Secrets of London
[Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy (/showthread.php?tid=1126)

Strony: 1 2


RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Philip Nott - 14.05.2023

Na Merlina, w co oni się wpakowali. Teraz musieli z tego wybrnąć. Ducha uczennicy w ogóle nie powinno być w gmachu szkoły. Tak samo jak potworów. Teraz jednak nie było już odwrotu i powinni doprowadzić sprawę nieistniejącego wypracowania do końca. A potem nie zbliżać się do łazienki dziewczyn na tym piętrze. Nic nie wskazywało na to aby mogli uświadczyć obecności żywych dziewczyn.

Pamiętam. Nie chciałbym być w jego skórze. Słyszałem również o komnacie pełnej ognistych krabów, choć to mogło zostać wymyślone abyśmy nie włóczyli się po zamku. Też nad tym się zastanawiam. Durmstrang jest bardzo daleko i jest tam pieruńsko zimno, bo jest tak jak mówi Tim. Ponadto tam nauczają czarnej magii, ale za to przykładają dużą wagę do sprawności fizycznej. Dla bab jest Beauxbatons — Odparł żywo gestykulując dłońmi.

Przywołał z pamięci zasłyszaną rozmowę, nie dając do końca wiary tym pogłoskom. Jeśli sam natrafi na to pomieszczenie to wówczas zmieni swoje stanowisko. Gdyby do Durmstrangu przyjmowali uczniów z całego świata to i tak nie chciałby tam trafić z powyższych powodów. Przyznał również Timowi. Sam nawykł do wygód. Jak przyjemnie było przebywać w pokoju wspólnym swojego domu, zajmując fotel przed płonącym kominkiem albo spać w łóżku z czterema kolumnami. Tu się nie zgadzał z przyjacielem, bowiem na szkołę dla bab pasowała znacznie bardziej francuska szkoła magii.

Niewiele brakowało aby przewrócił oczami. Polemizowałby, że ta zjawa jest jedyna w swoim rodzaju, ale z drugiej strony została zamordowana w tym zamku i mogła być jedyna w tym aspekcie. Nie będzie skłonny sprawdzić, czy na przestrzeni istnienia Hogwartu życie straciło więcej uczniów. Gdyby dokonał takiego odkrycia to musiałby rozważyć przekonanie rodziców do zmiany szkoły. Chciał mieć to wszystko z głowy. Nieszczególnie go to interesowało, że Marta lubiła czytać książki. Nie będzie przynosić jej książek ani czytać na głos celem zapewnienia temu duchowi odrobiny rozrywki.

Marto, powiesz nam wreszcie jak dokładnie umarłaś? — Zapytał o to, co wydawało się najbardziej istotne w tej całej sprawie. Okazane temu duchu współczucie nic już nie zmieni, nawet jak dokuczanie komuś wydawało mu się słabe. Za swojego życia Marta sama na to pozwalała. Zachowując się jak ofiara nakręcała coraz bardziej tę spiralę. Nie sprawiała również wrażenia miłej., a bardziej uciążliwej i odpychającej.




RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Giovanni Urquart - 15.05.2023

— E tam, zimno — wzruszył ramionami jakby faktycznie ani trochę go to nie ruszało. A w rzeczywistości to najchętniej poszedłby do jakiejś szkoły w ciepłych krajach, bo nawet w Hogwarcie zbyt często doskwierał mu chłód.

— Dokuczali ci, bo miałaś okulary? — Jonathan nie dowierzał. Co to był za powód? Nie rozumiał, że inne czasy to inna moda na niepożądane cechy. Marta mogła też sama nie do końca pojąć, z jakiego dokładnie powodu była nękana. A istniała też możliwość, że wcale go nie było, że po prostu pod wpływem złośliwego losu to ona została kozłem ofiarnym jej roczników.



— Dlatego umarłam! — zaszlochała Marta. — Bo nosiłam te przeklęte okulary! Gdybym tylko mogła je zdjąć... ale nie mogłam, bo wtedy nic nie widziałam! — Kolejna przerwa na jęki. — Ale gdybym tylko je zdjęła tego jednego dnia... Gdybym tylko wyjrzała z kabiny bez nich... Może wtedy bym przeżyła...

