![]() |
|
[22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester (/showthread.php?tid=1057) Strony:
1
2
|
RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Chester Rookwood - 25.07.2023 Chester uważał rozwianie części obaw własnej córki za zadowalające. Stojąca przed nim czarownica nie powinna mieć jednak wątpliwości co do tego, że wielu popleczników trafi do Azkabanu. Z racji wykonywanego zawodu doskonale wiedział, gdzie trafiali czarnoksiężnicy. Działając po stronie Czarnego Pana znał ryzyko. Dla niego będzie to bilet w jedną stronę przez bardzo prawdopodobne obdarzenie pocałunkiem dementora. Ucieczka z tego więzienia była dotąd niemożliwa. Dementorzy mogli okazać się przydatni dla ich sprawy. Były to jego luźne rozważania na ten temat. Jednakże nie było straszniejszych istot, niż one. Nie zdradzał dzieciom swoich planów. Za wyjątkiem sytuacji, w której realizacja planu, zakładała ich udział w tym przedsięwzięciu. — Jedynie co możemy zrobić to dostosować się do sytuacji, utrzymując w tajemnicy nasze poparcie dla Lorda Voldemorta po to by móc mu służyć oraz reagować na działania naszych wrogów. Nasze szeregi muszą urosnąć w siłę. Dostaniemy stosowne instrukcje — W tym momencie miał dla nich tylko taką odpowiedź, która mogła wydawać się wiele niezadowalająca. Na wszystko będą musieli poczekać. Wszystko zależało od Czarnego Pana. — Jestem tego świadom, że strach może być obosieczną bronią. Będą drżeć na samą myśl o Czarnym Panu i o jego poplecznikach, którymi mogą być ich sąsiedzi, przyjaciele i współpracownicy. Po stronie naszego pana nie powinni stać ci, którzy nie są w stanie udźwignąć tego ciężaru. Potrzebni są prawdziwi lojaliści, którzy po opowiedzeniu się po stronie Czarnego Pana, będą trwać przy jego boku. Zbytnia poufałość sprawi za to, że nie będzie można na nich polegać w wielu aspektach. Za swoją wierną służbę możemy zostać wynagrodzeni przez Czarnego Pana, ale musimy zawsze widzieć wspomniany przez Ciebie kij. Pozostali również będą musieli. Dbanie o morale jest bardzo istotne. Propaganda to niewątpliwie przydatne narzędzie w kreowaniu obrazu wroga. Przyjdzie na nią czas — Odparł rzeczowo na słowa swoich potomków. Wysłuchał ich stanowisk, przyswoił je a następnie przeanalizował. Nie ukrywał, że ta służba stanowiła niełatwe zadanie, że nie była dla słabych ludzi i że nie niosła za sobą wiele wyrzeczeń. Bo niosła. Wymagała od nich naprawdę wiele nakładów pracy. Nie bez powodu widział tych czarodziejów i te czarownice jako osoby podobne sobie. Lepsza była nieliczna grupa złożona z tych najbardziej oddanych, niż cała rzesza niepewnych sług. Służąc Lordowi Voldemortowi powinni mieć świadomość, że ten czarnoksiężnik będzie rządzić za pomocą strachu. Zasłużenie na nagrodę będzie znacznie trudniejsze niż zostanie ukaranym. Ci ludzie będą musieli bać się bardziej ich Mistrza, niż Aurorów. Taka była prawda. Sam mógł dbać o morale tak bardzo jak to możliwe, jednak to nie on stoi na czele tej organizacji. On również wykonywał polecenia. Nie od razu zorganizują propagandę na szeroką skalę. Odgłos pukania do drzwi przebił się przez przez ich rozmowy. Poza Augustusem, który pozostawał nieobecny w chwili rozpoczęcia tej rozmowy, mógł być to któryś z pozostałych