![]() |
|
1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec (/showthread.php?tid=1184) |
RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Victoria Lestrange - 26.03.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka Bębny zagrzmiały, ludzie się śmiali, a niedługo później muzyka zabrzmiała fałszem… zaczął się chaos. Ludzie biegali, krzyczeli, zaklęcia latały, a dziwne czerwone światła… zapłonęły. - Nie, nic – odpowiedziała Patrickowi, na którego wpadła po drodze, kiedy zaczął się największy kocioł. Poczuła ulgę, że jemu i Mavelle, która się do nich dopchała, nic nie jest. Ta dwójka nie wyglądała na zagubioną, ale Victoria, nie wiedziała zbyt wiele z tego, co działo się dookoła. Rozumiała jednak, że działo się coś złego i że to sprawka czarnoksiężników. Może nawet samego Voldemorta. Kiwnęła głową i ruszyła biegiem za Patrickiem, który wskazał kierunek na to jedyne światło, które zdawało się być krzywo ustawione. Nie należała do Zakonu Feniksa, nie wiedziała nawet o jego istnieniu, ale przede wszystkim była aurorem. W ten zawód wkalkulowane było ryzyko, z którym Victoria po prostu się liczyła. Jasne, że nie chciała umierać. Jasne, że miała mnóstwo planów, ale teraz, pośród tych wszystkich krzyków, zupełnie nie myślała o przyszłości i o jutrze. Myślała o tym, że ma zadanie do zrobienia. - Nie mam pojęcia – odparła na to retoryczne pytanie może niepotrzebnie i rozejrzała się szybko dookoła, by upewnić się, że nikt nie próbuje ich zaatakować, albo że nikt nie próbuje na nich wpaść – jeśli ktoś chciałby ich zaatakować, to Victoria będzie próbowała osłonić siebie, Patricka bądź Mavelle (zależnie na kogo będzie leciało wrogie zaklęcie) magiczną tarczą. - Poczekaj. Spróbuję może to rozproszyć – rzuciła do Patricka i zamachnęła się ręką dzierżącą różdżkę, chcąc spróbować zaklęciem rozproszyć jakąkolwiek magię generował świecący obiekt – nie miała pojęcia jak działał, ale było dla niej jasne, że to była jakaś silna magia. Niezależnie od efektu, Victoria rozejrzała się znowu, by się upewnić, że są bezpieczni i móc w razie czego zareagować. Rozproszenie magii na obiekt (dwie próby): [roll=PO] [roll=PO] Ewentualne rozproszenie jako magiczna tarcza na siebie/Patricka/Mavelle: [roll=PO] Ekwipunek: mam różdżkę xd RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Mavelle Bones - 26.03.2023 Jeszcze przed paroma chwilami tańczyła. Jeszcze przed chwilą rozmawiała z Moodym. Spodziewała się chaosu, niemniej nie sprawiało to, że poruszanie się w spanikowanym tłumie stawało się łatwiejsze. W zasadzie najmądrzejsze, co można było zrobić, to poddać się tej falującej, uciekającej masie, żeby nie zostać stratowaną. Do czasu – jakimś cudem została przepchana do tegodniowej partnerki oraz Patricka, którego dłoń mocno pochwyciła, gdy tylko ją wyczuła. - Nic – potwierdziła krótko i skinęła głową, pośpiesznie się rozglądając. Nie wiedzieli, czym był obiekt emitujący światło, stąd też na wszelki wypadek spróbowała wypatrzeć (i zgarnąć) cokolwiek, co pozwoliłoby na niemagiczny kontakt z tymże obiektem – kij, gałąź, cokolwiek, byleby było w miarę długie i na tyle poręczne, żeby się dało ze sobą wziąć. Pobiegła