![]() |
|
[08/1962] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [08/1962] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna (/showthread.php?tid=1294) Strony:
1
2
|
RE: [08/1962] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna - Erik Longbottom - 18.04.2023 Podniósł z przestrachem wzrok na siostrę. Ta rzadko kiedy zachowywała się poważnie, nawet w sytuacjach kryzysowych. Teraz jednak widział na jej twarzy konsternację; trybiki w jej głowie zdawały się działać na podwójnych obrotach, starając się przetworzyć ten niebywale niefortunny splot wypadków. W końcu, kto mógł przewidzieć, że coś rozwalą podczas zwykłego treningu? Robili to dziesiątki razy! Hmm... A może jak byli młodsi, to rodzice po prostu lepiej chowali antyki? — No przecież siedzę! — żachnął się, machając rękami w powietrzu, ale posłuchał się zaleceń Brenny. Skrzywił się na dźwięk zderzenia kolejnego miecza z parkietem. Grymas na twarzy stał się jeszcze głębszy, gdy zaczęła go nawiedzać wizja krzywd, jakich mógł doznać z ręki matki. — Fakt, nie uzna tego za dobre zakończenie lata. Pewnie wróci zadowolona z wypadu, a tutaj bum! Salon rozwalony, a ozdoby w kawałkach, zaczął dramatyzować. Kary mogłyby być różne. Od całkowite zakazu pojedynkowania się na terenie posiadłości włącznie z przylegającymi do niej terenami zielonymi, odcięcie od rodowego skarbca na nieokreślony czas, a nawet coś gorszego. Jak samodzielna organizacja balu! Erik wzdrygnął się na samą myśl. Przecież sam by sobie z tym nie poradził, a należało pamiętać, że przed Yule było parę okazji na wydanie niemałego przyjęcia! — Ty też się nie wywiniesz — oświadczył z beznadzieją w głosie. — Ucieczka do Hogwartu niczego nie załatwi w twoim przypadku. Parę listów i miałabyś załatwione nauczanie domowe do czasu... spłacenia tej wazy. Trzeba to ukryć. Dla większego dobra. — Nie ulegało wątpliwości, że w jakiś sposób będą musieli zapłacić za swoją nieuwagę. Lub niezdarność Erika. Zależy jak na to patrzeć. — Może jakoś odwrócimy ich uwagę? Podniósł się w końcu ziemi i otrzepał ubranie z niewidzialnego kurzu. Rozejrzał się po salonie, jak gdyby był teraz na miejscu przestępstwa, a nie we własnym salonie. Podczas śledztw zazwyczaj zajmowali się wykrywaniem śladów, a nie ich ukrywaniem. Teraz musieli po prostu odwrócić ten proces, żeby wszystko wyglądało, jakby nic tutaj nie zaszło. Musieli też zachowywać się w miarę naturalnie. Och, dobrze, że nie zaprosili żadnych znajomych czy sąsiadów. Im mniej osób wiedziało o tej wpadce tym lepiej. — Rodzice wracają dopiero wieczorem. — Spojrzał na zegar, zastanawiając się, ile czasu im zostało. Dobrze, że mieli na podorędziu magię. Parę machnięć różdżką i salon powinien wrócić do dawnego stanu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Po całym dniu spotkań z krewnymi matka nie powinna od razu rzucić się ku wazie. Dziadek czy ojciec tym bardziej. — Uprzątniemy pokój, poprosimy Malwę, żeby przygotowała kolację. Podamy wino i nie rozpalimy świeczek w salonie. Ograniczymy widoczność. — Zaczął chodzić w te i we wte, raz krzyżując ręce na piersi, aby zaraz je oderwać od ciała i zmierzwić sobie włosy. — Może ich zagadamy? Może inne rodziny niekoniecznie przepadały za ich poglądami, ale wśród Longbottomów z innych linii rodu nie byli żadną wyklętą gałęzią. Poza tym lubili się ze sporą częścią kuzynostwa. Jak zaczną zasypywać rodziców pytaniami przy posiłku o to, co słychać u cioteczki i wujaszka i czy ich syn otworzył już swój zakład rzemieślniczy pod Londynem, to na pewno odwrócą uwagę od swoich psot... Prawda? RE: [08/1962] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna - Brenna Longbottom - 18.04.2023 - Czekaj – wymamrotała Brenna, trochę blada na myśl o nauczaniu domowym na ostatnim roku w Hogwarcie. Miałaby nie spędzić tego roku z kolegami i koleżankami?! Zrezygnować z wypraw do Zakazanego Lasu?! I z wyprawy korytarzem za posągiem na siódmym piętrze, który koniecznie chciała zbadać?! Nie, niedoczekanie!!! Skupiła się bardzo, ponownie celując różdżką w wazę. Umiała przerobić szczura na puchar, potrafiła na stałe zmodyfikować czyjąś twarz, do cholery, może przerobić trochę odłamków wazy w wazę! Wyszeptała inkantację, jedną, drugą… i wazon wyglądał tak, jak dotąd. Tylko Brenna nie była pewna, na jak długo tak zostanie. Uniosła go i obejrzała, bardzo starannie, ze wszystkich stron. Wyglądał dobrze, ciężko było zauważyć, że coś z nim nie tak… ale jeżeli repro miałoby przestać w pewnym momencie trzymać… - Wiesz co? Proponuję, żebyś uprzątnął ten salon, a ja w tym czasie to chyba zrobię jej zdjęcie i od razu popędzę do antykwariatu na Pokątną – zdecydowała Brenna. Na całe szczęście, pieniędzy, które dostała na urodziny, nie zdążyła jeszcze w większości wydać: kupiła tylko parę książek i prezent dla jednej z koleżanki… - Módl się, żeby mieli coś podobnego. Albo ładniejszego. To jeżeli moje zaklęcie przestanie trzymać, jak już dostanie od nas świetny prezent, nie będzie tak bardzo wściekła o tę… - wyraziła nadzieję, chociaż wyraz twarzy dziewczyny był pełen beznadziei. Tak, oboje byli dorośli. Tak, Brenna nie bała się ojca, dziadka, babki Potter ani żadnego z wujków Longbottomów i licznych ciotek Potter, nieustannie narzekających, że mogłaby bardziej o siebie zadbać. Za to w głębi serca chyba bała się trochę matki. I tak oto wspaniały pojedynek skończył się pospiesznym sprzątaniem, biegami po Pokątnej i Horyzontalnej oraz bardzo dużym wydatkiem. A Brenna solennie postanowiła, że następnym razem będą z Erikiem pojedynkowali się w sadzie. Koniec sesji
|