domowników. Za drzwiami również mógł stać skrzat domowy. — Wejdź — Nie zamierzając się ruszyć ze swojego miejsca i podejść otworzyć te drzwi, po prostu nakazał ich otwarcie i wejście do środka. Widok najmłodszego, spóźnionego syna wystarczył Chesterowi do tego aby obrzucić potomka nieprzychylnym spojrzeniem. Nie było to spotkanie towarzyskie, wynikające z potrzeby spędzania czasu w gronie własnych dzieci. Miewali tego typu spotkania. — Augustus. Spóźniłeś się. — Tymi słowami, wypowiedzianymi surowym tonem, powitał syna. Oby on miał dobry powód ku temu. Chciał go poznać. — Wprowadźcie go w naszą rozmowę — Zwrócił się do Ulyssesa i Vespery. RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Vespera Rookwood - 29.07.2023 Była świadoma, że wielu z nich może tam trafić, ale nie śpieszyło jej się do więzienia. Chyba nikomu z nich nie śpieszyło się znać Azkaban od środka. Nie było tam szamponów do włosów i przede wszystkim ciepłej wody. Przynajmniej tak to sobie wyobrażała. Jak jedną, wielką, ponurą dziurę na ziemi. Vespera lubiła dobra materialne, lubiła kąpać się w fiołkach i mieć olejki do każdej części ciała. Była wygodna i nie miała zamiaru z tego rezygnować. Wiedziała też, że jeśli los zrzuciłby na nią powinność uciekania poradziłaby sobie w jakimś stopniu w terenie, ale nie chciała tego robić jeśli nie musiała. Najbardziej przerażała ją wizja martwych braci i ojca. Pocałunek dementora na jej własnych ustach nie był okropny, ale ich śmierć czasami powodowała u niej paraliż i bezsenne noce. Działanie tak, aby nikt nie zorientował się kim jest było dla niej chlebem powszednim. Już w szkole mąciła w głowach znajomych, czasami nawet dręcząc i zaskakując Augustusa, ale robiła to z powodu swojej pokracznej miłości do niego. Lubiła, gdy się złościł, gdy próbował karać ją nieodzywaniem się do niej i chyba utrata bliźniaka byłaby dla niej największym ciosem. Teraz najważniejszą zasadą było czekanie na rozkazy i pokorne wykonywanie ich. Czasami tak było łatwiej, bo nie trzeba było myśleć, ale Vespera miała trudności z przyswajaniem rozkazów od obcych ludzi. Najłatwiej było jej słuchać jej ojca. Chester nauczył ją słuchania go i to była najbardziej komfortowa sytuacja w jej życiu, a do Czarnego Pana będzie musiała się jeszcze mocno przyzwyczaić. Z czasem powinno być łatwiej. Jej ojciec też nie mógł oczekiwać od swoich dzieci, że będą od razu ślepo iść za człowiekiem z piwnicy. To Chester pierwszy tego chciał, a oni tylko za nim poszli w ten cały lepszy świat. Prawdziwi lojaliści. Vespera nauczyła się już, że ludziom nie można tak łatwo ufać. Nie można im wierzyć na słowo. Zmieniają się jak kameleony na różnych tłach i fakturach. Wystarczy im zaproponować coś lepszego, coś bardziej osiągalnego i mogą zdradzić, zepchnąć swoje wartości w kąt i szybko je zmienić, ale nie miała zamiaru tego mówić głośno. Wiedziała, że nie zmieni postrzegania ojca, ale będzie miała zamiar jeszcze bardziej uważać na to, kto wchodzi do ich domu, na to kto wchodzi pod skrzydła jej ojca. Nie miała zamiaru pozwolić, aby ich ojciec wpakował się w kłopoty przez nielojalnych ludzi, wiedziała też, że Czarny Pan bogiem nie jest i nie będzie w stanie uratować wszystkich. Spojrzała na Augustusa, gdy wszedł