we wskazanym kierunku, starając się uniknąć pęknięć w ziemi. rzut na percepcję – poszukiwanie czegoś przydatnego [roll=PO] Jeśli poszukiwania te zakończyły się powodzeniem i jednocześnie zawiodła translokacyjna magia – spróbowała przepchnąć świecący obiekt, żeby przerwać cholerny krąg. Cokolwiek on robił, na pewno nie było to nic dobrego. Jednocześnie cały czas szukała jakichkolwiek wskazówek odnośnie tego, z czym dokładnie mieli do czynienia (nie licząc samego Voldemorta, oczywiście...) rzut na percepcję – próba wyłapania natury kamienia i tego, co on właściwie robi [roll=PO] Moc ognisk. Tego chciał Voldemort. Jeśli ogniska nie będą płonąć, to jaką moc wtedy będzie mógł wchłonąć czarnoksiężnik...? Obróciła się dość gwałtownie, unosząc różdżkę. - Bez ognia chyba gówno zrobi – warknęła w stronę Patricka i Victorii, sygnalizując poniekąd, co chce zrobić. A mianowicie: stworzyć potężny strumień wody, wycelowany w ognisko otoczone kręgiem. Niezbyt liczyła na to, że uda się od razu, ale może chociaż trochę – o ile magia nie zawiedzie – uda się przygasić płomienie. Może to pomoże? rzut na kształtowanie – strumień wody [roll=Z] Eq: różdżka, eliksir przeciwogniowy, eliksir uzupełniający krew, nóż typu bagnet RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Julien Fitzpatrick - 26.03.2023 W jednym momencie leżał upojony momentem i zapachem jej włosów, a w drugim wróciły do niego nieprzyjemnie wspomnienia z nocy, gdy szykował się na bal z Christie, z nocy kiedy wszystko się zmieniło. Zamiast mrożącej paniki, poczuł gorącą motywację. Nie sądził, że odciągnię Sarę od pomysłu znalezienia bliskich, więc pobiegli razem ku polanie, gdzie sytuacja bardzo szybko się rozwinęła. Rozłąka bolała. Serce łomotało mu niespokojnie, na myśl, że przerażenie i przestrach na twarzy Macmillanówny będą ostatnim, co z nią skojarzy. Nie protestował, nawet nie próbował się przyłączyć do uciekającej rodziny, wiedział, że musi zostać, że chce zostać. Dłoń jasnowłosej wysunęła się z jego własnej. Pare sekund po tym, wraz ze znajomym głosem, nadeszła burza rudych włosów. - Heather, dzięki Matce, jesteś cała, gdzie Cameron? - zapytał od razu, bo widział ich razem. - Trochę? W jednej chwili ruch- dopełniam rytuał, a w drugiej szambo wyjebało jak po meksykańskim żarciu - podsumował. Różdzkę miał w gotowości, ludzie zaczeli się przerzedzać, ale światło wychodzące z wbitych w ziemię kamieni tylko nabierało na intensywności. Nie potrafił przypisać uczucia towarzyszącego tej energii do niczego, co wcześniej odczuwał. Skinął głową Erikowi, gdy znaleźli się przy nim, zaraz też wycelował różdżką w kamień, gdy akcja przyjaciółki nie wyszła. Chciał rozwalić emanujący magiczną energią kamień. Kształtowanie - rozwalenie kamienia [roll=PO] - Erik, widzisz tam z góry kogoś poza naszymi? Co jeżeli nie powinniśmy być w centrum tej energii, tego koła, kwadratu, o ironio, nie wierze ze to powiem trójkąta - bo jak mógłby chcieć nie być w trójkącie? - cokolwiek te kamole tworzą?! - prawie, ze krzyknął, bo uznał, że sytuacja jest wystarczajaco poważna. Na wszelki wypadek rzucił tez na tarczę, jakby kumulująca się energia miała ich uderzyć bądź