![]() |
|
[ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora (/showthread.php?tid=1381) |
RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 10.05.2023 Nie było to zdecydowanie powodowane próbą zachęcenia go do tego przyjęcia, po prostu stwierdzeniem faktów. Sam doskonale wiedział, że ma nienaganną sylwetkę, tylko nie miał świadomości, jak eleganckie koszule to podkreślają. Nie tylko kuzynki Pandory to zauważą i naprawdę, chyba żadna z obecnych na tej sali kobiet nie pomyśli o pingwinie. Mieli podobne odczucia, bo w przeciwieństwie do swojej rodziny, Pandora niezbyt często wykorzystywała pracowników posiadłości, nie licząc drobnych przysług, za które potem się starała odwdzięczyć. Wiedziała, że dziadek im dobrze płacił oraz każdy ich dobrze traktował, ale jak niedorzeczne było pozwalanie, aby ktoś sprzątał Twój pokój lub pomagał Ci się ubrać? Im dłużej nad tym myślała, tym bardziej perspektywa tej jednej godziny wydawała się jej mniej nieznośna, bo chociaż z nim będzie mogła się zachowywać normalnie, o ile nie będzie diabła w zasięgu oczu i uszu. Uśmiechnęła się pod nosem bardzo delikatnie, pozwalając sobie na krótkie przymknięcie powiek. Nie lubiła marnować życia na nerwy i złość, ale po przekroczeniu pewnej linii i ona czasem wybuchała tak, że nie było sensu nawet próbować jej przerywać, dopóki nie skończyła. Potem zwykle miała wyrzuty sumienia oraz było jej przykro, że była dla kogoś niemiła. - Mam nadzieję, że dotyczy to tylko przy lutym Ciebie, chociaż w czerwcu też chciałeś mnie utopić... Mniej poważnie, niż wcześniej? - zmrużyła oczy, przyglądając mu się badawczo, jakby próbowała znaleźć odpowiedź w jego błękitnych tęczówkach. Bo i tak będzie się z nią droczył i powie jej zupełnie coś innego, zawsze tak robił. Miał przy tym olbrzymi talent do wywoływania u niej uśmiechu. - Podobno do trzech razy sztuka i kończy się szczęście. - dodała po chwili z westchnięciem, jakby przyjęła na barki ciężar swojego losu, gdzie z metra siedemdziesięciu być może zmniejszy się o kilkanaście centymetrów. Ściągnęła brwi, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia nad jego słowami. Wcale by się nie zdziwiła, gdyby wykorzystał zazdrość i zakręcił się koło rudowłosej, bo była naprawdę śliczna, ale co na to jego kumpel? Chociaż myśl ta wydała się jej wyjątkowo nieprzyjemna, zwilżyła jedynie wargi i uśmiechnęła się niepozornie, bo kim ona była, żeby się go o coś czepiać? Nawet nie zdała sobie sprawy, że gdy kazał jej zgadywać, jej palce mocniej zacisnęły się na jego dłoniach, jakby jej ciało miało w planach zupełnie inaczej zareagować, niż dyktował jej umysł. - Najważniejsze, że się udało. - rzuciła w końcu, zaraz jednak śmiejąc się pod nosem na jego smutek, bo chociaż kompan mógł mieć dla nich mniej czasu, to czy jego szczęście po dziesięciu latach biegania za sobą nie było ważniejsze? - Daj im trochę czasu, wróci do was, jak się sobą nacieszą. Każdego z was czeka taki etap, zwłaszcza gdybyście uganiali się za dziewczyną tyle lat i nie zrobili z nią żadnego postępu. Chociaż ja nadal nie rozumiem, dlaczego tak długo! Żyło się przecież tylko raz, odkładanie czegoś przez strach było najgorszym, co ludzie mogli sobie robić. Najwięcej traciło się z obawy przed porażką. - Cóż, musisz mi zaufać po prostu. - puściła mu tylko figlarnie oczko, bo co innego mogła zrobić? Nie zdradzi mu całego swojego planu od razu, bo nie byłoby żadnego efektu niespodzianki, a lubiła obserwować zmieniające się na jego twarzy i w oczach emocje, kiedy pozwalał im przejąć nad sobą kontrolę. Przytaknęła na pytanie o obiad. Oczywiście, mogliby zjeść tutaj z tych nieszczęsnych półmisków z kryształu i z milionem głosów dookoła, ale Pandora pomimo tego, że był to jej dom, wcale się tutaj tak nie czuła. Wolała spędzić z nim sama trochę czasu niż czuć ciężar tej całej niedorzeczności, która się działa pod tym dachem. - Można. Wyjście drzwiami sprawi, że każdy nas będzie zatrzymywał i pytał, zaczepiał, porywał.. - zaczęła zgodnie z prawdą, wzruszając delikatnie ramionami. Ściągnęła przez chwile wargi, wbijając wzrok w podłogę, bo może i faktycznie była trochę stara na drabinki, ale taki miała nawyk. Nie mogła przecież tkwić w pokoju, gdy chciała wyjść, a wychodzić zazwyczaj miała ochotę po zmroku. - Tak jest łatwiej, jak nie mają pojęcia, że mnie nie ma. Przyzwyczaili się chyba. Wiesz od wielu lat mam problemy ze snem i w nocy jest znacznie więcej rzeczy do zrobienia. Moi rodzice jednak twierdzili, że to nie jest pora dla dziewczyny, więc.. Jest drabinka. Ot, cała tajemnica mojego brzydkiego nawyku uciekania z domu. Opowiedziała mu po chwili, przyglądając się sznurkowej konstrukcji. Oszczędzało to wiele niewygodnych pytań i czasu. Z Pandorą było tak, że gdy jej czegoś zabraniano, chciała tego bardziej i potrafiła dostać prawdziwego szału, im dłużej mówiono jej o zasadach do ucha. Nie umiała zbyt dobrze wspinać się po drzewach, nie była tak silna i wysportowana, jak on, ale szybkie wchodzenie i schodzenie po drabince miała opanowane do perfekcji. - Wynagrodzę Ci te niedogodności, mam nadzieję. Sporo myślałam o tym, co możemy zrobić i mam nadzieję, że się nie pomyliłam. Stwierdziła z ciężkim westchnięciem, zdając sobie sprawę, że dla niego to wszystko było wyzwaniem większym, niż wytropienie wilka wśród śniegu. W umyśle zakwitła jej myśl, że będzie się źle bawił i sprawiła, że na ułamek sekundy, jej dłonie zacisnęły się delikatnie, bo przecież nie mogła na to pozwolić. Kerem jak zwykle się spisał. Koń był najwygodniejszym środkiem transportu i jakoś pomyślała, że mogłoby mu się to spodobać, gdyby dał temu szanse. Zwierzę też go obserwowało z zaciekawieniem, ale nie przejawiało żadnego agresywnego zachowania, jedynie trąciło go nosem w ramię, machając przy okazji równie czarnym ogonem. Musiał być przyzwyczajony do człowieka, bo gdy Pandora poświęciła mu chwilę, a potem nagle przestała, trącił ją pyskiem o więcej. Nie wybrała też przypadkowego konia. Na jego słowa i pomysł o spacerku, pokręciła głową przecząco i z uporem w oczach, wbiła w niego najsłodsze spojrzenie, jakie umiała. - No spróbuj, proszę? - nawet niewinnie zatrzepotała rzęsami, wciąż trzymając lejce w palcach i jedną dłonią gładząc szyję zniecierpliwionego już do jazdy stworzenia. Na szczęście nie było go tak trudno przekonać, jak sądziła i gdy znaleźli się na grzbiecie, uśmiechnęła się pod nosem, widocznie szczęśliwa i zadowolona z siebie. - Spodoba Ci się, daj temu szansę. Jak spróbujemy galopu, to dopiero poczujesz wolność. Prawie, jak na tym drzewie. - powiedziała łagodnie i znów całkiem pewnym głosem, ruszając jednak ostrożnie, płynnym ruchem sprawiając, że czarny ogier leniwie ruszył. Trzeba jednak przyznać, że miał siłę w rękach, a Pandora pomyślała, że gdyby się trochę wysilił, mógłby bez przeszkód chyba złamać ją w pół. Miała dość drobną talię, która w dziwny sposób wyjątkowo pasowała do jego dłoni, nawet jeśli na chwilę się zapowietrzyła od nacisku. Pokręciła tylko głową, że nic się przecież nie stało, wbijając spojrzenie przed siebie i odrobinkę przyśpieszając, tak, że kopyta przyjemnie uderzały o kamienie, rytmicznie i hipnotyzując. - Bo powiedziałam Ci, żebyś przyjechał, jak będziesz chciał, a nie dlatego, że mi obiecałeś. Martwiłam się trochę, że nie będziesz chciał, bo przecież swój czas to najcenniejsze, co możesz podarować drugiemu człowiekowi. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, odchylając nieco głowę do tyłu i spoglądając na wyjątkowo pokryte białymi chmurami niebo. Z nim nigdy nie było wiadomo. Przywarła wygodnie do jego torsu plecami, uważając na wisiorek z miśkiem, gdy ułożyła dłonie mężczyzny na skórzanych paskach, dając mu kontrolę nad jazdą, chociaż wciąż będąc w pogotowiu na ewentualną reakcję. - Daj mu szanse, nawet nie spróbowaliście. Doskonale wam idzie. - powiedziała z rozbawieniem, zerkając na niego z dołu, powstrzymując śmiech na to bronienie się przed biednym koniem. - Długo mi zajęło zrozumienie go, ale teraz jest naprawdę ułożony i grzeczny. Poza tym on zawsze wyczuwa dobrych ludzi, nie musisz się martwić. A jeszcze jakbyś dał mu marchewkę, zostalibyście najlepszymi przyjaciółmi. Ewentualnie cukier, jest strasznie łakomy. Znów się trochę rozgadała, ale ostatnio sugerował, żeby mówiła tak, jak zwykle i nie słuchała jego wcześniejszej prośby, aby odzywać się mniej. Zresztą zwyczajnie lubiła do niego mówić, nawet jeśli potem chciał ją zrzucać z klifu. - Naprawdę było tak źle?- zapytała tylko po zeskoczeniu z grzbietu zwierzęcia, a potem zabierając się za zapewnienie mu komfortu podczas ich nieobecności. - Cóż, Ty tu jesteś gościem, jak nie chcesz konno, to najwyżej wrócimy spacerem. Dodała tylko bezradnie, głaszcząc konia po łbie, co ten przyjął z zadowoleniem, wydając z siebie prychnięcie. A potem wskazała ruchem głowy na bramę, wyjmując jeszcze swój śrubokręt z torby przy siodle. - Są tu mugole, jak i czarodzieje. - wyjaśniła, gdy przeszli przez bramę do miasteczka. Droga była tu również brukowana, a domy kamienne. Pełno było drewnianych straganów, stolików przed małymi lokalami i rozciągniętych nad trasą materiałowych daszków, wbitych w ziemie na drewnianych palach. Ludzi było sporo, część cudzoziemców, którzy mówili w różnych językach, ale Pandora dostrzegała też znajome twarze, które witała dobrym słowem lub uśmiechem, czasem jakimś komplementem. Po kilku metrach dotarli na okrągły rynek, gdzie była mała fontanna i kilka kwiatów. - Chodź, spróbujesz! - pociągnęła go za rękę do straganu jakieś babci, która przywitała się z nimi po turecku, wskazując dłonią na swoje owoce. Pandora posłała jej buziaka, na co staruszka roześmiała się i wskazała kolejną skrzynkę. Złapała za dojrzałe, ciemnoczerwone wiśnie, aby zaraz oderwać jedną z dwóch kulek i z uśmiechem wsuwając mu ją w usta, a potem drugą sobie. - Smakują Ci? Tutaj są najlepsze, jej rodzina ma je w sadzie. I mają też truskawki, ale po granat pójdziemy dalej. - wyjaśniła mu, odwracając się, aby sięgnąć po wspomniane wcześniej owoce i zrobić to samo. Z niewinnym uśmiechem wbiła w niego spojrzenie, widocznie ciekawa, które bardziej mu odpowiadały. Zdjęła też plecak, wyjmując kilka monet i zrobiła u Pani małe zakupy, a ta dała jej niewielki koszyk z owocami, a także założyła jedną z wiśni za ucho. - Nie dość, że jadalne, to i biżuteria. - wzruszyła ramionami, stukając palcem w swój wiśniowy kolczyk, który kołysał się obok tych prawdziwych. Miała uszy przebite w więcej, niż jednym miejscu, co było widać, dopiero gdy miała wysoko zebrane włosy. - Chcesz teraz granatu i arbuza, czy zostawimy to na później? - zapytała, wskazując palcem na skrzynki z owocami, które miała na myśli. Po zrobionych zakupach poprowadziła go w jedną z bocznych alejek, odrywając winogrona z gałązki i wsuwając sobie do ust, a następnie wyciągnęła kolejną, zieloną kulkę w jego stronę. - Są przepyszne. - stwierdziła z zadowoleniem, a potem ruchem głowy wskazała na kołyszący się przed nimi, metalowy szyld. - Pomyślałam, że to Ci się spodoba. Miała oczywiście na myśli kuźnię, do której go prowadziła. Z pewnością były tu inne przedmioty i być może inne metody tworzenia ich, a Pandora uznała, że mógłby się z wizyty w tym miejscu cieszyć i może nawet uśmiechnąć. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 11.05.2023 - Powiedzmy, że mniej - odparł kiedy próbowała wyczytać z niego odpowiedź. No to jeszcze raz Ci się upiecze, a potem ciach. Po główce To była bardzo ciekawa opcja ale raczej by z niej nie skorzystał w dniu dzisiejszym jako, że już zdążył się do niej przyzwyczaić, polubić czy nawet wytrzymać bez chęci uduszenia jej. Czy zakręciłby się obok Njála aby zmusić swojego przyjaciela do pewnych daleko posuniętych kroków? Nie, ponieważ ten był jego bliską osobą i mimo denerwowania go na różne sposoby (dokładnie tak jak Pandora zresztą), nie potrafiłby mu tego zrobić. Całkowicie inną kwestią było zaangażowanie innych mężczyzn z okolicy ich wioski aby to oni wykonali "brudną" robotę. Hjalmar wraz ze swoim, a raczej Prewettównowym, genialnym pomysłem, zajął się "koordynowaniem" całych zaręczyn. Przekonał Ivara, bo tak się nazywał tamten głupiec, że to już czas aby coś zrobił jako, że inni zaczęli się rudowłosą dziewczyną interesować. Pomógł mu się rozprawić z adoratorami jego "ukochanej", a na koniec załatwił mu przepiękny pierścionek zaręczynowy, który zresztą sam wykuł. Czy mógł zrobić coś więcej aby wyjść na dobrego i oddanego przyjaciela? Pokiwał tylko głową na słowa Pandory. Miała trochę racji. Koniec końców, Njáli należała się jakaś nagroda za tyle lat wyrzeczeń - A po co się tyle lat uganiać? Stawiasz sprawę prosto albo porywasz taką dziewczynę i tyle - wzruszył ramionami. Po co się tyle lat skradać skoro działają stare sprawdzone metody? - Niech stracę - zaśmiał się kiedy puściła mu oczko. Nie miał wyboru - oddał się w ręce Pandory, licząc, że dożyje kolejnego dnia. Niech tylko będzie dla niego łagodna... Pokiwał głową, chociaż nie do końca rozumiał ten sposób myślenia. Hjalmar mógł sobie wyjść w środku nocy aby powrócić po trzech dniach i nikt nie miałby do niego żadnych problemów. Sam Nordgersim nie widział też większego problemu aby ktoś ich zaczepił i porozmawiał czy nawet porwał na chwilę. No ale skoro Pandora twierdziła, że tak będzie lepiej - tak być musiało. To ona tu teraz rządziła. - Daj spokój. Zgrywam się. Na pewno będziemy się dobrze bawić - zapewnił ją. Powinna była się domyśleć, że będzie jej dogryzać. To, że aktualnie byli w Turcji nie znaczyło, że miałby zacząć się zachowywać inaczej, niż do tej pory. Nie po tym jak mało z nią nie oszalał. Pandora nie mogła robić tych swoich słodkich minek, trzepotać rzęsami, posyłać mu całusów czy czegokolwiek innego - to był cios poniżej pasa z którego korzystały jego młodsze siostry, a on nie potrafił się przed tym bronić. Kiedy więc tylko niewinnie zatrzepotała swoimi rzęsami, Hjalmar wydał z siebie pomruk i wsiadł na tego nieszczęsnego konia w całkowitej złości na samego siebie. Ta, spodoba, jeszcze czego Prędzej by uwierzył w to, że już nigdy jej nie będzie groził niż w to, że polubi jazdę konną. To nie miało prawa się udać. - Czy to ważne czemu przyjechałem? Według mnie nie ma już znaczenia czy przyjechałem bo chciałem czy bo obiecałem. Nie mówiłaś czegoś takiego aby cieszyć się chwilą czy coś w ten deseń? Zresztą co innego miałem robić? Siedzieć w kuźni? Też mi się należą jakieś wakacje, chociaż kilka dni w roku - zaśmiał się, a Pandora przywarła do jego torsu. Jakbym się teraz odchylił bo by spadła... Bił się z tą myślą przez dłuższą chwilę jako, że było to bardzo interesujące aby przez moment poczuła stres. Na całe szczęście pozostawił to dla siebie i tylko w sferze swoich myśli - Nie, nie. Nie będzie z tego związku dzieci - przyznał. Oczywiście chodziło mu o relację Hjalmar - koń. Powinna była się w ogóle cieszyć, że odważył się wejść na tego stwora, potwora - No to tak to zostawimy. Ty będziesz go rozumieć, a ja będę się trzymać z daleka. Nie czuję się na nim... Wiesz no... Za stabilnie? - przyznał. Jakoś nie do końca czuł tę pewność siebie kiedy na nim siedział. Miał wrażenie, że dopóki jego bezpieczeństwo jest w rękach kaprysu czterokopytnego zwierzęcia, nic nie jest pewne - To ja już sam wolę zjeść tę marchewkę niż się z nim dzielić - stwierdził. Po moim trupie mu dam marchewkę Nie był fanem warzyw ale jeżeli miał wybór dać temu diabłu pomarańczowy przysmak lub nie - to wolał mu po prostu nie dać. - Było... Dziwnie - przyznał krótko. Dużo bardziej ufał sile własnych nóg, niż kopytom tego konia. Jedyny moment, kiedy nie było źle to wtedy kiedy Pandora oparła się o jego tors - to dodała mu trochę otuchy i nadziei, że czarny zwierz nie będzie starał się go pozbyć - Tak chyba będzie lepiej albo zamknę oczy... Albo mnie upijesz - przedstawił jej alternatywne zakończenia, uśmiechając się szczerze na ostatnią opcję, na którą miał nawet ochotę. - Dla mnie to i sam Merlin może tu być - wzruszył ramionami jako, że to go w ogóle nie obchodziło. Sam zresztą nie korzystał też na co dzień z magii, a jego różdżka została w plecaku - I jest Pandora - dodał po chwili, rozglądając się po okolicy. Było tutaj całkiem przyjemnie. Hjalmar odebrał tę wioskę jako swego rodzaju zamknięte społeczeństwo - coś pokroju takiego z którego on sam się wywodził. To mu dużo bardziej odpowiadało niż ten cały przepych u Prewettów. No chyba nie mam wyboru... Został pociągnięty w kierunku jakiegoś straganu aby zostać nakarmionymi owocami. Czy mógł się czuć niczym jakiś cesarz, który jest karmiony winogronem podczas swojego odpoczynku? - No kurczak to nie jest ale może być - przyznał, przeżuwając. Skoro ta rodzina miała sad to czemu nie poszli na tak zwaną 'jumę'? Mieli przecież wspólne doświadczenie we wspinaczce po drzewach - mogli pod osłoną nocy dokonać zbrodniczego czynu i zjeść po garści tych owoców. W końcu kradzione nie tuczy... Czy jakoś tak. - Ja bym zrobił lepsze - przyznał z dumą w głosie i mimowolnie wypiął swoją pierś do przodu. Jeżeli rozchodziło się o biżuterię czy kowalstwo to nie było żartów - to była najpoważniejsza rzecz na świecie. Hjalmar miał bardzo wysokie przeświadczenie o swoich umiejętnościach, które były praktykowane od lat w jego rodzinie - Zależy. Możemy później - odparł zgodnie z prawdą. Mieli przyjść na obiad, a zapełnienie żołądka jakimiś roślinami nie pozwalało zjeść później głównego dania. Otworzył posłusznie buzię kiedy podała mu winogrono. Był teraz niczym pisklę, które otwierało swoją paszczę za każdym razem kiedy widziało przed sobą jakiś posiłek - Całkiem - dodał, a potem przyjrzał się metalowemu szyldowi z którego nic nie rozumiał - nieznajomość tureckiego nie pomagała w identyfikacji tego co chciała mu przekazać. Jednak jej słowa oraz wygląd pomieszczenia jakie znalazło się przed nimi mówiło tylko jedno - to była kuźnia. Najprawdziwsza kuźnia w Turcji - Mhmm... - wydał z siebie, kiwając głową, a jego oczy zyskały trochę dziecinnego błysku. Wyrwał się do przodu, ignorując jakiekolwiek słowa kierowane w jego stronę i zaczął oglądać warsztat w którym się aktualnie znajdował. Przyglądał się narzędziom, projektom czy nawet piecowy - w wielkim skrócie wszystkiemu co było związane z tym fachem. No i to są prawdziwe wakacje. a nie jakieś herbatki... RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 11.05.2023 Westchnęła bezradnie, rozkładając nieco ręce — nie miała w końcu wpływu na to, czy ktoś jej zetnie głowę za dwa dni, zrzuci z klifu za tydzień, czy potraktuje ją zieloną wiązką uśmiercającą z zaklęć niewybaczalnych. Teoretycznie nie podejrzewała, że byłby w stanie celowo skrzywdzić kogokolwiek bliskiego, ale z drugiej strony, rudowłosa dziewczyna była przecież śliczna, a wyobraźnię Pandora miała dość bujną i może lepiej, że nie pozwoliła się jej rozpędzić. Gdyby jednak znała całą historię, byłaby pod wrażeniem jego zaangażowania w szczęście przyjaciela i oddania sprawie, pomimo tego, że wcześniej chciał mu chyba dać w pysk. Nie była pewna, bo mężczyźni już tak mieli, zwłaszcza takie Niedźwiadki z Islandii. Ściągnęła brwi lekko zaskoczona, przesuwając po jego twarzy ciemnymi oczyma, jakby nie dowierzała w to, co słyszy. - Porywasz? - powtórzyła, tylko aby upewnić się, że dobrze usłyszała, a gdy wyszło, że faktycznie tak robiono, zaśmiała się pod nosem z niedowierzaniem. To brzmiało, jak historia z jakieś książki lub sprzed setek lat, gdzie być może faktycznie porywano jakieś księżniczki. - Porwałeś kiedyś dziewczynę? Też nie wiem, po co się uganiać i marnować czas. Ludzie sami sobie wszystko komplikowali. Gdy więc wyjątkowo grzecznie oddał swój los w jej ręce, pokręciła szybko głową, wprawiając luźne kosmyki włosów w gwałtowny ruch. - Nic nie stracisz, a jak stracisz, to potem coś wymyślę, żeby nie było aż tak źle. Wybrnęła dyplomatycznie, wciąż jednak mając ślad niebezpiecznego błysku w oczach, bo prawda była taka, że po niej najbezpieczniej było spodziewać się niespodziewanego. W sumie nigdy nie zastanawiała się nad tym, jaka była w jego towarzystwie i czy cokolwiek w jej zachowaniu się zmieniało, ale chyba nigdy nie była jeszcze "nie" łagodna. Na północy mieli więcej wolności niż na południu. Do tego Pandora była dziewczyną, chociaż czasem o tym zapominała i niestety, miała talent do przyciągania kłopotów lub niewłaściwych ludzi przez swoją sympatię do wszystkich przedstawicieli tego gatunku. Była też jedyną córką swoich rodziców i niestety, ale zupełnie nie pasowała do schematu, który jej matka oraz być może ojciec mieli w głowie. Jeśli będzie miał ochotę, to jutro będą mogli kręcić się po całym domu, ale dziś brunetka miała inne plany. Na jego słowa uśmiechnęła się szeroko, jakby z odrobiną ulgi i pozwoliła sobie na dłuższą chwilę wpatrywać się w niebieskie oczy Nordgersima, których kolor bardzo lubiła. Nie wspomniał jej, że ma trzy siostry i nie podejrzewała, że byłaby w stanie odrobiną słodyczy ugrać wszystko, bo wtedy zdecydowanie