![]() |
|
1972, Wiosna, 16 kwietnia - Mieszkanie zajęte przez BUM - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: 1972, Wiosna, 16 kwietnia - Mieszkanie zajęte przez BUM (/showthread.php?tid=1489) Strony:
1
2
|
RE: 1972, Wiosna, 16 kwietnia - Mieszkanie zajęte przez BUM - Alastor Moody - 08.10.2023 Alastorowi daleko było do percepcji godnej wybitnych wróżbitów, ale nie można było odmówić mu bycia człowiekiem spostrzegawczym i o dobrej pamięci. Potrafił odtworzyć z detalami wiele scen, podczas których jego współpracownicy byli zbyt skupieni na zagrożeniu i zawsze okazywało się, że były to wspomnienia prawdziwe - nie dopowiadał sobie nic, żeby uzupełnić niewyraźne luki lub niewygodne rzeczy. Jeśli by go ktokolwiek zapytał o to, co się stało tam wtedy, na ten wysepce pośrodku niczego, to przypominał sobie tylko strzępy. Eden nadal żartowała. Ale nie pamiętał już, co mówiła, pamiętał tylko, że nie założyła na głowę tego diademu i nie wydarzyło się nic. Powinni wskoczyć do wody, ale ta poruszyła się raz jeszcze, aż wreszcie wynurzyła się z niej sylwetka okuta w płytową zbroję, dosyć charakterystyczne zabezpieczenie, wyjątkowo popularne wśród bogaczy bawiących się w nielegalne rzeczy. Rozbrojenie czego takiego było dla Aurora czymś wyjątkowo prostym, wystarczyło jedno proste zaklęcie rozpraszające na runę wyrytą na napierśniku, żeby cała ta konstrukcja zacięła się i opadła bezwładnie na ziemię. Alastor jednak machał i machał tą różdżką... i nic, jedynie zgasło wątłe światło Lumos, którego użył chwilę wcześniej. I wtedy usłyszeli stukot butów żelaznych butów, coraz szybszy, coraz intensywniejszy... Później nie pamiętał już nic. Domyślał się tylko, że mimo usilnych prób rozdzielenia elementów zbroi siłą własnych mięśni dotarło do niego, że nie jest w stanie rozbroić pułapki w ten sposób. Nie mógł też zanurkować i poszukać wyłącznika, bo Eden też czarować nie mogła, była od niego wolniejsza i ciężej jej było unikać ciosów, a pułapka była z oczywistych względów wymierzona w osobę, która tę nieszczęsną tiarę podniosła. Miałby dać temu czemuś ją zgnieść? Nigdy, przenigdy w życiu nie dałby skrzywdzić w ten sposób kogokolwiek, ale że chodziło tu o nią, to tak naprawdę nie zastanawiał się zbyt długo. Cofnął się na ledwie dwa kroki, a później po sali poniósł się jego ryk. Odzyskawszy pełną przytomność i władzę nad swoim ciałem, Alastor obadał sytuację pustym spojrzeniem. Eden leżała na ziemi, z tą błyskotką zaciśniętą w dłoni i mieczem wbitym pomiędzy rozkraczone nogi. Podparła się z tyłu rękoma, oglądając dantejską scenę w postaci Moody'ego wciąż zaciskającego palce, już nie pazury, na rozszarpanym, metalowym napierśniku, na którym jeszcze przed chwilą znajdowała się runa. Oddychał ciężko, ale nic mu nie było, na sprawie ucierpiały jedynie jego mundur i zgubiona w międzyczasie różdżka. Strzępy czarnego, przesiąkniętego śmierdzącą wodą materiału leżały na posadzce mniej-więcej w tym miejscu, w którym z desperacji przemienił się w wilkołaka. - N-nic ci nie jest? Pytanie zadał dla pewności, bo na pierwszy rzut oka odpowiedź znał, ale było tu wciąż tak pieruńsko ciemno, że ledwo widział jej sylwetkę. RE: 1972, Wiosna, 16 kwietnia - Mieszkanie zajęte przez BUM - Eden Lestrange - 10.10.2023 Szepty sunęły