odepchnąć. Rozproszenie - na tarczę. [roll=N] Ekw: różdżka, kropka na czole, resztka czekoladek z amortencją RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Erik Longbottom - 26.03.2023 Gest blondyna go zaskoczył. Nie spodziewał się, że stanie się to tu i teraz. Nachylił się w stronę Elliotta. Podświadomie chciał zatrzymać go przy sobie, chociaż czerwona lampka w jego umyśle wyraźnie wskazywała, że był to okropny, skazany na porażkę pomysł. Automatycznie podążył wzrokiem za Malfoyem, który przebijał się przez tłum, by odnaleźć, prawdopodobnie, swoje siostry wraz ze szwagrem. Teraz to już na pewno dziś umrę, pomyślał żałośnie Longbottom, mając przez dłuższą chwilę kompletną pustkę w głowie. Dopiero wzbierający na sile hałas zmusił go, aby odwrócić się ku tej... katastrofie. Wyszarpnął różdżkę z kieszeni, starając się namierzyć główne źródło zagrożenie, jednak zanim zdołał to zrobić, dopadła go Heather z Charlesem. Widok młodszych od siebie sprzymierzeńców Zakonu Feniksa momentalnie go otrzeźwił. Jak bardzo by tego nie chciał, musiał zepchnąć myśli dotyczące Elliotta na bok. — To tyle jeśli chodzi o dobrze zaplanowaną ewakuację — mruknął. Byli w samym centrum zdarzenia, więc pozostało im nic innego, jak tylko spróbować powstrzymać działania Śmierciożerców. — Nie wiem! — krzyknął do Charlesa. — Trzeba pozbyć się tych kamieni, póki jeszcze mamy szansę! Może miały na celu szybsze skumulowanie energii, której pragnął Czarny Pan? A może była to forma zabezpieczeń, która miała odciąć część polany? Tak czy siak, kamienie najwidoczniej ważną częścią planu przeciwnika, toteż należało je zlikwidować. Zauważył, że dzieciakom udało się pozbyć jednego z głazów. Erik zaczął się przepychać wraz z Heather i Charlesem, aby znaleźć inną grupę brygadzistów. Po drodze postanowił wycelować w najbliżej znajdujący się kamień, traktując go zaklęciem z dziedziny magii Kształcenia. Chciał sprawić, aby ten pod wpływem siły naporu zaklęcia rozbił się na kawałki. (Kształtowanie)Rozsadzenie magią jednego z magicznych kamieni
[roll=PO]Na wszelki wypadek Erik rzucił także tarczę obronną, gdy zauważył, że Charlesowi nie udało się takowej utworzyć. Przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? (Rozproszenie) Ukształtowanie tarczy ochronnej
[roll=O]Ekwipunek: różdżka; 1x eliksir odporności na ogień; wosk na czole
Edycja zatwierdzona przez MG. RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Eutierria - 29.03.2023 Kształtująca się w centrum tego chaosu, zakapturzona postać została szybko dostrzeżona przez wszystkich zgromadzonych. Zwracała na siebie uwagę bezruchem, spokojem w obliczu potencjalnej zagłady. Wpatrując się w stronę ogniska, zdawała się nie zważać na wasze poczynania. Erik, Heather, Charles. Po odnalezieniu się w tłumie i wymienieniu pomiędzy sobą kilku słów, wszyscy troje zdecydowaliście się na destrukcyjne działania wobec świateł. Szybko zorientowaliście się, że to nie był dobry pomysł. Ziemia zadrżała od wybuchu. Wyłoniły się z niej świetliste promienie, które uderzyły w najbliższą osobę. Była to młoda kobieta, która próbowała przedostać się na ścieżkę, kierującą do Doliny Godryka. Upadła