Secrets of London
1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch (/showthread.php?tid=1472)

Strony: 1 2 3


RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Sarah Macmillan - 11.08.2023

Jakie inne nazwy mogły kryć w sobie to, czego szukała? W sumie to kiedy zaczęła wymieniać je w myślach, doszukała się ich nawet więcej, niż kiedy wyszukiwała tych tekstów, a... to znaczyło, że powinna chyba wrócić do tej biblioteki? Niby nie miała już siły i to nie powinno nikogo dziwić – ta hiperfiksacja oczyściła ją z niemal całej energii, ale... no właśnie: hiperfiksacja. Nie mogła wydostać się z sideł tego, choćby i bardzo chciała.

- Limbo, zaświaty, Avalon – wymieniała, odliczając przy tym na palcach – miejsce, do któlego trafiamy do śmierh'ci. Mugole mówią na to chyba niebo, piekło, czyściec. W innych wyznaniach Hel, Helheim, Valhalla... Może być opisywane jako odbicie naszego świata, albo zupełnie inny świat. Limbo jest też związane z khr'ążeniem ene'gii w cyklu.

Na informację o tym, że wycena będzie ciężka, pokiwała głową. To miało sens. Nie mógł przecież wycenić materiałów, jedynym materiałem wartym wyceny była jego głowa, a skoro znał tyle języków... No cóż, kapłani Matki nie należeli wcale do biednych, mimo założenia, które Martin wykonał w swojej głowie. Sarah zamierzała jednak skorzystać z własnych pieniędzy. Miała odłożoną sporą sumę, której i tak nie użyje lepiej – wydałaby to pewnie na używki.

Odetchnęła głęboko.

- Znać tyle języków... – nie mogła się powstrzymać – jest pan podlóżnikiem?


RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Martin Crouch - 12.08.2023

Sięgnął do szuflady. Wyjął notes z czarną okładką i wytłoczonym wzorkiem. Przekartkował do pierwszej pustej kartki i zanotował wszystkie słowa-klucze, które Sarah wymieniła. Brzmiało ciekawie. Wpadało w krąg jego zainteresowań. Przeszłych i obecnych. Najchętniej zabrałby się do tego natychmiast, ale wciąż miał kilka nudnych dokumentów urzędowych do przetłumaczenia. Dla klientów ojca. Na pojutrze.

Martin znał Łacinę, Francuski i Niemiecki. To dużo, nawet na osobę pochodzącą z majętnej rodziny z tradycjami. Sam nigdy nie uważał tego za swoją zaletę. Nie posługiwał się tymi językami w mowie, jedynie od czasu do czasu dokonywał tłumaczeń służbowo lub prywatnie. Ale z perspektywy każdego innego, taki wachlarz lingwistyczny był prawdziwie godny podziwu.

— Poza Wielką Brytanią byłem tylko w Stanach... — odpowiedział po chwili przetrawienia tego faktu w głowie. Pytanie Sarah było naturalną koleją rzeczy. Martin mógł porozumiewać się swobodnie w wielu krajach. A jednak zamiast ludzi, wolał książki w zaciszu swojego pokoju. Może powinien wyruszyć z bratem na jakąś wycieczkę? Albo samotnie ruszyć na zwiedzanie Paryża lub Berlina? To z pewnością dodałoby smaku jego życiu. A gdyby tak zaprosić Daisy? Miałaby wiele ciekawych obiektów do sfotografowania... Ale to nie wchodziło w drogę. Aż tak dobrze się nie znali.




RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Sarah Macmillan - 03.09.2023

