Secrets of London
11.1971 Pierwsze ataki śmierciożerców | Murdock & Bellatrix - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: 11.1971 Pierwsze ataki śmierciożerców | Murdock & Bellatrix (/showthread.php?tid=1380)

Strony: 1 2


RE: 11.1971 Pierwsze ataki śmierciożerców | Murdock & Bellatrix - Bellatrix Black - 06.06.2023

Nie ma się, co oszukiwać, dla Murdocka i Trixie starcie z tymi czarodziejami nie było praktycznie żadnym wyzwaniem. Może się trochę szarpali - przynajmniej na początku, jednak nie mieli z nimi żadnych szans. Zaskoczyli ich - mieli przewagę, do tego zdecydowanie posiadali doświadczenie w jaki sposób sobie radzić z takimi nieposłusznymi i głupimi ludźmi, którzy zupełnie niepotrzebnie wspierali mugolaków. Bellatrix uważała, że należy im się nauczka, jedna, a porządna. Frank zapamięta to do końca życia - jeśli tylko jeszcze raz zdecyduje się im pomóc to skończy tak jak cała jego rodzina, o ile wcześniej sam nie będzie zamierzał targnąć się na swoje życie, bo właściwie po co miał żyć skoro mieli zamiar zabić całą jego rodzinę? Ta myśl niesamowicie bawiła Trixie - sam się ukaże za to, że postąpił źle. To było budujące.

Współpraca z Murdockiem okazała się być wyjątkowo korzystna i przyjemna. Miała wrażenie, że idealnie współgrają. Potrzebowała takiego silnego towarzysza, gdyby coś poszło nie tak, no i przy nim mogła się trochę pobawić ofiarami bez stresu, że któraś mogłaby się wyrwać i coś jej zrobić. Trixie miała zaufanie do mężczyzny, czuła, że nie da jej zrobić krzywdy, a to w przypadku podobnych sytuacji było naprawdę bardzo ważne, bo nie każdemu ufała na tyle.

Przyglądała się swojemu towarzyszowi, kiedy skorzystał z okazji zachęcony jej propozycją. Lubiła patrzyć na to, jak inni bawią się tym równie dobrze, co ona. Sprawiało jej przyjemność spoglądanie na to, jak krzywdzą tych niegodziwców. Przecież należało im się to, gdyby postępowali słusznie nic takiego by się im nie przytrafiło. Musieli ponieść konsekwencje swoich czynów. Była zbrodnia, musiała przyjść i kara. Tak działała natura.

- Uch, troszkę nabrudziłeś, Frank będzie miał pełne ręce roboty, kiedy przyjdzie do sprzątania. - Powiedziała beztroskim tonem, gdy Murdock zgniótł głowę kobiety niczym arbuza. Zupełnie jej ten widok nie poruszył. Zapach krwi zaczął wypełniać pomieszczenie, przymknęła na moment oczy i wzięła głęboki wdech, poczuła spełnienie. Naprawdę wydawało jej się, że wypełnia swoją życiową misję.

- Nie krępuj się, przytul je wszystkie. - Powiedziała jeszcze do Greybacka, niech ma coś z tych ataków, ona tego nie potrzebowała, mu zdecydowanie przyda się to bardziej.

Usłyszała jego kolejne słowa. Cóż, musieli kończyć zabawę - szkoda, bo chętnie zostałaby tu dłużej z rodzinków Sproutów. - Strasznie mi przykro, że musimy już kończyć tę posiadówkę, nie zdążyłam się jeszcze do końca zabawić. - Rzuciła w eter. Zaczęła podążąć w stronę mężczyzny, który wył z bólu na podłodze. - A ten tutaj zaczął śpiewać tak ładnie, no cóż. - Machnęła różdżką, aby wyczarować zaklęcie, które zakończy zabawę. Chciała, żeby było efektowne - wyczarowała więc siłę, która po prostu oderwie jego głowę od reszty ciała. Uśmiechnęła się do siebie, dumna z tego, co udało jej się zrobić. Również trochę nabrudziła, jednak zupełnie się tym nie przejmowała.

Została jeszcze staruszka, którą wcześniej pozbawili przytomności, nieco zaśmuciło to Trixie, bo przez to nie mogła napawać się jej cierpieniem, żeby nie przedłużać machnęła szybko różdżką, wyczarowała dużą siłę ciśnienia, która uderzyła kobietę w głowę - nie miała szans, żeby przeżyć ten atak.

- Możemy iść. - Powiedziała jeszcze do Murdocka. Nim opuścili pomieszczenie odwróciła się jeszcze na pięcie, aby spojrzec na Franka, który na jej oczach się złamał. Nie widziała jeszcze chyba nigdy kogoś, kogo wypałniałby taki ból, było to dziwnie satysfakcjonujące. - Dziękujemy ci Frank za zaproszenie, zabawa była naprawdę przednia. Chętnie pojawimy się jeszcze raz, jeśli nadaży się taka okazja. Miłego wieczoru! - Zostawili go spętanego w pokoju, w którym znajdowały się ciała jego najbliższych.

Trixie zeskakiwała entuzjastycznie po schodach, widać było, że ma wyśmienity humor. Zmierzali do wyjścia, aby się stąd deportować. - Fajnie było. - Powiedziała jeszcze do Murdocka nim go opuściła.


Koniec sesji