Secrets of London
[17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty (/showthread.php?tid=1215)

Strony: 1 2


RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 13.04.2023

Czy wierzył Loretcie, kiedy raczyła go swoim „one person act”? Wiedział, nie Boże, on miał nadzieję, że pod tym wszystkim kryje się dzikość, pasja i wściekłość. Nienawidził w kobietach tego jak słabe, giętkie i miękkie były. Dotyk większości z nich był niczym ugniatanie w dłoniach drożdżowego ciasta - wspomnienie, które wyjątkowo wyraźnie odbiło się w pamięci młodego Macmillana, kiedy jeszcze nie uczęszczał do Hogwartu, zamiast tego przyglądając się matce w obowiązkach domowych. Miałkość życia matki zaskakiwała go bardziej niż był gotowy to przyznać, tym bardziej, że przecież pochodziła z tak wielkiego rodu! Ona zaś oddała to wszystko, swoje dziedzictwo, żeby rodzić dzieci i czcić Matkę.
Odruchowo zacisnął i rozluźnił dłoń, czyniąc świadomy wysiłek aby odsunąć od siebie nieprzyjemne myśli. Myślenie o matce nieodzownie wiodło do myślenia o... Nie, to nieważne. skarcił się w myślach i skupił spowrotem na chwili obecnej. Jej pytanie nie zbiło go z tropu, ale poświęcił chwilę, aby zastanowić się nad odpowiedzią.
Bo zastanawiam się, jak długo będę musiał kłuć cię pogrzebaczem, zanim pokażesz kły. — odpowiedział, z lekkim, uprzejmym uśmiechem. Jego słowa zupełnie nie pasowały do uprzejmego, powściągliwego tonu głosu. On jednak uważał tą odpowiedź za tak samo dobrą jak każdą inną, bo w końcu dlaczego w ogóle robili cokolwiek w swoim życiu?
Powinienem umówić się na konkretny termin, czy masz może wolny dzisiejszy wieczór? — kontynuował, spoglądając na galerię. Czy mogłaby ją zamknąć po prostu w środku dnia, żeby go malować? Murtagh gotów byłby pozować jej nawet i na środku galerii, tuż przy oknie. Szok i niesmak mugoli sprawiłby mu przyjemność, a nigdy też nie uważał swojego ciała za coś, czego powinien się wstydzić. Może mógłby, gdyby chodziło o jakąś przydzieloną mu „z urzędu”, miękką, drożdżową dzierlatkę. Ale Loretta taka nie była i był pewien, że i ona chętnie zobaczyłaby go w blasku światła.


RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 19.06.2023

Jej gargantuiczność zawierało się w faktach małych i nieistotnych; żyła na wzór, który sama utkała z cienkich, przędzonych nitek rzeczywistości. Była w końcu odrobinę miękka, nieobecna, ale skrywała pod maską przykładnej damy furię, która była niebagatelna do zamknięcia w owej puszce Pandory; niemożliwa wręcz do okiełznania w swej finalnej formie. Była skora do syczenia, do czynów okrutnych i wyrachowanych – nie brzydziła się rozlewu krwi, tak długo, jak szkarłat układał się na posadzce w rdzawe róże; tak długo, jak mogła czerpać z niego przyjemność godną najbardziej skandalicznie wyrafinowanego oprawcy. Była oprawcą, była manipulantką, kryła w wąskiej klatce płuc stężałą bestię, która światło dzienne widywała niezwykle rzadko pod welonem pełnych agresji czynów.

Nieodkryta osobowość nadawała jej smaku; dojrzewała z wiekiem i choć pozornie stanowiła niewinną, plecioną dolą artystki trzpiotkę, o głowie pustej i myślach wysokich, podniebnych nieomal, skrywała dużo więcej niż brylantowe wieczko. Możliwe, iż to dlatego ją zainteresował, wżarł się do kości, dotknął żywego – była głodna ekscytacji, wrażeń, krzywdy i wszelkiego, co zakazane.

