Secrets of London
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Bard Beedle - 24.07.2024

Kolejna tura 28.07, godzina 20. Idziemy w niej na tańce z wylosowanymi do tego tańca osobami. W tej macie więc czas na potańczenie sobie luźno/drinki/rozmówki.
Dam zaraz odpis Brenną z zachęcaniem do tego.
Uwaga. Kto chce wziąć udział w zabawie z losami - niech na górze dowolnego posta w turze capsem napisze, że daje karteczkę z imieniem (poza tym można oczywiście teraz sobie tańczyć, gadać, pić etc.) Tedy’emu/wrzuca do pudełka.

Jeśli ktoś nie ma jak odpisać w tej turze albo fabularnie robi coś innego, a chce wziąć udział, niech da mi info na priv - dopiszę do listy, i po prostu w 1 poście kolejnej tury dopisze się, że wrzucił/a.
Cameron, przykro mi, ciebie za bardzo boli łapka na tańce. Bren cię odeśle na kocyk.

*

Utwór przebrzmiał, zaraz po nim minęła kolejna, mugolska piosenka, po czym z radia popłynął kolejny przebój znany niewątpliwie tutaj wszystkim: „Wyczarowałeś ze mnie serce” w wykonaniu znanej na czarodziejskiej arenie Celestyny Warbeck.

Oh, my poor heart, where has it gone?
It's left me for a spell
But I don't mind, 'cause with you I find
I'm always feeling well...


Słońce zniżało się powoli nad powierzchnią wody. Na wschodzie pasek nieba przybrał już granatową barwę, za to na zachodzie zaczynało się czerwienić i złocić, podobnie jak morze, przybierające złocistą barwę. To był ostatni moment, jeżeli ktoś jeszcze miał ochotę się wykąpać, by zrobić to bez obawy o to, że potem się odrobinę zmarznie – wprawdzie noc zapowiadała się ciepła jak na Anglię, ale po zmroku na pewno zrobi się chłodniej niż teraz. Fale obmywały łagodnie brzeg: tego wieczora morze było spokojnie, niemal ciche. Lampiony rozbłyskiwały w powietrzu i nad wodą, i ich ciepły, pomarańczowy blask, stawał się coraz wyraźniejszy, w miarę jak wygasało słoneczne światło.
Tedy odprowadził smutnym spojrzeniem Dorę, a potem przygotował kilka kolejnych drinków. Później natomiast wyciągnął z namiotu dwa pudełeczka i sporo kolorowych karteczek – by ustawić je w pobliżu. Były to skrzyneczki przygotowane do drobnej zabawy integracyjnej. Konkretnie: z losowaniem partnerów do kolejnego tańca.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 24.07.2024

Kończę tańczyć, a potem wołam głośno, że można wrzucić losy do tańca.

– Oczywiście, że byś śmiał. Ciężko mi sobie wyobrazić coś, czego ty byś nie śmiał. Ale wierzę – odparła z szelmowskim uśmiechem, bo czego jak czego, ale śmiałości, czasem może zahaczającej wręcz o bezczelność, temu człowiekowi nie brakowało.
Trochę była rozbawiona tym wszystkim, a trochę jej było mimo wszystko Perseusa żal. Nie mogła sobie wyobrazić, aby to on albo Vespera zaczarowali prezenty albo przyzwali ducha prababki, a to oznaczało, że ktoś najwyraźniej chciał zrujnować ich wesele. W dodatku ojciec panny młodej nie raczył przyjść?
– Hm… to jest na swój sposób intrygujące, już słyszałam, że się nie pokazał, ale myślałam, że może nie rzucał się w oczy… Rookwoodowie to potrafią. Może usłyszał, że zaproszono Bellów?
Najwyraźniej jednak Chester z jakichś powodów nie zaszczycił swoją obecnością uroczystości. Sądząc po tym, jak zachowywał się wobec Thomasa – naprawdę wiele ją kosztowało uśmiechanie się wtedy, zamiast dania mu w twarz – nie byłoby dziwne, gdyby nie przyszedł z powodu cyrku. Ale może tkwiło za tym coś więcej? Nie popierał małżeństwa córki?

