![]() |
|
[09.05.72] Na Nokturnie spodziewaj się wszystkiego - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: [09.05.72] Na Nokturnie spodziewaj się wszystkiego (/showthread.php?tid=1572) Strony:
1
2
|
RE: [09.05.72] Na Nokturnie spodziewaj się wszystkiego - Mavelle Bones - 17.07.2023 Najgorszy, a potem najlepszy moment – widocznie coś było w tym, że równowaga w przyrodzie musi być zachowana. Coś za coś. Szczęście w nieszczęściu. Bo gdyby jednak się nie ocknęła, cała ta „towarzyska” wizyta skończyłaby się o wiele, wiele gorzej. A tak? Tak się przy okazji przekonała, że chyba powinna wziąć naprawdę długi urlop i zaszyć się gdzieś w kącie, bo wychodziło na to, że raczej niekoniecznie nadawała się teraz do działania w terenie. A w samym biurze i tak już miała dość uwagi wszystkich, podsycanej przez „sensacyjne” doniesienia Proroka. A niech ci wszyscy dziennikarze wsadzą sobie te swoje wypociny tam, gdzie słońce nie dochodzi… W każdym razie, za wesoło mimo wszystko, w tej chwili, nie było. Brenna uniknęła klątwy czy inszego paskudnego zaklęcia (ale jednocześnie dorobiła się całej masy siniaków, nie mówiąc o brwi), Mav – pośrednio – też, bo zapewne nikt nie miałby skrupułów, żeby wykorzystać stan mocniej niedyspozycji. W każdym razie: przetrwały. I tej myśli należało się trzymać. Już chuj z tym, że z każdą chwilą robota papierkowa zdawała się przybierać monstrualne rozmiary – nie pierwszy i nie ostatni raz. Naprawdę ważniejszym było, że im nie pourywało głów czy czegoś innego. Reszta to już… - Jasna cholera, Brenn – wymamrotała, zdając sobie sprawę z tego, w jakim stanie jest kuzynka. Rozwalona brew naprawdę nie wyglądała dobrze i… nie mogla tego tak po prostu zostawić. Jeden z drugim leżeli związani jak prosiaki, nie uciekną tak łatwo, niezależnie od tego, jak bardzo by pragnęli. Machnęła różdżką, wykształtowując kawałek materiału; odepchnęła się od ściany i kucnęła przy Longbottom, próbując zatamować krwotok. Tak po prostu, bez słów, bez pytania, po prostu coś, co należało zrobić i tyle. - … nie jestem do końca pewna – przyznała cicho. Sama była skołowana jeszcze tym wspomnieniem, omdleniem, jeszcze czuła ten ból, a co gorsza, ewidentnie miała tu jakąś potężną lukę w pamięci – W każdym razie, nie teraz. Trzymaj. Zajmę się nimi – zdecydowała i wstała, upewniwszy się, że Brenna faktycznie przytrzymywała prowizoryczny opatrunek. Cóż, zaklęcia nie trwały wieczności, należało zastosować coś bardziej praktycznego… … i zdecydowanie nie był to dobry moment na rozprawianie o tym, co się stało. Nie w obecności innych uszu. Stąd też, o ile kuzynka jej nie przytrzymała w miejscu, wygrzebała swoje stalowe – jakże gustowne – obrączki i zacisnęła zęby. Nie mogła tak po prostu klapnąć; jak już coś robić, to jednak porządnie – panów należało zakuć i dokładnie to zamierzała teraz zrobić. RE: [09.05.72] Na Nokturnie spodziewaj się wszystkiego - Brenna Longbottom - 18.07.2023 Brenna odruchowo przyjęła fragment materiału i przycisnęła go do łuku brwiowego, tamując krwawienie. Przypatrywała się Mavelle, jakby poszukując oznak tego, że z tą coś jest nie tak... albo odwrotnie: że wszystko jest w porządku. Kiedy Bones chciała wstać, chwyciła ją za przedramię, mierząc kobietę podejrzliwym spojrzeniem jednego oka. - Na pewno dasz radę wstać? - upewniła się, ale jeżeli ta zapewniła, że tak, nie bladła, nie chwiała się, puściła ją. Bo naprawdę miały tutaj dwóch gości do aresztowania, a ona sama potrzebowała jeszcze momentu, zanim wstanie, zacznie odczytywać im ich prawa i ogólnie będzie zachowywała się tak, jak należało. Nie była pewna, czy podejrzany sprzedawca z Nokturna doprowadzi je do mordercy, na którego schwytaniu jej zależało. Ale właściwie i tak można było uznać to za pewien sukces. Z ulic zniknie jeden przestępca i niechcący rozwiązały sprawę ciągnącą się w Departamencie od kilku tygodni. Kiedy Brenna poczuła się odrobinę lepiej, upewniła, że nic nie jest połamane, żaden kolejny sąsiad nie wyleci na nie póki co z wrzaskiem, a ona raczej nie zemdleje, dźwignęła się powoli, podpierając o uszkodzoną balustradę. Potem wycelowała różdżką w dziurę i mruknęła "reparo", za pomocą transmutacji chcąc naprawić tę nieszczęsną podłogę. Były wszystkie kawałki, miała więc nadzieję, że to wytrzyma, a przynajmniej wytrzyma dostatecznie długo, zanim przyślą tu kogoś z Ministerstwa, aby upewnił się, że zniszczenia zostały zlikwidowane. - Do punktu Fiuu na Horyzontalnej - zdecydowała, żałując, że nie opanowała teleportacji łącznej. W takich chwilach zawsze boleśnie odczuwała niedostatek własnych umiejętności. Cholera, po tylu latach w Brygadzie wciąż potrafiła o wiele za mało. - Bierz Jenkinsa, ja biorę Harolda... A o reszcie... Niewypowiedziane "porozmawiamy potem" - zawisło w powietrzu. O całej reszcie. O tym, co tu się stało, kiedy Mavelle zemdlała, i dlaczego zemdlała. O tym, że naprawdę musi pogadać z jakimś zaufanym uzdrowicielem i że muszą poszukać sposobu na... zatrzymanie tego. Czymkolwiek to "coś" było. Później. Kiedy dostarczą ich do aresztu, kiedy ich przesłuchają, kiedy Dani zatrzyma to wkurwiające krwawienie i kiedy... jeśli... okaże się, że nie muszą biec natychmiast do kolejnego miejsca. - Chodźmy - odetchnęła, ruszając powoli po stopniach ku Jenkinsowi. Koniec sesji
|