spóźniony do środka. Pięknie. Uwielbiała go za to jak potrafił pakować się w kłopoty nawet o to nie prosząc, a przypominała mu już kilka razy o tym, że ma się tu zjawić na czas. Uśmiechnęła się na jego widok delikatnie zbyt złośliwie, ale w taki swój sposób. Był to uśmiech z kategorii Augustus. Zawsze mu go serwowała, gdy się pojawiał i robił jakąś małą głupotkę. – Augustusie – przywitała się, a w jej oczach pojawiły się ogniki rozbawiania, które próbowała ukryć przed ojcem. – Naszego ojca interesują twoje przemyślenia na temat manifestu, który ogłosił Czarny Pan – zaczęła nie odrywając od niego spojrzenia. Był jej ostoją i chyba czuła się bardziej komfortowo, gdy był przy niej. – Moim zdaniem była to odpowiednia pora na to posunięcie, ale miałam tez obawy, że będziemy przez to mniejsze pole ku zaskoczeniu innych ludzi, ale ojciec je rozwiał – odpowiedziała skrótowo, ponieważ nie chciała za bardzo znowu powtarzać swoich słów. RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Ulysses Rookwood - 01.08.2023 Ulysses zmarszczył brwi. Gest ten, choć nieznaczny, mocno zmienił wyraz jego twarzy. Przestał wyglądać na uprzejmie obojętnego na wszystko, co działo się dookoła a stał się zamyślony i wyraźnie zaniepokojony. Wiedział, że nigdy nie będzie lojalny wobec Lorda Voldemorta. Tak, będzie wykonywał jego rozkazy i będzie starał się wykonać je najlepiej jak tylko będzie umiał, ale jego działaniem będzie powodowała jedynie chęć sprawienia ojcu przyjemności, nie wiara w czarodzieja, którego ani nie znał, ani z którego postulatami specjalnie się nie zgadzał. Tylko obecność Chestera Rookwooda między Ulyssesem a Lordem Voldemortem sprawiała, że w ogóle stał tu gdzie w tej chwili stał. Ani trochę nie udzielała mu się chęć oddania się na służbę czarnoksiężnikowi, który może ich wynagrodzi, ale może wcale tego nie zrobi. Nie podobała mu się również myśl, by którekolwiek z nich miało być rozliczane za błędy innych. A ojciec… a ojciec jakby brał to pod uwagę? Po cóż inaczej w ten konkretny sposób przekręciłby jego słowa? Oni też się mieli bać gniewu Czarnego Pana? Czym sobie zasłużyli na podobny nietakt? Czyż jego ojciec nie poświęcił własnego życia i nie zaoferował życia trójki swoich dzieci Lordowi Voldemortowi? Jeśli zostaną zdemaskowani, zgniją w Azkabanie. Jaka mogła być jeszcze większa ofiara? Odwrócił głowę w stronę drzwi, gdy usłyszał pukanie. Patrzył na wchodzącego do biura brata. Nie odzywał się ani w momencie, w którym mówił ojciec, ani gdy Vespera spełniała jego polecenie. Tak właściwie to nie bardzo wiedział, w jaki sposób miałby streścić własne zdanie. Było raczej pełne pytań, nie głośnego popierania i rad, jak powinien postępować Lord Voldemort. - Ja… ja zgadzam się z Vesperą – powiedział wreszcie. – Uważam również, że powinniśmy być ostrożni. Wszyscy. Im więcej czystokrwistych rodzin uda się przekonać do idei ogłoszonych w manifeście, tym większy i trwalszy będzie można osiągnąć sukces – zakończył. Jego twarz na powrót przybrała jednakowo obojętny na wszystko wyraz twarzy. Tylko oczy pozostały czujne i niespokojne. RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Augustus Rookwood - 02.08.2023 Usłyszałem magiczne słowa zaproszenia, więc nie było odwrotu, możliwości