![]() |
|
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118) |
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Samuel Carrow - 18.03.2023 Samuel nieco spochmurniał, kiedy do niego i Danielle dołączył Ullysses. Nie tak spodziewał się skończyć ten dzień. Nie to, żeby miał jakieś niecne plany wobec panny Longbottom - gdzie tam. Po prostu nie sądził, że wyląduje w jakimś trójkącie. Czuł, że mężczyzna spogląda na niego nieprzyjemnie, przecież on też się o to nie prosił, nie zamierzał jednak się odzywać, chociaż miał ochotę rzucić mu krótkie Co się tak gapisz. Humor poprawił mu się, kiedy przyglądał się Danielle która plotła wianek. Wyglądała jak prawdziwa profesjonalistka, widać było, że wie co robi. Kibicował jej głośno, chciał, żeby czuła jego wsparcie. Nie do końca wiedział, komu podaruje swoje dzieło. Został jednak pozytywnie zaskoczony, gdyż jego towarzyszka pojawiła się z wiankiem właśnie przed nim. Uśmiechnął się do niej zadowolony z takiego obrotu spraw. - Jestem Twoim talizmanem?- Faktycznie miał wrażenie, że dzisiejszy dzień był pełen pozytywnych sytuacji, może przynosili szczęście sobie nawzajem. - Teraz, aby ten dzień można było zaliczyć do naprawdę szczęśliwych pozostaje mi zgrabnie umieścić go na szczycie. - Przejął od niej wianek i ruszył w kierunku pali, nie zwrócił uwagę na kwiatki, jakie były w wianku - nie znał się na tym zupełnie. Stanął przed palem i był gotowy udowodnić Danielle, że wie, co robi. !wspinamsieZ RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 18.03.2023 Samuel CarrowWspięcie się na majowy pal nie było czymś prostym, ale tobie udało się obrać dobrą taktykę. Nie byłeś najszybszy z grupy mężczyzn, która wspinała się z tobą, ale zabrakło ci do tego dosłownie sekundy. Zeskoczyłeś na dół dość zgrabnie, mogąc być zadowolonym ze swojego wyniku. Czułeś nagły przypływ euforii. Udało się! Kobiety zatańczyły wokół słupa, ogień buchnął potężniej i wtedy zobaczyłeś oczy tej, która przekazała ci wianek. Oboje poczuliście się błogo. To było szczęście - czysta miłość tryskająca z obu ciał. Chcieliście być ze sobą blisko, tak blisko, jak tylko się da. Nogi mogły ponieść was do wspólnego tańca przy paleniskach, do skosztowania wspólnie któregoś z win i wyłożenia się na trawie lub... o ile oboje byliście na tyle otwarci, do wybrania się gdzieś pomiędzy drzewa, gdzie nikt nie zobaczy, jak oddajecie się temu uniesieniu. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 18.03.2023 Atreus promieniał. P r o m i e n i a ł. Wyraźnie z siebie zadowolony, że oto jego długa walka z goblińskim bezprawiem okazała się nader owocna. Ostronosy pokurcz został spacyfikowany, jego manele oddane pod nadzór ministerstwa, a jego wszechpojęte szachrajstwo nie miało już tego wieczoru nikomu zagrażać. Mogli się więc zrelaksować i odprężyć. A przynajmniej on mógł, bo Brenna po drodze zaczepiła jeszcze paru pijanych ludzi, każąc im zwijać się z imprezy. Dopiero teraz tak naprawdę, dziwnie powoli i z ociąganiem, zaczęło do niego docierać, że jej zachowanie niektórzy mogliby uważać za dość... nietypowe. Owszem, byli stróżami prawa, ale od paru procentów i to na Beltane, jeszcze nikomu nic sie nie stało. Nie mówiąc już o ponurej aurze, która się za nią ciągnęła. - Wierz mi lub nie, ale w sprawach rzemieślnictwa, jestem absurdalnie tragiczny. Ale może powspinam się na pal - uśmiechnął się do niej lekko, żując źdźbło trawy. Może i nie wyglądał przy tym najprofesjonalniej, ale to samo mógł powiedzieć o niej, chętnej pleść wianki. - A więc to ty jesteś powodem dla którego profesor w ogóle pokusił się o przestrzeganie nas przed takim zachowaniem na tych zajęciah - parsknął rozbawiony, zanim przysiadła przy stole by pleść wianki. Obserwował ją, i nie tylko ją, stojąc nieopodal stołów. Ciekawie w sumie, gdzie właściwie podziewał się Orion. I Florence. Szczególnie Florence. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Brenna Longbottom - 18.03.2023 - Och… to całkiem możliwe. A czy na astronomii ktoś przestrzegał was przed włażeniem na te belki pod sufitem? Bo jeśli tak, to też moja wina. I na numerologii… Ach. Dobra, o tym nie będę wspominać. Brenna z pewnym zdziwieniem spojrzała na wianek. Zapleciony całkiem ładnie. Przy pierwszej próbie. Skierowała się z powrotem do Atreusa, zdecydowana wrócić na patrol, kiedy usłyszała nawoływania kuzynki. Kobieta odwróciła się, chcąc pomachać Dani własnym wiankiem: w samą porę, by zobaczyć ją u boku dwóch mężczyzn. Nogi prawie się pod nią ugięły. Atreus, jako jasnowidz, mógł bez wątpienia zauważyć, krótki przypływ paniki. Gdyby Danielle wręczała wianek Ulyssesowi, nie Samowi, to Brenna chyba umarłaby na zawał serca. Nie, nie miała żadnej pewności, ale sprawa brata Charliego i Chester ziejący niemalże ogniem na Thomasa, wystarczyły, aby Rookwoodów postrzegała tylko odrobinę lepiej niż Borginów. - Wspominałeś coś o wspinaniu się na pal? Proszę, masz pretekst – powiedziała do Atreusa, gwałtownym gestem wpychając mu wianek i uśmiechając się przy tym niemalże maniakalnie, a potem zdecydowanym krokiem ruszyła do Danielle, kiedy Samuel kierował się ku palom. - Dani, skarbie, porwę cię na moment – zaświergotała, ujmując kuzynkę pod ramię i bardzo zdecydowanym gestem ciągnąc dalej. Danielle mogła wyczuć dwie rzeczy. Po pierwsze, aura Brenny była w pewnym chaosie, bardziej niż tego ranka, po drugie: najwyraźniej była gotowa w ten gest włożyć sporo siły. - Uważaj na Rookwooda – wymruczała wprost do ucha kuzynki, bardzo cicho. – A już na pewno dziś. Wyjaśnię jutro. Jeśli będzie jakieś jutro. Puściła ramię Danielle. Pozwalając, by porwał ją Sam. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 18.03.2023 - Co? - zapytał głupio. Nie spodziewał się ani otrzymać od niej wianka, ani tego z jakim impetem to zrobi. Nie miał najmniejszego pojęcia co w nią wstąpiło (w sumie to miał, bo wystarczył jeden rzut oka. Nie wiedział tylko dlaczego), ale nie zamierzał też się z nią wykłócać. O wiele bardziej na miejscu byłoby, gdyby to jego narzeczona wręczyłaby mu kwiecisty wieniec, ale biorąc pod uwagę ich aktualny kryzys, tej w pobliżu Beltane nie było ani widu, ani słychu. Może to i lepiej. Bulstrode więc, wypluł trawkę z ust i ruszył wiankiem Brenny w kierunku majowego słupa. W drodze też przyjżał się nieco jej dziełu, bardziej oceniając wykonanie niż cokolwiek innego, bo o tak zwanej mowie kwiatów miał mniejsze jak większe pojęcie. Tulipany były ładne, a przynajmniej takie miał wrażenie. Jeśli więc Brennie o ładność chodziło, to trafiła w dziesiątkę. Kiedy stanął pod jednym z pali obejrzał się jeszcze na moment w kierunku gdzie zostawił Longbottom, zauważając że ta gawędzi z jakąś inną kobietą, ale że niezbyt ją kojarzył, zajął się tym po co przyszedł. Wspinaniem się na pal. !wspinamsieN RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 18.03.2023 Atreus BulstrodeKiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a tobie nie udało się znaleźć nawet w połowie jego długości. Wreszcie, po chwili pozbawionej oddechu, musiałeś się poddać. Zjechałeś w dół. Potrafiłeś spojrzeć w oczy swojej wybrance? Zawsze mogłeś spróbować jeszcze raz... RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cynthia Flint - 18.03.2023 Słońce gasło, zwiastując nadejście wieczora oraz nocy, które były ulubioną porą doby koronera. Jej spojrzenie chwile wędrowało po niebie, jak zaczarowane śledząc pomarańczową łunę z wolna nabierającą zupełnie innych barw. Moment, gdy wszystkie te ciepłe barwy rozlewały się po niebie, tocząc następnie skazaną na porażkę bitwę z bezkresnym granatem. Miała nadzieję, że noc pełna będzie gwiazd, a nie szarych, ciężki chmur, bo to sprawiłoby, że ten festyn nie byłby tak zły. Towarzystwo Loretty również ratowało sytuację, pozwalało