Kły, mój miły, pokazuję dopiero o zmroku – wyszeptała miękko, wspinając się na palce, aby sięgnąć do jego ucha.

Było w niej coś niebezpiecznego i niewyzbytego z uroku zarazem; coś, co nęciło i nade wszystko nakazywało jak najszybszy odwrót; coś, co ujmowało ją w słowach jako bestię i jeden z pięknych kwiatów zarazem. Sam sposób, w którym uginała niewinnie karminowe wargi oraz gest, z którym w oczach tlił się wszechświat nieodkrytego, mówiły o dwojakiej naturze. Niebanalnej kurtuazji kobiety z salonów połączonej z rozwścieczoną bestią.

Do interesów przejdziemy później. Pozwól mi się poznać – odparła łagodnie, lecz w sposób, w jaki dołeczki zaznaczyły się na gładkości policzków, sugerował nieodwołalnie, iż przez myśli przeszedł istny huragan, targając miriadami.

Zacisnęła dłoń mocniej na jego ramieniu, aby zatrzymawszy się pod jednym obrazem, przejść naprzeciwko, dzieląc przestrzeń na dwoje.




RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 22.06.2023

Podobało mu się ich przekomarzanie, to, że byli tak blisko siebie nawet jeśli ich ciała zupełnie się nie dotykały. Byli niczym dwie komety, ciągnące za sobą ogniste ogony, przeznaczone do wielkich rzeczy, mijające się jedynie przelotnie na swych rozbieżnych trajektoriach.
Jednocześnie odległość, która ich dzieliła zaczynała doprowadzać go do szału. Kiedy Loretta szepnęła mu do ucha, mogła zobaczyć jak niewielka żyłka na jego skroni pulsuje a jego szczęki zaciskają się pod zarostem.
W myślach złapał ją w talii, okręcił tak że stała przodem do niego, pochylił się i pocałował zagłębienie w jej szyi. Następnie delikatnie ugryzł płatek jej ucha, dłońmi wodząc po jej talii, biodrach i plecach. Czy jej skóra była by miękka i plastyczna, jak drożdżowe ciasto, czy jednak twarda z wyraźnymi liniami mięśni pod nią, niczym ściana odgradzająca jej wnętrze przed światem?
Odetchnął i odłożył pusty kieliszek po winie na stolik stojący obok.
Chciał coś do niej powiedzieć, ale ona odeszła już do innego obrazu, zabierając ze sobą swój zapach i ciepło swojego ciała. Nie wiedział czy zrobiła to specjalnie, żeby go przetestować, czy po prostu musiała odsunąć się od niego. Wbrew temu co sugerował mu instynkt, postąpił krok w jej stronę, potem kolejny i kolejny. Stanął za nią, spokojnie oglądając obraz ponad jej głową.
— Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? — zapytał. — Zwykle astronomowie badający gwiazdy, nie są gotowi na mrok wszechświata, który je otacza. Dodał, bez oporu porównując siebie do gwiazdy na nieboskłonie. W końcu nie był byle kim, i od dziecka go w tym przekonaniu utwierdzano.


RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 22.06.2023

Igranie w rytm gry przędzonej przez dwoje, oddalanie się jedynie aby ponownie zamknąć dystans – milkliwie, zupełnie niepoprawnie; coś rozgorało w jej wnętrzu, płomieniem trawiąc zawartość klatki żeber, moszcząc się gdzieś między sercem a płucami, z których nagle wydusiło się ciche westchnięcie, będące raptem cieniem realnego dźwięku. Kąciki ust uniosły się w filuterii niepewnego uśmiechu, gdy mrużyła sarnie oczy bacznie – niby czując na sobie wzrok oprawcy, który lada moment mógł zamknąć ją we własnej pięści. Przyglądała mu się przez ulotność momentów, spopielonych chwil, które przemijały z wiatrem, unosiły się w kwietniowym powietrzu, odbijały echem od pokrytych bielą ścian. W gruncie rzeczy tym właśnie była – białą ścianą, na której widniały jedynie duchy dawnych plam, starych obrazów. Emocjonalna i bezpardonowa, nie potrzebowała nader wiele, aby zatracić się w brzmieniu jego oczu.