korzystałaby z tego częściej. A tak łudziła się po prostu, że zrobi się mu jej szkoda i odpuści tę swoją upartość. Przez chwilę nawet miała wyrzuty sumienia, gdy wsiadł na grzbiet zwierzęcia z taką miną, ale ostatecznie westchnęła tylko, przesuwając palcami po jego szyi i zajmując miejsce przed nim. Prewettówna zwykle robiła dla innych wszystko, nie oczekując i właściwie nie chcąc niczego w zamian. Nie pozwalała się odwdzięczać, nie pozwalała na zabieranie jej niewinności, bo w swoim mniemaniu była twarda i samodzielna. Dlatego może fakt, że przyjechał ,tyle dla niej znaczył i ciężko było jej znaleźć w tym logiczny powód, ale wakacje brzmiały sensownie. Turcja była do tego idealna. - Faktycznie, wspomniałam.. I nie mów, że nie wolałabyś siedzieć w tej kuźni, niż na tym koniu. Niemniej jednak.. - przerwała na chwilę, łapiąc się krańca siodła i odchyliła się do tyłu i na bok, wciąż stabilnie tkwiąc na swoim miejscu, też przez to, że ją obejmował i musnęła ustami jego policzek. - I tak dziękuje. - dodała, jeszcze zanim się wygodnie oparła i odrobinę pośpieszyła zwierzę, chociaż nie było to praktycznie odczuwalne. Nie dawał za bardzo temu szansy, a przecież jazda konna była tak przyjemna, jak wspinaczka. - Przecież świetnie sobie radzisz, ale nie będę naciskać, jeśli nie chcesz. Najważniejsze, że spróbowałeś. -zaśmiała się, kręcąc głową, przesuwając wzrok na wodze, które trzymali. Miękka skóra była przyjemna chłodna. Koń był na tyle ułożony, a ona miała na tyle wprawę w kontrolowaniu go, że nie powinien się martwić. Zupełnie wtedy jak ona w tym nieszczęsnym lesie. - Ah, fan marchewki. I kto tu jest osiołkiem. - mruknęła pod nosem, przygryzając wargę, aby się nie roześmiać. Na ziemi odzyskał nieco koloru i chyba nawet dobrego humoru. Może nie było tego widać lub raczej on nie miał o tym pojęcia, ale cokolwiek by się teraz nie zadziało, to zawsze miałaby jego plecy i próbowałaby mu pomóc, na tyle, ile umiała. Nie była może wojownikiem lub czarownicą bojową, ale miała inne talenty. - Nie zamykaj oczu, za dużo Ci umknie! No i upicie Cię może miałam w planach, zanim o tym wspomniałeś. - zlustrowała go wzrokiem, trzymając dłońmi paski od plecaka, a potem wciągnęła go do miasteczka. Na dźwięk swojego imienia, uśmiechnęła się pod nosem, nie komentując jednak na głos niczego. Była zaskakująco prostą dziewczyną, jak na to, skąd się wywodziła i w jaki sposób ją wychowywano. Nie miał wyboru. Turcja miała doskonałe uprawy i owoce, koniecznie musiał tego spróbować, nawet będąc fanem mięsa, które później również miało pojawić się na talerzu. Odrobina słodyczy jednak nikomu nie zaszkodziła. - Które bardziej Ci smakowały? Truskawki, czy wiśnie? - zapytała z zainteresowaniem, wsuwając sobie do ust kolejną wiśnię i drugą czerwoną kulką zakołysała w powietrzu, pytając, czy chciał jeszcze jedną. Tak, tą, która była chwilę temu kolczykiem. Ona w ogóle nie zwracała uwagi na to, jak mogło wyglądać to, że go karmiła tymi owocami, wychodziło jej to po prostu naturalnie i nawet nie myślała, że to robi. Może i przeszła jej przez myśl kradzież owoców z drzew, ale dzisiejsza noc była i tak już za krótko, żeby wystarczyło czasu na wszystko. Nic jednak straconego. - Jestem przekonana, że jesteś typem człowieka, który wsadza serce i część siebie we wszystko, co robi. Ludzie z pasją tak mają, więc Twoje dzieła muszą być przepiękne. - nigdy nie wątpiła w niego i w jego umiejętności, wierząc praktycznie we wszystko, co mówił. Trochę już go też poznała, żeby mieć na tyle pewności, by mówić mu takie rzeczy wprost. Miał w sobie mnóstwo koloru, próbując to jednak ukryć pod tonem błękitu i szarości. - Mhm, będzie na wieczór. Granat i arbuzy, a także kilka innych przysmaków trafiło do wiklinowego koszyka, którego dostała od sprzedawczyni. Musiały znać się naprawdę długo. - Są jeszcze różowe, trochę inne w smaku, mniej słodkie chyba, a bardziej takie... Hmm, cierpkie. - oznajmiła mu, sugerując tym samym, że te drugie też miała na później. Zwilżyła usta, pozbywając się z nich słodyczy, gdy dotarli przed szyld starej kuźni. Przyglądała się jego twarzy z zaciekawieniem, a gdy dostrzegła te chłopięce iskierki i przebłysk uśmiechu, była zadowolona. Bo naprawdę się z tego ucieszył. - Chodź, zajrzymy do środka. Poznasz kogoś. - pociągnęła go za nadgarstek, wciągając do niewielkiego sklepiku. Wewnątrz było mnóstwo gablotek i stojaków z bronią, które tu wykuwano — głównie jakieś szable, miecze i chyba halabardy, ale Pandora miała nikłe pojęcie o takich rzeczach. W gablotkach była biżuteria, zdobione sztylety i nawet urocze puzderka. Dźwięk dzwonka sprawił, że do sklepiku wszedł starszy już mężczyzna, rozpoczynając dialog po turecku i rozkładając ręce z uśmiechem. - Też się cieszę, że Pana widzę, ale mówi Pan tak szybko, że nie rozumiem. - wyznała mu szczerze, gdy podszedł i ją przytulił na przywitanie. Był już nieco niższy od niej, jego dłonie nosiły wiele blizn i znamion od pracy przy piecu, tak przynajmniej sądziła. - Jest Savas? - zapytała z nadzieją w głosie, a dziadek znów coś pośpiesznie odpowiedział, klepiąc ją po ramieniu i głośno wołając. Chwilę później do pomieszczenia wpadł syn rzemieślnika, który wyszczerzył się na widok znajomej twarzy. - Przypomniałaś sobie o mnie? - zapytał płynnym angielskim, zaraz się śmiejąc i przywitał ją objęciem i buziakiem w polik, a potem wyciągnął rękę do Hjalmara- Savas, miło mi. - Mam Twój liścik i mam narzędzia, zajmę się więc zamkiem. - zaczęła w odpowiedzi, zsuwając z ramion plecak i rzucając go na ziemię, kucnęła. Spojrzała na niego z dołu, grzebiąc w poszukiwaniu swoich narzędzi, które zwykle tkwiły związane w atłasowym materiale, do którego przymocowane były rzemyki do ich zaczepiania. - Hjalmar też jest kowalem, jest naprawdę niesamowity w swoim fachu, więc pomyślałam, że może.. No wiesz.. - Porozmawiamy o kowalstwie i pokaże mu tutejsze metody? Przytaknęła z uśmiechem, wstając z narzędziami w ręku, które rozłożyła na ladzie sklepowej, idąc w stronę drzwi z jednym ze swoich śrubokrętów, aby zabrać się za odkręcanie zamka. - Więc wy możecie trochę zając się sobą, a ja potrzebuję kilka minut. - Będziesz mi winna za to wino. - rzucił ze śmiechem w jej stronę, na co Pandora machnęła tylko ręką, pochłonięta już tym nieszczęsnym zamkiem, a Savas objął blondyna ramieniem po bratersku i wyszczerzył się, prowadząc go na zewnątrz, gdzie były te narzędzia i piec, a potem zaczął mu opowiadać o szablach, zdobieniach, obróbce metalu i zadawać mu mnóstwo pytań o kunszt, który mieli na Islandii. Dyskretnie zerknęła zza szyby, uśmiechając się pod nosem. Jak dzieci. Wsunęła śrubokręt za ucho i wzięła odkręcony zamek, siadając za ladą i zabierając się za drobną naprawę. Pewnie znów złamali zębatkę, ludzie robili to notorycznie. Nucąc pod nosem, naprawiła mechanizm z wprawą i dość szybko, bo miała już prawie w tym konkretnym zamku i drzwiach, nie pierwszy raz go popsuli. Gdy wkręciła zamek na miejsce, rozejrzała się po sklepie, łapiąc w dłoń jedną z tutejszych szabli i przecinając nią powietrze ze świstem, uznała, że musi być dużo lżejsza od toporka, chociaż ten akurat model miał dużą rękojeść, którą ciężko było jej utrzymać. Gdy usłyszała dzwonek, który zasugerował jej, że wrócili, podniosła wzrok na błękitnookiego. - Masz ochotę na mały pojedynek przed obiadem? Jestem pewna, że Savas ma drewniane lub nienaostrzone. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 12.05.2023 Może porwał. Może nie. Pandora chciała za dużo wiedzieć. Nawet jeżeli to zrobił, czy to czyniło go gorszego od reszty? Czy właśnie nie trzeba było brać z życia tego co się właśnie chciało? A jeżeli ktoś właśnie chciał mieć dziewczynę i wszelkie inne metody zawodziły, cóż innego miał począć, niż takie porwanie? Zwłaszcza kiedy druga strona wyrażała na to formalną zgodę. Hjalmar był teraz jednak zbyt trzeźwy aby z łatwością przychodziło mu odpowiadanie na takie pytania. Teraz znowu był schowany za masą mięśni i grubej skóry - co po raz kolejny sprawiało, że ciężko było coś więcej z niego wydobyć. A już na pewno jeżeli rozchodziło się o pytania dotyczącego jego samego. - No jeżeli mam do wyboru siedzieć na tym... - zamyślił się na krótki moment - Koniu... To wolę jednak kuźnię - dodał z ciężkim westchnięciem. Zdawał sobie sprawę, że te czterokopytne zwierzęta to hobby Pandory - w końcu spotkał Marę, jej chyba ulubionego zwierza - Nie masz za co. Cała przyjemność po mojej stronie - zapewnił ją co do tego. Gdyby nie chciał to by nie przyjechał, a wymówkę mógłby znaleźć w mgnieniu oka. Trochę spędzonego czasu w nowej okolicy na pewno mu dobrze zrobi - był o tym niemal przekonany - No spróbowałem i wiem, że to nie dla mnie. Ja biorę wspinaczkę po drzewach, a Tobie zostawiam konie - odparł, proponując niejako pewną umowę, która według niego była jak najbardziej równa dla wszystkich stron - Ty - uśmiechnął się pod nosem. Jeżeli o innych rzeczach mogli dyskutować, dywagować, a nawet się kłócić, tak ta była jedną z nielicznych kwestii, których nie dało się podważyć. Mieli umowę - on był Miśkiem, a ona Osiołkiem. Uniósł brwi, posyłając jej zaciekawione spojrzenie Komuś tu się chyba spodobało picie Przetarł ręką buzie, a następnie przejechał kilka razy po swojej brodzie. Hjalmar był pewien, że musiałby zamknąć oczy jeśli Pandorze udałoby się go namówić do powrotu na koniu. Nie raz, ani nawet nie dwa korzystała ze swoich sztuczek aby przekonać go do swojej racji - tak jak to miało miejsce chociażby podczas tegorocznej Lithy. - Chyba te czerwone - wskazał na jeden owoc, który Prewettówna aktualnie trzymała w dłoni. Dłuższą chwilę wpatrywał się w obie jagody, aż zdał sobie sprawę, że prawdę mówiąc oba były czerwone. Złapał się tylko za głowę ze swojej głupoty - To kolczykowe lepsze. Truskawki są jakieś takie... Nie wiem... Dziwne... - przyznał, unosząc na moment swoje barki do górki. Posłusznie otworzył usta, robiąc mały zasysający dzióbek, który pochłonął owoc Mogłaby mnie tak karmić kurczakiem... W swoich rodzinnych stronach za pewne nigdy by tak nie szedł dając się karmić czereśniami. Ale teraz był z dala od domu i na wakacjach. - Coś bez przekonania mówisz... - stwierdził, zakładając sobie ręce pod pachy i robiąc poważną minę, która starała się zagłębić w duszę Pandory aby odczytać jej intencje. Bez większego trudu pokonałby lokalnych rzemieślników w kowalskim pojedynku. Zapewne mógłby nawet mieć jedną rękę schowaną, a i tak byłby zdolny do zwycięstwa. Na Islandii nie rosły