Rozmowa z Martą nie należała do najłatwiejszych, ale chłopacy powoli zdobywali jakieś szczątkowe informacje.




RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Baba Jaga - 05.07.2023

Tim przez większość czasu patrzył na bujającą się przed nimi, eteryczną sylwetkę Marty. Co jakiś czas jednak, spoglądał kątem oka na swoich starszych kolegów, jakby tkwił tutaj głównie przez wzgląd na nich. Po części tak właśnie było, a po części był zwyczajnie ciekawy tego, jak im idzie uporanie się z tymi wszystkimi rewelacjami, które rzucał w nich duch.
W dość znaczący sposób też, przygryzł w pewnym momencie policzek, kiedy usłyszał jak Philip skraca jego imię. Często kiedy ktoś tak robił, skręcało go nieco w środku i podobnie było w tym momencie. Z drugiej jednak strony, nie kwapił się do tego, żeby go w tym momencie poprawiać.
- Właściwie, to mam wrażenie, że... hmm... - Timothy podniósł już palec, żeby poprawić Notta, ale zorientował się, że jego słowa mogły mieć dwojakie znaczenie. Jego głos więc opadł, ściszając się, aż wreszcie urwał, porzucając opcję wyjaśnienia, że przecież w Durmstrangu też użyły się dziewczęta, tak samo jak w Beauxbatons uczyli się chłopcy.
Fletcherowi, pomijając makabrę samej śmierci wiszącej przed nimi zjawy, z jakąś dziwną łatwością przychodziło dojście do wniosku, że ona wcale nie musiała być jedyna. Jedyna jeśli chodziło o śmierć poprzez morderstwo na terenie należącym do szkoły. Świat czarodziejów i jego rozrywki bywały tak brutalne, że niemal dziwnym wydawałoby się, ze jakiś inny uczeń nie padł czyjąś ofiarą.
Ostatnie pytanie Philipa wydało mu się co najmniej nietaktowne, a przecież on sam nie był mistrzem w tym temacie. Niemniej jednak, jak to miał w zwyczaju, po prostu przemilczał ten fakt, zaciekawione spojrzenie kierując na samą ofiarę. Biorąc pod uwagę, jak dziewczyna się zachowywała przed nimi, to jeśli podobnie nosiła się za życia, to jej okulary były najpewniej najmniejszym powodem do szydzenia z niej.
Fletcher skrzywił się lekko. Dziewczyna niby coś im powiedziała, ale odnosił wrażenie, że droczyła się z nimi specjalnie. Oni tutaj zbierali informacje w formie wręcz szczątkowej i powoli zwyczajnie zaczynało go to nie tyle nudzić, co irytować. Już Irytek wydawał się o wiele bardziej kooperatywny.
- A co takiego zauważyłaś? Kiedy już wyjrzałaś z tej kabiny... - zapytał, unosząc lekko ciemną brew.


RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Philip Nott - 02.08.2023

Philip uniósł jedną z brwi, słysząc słowa przyjaciela. Swoje wiedział. Durmstrang leżał praktycznie w kraju Zamarzniesz na śmierć. Nie pierwszy raz słyszał o tym, że w tym zamku nawet nie rozpalają ognia w kominkach. A to było coś, co czyniło Hogwart naprawdę przytulnym w zimowe wieczory.

Oni noszą futra i futrzane czapy. Na ich miejscu bym zamarzł tam na śmierć. — Obstawał przed swoim. Oczywiście trochę przesadzał. Po pewnym czasie zapewne by się przyzwyczaił. Takie futro bardzo dobrze trzymało ciepło. Przynajmniej tak twierdziła jego matka i babcia, które takowe futra posiadały w swojej szafie.

Masz wrażenie. że...? — Zwracając się do Timothy'ego bez cienia irytacji, przeniósł na niego zaciekawione spojrzenie. Nie lubił jak ktoś zaczynał coś mówić i urywał w pół słowa, ostatecznie całkowicie ucinając rozmowę na dany temat. Przy nim należało mówić bez ogródek.