Karmazyn warg ponownie ugiął się w miękkim uśmiechu, drżąc niepokornie. Przez chwilę ważyła słowa; zupełnie jakby chciała odnaleźć odpowiednie dictum – zatraciła się przy nim jednak bezsłownie, tłamsząc emocje igrające wnętrzem w szklanej butelce, puszczając ją w pogoń szklistą rzeką. Jej licha postura skrywała całą plejadę namiętności, zdawkowość reakcji i rozognienie, którym płonął pąs wstępujący na jej policzki.

A to tylko za sprawą jego wzroku.

Nie bawmy się w eufemizmy, mój miły – odparła, przekrzywiając nieznacznie głowę, pozwalając czerni kosmyków opaść akwarelą na odrobinę pyzaty policzek.

Odkleiła spojrzenie od jego fizjonomii, po czym stukot obcasów zaprowadził ją ku jednemu z obrazów, pozostawiając Macmillana z tyłu.

Czy jednak mrok wszechświata powstrzymuje astronomów? – zabrzmiała retoryką, zanurzając się w jego świat składnej metafory, nie obdarzając go jednak żadnym spojrzeniem – te utknęły w olejnej powierzchni obrazu, jakby widziała go po raz pierwszy.

Kłóciłabym się jednak, kto w tej metaforze jest wszechrzeczą, a kto astronautą. Bywam niepozorna – odparła, obracając ku niemu twarz.




RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 24.06.2023

Hipnotyzowała go jej filigranowa figura, wyrzeźbiona przez długo czasu i tego co los rzucił pod jej stopy. Krzywizny jego napiętych mięśni, kontrastowały z miękkością linii jej sylwetki. Stal za nią, dzieląca przestrzeń była jednocześnie nieskończenie mała i nieskończenie wielka. W tych kilku centymetrach zawierały się całe lata niedopowiedzeń, ukradkowych spojrzeń, słów fałszywych i emocji zduszonych w zarodku. Nie mógł nie przyznać, przynajmniej w głębi serca, że im bardziej się od niego odsuwała, tym bardziej chciał ją mieć. Zwykle jednak było mu dużo łatwiej rozszyfrować, jakie potrzeby miała kobieta, której pragnął, i zaoferować spełnienie ich wszystkich, byle tylko ją posiąść. To było coś więcej. Enigma, której rozwiązywania proces był ekstazą niemalże samą w sobie.
— Zagrajmy więc w grę. — zaproponował, pozornie niewzruszony tym, że brzmi nieco jak uczniak z Hogwartu, a nie jak poważny polityk, szef swojego biura. — Zadam cię pytanie, na które musisz odpowiedzieć zgodnie z prawdą. W zamian za to, ja będę musiał odpowiedzieć na jedno twoje pytanie. — powiedział to zdawkowym tonem, chociaż sama gra przywodziła mu na myśl nieproszone wspomnienia. Wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to grał w nią z młodszą siostrą, zabijając czas podczas niekończących się domowych obowiązków i posługi w kowenie.
Nie. Ta smarkula nie jest twoim problemem.
Upomniał się, chociaż ignorowanie emocji, które odczuwał na myśl o siostrze nie było łatwe. Na szczęście jedno spojrzenie na Lorettę oczyściło z nich jego umysł.
— Tylko pamiętaj, że będę wiedział, jeśli skłamiesz. — dodał, tak tylko dla zasady.


RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 25.06.2023

Zamknięte w szklanej szkatułce uczucia kształtowane przez pożądanie i emocje maści barwnej i nade wszystko niepoprawnej; nie spodziewała się, iż rozpali w jej trzewiach ogień, którego nie znała od czasu patologicznego związku z Leandrem – a jednak, poczuła coś, co było zgoła odmiennym. Któż wiedział, dlaczego ciągnęło ją tak wyrachowanie do mężczyzn, którzy ją krzywdzili na wszystkich poziomach wypaczenia; którzy ranili ją w sposób okrutny i wyrafinowany; którzy chcieli mieć na własność ją – barwnego ptaka, który nie znał usidlenia. Podbijanie świata z Yaxley’em już dawno przestało stanowić dla niej wartość autoteliczną; zapomnienie przyszło równie prędko, co gwałtowna dewastacja galerii jeszcze dwa tygodnie temu, gdy lądowała w ramionach Louvaina, którego serce iście cierpiało, widząc ją w tak obłudnie parszywym stanie.

Może dlatego zapałała szczerą ciekawością wobec Macmillana; może dlatego zaciekawił ją u samych kryz, stanowiąc upstrzone gwiazdami niebo, w które aż chciała się wpatrywać gorączkowo i ciekawsko. Uśmiech wpełzł na jej wargi staccato, jakby niepewny swojej roli w bukiecie fizjonomii; jakby nie wiedział, czy odnalazł właściwy akwen.

Przysunęła się do niego mimowolnie, acz zwolna. Ułożyła drobną dłoń na jego klatce piersiowej, przekrzywiając nieznacznie głowę – zupełnie jakby smakowała właściwych słów, którymi chciała go gorączkowo obdarzyć. Zmrużyła oczy niepewnie, stając na palcach – nawet wysokie obcasy nie nadrabiały za nią mikrego wzrostu – i omiotła oddechem jego małżowinę uszną.

Gry są jedną z moich miłości. Daleko mi do hazardzistki, ale ciężko mi się powstrzymywać przed podejmowaniem rękawicy. – Uśmiechnęła się urokliwie, zupełnie jakby nie zaprzedawała właśnie swojej duszy diabłu. – Czekam zatem na pytanie. Szczerość nie leży w mojej naturze, ale dla ciebie przełamię własną obłudę – dodała po chwili, a w jej brązowych tęczówkach zaigrało coś niebezpiecznego; pewne iskry zaciekawienia.

Nie śmiałabym kłamać! – skłamała tymi słowami miękko, zsuwając dłoń z jego klatki piersiowej.




RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 25.06.2023

Murtagh nie chciał robić Loretcie złudnych nadziei. Jego celem nie było wodzenie jej za nos, czy rozpalanie w niej czegokolwiek. Sam czuł się nieco oszołomiony jej urokiem, tajemniczością i pewnością siebie. Nie wykraczali jednak w żaden sposób poza ramy zwykłej, uprzejmej konwersacji, która mogłaby odbyć się między dwojgiem znajomych sobie osób. A może jednak? Sam przecież w myślach pozwalał sobie przed chwilą na o wiele więcej, niż byłoby to właściwe między dwojgiem znajomych.

Kiedy Loretta znów się do niego zbliżyła, zamykając dłonią dzielącą ich przestrzeń niczym mostem, nie mógł powstrzymać przyspieszonego bicia serca, ani szybciej zaczerpniętego oddechu. Jeśli ona to wyczuła, w jej sarnich oczach nie mógł tego dostrzec. Było tam jedynie wyczekiwanie, niepewność i namiętność... Choć to ostatnie chyba mu się przywidziało.

Wysłuchał jej słów, ale nie próbował wyczuć czy mówi prawdę. Z jakiegoś powodu, używanie przy niej swoich umiejętności, uważał za zbędne a nawet nietaktowne. Czyż jej prawo do zatajenia choć części prawdy, nie dodawało ich rozmowie dodatkowej wartości?

— Dobrze więc, pani... Panno Lestrange. Moje pytanie brzmi. Jaka jest twoja ulubiona roślina? — zapytał, celowo nie pytając o "kwiat" a o roślinę, wiedząc, że w ten sposób pytanie będzie mniej pretensjonalne.

