Secrets of London
[11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… (/showthread.php?tid=1230)

Strony: 1 2


RE: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Dellian Ollivander - 17.04.2023

— Dziękuję Bell. – odpowiedziałem doceniając jego zmartwienie, ale miałem nadzieję, że uda mu się jakoś pomóc. Poprawiłem swoją torbę na ramieniu, aby było mi wygodniej. Stałem tak jak cymbał wśród traw, zdecydowanie bardziej bezużyteczny w pościgach niż mój własny kot.

Słysząc głos Danielle ruszyłem w jej kierunku sprawnie unikając drzew i gałązek wadzących mi na drodze. W pościgach byłem beznadziejny, ale w poruszaniu się powoli nie było tak źle. Łatwiej mi było wyczuć teren. W prawdzie inaczej byłoby, gdybyśmy byli na jakimś normalnym terenie, a nie takim usianym milionami drzew. Nie mogłem jednak narzekać. Ratowaliśmy niewinną dziewczynę zaklętą w posąg. Sam byłem ciekawy o co tutaj chodziło. Stanąłem blisko Dani i wysłuchałem jej do samego końca nie przerywając. Brenna była niesamowita. Gdybym miał wzrok chciałbym być taki jak ona.

— Mogłabyś mnie postawić w swoim gabinecie i od czasu do czasu podpowiadałbym ci trochę rzeczy odnośnie klątw, ale masz rację, bardziej jestem przydatny żywy na tym świecie. – uśmiechnąłem się i zdjąłem torbę z ramienia, w której wyszukałem moje rękawiczki. Zawsze w nich pracowałem i w sumie były moim stałym elementem. Założyłem je i sięgnąłem po kopertę zaraz po tym jak dziewczyna rzuciła zaklęcia. Otworzyłem ją ostrożnie chcąc zbadać jej zawartość. – Przyjrzyj się i powiedz, czy jest tam coś napisane po angielsku. – odpowiedziałem. Sam próbowałem wyczuć od tej koperty jakąkolwiek energię bądź magię.


Rzut 2x na percepcję
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Eutierria - 21.04.2023

Zoja krzyczała. Nawet otoczona murem roślin odsuwała się od ciebie tak daleko jak tylko mogła. Jej panika doprowadziła do tego, że dosłownie wspięła się na wytworzoną przez ciebie roślinność, próbując przedrzeć się na drugą stronę. Zaplątana w nie, robiła wszystko, co tylko mogła, aby znaleźć się jak najdalej od ciebie.

Ale i tak za chwilę zabierze ją klątwa.

Widziałaś, jak jej ciało powoli porasta kamieniem. Przypominało ci to trochę skórę pokrywającą się klątwą żywiołów, ale Zoja dodatkowo oddychała coraz słabiej, coraz wolniej próbowała przedrzeć się przez żywopłot, a na końcu zastygła w miejscu. Na ziemi, unosząc dłoń do góry, odganiając cię od siebie. Znów stała się posągiem.

Koperta, którą podniosła Danielle, wyglądała zwyczajnie. Zwyczajnie, jak na wyjątkowo starą kopertę. To był list sprzed dobrych kilkudziesięciu lat, dotknięty znamieniem czasu. Wnętrze koperty było całkowicie zapisane cyrylicą, nie mogliście odczytać nic poza datą - 15 maja 1922 roku. Koperta była jednak zaadresowana. Od Zoji Raskolnikovy do Edmunda Bowmana, ulica była przez was kojarzona, znajdowała się nieopodal Dziurawego Kotła, po mugolskiej stronie Londynu.