Nic w tej materii się nie zmieniło. Widziałem ostatnio dwóch tłustych Ślizgonów jak się pastwili nad jakimś pierwszoroczniakiem w okularach. Wpadli po uszy jak samosterowalne śliwki w kompot, gdy przyuważył ich prefekt — Stwierdził z westchnięciem. Trudno było mu się do tego odnieść we właściwy sposób, bo nie nosi okularów, nie urodził się z odstającymi uszami, wyłupiastymi oczami czy chociażby wystającymi zębami. Dla niektórych nie było tajemnicą, że w dzieciństwie był dość pulchnym dzieckiem i mógłby być nim nadal, gdyby nie to, że całkiem wcześnie zaczął latać na miotle. Początkowo dziecięcej, potem już znacznie większej. Również mogło być tak, że byłby nękany przez innych uczniów za swój wygląd. Oczywiście, charakter danego ucznia również miał znaczenie. Marta Warren ideałem nie była. Może byłaby inna, gdyby choć jedna osoba ją polubiła albo jakby sama dała się polubić.

Pierwsze słyszę, żeby ktokolwiek umarł przez noszenie okularów. Bardziej bym się obawiał śmierci podczas poruszania się bez okularów. W łazience byłoby jeszcze prosto się poruszać, ale co z korytarzem albo ruchomymi schodami? — W tym momencie to było coś, co musiał powiedzieć. Wyznaniom Marty brakowało wielu istotnych szczegółów. Albo zwyczajnie konkretów. Dla niego brzmiało to absurdalnie, że swoim zdaniem umarła przez okulary. Dopiero po chwili wyszło na jaw, że umarła w jakiś sposób po wyjściu z kabiny w szkolnej toalecie.

Jego zdaniem to pytanie było uzasadnione. Nie mieli całego dnia, a potrzebowali zgłębić tę sprawę. Marta nie okazała się dobrym graczem zespołowym i wszelka współpraca szła im jak po grudzie. Zgodziłby się bez wahania co do tego, że już łatwiej dogadaliby się z Irytkiem, zwłaszcza gdyby mieli w planach wywinięcie jakiegoś numeru.

Z-zobaczyłam... z-zobaczyłam p-parę d-dziwnych o-oczu — Wyjęczała w odpowiedzi. Nie była to kolejna szczególnie konkretna informacja odnośnie okoliczności śmierci uczennicy. Philip spojrzał na twarze swoich przyjaciół. Nie za bardzo wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. Co dokładnie zabiło tę uczennicę? Przez jakiś czas to może nie dawać mu spokoju.




RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Giovanni Urquart - 12.08.2023

— Sprawiłbym sobie takie futro... — mruknął Jonathan. Czapki do niego nie przemawiały, chociaż na pewno dobrze grzały w głowę. Rozmarzył się. Jak cieplutko musiało być uczniom Durmstrangu w tak ciepłych okryciach. Zdecydowanie musi zostawić Giovanniemu notatkę z prośbą o futrzany płaszcz. I mu się to przyda. Chciał podróżować w przyszłości, więc może zdarzy mu się potrzeba skorzystania z ciepłego okrycia. Milutkiego, mięciutkiego... I pewnie utrudniającemu ruch, ale przecież on, Jonathan, nie był fanem ruchów większych niż ruch ręki od stołu do otwory gębowego.

Również spojrzał na Timothy'ego z pytaniem w oczach. Philip już wyraził chęć usłyszenia reszty wypowiedzi, więc sam nie ponaglał chłopaka. Jeszcze nie. Jonathan nie należał do osób, które naciskały w takich sytuacjach. Szkoda mu było energii. Jeśli ktoś nie dokończył, to trudno. O ile temat go nie interesował. Wtedy potrafił być natrętny i uciążliwy. Cierpliwość magicznie mu wzrastała. Ale Durmstrang nie leżał w kręgu jego zainteresowań.

— No nie mów, co za dzbany. Tak wpaść? W sensie, z takiego powodu? — Dodał, żeby wcale nie brzmiało, że jedynym jego zarzutem wobec Ślizgonów było przyłapanie przez prefekta. — Takie obrażanie jest nie tylko złe, ale i zupełnie bezsensu, no i nie warte ani szlabanu, ani straty punktów.