winogrona. A już na pewno nie w naturalnym środowisku. Gdyby jednak przygotować jakąś specjalną szklarnię albo inne pomieszczenie, istniał cień szansy, że uprawa mogłaby się utrzymać - zwłaszcza jeśli rolnik skorzystałby z pomocy magii To ciekawe w sumie... Jakby smakowały takie owoce z zimnych regionów świata Czy byłyby bardzo kwaśne? Raczej tak. Hjalmar zastanawiał się przed dłuższy moment nad możliwym wynikiem takiej uprawy - o ile nie chciał tego testować, tak na pewno mógłby pomóc jakiemuś utalentowanemu plantatorowi w oraniu ziemi. - Jasne. Z chęcią - odparł wchodząc do środka. Nie potrzebował specjalnego zaproszenia. Od razu, kiedy tylko pokonał próg, skupił swoją całkowitą uwagę na wystawionych okazach. Miecze? Szable? Ciekawe ale mało użyteczne w dzisiejszych czasach... Rynek nie był zbyt duży na tego typu zapotrzebowania. Sami Nordgersimowie o tym wiedzieli, zwłaszcza że pochodzili z małej wyspy, gdzie ludzi było co najmniej kilkunastokrotnie mniej niż w Turcji A więc tak wyglądają te wszystkie ostrza... Hjalmar podziwiał wszystkie dzieła jakby był w jakimś muzeum. Przyglądał się każdemu, nawet najdrobniejszemu szczegółowi - to była wiedza, która mogła się kiedyś przydać. Uniósł lekko brew kiedy Savas przywitał się z Pandorą buziakiem - Hjalmar. Również miło - przywitał się, ściskając mu mocno dłoń. Sam nie wiedział czy trochę za karę czy z zapomnienia się. Wszak był przyzwyczajony do witania się ze swoim ojcem, który miał ręce jeszcze większe od niego. Założył sobie ręce na klatce piersiowej, a następnie wrócił do swojego poprzedniego zamówienia Ciekawe co sądzą o goblińskim rzemiośle... Drugą interesującą kwestią dla młodego Nordgersima była kwestia związana z tym czy oni byli mugolami czy jednak powiązani w jakimś stopniu z magią. Jeżeli ta dwójka nie miała za dużo styczności ze sztuką, którą Pandora i Hjalmar uczyli się za młodu, nie mogło być mowy o żadnym zaklinaniu przedmiotów. Kiedy tylko został objęty ramieniem, spojrzał na Savasa aby upewnić się, że ten się na pewno czuje dobrze. Nie piliśmy razem wódki, a Ty takie gesty robisz? Niby z Islandii do Turcji nie było, aż tak daleko jeżeli rozchodziło się o odległość. Ale na pewno było daleko w kwestii kultury i zachowania ludności zamieszkującej te oba kraje. Hjalmar nie zamierzał jednak psuć atmosfery, humoru Pandorze oraz jej opinii wśród tej dwójki. Gdyby znaleźli się w innej sytuacji, młodszy z dwóch Turków zapewne zbierałby już zęby z podłogi, za swoje czyny. Jako, że się powstrzymał, wyszedł na dwór i rozpoczął dyskusję ze swoim "kolegom". Wymienili się kilkoma informacjami dotyczącymi ich sztuk kowalstwa. Pochwalił warsztat w którym się znaleźli za podejście do fachu i nieograniczanie się w oferowanych usługach - tutejszy zakład oferował całą gamę produktów. Zaczynając od biżuterii, przechodząc przez sztylety, pudełeczka i jakieś metalowe części, a na halabardach czy wielkich mieczach kończąc. Było to jak najbardziej godne pochwały. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal Islandzka szkoła była po prostu lepsza od wszystkich innych. Ale to już była prywatna kwestia Hjalmara, którą nie podzielił się ze swoim towarzyszem. Wrócili do środka po całkiem miłej pogawędce. Kiedy znaleźli się w środku, przeniósł swój wzrok na Pandorę. Wpatrywał się przez chwilę w te jej uparte i osiołkowe oczy, aż zrozumiał jej pytanie - Pandora... Nie jestem co do tego przekonany... Zrobiłbym Ci niepotrzebnie krzywdę tylko... - przyznał, kręcąc przecząco głową. Dla niego nie było znaczenia jaka to będzie broń - tępa, ostra, miecz czy kij. Nordgersim obawiał się, że może dać się ponieść oraz nie zapanować w czas z powstrzymaniem się przez wyprowadzeniem ciosu i tym samym zranić Prewettówne - Mogę Cię nauczyć boksować później. To jest bezpieczniejsze, niż zabawa ostrymi przedmiotami - zapewnił ją, rozkładając ręce w oczekiwaniu na jej reakcję. Nie chciał przecież dla niej źle - właśnie starał się ją ochronić przed sobą samym. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 13.05.2023 Nie nazwałaby tego czymś złym, raczej oryginalnym i takim, co się pamięta na całe życie, niezależnie od tego, jak się ono potoczy. W głowie wciąż miała obraz mężczyzny po spożytym trunku i wypalonym papierosie, gdy siedząc na drzewie, tak często się uśmiechał i dużo mówił, pozwalał sobie na więcej swobody oraz emocji. Dlatego też nie naciskała, jeszcze kiedyś będzie miała okazję go zapytać, gdy okoliczności będą lepsze. Może z czasem będzie chował się przed nią trochę mniej? Na jego westchnięcie wzruszyła ramionami, wprawiając w ruch głowę i tym samym brązową kitkę, która ze świstem przecięła powietrze, bo zrobiła to nazbyt gwałtownie, jak to miała w zwyczaju. - Zawsze masz wybór, a ja nie chcę Cię do niczego zmuszać. Nie każdy lubi jeździć, ale chociaż spróbowałeś.- odpowiedziała pogodnie i całkiem szczerze, bo owszem, mogła się uprzeć i go prosić, żeby coś zrobił, gdy nie miał z tym wcześniej do czynienia, ale jeśli nie przypadło mu do gustu, jaki był sens nakłaniania go do czegokolwiek? Prychnęła na jego słowa jedynie z nutą przekory i zadziorności w spojrzeniu, powstrzymując się jednak od powiedzenia na głos, ze wcale nie miał racji, z tym że przyjemność była po jego stronie. - Hej, przecież też mi całkiem idą te wspinaczki! - powiedziała niemalże oburzona, całkiem zadowolona ze swojego małego sukcesu z ich ostatnim tkwieniem na drzewie, nawet jeśli potem następne dwa dni było jej ciężko ruszać rękoma. Było warto, uwielbiała wracać do Lithy myślami, zwłaszcza gdy noce ciągnęły się jej w nieskończoność, pełne chmur i szare. - Mogę się jednak zgodzić, Ty jesteś specjalistą w takich rzeczach, Niedźwiadku.- dodała jednak z rozbawieniem i niejako podziwem, bo przypomniała, jak wlazł na górną gałąź w ułamku kilkunastu sekund. Nigdy nie przypuszczała, że zaakceptuje nazywanie jej osiołkiem, jednak jemu była skłonna wybaczyć i nawet to polubiła. Też nie protestował, gdy nazywała go miśkiem, co robiła znacznie częściej, niż nazywanie go wilkiem. Nie zrobiłaby mu tego, nawet gdyby wypili więcej, niż powinni. Skoro nie chciał skorzystać z wygodny płynącej z jazdy konnej, wrócą spacerem lub wymyśli coś innego, ale nad tym będzie gdybała później. Miała jednak nadzieję, że nie miał jej za złe, że czasem próbowała coś ugrać niewinną miną lub słodkim uśmiechem — robiła to w dobrej wierze, bo przecież niezbyt często zachowywała się egoistycznie i skupiała na sobie. Cały czas zaskakiwało ją to, jak dobre i wrażliwe wnętrze miał jej towarzyszy przy tak wojowniczej aparycji. Spoglądając na niego, nie miało się w głowie żadnego przejawu łagodności, doskonale pamiętała przecież pierwsze sekundy, gdy go zobaczyła wychodzącego z tych choinek i z toporem w ręku, a teraz było zupełnie inaczej. Nie sądziła, że kiedykolwiek będzie w stanie się go przestraszyć. Jego nieśmiałość była słodka, podobnie jak to, że zawsze myślał o drugiej osobie, znacznie mniej o sobie. Przynajmniej tak odbierała spędzanie z nim czasu. Mógłby tylko więcej się uśmiechać i więcej mówić, ale i tak była zadowolona z tego, jaką nić porozumienia udało się im osiągnąć. Przesuwała wzrokiem po jego twarzy, zwyczajnie ciesząc się dniem i faktycznie, zasypując zarówno jego, jak i siebie owocami z targu. - Też wybrałabym wiśnie. - przyznała z rozbawieniem na jego określenie lepszego mianem owocu "czerwonego". Winogrono swoją słodyczą podkreślało delikatną kwasowość wiśni, więc uznała, że nie odmówi im kolejnej, zielonej kulki. Zawsze pozwalał jej na więcej, a ona zawsze się z tego cieszyła. Zatrzymała się, gdy założył dłonie i spojrzał na nią poważniej, odwzajemniając spojrzenie, nieco zaskoczona. Wiedział, że jest impulsywna, a tak paskudnie ją podpuszczał! Westchnęła teatralnie, wzruszając delikatnie ramionami, zanim wsunęła resztę winogron do trzymanego koszyka. Zawiesiła go na ręku, robiąc krok w jego stronę. - Myślę, że jesteś równie niesamowitym kowalem, co odnajdujesz się w lesie i wspinasz na drzewa, ale będę mogła się mocniej tym zachwycać, jak mi pokażesz coś, co zrobiłeś lub kiedyś pozwolisz popatrzeć, jak pracujesz. - powiedziała szczerze, poniekąd sugerując mu, że wcale nie chciałaby przerywać tradycji ich spotkań i wciąż była go strasznie ciekawa. Mało jej o sobie mówił, a ona jednocześnie już w lutym obiecała przecież, że będzie zadawała mniej pytań. One nie były chyba uwzględnione w słowotoki. W sklepie było chłodniej, nawet jeśli dziadek swoim entuzjazmem zdawał się przyćmiewać samą Pandorę, ciągle coś gestykulując i opowiadając, wskazując czasem na blondyna oraz na bronie, zanim brunetka poprosiła go o zawołanie wnuczka. Przyglądała się temu, jak oglądał zawartość gablot oraz stojaków, zapewne oceniając i porównując z tym, co sam znał i umiał zrobić. Nawet ona, która nie miała pojęcia o tym rzemiośle, wiedziała, że i w kowalstwie północ z południem bardzo się od siebie różniły. W jego stronach przedmioty wydawały się jej bardziej naturalne, powiązane z matką ziemią i przodkami, a tutaj stawiano na klejnoty oraz zdobienia, chociaż słyszała gdzieś, że w Turcji robiono jedne z lepszych biżuterii. Nigdy się jednak nad tym nie zastanawiała. Najważniejsze było dla niej, że wyglądał na zadowolonego, więc uśmiechnęła się pod nosem. Odprowadziła ich wzrokiem, mając nadzieję, że się dogadają. Savas był dość barwną postacią, dużo gestykulował i pewnie zasypie Nordgersima pytaniami. Mężczyzna chyba poczuł siłę uścisku, bo potem ukradkiem rozmasował dłoń. Rodzina nie wyglądała na czarodziejską i wcale taka nie była. Nikt z trójki osób zamieszkującej dom nie posługiwała się magią, a przynajmniej tyle Pandora wiedziała na ich temat. Zacisnęła usta rozbawiona, odwracając wzrok, aby nie parsknąć śmiechem na wyraz błękitnych oczu, gdy Turek objął go ramieniem i zwyczajnie porwał do pieca i narzędzi. Ledwo znosił, jak ona go zaczepiała i robiła sobie z jego ramienia poduszkę, a co dopiero przypadkowy kowal z drugiego końca świata? Nie zastanawiała się jednak nad tym dłużej, biorąc się do pracy. Głupio było jej przyjść po takim czasie bez powodu, miała też trochę wyrzuty sumienia, że zaniedbała kilku mieszkańców tej wioski. Poczuła powiew ciepłego powietrza na twarzy, przestając się wpatrywać w trzymaną w rękach broń. Wypaliła pytanie tak po prostu, chcąc zrobić mu przyjemność, bo zdawało się jej, że lubił takie atrakcje. Gdy usłyszała swoje imię, zdała sobie sprawę, jak rzadko się do niej w ten sposób zwracał. Milczała chwilę, odwzajemniając spojrzenie niekiedy równie upartych, co jej własne oczu. Niewiele myśląc, podeszła do niego i spojrzała na jego dłonie, odrobinę szurając szablą po podłodze i pewnie trochę ją rysując, ale nikt nie powinien tego zauważyć. - Nie wspominałeś mi wcześniej, że boksujesz. - zauważyła najpierw, wolną dłonią przesuwając po jego palcach i kostkach, zupełnie ignorując chyba odrobinę zaskoczonego jej zachowaniem Savasa. Bo przecież nigdy nie rezygnowała z pomysłu, który rzuciła. Podniosła spojrzenie na jego oczy, wzruszając delikatnie ramionami. - Nie musimy, jeśli nie chcesz. Zresztą, Ty byś mi nigdy nie zrobił krzywdy, nawet ucząc mnie podstaw posługiwania się mieczem. Dałam radę wejść na drzewo, nawet poradziłabym sobie z toporem. - usłyszała chrząknięcie i spojrzała na turka, który uniósł brew, ruchem głowy wskazując na trzymaną przez nią broń.