- Doplawdy? - Zatrzepotała rzęsami. - Ha, sth'rashnie głupio o tym mówić, ale kiedy tutaj szłam, to sobie wyobrażałam jakim człowiekiem mógłby być ktoś, kto potlafi tłumaczyć w tylu językach i z jakiegoś powodu mój umysł wyoblaził sobie, że jesteś podlóżnikiem. Ale tak teraz sobie myślę, to ja naplawdę jestem stlasznie tępa. - Pewnie nie powinna tego o sobie mówić, ale zawsze kiedy czyjaś obecność ją onieśmielała, zaczynała pleść straszne bzdury i być dla siebie cięta. - Gdzie miałbyś pojechać, żeby mówić po łacinie? Musiałbyś chyba wciągnąć z tonę bagiennego ziela i przeżyć eutiellie. - Albo wynaleźć wehikuł czasu, ale co by tu wtedy robił? W czasach wojny? Pewnie by tańczył gdzieś na szkockich polach i nie przejmował się niczym, a już w szczególności Lord... Czarnym Panem. Odgoniła tę myśl, tak szybko jak tylko mogła. Uśmiechnęła się przy tym niemrawo. Ciężko było zachowywać jakiekolwiek pozory normalności, kiedy ktoś ci szeptał ciemne rzeczy do ucha tak swobodnie, jak robił to Salazar Slytherin. - Czy... czy nie?
Próbowała odszukać odpowiedzi w jego spojrzeniu.
- Kiedy Pani Księżyca tkała mnie z sieci przeznaczenia, skupiła się na tym, żebym pięknie wyglądała, tańcząc w świetle nocy, zapomniała o tym, że świat posiada nieco więcej ulic niż Whirecloft Stleet.
Znowu mówiła za dużo...


RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Martin Crouch - 06.09.2023

Odczuł rozczarowanie samym sobą. Zawiódł klientkę w pewnym sensie. Rozumiał jej punkt widzenia. Nie mógł nazywać się ekspertem w żadnym języku, skoro nigdy nie prowadził w nich konwersacji.

Uśmiechnął się na krótką analizę sposobności rozmowy po łacinie. Ciekawe, czy na mugolskich uczelniach porozumiewano się tym językiem, czy również tam używany był tylko w piśmie.

— Być może, nie słyszałem jeszcze, żeby gdziekolwiek używano łaciny w mowie.

Ostatnia wypowiedź Sarah trochę go skonsternowała. Nie wiedział, o co jej chodzi, ani czy w ogóle powinien wiedzieć. Kłęby umysłu podpowiadały mu również, że zakręconą kapłankę spotkał już kiedyś. Czy to było w Hogwarcie? Sarah wyróżniała się z tłumu swoją aparycją oraz sposobem mówienia. Nawet jeśli nie zwracał uwagi na uczniów, ją z pewnością zauważył.

— Myślę, że faktycznie powinienem odbyć jakąś wycieczkę zagraniczną... — rzucił, pragnąc uniknąć niezręcznej ciszy.




RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Sarah Macmillan - 21.09.2023

Macmillan w ogóle o tym w ten sposób nie myślała. Szczerze mówiąc, nie rozumiała języków na tyle dobrze, żeby mieć o tym jakąkolwiek opinię, więc nie było tutaj również miejsca na żadne błyskotliwe przemyślenie... Dziewczyna po prostu lubiła sobie wyobrażać rzeczy, dopowiadać historie do wszystkiego, co ją otaczało, to przecież czyniło życie odrobinę ciekawszym. Posmutniałaby pewnie gdyby wiedziała, że wywołała w tym Martinie jakiekolwiek negatywne wrażenie.

Sarah trajkotała dalej.

- To bądź pielwszy. Powiedz coś do mnie w tym języku, ha! Znam tak mało osób, któle pot'afią mówić w jakimkolwiek innym języku niż angielski. W głównej sali kowenu wiszą napisy zapisane w łacinie i czymś jeszcze, nie wiem, bo je zapisali stahrożytnymi 'unami. Nauczyłam się na pamięć, co one znaczą, bo... nie umiem ich pszeczytać. I oh, oh, oh (!) czyli jednak gdzieś pana ciągnie! - Klasnęła w dłonie i, prawdę mówiąc, chciała paplać dalej, zadawać mu pytania, o te potencjalne podróże i o te blizny, o czarujące, błękitne oczy, o ten pejcz. Ale przecież nie przyszła tutaj na herbatę, tylko żeby jej przetłumaczył dokumenty. - Pszepraszam, znowu tyle mówię, a właśnie dołożyłam panu taki stos placy... - Przeprosiła niekoniecznie dlatego, że się czuła z tym źle. Przeprosiła, bo tak robili tacy ludzie jak ona - wiecznie uciszani, wiecznie instruowani, że gadają za dużo, za głośno i niepotrzebnie.




RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Martin Crouch - 24.09.2023

Starożytne runy. Czyli jednak były gdzieś używane. Dla Martina stanowiły one początek nauki języków obcych. Chociaż główniej wybierał te bardziej praktyczne, jak niemiecki, czy francuski.

— Nie, nic nie szkodzi — odpowiedział. Absolutnie nie przeszkadzała mu gadatliwość Sarah. Wręcz uspokajało go to skakanie z tematu na temat. Nie musiał się wyjątkowo skupiać na jej słowach. Nie musiał wysilać się na odpowiedzi. Dziewczyna była jak rwąca rzeka, a on płynął sobie po powierzchni jak jesienny listek. Bez żadnych zobowiązań zajmującej konwersacji. Bez żadnych oczekiwań. Cóż, może nie do końca. W końcu Sarah miała pewne wyobrażenia co do niego, a nawet poprosiła go konkretną wypowiedź.

Zastanowił się chwilę, ale tylko krótką chwilą. Z jakiegoś powodu słowa same napłynęły mu na usta.

Alter alterum docet. Można pomyśleć, że to ja jestem usługodawcą, ale z biegiem tej konwersacji powoli przemieniam się w usługobiorcę. To, co powiedziałem, oznacza "jeden uczy drugiego". Każdy z nas jest zarówno nauczycielem, jak i uczniem. Nie zgodzić się z tym może tylko ten, kto nie potrafi dostrzec nauki otrzymanej od innych. Ale... z pewnością nie o rzucenie sentencji tu chodziło, a płynną konwersację... Veniam deprecari. Nimis pudet me coniecto.

Czy on właśnie powiedział więcej niż jedno zdanie pod rząd? Czy jego usta wykrzywione były w lekkim uśmiechu? Czyżby właśnie był dumny z siebie, że z pomocą Sarah odkrył w sobie nowe możliwości?



@Sarah Macmillan


RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Sarah Macmillan - 25.09.2023

Macmillan zachichotała, chociaż jej umysł odbierał takie rzeczy dwojako. No bo „nic nie szkodzi” - czyli wszystko było w porządku, powinna więc pomyśleć: cudownie!, ale jej głowa dopowiadała do tego - skoro nic nie szkodzi, to jednak coś na rzeczy było, tylko Crouchowi to nie przeszkadzało - mama miała rację, a ten chłopak był po prostu w jakiś sposób wyjątkowy. Było to urocze, ale i w pewnym sensie smutne. Przyzwyczaiła się do bycia dziwaczką, ale niekoniecznie to zaakceptowała.

Wciąż - był wyjątkowy.

Usiadła znów na krześle. Siedziała tak z łokciami opartymi o blat i brodą opartą o dłonie. Uśmiechała się i słuchała go, wpatrując się w ciemne oczy przykryte kosmykami czarnych włosów i tak sobie pomyślała: A może po prostu przez wzgląd na własny charakter ciągnęło ją do ludzi dziwacznych. Ale prawda była taka, że tylko dziwacy byli ciekawi. „Normalny” było synonimem „nudny”. Dziwacy zawsze nieśli jej jakieś opowieści, nawet jeżeli wykraczały poza granice pojmowania.

- Jest w tym coś czarh'ującego. Słyszeć język, w któ'ym nikt już nie 'ozmawia. - Zastanowiła się chwilę. - Wiesz, co widzę, kiedy tak mówisz? - Oczywiście, że nie wiedział, ale miał się zaraz dowiedzieć. - Takie zamglone 'uiny khromlechu w centlum leśnej polany, polośnięte paplocią i mchem 'uiny dawnej cywilizacji. Miejsce, któr'e kiedy tętniło życiem i wialą, teraz ciche i zapomniane. Taki jest to język.

Nie dodała tego, ale ten opis pasował do tego jego smutnego spojrzenia.




RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Martin Crouch - 06.10.2023

Crouchowi mało co przeszkadzało, a jednocześnie było tego tak wiele. Nabrał jednak sporej elastyczności społecznej, żyjąc wśród tych wszystkich ekscentrycznych osobowości tworzących jego rodzinę, szczególnie od strony ojca. Można powiedzieć, że był bardzo tolerancyjny na wszelkie cechy odchodzące od normy.