– Pewne rzeczy stają się legendą właśnie dlatego, że dzieją się tylko raz – stwierdziła z rozbawieniem, obracając się w tańcu. Po prawdzie informacja o licytacji była w papierach w aż trzech miejscach, ale Brenna musiała szczerze przyznać, że nawet nie oczekiwała, że brat faktycznie z tymi listami się zapozna. - Poza tym obiecałam Erikowi, że nie będzie więcej takich ekstrawagancji... Chociaż może zmienił zdanie, gdy w Czarownicy zajął drugie miejsce, chyba teraz za punkt honoru uznał sobie walkę o pierwsze, bo wyraża ogromne zainteresowanie kalendarzem charytatywnym. Kto wie czy sam nie zażąda zaraz jakiejś licytacji?
O tamtej w końcu mówiono całymi tygodniami, ale Brenna miała wrażenie, że powtórka takiej akcji nie przyniosłaby efektów.
– Przeczy ich sensowi, dlatego lista nie jest wystawiona, ale jeśli ktoś woli wiedzieć, może pytać. Chociaż większość tego pewnie nie robi. Ludzie nie bez powodu tak uwielbiają fasolki wszystkich smaków.
Były tam w końcu odrażające smaki, takie jak mydlin, trawy albo wątrobiany, i Brenna nawet kiedyś ze zbolałą miną powiedziała Bertiemu, że nie wie czy go kochać za te wiśniowe i truskawkowe, czy nienawidzić za to, że raz zjadła rumiankową. A i tak wszyscy je kupowali.
– Mam nadzieję, że nie będziesz domagał się spełnienia obietnicy dzisiaj? Będę musiała zebrać stąd nad ranem trochę ludzi – stwierdziła, zatrzymując się, gdy mugolski utwór przeminął, na chwilę zanim rozbrzmiały tony Celestyny. Wspomnienie statku tkwiło w jej głowie nieustannie, czasem wracając w snach: twarz Maddie żywej i martwej, spojrzenie Fawley skutej kajdanami, ludzie, którzy stracili tam życie. Chłodna dłoń zaciśnięta na jej dłoni. Chyba była absolutnie szalona, bo miała wrażenie, że mniej więcej kiedy zaproponował jej to samobójstwo, zaczęła go faktycznie lubić. – A teraz mamy zaplanowane więcej losowań, skoro lubisz niespodzianki... chociaż zaczynam się bać, że jak wylosujesz Heather, to gorzej niż ta walka z niedźwiedziem – dodała jeszcze, puszczając jego dłoń.

TUTAJ FRAGMENT DLA WSZYSTKICH


– Hej, ludzie! – zawołała, odwracając się do reszty. Podniosła głos, by dało się ją dosłyszeć i idąc plażą, przynajmniej póki ktoś nie odszedł dostatecznie daleko. – Drobna zabawa integracyjna! Wrzucamy imiona do skrzyneczek wystawionych przez Tedy'ego, a potem losujemy, kto z kim tańczy! Na zachętę i bo nas pewnie nie wyjdzie po równo, na jednej kartce do wygrania skrzynka irlandzkiego piwa!

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mcDou3k.png[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Basilius Prewett - 24.07.2024

