![]() |
|
[27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya (/showthread.php?tid=1425) Strony:
1
2
|
RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Desmond Malfoy - 11.12.2023 Gdy wstała z kanapy, jego spokojnych oczach zamajaczył cień złości. Nie wstał jednak razem z nią, nie drgnął nawet – absolutnie nie chciał pokazać, że miała nad nim jakąkolwiek władzę, że była w stanie sprowokować go do zrobienia czegokolwiek, nieważne jak błahym miałby ten czyn być. Zacisnąwszy długie palce na swojej szklance, wypił ostatkę rumu i zwiesił głowę, starając się opanować mdłości. Milczał długo, wpatrzony we własne buty. Uważnie słuchał jej kroków, wiedząc doskonale, że nie będzie w stanie opuścić tego pomieszczenia bez jego pozwolenia. To było jedno z jego życzeń. Cieszył się, że myślał roztropnie nawet w momentach naiwnej radości. – Nie możesz być z nim blisko – wyjaśnił jej cicho. – On nie jest zainteresowany. Wyprostował się sztywno na kanapie i znów wyciągnął rękę po butelkę trunku. Czuł, że potrzebuje więcej, bo nic z tego, co chciał powiedzieć, nie przejdzie mu przez gardło. Gdy napełniał szklankę niemalże po brzegi, myślał o Oleandrze. Burknął coś pod nosem z niewyraźnym uśmiechem. Oleander nigdy by go nie zdradził. – Gdyby nie był taką. Dobrą osobą. To pewnie by się z ciebie śmiał. – Nie mógł się powstrzymać. – Dużo chłopaków się śmieje. Z takich jak ty. Nie rozumiał złości, która w nim narastała, ale miał nadzieję, że uda mu się ją utopić w rumie. RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Maya Chang - 11.12.2023 Drgnęła, gdy powiedział, że Oleander nie jest nią zainteresowany. Oh, ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nadal przyglądała się książkom na półkach. Nie była jednak na tyle skupiona, aby przeczytać jakikolwiek tytuł. Nie wiedziała jaki miał cel w mówieniu jej tego, ale cierpliwie pozwalała mu bełkotać. Coraz mniej podobało się jej to spotkanie, ale nie chciała go przerywać. – Oh, wiem – odparła – Ale nikt nie zabronił nam się przyjaźnić – mruknęła wracając do niego spojrzeniem. Wypił za dużo, wyglądał zbyt słabo, ale jednocześnie ta mętność, którą powodował alkohol sprawiała, że było w nim coś niepokojącego. Kolejne jego słowa nie zrobiły akurat na niej wrażenia. Nie obchodziła ją opinia mężczyzn, miała ją w wielkim poważaniu. Lubiła być w ich otoczeniu, ale do szczęścia nie potrzebowała opinii płci słabej. Kobiety rządziły światem, tak mówiła jej babka, ciotka i matka, a mężczyźni byli słabi. Łatwo było ich pokonać, łatwo było ich zmanipulować, łatwo było nad nimi panować. Maya jednak miała trochę oleju w głowie i nigdy nie próbowała z nimi walczyć w sferach fizycznych, bo najzwyczajniej świecie oni mieli przewagę w mięśniach, a ktoś kto tej przewagi w tym zakresie nie miał musiał radzić sobie sprytem. – Z takich jak ja? – zapytała wbijając w niego uważnie swoje spojrzenie. Już się nie ruszała, już stała w odpowiedniej odległości i czekała. Niepokój wkradł się w jej serce. – Gdyby nie chciał się ze mną przyjaźnić chyba by tego nie robił, co? – zapytała zaciskając dłoń w pięść, aby rozładować napięcie jakie zaczynało się tu zbierać. – Co próbujesz osiągnąć, Desmondzie? RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Desmond Malfoy - 11.12.2023 Jakby wyczuł na sobie jej spojrzenie, odwrócił głowę w jej kierunku. Na jego twarzy malowało się to samo znudzenie, co wcześniej. Jedyną zmianą było to, że teraz miał lekkie rumieńce a jego błękitne oczy zaczynały się szklić. Poczuł niespodziewaną satysfakcję, gdy dostrzegł, że dziewczyna zaciska dłoń w pięść. Wydało mu się to w pewien sposób katartyczne; jakby Maya nareszcie mogła poczuć to, co czuł on. Jakby nareszcie się rozumieli. Ale wciąż nie miał pewności, wciąż nie mógł się w pełni odprężyć. – Gdybyś ty nie chciała. Być ze mną. Blisko – mówił z trudem, który, zważywszy na jego całkiem precyzyjną artykulację, raczej nie brał się z upojenia alkoholem. – To nie spotkałabyś się ze mną. Prawda. Na pierwsze zadane przez nią pytanie nie zamierzał odpowiedzieć; wychodził z założenia, że sama najlepiej znała na nie odpowiedź i