Secrets of London
[68, aleja Horyzontalna] Nobby Leach powinien jeść piach - Cynthia i Cathal - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [68, aleja Horyzontalna] Nobby Leach powinien jeść piach - Cynthia i Cathal (/showthread.php?tid=1108)

Strony: 1 2


RE: [68, aleja Horyzontalna] Nobby Leach powinien jeść piach - Cynthia i Cathal - Cathal Shafiq - 31.03.2023

„Świeży” martwi kojarzyli się Cathalowi z jednym z dwojga – Brygadą albo patologią. Przy czym ci pierwsi w przeciwieństwie do mugoli nie mieli raczej czegoś takiego, jak wydział zabójstw, Shafiq strzelał więc na to drugie. Co też sporo mówiło o Cynthii. Aby zdać do akademii potrzebowałeś doskonałych wyników na finiszu Hogwartu oraz egzaminach wstępnych. Wpływy i pieniądze Flintów mogły załatwić wiele, ale nie wszystko.
Piękne, inteligentne kobiety, które starały się tę inteligencję nieco zakamuflować i potrafiły doskonale dostosować się do towarzystwa, były podwójnie niebezpieczne, a przynajmniej tak wynikało z doświadczeń Shafiqa.
- To prawda. Choć samą analizą kości zwykle zajmuje się ktoś inny. Ja skupiam się raczej na otoczeniu, runach i pieczęciach – przyznał, bo anatomia i leczenie zdecydowanie nie należały do jego specjalności. Za to potrafił całkiem sporo powiedzieć na podstawie tego, w jaki sposób zwłoki zostały ułożone, resztek biżuterii oraz tego, gdzie je umieszczono. – Skąd taki wybór? Prosektorium Ministerstwa? – spytał, dość nagle przeskakując z tematu na temat. Trudno powiedzieć, czy był po prostu grzeczny (bo ciotka mu kazała), czy faktycznie go to ciekawiło.
- Nie mogę się sprzeczać z tym stwierdzeniem, w końcu w pewnym sensie z ich powodu się tu znalazłem – zgodził się bez oporów na jej słowa o rzece galeonów. Przecież zakładając tę upiorną, elegancką szatę, powtarzał sobie w duchu, by myśleć o dodatkowym pracowniku do ekipy. Potrzebowali wywoływacza duchów. Mógł ułatwić wiele spraw. – Czy ja wiem, czy kreatywny? Kreatywne byłoby na przykład zamienienie go w ślimaka, a następnie rozdeptanie. Ale obawiam się, że to nie jest rozwiązanie dopuszczalne w towarzystwie.
Uśmiechnął się półgębkiem, dość krótko, na słowa Cynthii odnośnie jego ciotki.
- Czyżbyś chciała, żebym został twoim dłużnikiem, panno Flint? – spytał. Jego wzrok powędrował za jej spojrzeniem i również przez chwilę przypatrywał się Moorowi. – Wygląda na to, że jego rozmówczyni nie cierpi Nobyego Leacha równie mocno, jak on. To dobrze, gdy ludzie znajdują płaszczyznę porozumienia – stwierdził z niewzruszonym wyrazem twarzy. To mogła być ironia, chociaż na pewno nie wybrzmiała w tonie głosu.
- Mam. Żona jednego z faraonów zapewne była czarownicą. Chcę zbadać miejsce jej pochówku – wyjaśnił krótko, nie wdając się w szczegóły. Gdyby nie wiedział, że warto, w ogóle by tam nie jechał. Magiczne wykopaliska były nieco ciekawsze i mniej żmudne niż te mugolskie, ale wciąż wymagało to poświęcenia paru lat, a już w tej chwili Cathal uzupełniał edukację, szykował się do krótszych wyjazdów oraz kompletował ekipę i, niestety, dopinał na ostatni guzik sprawy związane ze sponsorami…


RE: [68, aleja Horyzontalna] Nobby Leach powinien jeść piach - Cynthia i Cathal - Cynthia Flint - 03.04.2023