ucieczki. Nacisnąłem delikatnie klamkę i wszedłem do środka, zaraz zamykając za sobą drzwi by zanadto nie przeszkadzać spotkaniu prowadzonemu przez ojca. Czyżbym się łudził, że dzięki temu moje spóźnienie zostanie zapomniane? Chciałbym. Marzenia ściętej głowy. Drgnąłem niezauważalnie, słysząc jego uniesiony, niezadowolony głos. Nie patrzyłem nań, tylko na drzwi, ale w końcu musiałem to zrobić. Odwrócić się i spojrzeć na Ojca, ale miałem już na to patent. Beznamiętna maska na mojej twarzy i obserwowanie wyimaginowanej kropki tuż nad jego nosem. Tam, powiedzmy, wyobrażałem sobie jego trzecie oko którego nie było i którego nie zamierzałem widzieć. Skinąłem lekko głową na przywitanie. Nie usprawiedliwiałem się, gdyż nie zostałem do tego upoważniony. Trudno, jakoś to przeżyję z ogromną ulgą. A skoro rodzeństwo miało mi tłumaczyć co tu miało dziś miejsce, to chętnie odwróciłem wzrok od gposdarzas spotkania, po czym postąpiłem kilka kroków w kierunku Vespery, która to ochoczo się ze mną witała, przy okazji skrycie śmiejąc się ze mnie i mojej nieostrożności. Stanąłem obok niej, na przywitanie delikatnie dotykając jej ramienia. Chyba bardziej dla otuchy aniżeli powitania, ale nie analizujmy tego zanadto. Temat działalności Czarnego Pana był dla mnie bardzo trudnym do rozważań. Miałem Mroczny Znak tylko i wyłącznie ze względu na Ojca, bo inny scenariusz nie wchodził w rachubę. Tatuaż mi ciążył, podobnie jak wyciąganie informacji z Ministerstwa Magii na cele działalności śmierciożerczej, a jeszcze bardziej rozboje i mordy. Co prawda, osobiście nie posunąłem się do morderstwa, to jednak byłem świadom, że prędzej czy później będę w sytuacji, gdy się nie wybronię, gdy będę musiał zadać ostateczny cios. Bałem się, co ujrzę w oczach ofiary. Bałem się tego, jak mnie to odmieni. Bałem się, że zostanę schwytany. Spodziewałem się, że już nigdy więcej nie zmrużę oka i wykończę się jak nasza matka. To było wielce prawdopodobne. A oni mnie pytali, co sądziłem o manifeście Czarnego Pana? Przeklinałem go niemiłosiernie, że postanowił się rozpanoszyć ze swoją osobą, że nie zachował dyskrecji, większej dozy bezpieczeństwa. Wypuściłem ze świstem powietrze z płuc. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wstrzymałem oddech. - Osobiście myślę, że powinienem umocnić swoją pozycję w Ministerstwie Magii... Antropolog jest zbyt niskim, mało chwalebnym stanowiskiem, a lepiej być kimś przydatnym. Nie chciałbym zostać mięsem armatnim w tej wojnie - odparłem beznamiętnie. Pomagał eliksir uspokajający, który płynął właśnie w mojej krwi, rozprowadzał się czule po moim ciele. - Wnioskuję, że już możemy o niej mówić, skoro pojawił się manifest... - Pytanie, czy mogę zrobić coś jeszcze by być przydanym organizacji? Podnieść swoje kompetencje? Zgłębić dodatkową dziedzinę nauki? Zdobyć jakiś artefakt? - zapytałem wprost, gdyż Ojciec najlepiej z nas znał Czarnego Pana i mógł przewidywać, co może okazać się przydatne. Ja zajmowałem się w tej chwili rzeczami, które dla mnie były przydatne, ale nie musiały nimi być w oczach Czarnego Pana czy Ojca. Zostałem nauczony w ten sposób by zanadto nie dyskutować, tylko spełniać polecenia, więc oto byłem. Moja opinia o manifeście miała pozostać tylko w