że mówienie wprost o takich kwestiach będzie stawiało go w złym świetle, ale nad drugim chwilę pokontemplował, każdą pikantniejszą myśl popijając rumem. Nie patrzył już wtedy na Mayę, lecz gdzieś przed siebie. – Chcę – zaczął zaskakująco niepewnie, jakby w trakcie wypowiadania tego słowa zdecydował się zupełnie zmienić kurs. – Nie być taki jaki jestem. Dokończył na tyle cicho i niewyraźnie, że mogła go nie usłyszeć. Właściwie chciał, żeby go nie usłyszała. RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Maya Chang - 11.12.2023 Ta. Lubienie osoby, która nie lubi cię w ten sam sposób było denerwujące, frustrujące i powodujące bezradność, bo mogłeś patrzeć na tę osobę, wyobrażać sobie jak trzyma twoją dłoń, ale to nigdy się nie stanie, bo nigdy ta osoba cię nie zechce, a ty będzie przy niej trwać na tyle, na ile zostanie w tobie siły. Rozsądku w takich sytuacjach nie było, rozsądek uciekał, chował się za chorym pragnieniem posiadania i trwania u boku tej osoby. Mogłaby go zrozumieć, ale nie chciała. Nie chciała sobie uświadamiać tego, że on patrzył na nią jako tę, której pragnął. Ona była w takim wieku, że takie relacje chciała rozwijać powoli, drobnymi kroczkami, aby się nie sparzyć, aby nie cierpieć, bo nie potrafiła odpowiednio się jeszcze zachować. Serce dudniło jej w uszach, gdy na niego patrzyła. Przestąpiła z nogi na nogę i złapała za swoją szklankę alkoholu, z której od razu się napiła. Nie działało. Po prostu. Było jak ohydny w smaku sok. – Prawda – odpowiedziała – Ale są różne rodzaje bliskich znajomości – dodała jeszcze, bo nie chciała, aby wyobrażał sobie za wiele. Nie chciała, aby źle ją zrozumiał, bo teraz nie znali się na tyle dobrze, aby mogła mówić o tym, że chce być z nim teraz blisko. Teraz chciała się po prostu rozluźnić i go poznać, zobaczyć jego mądrą głowę, a nie męską stronę, tą brudną i plugawą jaką posiadał każdy mężczyzna. Nawet Oleander nie był czysty, prawda? Na pewno miał coś brudnego w swojej głowie. – W tym miejscu możesz być kim chcesz – odparła – po prostu udawaj tego, kim chcesz być – dla niej było to proste, bo jeśli nie chciała być Mayą, mogła być Desmondem, jeśli nie chciała być Desmondem, mogła być nauczycielem zielarstwa. Wystarczyło, że odpowiednio by się skupiła. Pod tym względem dogadywała się też z Oleandrem. RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Desmond Malfoy - 11.12.2023 Na moment sięgnął do niej spojrzeniem, gdy przestąpiła z nogi na nogę. Czy to było ze stresu? Ciężko było mu wyobrazić sobie inny powód i czuł się poniekąd ukontentowany, że chociaż takie emocje w niej wzbudził. – Są różne rodzaje. Przyjaźni – wyrwało mu się ze złości. Miał nadzieję, że ta między nią a Oleandrem należała do takich wybitnie interesownych, czegokolwiek by on od niej nie chciał. Była taka brudna. Wypuścił ze świstem powietrze, ważąc w myślach genialny pomysł, jakim podzieliła się z nim Maya. Z sekundy na sekundę był coraz mocniej świadomy tego, że wcale nie rozumiała tego, co czuł. Że wcale nie czuła tego samego. Dla niej to wszystko było takie łatwe, jakby było jakąś obrzydliwą zabawą. Dopił szklankę rumu i podniósł się powoli, spokojnie. – Udawanie to kłamstwo a ja nie lubię kłamać – mówił monotonem, odwracając się w jej kierunku. Poluzował ślizgoński krawat i oparł ręce o krawędź kanapy. – Nie umiem kłamać. Spuścił wzrok z Mayi, zanurzając się w myślach. Zastanawiał się, w jakim położeniu stawiał go fakt, który właśnie jej zdradził. Nawet nie chodziło o to, czy powinien jej go zdradzać — zwyczajnie nie mógł zrozumieć, jak sam się czuł z tym, że to prawda. RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Maya Chang - 11.12.2023 Tak, trudno jej było zrozumieć to, że Desmond nie chciał być sobą, ale nie potrafił też udawać. Ona potrafiła i to za dobrze czasami, ale jednocześnie gubiła się w tym kim sama była, jak chciała reagować na różne osoby. Teraz też nie potrafiła z nim rozmawiać, bo drażnił ją jego głos upojony alkoholem. Był ohydny, nieprzyjemny i sprawiający, że czuła się niekomfortowo, a nie była masochistką, aby czuć się w ten sposób. Gdy się poruszył obserwowała