![]() |
|
[listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick (/showthread.php?tid=1486) |
RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 01.07.2023 Ale podstępu nie było. Wycieraczka naprawdę była wycieraczką. Schody tylko schodami (nawet jeśli przy okazji dość stromymi i krzywymi) a drzwi tanimi, niezbyt urodziwymi drzwiami, które miały już swoje lata. Ustąpiły, gdy nacisnęła na klamkę, uwalniając ze sobą nie tylko ciężki zgrzyt (jakby nie były otwierane od bardzo, bardzo dawna), ale również tuman kurzu, który wzbił się z ziemi. Otwierając je, Brenna zniszczyła starą, uplecioną przez jakiegoś malutkiego, bardzo pracowitego pajączka pajęczynę i ukryte w niej kokony z zaschniętym musimi truchłami. W środku, jak to w piwnicy, było ciemno. Bardzo ciemno. Stojąc w wejściu widziała metalowe regały zastawione słoikami. W niektórych z nich nawet coś pływało, choć wyglądało to raczej na zwyczajne (pozostawione tu na wieczne zapomnienie) przetwory na zimę niż coś innego, co powinno wzbudzić we wchodzącym tu panikę. To miejsce wyglądało tak, jakby od lat nikt z niego nie korzystał. Po drugiej stronie widziała zarys wyjścia (już bez nowych drzwi a jedynie framugę) i niewielki fragment drugiego pomieszczenia (chyba wysprzątanego, choć tego nie mogła dostrzec stojąc w wejściu do piwnicy). W tym drugim również było jaśniej. Może nie tak, jakby paliła się żarówka, ale jakby pozostawało tam coś, co musiało dawać choćby niewielkie światło. Z wnętrza domu nadal nie dochodziły żadne odgłosy. Brenna nie słyszała również wciąż przebywającego na ulicy Patricka. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 01.07.2023 Skrzywiła się, gdy zaczęło zgrzytać – i kolejny raz poruszyła różdżką wraz z cichym „silenco” – chcąc nieco zmniejszyć szansę na to, że ktoś w pogrążonym w ciszy domu usłyszy dziwne dźwięki z piwnicy. Dopiero potem pchnęła drzwi mocniej i przedarła się do głównej części piwnicy. Poruszała się powoli. Zaglądała w ciemne kąty, ot na wszelki wypadek, przez moment spoglądała na słoiki – bo oczywiście wyobraźnia podpowiadała, co można znaleźć w takim miejscu, gdy dom należy do czarowników – ale wyglądało to tylko na stare przetwory. Skoro oni wprowadzili się niedawno, zapewne jeszcze poprzednich właścicieli. Nie dostrzegała źródła zapachu krwi. Może zwiodły ją zmysły. Fantazja podsuwała, że mogły to być ciała dawnych domowników, ale skoro raczej nikt nie wchodził do tej części piwnic… wątpliwe, by znalazła coś takiego. Zbliżała się do kolejnego przejścia, pozbawionego najwyraźniej drzwi, czekających na wymianę. Nasłuchiwała przez chwilę, a potem przesunęła się dalej, powoli. Nie chciała pozwolić sobie na rozproszenie, ale przez głowę i tak przeszła jej myśl, że do cholery, chyba powinna przyłożyć się do nauki fal. Niemożność kontaktu irytowała zapewne zarówno ją, jak i Patricka. Jeśli niczego nie usłyszała ani nie zobaczyła ruchu… zerknęła do środka. Chcąc sprawdzić, czy ktoś jest w pomieszczeniu, w którym płonęła żarówka. Palce wciąż zaciskała na różdżce. Gotowa w każdej chwili zabrać się za ciskanie zaklęć. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 02.07.2023 Do chwili, w której Brenna zajrzała do pomieszczenia obok, właściwie nic nie wskazywało na to, by w tym domu rzeczywiście mieszkali czarodzieje. Wszystko było tu nadspodziewanie mugolskie: i biały domek, i trawnik, i zaniedbane wejście do piwnicy, i zapomniane słoiki z przetworami. Nic niezwykłego. Nic wzbudzającego niepokój w środku. Można było pomyśleć, że informator Stewarda się pomylił a Longbottom właśnie bezsensownie włamywała się do jakichś śpiących na górze mugoli. Ale pomieszczenie obok na pewno nie było mugolskie. Choć brakowało w nim mebli to na jego środku rozrysowano kredą pentagram. Linie nakreślono precyzyjnie, wyglądały jak niemal od linijki. Pod ścianą pedantycznie ułożono różne