rejonach mojego umysłu. Być może kiedyś zapomniana, ale tak miało być lepiej. Dla mnie. Dla mojej rodziny, bliskich. Obawiałem się, że Czarny Pan nie działał zbyt roztropnie, więc potrzebny był plan B na wypadek gdyby wszelkie jego wielkie plany się posypały. Pytanie, czy mogłem zasugerować Ojcu, że co by było gdyby Czarny Pan zawiódł...? Raczej nie sądziłem. Wierzył w niego bez zawahania, a ja, cóż, pewnie skończę przez tą wiarę w Azkabanie. Próbowałem sobie nie wyobrażać, co by wtedy ze mną było. Nie miałem zbyt wiele dobrych wspomnień w swojej głowie i gdyby one wyparowały za sprawą dementorów, to byłoby... ciężko? RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Chester Rookwood - 18.08.2023 Chester wychodził z założenia, że jeśli jego syn potrafi się spóźnić na istotną rozmowę z własnym ojcem i rodzeństwem, to jest w stanie spóźnić się w równie ważnych sprawach. Postrzegał to jako niesubordynację. W sprawach powiązanych ze Śmierciożercami i Czarnym Panem powinni dawać dobry przykład. Stanowili najbliższe otoczenie tego czarnoksiężnika. Przez to w przyszłości to na nich mogą się skupić spojrzenia wielu par oczu i mogą się znaleźć na celowniku. Było to ryzyko, którego musieli się podjąć. Musieli również chronić się nawzajem. Odnośnie stanowiska Vespery swoje już powiedział, niejako wyczerpując temat. Pierwsze ataki miały już miejsce. Były tym, czego świat czarodziejów się nie spodziewał i na co nie potrafił właściwie zareagować. Wiedział, że zmiana tego stanu to kwestia czasu. Skinął głową w stronę Vespery. Wszystko zostanie starannie zaplanowane i zrealizowane tak bardzo jak to możliwe. Zawsze znajdą się osoby, które będą próbowały przeszkodzić Śmierciożercom w realizacji planów Lorda Voldemorta i to należało brać pod uwagę. Był gotów zabić każdego, kto stanie mu na drodze. Tego mógł się spodziewać po Ulyssesie. Nie tylko przychylenia się do stanowiska siostry, ale również uzasadnionej ostrożności. — Cieszy mnie twoja ambicja, synu. W obrębie samego Departamentu Przestrzegania Prawa możesz postarać się o pracę w Biurze Aurorów. Dołączenie do Brygady Uderzeniowej odradzam z tego względu, że musiałbyś pracować ze większością Longbottomów. Najbardziej dogodne stanowisko to sędzia Wizengamotu, jednak wymagające przede wszystkim dokładnej znajomości prawa czarodziejów, które nie jest Ci obce. Możemy o tym porozmawiać w cztery oczy — Pozwolił sobie docenić ambicje syna, będące również jego ambicjami. Przedstawił mu wstępne propozycje pracy w departamencie, w którym obaj pracowali. Nazwisko członków tego rodu wypowiedział z nieukrywaną pogardą w głosie. Naprawdę nienawidził Longbottomów. Oczami wyobraźni widział Augustusa jako Aurora albo Sędziego. Oczywiście, to nie były jedyne prestiżowe zawody w Ministerstwie Magii. Z tego względu zaoferował synowi siebie jako doradcę. — To preludium do wojny. Podczas wojny ofiary są nieuniknione, jednak nie zostaniesz mięsem armatnim. — Przeniósł spojrzenie na Augustusa i sprostował. Dopiero rozpoczęli rebelię. Wojna stanowiła kolejny przystanek, kiedy wszystko nabierze pożądanego rozpędu. W nadchodzącej wojnie będą żołnierzami. Jako mięso armatnie bardziej widziałby Naśladowców, niż Śmierciożerców. Pośród tych drugich również będą