Secrets of London
maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody & Ururu - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody & Ururu (/showthread.php?tid=1095)

Strony: 1 2


RE: maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody - Ururu Marquez - 19.03.2023

— Przepraszam, nie rozumiem — odpowiedział Codiemu po chwili analizowania jego przytyku, którego oczywiście nie odebrał w odpowiedni sposób. Na Ururu malowało się szczere niezrozumienie, chociaż niektórzy być może odebraliby jego odzew jako pasywno-agresywny.

— Panienka Avelina na pewno zaleciłaby panu także częste bywanie na świeżym powietrzu i kąpiele słoneczne.

Oh, gdyby tylko wiedział.

I nie, Ururu nie zrozumiał spojrzenia Aveliny. Ale nie miał zamiaru już nic więcej dodawać, o ile nie uzna, że Cody pragnie kontynuować konwersację. Wszystko to było jak misterna gra w szachy dla trzech osób, gdzie jedna z nich nauczyła się zupełnie innych reguł.

Po wspomnieniu czasu Ururu spojrzał na zegar. Może dla Aveliny dziesięć minut to było parę minutek, ale Marquez obsłużyłby w tym czasie całą hordę klientów. Bo czego to on nie potrafił, mistrz szybkości.

— Proszę się nie martwić, panience Avelinie na pewno uda się pociągnąć tą transakcję do jej finału. Oh, i już tym bardziej proszę się nie spieszyć ze względu na mnie. A lokal zawsze można zamknąć później, chociaż nie wiem ile musiałby pan zamawiać, żeby potrwało to tak długo — znów się wtrącił kończąc ze swego rodzaju żartem. Ubaw po pachy, panie Marquez.




RE: maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody - Cody Brandon - 20.03.2023

- Niech będzie tak jak pani mówi. - gubił się już w instrukcjach, a że potrzeba zamówienia była improwizowana i niedostatecznie zdeterminowana to i mało interesowało go co mu przygotuje, byle mógł przychodzić po to regularnie i sprawdzać co u niej słychać. Nie do końca podobało mu się, że w gronie znajomych miała mężczyznę, który wyglądał jakby miał zaraz umrzeć. Jakby już nie miała styczności z wampirem...
- Przecież jestem spokojny. - odparł posyłając Avelinie jeden z najlepszych uśmiechów w swym repertuarze. Nie podniósł głosu acz nieco zgryźliwie zasugerował obcemu mężczyźnie zerknięcie w lusterko. Jak to właśnie odkrył, nie przekazał mu tego dostatecznie zrozumiałym tonem.
- Więc niech troska panienki Aveliny zostanie w jej rękach choć mam szczerą nadzieję, że jej opiekuńczość obejmie i pana. Wygląda pan na obłożnie schorowanego... a ja znowuż czuję się znakomicie. - odpowiedział Ururu z bardzo sztucznym uśmiechem na który nabrałby się tylko jednooki olbrzym. Emanował niechęcią do obcego mężczyzny tylko i wyłącznie dlatego, że Avelina powitała go zbyt entuzjastycznie. Nie powinien tak reagować jednak pokłady pierwszej zazdrości były zbyt jaskrawe do zlekceważenia. Świadomość, że zniszczył relację na samym początku cały czas go dobijała. Teraz oszukiwał sam siebie, że mogą zacząć "od początku" co było tylko i wyłącznie jego mrzonkami. Nigdy nie będą mieć już "początku" po tym co jej zrobił.
Powiedziałby, że "głowa go rozbolała" od natłoku informacji płynących z ust Aveliny. Zadawała mu za dużo pytań a on już powoli zapominał co w ogóle zamawiał. Mimo wszystko po skierowaniu na nią spojrzenia jego twarz rozjaśnił ładny uśmiech.
- Jeśli tylko pogoda pozwoli to będę przychodzić co piątek. - odparł grzecznie i gdy Ururu znów się odezwał to nabrał ochoty zaciągnięcia go w zaułek po to, aby spróbować go wystraszyć niemalże na śmierć. Już raz udało mu się wywołać wokół siebie moc grozy i choć nie był typem zastraszacza tak Ururu zaczynał wyzwalać w nim niecodzienne emocje.
- Rozumiem, nie będę się zatem spieszyć. - wycedził przez zaciśnięte zęby i odwrócił wzrok do Aveliny bo jednak jej aparycja działała nader kojąco.
- Jeśli miałbym jakieś wątpliwości bądź pytania w kwestii tej transakcji to mam nadzieję, że któregoś piątku zechce pani przenieść tę rozmowę na mniej służbową stopę spotkania. - tak, pośrednio proponował jej randkę i tylko po to, aby "przedłużyć" transakcję, być może zirytować tym Ururu i co więcej, dowiedzieć się czy Avelina tkwiła w jakimś związku.
- Ten, kto nie kojarzy pani imienia nie wie co traci. - odparł bardzo wymijająco na kwestię znajomości jej godności. Oczywiście zapomniał całkowicie, że jej "nie zna" ale na szczęście nie wzbudził podejrzeń. Chciał stąd już wyjść i jednocześnie nie chciał tego robić. Uch, frustrujące. Sam nie wiedział o co mu chodzi.