Prawda była taka, że chciał raczej spytać ją o inne rzeczy. Bardziej intymne, może nawet skandaliczne. Czy kochała Yaxleya? Czy straciła z nim swoją cnotę? A może stało się to wcześniej? Czy kiedy ją dotykał, czuła się tak jak Murtagh, kiedy czuł jej dłonie na piersi? Czy wiedziała, że jej dotyk doprowadza go do obłędu, jednocześnie budząc w nim najlepsze i najgorsze żądze? Czy chciałaby wspólnie z nim piąć się w górę po ciałach ich wrogów i patrzeć jak świat płonie?

Nic z tego nie nadawało się jednak na zdawkową konwersację w jasne, kwietniowe popołudnie, w słonecznej Galerii Sztuki. Były to raczej pytania, które zadaje się szeptem, puszczone w łuk wygiętych w ekstazie ciał, toczące się wraz z oddechem urywanym westchnieniami rozkoszy lub bólu, ostre i niebezpieczne, niczym łzy spadające na jedwabną pościel.




RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 25.06.2023

Uśmiech rozmiękł na jej wargach nieprzejednanie, jak te gwiazdy pojawiające się na nieboskłonie niepokornie każdej nocy, przetykając błyszczącymi kryształami rozlaną czerń kawy. Coś w niej drgnęło nieodwołalnie, niemym szeptem nakazując tonięcie w plejadzie emocji – tych szklistych, pozostawiających na proscenium myśli jedynie białe ślady po swojej obecności. Ich rozmowa, tak burzliwa i pełna nieświadomości, pchała ją ku myślom skalanym dotknięciem pewnej pożądliwości, utkanej gdzieś w głębi bytowania. Myśli rozbijały się o nieboskłon prędko, zastając nie ją, a wydmuszkę, którą pozostawiła w sobie patrząc mu z absolutem tupetu prosto w oczy. Nie należała w końcu do panien, których wargi uginały się grzecznie i choć na salonach brylowała niejaką pogodą ducha, coś w jej głębi drżało, sugerując bestię utkaną w piękną fizjonomię.

Uśmiech ponownie wpłynął na usta z miękkością rozlewającą się – domyślała się, iż jego pytanie nie było absolutnie tym, które zechciałby zadać. Coś przecież drgnęło w obojgu i choć ich rozmowa była utrzymana w absolutnie kurtuazyjnym, właściwym tonie – niedopowiedzenia wirowały pośród nich, a oni, jak te obiekty krążących satelitów, czerpali z nich żywo.

Nie wybrzmiewała w końcu kłamstwem; lwia część jej słów miała pokrycie w prawdzie, aczkolwiek zdolność do kłamania zawierała się w całokształcie jej osobowości; tym razem jednak, uważała to za zbędne.

Bluszcz – odparła bez zastanowienia. – Najlepiej rośnie w ciemności – dodała, a kąciki ust ponownie poszybowały ku górze.

Chciała przecież widzieć świat w płomieniach, w trawiących wszechrzecz językach ognia, gorejącego pośród spopielanych słów,. Prawdopodobnie to to ujmowało ją w nim; to, jak głoski ubierał w zwięzłą całość, to, jak jego wzrok zamykał się w szkatułce barwnych wspomnień, licząc, iż nie jedynie wspomnieniem zostaną, a teraźniejszością.

Zatem zgaduję, że moja kolej – rzekła, marszcząc brwi w lichej chwili tęgiego namysłu. – Jakie jest twoje najmroczniejsze spośród wspomnień? – spytała po paru sekundach.

Oczywiście, mógł ją okłamać; nie była wszak równie biegła w plejadzie czytania umysłów innych – nie oczekiwała nawet szczerości, chciała jednak usłyszeć jego wersję.




RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 27.06.2023

Jej odpowiedź właściwie go nie zdziwiła. Loretta zdecydowanie dla niego była osobą, której raczej nie pociągały kwietne wiązanki, a bardziej rośliny równie wytrwałe i nieugięte jak ona. Bluszcz, która to nazwa stosowana była do kilkunastu gatunków z rodziny hedera, wydał mu się nad wyraz pasować do Lestrange'ówny. Rósł tam, gdzie inne rośliny nie mogły, radząc sobie nad wyraz dobrze. Jego dążeniem było pięcie się do góry, byle wyżej i dalej. Niektóre gatunki były trujące, wywołując wysypkę u śmiałka, który ich dotknął. Podobnie Loretta zdawała się odpychać każdego, kto próbował zanadto się do niej zbliżyć. W istocie, gdyby wierzył w reinkarnację, Murtagh mógłby przysiąc, że kobieta planuje w kolejnym życiu zostać właśnie bluszczem.

— Z wielu jego przymiotów, ta cecha jest najbardziej intrygująca. — przyznał, badając bacznie wyraz twarzy kobiety.

Jej mimika była powściągliwa, nie mogła jednak zupełnie ukryć inklinacji do delikatnych półuśmiechów, okraszających jej lico przelotną kością słoniową jej równych zębów. Rozdarty był w wewnętrznej walce, między dwoma instynktami, które - niczym gladiatorzy na arenie - ścierały się, żaden jednak nie mógł obalić drugiego. Z jednej strony chciał, by te półuśmiechy zamieniły się w pełny uśmiech, może nawet śmiech (Czy brzmiał on perliście? A może wartko niczym strumień?). Chciał następnie scałować ten śmiech z jej ust, wraz z wszelkimi słowami jakie by z nich padły. Z drugiej zaś strony, miał ochotę zetrzeć ten półuśmiech z jej ust, pokazać jej wypaczoną karykaturalność jej osoby, udowodnić jej, że wcale wiele nie różni się od tych, od których zwie się lepszą.

Kiedy zadała mu swoje pytanie, po jego twarzy, niczym chmura przysłaniająca na chwilę niebo, przemknął cień. Nie spodziewał się po niej otwartości, której sam nie posiadał. Nie mógł też powstrzymać myśli, które instynktownie, niczym stado owiec, potruchtały ufnie w stronę tej, której imię zaczynało się na S. Nie mógł jednak o niej myśleć, nie teraz i nie w taki sposób. Jego relacje z siostrą, jakkolwiek skomplikowane i burzliwe by nie były, nie powinny mieć żadnego wpływu na jego relacje z kobietą, która stała właśnie przed nim. Chciał by Loretta znała prawdę, ale nie zanim on sam doszedł, jaka ona jest.

Kiedy zaczął przeszukiwać umysł, w poszukiwaniu wspomnień, które byłyby dla niego wyjątkowo przykre, musiał przyznać, że nie znalazł zbyt wielu kandydatów. Z drugiej strony, to co dla niego nie stanowiło wspomnienia, które mogłoby mu się odcisnąć piętnem, mogło obiektywnie pasować do opisu "mroczne". W końcu wybrał jedno ze wspomnień, lecz zanim się odezwał, wyciągnął zza pazuchy garnituru piersiówkę i pociągnął z niej solidny łyk.

— Kiedy miałem dziewiętnaście lat, po raz pierwszy wtargnąłem do cudzego umysłu siłą. Poznałem wszystkie jego najmroczniejsze sekrety, niektóre z nich przez kolejne lata ujawniłem, innymi szantażowałem go dopóki nie wycofał się z kariery w Ministerstwie, aby uciec ode mnie. Nie sam fakt, że to zrobiłem zapadł mi jednak w pamięć, a raczej uczucie ekstazy, które odczułem, kiedy ostatnie jego mentalne bariery upadły. — jak na Murtagha, było to naprawdę wiele słów wypowiedzianych ciągiem, więc zanim zdecydował się jakie pytanie z kolei zadać Loretcie, zamilkł na kilka chwil. W końcu uznał, że nie ma sensu bawić się w zdawkowe konwersacje. Przecież tak trywialne fakty o Loretcie jak ulubiony kolor czy pora roku mógł spokojnie wyciągnąć z jej brata, jeśli zaszłaby taka potrzeba.
— Jaki aspekt ludzkiej fizjonomii uważasz za najlepsze medium artystyczne? — pytanie było pozornie dość trywialne, ale miał nadzieję, że zdradzi mu o niej więcej, niż tylko to co zawarte było w jego dosłownej części.


RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 28.06.2023

Z niejasnych względów czuła silną potrzebę, aby ją posiadał; nie tylko na płaszczyźnie owianej cielesnością, ale też duchowym sacrum, nęceniem wyzbytym z barier i jakichkolwiek hamulców, które była gotowa jeszcze w sobie odnaleźć te jednak opadały z każdą sekundą, spopielając się w martwość i nieużytek, z którego nie mogła wykrzesać nic więcej. Była przecież bluszczem w całej krasie - najlepiej się czuła tam, gdzie jej nie chciano,  rosnąć w gargantuiczną siłę poprzez umoszczenie swojej niszy w zaklętej ciemności. Żadne ze słów nie oddałoby przecież tego, jaki ogrom huraganu targał jej wnętrzem, pozostawiając pusty akwen, na którym żadna spośród majestatycznych róż by nie zakwitła. Ona jednak, wbrew wszelkim przypuszczeniom, różą nie była. Była tym,  przed czymsię uciekało, toksyną i jadem, którym częstowała każdego,  kto zechciał zbliżyć się do niej zbyt blisko, można było dostrzec te szkliste nici ciemności oplatające ciasno jej duszę, nie pozostawiając zbytku dobroci - tej przecież dawno i jednoznacznie się wyzbyła.

- Czyż nie? - zabrzmiała pytaniem unisono. Przez kilka sekund, tych z gatunku dłużących się, wpatrywała się w niego milkliwie, ważąc każdy spośród uśmiechów, który chciał wpełznąć na usta - te pojawiały się zwiastowane jak ten wschód księżyca, wychylającego się ze swych arkanów, mrugając nieśmiało bielą oczka spośród ciężkich masywów czerni rozlanej kawy - nocnego nieboskłonu.

Ścierały się w niej dwa demony, walczące o pierwsze skrzypce na proscenium rozlanych myśli, wątpliwych w jakość kryz jakiegokolwiek śladu sumienia. Bo przecież była wyrachowana i okrutna; każdy jej słodki uśmiech skrywał pod kotarą szytą grubymi nićmi kanwie zło, z którym niewiele mogło się mierzyć. Przewidywała swój lichy kraniec moralności, którego granice, na których zaciskała się dłoń kostuchy, zacierały się coraz silniej, budząc wielorakość niemocy pośród odróżniania tego, co dobre, od czystej złości, której sam diabeł by się nie powstydził.

Gdyby była istotą nieludzką, z pewnością byłaby sukkubem.

Uśmiechnęła się do niego ponownie z wyrafinowaną kurtuazją otulającą każde drgnięcie warg. Początkowo pominęła jakiekolwiek brzmienie jego sekretu, jego brudnej aberracji umysłu; zamiast tego nachyliła się ku niemu miękko, dłonie układając na jego barkach.

- Zrób mi jakąś krzywdę - rzekła szeptem, a jej twarz nabrała nieomal natychmiastowo wypieków, jednak nie to było kluczem; było nim spełznięcie maski głupiutkiej trzpiotki z oblicza, zastąpienie jej czymś, co mogło budzić niepokój.

Nie minęły jednak sekundy, a odsunęła się od niego na powrót, od razu przybierając sztandarowy wyraz twarzy.

- Okrucieństwo nas kształtuje - spuentowała jedynie jego historię, wzrok ponownie przenosząc na jedno z dzieł wyściełających białawą ścianę.

Odwróciła się ku niemu dopiero gdy usłyszała kolejne pytanie.

- Naturalnie najlepsze medium artystyczne to sfera sacrum - rzekła bez zastanowienia.


Koniec sesji