na ziemię, z rozciętą nogą. Nie mogła biec dalej. Usłyszeliście świst nad swoimi głowami. Zauważyliście, że z góry na polanę zaczęły opadać postacie. Nie byli to Śmierciożercy. Wokół was kilka osób zaliczyło naprawdę nieudane lądowania świstoklikiem. Jedna osoba rozbiła się o drzewo i nie ruszała się już wcale. Ci, którzy wylądowali bezpiecznie, byli bladzi i przerażeni. Brenna, Alastor, Danielle, Atreus. Zaklęcie Atreusa wycelowane w snopy światła wywołało wyrzut w powietrze sterty piachu i kurzu. Po chwili wyleciało z niej kilka świetlistych promieni. Poleciały w stronę najbliższej osoby, ale wbiły się w grunt przy niej, niczym za słabo wystrzelone strzały. Wypuszczone przez Brennę kolorowe iskry wzbiły się w powietrze, ale nikt nie zwrócił na nie większej uwagi. Cywile byli na to zbyt zajęci walką o życie. Inni brygadziści i Aurorzy nie zawtórowali jej. Zaklęcie rzucone na magiczne żyły wywołały w nich niespokojne pulsowanie. Zarówno Brenna, jak i Danielle, zwrócone w stronę ogniska, dostrzegły, że zakapturzona postać była już całkowicie materialna. Wyglądało na to, że to światło było responsywne na magię rozpraszającą, ale wyłączenie wszystkich źródeł światła wydawało wam się być trudne ze względu na narastające zagrożenie ze strony Śmierciożerców. Fergus, Amanda, Giovanni. Ofensywne zaklęcie wymierzone w światło nieopodal was również spowodowało serię małych promieni, które pognały w kierunku najbliższej osoby. Tym razem byliście to wy. Kiedy były już bardzo blisko, rozbiły się o udane zaklęcie rozpraszające Amandy. Fergus i Castiel, którzy byli tego świadkami, widzieli również, że zaklęcia Brygadzistów i Aurorów wywołały ten sam efekt. Bardziej niż na tym, wasze myśli skupiły się jednak na rannej kobiecie z rozciętą nogą. Wokół siebie widzieliście jeszcze kilka innych wypadków: małe, zagubione dziecko, płaczące przy jednym ze straganów; niewidoma staruszka, siedząca na krześle, niemogącą się ruszyć przez ogarniającą ją panikę; młodych ludzi, wypatrujących swoich najbliższych, którzy nie potrafili uciec, nie wiedząc, czy są bezpieczni. Jak pomóc tym wszystkim ludziom? Czy to w ogóle było możliwe? Patrick, Mavelle, Victoria. Patrick - nie do końca wiedziałeś, co próbujesz przesunąć. Translokowanie ziemi zakończyło się rozlaniem się światła na boki, niczym lawy. Magiczne żyły zaczęły podążać w twoim kierunku, ale w porę wyciszyło je zaklęcie rozpraszające Victorii. Strumień wody gasił ognisko, w które wycelowała Mavelle. Ale chociaż zaklęcie było skuteczne i ugasiło ogień, rozżarzone polana zaczęły się mocno dymić, a magiczny krąg światła wokół ogniska rozjarzył się mocniej. Po ledwie kilku sekundach palenisko znowu buchnęło ogniem. Zakapturzona postać odwróciła się w waszą stronę. Jej twarz była spowita cieniem. Kiedy ogień zapłonął na nowo, oświetlił ją na tyle, żebyście zauważyli, jak uśmiecha się złowieszczo. W prawej dłoni trzymała różdżkę, a w lewej runiczny kamień, który Mavelle błyskawicznie rozpoznała. Był podobny do tych, które widziała w domostwie rodziny Shafiq. Poczuliście tak intensywny i charakterystyczny smród czarnej magii, że przebijał się przez zapach spalonego drewna.