RE: maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody & Ururu - Avelina Paxton - 22.03.2023

Avelina czuła jego niechęć do Ururu, ale rozumiała to. Marquez wykazywał się bardzo często zerowym poziomem taktu, ale przy bliższym poznaniu naprawdę zyskiwał. Był bardzo ciekawym rozmówcą, którego Avelina w swoim życiu naprawdę ceniła. Był miły, mądry, ale niestety miał bardzo mało doświadczenia w relacjach międzyludzkich. Sama Avelina stroniła od ludzi, ale nauczyła się wśród nich przebywać, wiedziała, co kiedy powiedzieć i jak zachowywać się w różnych sytuacjach. Niestety jej przyjacielowi tego brakowało.

— Nie wątpię. – uśmiechnęła się do niego ciepło, gdy powiedział, że jest spokojny. Słyszała w jego głosie, że zdecydowanie Ururu nie stał się jego ulubieńcem. Będzie musiała dla swojego przyjaciela znaleźć jakieś lepsze miejsce do czytania, aby nie musiał wchodzić w interakcje z jej klientami. Z jednej strony cieszyła się, że rozmawiał, ale jego brak taktu czasami powalał.

— Zapraszam. Jeśli nie będzie mógł pan przyjść zawsze mogę wysłać paczkę lub po drodze przynieść panu zamówienie. – w jej głowie pojawiła się wizja tego, że mężczyzna mógł być chory dlatego potrzebował te maści i eliksiry, a Avelina naprawdę chciała pomagać ludziom w jej otoczeniu. Skoro Cody dzisiaj stawał się jej stałym klientem to jemu również chciała pomóc.

— Jeśli będzie się pan tu pojawiał regularnie i zdradzi mi swoje imię to zastanowię się nad rozmową mniej służbową. – odpowiedziała czując jak jej policzki zaczynają płonąć z zawstydzenia.

Często dostawała tutaj propozycje na wyjście poza pracą, ale zwykle byli to starsi mężczyźni, którzy uważali, że takie propozycje dla młodych dziewcząt są komplementem. Schlebiało jej to, ale było dla niej po prostu uroczym sposobem na powiedzenie jej, że jest ładna. Nie wiedziała już jak mogłaby przeciągnąć tę rozmowę. Dla niej była to już końcowa rozmowa. Cody powinien wyjść, a Avelina powinna spędzić ten czas na rozmowie z Ururu.

— Będzie się należeć 6 sykli. – przeliczyła jego zamówienie. — I widzimy się za tydzień w piątek? – upewniła się.

Nadal ciekawiło ją skąd znał jej imię, ale musiała zdusić tą ciekawość. Może powie jej przy następnym spotkaniu? Intrygowało ją to, dlaczego wybrał właśnie tę aptekę, dlaczego właśnie chciał koniecznie z nią rozmawiać, dlaczego zamówił w maju maści rozgrzewające? Nie zadała jednak tych pytań. Była to jego prywatna sprawa – poza kwestią oczywiście jej imienia.

— Ururu nie mam dzisiaj czasu przeciągać dnia w pracy, więc zaraz będziemy mogli wyjść. – uśmiechnęła się też do swojego przyjaciela mając nadzieję, że będzie milszy dla jej klienta.




RE: maj 1972 | Mikstury Raven'a | Avelina & Cody & Ururu - Ururu Marquez - 22.03.2023

Avelina była zdecydowanie zbyt pobłażliwa i wyrozumiała wobec Ururu, ale może dlatego wciąż mieli ze sobą kontakt.

— A dziękuję, trochę chory jestem, ale też czuję się dobrze — odpowiedział nieświadomy tego, że Cody mu zwyczajnie ubliża. Któż by nie ubliżał Marquezowi. Brandon wykazywał się niezwykłą cierpliwością, czego zasługą była zapewne obecna tu Avelina. Ururu mógł prawdopodobnie liczyć na sprańsko w jednym z zaułków Londynu, jeśli Cody spotka go ponownie.

Czarodziej powrócił do lektury o królewskich rodach, nie zważając ani trochę na wymianę zdań pomiędzy pozostałą dwójką. Wszelkie flirty latały na lewo i prawo, z dala od jego świadomości. Większą uwagą cieszył się król Jerzy, chociaż Ururu był wielce zawiedzony jego poczynaniami. Cóż z tego, że został w Londynie podczas bombardowań, skoro po wojnie utracił wszystkie kolonie? Nawet Irlandię? Ururu uznawał większość elementów kolonializmu za niepotrzebne barbarzyństwo, ale rozciąganie granic państwa to inna sprawa. Uważał, że im więcej krajów, tym więcej problemów związanych z różnorodnością prawa, waluty i tym podobnych. Jednocześnie świadomy był tego, że mały rozmiar sprzyjał zarządzaniu państwa. Wiele godzin spędził niedawno nad rozważaniem podobnych zagadnień, co doprowadzało do niczego. Zawsze też piąstka sama mu się zaciskała na każdą wzmiankę o drugiej wojnie światowej. Oh, ile by dał, żeby nie przespać tego okresu! Już on poobracałby tymi wszystkimi Hitlerami i innymi Stalinami.