Nie od razu chciała pracować przy zwłokach, ale nigdy nie żałowała wybranej przez siebie ścieżki, na którą pchnął ją Nowy Orlean. Nie było łatwo też być kobietą w miejscu tak zdominowanym przez mężczyzn, jak Ministerstwo, gdzie faktycznie łatwiej było grać głupią i się dostosować, niż błyszczeć w jakikolwiek sposób. Z drugiej jednak strony, Cynthia nigdy nie chciała być w centrum uwagi.
- Mam wrażenie, że znalazłbyś wspólny język z Castielem. - nie powstrzymała zaintrygowanego nieco stwierdzenia, które dotyczyło jej brata bliźniaka. W jakiś sposób ten opis kojarzył się jej z łamaniem klątw, chociaż nigdy takowym się bliżej nie interesowała. Na jego pytanie wzruszyła ramionami, świdrując go wzrokiem bez cienia onieśmielania i może z nutą niedowierzania odnośnie do jego zainteresowania jej karierą. - Kształciłam się na uzdrowiciela, typowego pracownika Munga, ale podczas pobytu w Stanach, powstała jakaś seria niefortunnych zdarzeń i zepchnęła mnie do kostnicy. Tak musiało być, bo nie żałuję.
Wyjaśniła zgodnie z prawdą i sama musiała przyznać, że w jej opowieści niewiele fascynujących zwrotów akcji. Z perspektywy czasu doceniała jednak pracę w ciszy i zupełnie inną presję czasu, niż mogłaby wywierać na niej ta przy pracy z żywymi ludźmi. Już podczas wydarzeń z Marszu o Prawa Charłaków mogła przekonać się, jak okropne byłoby leczenie pacjentów. Nie miała do tego cierpliwości, wprowadzaliby zbyt duży chaos.
-Tak, jak jeszcze kiedyś się z tym ukrywano, tak teraz jest to wszystko na pokaz. - westchnęła, obdarzając spojrzeniem kolejny raz wnętrze sali, gdzie tkwiło mnóstwo bogatych czarodziejów. Co jeden był szykowniej ubrany, każda kolejna czarownica przypominała choinkę świąteczną, zapominając o prostocie i klasyce. Żałosne było spoglądać na ten wyścig szczurów — zarówno w ilości posiadanych galeonów, jak i w polityce.
Na wyobrażenie rozgniecionego ślimaka pokręciła delikatnie głową z nutą zniesmaczenia. - Upadek z balkonu łatwiej podciągnąć pod przypadek niż transmutacje i rozdeptanie. No i kreatywność musiałaby pomóc w odpowiednim sposobie na to, aby wyleciał.
Odwzajemniła jego uśmiech, mimowolnie posyłając mu krótkie i szybkie spojrzenie, zanim odszukała na sali Christophera, pochłoniętego rozmową na swój ulubiony temat. Wyglądał na szczęśliwego. - Być może, Panie Shafiq. - zaczęła dość zagadkowo, przyglądając się teraz towarzyszce Moora. Wyglądała na heterę, może trochę pół krwi? Cynthia nie umiała stwierdzić, jak i dlaczego, ale czasem bardzo brzydko kategoryzowała ludzi. - Jestem pewna, że Pana Nobyego pieką dziś nie tylko uszy.
Obgadywali go wszyscy po trochu, nawet oni, ale nikt tak ostentacyjnie i dosadnie, jak Pan Moor. Temat o archeologii był znacznie ciekawszy, więc gdy się odezwał, powróciła do niego uwagą, odwracając się nieco w jego kierunku i zostawiając przeszklone drzwi, ale to, co się za nimi działo. - I jak to odkryłeś, ten trop czarownicy? Długo zajmuje uzyskanie zgody?
Znając biuro współpracy Czarodziejów, załatwienie odpowiedniej dokumentacji oraz zgody na wykopaliska mogło trwać tygodniami, o ile takowa była potrzebna. - Wybacz mi ciekawość. - dodała jeszcze, nie chcąc wyjść na natrętną lub wścibska i dając mu tym samym znać, że jeśli nie chciał, to nie musiał kontynuować tematu. Flintowna jednak chętnie posłuchałaby anegdotek i uzyskała informacje na temat jego pracy, bo było to znacznie ciekawsze, niż wszystkie inne tematy przyjęcia z Panem Leachem na czele.