***
Szykujący się do ataku Śmierciożercy nie byli świadkami tych scen, ale mogli domyślać się ich przebiegu, ponieważ wszystkie były elementami ich wielkiego planu. Mroczne Znaki na waszych przedramionach zapulsowały. Wiedzieliście już, że Voldemort oczekuje was na miejscu. Mieliście odwrócić uwagę Brygadzistów na tak długo, aż na niebie nie rozbłyśnie symbol Morsmordre. W pobliżu ognia na sabacie znajdowało się jednak wielu czarodziejów, gotowych do stawienia wam czoła. Brygadziści i Aurorzy nie mogą wiedzieć, że źródłem tej magii są kamienie. Zwracam waszą uwagę na zdanie z mojego poprzedniego posta, że jest wam ciężko iść je zbadać. Zaklęcia, które wymierzyliście w „kamienie”, zinterpretowałam jako takie wymierzone w ziemię. Śmierciożercy, podobnie jak Zakon i Ministerstwo, otrzymujecie 48 godzin na turę. Każde z was może napisać tutaj jeden post na maksymalnie 300 słów, w którym wykonuje przesłany mi plan i realizuje przewidziane w nim rzuty kością. Proszę was o niewykonywanie żadnych ofensywnych działań przeciwko postaciom znajdujących się tu graczy, ponieważ na wstępie przewiduję potyczki z postaciami niezależnymi kierowanymi przez Mistrza Gry. Jeżeli macie jakieś wątpliwości, to skontaktujecie się ze mną w odpowiednim temacie. Kilka postaci nie wykonało w poprzedniej turze żadnego ruchu. Na ten moment uznaję ich za nieuczestniczących w evencie i będę kontrolować ich postacie. Jeżeli którakolwiek z tych osób jednak chce wziąć udział, kierując swoją postacią, może się ze mną w każdej chwili skontaktować. Śmierciożercy - jeżeli ktoś z was nie może odpisać w terminie z dowolnej przyczyny, również proszę o kontakt. W tej turze ruch wykonują tylko Śmierciożercy. W następnym poście Mistrza Gry zostaniecie rozdzieleni do osobnych tematów. RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Theon Travers - 29.03.2023 Opuścił polanę odpowiednio wcześniej, zyskując czas niezbędny do tego, aby przygotować się na wszystko to, co miało nastąpić. Znał swoje zadanie, wiedział za którą część planu miał być odpowiedzialnym - odpowiedzialny razem z innymi Śmierciożercami, przydzielonymi do pierwszej grupy. Kiedy mroczny znak dał o sobie znać, był gotowy. Nie mogło być inaczej. Wiedział, że odmowa wykonania tego zadania, byłaby zbyt kosztowna; byłaby zbyt dużym ryzykiem. Ukrywając swoją tożsamość pod obszerną szatą oraz za charakterystyczną maską, ponownie pojawił się na terenie sabatu. Zgodnie z ustaleniami, wybrał miejsce znajdujące się stosunkowo blisko samych ognisk. Nie tracił czasu na sprawdzanie czy pozostali zwolennicy Czarnego Pana również się pojawili. - Depulso! – wyciągając przed siebie rożdżkę, następnie wykonując charakterystyczny ruch nadgarstkiem, postarał się odepchnąć z okolicy ognisk możliwie największą grupę ludzi. rzucam na translokacje - odepchnięcie grupy ludzi z obszaru najblizej ognisk [roll=Z] Następnie, nie zwracając większej uwagi na powodzenie ostatniego czaru, przeszedł do kolejnego punktu na liście. Tym razem niewerbalnie, łącząc ze sobą różne dziedziny magiczne, spróbował postawić magiczną barierę. Jej podstawą miał być okrąg stworzony z czarnego ognia, którego zadaniem było odcięcie niepowołanych ludzi od obszaru, który otoczył. Obszaru samych ognisk. W przypadku powodzenia pierwszej części, za sprawą kolejnego czaru, bariera miała nabrać również właściwości rozpraszające w stosunku do wymierzonych w nią zaklęć. Był to pierwszy raz, kiedy Yaxley próbował zrobić coś na tyle