ofiary. Jego dzieci były dla niego istotne i podczas posługi Czarnemu Panu również musiałby je spróbować chronić. Gdyby zostali zabici to pomściłby ich w krwawy sposób. To nie zwróciłoby im życia, jednak przyniosłoby mu ukojenie. — Przede wszystkim, jako antropolog, którym jesteś... bo nie jest tak, że wykonywana przez Ciebie praca jest całkowicie bezużyteczna, możesz mieć styczność z intrygującymi zgonami... nagłymi i gromadzić powiązane z nimi informacje. Potrafisz posługiwać się magią leczniczą oraz tworzyć kadzidła i świece. Obu tych rzeczy możemy potrzebować jako organizacja. Znajomość półświatka również może okazać się przydatna. Podniesienie swoich kompetencji będzie przede wszystkim korzystne dla Ciebie. Może się przysłużyć i organizacji. — Starał się udzielić swojemu potomkowi wyczerpującej odpowiedzi na zadawane przez niego pytania. Może to ułatwi obranie mu odpowiedniego kierunku. Takie informacje mogą okazać się cenne. Będą potrzebować uzdrowicieli. Nie zawsze będą mogli udać się do szpitala z urazami po dokonanym zamachu. Będą potrzebować zapasów. RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Vespera Rookwood - 27.08.2023 Vespera już swoje powiedziała i więcej nie zamierzała. Przysłuchiwała się rozmowie Augustusa i ojca z uwagą. Poczuła to jak jej brat stanął blisko niej. Poczuła niemałą ulgę. Jej wzrok również skierował się na Ulyssesa, który mówił, a potem już tylko stała i milczała czekając, aż Chester pozwoli im odejść. Nie chciała wychodzić jako pierwsza z własnej inicjatywy. Każde wypowiedziane słowo w tym miejscu było dla niej ważne, istotne i godne zapamiętania. Wiedziała, że jej bliźniak bardzo chciał piąć się po szczeblach kariery i go za to podziwiała. Splotła dłonie za plecami i czekała nie do końca wiedząc na to. Fakt, Augustus jako sędzia byłby naprawdę przydatny, ale jego osądy i tak musiałyby być zgodne z prawem, nie mógłby wychylać się jako sędzia skorumpowany. Antropolog wydawał się najbardziej logiczny. Miał dostęp do ciał, zgonów, mógł fałszować niektóre niewygodne śmierci spowodowane przez ich instytucję szerzenia śmierci i zniszczenia. Osobiście nie widziałaby Augustusa jako Aurora. W jej oczach nie pasował do tamtego miejsca. Lepiej prezentował się wśród trupów, czarnej magii i nekromancji. Tam było jego miejsce. Czuła się już coraz bardziej niekomfortowo i jedyna kotwica w tym miejscu to byli jej dwaj bracia. Miała ochotę już stąd wyjść, ale nie chciała o to prosić, aby przypadkiem nie zrobić jakiegoś błędu, więc stała jak posąg. Była w tym naprawdę dobra, w byciu nieruchomym, obojętnym i przede wszystkim pięknym posągiem. RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Ulysses Rookwood - 28.08.2023 Ulysses już się nie odezwał. Raz, że właściwie nie miał nic do dodania. Podobnie do Vespery nie widział Augustusa w Biurze Aurorów, tak jak nie widział w tym miejscu samego siebie. Nie uważał również, by jego brat powinien zmieniać nienaturalnie pracę tylko po to, by stać się bardziej przydatnym dla Czarnego Pana. Przydatność przydatnością, ale ludzie mieli określone cechy charakteru i predyspozycje. Tylko umiejętne z nich korzystanie mogło przynosić prawdziwe korzyści. Za to zmuszanie… pewnie, gdyby ojciec zaczął na