Tańcze z Dorą, intensywnie myślę

Za nimi powoli zaczynało się ściemniać, tak jak zaczęło się robić ciemniej też w głowie Basiliusa, gdy usłyszał pytanie Dory. Zamrugał kilka razy.
Co... Ja, aj, przepraszam – powiedział, niemal potykając się w tańcu, wybity z rytmu. Sam Prewett nie tańczył źle, ale bardzo daleko było mu do tancerza idealnego. Wyglądało to raczej tak, jakby ktoś go kiedyś nauczył tańczyć, a on potem ani razu z tej zdolności nie skorzystał.
Pytanie Dory konfundowało go na trzech poziomach. Po pierwsze, czarownica wydawała się nie żartować. Po drugie od razu zaczynał myśleć o tym, jak wyglądałby taki przypadek z zawodowego punktu widzenia. A po trzecie, chyba przez obecność Millie w pobliżu, do głowy przychodziła mu naprawdę głupia odpowiedź, którego absolutnie nie zamierzał mówić na głos. Poza tym absolutnie nie chciałby być takim przedmiotem.
Na całe szczęście Prewett musiał pracować z ludźmi i potrafił mierzyć się z dziwnym pytaniami. Hm... Ubrania? Nie, nie chciał być noszony. Kubek? Absolutnie nie, nie chciałby, by ktoś dotykał go ustami.
Różdżka? – powiedział w końcu na wpół pytająco, na wpół odpowiadająco. – W końcu dużo się z niej korzysta i raczej szanuje – dodał, obracając ją w miejscu. – Chociaż przyznam, że taka klątwą w pracy mi się jeszcze nie zdarzyła. A ty? Co byś wybrała?
Zdarzyło mu się natomiast ogarniać pacjenta przemienionego w wielkiego robaka i to przez tę samą osobę, która teraz bezczelnie przemawiała do jego zamiłowań do haz... Uczucia ryzyka związanego z losowością pewnych rzeczy, jak i działania muszli. Może się zgłosi, ale to za chwilę.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Dora Crawford - 25.07.2024

z bazylem tańczę

Dora spoglądała na swojego tanecznego partnera tym nieco oczekującym, ale w gruncie rzeczy to zaintrygowanym spojrzeniem. Odpwiedzi na to pytanie było przecież mnóstwo i w jakiś sposób to, jakiej udzieli, mogło dość jednoznacznie stanowić o jego charakterze. Chociaż dziewczyna nie była chyba na tyle przenikliwa, by teraz próbować analizować jego postawę.
- Różdżka, całkiem dobra odpowiedź - pochwaliła go, jak ucznia w szkole, który udzielił poprawnej odpowiedzi. Jakby mogła to by mu gwiazdkę na czoło przykleiła. - Ale to musiałaby być taka czyjaś różdżka. Bo gdybyś trafił do pudełka Ollivanderów to mogłoby być kiepsko. Niewiadomo kiedy ktoś by cię kupił i kiedy zaczął na poważnie używać - powiedziała jeszcze po chwili zastanowienia. Nawet jeśli teraz była odrobinę krytyczna, rozbrajając tę odpowiedź logistycznie, to sama w pierwszej kolejności tez o tym pomyślała. Znaczy, pierwszy raz kiedy sama usłyszała to pytanie. - Hm... może syklem? Galeon to za dużo, a knuty się czasem gubi bo są małe, a sykl jest tak pośrodku. O, albo może czyimś amuletem na szczęście? Takie amulety zazwyczaj ludzie szanują i o nie dbają. No i dobrze o nim myślą - mówiła, coraz bardziej energicznie, kiedy po pieniądzach wpadł jej do głowy nowy pomysł na to czym mogłaby sama zostać. - O, jesteś klątwołamaczem?


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Atreus Bulstrode - 25.07.2024

kończę tańczyć i wrzucam swój los do tańca

Miło było to słyszeć i jakoś przyjemnie połechtały go jej słowa. Oczywiście, że mógł odważyć się na coś takiego - może nie podejmował wszystkich decyzji na ślepo, ale uwielbiał ten dreszczyk emocji, który towarzyszył przynajmniej niektórym. Szczególnie tym o wiele bardziej śmiałym i bezczelnym. Często przecież właśnie przede wszystkim mu na tym zależało, żeby słowami czy zachowaniem jak najbardziej podejść lub podburzyć drugą osobę. Bezczelność, tak, to bardzo dobrze podsumowywało wszystko.