Ostatnie zdanie było dokładnie czymś, co powiedziałby Gio, dlatego Jonathan odczuł iskierkę dumy z samego siebie. Czasami zapominał się i rujnował wizerunek "obrońcy słabych" Urquarta. Giovanni zostawiał mu wtedy liściki pełne rozpaczy i bólu. Jonathan wsadziłby sobie te jęki głęboko gdzieś, gdyby nie cel jego istnienia. Miał przede wszystkim chronić Gio. Nie mógł dokładać mu kolejnych powodów do stresu.

— Może okulary były przeklęte? Albo jakiś dowcipniś rzucił na nie nieznaną sobie klątwę? — Zasugerował. Chłopcy byli bardzo niecierpliwi, by poznać historię Marty, przez co nie dawali jej dojść do słowa. Bardzo to frustrowało dziewczynę.

— Parę dziwnych oczu? Aha, czyli gdybyś nie miała wtedy okularów, to byś jej nie zobaczyła... Ale co w nich było takiego dziwnego?

Marta wydała z siebie coś pomiędzy westchnięciem a jękiem.

— Gdybyście tylko mi nie przerywali, już dawno byście wiedzieli!

— Sama robisz długie przerwy i nawet nie wiemy, czy mamy spodziewać się kontynuacji. Musiało wydarzyć się coś strasznego, skoro do teraz masz trudności z mówieniem o tym, ale chyba lepiej jest się z tego zwierzyć, prawda?

Kolejnych ruch godny Giovanniego. I kolejny jęk Marty. Jonathan starał się stłumić ziewnięcie. Jak tak dalej pójdzie, to dotrą na obiad, gdy najlepsze kąski znikną z talerzy. O ile jakiekolwiek talerze zostaną.




RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Baba Jaga - 05.10.2023

Tim też by pewnie zamarzł, a przynajmniej potrafił to sobie bardzo dokładnie wyobrazić. Z jego szczęściem we wszelakich dziedzinach życia, pewnie taki właśnie koniec by go czekał w jakimś wybitnie nieprzyjemnym zakamarku Durmstrangu, gdyby rodzice tylko zdecydowali, że to tam czeka go edukacja. Na szczęście jednak, każdej zimy mógł siedzieć sobie przy kominku w pokoju wspólnym i wygrzewać się podczas wertowania książek.
Fletcher uśmiechnął się do Notta przepraszająco, kręcąc lekko głową. Nieważne, mówiła jego mina, wyraźnie całą tą jego zmianą zdania zakłopotana. Jakkolwiek znacząco jednak Philip czy Giovanni by się na niego nie patrzyli, to ten zamierzał milczeć jak grób.
Im dłużej musiał słuchać Marty tym bardziej, no cóż, nie chciało mu się przykładać uwagi do tego, co w ogóle mówiła. Te pauzy, które sobie robiła między jedną a drugą wypowiedziaą, jakby pełne napięcia, zwyczajnie go nudziły. Sprawiały, że zaczynał spoglądać dookoła i liczyć kafelki, spojrzeniem przeskakując też coraz częściej od Philipa do Urqata, a w końcu też i do drzwi, obok których wciąż stał.
Wiecie co? — spojrzał na chłopaków, kiedy Marta zrobiła kolejną pauzę, zaraz po tym jak w zbolały sposób wyjęczała kolejne mętne zdanie. — Ja już chyba wolę napisać to wypracowanie o Irytku — uśmiechnął się przepraszająco. — Bez urazy — dodał jeszcze spoglądając na ducha przelotnie, z jakiejś dziwnej grzeczności i cofając się o krok. — To tego. Do później? — machnął na nich ręką i naparł na drzwi, otwierając je nieznacznie, rozglądając się po korytarzu, a kiedy nie zauważył na nim nikogo, czmychnął czym prędzej.