- Szablą. - poprawiła się grzecznie, zaciskając palce na rękojeści i unosząc ją do góry, spojrzała na broń z pełnym podziwu uśmiechem, była ładnie wykuta. Ktoś musiał włożyć w to dużo pracy, nie była pewna czy chłopak, czy jego dziadek. - Wszystko już zrobiłam, więc możemy iść na obiad, chyba że chcesz się jeszcze tu rozejrzeć. - Nie wiem, co mnie bardziej zaskakuje. - mruknął z uniesioną brwią kowal, wyciągając dłoń i ostrożnie wyjmując z jej palców szablę, odpowiedział coś dziadkowi, który wyszedł z zaplecza z jakimś kolorowym napojem i od razu zaczął mówić. - Dziadek pyta, ile zapłacić. - Nic. - wzruszyła ramionami z uśmiechem, niechętnie wypuszczając rękojeść z dłoni, skoro tak chciał ją odzyskać. Wyciągnęła ręce do góry, przeciągając się z cichym mruknięciem, a potem złapała za leżący niedbale plecak, do którego zgarnęła porzucony na ladzie śrubokręt. - Jeszcze muszę Ci wino załatwić.- przypomniała, obdarzając go przelotnym spojrzeniem i krótkim uśmiechem, zanim jej uwaga wróciła do blondyna, który przecież był dziś jej priorytetem. On i jego dobra zabawa. Kowal coś marudził pod nosem, ale chyba zdawał sobie sprawę, że i tak z nią nie wygra, a gdy powtórzył to dziadkowi, ten roześmiał się, siadając za ladą i upijając ze szklaneczki. Pandora nie zapomniała też o wiklinowym koszyku pełnym pyszności z targu, było tam znacznie więcej niż owoce. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 13.05.2023 Nie zmuszała go. Znaczy trochę tak ale w akceptowalnym stopniu - takim, który Hjalmar był w stanie zaakceptować. Mimo tego, że zapierał się aby nie spróbować jazdy konnej to przemógł się, znaczy ktoś mu pomógł się przemóc - sprawdził i zrozumiał, że to nie jest dla niego. No i co prychasz osiołku? Wzruszył ramionami na słowa Pandory o tym, że jest też idzie nieźle. Nie szło jej na pewno najgorzej ale czy można było to uznać za nieźle czy dostatecznie? Nie powiedziałby. Nadal miał przed oczami jak niemal nie spadła z tego drzewa przy próbie wejścia na sam szczyt - Nie tylko w tym - zapewnił ją, korzystając z Prewettównowej taktyki puszczenia oczka. Skoro ona wykorzystywała jego metody, Hjalmar nie miał zamiaru pozostawać jej dłużnym - zacznie w większym stopniu korzystać z jej 'sztuczek'. Pandora powinna się teraz spodziewać jego słodkich dzióbków, trzepotania rzęsami czy jakichś słodkich minek... Ale to dopiero kiedy Nordgersim się trochę znieczuli, bo na trzeźwo dostałby chyba wewnętrznego wylewu na swoje czyny. Każdemu zdarzają się pomyłki, a już na pewno osobom, które nie mają takich rzeczy na co dzień. Oczywiście, że byś wybrała wiśnie Pomyślał jakby to była najpewniejsza rzecz dzisiejszego dnia, a następnie zaczął intensywnie myśleć nad tym jak można by wykorzystać te owoce do wzbogacenia smaku alkoholu, tworząc jakieś nalewki czy inne tego typu napoje. To musiałoby być niezłe, a już na pewno dostosowane do potrzeb smakowych kobiet - czy można było to uznać jako pomysł na milion galeonów? Pewnie tak, jednak cała logistyka byłaby trudna do zorganizowania. Przewieźć te owoce na Islandię, tam to przerobić i zalać gorzałką... Dużo roboty, a zysk mimo wszystko nie pewny. Zmierzył ją wzrokiem kiedy się zatrzymała aby chyba coś zaprostestować. Brakowało jej tylko tupnięcia nóżką aby skompletowała cały zestaw. Wysłuchał co ma mu do przekazania, unosząc brew z zaciekawieniem - Nikt nie lubi jak mu się patrzy na ręce podczas roboty - przyznał lekko się nachylając - Tym bardziej jeżeli miałabyś to być Ty - wskazał na Pandore swoim palcem - Tylko byś mnie rozpraszała w kuźni. I Merlin jeden wie co by się mogło mi wtedy stać. To zbyt ryzykowne - wyjaśnił ze wzruszeniem ramion - Aby Ci udowodnić moje słowa możesz sobie coś wybrać, nie wiem, jakiś naszyjnik, a ja Ci go zrobię - zaproponował, a następnie złapał się za swój rzemyk - Ja będę mieć swój, a Ty swój - przekręcił głowę aby się przyjrzeć jej reakcji. Według Hjalmara to była idealna wymiana. On będzie miał spokój w swoim warsztacie, a Pandora otrzyma coś co będzie świadczyło o prawdomówności w kwestii ich fachu. Im dłużej przebywał w tej tureckiej kuźni, tym więcej różnic między ich sztukami był w stanie zauważyć. Na pierwszy rzut oka wszystko, a przynajmniej większość zdawała się wyglądać tak samo - szczypce, młoty, piece i tony węgla. Hjalmar miał jednak nieodparte wrażenie, że ten warsztat skupił się na tworzeniu rzeczy ładnych i wystawowych, a nie użytecznych i przydatnych. Bo kto w dzisiejszych czasach potrzebuje halabardy albo nawet jakiejś szabli? Na Islandii tworzenie wszelkiej maści toporów i siekier miało po prostu ręce i nogi - tam te rzeczy były bardzo użyteczne. Nie zmieniało to jednak faktu, że na pewno musiał tu praktykować doświadczony czeladnik. Pandora zdawała się być trochę zaskoczona jego słowami. Czy to nie było oczywiste, że ćwiczył boks? Gdyby nie znał tej sztuki, nie byłby taki chętny do obijania ludziom mordy. Zwłaszcza kiedy przeciwnik przeważnie nie miał najmniejszego pojęcia o tej sztuce - Nie pytałaś i jakoś tak... Nie było nigdy okazji - dodał z lekkim zakłopotaniem, a następnie również spojrzał na swoje kostki. Może i nie miał już tak zniszczonych rąk od ćwiczeń ale nadal sprawne oko mogło zauważyć jakieś pojedyńcze blizny czy drobne rany. Dużo więcej śladów na jego dłoniach świadczyło o pracy w kuźni, niż o obijaniu mordy - Wolałbym nie ryzykować. Nie mówię też, że nie dałabyś sobie rady z tym czy tamtym... Tu po prostu chodzi bardziej o m... Mniejsza o to - machnął ręką. Tak by pewnie było, że nie zrobiłby jej krzywdy skoro do tej pory jeszcze chodziła po tej ziemi, zamiast podziwiać ocean z jego dna. Hjalmar obawiał się jednak, że jakiś styk może mu przeskoczyć i nie będzie w stanie się opanować, tym samym raniąc Pandore. W ułamku sekundy powróciły mu wspomnienia z Durmstrangu gdzie pełnił rolę swego rodzaju 'kata' kolegów. Z perspektywy czasu nie było to nic dobrego, ani tym bardziej przyjemnego do wspominania... Ale z drugiej strony to było w czasach gdy był młody i głupi - teraz zaś był już nieco starszy ale czy na pewno mądrzejszy? - Możemy pójść na obiad - przyznał, kierując się w stronę drzwi. Oby to był jednak prawdziwy obiad, a nie jakieś kolejne owoce.. To była główna obawa w tym momencie dla Nordgersima. Nie znał zwyczajów żywieniowych w tej części świata. Może oni nie jedli mięsa? Kiedy Pandora założyła sobie koszyk na dłonie i poinformowała młodego chłopaka o tym, że musi załatwić mu wino, Hjalmar podszedł do Prewettówny i zdjął jej wiklinowy koszyk, który postawił na chwilę na ziemi - Daj na moment. Spokojnie - powiedział, schylając się lekko i podnosząc dziewczynę, aby przerzucić ją sobie przez plecy. Właśnie doszło do aktu porwania, a raczej zabezpieczenia aby nie spróbowała go przekonać do tego pojedynku - Na nas już czas. Żegnam. Miłego dnia - dodał, podrzucając lekko Pandore aby było mu wygodniej ją nieść. Po niedługiej chwili pochwycił koszyk i ruszył szybkim krokiem stronę drzwi. Kiedy przechodzili przez próg, zwolnił i lekko się skulił aby Prewettówna przypadkiem nie zaryła głową w futrynę. Przeniósł ją jeszcze kilka, bądź kilkanaście kroków w kierunku rynku, aż odstawił na ziemię, a następnie przetarł ręce - No dobra. To jaki teraz plan pani przewodnik? - zapytał rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu czegokolwiek, s najchętniej jedzenia. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 13.05.2023 Najważniejsze było próbować. Rezygnowanie z czegoś, czego się nie znało, a przecież mogło się polubić, wydawało się jej głupie. Nie mogła pozwolić na takie marnotrawstwo życia. Na jego wzruszenie ramion, wbiła w niego zaskoczony wzrok i subtelnie rozchyliła usta, udając wielce oburzoną. Miał rację, ale nie mogła wyjść przecież na tak miękką i słabą w jego oczach, że by się tym zgodziła bez walki. - Dobrze, dobrze.. Poćwiczę wspinaczkę. - zarządziła pewnie, krzyżując na chwilę ręce pod biustem. - Ah tak? Jak wiele ukrytych talentów jeszcze masz? - zapytała z nutą kokieterii w głosie, nie mogąc się powstrzymać, bo w sumie mało kiedy był wobec niej — tak bezpośrednio śmiały. - Wiśnie poza tym, że są pyszne, oznaczają w tych stronach też nieskończoność. Nie wiem, czy tak samo jest wszędzie, ale to sprawia, że kojarzą mi się z gwiazdami i planetami, bo one też takie są. - nie mogła powstrzymać się przed ujawnieniem mu kolejnego powodu, dla którego ceniła sobie nadające się na kolczyki owoce. Miały więcej charakteru niż truskawki. Zrobienie nalewki wiśniowej byłoby czymś wartym spróbowania, chociaż pewnie uzależniającym, przynajmniej dla fanów słodko-kwaśnych smaków. Zawsze była dość ekspresyjna, mocno korzystała z gestów i mimiki twarzy, aby pokazać dokładnie, o co jej chodziło i teraz nie mogło być inaczej. Chciała się odezwać i znów zaprotestować, chociaż jednocześnie zgodzić się z jego słowami o przeszkadzaniu, ale skierował na nią palec i kontynuował. Spojrzała więc mu bezpośrednio w oczy, unosząc na kilku sekund brwi, jakby wcale nie miał racji. - Rozpraszałabym Cię swoim gadaniem? Mogłabym się przecież nie odzywać, byłabym cichutko, jak mysz pod miotłą i byś zapomniał, że tam jestem. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby była to dla niej najłatwiejsza rzecz na świecie i widocznie próbując go przekonać. Gdy wspomniał o udowadnianiu jej czegokolwiek, a potem, że miałaby sobie sama coś wybrać, przekręciła głowę na bok. - Usiłujesz mnie przekupić, żebym dała Ci spokój? - zapytała z poważną przez chwilę twarzą. Westchnęła i w ułamku sekund znalazła się naprzeciw niego, stając dość blisko i pozwalając sobie odchylić się nieco do tyłu, aby było jej wygodnie na niego spojrzeć. - To tak nie działa. Jeśli mam coś od Ciebie dostać, to chciałabym, żebyś sam coś wybrał. Zaskocz mnie.