niego nastawać, sam próbowałby zmienić rodzaj kariery na aurorską. Tylko, że aurorem byłby miernym a sam zawód stresowałby go dużo bardziej niż ten, który wykonywał obecnie. W ostatecznym rozrachunku, decyzja o zmianie pracy byłaby raczej błędem. I tak samo mogło być w przypadku Augustusa. Niech robi to, co lubi robić, a sposobności by przydać się bardziej, znajdą się same. No i warto było pamiętać o tym, że nagłe roszady zawodowe, mogłyby skupić na nich niepotrzebną uwagę. Chyba nie była im ona do niczego potrzebna. Ulysses przestąpił z nogi na nogę. Podobnie do siostry, chciał jak najszybciej opuścić biuro ojca. Ale póki co, po prostu stał, trochę jak dzieciak, nie jak dorosły mężczyzna, którym przecież już od dawna był. Miał idealnie obojętny wyraz twarzy a z jego oczu nie dało się wiele wyczytać. Milczał cierpliwie, czekając na pozwolenie opuszczenia biura. RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Augustus Rookwood - 29.08.2023 Nie mogłem powiedzieć, że odetchnąłem na słowa Ojca. Nie przepadałem, kiedy byłem na jego świeczniku, ale niestety w takich momentach musiałem na nim być by widział, że się angażuję i staram się sprostać jego wymaganiom. I swoim, gdyż moje wymagania były poniekąd jego wymaganiami. Co prawda, sam chciałem być antropologiem i sam wyszedłem z inicjatywą jego zostania, i trochę zamydliłem Ojcu oczy, podając w sumie rzeczowe powody, dla których warto, a teraz tworzyło się ich jeszcze więcej, stąd staż uzdrowicielski i te stracone lata, ale kiedy tak patrzyłem na to wszystko, to wcale nie takie stracone. Aby ci nowopoznawani członkowie mojego zespołu... Czułem, że stać mnie na więcej, że na zbyt długo nie zagrzeję tam miejsca. Wszyscy byli tam tacy młodzi i zapewne nie zamierzali nazbyt długo tam przebywać, choć zdawali się mieć fioła na punkcie tej roboty. Ale kto ich tam wie? Nie znałem ich aż tak dobrze. Nie mogło mi umknąć jednakże to, że im więcej będzie ataków z naszej strony, tym więcej ciekawych zgonów będę miał do badania. Kuszące. Pociągała mnie tematyka śmierci, nekromancji, czarnej magii. Chciałem widzieć, jaki ma wpływ na czarodziejów wokół i ich organizmy. Chciałem oglądać, badać i oceniać. Pogłębiać to wszystko... Te najciekawsze przypadki, a nie ochłapy, którymi mnie zarzucano jako nowego. To sprawiało, że traciłem na cierpliwości, ale musiałem być cierpliwy. Powinienem powtarzać to sobie niczym mantrę. Tak będzie dobrze. Cóż, awanse były kuszące i zamierzałem o tym porozmawiać z Ojcem. Z pewnością nie chciałem pozostać na zawsze oglądającym trupy. Aspirowałem wyżej. Chciałem coś znaczyć. Ojciec zapewniał mnie, że nie będę mięsem armatnim, ale jakoś nie chciałem w to wierzyć, nie byłem w stanie. Sądziłem, że wylecę stąd przy pierwszej lepszej okazji... Co dziwne i nie, bo przy Ojcu zawsze czułem się mały, niepotrzebny, niedostatecznie dobry. Mała mrówka w towarzystwie mamuta. - Chętnie to omówię z tobą, Ojcze - odparłem na propozycję rozmowy w cztery oczy. Wpatrywałem się w wyimaginowaną kropkę na czole Ojca i zastanawiałem się, co ja najlepszego wyrabiałem. Życie nie było mi miłe. Podlizywałem się czy może bardziej panikowałem? Chciałem złapać za dłoń Vesperę i ją tu uziemić przy sobie, by mnie nie odstępowała na