Ale z jakiegoś powodu Atreus nie śmiał, nie chciał, oszukiwać Brenny.

- Może, chociaż nie wiem co komu szkodzi obecność kogoś, kogo jedynym zadaniem jest rozkręcenie przedstawienia żeby goście się nie bawili - wzruszył ramionami, trochę z wciąż złośliwym uśmiechem wymalowanym na twarzy, a trochę już nieco bardziej obojętnie bo Bellowie obchodzili go tyle co zeszłoroczny śnieg. Niekoniecznie jako osoby czy mugolaki, ale jako cyrkowcy. Nawet chyba nie zaszedł w stronę tych ich namiotów.

- Zatem pozostaje mi czekać, aż popełnisz kolejne legendarne wydarzenie - westchnął, niby to markotniejąc kiedy usłyszał, że cała ta licytacja Erika to była niestety jednorazowa zabawa. - Szczerze? Nie wiem czy ktokolwiek wygra z kierowcą Błędnego Rycerza. Ta jego szybka jazda i nutka tajemnicy otaczająca jego osobę jest chyba nie do przebicia - sam by bardzo chętnie wskoczył na to pierwsze miejsce. Ba, nawet zepchnął z niego Longbottoma, gdyby tylko musiał. - Uważaj tylko, żeby ciebie nie zlicytował. Numer trzy w rankingu najbardziej uroczych czarownic to bardzo dobre miejsce - pasujące do jego własnego, ale na tę myśl tylko uśmiechnął się głupio.

- Eh, no dobra, dzisiaj ci daruję - pokręcił głową, rozczarowany całym tym żądaniem, tak jakby miał ją zaciągnąć w zaciszne miejsce i przypomnieć jej o tamtym postanowieniu. Gdyby Atreus miał powiedzieć o statku, nie powiedziałby że tkwił on w jego głowie, a raczej że go zwyczajnie prześladował. Było coś dziwnie agresywnego w tym, jak skłębiona od czarnej aury postać Persephony przemykała po jego snach. Jak czasem powierzchnie nasycały się i spływały czernią. Jak czasem brał Brennę za rękę, ale ta nie była ciepła, a zimna i kiedy patrzył na jej twarz byli już pod wodą i patrzyła przed siebie zasnutym mgłą spojrzeniem. Ale nie tylko ona. Anthony, Stanley, Laurent... lista mogła ciągnąć się i dalej.

Bardzo przyjemnie było być bohaterem dla nieznajomych, ale Atreus powoli dochodził do wniosku, że nie chciał nim być dla najbliższych. A kiedy nie mógł nic poradzić na ich krzywdę, bezradność pożerała go w całości.

- Idealnie. Basilius też się ucieszy - zatarł ręce, uśmiechając się do niej lekko, ale kiedy zaczęła głośno oznajmiać reszcie co było do wygrania, rozpromienił się jeszcze bardziej. Alkohol i hazard, lepiej nie mogło się trafić. Zerknął tylko na Heather podejrzliwie i bardzo szybko, a potem poszedł wrzucić swoje imię do skrzyneczki.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Morpheus Longbottom - 25.07.2024

Rozmawiam z Isaakiem i WRZUCAM LOS DO SKRZYNECZKI.

Pokręciło głową, jakby rozumiał coś, czego nie rozumie Isaac i tak właśnie było. Formalnie wstał o trzeciej w nocy tego samego dnia, wezwany do Departamentu Tajemnic, aby pomóc w ważnej sprawie, która wyniknęła na cito w jego komnacie. Problem polegał na tym, że cofnął się w czasie suma summarum na osiem godzin, co jego organizm odczuł, jak dalsze trwanie dnia. Zdarzało mu się też cofać się w czasie, żeby przespać się kilka godzin, bo później musiał być bardziej trzeźwy, niż był. Ogólnie jednak dało się łatwo stwierdzić, że rytm dobowy Morpheusa nie należał do najzdrowszych, a już na pewno nie do normalnych.