RE: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Brenna Longbottom - 21.04.2023

- Kurwa, kurwa, kurwa!!!
Krzyk poniósł się po lesie, wyraz zupełnej bezradności Longbottom, która klęła dość rzadko, ale w takiej sytuacji nie umiała się powstrzymać. Brenna, wściekła, walnęła pięścią o najbliższe drzewo. Raz, drugi, trzeci. Już wcześniej czuła wyrzuty sumienia, że nie wie, jak pomóc tej dziewczynie, ale teraz przepełniało ją poczucie beznadziei. Nie zwróciła uwagi na odpadające kawałki kory, na to, że poraniła sobie kłykcie do krwi. Musiała jakoś wyładować nadmiar targających nią emocji.
To nie tak, że nie spodziewała się, że ta klątwa znowu spowije tę dziewczynę. Ale mimo wszystko ten widok, świadomość, że nie może pomóc, że to przerażone dziecko tutaj zostanie, ją dobijały. Tym bardziej, że dręczyła ją myśl... że ta panna mogła odganiać ją od siebie z obawy przed tym, że "zarazi" klątwą. Że obie zamienią się w kamień.
Tkwiła przez chwilę w miejscu, wpatrując się w posąg. W zaklętą dziewczynę. Może nie dało się jej pomóc. Może Brenna powinna to zostawić aurorom, którzy bardziej znali się na rzeczy. A jednak czuła, że to sprawa stanie się dla niej obsesją: że oszaleje, jeżeli przynajmniej nie dowie się, co tutaj się stało. Po głowie odbijało się pytanie... Gdzie miała szukać kogoś, kto zna rosyjski? Ukraiński? A może polski?
A potem odwróciła się wreszcie i skierowała z powrotem. Po długiej, bardzo długiej chwili, kiedy upewniła się, że jej oddech wrócił do normy po tym biegu, że na twarz powrócił zwykły spokój. Po paru minutach dotarła z powrotem tam, gdzie stali Danielle oraz Dellian.
- Klątwa wróciła - poinformowała głosem wyzutym z emocji. - Coś jest w kopercie? Czy musimy szukać tłumacza?


RE: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Danielle Longbottom - 21.04.2023

Koperta, która wypadła Zoji w trakcie ucieczki, nie okazała się być bezpośrednim powodem, dla którego kobieta zamieniła się w kamień. Kiedy Dellian otworzył kopertę, Danielle zerknęła mu przez ramię, starając się tym samym wyczytać, co było wewnątrz. Niestety, list nie okazał się zbyt pomocny, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Znaczy, pewnie byłby bardziej pomocny, gdyby któreś z nich władało biegle językiem, w którym pisało się cyrylicą. A o ile pamięć jej nie myliła, ani Brenna ani Dellian nie znali takiego języka.

- 15 maja 1922 roku - odpowiedziała mu, a jej głos wskazywał na to, że nie jest zbyt usatysfakcjonowana znaleziskiem. - Cała reszta to cyrylica, a moja wiedza na jej temat ogranicza się do tego, ze wygląda jak jakieś szlaczki, albo hieroglify - dodała, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ignorancko mogła w tej chwili zabrzmieć. To znaczy, zdała sobie sprawę, ale nieszczególnie się tym przejęła, w tym towarzystwie nie musiała zgrywać dystyngowanej i ogarniętej. - Tak więc, nie mamy pojęcia co Zoja chciała przekazać...- urwała, spoglądając w stronę adresata. - Edmundowi Bowmanowi. Ale! Widzę, że pan Edmund mieszka w okolicy Dziurawego Kotła, może warto będzie złożyć mu wizytę? - wyrzuciła z siebie wszystko to, co udało jej się wyciągnąć z listu.

Kiedy dobiegły ją siarczyste kurwy Brenny, spięła się i ścisnęła mocniej różdżkę, gotowa do natychmiastowego wyciągania kuzynki z opresji. Szczęście w nieszczęściu, okazało się, że to tylko Zoja ponownie postanowiła skamienieć, a nie, że bezpieczeństwo starszej Longbottom jest zagrożone. Słysząc, że klątwa zaatakowała młodą kobietę ponownie, westchnęła głęboko. Miała nadzieję, że być może jej rozproszenie czaru zadziała, niestety - okazało się, że się myliła. No ale przecież nie mogli jej tak zostawić!