jej w dziwny sposób odetchnąć i zachowywać się względnie swobodnie, nie wymuszała uśmiechów i nie grała na emocjach. Dotarły na obszerną polanę, gdzie ogień pochłaniał stosy i roztaczał ciepłą aurę, hipnotyzując każdego przechodnia oraz sprawiając, że zatrzymał się tu na dłużej. Żar kołysał się na wietrze dziko, niknąć w bezkresie wieczora. Ulotny i piękny — jak niektórzy ludzie. Milczały tak chwilę, jednak w żaden sposób nie była to cisza natrętna, męcząca czy niezręczna. Podobnie jak towarzyszka, omiotła teren w poszukiwaniu znajomych twarzy. Czując na sobie Lorretowe ślepia — tak ciemne i bystre, odwróciła głowę w jej stronę. Kontrastowały ze sobą z pewnością, co poniekąd Cynkowe serce ujmowało. - Hmm? Wyglądasz moja Droga, jakbyś wpadła na szatański plan. Zauważyła z nutą ciekawości, dając się porwać do stanowiska z kwiatami — ku własnemu zaskoczeniu. Lestrange chciała pleść wianki? Jasnowłosa zacisnęła usta, powstrzymując westchnięcie i przyglądała się kwiatom, starając się przypomnieć sobie treści opasłych tomisk. Cóż, skoro chciała? Wyciągnęła dłoń, przesuwając palcami pomiędzy łodygami. - Tradycja mówi, że musimy je zapleść, nie? Spróbujmy. - rzuciła niby swobodnie, obserwując jednak uważnie, które kwiaty wybrała. Intensywne. Zmarszczyła brwi, bijąc się z myślami. Co ona powinna wybrać? Dla kogo powinna wybrać? Czy właściwym było dać wianek jej towarzyszowi, nawet jeśli niezbyt czuła, że jest w stanie wybrać mu kwiaty ? Nie była też pewna, czy właściwie jemu chciała je podarować. Emocje były skomplikowane. Zwilżyła usta, gdy przez jej umysł przemknął obraz kogoś innego i aż zacisnęła palce na jednym z liści zaskoczona. Może to... Z zamyślenia wyrwała ją Lestrange, na którą podniosła spojrzenie. - Nie jestem pewna, jak właściwie określić kwiaty wobec osoby, o której pomyślałam i przez to nie wiem, czy to dobry pomysł.. A Ty? Wybrałaś bardzo.. Konkretne kwiaty. - posłała jej rozbawiony uśmiech, unosząc brew na widok pelargonii. [roll=T] [roll=T] [roll=T] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Lyssa Dolohov - 18.03.2023 Lyssa obrzuciła swoje dzieło krytycznym spojrzeniem. Początkowo miała wyraźne trudności, jednak w końcu załapała co i jak i jej twór wcale nie wyglądał tak źle. Na jej oko nawet calkiem, całkiem dobrze. W każdym razie wystarczająco, by nie była zmuszona marnować kolejnych naręczy kwiatów i podnieść się od stołu, spojrzeniem już błądząc między krążącymi dookoła osobami. Z początku myślała, że jej zadanie nie mogło być tak trudne: w końcu co to za problem wypatrzeć aurora w tłumie. Ilość patroli jednak, jaka tego święta kręciła się dookoła, skutecznie myliła i parę razy już prawie zaczepiła niewłaściwą osobę, by ostatecznie wycofać się rakiem. Może podjęcie decyzji by zająć się łamaniem klątwy z tiary na własną rękę i oddzielenie od funkcjonariuszy, wcale nie było aż takim świetnym pomysłem? W końcu jednak, wypatrzyła go. Sylwetka Alastora pięła się przed nią w tłumie, a ona sama im bliżej się nieco znajdowała, tym bardziej niepewna całego tego przedsięwzięcia zdawała się być. W końcu zatrzymała się za nim, starając nieco poluzować uchwyt na łodyżkach składających na podstawe wianka. Niezapominajki i konwalie jakimś cudem tylko uniknęły morderczego uchwytu. - Um... przepraszam? Panie Moody, chciałam podziękować za odczarowanie mnie, więc uplotłam wianek. Mam nadzieję, że nie pozwoliłam sobie na zbyt wiele - uśmiechnęła sie do niego wesoło, czując jak zdradziecki rumieniec kąsa policzki i równie dobrze zdając sobie sprawę z tego, że owszem. Chyba sobie na zbyt wiele pozwalała. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Ulysses Rookwood - 18.03.2023 Odpowiedź Samuela trochę zaskoczyła Ulyssesa. Popatrzył na niego dłużej, zastanawiając się na ile trafnie wcześniej ocenił sytuację i na ile ta trafność właściwie miała jakiekolwiek znaczenie.