tam i z powrotem, ścigały się szeleszcząc, ze świstem walczyły o prym z myślami w głowie Eden. Kusiły, mamiły wizjami potęgi, ale ona przecież nie urodziła się wczoraj, wiedziała, że nie ma nic za darmo. Co przychodzi łatwo, równie łatwo odchodzi. Podskórnie czuła, że obiecana władza i kontrola była tylko pułapką na naiwnych. A jednak, mimo świętego przekonania o wyższości nad artefaktem, zaczęła być nieprawdopodobnie blisko założenia go, gdy uzbrojony golem wyłonił się spod tafli. Nie spostrzegła poruszenia wody, czarnomagiczne podszepty odwracały jej uwagę, nie pozwoliły się skupić na otoczeniu. Cały ten czas krzywiła się i mrużyła oczy, jakby walczyła z najuciążliwszą migreną w swoim życiu. Niegdyś, co dziś wydawało się z perspektywy Eden czasami zamierzchłymi, ona też była Aurorem. I też zdała sobie sprawę w tym momencie, że nie ma się czego bać, to nie pierwsze ich rodeo, to zabezpieczenie, z którym nie radzą sobie jedynie łamagi. Fuknęła nawet pod nosem lekceważąco, ale kiedy zaklęcia Alastora nie przyniosły żadnego rezultatu, jej żołądek zawinął się w supeł. Sama chwyciła za własną różdżkę, próbując pomóc, zamienić błędnego rycerza w kupę przemokniętego złomu. Na próżno - zupełnie jakby machali patykami znalezionymi w parku. O włos otarła się o założenie tego diademu, by ocalić ich oboje. Nawet, jeśli zapłaci za to słoną cenę. Potem życie przeleciało jej przed oczyma, więc również pamiętała z tej chwili jedynie strzępki. Cofała się do tyłu, nie spuszczając z oczu nieubłaganie nacierającego nań konstruktu, walcząc z palącą już pokusą założenia ozdoby na głowe, aż w końcu potknęła się i poleciała jaka długa na ziemię. Przejechała parę metrów po nieprzyjemnie mokrym podłożu, czując jak zdziera sobie skórę z dłoni, gdy próbowała wyhamować. Nie była pewna, czy napastnik chce ją po prostu utłuc, czy zwyczajnie w świecie odzyskać ten diabelski badziew, ale w przypływie heroizmu oraz małostkowości uznała, że jeśli mu zależy na diademie, to musi go wyrwać z jej martwych, poobdzieranych rąk. Kurczowo zacisnęła palce wokół artefaktu i nie miała zamiaru go wypuścić, choćby niebo spadało im na głowę. Nie była pewna, co zszokowało ją bardziej - ni stąd, ni zowąd wznoszący się ryk, czy nagle obudzona po latach sprawność fizyczna, która pozwoliła jej rozstawić nogi na tyle szybko i szeroko, żeby miecz konstruktu nie pokroił ich na części. Najpierw gapiła się w ostrze jak sroka w gnat, z jej perspektywy przez godzinę lub dwie, choć w praktyce były to ułamki sekundy, a potem odwróciła głowę ku Alastorowi, szukając źródła ryku. Moody rozrywał zbroję na kawałki. Przynajmniej tak jej się wydawało; nie była pewna czy to, co widzi, było rzeczywistością, czy może umarła i trafiła do jakiejś przedziwnej alternatywy piekła. Kolejną możliwością były halucynacje sponsorowane przez diadem, bo tak mocno go ściskała, że pobielały jej knykcie. Nie była też przekonana, czy na pewno widzi przed sobą Alastora, bo miała przed oczami podręcznikowego wilkołaka, a o ile jej było wiadomo, Moody był zwyczajnym czarodziejem. No, może nie do końca zwyczajnym, przynajmniej nie dla niej. Ale nie był wilkołakiem. Podniosła się do siadu, podciągając się na zbolałych ramionach. Odruchowo dotknęła głowy, upewniając się, czy aby