- oznajmiła mu, zanim jej twarz nieco złagodniała i uśmiechnęła się szeroko. - Naprawdę byś zrobił? - dodała jeszcze, spoglądając na rzemyk, na którym zawiesił palce. Uwielbiała fakt, że go nosił i nawet nie byłaby w stanie tego ukryć, bo jej twarz mówiła absolutnie wszystko. Nie znając się zupełnie na kunszcie kowalstwa, wiedziała, że zauważy tę podstawową różnicę — rzeczy, które on wytwarzał, były znacznie przydatniejsze niż to, co tworzono tutaj. Może poza papierośnicami lub biżuterią, chociaż ozdobne sztylety były popularnymi prezentami ojców dla synów. Halabardy kurzyły się jednak na ścianach. Miał duże i ładne dłonie, chociaż nie powiedziała mu tego na głos, palcami przesuwając po kostkach. Przyzwyczaiła się, że nie był zbyt otwartym człowiekiem, więc na jego słowa nie mogła zrobić niczego innego, jak przytaknąć. - Faktycznie, mogłam zapytać. O wiele rzeczy go jeszcze nie pytała, bo nie było okazji lub uznawała, że kiedyś może sam jej powie. Spojrzała na szablę, spojrzała na niego i znów usłyszała w głowie sposób, w który wypowiadał jej imię. - Nie lubię, jak ktoś nie kończy tego, co zaczął mówić. - zauważyła z błyskiem w oczach, bo sam jej kiedyś tak powiedział. - W porządku, zostawimy to na kiedy indziej. To, że odpuściła tym razem, wcale nie znaczyło, że nigdy go nie namówi do małego pojedynku z użyciem jakieś broni. Byłoby to interesujące doświadczenie, podobnie zresztą, jak nauka boksu. Dostrzegła jakiś cień na jego twarzy, ciemniejszą iskrę w odmętach zwykle jasnego błękitu, wypuszczając z dłoni broń do ręki Savasa, a palce drugiej zacisnęła delikatnie na jego dłoni, zanim ją puściła. Bo co innego mogła zrobić? Na szczęście zawsze słuchała tego, co do niej mówił i go obserwowała, więc nie musiał obawiać się obiadu bez udziału swojego ulubionego składnika. Nawet jeśli ona go nie jadała, nie miała problemu z tym że robił to ktoś inny. Zdarzały się chwile, że nawet zjadła trochę ryby, ale trudno było rybę uznać jej za zwierzę tej samej kategorii, co łaciata krowa. - Hmm? - ściągnęła brwi zaskoczona, gdy pozbawił ją koszyka, który dopiero co wzięła, posyłając mu pytające spojrzenie. Nim zdążyła się w ogóle zbulwersować i zareagować, skończyła jak worek kartofli. Przeraźliwie lekki i poręczny, bo miała wrażenie, że pomimo swojego wzrostu i wagi, to zupełnie nie stanowi dla niego ciężaru. - Zwariowałeś? - zapytała tylko przez śmiech, a potem posłała bezradne spojrzenie zaskoczonemu koledze, bo co ona mogła niby zrobić. - Nie rób takiej miny, jest silniejszy ode mnie. Przecież go nie pobiję. Wyślę Ci wino sową, pozdrów mamę. Gdy ją podrzucił, złapała się mocniej jego pleców, komentując coś pod nosem z niedowierzaniem. Był chyba jedyną osobą na świecie poza jej ojcem, której dała się bez wbicia mu pięści w żebra podnieść, chyba przez sytuację w czerwcu, gdy o mało nie usnęła na jego plecach. - Cóż, jedni zostają przyjaciółmi, inni kochankami, a ja zostałam Twoim workiem ziemniaków. Jak unikalne! Przyzwyczaję się do tego, że mnie tak nosisz i będziesz miał mnie dość szybciej, niż zakładałeś. Zauważyła rozbawiona, gdy odstawił ją na ziemie i poprawiła bluzkę oraz kitkę, wciąż mając subtelnie zaróżowione policzki. Od ciepła, śmiechu i chyba trochę zawstydzenia, ale z tego ostatniego byłaby w stanie się wykręcić. - Teraz zabieram Cię na turecką, mięsną ucztę. Pewnie straciłeś mnóstwo sił na tym porwaniu. Zapraszam tędy, proszę Pana. Wyciągnęła w jego stronę dłoń i chociaż przez chwilę nawet myślała, czy nie zobaczyć, co zrobi, nie mogła się znów powstrzymać. Zacisnęła palce na jego dłoni i pociągnęła go w prawo, zabierając mu wcześniej z drugiej ręki koszyk. - To tylko dwie alejki dalej. Miniemy sklep z fajkami, jeśli chcesz, to możemy wejść coś kupić na wieczór po obiedzie. - wskazała ruchem głowy na wyłaniający się zza rogu szyld sklepu z czerwoną wystawą, na której leżały rozmaite papierosy, tytonie i wkłady do fajek, które były tu dość popularne. Wybierała specjalnie drogę w cieniu budynków oraz materiałowych daszków, aby było mu łatwiej. I chociaż mijanych ludzi, którzy sporadycznie się z nią witali, mógł dziwić widok, jak swobodnie się z nim zachowywała i w ogóle była z kimś innym, niż Mara, ale Pandorze w ogóle to nie przeszkadzało. - To restauracyjka rodziny mojej przyjaciółki. Zmarła kilka lat temu, ale pracuje tam jej brat i matka. Ojciec pracuje u mojego ojca i często go nie ma. Mówią trochę po angielsku, mogą Cię zasypywać pytaniami. Uprzedziła, zanim wciągnęła go na schodki prowadzące do narożnej, niewielkiej knajpy. Miała wysoki sufit, wewnątrz było chłodno oraz beżowo, tkwiło tu mnóstwo roślin oraz powieszonych na ścianach kandelabrów. Stoliki były szklane i okrągłe, do każdego dostawione były drewniane krzesła. W izbie roznosił się zapach pieczonego mięsa oraz przypraw, a poza nimi, przy stoliku tkwiły tylko dwie starsze Turczynki, debatując nad czymś żywo. Pandora, zamiast wołać zadzwoniła niewielkim dzwoneczkiem na ladzie, a z kuchni wyszła ubrana w biały fartuch kobieta w średnim wieku, której ciemne włosy przeplatała siwizna. - Już myślałam, że zapomniałaś o nas! Wróciłaś z Londynu? Oh, dzień dobry, dzień dobry kochanieńki .- wyszła zza lady, obejmując twarz brunetki rękoma, całując ją w czoło, a Hjalmara uszczypała w policzek niczym stara, dobra ciotka. - Gorąco dziś, siadajcie. Zaraz wam podam coś dobrego do picia. Chcecie raki, piwa, jakieś lemoniady dzieciaczki? - Oczywiście, że nie zapomniałam! Ostatnio byłam.. Zajęta. - wzruszyła ramionami, posyłając kobiecie zakłopotany uśmiech, a na przywitanie zmrużyła tylko oczy. - Na co masz ochotę? Zapytała swojego towarzysza, sugerując tym samym, aby wybrał napoje. Gdy to zrobił, pociągnęła go do jednego ze stolików. Zsunęła plecak z ramion oraz odstawiła na parapet wiklinowy koszyk, zajmując miejsce. Złapała za stojącą na stoliku świece w pomarańczowym kolorze, przysuwając ją do nosa i uśmiechnęła się na znajomy aromat. - Pomarańcza. - oznajmiła, podsuwając trochę przedmiot w jego stronę, a potem wstała i wyciągnęła dłonie, wspinając się na palce, aby odpalić ją od jednej ze świec przy ścianie. Gdy wróciła na miejsce, ustawiając ją na środku stolika, wbiła w niego wzrok i chciała się odezwać, ale przyszła cioteczka z tacką z napojami, rozkładając przed nimi zimne szklanki oraz butelkę lub dzbanek — w zależności, co wybrał. - Co wam podać? Pandorko, dla Ciebie co zawsze? - Tak, poproszę. Jeśli chodzi o Hjalmara, chciałabym wszystkie rodzaje kebaba po trochu i te wszystkie dodatki, które do niego macie. Nie wiem, który będzie mu smakował, a przypuszczam, że wymęczyła go podróż i słońce. - odpowiedziała jej pogodnie, nie bardzo znając się po prostu na tym, jak zamówić mięsną potrawę i czym te wszystkie rodzaje przygotowanej przez nich baraniny oraz drobiu się różniły. - Zaraz wszystko przygotuje. Gdybyście czegoś potrzebowali, przyjdź do kuchni i nie wygłupiaj się z tym dzwonieniem, dziecko. Pandora odprowadziła ją wzrokiem, a potem podsunęła krzesło nieco bliżej stolika, zakładając nogę na nogę i siadając wygodnie. Wlepiła w niego brązowe oczy, mając odrobinę przepraszające spojrzenie, bo wiedziała, jak duży musiał czuć dyskomfort przez to, jak wszyscy go tu traktowali przez to, że był z nią. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 14.05.2023 Kilka talentów by się pewnie jeszcze znalazło, a zwłaszcza taki jeden, futrzany. Nie powiedział nic więcej odnośnie swoich zdolności czy umiejętności. Pandora na prawdę myślała, że będzie w stanie teraz go przekonać do gadania o takich rzeczach? Bez szans. Był zbyt trzeźwy, opanowany i nieśmiały aby teraz o tym mówić. Koniec końców przebywał teraz w nowym, nie znanym dotąd otoczeniu. Wiśnie oznaczające nieskończoność? Nigdy o czymś takim nie słyszał - nic więc dziwnego, że zareagował jedynie zdziwionym wzrokiem, którym otoczył Prewettówne. O tyle o ile mogło jej się to kojarzyć z gwiazdami czy planetami nie dziwiło go. Pandora lubiła takie rzeczy, a jeszcze bardziej lubiła chyba o tym opowiadać. Ciekawe czy pamiętała o tej mapie nieba... Dzięki jej słowom, Hjalmar przypomniał sobie o małej obietnicy, którą mu złożyła za w czasu. Nie zapytał jednak o to, wiedząc, że na pewno znajdzie się jeszcze inna, lepsza okazja aby się dowiedzieć jak działa pamięć dziewczyny. Nie znali się zbyt długo ale wystarczająco dobrze, żeby Nordgersim wiedział, że jej słowa nie miałyby prawa bytu. Pandora nie byłaby w stanie usiedzieć w ciszy przez 15 minut, a co dopiero przez kilka godzin czy nawet dni. Każde niepotrzebne rozkojarzenie w kuźni mogło się skończyć tym, że projekt należało wyrzucić do kosza i rozpocząć cały proces od nowa - Nie usiłuję przekupić. Jedynie stwierdzam fakt. Lubisz jak ktoś Ci patrzy na ręce podczas pracy? Nie ważne kto to jest. Nawet jeżeli rozchodzi się o współpracownika - przyznał. To się odnosiło do wszystkich - nawet Dagura, który był mistrzem w ich warsztacie - Hmm... No dobra - odparł. A więc naszyjnik. Może "P" albo "O"? To była pierwszy pomysł na który wpadł. Kiedy wróci do domu będzie musiał na spokojnie przemyśleć sobie ten projekt - Tak przy kolejnym spotkaniu będzie do odbioru - dodał z uśmiechem na ustach. Jeżeli miał możliwość dowieść wyższości Islandzkiego kunsztu, nie miał wyboru - musiał to zrobić. To też nie było tak, że turecka sztuka kowalstwa była zawsze nastawiona na błyskotki. Należało mieć w głowie fakt, że za czasów świetności tego kraju, w jakimś XV czy XVI wieku, wszelkiej maści bronie takie jak halabardy, miecze czy topory były na porządku dziennym i co więcej, bardzo pożądanymi przedmiotami. Dopiero postęp techniczny i kulturowy zmienił zapotrzebowania rynku. Jeżeli kiedyś takie zamówienia były na porządku dziennym, tak nie powinno nikogo dziwić, że okazy wystawne stały i się po prostu kurzyły. O ile mógł się zgodzić z tym, że miał duże dłonie, tak nie bardzo zgadzał się z ich 'ładnością'. To były zwykłe dłonie osoby, która pracuje fizycznie - przetyrane, w kilku miejscach poranione, suche, przetarte czy nawet zniszczone. W wielkim skrócie podsumowując - nic szczególnego, a już na pewno nic nad czym można by się było rozwodzić - Ehh... - pokręcił głową na jej słowa o tym, że nie lubi jak ktoś nie kończy swoich myśli. Po raz kolejny wykorzystywała jego broń przeciwko niemu samemu - Po prostu chodzi o mnie. Nie