Zapytaj Brennę, ile ona śpi, wtedy możesz mi prawić wyrzuty —  odpowiedział, bez złości, wystawiając twarz w stronę słońca, którego czerwony dysk powoli zanurzał się do spokojnej morskiej toni.

Mój ulubiony moment to ciemność około trzeciej, czwartej nad ranem, gdy niebo zapomina o słońcu do reszty, wchodzi w najgłębszą noc. Zapewne to przez moją ulubioną opowieść o Odyseuszu — wyznał nieco przyciszonym głosem pełnym miękkiego uwielbienia dla tej części historii słynnego króla Itaki. — Atena była boską patronką Odyseusza. Gdy ten pokochał Penelopę, jedna z niewielu historii antycznych, w której było to uczucie wzajemne, wyprostowała dla niego ścieżki wyścigu o jej rękę, aby zwyciężył, a w noc przed wypłynięciem do Troi zatrzymała rydwan Heliosa, nie pozwalając mu zbudzić świtu, aby kochankowie mogli spędzić razem kilka chwil więcej.

Głos Brenny wyrwał go z tumanu melancholii.

Karteczkę przywołał do siebie zaklęciem, napisał na niej zamaszyste Morpheus i wrzucił do skrzyneczki, odsyłając je również zaklęciem, jako malutki, magiczny samolocik, aby Teddy mógł odłożyć los wedle uznania.

Masz rację. Myślę, że to się odnosi wszystkich. Po prostu widzę w twojej przyszłości jakiegoś pecha. Równie dobrze możesz się potknąć i nabić guza. Jasnowidzenie nigdy nie jest oczywiste i proste.


[inny avek]https://64.media.tumblr.com/17b767e375eae39e4cc24019b17e6586/748699d318824a27-1a/s500x750/8a14a6dce0c18f0403a35ce2238e7880e42a703c.png[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Woody Tarpaulin - 25.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EvwR9of.png[/inny avek]Spaceruję wzdłuż brzegu z Jonathanem. WRZUCAM SWÓJ LOS (dla zachowania kamuflażu podpisany zmyślonym imieniem Walter; niech tylko członkowie Zakonu wiedzą, że dziś Walter=Woody)