Chyba miała. Najważniejsze, żeby Danielle zniknęła stąd przed nadejściem Czarnego Pana. Patrzył na nią poważnie, gdy wracała z wiankiem, gdy stawała naprzeciwko Carrowa i mu go wręczała. Więc jednak trafnie. Odruchowo cofnął się o krok, czując nieprzyjemny uścisk w żołądku. Wcale nie chciał brać udziału we wspinaniu się na pal. To było jak zaproszenie do ośmieszenia się. A jednak, chyba dałby się ośmieszyć, gdyby tego oczekiwała Danielle. Świadomość tego była jeszcze bardziej nieprzyjemna. Irytowała go. Irytowała go tak samo, jak pewność, że Samuelowi się uda. Obserwował jak ten zwinnie wspinał się na pal. Zignorował pojawienie się Brenny, choć po chwili dotarło do niego, że to się nawet dobrze złożyło, że obie kobiety odeszły na bok. Bardzo dobrze. Nie chciał teraz patrzeć na Danielle. Ruszył w stronę Carrowa, ale tylko po to, by mijając się z nim, w akcie największej desperacji, rzucić matwoym głosem: - Gratulacje. Nie siedźcie tu za długo. A potem wszedł w tłum. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Leta Crouch - 18.03.2023 Choć wydawało się to niemożliwe, skoro czarodziejów na polanie było jak mrówków, to jednak jakimś cudem udało się odnaleźć Anwara. Jakoś. Przypominało to szukanie igły w stogu siana czy pyłku na wietrze, ale koniec końców Leta z Cathalem wpadli na egipskiego współpracownika. - Wiesz, Jamil, to było bardzo nierozsądne – fuknęła na mężczyznę. Gruntowniejszy opieprz pozostawiła jednak Cathalowi, samej zaś... – Ale dobrze, jak już tu jesteśmy, to przynajmniej to jedno powinieneś spróbować, zanim stąd odejdziemy – oświadczyła z całym przekonaniem w głosie, ciągnąc swoich towarzyszy w stronę majowych pali oraz – dokładniej rzecz ujmując – stołów. Stołów z kwiatami. - Masz bojowe zadanie. Tak w ramach zapoznawania się z kulturą brytyjskich czarodziei – zaznaczyła, przy czym wydawała się mówić całkiem poważnie. Choć tak naprawdę… cóż, nie można było odmówić mnogości chochlików w oczach kobiety. Dość szybo, niemalże bez namysłu wybierała kwiaty do wianka, jaki właśnie tworzyła, kierując się raczej tym, które jej najbardziej się podobały niż znaczeniami – Widzisz tych tam? Wieszają wianki na palach. I to obowiązkowy punkt każdego Beltane, chociaż raz w życiu trzeba tego spróbować – zapewniła, wplatając właśnie irysa. A za nim hibiskusa. - Caaal, będziesz tak miły i sięgniesz mi po eee, te niebieskie, jak im tam… niezapominajki? – zatrajkotała, starając się utrzymać wianek w kupie. [roll=T] Wkrótce z szerokim uśmiechem podsunęła Jamilowi gotowy wianek, który zdawał się trzymać na słowo honoru, ale jednak niewątpliwie był wiankiem i nie rozsypywał się od samego dotknięcia. 230/1550
[czekam na postać gracza] |