Postać opuszcza sesję



RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Philip Nott - 07.10.2023

W przyszłości chciał samemu podróżować po świecie z zamiarem zwiedzania głównie ciepłych krajów. Stanowiło to stosunkowo daleką przyszłość. Po ukończeniu Hogwartu poświęci zdobycia swojego miejsca w świecie Quidditcha - w dalszym ciągu chciał latać na miotle. Kiełkowało w nim marzenie o staniu się gwiazdą sportu i byciu sławnym na cały świat. Było jednak coś, co mogło sprawić, że był skłonny porzucić swoje plany na przyszłość po ukończeniu Hogwartu - wszystko było związane z jego ojcem, przelewającym na niego swoje niespełnione ambicje, przez co gorycz porażki po przegranym meczu była znacznie bardziej odczuwalna, niż powinna być. Za odniesione zwycięstwo był wręcz wychwalany pod niebiosa. Przekonał się o tym, że naprawdę nie lubi przegrywać i że zwyciężają tylko najlepsi. Chciał być najlepszy.

Bardzo dobrze, że wpadli. Pierwszoroczniak nic im nie zawinił. Dla tych dzbanów to świetna rozrywka i czują się bezkarni... szlaban i utrata punktów średnio działają na takich. Znacznie skuteczniejsze byłoby zrobienie im spłuczki przez jakiegoś starszego ucznia — Philip nie popierał dręczenia młodszych uczniów przez tych starszych i dobrze wiedział, jak to wszystko działało. Na takich dzbanów najlepiej działały te same metody, co oni stosują - nic tak nie zmienia światopoglądu jak przymusowe wsadzenie głowy do muszli klozetowej i spuszczenie wody przez silniejszego i starszego ucznia. Nie mówił z własnego doświadczenia. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Musiał pogodzić się z tym, że jego przyjaciel nie dokończy swojej wypowiedzi.

Jesteśmy w Hogwarcie, nie w Durmstrangu. Spodziewałbym się bardziej tego, że po prostu zabraliby jej okulary i gdzieś je schowali. Albo połamaliby je na jej oczach. — Zastanawiał się nad prawdopodobnym splotem wydarzeń, samemu utrudniając Marcie dokończenie swojej tragicznej historii, z której wynikało kilka morałów. Pierwszy: możliwe, że to dlatego dziewczyny chodzą do łazienki w większej grupie. Drugi: Hogwart nie był tak bezpiecznym miejscem, jakby się mogło wydawać. Uczniowie nie powinni ginąć w szkole. Dostrzegał to, że Marta wydawała się być coraz bardziej sfrustrowana.

On ma rację. Powinnaś się z tym zmierzyć, poczujesz się lepiej. — Poparł swojego przyjaciela, chcąc w ten sposób nakłonić Martę do kontynuowania swojej opowieści. Jednocześnie nie sądził, że coś z tego wyjdzie. Porozumienie się z Martą było pod wieloma względami trudne. Sam chciał dotrzeć na obiad i zjeść coś dobrego. Jeśli mu się nie uda to będzie musiał się zakraść do zamkowej kuchni i poprosić skrzaty domowe o coś do jedzenia.

Ja bym napisał o Prawie Bezgłowym Nicku i chyba właśnie tak zrobię. Pokaż swoje, jak napiszesz. — Stwierdził pod wpływem rozmowy z Jęczącą Martą. Duch rezydent Gryffindoru wydawał się znacznie bardziej barwną postacią, niż zjawa zamordowanej uczennicy. Marta nawet po śmierci nie wydawała się być miła, co odzwierciedlało to jaka była za życia i chociaż nic nie usprawiedliwia zachowania dokuczających jej uczniów, tak sama miała w tym swój udział. Z własnego doświadczenia wiedział, że lubianym uczniom się nie dokucza. — Do później. Zresztą, na nas też już pora, co? — Pożegnał Timothy'ego, który ich opuścił i zwrócił się do Jona.




RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Giovanni Urquart - 07.10.2023

— Ta... To zdecydowanie nie jest dobry pomysł na nic — westchnął Jonathan.

Opuścili łazienkę. Jonathan był potwornie zmęczony tą rozmową.

— Chodźmy jeść — zaproponował i ruszyli do Wielkiej Sali, by zjeść wszystkie ziemniaki, jakie im pozostawiono.


Koniec sesji