- Nie, jeżeli władasz biegle cyrylicą - odpowiedziała jej gładko. Zmierzyła wzrokiem Brennę, nie dostrzegła jednak śladów starcia z Zoją. Poza pozdzieranymi kłykciami. - Ale być może adresat powie nam coś więcej. Pan Edmund Bowman. Nawet wiemy, gdzie go szukać - lekkim ruchem podbródka wskazała na rozpisany na kopercie. To mógł być jakiś trop, większy lub mniejszy - na pewno warto było go sprawdzić.

- Jest możliwość, żebyś jako Brygadzistka zabezpieczyła ten teren? Lepiej byłoby ograniczyć Zoji przygód w postaci kolejnych chętnych do sprawdzenia, czy posąg faktycznie krwawi przy nakłuciu. Dość już się nacierpiała... - zagadnęła kuzynkę, w międzyczasie podchodząc do niej bliżej. Jedną dłonią ujęła jej ręce, w drugiej z kolei trzymała różdżkę, którą skierowała w stronę niewielkich, acz krwawiących otarć. Chyba nie zakładała, że mając "w drużynie" uzdrowiciela, będzie w takim stanie?

- Możemy spróbować się rozdzielić. Wy pójdziecie pod wskazany adres, a ja zorganizuję nam tłumacza - zaproponowała, w międzyczasie uleczając Brennę.


Kształtowanie: Na zregenerowanie otarć kłykci Brennki
[roll=Z]
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Dellian Ollivander - 22.04.2023

Wyjaśnienia Danielle nie były pomocne, ponieważ oboje nie znaliśmy tego języka. Ja nawet nie byłem w stanie odczytać daty, którą wyczytała uzdrowicielka. Ten Bowman będzie dobrym początkiem tego, aby dowiedzieć się czegokolwiek o tej dziewczynie zaklętej w posąg.

— Raczej na pewno będzie warto złożyć mu wizytę. – potwierdziłem jej słowa.

Gdy dotarła do nas Brenna ewidentnie zdenerwowana tą sytuacją wysłuchałem dalszych wypowiedzi Danielle. Sam cholernie chciałem wiedzieć, co się tu dzieje i dlaczego nie można odczarować tej dziewczyny.

— Można też poszukać informacji o tej dziewczynie skoro mamy już jej nazwisko. – dodałem jeszcze. – Może ten mężczyzna zna ten język skoro jest do niego zaadresowany i napisany cyrylicą? – podsunąłem pomysł mając nadzieję, że nie było to błędne myślenie, ale miało to bardzo dużo sensu. – Chociaż w sumie lepiej mieć zaufaną osobą, bo nie wiadomo czy ten Bowman będzie chciał współpracować i czy w ogóle jeszcze żyje. Można zrobić kopie tego listu? My z Brenną weźmiemy kopie do tego Bowmana, a ty do swojego tłumacza. – zaproponowałem dalej trzymając list w rękach, ale jeśli któraś z nich będzie chciała go przejąć bez problemu bym go oddał.




RE: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Brenna Longbottom - 23.04.2023