się nie uderzyła, ale im dłużej gapiła się na to, co pozostało z golema, tym bardziej przekonana była, że niczego sobie nie ubzdurała. Miała do czynienia z jawą, a nie ze snem. Teraz zdawała sobie świetnie sprawę, że Moody miał ogromny sekret, który właśnie dosłownie wyszedł na jaw. Nie odpowiedziała na jego pytanie. Nie wiedziała, co mu odpowiedzieć; zawsze była uczona, że lepiej milczeć, jeśli nie ma się nic ciekawego do powiedzenia. Stęknęła jedynie, podnosząc się z obślizgłej ziemi. Przy okazji coś kopnęła, coś lekkiego potoczyło się po ziemi, więc schyliła się ponownie. Różdżka, której właściciel wciąż czekał na odpowiedź. - Reparo. - Zachrypnięty głos Eden rozległ się po komnacie, kiedy zbliżając się o kilka kroków, podjęła próbę naprawienia ubrań Alastora. Oddzielała ich odległość wyciągniętej ręki, co zademonstrowała podając mu jego własną różdżkę, trzymając ją za czubek. Nie miała zamiaru w niego celować, bez względu na to, czy był potworem, czy nie. Nie wiedziała, co ma myśleć o jego drugim wcieleniu, więc nie myślała o nim wcale. Uznała, że to problem nocnej Eden. Albo jutrzejszej. A może koniec końców to wcale nie będzie problemem. - Dziękuję. - Nie sprecyzowała za co, ale chyba obydwoje doskonale wiedzieli. Uratował jej życie. Nie była tym zaskoczona, wiedziała, że zrobiłby to nawet jeśli nadal milczeliby od lat w złości. Podobno w takich sytuacjach poznaje się prawdziwych przyjaciół, ale nawet teraz nie była pewna, czy chce być jego przyjaciółką. Momenty takie jak te tylko utwierdzały ją w przekonaniu, że Moody marnuje swoje życie w imieniu kogoś, kto na to nie zasługuje. Przez myśl przeszło jej, aby skłamać, śmiertelnie obrazić się teraz na niego, wmówić, że nie chce mieć do czynienia z wilkołakiem. Przynajmniej nie zaprzepaściłby życia przy kimś takim jak ona. - Wracając do twojego pytania - odezwała się znowu, czując, że narastająca cisza ją zabija. Mogła przysiąc, że nawet diadem ucichł, bo nie zwracała na szepty już żadnej uwagi. - Złego diabli nie biorą. Do wesela się zagoi - prychnęła cicho, znów odruchowo powracając do dowcipów. Nie umiała zaadresować swoich uczuć na poważnie, więc obracała je w żart. - I nie musisz nic mówić, znam podstawę obchodzenia się z psami. Boją się ciebie bardziej, niż ty ich - zacytowała ludową mądrość, nadal nie umiejąc choćby podjąć prób zachowania powagi sytuacji. Zbliżyła się jeszcze o krok, chcąc nawiązać kontakt wzrokowy z Moodym. Miała wrażenie, że jej maksyma, mimo żartobliwego charakteru, miała niejako przełożenie w rzeczywistości. - Mówię pół-żartem, pół-serio. Nie musisz się bać mojej reakcji - dodała, przyjmując łagodny wyraz twarzy. Nie musieli o tym teraz rozmawiać, ale chciała, aby wiedział, że nie ma zamiaru od niego uciekać. RE: 1972, Wiosna, 16 kwietnia - Mieszkanie zajęte przez BUM - Alastor Moody - 16.10.2023 Nic jej nie było. Wszystko wydawało się być jeszcze mgliste i Moody, chociaż bardzo nie chciał tego przed sobą przyznać... domyślił się, że nie było to do końca efektem jego działań. Nie był wilkołakiem od wczoraj i nie dzisiaj nauczył się wymuszać te przemiany na kilka sekund, bo musiał pomóc sobie w sytuacji bez wyjścia, ale za każdym razem radził sobie z tym na tyle dobrze, by zaraz po tym być gotowym do kontynuowania