Być może fakt, że flirciarski nastrój Selwyna trafił na starszego z braci Longbottomów, był jednak szczęśliwym zrządzeniem losu. Woody Tarpaulin ociekał heteroseksualnością, samcza energia sączyła się z każdego poru jego skóry, proszę, musicie mi uwierzyć. Gdyby nie obecny w jego życiu brat o bardziej zróżnicowanych preferencjach romantycznych, Woody — jak przystało na chłopa o niezbyt elastycznym rozumku i niekoniecznie złych intencjach — zapewne wciąż na porządku dziennym szafowałby słowem pedał i opowiadał żarciki o tym, jak to chłop z chłopem. Na szczęście uniknął tej wersji swojej przyszłości i dorósł do bycia prawie wzorowym sojusznikiem. No bo jednak kto to widział mężczyznę w diademie.
Co do tkliwej tęsknoty za beztroską młodością: Tarp nie odczuwał wcale niedomiaru zabawy i swobody. Wręcz przeciwnie: znalazł się na Nokturnie w swoim żywiole i choć skręcała go regularnie tęsknota za rodziną i tym, co utracił, na brak wrażeń i okazji do szaleństwa nie narzekał. Być może Jonathan również powinien rozważyć otwarcie drobnej działalności przestępczej. Bo nawet jeśli kręciłby jakieś wały w Ministerstwie, white collar crime to żadna zabawa.
Jesteś bardziej pijany, niż sądziłem — podsumował przemowę Selwyna o szampanach z pewną dumą w głosie. Choć niewykluczone, że biorąc pod uwagę przygodę sprzed imprezy, to raczej Tarp był tym, który już nie do końca nadążał.
Miał tylko nadzieję, że wszystko to nie było żadną aluzją do niego, skoro spojrzenie kolegi ciążyło na nim przez cały ten monolog; oby tylko ze względu na to, że Morpheus był niewidzialny. A właśnie… Morpheus? Cóż, zostali opuszczeni, nie szkodzi.
Sugestia, że ich drobna wycieczka ma cokolwiek wspólnego z jego byłą, wyrwała z czarodzieja jedynie prychnięcie. Mimo to nie zrezygnował z planu, skłonił się kurtuazyjnie, zapraszając Jonathana, aby do niego dołączył, i ruszyli wzdłuż brzegu przez plażę. Po drodze Woody wrzucił jeszcze swój los do urny, opatrzony dla niepoznaki imieniem Walter, które wybrał na ten wieczór.
Nie potrzebuję niczego w starej jędzy wzbudzać — kontynuował, patrząc taktycznie przed siebie, coby z jego twarzy bezwstydnik nie wyczytał przypadkiem za wiele. Śledził uważnie wzrokiem lampiony, pozwalał wodzie obmywać stopy. Nawet Woody, którego deklaratywnie nudziły wszystkie te romantyczne bzdety, musiał przyznać, że całość tworzy całkiem klimatyczny nastrój. — Niech idzie w swoją stronę, z kim chce. — W tym ostatnim zdaniu nie było zwykłej mu przewrotnej zajadłości, z którą wypowiadał się o Tessie przy ludziach. Gdyby się uprzeć, pobrzmiewało to nawet lekkim smutkiem. Longbottom odwrócił się na moment, żeby spojrzeć przelotnie na bar, przy którym stała ona.
Cóż, uderzając w tę strunę, Selwyn nieświadomie odwlókł bądź w ogóle uniknął skończenia w wodzie.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 25.07.2024

Koniec tańca -> okolice skrzyneczek z losami, obserwuję ludzi
Takim jak Chester Rookwood Bellowie przeszkadzali samym swoim istnieniem: żywe dowody, że magia nie należy tylko do tych, którzy odziedziczyli ją po rodzicach. Brenna miałaby na ten temat cholernie dużo do powiedzenia, i już nawet była bliska odpowiedzenia, ale uznała, że raz się zamknie, bo jak już zacznie, pewnie nie zdoła przestać. A to był miły wieczór, pomijając te upadki z miotły, a oni oboje w pracy dostatecznie często stykali się z rozmowami czy sytuacjami dotyczącymi czegoś takiego.
– Przejażdżki Błędnym Rycerzem to przeżycie… wzbudzające zawsze wiele emocji – stwierdziła za to na słowa o Vesperze, uśmiechając się mimowolnie na wspomnienie nie tak dawnej rozmowy z Pandorą Prewett. Uśmiech szybko jednak zamienił się w nieco bolesny grymas. - Cholera, to dopiero coś, o czym nie chcę pamiętać. Dalej podejrzewam, że Erik się mścił i przekupił kogoś w redakcji. Przekonanie mamy, by nie wieszała tego na ścianie obok artykułu z Erikiem, było wyzwaniem większym niż Owutemy w Hogwarcie.
Tak naprawdę to nie było nic wielkiego: nic na co zwróciłaby uwagę jeszcze parę miesięcy temu, zbywając to machnięciem ręki, w czerwcu jednak sytuacja była taka, że na sam widok artykułu miała ochotę walnąć głową w biurko. Na całe szczęście, dwa miesiące po jego publikacji pamiętali o nim zapewne głównie sami zainteresowani i niewielkie grono wielbicieli, których niektórzy z nich posiadali.
Sama Brenna zbliżyła się do skrzyneczek, chociaż nie wrzucała na razie swojego imienia – obserwowała raczej dorzucane i nadlatujące pod postacią samolocików karteczki, podliczając, ile ich wejdzie, decyzję o tym, że dorzucić swoje uzależniając od tego, czy „wyjdzie” więcej kobiet czy mężczyzn.
Potoczyła spojrzeniem po okolicy, tak dla upewnienia, czy wszystko w porządku, uśmiechając się lekko na widok Thomasa i Sama stojących nieco na boku, Jonathana i Woody’ego, odchodzących plażą, a potem jeszcze szerzej, gdy dojrzała Basiliusa tańczącego z Dorą – nie była pewna, czy to morskie powietrze tak na niego wpływa, ale chyba należało go częściej ciągnąć na plażę. Przez moment obserwowała też towarzystwo przy ognisku, to już z pewnym zamyśleniem.
– Erik! Chyba nie rozczarujesz obecnych tu pań, braciszku? – rzuciła do brata, kompletnie nie mając pojęcia, że ten postanowił zostać ascetą, odmówił tańca Dorze i nawet nie pił drinków. Zauważyła tylko, że towarzystwo wokół niego się póki co rozbiegło.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mcDou3k.png[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - The Overseer - 25.07.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/b38ab508fa64fad73c44377424e15b56/tumblr_pz0vqn8HqD1tmm19ro8_250.pnj[/inny avek]Przy ognisku z Alastorem, Millie, Eden i Bertiem