skomplikowanego, towarzyszyła mu przy tym więc pewna trema. Co jeśli nie podoła? rzucam na barierę - kształtowanie na stworzenie kręgu czarnych płomieni [roll=PO] rzucam na rozpraszanie - nadanie barierze właściwości rozpraszających wobec rzuconych w jej kierunku zaklęć [roll=Z] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Louvain Lestrange - 29.03.2023 Po krótkiej i nieudanej konfrontacji z Nottem, Louvain miał w sobie sporo gniewu i agresji, które wręcz paliły jego trzewia. Choć na dzisiejszy wieczór miał zamiar zachować jak największy spokój, by utrzymać wewnętrzną równowagę. On jak i pozostali Śmierciożercy dobrze wiedzieli, że na dzisiejszy wieczór Czarny Pan przygotował coś wyjątkowego. Właśnie dlatego Lestrange chciał pozostać w pełnej gotowości, by podołać każdemu wyzwaniu z którym przyjdzie mu, jak i każdemu innemu poplecznikowi Lorda, walczyć. Nie wyszło. Choć z drugiej strony, właśnie przytrafiała się najlepsza okazja do rozładowania wszystkich negatywnych emocji. Wszechobecna panika i chaos wywołany nieoczekiwanym pojawieniem się nieproszonego gościa dała mu wyraźny sygnał by przyodziać się w czerń, a twarz ukryć za maską zwiastującą pożogę i okrucieństwo. Widząc z jak naiwną upartością kilkoro śmiałków próbuje przerwać świetlisty krąg zaśmiał się szyderczo. Palące niczym ogień, znamię na przedramieniu wyznaczyło ostateczny alarm do wkroczenie w zamieszanie. Będąc już w pobliżu skupiska ognisk machnął różdżką przyzywając do siebie swoją miotłę na której przyleciał wcześniej na sabat. rzut na translokację w celu sprowadzenia do siebie miotły [roll=Z] Następnie przeszedł już do realizacji planu. Najważniejszym zadaniem było zapewnienie jak najwięcej czasu dla zakapturzonej postaci będącą w samym centrum chaosu. W tym celu spróbował wytworzyć wokół ognisk krąg czarnych płomieni, który miał odciąć pozostałe osoby przed wtargnięciem. Dodatkowo chciał nałożyć na płomienie czar rozpraszający, które rozbije wszelkie pozostałe zaklęcia. rzut na kształtowanie w celu utworzenia kręgu czarnych płomieni [roll=N] rzut na rozpraszanie w celu nałożenia właściwości bariery ochronnej na wytworzony krąg płomieni [roll=PO] ekwipunek: sztylet, butelka wina wywołującego czkawkę, miotła w strefie parkowania RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Sauriel Rookwood - 29.03.2023 Pojawił się na obrzeżu polany zgodnie z planem - kiedy już panika została zasiana, kiedy inni Śmierciożercy się pojawili i zaczęli działać swoje. Niby instrukcje były jasne, alee jednak nie do końca. Sauriel nie bardzo nadawał się do czegokolwiek poza zabijaniem i walką. A teraz przyszło mu stać tu i... co? Odganiać tych ludzi jakimś "sho, sho!"? Tak to widział w swojej głowie, kiedy zblazowany, nieco zmęczony tą całą farsą i z teatralnym westchnięciem wyszedł na miękką trawę, wznosząc swoją różdżkę. - Hokus pokus, czary mary, twoja stara to twój stary. - Mruknął pod nosem, ale tak, że Loretta bez problemu mogła słyszeć jego zniekształcony głos spod maski. Wzniósł ręce, próbując pobudzić swoją krew do użycia Nocnej Mary z tymi słowami. Ale nie był pozytywnej myśli. Otulony czarnym prześcieradłem, które niektórzy Śmierciożercy uważali za godne i mroczne (a przynajmniej tak Sauriel podejrzewał), machnął różdżką. Dym go zainspirował. Więc sam postanowił go trochę narobić, skoro już był razem z Lorettą odpowiedzialny za zamieszanie. Stworzył kilka ognistych wiązek, które miały rozejść się w kilku kierunkach i poprzecinać