o to, że nie dałabyś sobie rady w walce czy utrzymaniem broni - pokręcił przecząco głową, wypuszczając ciężko powietrze. Nie była to rzecz o której wolałby opowiadać, a już na pewno nie przy ludziach, którzy każdego uznawali za swojego przyjaciela czy towarzysza. Czy zwariował? Może trochę. Chciała dowiedzieć się czy kogoś kiedyś porwał - teraz miała okazję się o tym przekonać. Łatwość z jaką to zrobił, mogła jej podsunąć pewne myśli o tym czy mógł mieć w tym jakieś doświadczenie - Może? - odparł na jej słowa i czym prędzej wziął się za wynoszenie Pandory z tego przybytku. Mogła mu wbić pięść lub śrubokręt w żebra - miała ku temu pełne prawo. W przypadku ciosu zapewne by po prostu zaryczał, a przy drugiej możliwości, Pandora wylądowała by pewnie w jakiejś studni czy wodzie. Poszło prościej niż się spodziewałem... To był na prawdę szok dla Hjalmara. Spodziewał się bardziej jakiejś reakcji obronnej - wierzgania, machania czy bicia. A tutaj taki szok. Prewettówna posłusznie pozwoliła się podnieść, wynieść, przenieść, a na koniec odstawić na ziemię. Nie zaprotestowała ani przez sekundę - Ooo... - zrobił minę jakby mówił do małego dziecka - Brzmisz jakby Ci się nie podobało. Jakby tak wyglądały wszystkie worki na ziemniaki to zmieniłbym zawód... - spalił lekkiego buraka, a następnie próbował szybko zmienić temat - Znaczy tak... No będę miał dość. Masz rację - dodał szybko, za wszelką cenę starając się zmienić temat rozmowy. - O tak. Tyle siły straciłem, przecież taka ciężka jesteś... Tylko chyba zapomniałem się zmęczyć ale dobrze, że mi przypomniałaś - wypuścił powietrzę z ust, a następnie złapał się na moment za kolana Taki wysiłek, że szkoda gadać... Przetarł ręce i chciał już ruszać dalej w kierunku uczty ale dostał jakiegoś przepalenia styków. Pandora złapała jego dłoń i na całe szczęście go pociągnęła, bo inaczej staliby tu pewnie do późnego wieczora zanim Hjalmar wybudziłby się ze śpiączki. Na jego twarzy było całkowite zaskoczenie oraz swego rodzaju nieporadność, niemoc aby jakkolwiek zareagować. Nordgersim pozwolił się prowadzić, posłusznie maszerując w kierunku w którym został 'porywany' jako, że rolę teraz się ewidentnie obróciły. - Nie... Zwykłych fajek nie palę tak o. Jedynie mieszamy aby podkreślić smak - przyznał, spoglądając na szyld. Islandczyk uznawał palenie czystych papierosów jako najgorsze zło, którego nie powinno się tykać za wszelką cenę. Pozwalał sobie jedynie od święta na zapalenie wymieszanego skręta z tytoniem jako, że też mu się należało coś od życia. Nie rozumiał co ludzie mówili do Pandory - może na całe szczęście. Rozumiał za to zdziwiony wzrok okolicznych mieszkańców jako, że oczy zdradzały bardzo wiele, jeżeli nie wszystko. Koniec końców, co by nie mówić, Prewettówna ciągnęła go właśnie prawie jak jakiegoś konia na smyczy - Dobrze, że ja nie mówię po angielsku - przyznał, tym samym odpowiadając na ostrzeżenie dziewczyny. Wspomniał o tym, ponieważ przypomniał sobie taktykę jaką zastosował na kuzynkach Turczynki. Kiedy przekroczyli próg od wejścia, mimowolnie zaczął wąchać nadchodzące zapachy. Pachniało przepysznie - soczystym, pieczonym, a przede wszystkim dobrze przyprawionym mięskiem. Bez dwóch zdań Hjalmar byłby w stanie zakochać się w tym co właśnie przeżywały jego nozdrza - euforii zapachów Mógłbym tu umrzeć Z tego amoku wybudziło go dopiero uszczypnięcie przez jakąś kobięte, która nie była Pandorą. O ile mógł na coś takiego zezwolić Prewettównie, tak komuś innemu? No nie bardzo. Wydał z siebie tylko pomruk - ten sam, bardzo dobrze znany jego towarzyszce, informujący o pewnego rodzaju niezadowoleniu. I jeszcze te dzieciaczki? Uniósł brew do góry, kręcać głową. Kobieta miała jednak szczęście, że przyrządzała tutaj bardzo dobre mięso - tylko to ją ratowało przed możliwą furią Hjalmara - Piwo byłoby jak najbardziej wskazane. Tylko wie pani, takie zimne - przyznał, pozwalając sobie na lekki uśmiech. Nie było mu dane dalej napawać się tym pięknym zapachem, ponieważ jego porywaczka pociągnęła go do stolika. Zasiadł na krześle oczekując na dalszy obrót spraw. Nie musiał na to za długo czekać jako, że Pandora nie mogła wysiedzieć w jednym miejscu za długo. Po krótkiej chwili podsunęła mu świeczkę, którą powąchał - Pomarańcza - zgodził się z Pandorą, a następnie obserwował co ona wyprawia z tym przedmiotem Odpala ją? Ciekawe Powróciła całkiem szybko do stolika, a moment później przyszło wybawienia dzisiejszego dnia - chmielowe bóstwo. Kiedy starsza kobieta postawiła dzbanek piwa, przysunął do siebie szklankę, którą następnie sprawnie napełnił i przystąpił do picia, całkowicie ignorując toczącą się rozmowę. Wierzył, że Prewettówna wybierze mu coś dobrego, ponieważ usłyszał swoje imię w trakcie konsumpcji złotego trunku. Wypił całą szklankę piwa na jedno podejście, nie roniąc ani kropli na podłogę. Dobrze, że jakieś picie w końcu. Jeszcze moment, a bym tu chyba zszedł na jakiś udar - Ahh... - wydał z siebie tylko szczęśliwy pomruk, który świadczył o zadowoleniu, a nie chęci mordu jak przed chwilą. Kiedy Pandora wlepiła w niego swój wzrok, pomyślał, że zrobił coś nie tak. Nalał jej również piwa, chociaż miał wrażenie, że to nie o to jej chodzi. Przez krótki moment zastanawiał się o co jej chodzi - na szczęście udało mu się ją rozgryźć. Pewnie chodzi o pianę Zgodnie ze swoją myślą przetarł pianę z wąsa, która zalegała przez chwilę, a następnie dolał sobie piwa - No proszę. Nie mówiłaś, że też masz doświadczenie w porywaniu ludzi - zauważył. Dopiero teraz był w stanie znowu swobodniej mówić po jej wyczynach na rynku. I pomyśleć, że to wszystko dzięki schłodzeniu się przepysznym trunkiem. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 14.05.2023 Może nie uzyskała od niego żadnej wskazówki i nie wyciągnęła żadnego sekretu o talentach teraz, ale dzień był jeszcze młody, a raki lub inne napoje wysokoprocentowe nieruszone. Naciskanie na niego nie miało żadnego sensu, miał czasem bardziej uparte spojrzenie od jej własnego. Nie rozumiała powiązania wiśni i nieskończoności, ale zwyczajnie je polubiła. Warto było pamiętać o tym, jak człowiek był mały oraz jak krótko żył na tle gwiazd lub planet. I to też trochę nakierowywało ją na to, aby z życia korzystać dość odważnie, bo co miała do stracenia? Lepiej próbować i upadać, niż żałować. I brunetka kierowała się tą prostą zasadą chyba w każdym aspekcie swojego życia. Na jego spojrzenie wzruszyła tylko delikatnie ramionami, uśmiechając się odrobinę nieporadnie, bo nie umiała powiedzieć na ten temat więcej. Mapa nieba miała się doskonale, tkwiła przygotowana w jej pokoju i z pewnością prędzej, czy później trafi do jego rąk. Bardzo poważnie traktowała obietnice. Była, tylko nie miał okazji się o tym przekonać — a przynajmniej wierzyła w to, że nawet jeśli ciężko byłoby milczeć, to gdyby się uparła, dałaby radę. Sama pracowała w ciszy, tylko przy prostych zleceniach decydując się na odrobinę muzyki w tle, gdy nie musiała skupiać się na dźwięk płynących z przedmiotów, nad którymi siedziała. - Nie jestem pewna, zawsze pracuję sama. - przyznała szczerze po chwili milczenia, bo nigdy nie miała współpracownika, a jej ojciec znał się na hazardzie, galeonach oraz kochaniach wyścigowych, a nie mapach czy przekładniach. - Dobrze, niech będzie. Czy ja Ci za często nie ulegam? Pomyślisz, że jestem miękka. - westchnęła bezradnie, wbijając w niego wzrok, a gdy zgodził się na jej malutki warunek lub może raczej życzenie, w policzkach pojawiły się dołeczki od uśmiechu. - Mam Cię, nie masz mnie wcale aż tak dosyć. - zauważyła cicho i z odrobiną triumfu w głosie, zanim grzecznie cofnęła się i opadła na całe stopy, powstrzymując chęć przytulenia się do niego w ramach swojej radości. Trudno stwierdzić, czy większa płynęła z kwestii tego, że coś dla niej zrobi, czy może z tego, że sam zasugerował kolejne spotkanie. Czasem postęp i rozwój nie były dobre, pomimo udogodnień, które oferowały. Ludzie zapominali o podstawowych wartościach, o byciu dobrym i uśmiechniętym. Zamiast tego ganiali majątki, szukali sposobu na nieśmiertelność i nie zawsze wybierali właściwie. Nie miała może pojęcia o wytwarzaniu takich broni, ale oglądanie ich zawsze sprawiało jej przyjemność. Czasem człowiek cofał się w czasie myślami. Pandora postrzegała piękno inaczej niż większość ludzi. Dłonie z talentem i jakimś fachem, zawsze były ładniejsze od tych należących do bogatych jegomościów, których dni płynęły na długich rozmowach i polityce. W odpowiedzi na jego krótkie westchnięcie, które poprzedzało ruch głową, uśmiechnęła się tylko niewinnie, bo przecież takie zasady musiały działać w dwie strony. I tak już było wystarczająco ciężko próbować zgadnąć, o czym błękitnooki myślał. - W porządku, rozumiem. - odpowiedziała krótko, nie ciągnąc już dalej. Nie była pewna, czy rozumiała, ale przynajmniej próbowała się domyślić i ułożyć sobie w głowie to, co miał na myśli. Najbardziej intrygujące w ich znajomości i chyba tym, co najbardziej Prewettównę do niego przyciągało, był fakt, że działał na nią uspokajająco. Z pewnością szarpałaby się i wbijała komuś innemu paznokcie w plecy, zamiast godzić się na swój los worka kartofli z rozbawieniem. Nie była pewna, czy była to kwestia jego ramion, stanowczego spojrzenia czy może raczej tego, jak go postrzegała. Posądzanie jej o wbicie komukolwiek śrubokrętu w żebra byłoby jednak przesadą, bo nie posunęłaby się aż tak daleko — na pewno nie bez jakichś ekstremalnie sprzyjających temu okoliczności. Gdy poprawiła bluzkę i szorty, oparła dłonie o biodra i spojrzała na niego, przytakując jedynie na minę, którą ją obdarzył. - Zaskoczyło trochę!, Jakoś tak wyszło, że lubię mieć Cię obok i nie przeszkadza mi zupełnie, jak robisz sobie ze mnie kartofle. Tylko wiesz co? - przekręciła nieco głowę, pozwalając, aby kitka spłynęła jej na ramię, poprawiając koszyk na ręku. Dostrzegła subtelny rumieniec na jego polikach, ale zupełnie go nie skomentowała i się na nim nie skupiała, chociaż jego nieśmiałość była po prostu rozczulająco urocza. - Nie jestem pewna, czy podobałoby mi się, gdybyś miał więcej worków na te ziemniaki. - na jego kolejne słowa nie powstrzymała już śmiechu, bo który to raz miał przez nią oszaleć lub mieć jej dość? Wiedziała, że jest intensywna i umie być męcząca, nieznośna, a nieśmiały Niedźwiadek tak dobrze sobie radził. - Prędzej czy później, pewnie będziesz. I się mną zmęczysz, oszalejesz lub zerwiesz sobie ramiona. - rzuciła pół żartem, pół serio, dłonią