drobne przedmioty (w panującym tu półmroku, brygadzistka nie widziała czym właściwie były) oraz trochę niedawno kupionych świec i kadzideł. Wszystkie były nowe, jeszcze nieużyte, ale już przygotowane do użycia. Całe to miejsce wyglądało tak, jakby ktoś starannie przygotowywał się tutaj do odprawienia jakiegoś rytuału. Po pierwsze: zostało dokładnie wysprzątane: podłogę starannie zamieciono, starto kurz ze ścian i pajęczyny z sufitu. Po drugie, usunięto stąd stare półki, meble i wszelkie przedmioty, które mogłyby zagracić pomieszczenie. Nawet światło dawała tu jedynie pojedyncza, zwisająca smętnie z sufitu niewielka żarówka. Przy ścianie Brenna zobaczyła schody prowadzące do góry. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 02.07.2023 Gdy Brenna dostrzegła znaki nakreślone na podłodze, krew uderzyła jej do głowy. Żadni mugole. Może porywacze, może nie, ale z pewnością czarnoksiężnicy, wtargnięcie tutaj stało się więc nie tylko usprawiedliwione, a wręcz pożądane. Nie była aurorką i całe życie unikała nekromancji, więc niekoniecznie widywała takie rzeczy codziennie i nie mogła mieć pewna, co oznacza dokładnie ten wzór, ale łatwo było wpaść na to, że w grę wchodziła czarna magia. I że jeśli to oni porwali chłopca, najwyraźniej dziecko było potrzebne im do jakiegoś rytuału. Powstrzymała się przed wpadnięciem do pomieszczenia w pełnym pędzie, ale opanowała ten odruch ostatkiem sił. Niemniej nie działała już tak powoli i metodycznie, jak dotąd, bo chociaż wyglądało na to, że jeszcze nie dopełniono rytuału, to światło płonęło od paru godzin, i o bogowie, czy ta krew, którą wyczuwała wcześniej… Wszystko w niej rwało się do działania. Teraz, już, natychmiast, Ruszyła po prostu do pokoju, po drodze zerkając w stronę schodów, czy ktoś nie wypadnie stamtąd. Różdżką celowała już przed siebie, gotowa natychmiast rzucać zaklęcie, gdyby przegapiła kogoś. Omiotła wnętrze szybkim spojrzeniem i ruszyła po schodach. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 02.07.2023 Drzwi na górze schodów nie były zamknięte na żaden zamek. Nie skrzypiały także, gdy Brenna nacisnęła na klamkę. Prowadziły do ciemnego, niezbyt długiego korytarza wewnątrz domu. Ten częściowo był oświetlany przez oszklenia w białych, frontowych drzwiach (które z kolei prowadziły na niewielki ganek, a ten z kolei był już obserwowany przez stojącego na ulicy Patricka), a teraz również częściowo także przez szare światło, które wypływało z uchylonych drzwi z jednego ze znajdujących się na parterze pokoi. Z niego też dochodził dźwięk szumu, który brygadzistka już słyszała, gdy węszyła dookoła domu pod postacią wilczycy. To był jedyny dźwięk, który słyszała i bez niego dom tonął w ciszy, albo jakby jego mieszkańcy spali, albo jakby nikogo tutaj nie było. Poza, najprawdopodobniej, salonem na parterze znajdowały się jeszcze trzy inne pomieszczenia (drzwi do nich pozostawały w tym momencie zamknięte) oraz schody prowadzące na piętro. W ciemnościach Longbottom nie widziała na korytarzu śladów krwi. Nie wyczuwała również jej zapachu. Jeśli zbliżyła się do uchylonych drzwi, dostrzegła działający telewizor z zaśnieżonym obrazem oraz fragment kanapy i męskie nogi w mugolskich jeansach. Nie otwierając drzwi szerzej i nie zaglądając do środka, nie widziała wiele więcej. Nie słyszała ani oddechu, ani chrapania leżącego. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 02.07.2023 Drzwi wejściowe i wpuszczenie do środka Patricka czy salon, w którym płonęły światła? To była trudna decyzja, ale Brenna nie miała czasu na zastanawianie się i rozważanie za oraz przeciw (jak to, że przydałoby się wsparcie, ale drzwi mogą być zabezpieczone, a poza tym ktoś może usłyszeć szczęk zamka, zaatakować ją od tyłu i… tak dalej). Kierując się bardziej instynktem niż twardą logiką, bo nie było czasu na jej ulubione rozpisywanie plusów i minusów, ruszyła od razu do pomieszczenia, w którym po sekundzie dostrzegła nogi w mugolskich spodniach. (Była boleśnie świadoma, że za nią są pozamykane drzwi: głos ojca, który upominał ją, by nigdy takich za sobą nie zostawiała, rozbrzmiał w jej umyśle, ale to tutaj, gdzie było światło, spodziewała się kogoś zastać…) Przez głowę przeszła jej myśl, że może mężczyzna jest martwy, może zabili go, by przejąć ten dom lub był jakąś ofiarą albo coś takiego, ale nie… gdyby leżał tu dłużej, powinna wyczuć zapach… Nawet jeśli to był niewinny mugol albo nie żył, nie zamierzała ryzykować. Podeszła blisko do drzwi, zajrzeć do środka. I jeżeli nie dostrzegła w pokoju niczego szczególnie podejrzanego, plan był prosty. Uchylić je tylko na tyle, by móc wycelować różdżką. A potem posłać jedno po drugim dwa zaklęcia. Jedno mające wpłynąć na mięśnie, by uległy petryfikacji, drugie oszałamiające. Transmutacja, pertyfikus [roll=Z] Zauroczenie, drętwota [roll=N] RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 03.07.2023 Myśl Brenny o tym, że mężczyzna znajdujący się w salonie mógł być martwy, okazała się – przynajmniej połowicznie prawdziwa. Dostrzegła człowieka słusznej postury i wzrostu, pasującego fizycznie do cienia, który dostrzegła podczas sesji widmowidzenia w domu Emily. Leżał na kanapie, ale pozycja, którą zajmował nijak nie wyglądała na naturalną. Ułożony był na boku, z ręką wysuniętą do przodu tak, że zwisała nad podłogą i nad nadbitym, leżącym na niej porcelanowym kubkiem. Rozlany płyn, zdążył już zostać wchłonięty przez dywan i zamienił się na nim w ciemniejszą, mokrą plamę. Nie dało się wyczuć z niego woni alkoholu, był raczej zwykłą herbatą, tylko mocno osłodzoną cukrem. Stojąc w drzwiach, mogło się wydawać, że spoczywający na kanapie mężczyzna nie żył, ale gdyby tylko Brenna spróbowała wybadać jego puls, okazałoby się, że ten choć bardzo słabo wyczuwalny, wciąż istniał. Sam salon zaś był o wiele biedniejszy od tego, który widziała w domu Hillów. Wyglądał jakby od dawna nie był remontowany. Półki z książkami uśmiechały się od ich ciężaru, dwie nawet zdążyły się załamać (więc wynajmujący, zamiast naprawić je magią, po prostu odstawili je w kąt a przedmioty, które na nich tkwiły, ustawili jeden na drugim w kącie). Poza tym były tu wysiedziane fotele a stolik do kawy miał o tyle jedną z nóżek krótszą, że aż podłożono pod nią dwie księżki. Leżał na nim pilot od telewizora. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 03.07.2023 Co do cholery? Gdy Brenna zajrzała do środka ze zdziwieniem przekonała się, że mężczyzna ani nie zasnął, ani nie został porażony jej zaklęciem. Zarówno pozycja, w jakiej leżał, jak i rozlana herbata (tej poświęciła ułamek sekundy, bo nawiedziło ją wspomnienie papki w domu Hillów), świadczyły o tym, że... coś się stało. Truli się nawzajem? Uśpili go z jakiegoś tajemniczego powodu, może bo nie spodobał się mu element planu? A może dom był już pusty, a oni znikli, zabierając ze sobą chłopca...? Gdyby nie ta myśl, pewnie podeszłaby sprawdzić ten puls. I gdyby nie rozpoznała w tym człowieku - prawdopodobnie - jednego z tych, którzy odwiedzili dom Hillów. Byli we właściwym miejscu. W tej chwili najważniejsze było ustalenie, co spotkało dzieciaka i nie chciała marnować czasu. Obróciła się gwałtownie na pięcie, po czym, skoro już sprawdziła źródło tajemniczego światła, starając się iść na tyle ostrożnie, by jej kroki nie dudniły po całym pogrążonym w ciszy domu (ba, nawet oddech wstrzymywała odruchowo, bojąc się choćby głębiej westchnąć, bo wcale nie była nieustraszona i pozostawała boleśnie świadoma, że przebywa w domu czarnoksiężników, morderców), ruszyła znów na korytarz. Tym razem prosto do drzwi wejściowych. Chciała je otworzyć od środka, jeśli to możliwe bez magii, jeżeli nie - alohomorą. Musieli przeszukać to miejsce, nieważne, czy porywacze (i dziecko, proszę, niech będzie tu to dziecko, ciągle całe i zdrowe) byli w środku, czy też nie. W obu przypadkach pójdzie im znacznie szybciej niż we dwójkę. A jeżeli ktoś to usłyszy? O ile ci ludzie byli w tym domu, i tak przyjdzie im z nimi walczyć. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 09.07.2023 Drzwi wejściowe były zamknięte na zamek. Taki zupełnie zwykły, mugolski zamek, tylko dużo lepszy niż ten, którym zabezpieczone było wejście do piwnicy. Tu, jak i tam, w pobliżu brakowało klucza, który by je otwierał. Na drzwiach nie ciążyła żadna magia, co patrząc po okolicy i po tym, że wynajmujący najwyraźniej nie obawiali się nadejścia pracowników Ministerstwa Magii, miało sporo sensu. Albo też, w połączeniu z tym, co Brenna tylko co zobaczyła, powinno ją zaalarmować. Patrick stał niemal w tym samym miejscu, w którym widziała go po raz ostatni. Opierał się plecami o magazyn, głowę miał lekko pochyloną, jakby nie chciał by ktoś mógł zapamiętać jego twarz. Od czasu do czasu tylko rzucał dłuższe spojrzenia w stronę białego domu, który przeszukiwała. Gdy ja dostrzegł, ruszył powoli w jej stronę. Garbił się nieco a przechodząc przez ulicę, wybrał takie miejsce, przez które nie musiał kluczyć między postawionymi samochodami. Przyśpieszył znacznie dopiero wtedy, gdy znalazł się po właściwej stronie ulicy. Ale idąc po ścieżce i tak rzucał spojrzenia na okna białego domu, jakby obawiał się, że może zobaczyć któregoś z porywaczy syna Emily Hill. - Jest bezpiecznie? – zapytał szeptem, wchodząc po drewnianych schodach. – Co z tym pokojem, z którego świeci światło? – Chyba miał na myśli pokój z telewizorem, bo z miejsca gdzie stał, tylko ten można było określić tym mianem. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 09.07.2023 Nie była pewna, o czym świadczy brak zabezpieczeń. Nie chcieli zwracać nimi uwagi? Nie bali się, że czarodzieje ich znajdą, bo mieszkali w mugolskiej dzielnicy? Byli tak pewni swego? Zabezpieczyli tylko część pomieszczeń? A może już zabrali chłopca – trując wcześniej jednego ze swoich – i dom opustoszał? Lub użyli pentagramu, przeprowadzili rytuał i odeszli lub uciekli, bo zorientowali się, że ktoś jest na ich tropie? Jeżeli miałaby zgadywać, pomyślałaby, że planowali wykorzystać chłopca do jakiegoś rytuału. Ale nie znała się na tym. Nie wiedziała też niczego o ludziach, którzy porwali małego Hilla. Nie była na tyle domyślna, aby odgadnąć, że planowali tu przywoływanie duchów, a jedyne, co jej absolutnie nie pasowało do całego obrazka, to ten nieprzytomny człowiek i jego herbata, już wchłonięta w dywan, kto wie, czy nie zatruta. Bo jeżeli faktycznie to oni go tak urządzili… to dlaczego? Czy gdyby doszło do jakiegoś spięcia, nie powinni go po prostu zabić? Mogli spróbować go dobudzić i wydobyć z niego odpowiedzi, zabrać do Munga, jeżeli był w złym stanie, ale nie wiedziała, co kryje się w innych pokojach. Może tamta podejrzana kobieta z domu Emily. Albo mały Hill. - Pentagram w piwnicy. Słaby zapach krwi. Brak woni czarnej magii. Nieprzytomny czarodziej w salonie. Leży od najmniej kilka godzin temu. Jeden z domu Hillów. Nie sprawdziłam reszty domu – zrelacjonowała krótko, również szeptem, przekazując tylko te informacje, które uznała za kluczowe. Nawet dla rozgadanej Brenny nie był to ten moment, w którym mogła relacjonować wszystko długo, kwieciście, okraszając każde słowo jakimś komentarzem. Rzuciła Patrickowi spojrzenie, jakby czekając na instrukcje. Jeżeli jednak żadne nie padły i jej nie powstrzymał – bo nie zrobiła tego gwałtownie ani szybko – ruszyła do najbliższych drzwi, chcąc je otworzyć, z różdżką w ręku rzecz jasna. Chociaż teraz przestała spodziewać się ataku albo pułapek i chyba właśnie to wywoływało w niej większą konsternację. Zwłaszcza w obliczu zawartości piwnicy i tego, że człowiek leżący w salonie bez wątpienia brał udział w morderstwie i porwaniu. |