krok. ANI MI SIĘ WAŻYŁA TO ZROBIĆ, ale byłem dorosły i musiałem sam stawiać czoło Ojcu, szczególnie że chciał dla mnie dobrze. Dla mnie i dla rodziny również. Dla nas wszystkich zresztą. - Co prawda od niedawna jestem antropologiem, ale mógłbym podjąć kroki mające na celu zwiększenie moich szans w przyszłej rekrutacji - zauważyłem, kiwając głową. Cały czas potakiwałem, kiedy tylko Ojciec mówił. Nawet wtedy, kiedy zapewniał, że jednak tym mięsem armatnim nie będę. I nie kiwnąłem jedynie wtedy, kiedy wspomniał o świecach i kadzidłach. Wtedy z kolei zamarłem, bo nie sądziłem by wiedział, że param się takimi drobnostkami jak kuchcenie z woskiem, ale najwyraźniej nic nie ukrywało się przed jego czujnym okiem. Szczególnie sytuacje mające miejsce w obrębach posiadłości w Little Hangleton. Przeklinałem siebie, że nie wynająłem do tych celów jakiegoś lokum, ale z powodów praktycznych preferowałem mieć wszystko na miejscu, pod ręką, poukładane. Nasz dom poza tym skrywał wiele tajemnic, więc moje tajemnice również mogły być tu bezpieczne... Przynajmniej tak się łudziłem do teraz. Spojrzałem w bok, zapatrując się w ciężkie biurko ojca. Miałem ochotę podrapać się po głowie, bo było kilka takich sytuacji, których wolałbym by Ojciec nie wiedział, ale najwyraźniej nie mogło być inaczej. Przeklęte skrzaty domowe, chochliki czy inne trzpioty, co to dla niego podsłuchiwały i szpiegowały... Przeklinałem je, aczkolwiek nie zrobiłem nic. Stałem jak ten kołek. RE: [22.11.1970] Nastał czas ciemności || Vespera & Ulysses & Augustus & Chester - Chester Rookwood - 17.09.2023 — Augustusie, przyjdź w takim razie do mojego gabinetu w dniu jutrzejszym. — Odpowiedział swojemu drugiemu synowi, dla którego zamierzał znaleźć jutro czas. Po odbyciu rozmowy w dniu dzisiejszym będzie chciał zaznać chwili spokoju i dlatego zamierzał odłożyć w czasie dalszą część rozmowy o karierze potomka. Zakładał, że to będzie dłuższa rozmowa. — Podejmij je w takim razie. Nie możesz czekać aż ktoś wspaniałomyślnie Cię dostrzeże i zaoferuje Ci jakikolwiek awans. — Zachęcał go do tego aby użył wszelkich dostępnych środków, których wykorzystanie może przybliżyć go do osiągnięcia postawionych sobie celów i sprostania oczekiwaniom swojego ojca. Cel uświęcał środki. Pozostawało jedynie zadanie istotnego pytania, do czego Augustus był w stanie się posunąć i czy był gotów nawet zabijać, jak jego ojciec. Nie było to możliwe, aby nie wiedział co się działo w obrębie tej posiadłości. To nie powinno nikogo dziwić. Wykorzystywanie do tego celu skrzatów domowych było właściwe. Dbając o bezpieczeństwo tego domu i wszystkich jego mieszkańców musiał być dobrze poinformowany o wszystkim. Dlatego też dobrze wiedział, kto i w jakich godzinach przekraczał próg tej rezydencji. Nie brakowało ludzi, których obecność tutaj była niepożądana. Jak chociażby Longbottomów i pozostałych przedstawicieli Departamentu Przestrzegania Prawa, którzy przyszliby tutaj w jednym celu - aby ich zaciągnąć do Azkabanu. — Skoro zostało wszystko omówione, to możecie odejść. — Nie zamierzając tego już przedłużać, odprawił swoje dzieci. Jeśli chcą to mogą porozmawiać w swoim gronie poza obrębem należącego do ich ojca gabinetu, wybierając chociażby salon. Koniec sesji
|