RE: [68, aleja Horyzontalna] Nobby Leach powinien jeść piach - Cynthia i Cathal - Cathal Shafiq - 03.04.2023

Cathal omal się nie roześmiał – głównie przez nieświadom zapewne dobór słów panny Flint. Bo jeśli szło o „znalezienie wspólnego języka” to wszyscy Shafiqowie byli w tym bardzo dobrzy. Zdołał jednak utrzymać poważny wyraz twarzy. Jego śmiech w końcu mógłby zostać źle zrozumiany.
- Trudno mi powiedzieć, bo obawiam się, że jedyny Castiel, o jakim słyszałem, to archanioł – powiedział Shafiq po chwili milczenia: krótkie zawieszenie, może nieco nienaturalne dla kogoś, kto nie wiedział, jak działa choroba Milforda, gdy jego umysł przetwarzał ciąg skojarzeniowy z imieniem Castiel, wszystkie jego warianty, występowania, patronaty . Interesował się historią i kulturami, a to obejmowało także tę mugolską i ich religie. Niezbędna wiedza w jego zawodzie.
- „Nie żałuję” zawsze uważałem za słowa szczególnie piękne. Na pewno oznaczają, że dobrze wybrałaś zawód. Chociaż pewnie bywa ciężki?
Napatrzył się na wielu czarodziejów i mugoli, którzy żałowali. Pół biedy, kiedy żal dotyczył rzeczy od nich niezależnych – gdy nie mieli możliwości wybrania zawodu dla siebie, kiedy spadła na nich jakaś choroba albo nieszczęście losu. Jeżeli jednak sami obrali drogę, a potem obracali się i z żalem myśleli o miniętych ścieżkach… Cal uważał, że niewiele było smutniejszych rzeczy.
- Przypadkowe potknięcie, oczywiście. A ja próbowałbym go złapać, ale wyślizgnął mi się z rąk. Bywam bardzo niezdarny – odparł Shafiq bez mrugnięcia okiem. Też spoglądał ku panu Moorowi. W jego oczach rozmawiająca z nim kobieta była raczej czystokrwistą, ale pewne doświadczenia i poglądy pchały ku określonemu postrzeganiu rzeczywistości. – Pan Leach z pewnością już przywykł do tego, że uszy pieką go stale. Niemal mu współczuję. Nawet gdyby nie ta choroba, te lata na urzędzie w wiecznej walce przeciwko niesprawdzonym pogłoskom musiały być dla niego wykańczające.
Niemal było jednak słowem kluczowym. Cathal rzadko znajdował w sobie współczucie dla zupełnie obcych ludzi, których nigdy nie widział na oczy.
- Pracuje nam mugolska ekipa, częściowo z Anglii, a z nimi pewien charłak. Poinformował, że jego zdaniem w grobowcu są przejścia ukryte magicznie, a kiedy zacząłem w tym grzebać, sprawa mnie zaintrygowała… Chociaż oczywiście mogę się mylić w tej kwesii. Więcej dowiem się na miejscu. O uzyskanie zgód dbają moi krewni. Wszystko pozostaje kwestią… odpowiednich umów w kwestii odkryć. Na całe szczęście, rzadko muszę się tym zajmować osobiście. – Bo mógłby naprawdę trafić go szlag. Cathal nie przepadał za biurokracją i wizytami w Ministerstwie Magii. Poza tym nie chciał uczyć się wszystkich możliwych przepisów na pamięć. Zajęłoby mu to kilka minut, ale potem zostałyby w jego głowie na zawsze.
Znów spojrzał na Cynthię i posłał jej uśmiech, odbijając się jednocześnie od barierki. Mogło mieć z tym coś wspólnego, że po drugiej stronie wejścia na taras stanęła ciemnowłosa czarownica w średnim wieku, spoglądająca na niego wymownie. Ją panna Flint mogła kojarzyć już z przyjęć. Lydia Shafiq. Jeśli szło o Cathala, wolałaby spędzić resztę wieczora tutaj, bo Cynthia była dużo ciekawszym i milszym dla oka rozmówcą niż tacy jak pan Moor, ale oto został przyłapany na ucieczce z sali bankietowej.
- Ciekawość, to ostatnia rzecz, za jaką powinnaś przepraszać – powiedział. – Dziękuję za fascynującą rozmowę, ale mina mojej ciotki sugeruje, że jeśli zostanę tu jeszcze przez pięć minut, nie uniknę tej kalarepy.