— Tak, to ma sens — odpowiedział po chwili, gdy sam to sobie wyobraził. Zdecydowanie mógł przenieść się teraz do wspomnianego kromlechu i stąpać po jego ruinach w świecie wyobraźni. Ale spojrzenie Sarah wciąż na nim spoczywało, chociaż już niemal zapomniał, że przecież odbywa spotkanie w ramach wykonywanego zawodu.

— Przepraszam, jeśli pociągnąłem temat za bardzo od tego, z czym tu przyszłaś — rzucił nieco formalnie i wyprostował się na krześle. Być może dziewczynie wcale nie przeszkadzała taka kolej rzeczy, ale chciał zachowywać się profesjonalnie. Nie był przecież piwniczakiem, który zajmuje się tłumaczeniami z nudów. Chociaż dokładnie tak było.




RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Sarah Macmillan - 06.10.2023

On był trochę jak takie porośnięte bluszczem ruiny, pomyślała Sarah, wpatrując się w niego odrobinę zbyt nachalnie, jak na powszechnie obowiązujące normy rozumnych ludzi. On był jak takie antyczne ruiny, a ona była jak nawiedzony dom na wzgórzu. W ogóle byli do siebie niepodobni, nie rozumiała więc do końca dlaczego Crouch aż tak mocno ją oczarował. To wszystko mogło prysnąć jak bańka mydlana, kiedy się spotkają w innych okolicznościach, ale...

- Wiesz co... - zaczęła, nie kłopocząc się nawet jakimś „oh nie, nie musisz przepraszać”, bo by się tak tutaj przepraszali w nieskończoność, a ona musiała kiedyś wrócić do domu, żeby rodzice się nie martwili - mam nadzieję, że się nie narzucam zaplacowanemu człowiekowi... Tak miło mi się z tobą rhozmawia. Gdybyś kiedyś zechciał wybhrać się na kawę do Calkitt Malke-

Urwała, zmierzyła go spojrzeniem, a potem uśmiechnęła się ciepło.

- Gdybyś kiedyś zechciał wyblać się na spacel po lesie, gdzie nam będzie rhozmowę prze'ywać tylko szum drzew - dlaczego w ogóle przez myśl jej przeszło, że chciałby z nią wypić kawę w zatłoczonym centrum handlowym, halo, czy jej mózg próbował sabotować potencjalną przyjaźń - to tam pomiędzy dokumentami znajduje się mój adhres...




RE: 1972, Wiosna, 19 maja - Dom rodziny Crouch - Martin Crouch - 25.10.2023

Martinowi niezwykle przyjemnie rozmawiało się z Sarah. Nawet jeśli stanowiło to wyzwanie. Nie miał wprawy w rozmowach z wolnymi duchami poza swoją rodziną. Musiał znaleźć odpowiednią dozę autentyczności oraz sztywnych manier. Chciał wypaść profesjonalnie, jednocześnie nie odbierając sobie przyjemności szczerej pogawędki.

Zaproszenie do lasu zdziwiło go. Czy to typowe miejsce do spotkań? A czy oni byli typowi, żeby spotykać się w typowych miejscach? Przez myśl przeszło Martinowi, że być może dziewczyna z nim flirtuje, ale szybko ją odrzucił. To by było niedorzeczne. Nie siedzieli teraz w barze, tylko w jego gabinecie. A Sarah daleko było do taniej podrywaczki.

— To bardzo przyjemne zaproszenie — odpowiedział z lekkim uśmiechem.

Czy to tyle? Czy rozmowa została tym zakończona? Martin zastanowił się, czy ma coś jeszcze do powiedzenia. Czy może przeoczył jakieś zasady wykonywania usług. Cokolwiek. Ale raczej nie. Nawet ciężko mu było przypomnieć sobie, jakie słowa padły. Tak bardzo rozproszyła go rozmowa nie na temat. Zaczesał włosy za uszy w nerwowym geście. Cóż teraz miał zrobić? Pożegnać się? Dobrze wiedział jak kończyć spotkania biznesowe. Ale to obdarło się z części formalności i "Dziękuję za wybór mnie na swojego tłumacza, dokonam należytych starań, żeby..." byłoby nie na miejscu.

Wpatrywał się w leżące przed sobą papiery niewidzącym wzrokiem.