drinka. Może to on? Może to ten napój alkoholowy powodował, że kłamał. Dziwne… Magiczne drinki powodujące kłamstwa. Może Florence teraz też go w konia robiła, ale wtedy z jakiej racji by wiedziała o nich. – Ten drink chyba… – mruknął cicho, próbując zmusić się do mówienia prawdy – Dołączyłem… ty też w tym siedzisz? – spojrzał na nią podejrzliwie.

Totalnie czuł się teraz tak jakby się najebał i dostał odwrotnych efektów. W końcu jak człowiek się upije to za dużo gada prawdy, a on tej prawdy nie mógł przepuścić przez usta. Czuł, że ten dziwny efekt zaczynał znikać, więc to musiał być ten nieszczęsny drink.




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Florence Bulstrode - 27.02.2024

Rozmawiam z Vincem przy stoliku

Florence spojrzała na szklankę, na wpół opróżnioną, takim spojrzeniem, jakim zmierzyłaby stażystę, który zrobił bałagan w fiolkach. Mogła dość łatwo stwierdzić, że efekt zasadniczy był nieszkodliwy, i po prostu nieco zmniejszał opory... na zabawie większość osób popchnie pewnie do pójścia na parkiet, zaproszenia do tańca dziewczyny, której się wstydzisz czy może jakiegoś nieuprzejmego słowa.
Ale to było zdradliwe.
Bo niektóre rzeczy nie powinny zostać wypowiedziane.
To jednak nie tak, że Florence była zdenerwowana sytuacją. Ostatecznie nie stało się nic strasznego, nie zrobiła niczego, co można by uznać za nieodwracalne i gdyby Prewett nie miał niczego wspólnego z Zakonem Feniksa, i tak nie zrozumiałby pytania. I dobrze, bo chociaż szczerze go kochała, miałaby pewne obawy, czy gdyby dowiedział się za wiele, nie będąc częścią organizacji, to czy nie wspomniałby o tym Edwardowi. A niestety, nestor głowy Prewettów był jednostką, która o pewnych rzeczach po prostu wiedzieć nie powinna.
- Myślę, że jeśli masz ochotę dokończyć tego drinka, możesz go zabrać... ja potem napiję się odrobiny wina, o ile ono nie ma tak ciekawych efektów. Te drinki nie są dla mnie  - powiedziała Florence, nawet w takiej sytuacji z typowym dla siebie spokojem. A potem skupiła na Prewecie bardzo uważne spojrzenie jasnych oczu.
Czy kobieta była zaskoczona?
Trochę. Nie spodziewałaby się, że ktoś z jej rodziny zechce się zaangażować i to mimo tego, że bracia byli aurorami. Bulstrodowie zawsze byli raczej neutralni, Prewettowie stali tylko po swojej własnej stronie. Jeden z braci Florence za mocno wierzył w Ministerstwo, aby spodziewała się po nim jakichś zakulisowych działań, drugiego nie widziała w podziemnych organizacjach, walczących ze złem. Vincent Prewett zaś… był pewnym paradoksem, bo z jednej strony pasował tu jeszcze mniej, z drugiej gdyby miała zgadywać, kto z krewnych się na to zdecydował, wskazałaby na niego. I teraz z jej ust wydobyło się po prostu ciche westchnienie, bo o to kolejna osoba, o którą musiała się martwić.
– Jestem uzdrowicielem. Udzielam pomocy tam, gdzie jest potrzebna – stwierdziła cicho w końcu, a jej ton zatracił wcześniejszą surowość, stał się trochę bardziej miękki. – Myślę, że to nie jest dobre miejsce na tę rozmowę, ale mogę ci powiedzieć, że nie zadawałam wielu pytań i nie chcę ich zadawać.
Florence nie wiedziała wiele o organizacji, nie zamierzała mieszać się w samą walkę i była tutaj i w niej właściwie z dwóch powodów: po pierwsze, ze względu na Patricka, który był jej przyjacielem od tak wielu lat, po drugie z powodu Beltane i tego, na jakie zagrożenie wtedy narażono jej bliskich i jak mocno zdezorganizowało to pracę szpitala. Gdyby nie atak podczas sabatu, pozostałaby neutralna – i nawet teraz pewnych rzeczy… po prostu nie chciała wiedzieć.