walki. Teraz - zamarł na tak długo, sam się zdziwił jak bardzo, to nie było normalne, że mu serce waliło jak młotem. Powodem była Eden, po prostu Eden. Przez tę nieprzeniknioną ciemność próbował spojrzeć dziewczynie w oczy i chyba nie dostrzegł w nich strachu, który być może gdzieś się w jej głowie tlił, ale ukryła go pod grubą warstwą charyzmy, ale nie wydostał się na powierzchnię jej oblicza... Skoro tak, to zaśmiał się. Głośny rechot Moody'ego poniósł się echem po tych posadzkach, ścianach. Zagłuszył kapanie wody nieopodal. Śmiał się całkowicie szczerze, w swój przerażający sposób będący częścią człowieka kochającego adrenalinę - Bott by go za to pewnie zrugał, ale on siedział sobie teraz w Dolinie, gdzieś poza zasięgiem myśli Alastora. Prawie tutaj zginęli, od czegoś kompletnie przewidywalnego, od zabezpieczenia godnego tych, które rozbrajał z ojcem jako dziecko. Czuł ten cudowny, zimny dreszcz na plecach, chłód bijący od podłogi wciąż sprowadzał go na ziemię - siedział sobie nagusieńki na środku pola walki. Wiedział, że się musi podnieść i wstał wreszcie, kilka sekund po tym, jak Malfoy podała mu jego różdżkę. Nic jeszcze nie mówił, bo po tym śmiechu przecinającym ciszę, zaczął ubierać się w strzępki munduru, które tymczasowo skleiła za pomocą magii. Nie to, że wątpił w jej umiejętności, ale wiedział już aż za dobrze, że nie może tak wrócić do biura, jeżeli nie chce zaświecić jajami przed całą komendą. Wysłuchał jej. Nie potrafił wyczuć prawdziwego nastroju, jaki szedł za tymi słowami, ale w przeciwieństwie do charyzmatycznej kobiety, jego czytało się z łatwością i aktualnie był... w euforii, albo w stanie do niej zbliżonym. - Wybacz, jeżeli zrujnuję ci jakieś piękne wyobrażenie na mój temat, ale ja nie boję się niczego. Strach to zabójca umysłu. Czart jeden wiedział, czy naprawdę nie bał się niczego, ale ewidentnie nie bał się nagości, bo odziany jedynie w spodnie, nie drgnął, nawet kiedy zbliżyła się na tyle blisko, żeby widzieć dobrze (jak na to, że nie miała okularów...) jak wygląda pod kilkoma warstwami materiału i odznaką. Pewnie powinien się schować w tym cieniu, bo w młodości przyozdobił się w kilka idiotycznych tatuaży, ale kto go tylko znał, wiedział dobrze jedno - Moody nie był tchórzem. - Mam nadzieję, że podobało ci się widowisko...? Wyszczerzył się cholernie głupio, a później wyciągnął z kieszeni spodni worek, który jej podał. Na tę przeklętą ozdóbkę. - Ale moje pieskie życie zachowaj proszę w sekrecie. Przed tą typiarą, co na nas czeka też. Obawiam się, że będziemy musieli stąd wypłynąć. Chyba że masz lepszy pomysł? RE: 1972, Wiosna, 16 kwietnia - Mieszkanie zajęte przez BUM - Eden Lestrange - 06.11.2023 Śmiech. Nie on jeden reagował w ten sposób na sytuacje stresowe; gdy życie przelatywało ci przed oczyma, gdy patrzyłeś na własne dzieje z perspektywy postronnego widza, a potem ten kalejdoskop wrażeń nagle się zatrzymywał i docierała do ciebie rzeczywistość, że to mogła być ostatnia klatka tego filmu... ze wstrzymywanym oddechem niejednokrotnie ulatywał chichot. Czasem nerwowy, czasem histeryczny. A czasem po prostu barwiła go radość, że nie nastał koniec. Nie wiedziała, czy to, co słyszy, było szczęściem czy szaleństwem. Na analizę czas przyjdzie później, obecnie