- Dawno - wymruczała Brenna, zerkając okiem na adres oraz datę wypisane na kopercie. Zoya tkwiła więc w lesie już od pół wieku. Nic dziwnego, że zachowywała się w ten sposób. Czy mogła być... świadoma? W chwilach, gdy była posągiem? Jeżeli tak, to byłoby cudem, gdyby nie pogrążyła się w kompletnym szaleństwie. - Ten mężczyzna może już nie żyć albo tam nie mieszkać... ale musimy to sprawdzić.
Uśmiechnęła się blado, kiedy kuzynka wycelowała różdżką w jej rękę. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że poraniła sobie kłykcie. Uniosła dłoń, spoglądając na zabrudzone zadrapania.
- Musiałam się zranić, kiedy ją goniłam - powiedziała gładko. - Nie znam nikogo, kto posługiwałby się cyrylicą.
Brenna opuściła rękę i pokręciła głową na pytanie o zabezpieczenie terenu.
- Nie mam takich uprawnień, a to wymagałoby run albo pieczęci. Mogłabym ustawić czary, ale one wygasną za jakiś czas - przyznała z oporami. To, że ta dziewczyna tu stała, rozwścieczało ją z jednej strony, a z drugiej łamało jej serce. - Zresztą przekazałam sprawę aurorom.
W teorii więc nie powinna nawet sama sprawdzać tego adresu, ale wszystko w niej rwało się do działania. Po prostu potem przekaże informacje osobom prowadzącym sprawę. Ot dostaną wskazówkę, może dzięki temu ją rozwiążą? Brennie zupełnie nie zależało na pochwałach za uporanie się z sytuacją - chciała, żeby dziewczyna, ta Zoya, była jeśli nie wolna od klątwy, to przynajmniej... pomszczona? Nie, nie umiała tego nazwać - przecież ten, który to zrobił, też mógł nie żyć.
- W porządku, jeśli tylko masz jakiś pomysł. Może w Bibliotece Maeve mogliby pomóc? Ja mam zamiar odprowadzić Delliana do sieci Fiuu i z Kotła przedostać się do magicznego Londynu, a potem iść pod ten adres... Dellian, rozumiem, że chcesz iść ze mną? Czy tylko odstawić cię pod kominek? - spytała, zwracając się do Ollivandera. Był ich klątwołamaczem, więc nie musiał mieszać się w takie sprawy i nie chciała go do tego zmuszać. Jeżeli jednak miał ochotę wybrać się z nią, to w chwili, w której wciągnęła go w coś takiego, nie zdawało się jej właściwym wykluczanie go siłą.
A nie zamierzała czekać. Chyba i ona oszalałaby, gdyby czegokolwiek zaniedbała: teraz, kiedy miała okazję bliżej przyjrzeć się Zoi, zobaczyć pełny obraz jej paniki.
Po tych słowach Brenna skierowała się przez las tą samą drogą, którą tu przyszli. Ku sieci Fiuu. Jeżeli Daniele miała zamiar szukać tłumacza, mogła od razu się teleportować, by potem szybciej do nich dołączyć.


RE: [11.04.72, Las] Mam dla was pewną ciekawostkę… - Danielle Longbottom - 13.05.2023

No i mieli problem. Zoja ponownie stała się posągiem, ta krótka chwilą w której udało jej się ją ożywić  nie pomogła im w żaden sposób, a list jaki jej wypadł w trakcie panicznej ucieczki był stary, przez co być może nieaktualny, w dodatku napisany cyrylicą. Przez moment zastanowiła się, starając się przypomnieć, czy jakakolwiek znana jej osoba posługuje się językiem, w którym pisano cyrylicą. Niestety, bezskutecznie.
- Pójdę do biblioteki. Postaram się rozszyfrować ten list, choćby miało to oznaczać siedzenie ze słownikiem i tłumaczenie każdej litery po kolei - oznajmiła. Było to dosyć typowe dla Longbottomów zacięcie i upór. Czarodzieje pochodzący z tej rodziny nie potrafili odpuszczać gdy komuś działa się krzywda (a grono ciekawskich czarodziejów, dla których nacinanie krwawiącego posągu to nielada rozrywka, jest krzywdą tej biernej dziewczyny), i zarówno Brenna jak i Dani były idealnym tego przykładem.
Najpierw zamierzała udać się do biblioteki,  gdzie być może była dostałaby namiary na kogoś, posługującego się cyrylicą. Jeżeli nie, spróbowałaby samodzielnie usiąść ze słownikiem. Gdyby to okazało się zbyt skomplikowane lub czasochłonne, była gotową zapłacić za tłumacza - z rachunkiem wystawionym na swoje kuzynostwo, rzecz jasna. Opcji było wiele.
- Widzimy się później. Dołączę do was, gdy tylko przetłumaczę tą wiadomość - odezwała się do dwójki. Nim aportowała się z cichym trzaskiem, machnęła różdżką jeszcze raz,  z zamiarem wyleczenia zranionych kłykci kuzynki. Dodatkowo wykonała kopię listu, oryginał zostawiając w rękach Delliana i Brenny.


Kształtowanie: Na zregenerowanie otarć kłykci Brennki, po raz kolejny
[roll=Z]
[roll=Z]
[roll=Z]

Postać opuszcza sesję