Ou. Zaniepokoiła mnie krótka historia Millie, ogólnie jej stan. Wydawało mi się, że chyba serio ją pojebało, jak to się wyraziła, i w ogólnie że wciąż miała ze sobą problemy. Uśmiechnąłem się lekko do niej, jakby pokrzepiająco. Starałem się nie być zaskoczonym albo wstrząśniętym, bo kto wie, co by jej uderzyło do głowy? Kto wie, do czego bywała zdolna...? Ze skrzywdzonymi ludźmi różnie bywało. Wiedziałem to z własnego doświadczenia aż za bardzo.
Ale była druga strona tego medalu. Nie sądziłem, że Bertiego Botta tak wciągnęły nasze występy. Moje serce radowało się w niewysłowiony sposób. Jego opinia z pewnością niosła się wesoło przez świat, więc to była jak najbardziej dodatkowa reklama. I zaszczyt. Tak to wszystko opisał, że nie byłem pewien, co mógłbym dodać...
- Mamy specjalną osobę od pisania scenariuszy, poza tym również czerpiemy z innych tworów oraz z doświadczeń innych cyrkowców. Jest u nas dużo wrażliwych osób, wrażliwych na emocje, a też wiele specjalistów i rzemieślników, stąd ta widowiskowość - przyznałem delikatnie, zdecydowanie kontrastując z pełną emocjonalnością Botta. Może trochę nader spokojnie, bo powinienem w tej chwili być takim naganiaczem, wskazującym im wszystkim drogę do głównego namiotu cyrkowego, gdzie działy się te wszystkie cuda, ale... to mogliśmy sobie darować, szczególnie że to była impreza Bren. Nie chciałem jej skradać przyjaciół.
Nie byłem guru kucharstwa. Wolałem pozostawić tę rolę innym, ale stwierdzałem, że ładnie się przypiekła ta moja kiełbasa. Super. Uśmiechnąłem się, podnosząc talerzyk z nią w kierunku Botta. Wspominał, że coś tam chętnie upiecze własną...
- Może chciałbyś skusić się na połowę, zanim zabierzesz się za wypiekanie własnej - zaproponowałem (używając swojej tajnej broni w postaci Kokieteria I), bo całej to ja nie zamierzałem oddawać, ale pół nie robiło mi przeszkody, szczególnie że Bertie tak ładnie mówił o naszym cyrku. Jak nie można by się temu oprzeć...? Poza tym powinien skosztować tej kiełbasy, zanim się namęczy z wypiekaniem. To było jednak czasochłonne, więc można było uznać, że z pełną uprzejmością nalegałem.
I też zaraz się rozejrzałem wokół zdezorientowany, bo nawet nie zauważyłem, że właściwie tak niedaleko to się działy jakieś ludzkie dramaty...
- Może potrzebują pomocy?! - zapytałem, niepewny, co za osoby się tam kręciły. Alastor nie wydawał się być szczególnie przejęty, więc możliwe, że były tam same kompetentne osoby, wyszkolone może nawet do pomocy. Pewnie bym się nie zdziwił, gdyby było tu kilku pracowników Świętego Munga.
Chciałem coś wtrącić, doradzić dziewczynom, ale jednak ostatecznie ugryzłem się w język. To nie były moje sprawy, ale miałem nadzieję, że ostatecznie się dogadają z tym byciem mile widzianym... Za wiele nie miałem na tym polu do gadania, więc pozwoliłem sobie na rozejrzenie się wokół... Wtedy właśnie moje spojrzenie natrafiło na Bren. Wydawała się być jak zwykle pełna energii, dziś nawet nad wyraz. Aż rozważałem te jej propozycję, aczkolwiek się zawahałem, bo nie chciałem jako jedyny z towarzystwa wyrywać się do przodu.
- Bierzecie udział w tej zabawie integracyjnej...? - zapytałem ich, tak właściwie nie wiedząc, co to mogło oznaczać, jakie pomysły mogła mieć Bren na spędzanie czasu na plaży. Znaliśmy się raczej z doskoku. - Może to dobry pomysł, żebyś poczuła się częścią tej schadzki, Eden...? - zaproponowałem, właściwie chcąc ją do tego nakłonić. I może nawet resztę? Bren chyba bardzo zależało, aby jak najwięcej osób wzięło w tym udział, a ostatecznie to najpewniej wszyscy.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Cameron Lupin - 25.07.2024