obchodziło ją jedynie to, że żyją. Cieszyła się, że Alek jest cały i zdrowy, tak po prostu. Przecież był tą samą osobą co zawsze, nawet z bestią drzemiącą w piersi. Wszyscy przecież kryjemy w sobie jakieś demony, pomyślała. Napotkawszy spojrzenie Alastora, wiedziała, czego szuka. Szukał strachu, jakiegokolwiek znaku w oczach Eden, który zwiastowałby odrzucenie. Nie znalazł go tam jednak nie z powodu charyzmy, nie miała na sobie żadnej maski. Wszystko dlatego, że nie bała się jego - bała się o niego. Może otaczająca ich ciemność zaburzała odbiór, ale w oczach Lestrange przede wszystkim tliło się zmartwienie. Gdzieś tam kryła się też ulga, nieziemska ulga, ale chyba jeszcze w pełni nie dotarło do niej to, że gdyby nie Alastor, po upadku na ziemię już nigdy by z niej nie wstała. Teraz bała się o jego sekret, bo teraz nie był już tylko jego, teraz należał do nich. A przecież Eden nie była godną zaufania osobą. - Wszyscy się czegoś boimy - odparła, nie zgadzając się z jego wizją świata. Miał prawo do własnej opinii, odważnego mniemania o sobie. I wcale nie musiał kłamać, mógł po prostu nie być prawdy świadomy. - Ty po prostu jeszcze nie wiesz, czego się boisz - dodała cicho, prawie że szeptem. Nie chciała wchodzić teraz w polemikę, nie chciała zamieniać jego euforii w dramat. Po prawdzie życzyła mu szczerze, by nigdy swojego strachu nie poznał. Bez ciężaru na duszy śpi się lepiej. - Widowisko? - Zagadnęła, jakby nie wiedziała, o czym mówi, ale tylko kupowała sobie czas, by dobrać odpowiednie słowa. Czuła podskórnie, że nie ma siły na żarty, ale tym bardziej nie była gotowa na żadną szczerość. Na wchodzenie w szczegóły. - Zapiera dech w piersiach. - Powiedziała wiele, nie mówiąc praktycznie nic. Uśmiechnęła się przelotnie, by odebrał to jako kolejną przepychankę w ich stylu, żeby to wszystko brzmiało znajomo. Nadal nie wiedziała, co ma o tym sądzić, wilkołactwo nie było czymś się spodziewała w najśmielszych snach, ale też nie było czymś, od czego zdecydowanie chciała się odseparować. Nie chciała oceniać tego pochopnie, chciała się z tym wszystkim przede wszystkim przespać, zanim wyda jakikolwiek osąd. Do tego czasu Moody musiał się zadowolić półsłówkami i niedopowiedzianymi myślami. - To nie jest moja historia do opowiedzenia - odparła, gdy poprosił o zachowanie tego w sekrecie. Nie chciała się z nikim tym dzielić i wiedziała, że póki trzyma się zdrowego rozsądku, taki stan rzeczy się utrzyma. Nie była gadułą, nie miała przecież przyjaciółek, z którymi plotkowała o sprawach sercowych, o tajemnicach. Eden zachowywała wszystko dla siebie - i to, co dobre, i to, co złe. Nie mogła mu jednak obiecać, że jego sekrety były z nią bezpieczne, bo nic nie było z nią bezpieczne. I nikt. - Nie mogę zagwarantować, że teleportujemy się stąd w jednym kawałku, biorąc pod uwagę zmienną naturę magii w tym miejscu - oceniła, rozglądając się dookoła. - Nie mamy chyba wyboru, trzeba płynąć. Postaram się nie być równie zbędnym balastem, co przy wejściu - oświadczyła, uśmiechając się głupio. Jeśli mieli się stąd wydostać, musiał ją za sobą ciągnąć, przecież nie umiała pływać. Niemniej, po dzisiejszych przygodach doszła do wniosku, że musi się wielu rzeczy nauczyć. Pływanie wydawało się być dobrym początkiem. Koniec sesji
|