ludziom drogi ucieczki, podpalając co popadnie. Był gotów w każdej chwili do uskakiwania przed czarami ofensywnymi lecącymi w niego. Rzut na Nocną Marę [roll=O] Rzut na i'm on fire with my lasor [roll=Z] Nie wiem czy na uniki trzeba rzucać, ale w razie czego rzucam. [roll=PO] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Chester Rookwood - 29.03.2023 Odpowiedział na wezwanie Czarnego Pana, aportując się na terenie sabatu. A dokładnie na obrzeżach polany. Obszerna czata szata z głębokim kapturem i charakterystyczna maska chroniła jego tożsamość przed wszystkimi tu obecnymi ludźmi, a zwłaszcza przed pozostałymi Aurorami i Brygadzistami. Był gotów stawić im czoła, gdy nadejdzie na to czas. W pierwszej kolejności musiał zrealizować powierzoną mu część planu. Jak sytuacja, Canis? — Posługując się umiejętnością Fal nadał komunikat do Śmierciożercy, który wraz z dwoma innymi był odpowiedzialny za realizację pierwszego etapu planu, odseparowanie ludzi od ognisk i Czarnego Pana. Te pseudonimy to była dobra decyzja. Chciał wiedzieć, jak idzie im z otoczeniem ogniska czarnymi płomieniami i nadaniem tej barierze pożądanych właściwości. To była jedyna grupa, w której mógł kontrolować sytuację i postępy. Jedyna, która mogła dyskretnie powiadomić go wszelkich trudnościach. Po czym dwukrotnie wskazał swoją różdżką na połać ziemi w znacznej odległości od siebie, tak by zwiększyć swoje szanse na uniknięcie niepożądanych efektów swoich działań. Rzucając ten czar na ziemię, chciał doprowadzić do potężnego wybuchu gruntu i wzbicia tumanów pyłu w powietrze oraz fragmentów podłoża. Powstała w ten sposób zasłona dymna miała ograniczyć widoczność, a pozostałe efekty mogły zadać komuś obrażenia. Rzucam dwa razy na Kształtowanie, spowodowanie eksplozji ziemi i stworzenie w ten sposób zasłony dymnej z chmury pyłu [roll=Z] [roll=Z] RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec - Stanley Andrew Borgin - 29.03.2023 Pomyśleć, że jeszcze dobrych kilka godzin temu bawił się w najlepsze w tłumie innych biesiadników. Wszak dzień święty, trzeba święcić. Teraz jednak przyszła pora odpowiedzieć na wezwanie oraz stawić się na miejscu, aby wykonać swoje obowiązki. Czarny Pan nie może czekać. Ubrany w czarną szatę, przywdział maskę, a następnie przeniósł się na obrzeża polany. Ujrzał swojego kompana, który nie próżnował w działaniach, ponieważ właśnie wykonywał część powierzonego im planu. Vulturis nie zamierzał jednak stać bezczynnie i tylko się przyglądać całej sytuacji. Na samym początku postanowił zadbać o bezpieczeństwo swoje oraz swojego towarzysza. Nie wiadomo do czego tu jeszcze dojdzie, a przezorny zawsze ubezpieczony. Rzucam na rozproszenie aby stworzyć tarczę ochronną na sobie [roll=PO] Rzucam na rozproszenie aby stworzyć tarczę ochronną na Corvusie [roll=PO] Pomimo faktu, że jego wspólnik wykonał już całą powierzoną im robotę, postanowił dołożyć swoją cegłówkę do tego wszystkiego. Skierował swoją różdżkę, kawałek od siebie w stronę ziemi, aby utworzyć wielką eksplozję, która wzbije w powietrzę glebę oraz wszystko co tylko będzie w okolicy. Powstała w ten sposób zadyma miała za zadanie wprowadzić zamęt na terenie sabatu oraz ograniczyć widoczność, a może nawet kogoś zranić lub zabić. Dodatkowo miało to wzbudzić zainteresowanie wśród Aurorów i Brygadzistów, aby odciągnąć ich od głównego wydarzenia tego wieczora. Rzucam na kształtowanie aby spowodować wielką eksplozję, która utworzy zasłonę dymną z ziemi [roll=N] |