Na kocyku z Heather.

Krew na miejscu, alkohol w łapie, kobieta obok... Lepiej być nie mogło, skomentował bezgłośnie z dziarskim uśmiechem wypisanym na twarzy, który dosyć wyraźnie kontrastował z widocznymi siniakami i obiciami po upadku z kilku metrów. Uniósł drinka w geście toastu, czekając, aż Ruda upije parę łyków. W pamięci miał wizytę przy stanowisku Nory Figg na Lammas, kiedy to nagle zaczęli chrumkać jak wiejskie świnie. Miał nadzieję, że Longbottom nie wpadła na podobny pomysł...

W sumie... Jest z czego szydzić — mruknął pod nosem, przyglądając się tym wszystkim staruchom zebranym tutaj przez Brennę. — Dobrze, że wygrałeś z Bulstrodem. Wprawdzie nie sądziłem, że to ja zagwarantuje ci największą przewagę, to cieszę się, że mogłem pomóc.

Uśmiechnął się krzywo do Heather, upijając nieco drinka i zerkając w kierunku wody. Gdyby nie to, że przed chwilą zwalił się z miotły, to może nawet poszedłby popływać przy zachodzie słońca. Wolał jednak nie kusić losu. Skoro przestrzeń powietrzna była przeciw niego, to kto wie, jakie niebezpieczeństwa czyhały na niego pod powierzchnią wody? Cameron poruszył delikatnie ręką, którą doprowadził do porządku Basilius. Chociaż zaklęcie ustabilizowało jego stan, tak dalej odczuwał swego rodzaju dyskomfort przy nagłych ruchach.

Coś czuję, że resztę lata skończę na zwolnieniu — skomentował, uderzając lekko swoim szkłem o drinka Rudej. — Myślisz, że będą zdziwieni, że wracam w takim stanie?

Uniósł wymownie brew. Jak na ich standardy, to i tak było dosyć spokojnie. Gdyby dołączył dziś do nich jeszcze Charles, to zamiast na wyścigu miotlarskim skończyłoby się na gonitwie za dzikim ptactwie w okolicy.

!drinkzniespodzianką
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/5d51bb69132aa92138acb94441d9c2a2/24daaa62e423e546-40/s400x600/83f1288c363aefe6addf85bec534cb8f865a61f3.gif[/inny avek]