przesuwając po jego ramieniu, jakby chciała pokazać mu zagrożenie płynące z tej jej wagi ciężkiej. - Czas na ten obiad. Pociągnęła go bez skrępowania za sobą, zaciskając palce na jego ręku, jakby była to najprostsza i najbardziej naturalna rzecz na świecie. - Więc tylko Twoje specjalnie, relaksujące mieszanki. Te fajki z wystawy też niby tak działają, ale zapewniam, to nic przy tym, co mi dałeś spróbować w czerwcu. - odpowiedziała, przesuwając wzrokiem po witrynie sklepowej, dostrzegając w niej ich odbicie, na co uśmiechnęła się pod nosem, ale też zauważyła tę odrobinę nieporadności na jego twarzy. Obróciła głowę, spoglądając na niego przez ramię. - Wiesz, że wystarczy powiedzieć i przestanę? - rzuciła gdzieś pomiędzy machnięciem jakieś babci a przesłanym buziakiem do jakieś dziewczyny, która tylko roześmiała się i zlustrowała Islandczyka wzrokiem. Za bardzo przejmował się ludźmi dookoła. Poluźniła uścisk palców, dając mu pełną swobodę do zabrania dłoni, nawet zwolniła, bo zbliżali się do niewielkiej restauracji. - Oho, to będzie Twoja ulubiona metoda ucieczki, co? Zacisnęła usta, żeby nie parsknąć śmiechem i wbiła wzrok w podłogę, gdy rozmarzony wyraz twarzy Nordgersima przeciął grymas niezadowolenia, a do tego dorzucił równie pozbawione zachwytu mruknięcie. Trąciła go delikatnie łokciem, sugerując tym samym, że cioteczka tak już miała i nie było przed tym ratunku. Ją też traktowała jak małą dziewczynkę. - Tak, tak! Przyniosę to, które według mojego syna najlepiej pasuje do mięsa. Pandorka, winka? - Nie, piwo będzie w porządku, dziękuje. - obdarowała czułym wzrokiem, przesuwając dłonią po jej ramieniu, a ta jedynie przytaknęła, lecąc po zamówienie, mówiąc coś pod nosem w ojczystym języku. Wybrała swój ulubiony stolik, a zapach pomarańczy unoszący się od świeczki był naprawdę przyjemny, kojarzył się jej z plażą i jedzeniem. Dużo było dziko rosnących drzew cytrusowych w ich kraju, chociaż bardziej popularne były grejpfruty. - Gdzieś Ty go przeciągnęła, chciałaś go zabić? - zapytała kobieta, przytulając tacę, a potem zmierzwiła brunetce włosy, kręcąc głową z rozbawieniem. - Chyba się przyzwyczaił. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, przez chwilę nawet zastanawiając się, dlaczego wcześniej nie mówił, że miał ochotę się napić czegoś? Mogli spróbować czegoś na targu. Zamówiła, a potem skupiła się już na swoim towarzyszu, przyglądając mu się z odrobiną wyrzutów sumienia przez całą karuzelę zdarzeń i kuzynki, które go spotkały, ale jednocześnie z podekscytowanymi iskierkami. Był naprawdę dobry w udawaniu zwierzaków, miśkowych odgłosów. I faktycznie z czasem, było trochę łatwiej je rozróżniać, przez co były formą komunikacji. - Uczę się od najlepszych. - odparła, dziękując skinieniem głowy za nalanie piwa. Przysunęła sobie szklankę, stukając w nią paznokciami. Była przyjemnie chłodna, a piwo pachniało intensywnie, ale nie tak ładnie, jak islandzki miód. - A tak poważnie, jesteś moją pierwszą ofiarą. Jak mi idzie? - zapytała jeszcze, wpatrując się w trunek, zanim uniosła i zrobiła kilka mniejszych łyków, zwilżając usta, aby pozbyć się pozostawionej tam piany. Oparła się swobodnie o stolik, powracając do niego wzrokiem. - Jakbym wiedziała, ile radości przyniesie Ci piwo, załatwiłabym Ci beczkę do pokoju. Przyznała pogodnie, czując dopiero teraz, jak zimny był napój, bo na skórze pojawiła się jej gęsia skórka, chociaż wcale nie było jej gorąco. Zapach stał się bardziej intensywny, a drzwi do kuchni trzasnęły. Kobieta podeszła do nich z wielką tacą, rozstawiając talerze wypełnione wszystkimi dostępnymi w lokalu rodzajami kebaba, warzywami, pleckami i pieczonymi ziemniakami. - Gdybyś chciał czegoś więcej, to mów, przyniosę. Zaraz doniosę wam piwa i przyniosę Twoją sałatkę. - oznajmiła z uśmiechem, podsuwając mu pod nos mięsne szaszłyki i zabierając dzbanek. Pandora przesunęła spojrzeniem po stole, robiąc kolejny łyk piwa. Nie minęły trzy minuty, a Turczynka wróciła, stawiając nowy dzbanek, a przed nią miskę z warzywami, pieczonym serem i przypieczonym, porwanym plackiem. - Nadal nie zmądrzałaś, co? Wpędzisz się w chorobę. Zobacz, jaka jesteś chudziutka. Sama skóra i kości. - westchnęła z zaniepokojeniem, przesuwając dłonią po ramieniu Pandory, na co ta bezradnie rozłożyła ręce, robiąc w stronę kobiety swoją smutną minę, wydymając usta w podkówkę. - Jedz, doniosę Ci pomidora. - Nigdy chyba nie zmądrzeje, nie powinnaś się tak przejmować.- zawołała za nią ze śmiechem, wywracając oczami, a potem nadziała sobie kawałek pomidora na widelec i wsunęła do ust, uśmiechając się pod nosem, a potem zamieszała w sałatce. - Musisz spróbować tego koziego sera, ciotka piecze go w przyprawach. - oznajmiła mu, wyszukując największy kawałek w swojej misce, po czym wysunęła go w jego stronę. - Chyba kozi? Albo może owczy? Nie jestem pewna. Dodała po chwili, badawczo przyglądając się zawartości swojej miski, bo nie mogła się zdecydować. RE: [ 23 Września 1969, Turcja] Kwiat Orientu | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 14.05.2023 Czyli jednak Zosia-Pandosia. Hjalmar mógł się tego tak naprawdę domyślić. Pokiwał tylko przecząco głową na jej słowa dotyczące uległości w jego kierunku. Nie jemu było oceniać czy tak na prawdę było - Nordgersim po prostu nie marudził na taki obrót spraw, nawet jeżeli Prewettównie to się aż tak nie podobało. Mięciutka jak chmurka Uśmiechnął się na tę myśl pod nosem ale nie podzielił się nią z dziewczyną - Masz mnie - przyznał aby nie wchodzić w dalszą dyskusję na ten temat. Mogliby się o to kłócić jeszcze kilka dobrych godzin, aż przyszłaby noc, a i tak nie uzyskali by żadnego rozwiązania tej sprawy. We dwójkę potrafili być wystarczająco uparci jeżeli do czegoś dążyli. A tak to chociaż Pandora zyskała swoje małe zwycięstwo. Postęp technologiczny tak samo jak pojedynek na miecze był nie do uniknięcia. Prewettówna prędzej czy później przypomni się o jeden, a Hjalmar nie będzie miał innej opcji jak się zgodzić. Nordgersim miał jedynie nadzieję, że nastąpi to później, aniżeli wcześniej - i przede wszystkim na trzeźwo, a nie po różnych używkach. Uspokoiło go to trochę. Koniec końców mogłaby się obrazić o takie niekonwencjonalne metody kończenia rozmów - Umm? - uniósł brew. Nie miał przecież pojęcia co miał wiedzieć - wytłumaczenie nadeszło jednak bardzo szybko. Gdybym miał więcej worków na te ziemniaki? Nie rozumiał co Pandora chciała mu przez to przekazać. Przejechał dwa razy po swojej brodzie, próbując tym samym zmusić swoje szare komórki do działania i przemyślenia słów Prewettówny. Zrobił coś źle? Może powiedział coś nie tak? Nie, raczej nie. Miała jednak trochę racji w swoich słowach. Mógłby się zmęczyć ale nie nią, a jedynie noszeniem jej. Hjalmar wyrobił już sobie swego rodzaju odporność na jej słowotoki czy nawet zachowanie, co pozwalało mu na dalszą egzystencję w towarzystwie tej kobiety. Gdyby nie wyrobił sobie tej zdolności to zapewne nie postawiłby swojej nogi na innym kontynencie. Oczywiście, że Islandzki towar był najwyższej klasy. Sam Islandczyk nie miał pojęcia skąd on się tam brał, kto go tam załatwiał albo kto się nim opiekował. Najważniejsze było to, że był dobry i pozwalał się odstresować. Wiem... Przez krótki moment chciał przejechać sobie ręką po szyi ale zmienił zdanie. Uznał, że nie usłyszał słów Pandory dotyczących puszczenia jego dłoni. Nic też nie zrobił kiedy poczuł, że uścisk się poluźnił. Może nie chciał tego robić? Może było mu przyjemnie? Na pewno coś wymyśli na swoje wytłumaczenie ale tylko wtedy kiedy będzie do tego zmuszony - Czy ulubiona to nie wiem. Na pewno sprawdzona - odpowiedział na jej pytanie. To było dużo prostsze niż Pandorze mogło się wydawać. Zwłaszcza jeżeli angielski nie był jego ojczystym językiem. Spojrzał się na dziewczynę z wyrzutem kiedy ta trąciła go łokciem. Jego wzrok mówił jedno - 'za co?'. Przecież nie zrobił nic złego, a pomruk był nieodłączną częścią jego osobowości. Prawdę mówiąc nikomu nie zrobił krzywdy tym swoim jednym, niewinnym wyrazem niezadowolenia. Piwo zadziałało na niego jak remedium. Sprawiło, że z każdym kolejnym łykiem, szansa na zejście z przegrzania słońcem, malała. Dodatkowo zawarty w tym trunku alkohol, powodował, że jego granica przesuwała się w tę bardziej uległą stronę. Nie powinienem tak szybko pić Hjalmar zdawał sobie sprawę, że zbyt dużo procentów wypitych w zbyt szybkim czasie spowoduje, że z niedźwiedzia stanie się potulnym misiem, który nie będzie w stanie zrobić nikomu krzywdy. - No jak na pierwsze porwanie... To całkiem nieźle. Ale obawiam się, że za mnie nie będzie tak dużej nagrody pieniężnej... No i ja sam mogę się ewentualnie uwolnić - podkreślić, przypominając sobie o jej słowach dotyczących okupu o którym wspomniała mu w czerwcu. Dagur zapewne byłby w stanie coś zapłacić albo nawet samemu szukać swojego syna - jednak nie mogła liczyć na zaporowe kwoty w ilości dziesiątek czy setek tysięcy monet. Kiedy na stole pojawiły się dania, czym prędzej ruszył do konsumpcji, nie bawiąc się w żadne sztuczce czy noże. Rękoma podnosił kawałek za kawałkiem, wykonując łapczywe kęsy. Bardzo dobre Przy tak syto zastawionym stole poczuł się jak prawdziwy wiking. Brakowało mu tylko jego rogu, kompanów i drakaru aby wypłynąć do Anglii na plądrowanie jak jego przodkowie. Na upartego, drugą rzecz z tej listy mógł zastąpić Pandorą. Pozostałe rzeczy były jednak nie do podmiany i nie do odnalezienie aktualnie. Zjadł kawałek tego co mu podsunęła. W tej chwili był jak odkurzacz. Nie ważne co by mu podsunęła, on i tak by to skonsumował - Nie ważne czy kozi czy owczy. Całkiem niezły. Zresztą nie owczy, a chmurkowy - poprawił ją bo chyba zapomniała poprawnego nazewnictwa tego zwierzęcia. To na pewno było zjadliwe ale nie tak dobre jak soczysta baranina, która aż się rozpływała w buzi - A Ty czemu nie jesz mięsa? Zobacz jakie soczyste - powiedział, zaciskając kawałek szaszłyka w swoich palcach, a moment później tłuszcz wypłynął po dłoniach na talerze - Na prawdę jest pyszne. Te przyprawy, ta jakość... Świetna sprawa - powtórzył po Pandorze jednak w kwestii mięsa, a następnie popił piwem. Pobił chyba swój własny rekord w jedzeniu. Hjalmar oczyścił ten talerz w mgnieniu oka. A całość zalał kilkoma szklankami piwa. Czuł się syty, a na znak tego oblizał palce aby na koniec wytrzeć je w serwetkę - Na Merlina... Mogę umierać - przyznał - A Twoje jak? - zapytał łapiąc się za brzuch, modląc się w myślach aby nie dokonać tutaj żywotu. |