![]() |
|
[kwiecień 1971] Nastał czas ciemności, Brenna i Cedric - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [kwiecień 1971] Nastał czas ciemności, Brenna i Cedric (/showthread.php?tid=1419) Strony:
1
2
|
RE: [kwiecień 1971] Nastał czas ciemności, Brenna i Cedric - Brenna Longbottom - 01.07.2024 - Hm... może ciasto czekoladowe? - zastanowiła się Brenna. Po prawdzie ogólnie lubiła ciasta, a nawet ot dobre jedzenie, i nie narzekała, czy postawiono przed nią tartę, czy szarlotkę, czy sernik. - Czasem trudno wybrać - dorzuciła, zerkając na niego. Doskonale widziała, że był zmęczony i miała wyrzuty sumienia, że w ogóle go męczyła dalej: ale skoro już tutaj przyszła i powiedziała A należało powiedzieć B. Przez jej usta prześlizgnął się lekki uśmiech, gdy wspomniał o zabranianiu: jakby komukolwiek kiedykolwiek takie zabranianie jej czegoś wyszło. Nie widziała jednak sensu w wypowiadaniu tych słów na głos, bo brzmiałoby to wręcz jak pusta przechwałka. - Taką mam pracę, ale w większości to naprawdę drobiazgi. No dobrze, może nie ta starożytna klątwa, ale zgubienie kości w dłoni mogło już zdążyć się każdemu, tak samo jak drobny przypadek gnijących ran, tak? - A co Ministerstwo ma mówić? Przyznać, że przegapili narodziny drugiego czarnego lorda i Voldemort to następca Grindewalda? - spytała retorycznie, tłumiąc westchnienie. Nie chciano przecież paniki, bo ta nikomu nie służyła ani pokazania na arenie światowej, że Anglia nie radzi sobie z sytuacją. Na razie może wiele rzeczy pozostawało w cieniach, ale wszystko wskazywało ma to, że ta walka nie potrwa miesiąca ani roku nawet: być może czekało ich wiele ciemnych lat. Brenna milczała przez chwilę, czekając po prostu aż zmęczony umysł Cedrica połączy fakty. Oczywiście, że nie mógł przeczytać o tym w prasie. Wtedy przeczytaliby o tym też śmierciożercy. I Ministra Magii, której mogłoby się nie spodobać, że powstają nieoficjalne bojówki Dumbledore'a. - Udzielać pomocy medycznej. Nieoficjalnej, nie zanotowanej w żadnych papierach - odparła pp prostu na jego pytanie. Nie było jej celem posyłania Lupina na pierwszy ogień: nie był żołnierzem i nie szkolił się do walki. Ale był uzdrowicielem, a żołnierze zostawali ranni na tyle często, że tłumaczenie w Mungu pewnych obrażeń mogłoby być problematyczne. - Może robić eliksiry. Możesz odmówić, Cedric, zrozumiem i nie musisz decydować teraz. Jedyne, o co proszę, to żeby nie dowiedzieli się o tym inni, niezależnie, na co się zdecydujesz. RE: [kwiecień 1971] Nastał czas ciemności, Brenna i Cedric - Cedric Lupin - 06.07.2024 Nagłe przerzucenie rozmowy na preferowane ciasta prawdopodobnie nie było zbyt trafne, skoro mieli rozmawiać o jakichś ważnych sprawach, ale skoro Brenna nie widziała w tym problemu, sam nie planował sobie tego wyrzucać. Wręcz przeciwnie, z niemałym zadowoleniem odnotował w głowie, że przyjaciółka preferuje ciasto czekoladowe. W tej chwili nie mógł z tej wiedzy skorzystać, ale miał zamiar sprawić jej mały prezent przy pierwszej lepszej okazji. — Hmmm, w sumie to rozumiem. Sam chyba też wolę ciasto czekoladowe, ale najbardziej lubię, jeśli są na nim świeże owoce i bita śmietana. Chociaż wtedy dam radę zjeść maksymalnie dwa kawałki — na samo wspomnienie tego znakomitego deseru na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W sumie to może sprawi taki prezent nie tylko Brennie. — Powinniśmy częściej się spotykać, wiesz? — dodał nagle, uświadamiając sobie, jak wiele czasu minęło od ich ostatniej rozmowy. — Nie mówię już nawet o tym, że mama ma ci za złe brak odwiedzin. Po prostu... brakowało mi cię — dokończył z lekko zamyślonym spojrzeniem. Normalny Cedric raczej nie obnosiłby się ze swoimi przemyśleniami i uczuciami aż tak, ale kobieta miała przed sobą wyjątkowo zmęczoną odsłonę Lupina. Głupio będzie mu pewnie dopiero nazajutrz. Gdy w końcu zamknęli się w jego pokoju, czułości i sentymenty odeszły na bok. Zastąpiły je troska i zmartwienie. Nawet jemu ciężko było zachować uśmiech w sytuacji takiej jak ta. Następca Grindewalda? To porównanie było bardziej niż martwiące, zwłaszcza z ust członkini Brygady Uderzeniowej. — Ech. Ciekawi mnie, czy ludzkość nauczy się kiedyś na błędach poprzedników i skończymy z tą bezsensowną przemocą — westchnął tylko, kręcąc przy tym głową. — Odmówić? Dobrze wiesz, że nie mogę. Nie mówię nawet o moich obowiązkach jako lekarza. JA nie mógłbym przejść obojętnie wobec takiej prośby. Co prawda nigdy nie ciągnęło mnie do tajnych organizacji... ale jeśli ktoś potrzebuje pomocy, nie mogę odmówić. Ktoś musi cię składać do kupy — rzucił po wyjątkowo krótkiej chwili ciszy. Był poddenerwowany i spięty, ale w takiej sytuacji był to dość normalne reakcje. Nie czuł się na siłach stawać przeciwko komuś, kto był nowym Grindewaldem, ale... — Możesz liczyć na moją dyskrecję — dodał jeszcze, po czym skupił się na cieście i herbacie. W trakcie konsumpcji przeszli jeszcze przez kilka tematów, a po blisko godzinie Brenna w końcu ruszyła w droge powrotną. Koniec sesji
|