każdy jego ruch. Chciał stąd wyjść, a może oddzielić się od niej, odgrodzić? Spodobała się jej jego odpowiedź. Była dziwnie i niepokojąco szczera, ale przynajmniej wiedziała, że nie udawał. Z drugiej strony widziała, że się hamował, słyszała jego złość w głosiei nie rozumiała tych powodów. Nie siedziała w jego głowie, nie siedziała w jego sercu i nie chciała ciągnąć go za język, aby jej odpowiedział, aby określi to, czego od niej chciał. Powoli, jak ruszający pociąg ze stacji do Hogwartu. – Dobrze – odparła po naprawdę długiej ciszy. – Czemu nie chcesz być sobą? Co jest w tym takiego złego? – wyrzuciła z siebie czując jak w gardle zbiera się jej dziwna gula, bo nie potrafiła zrozumieć do końca Desmonda i paraliżował ją stres. Zmusiła się do tego, aby zrobić dwa kroki w jego kierunku, ale nie obeszła kanapy, stała na przeciw niego po drugiej stronie. RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Desmond Malfoy - 12.12.2023 Przez krótką chwilę wyglądał, jakby miał się rozpłakać. Nie zrobił tego. Jego spojrzenie prędko przybrało na sile, jakby w ten niemy, subtelny sposób spróbował przejść w ofensywę. Ale Maya jedynie grzecznie zadawała mu ostrożne pytania. Im dłużej nad tym dywagował, tym wyraźniej uświadamiał sobie, że wolałby, żeby zachowywała się znacznie bardziej agresywnie. W jakiś pokrętny sposób pragnął zobaczyć obrzydzenie na jej twarzy, ale ona tylko podchodziła bliżej. Dlaczego podchodziła bliżej? Z trudem powstrzymał się przed postawieniem kroku do tyłu; nie zdziwiłby się, gdyby się zachwiał zaraz po wypuszczeniu z rąk oparcia kanapy. – Przecież widzisz. Widzisz. Co się stało – odparł beznamiętnie. Zastanawiał się, czy nie powinien wypić jeszcze jednej kolejki, bo wciąż czuł w sobie ten frustrujący opór. – Zawsze. Zawsze tak jest. Podniósł głowę ku wysokiemu, zdobionemu sufitowi i chwilę patrzył w niego. Próbował dyskretnie wymrugać zbierające mu się w oczach łzy. – Jak ci. Minął dzień – zaczął, nie zdejmując wzroku z roślinnego motywu kunsztownego fresku rozlewającego się po sklepieniu Pokoju. Cóż, widać było, kto go sobie wyżyczył. – Masz już jakieś plany. Na wakacje. RE: [27/05/1968] Ostatni raz - Desmond & Maya - Maya Chang - 12.12.2023 Maya była ostrożna z relacjami z innymi osobami. Wychowała się w innym świecie, jeszcze na pierwszym roku dziwiła się, że sporo dzieci ma w domu ojców, że w ogóle mężczyźni tak blisko byli kobiet. Fascynujące to było da niej zjawisko, ale nie potrafiła go zrozumieć. Ona swojego nigdy nie poznała i w sumie nie chciała go znać. Jeśli ją zostawił to oznaczało, że był tchórzem. Dlatego tak bardzo miała gdzieś opinię mężczyzn na jej temat. Nie czuła obrzydzenia, bo ją cholernie ciekawiło to, co Desmond krył w środku. Był fascynująco ciekawy. Maya może i była ostrożna, ale nie potrafiła wyzbyć się swojej ciekawości, dlatego czasami obserwowała ludzi z daleka, śledziła ich po korytarzach sprawdzając ich nawyki i drobne sekrety. Desmonda czasami też śledziła, ale tylko po to, aby zobaczyć, gdzie chadzał Oleander. Chodziło o alkohol? Chyba tak. Zapewne tak. Nie potrafiła wysnuć innej teorii. Rzucił się na butelkę tak jakby był to życiodajny napój, więc nic dziwnego, że o tym pomyślała. Sama Maya zawsze uważała ludzi uzależnionych od jakichś używek za żałosnych, ale jej rodzina na takich żałosnych ludziach zarabiała, więc starała się nie oceniać ich głośno. Zamrugała kilka razy, gdy dostrzegła jego mokre oczy, spuściła szybko wzrok, aby go nie krępować. – Dzień minął spokojnie, a tobie? Widziała dzisiaj jak śpiewali ci w pokoju wspólnym – z chęcią przyjęła zmianę tematu, bo nie chciała, aby ten czuł się źle. Raczej krępowały ją łzy drugiej osoby, nie chciała go postrzegać jako tych słabych mężczyzn. – Nie mam, raczej będę siedzieć z rodziną i robić takie tam rzeczy, ale możesz się odezwać to moglibyśmy gdzieś wyjść – powiedziała powoli, robiąc krótkie pauzy w trzech miejscach jakby nie była pewna, czy o to mu chodziło. – A ty? – chciała zapytać, czy spotka się z Oleandrem, ale w porę ugryzła się w język wiedząc, że to mogło się mu nie spodobać. Zauważyła to już wcześniej. |