RE: [68, aleja Horyzontalna] Nobby Leach powinien jeść piach - Cynthia i Cathal - Cynthia Flint - 03.04.2023

Rozbawienie przemknęło przez jego twarz, jednak skutecznie powstrzymał salwę śmiechu. Faktycznie, niezbyt interesowała się talentami poszczególnych rodów i nie miała pojęcia, jak niefortunnie dobrała słowa. Nie przeszkadzało jej zamyślenie mężczyzny, ale nie skojarzyła tego drobnego odcięcia z żadną chorobą, bo sama czasem potrafiła przepaść w odmętach własnych myśli.
- Zapewniam Cię, daleko mu do archanioła. - odpowiedziała z westchnięciem, jakby tym faktem była w istocie rozczarowana. Zawsze opiekowała się bratem i doskonale wiedziała, że kwestią czasu jest znalezienie go w jednym z czarnych worków.
- Zgadzam się, ale też niestety nie da się uniknąć w życiu żałowania. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej żałować, że się próbowało niż żałować, że brakło odwagi. Jest angażujący, ale to samo można powiedzieć o Twojej archeologii, prawda?
Cynthia nie bała się śmierci, na dobrą sprawę mogła nawet przyjść po nią jutro, a ona by się nie przestraszyła, oswojona przez swoje trupy, ale wierzyła, że nie było nic gorszego w momencie brania ostatniego oddechu niż żałowanie czegokolwiek. Każdego czekał jednak inny los i niestety, ale praktycznie każdy musiał w pewnym momencie odwrócić się od tego, co chciał w stronę tego, co powinien.
- Śliskie płytki na tym tarasie, łatwo stracić równowagę. - zauważyła, uderzając delikatnie obcasem w powierzchnię pod nogami, a ta wydała charakterystyczny stukot. Nikt by nie zauważył i nie podejrzewał ich o nic złego. - Z pewnością, ale w polityce trzeba mieć podobno skórę, niczym smocze łuski. Nikt słaby psychicznie chyba nie decyduje się na ten zawód.
Ona by się zupełnie nie nadawała, wykończyłaby ją praca z taką ilością idiotów, jakie miało społeczeństwo i których centrum w jakiś sposób znajdowało się właśnie w Ministerstwie Magii. Chociaż wyglądała na osobę zainteresowaną i troskliwą, co było efektem wyuczonych zachowań i dobrze dobranych do sytuacji masek, tak naprawdę niewiele ludzi ją w jakikolwiek sposób obchodziło. Niewiele miała empatii dla bliskich, dla obcych wcale.
Gdy zaczął opowiadać o swojej pracy, zrobiło się ciekawiej i Flintówna zapragnęła wręcz samodzielnego zbadania takich szczątków, zastanawiając się, czy byłaby w stanie znaleźć przyczynę śmierci. Ile prościej było znaleźć powód w świeżym ciele, które poza chłodem i ewentualnymi obrażeniami, sprawiało wrażenie, jakby spało. Zaskoczyła ją jednak ekipa mugolska i udział w całym przedsięwzięciu charłaka, nawet jeśli cynk dał mężczyźnie dobry.
- Mam wrażenie, że dokumentacji oraz zgód może być w istocie więcej, niż badania miejsca pochówku Królowej Egiptu. - trudno było nie zauważyć subtelnie uniesionej brwi i odrobinę współczującego grymasu na ustach. Prawda była taka, że Ministerstwo działało okropnie i jego niesubordynacja, chaos i absolutny burdel nie były żadną tajemnicą. Na szczęście niezbyt często miała gości w kostnicy. Odwzajemniła jego uśmiech, podążając spojrzeniem w stronę ciotki. Wyprostowała się, poprawiła sukienkę.
- Zapamiętam. Rozmowa z Tobą to była przyjemność, a teraz pozwól, że dotrzymam słowa. - wsunęła mu dłoń pod ramię, sugerując, aby wrócili na salę. Gdy tak się stało, przybrała swój najbardziej charyzmatyczny i oczarowany uśmiech, witając się zgodnie z manierami z jego cioteczką i wymieniła z nią kilka zdań, chwaląc towarzyszącego jej mężczyznę. Dostrzegając na krańcu sali zegar i położenie wskazówek uznała, że sama mogła już opuścić salę. Pożegnała się więc z Shafiqami i zniknęła gdzieś wśród tłumu, aby później niepostrzeżenie opuścić przyjęcie.

Koniec sesji