Secrets of London
[28.05.1972] Świadkowie Thermomixa || Uru & Sam - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [28.05.1972] Świadkowie Thermomixa || Uru & Sam (/showthread.php?tid=1579)

Strony: 1 2


RE: [28.05.1972] Świadkowie Thermomixa || Uru & Sam - Ururu Marquez - 17.09.2023

Gazety zostały znalezione i przeszukane. Należało się im uważnie przyjrzeć, albo być sprytnym jak Sam i przefiltrować je zaklęciem. Ururu niestety był zbyt ciekawski i chłonął wszystko, co napotkał. W pewnym momencie zauważył, że podczas zdobycia pięciu gazet, Samuel miał już duży stosik. Przyspieszył wtedy tempo pracy skupiając się na zadaniu.

— Tak, filtrowanie gazet zaklęciem, to bardzo dobry pomysł — przyznał Ururu po chwili, nie do końca rozumiejąc kolegę. Carrow na pewno miał lepsze pomysły, niż ten. Niestety Marquez nie zawsze łapał kontekst. Był zbyt krótkowzroczny.

Gdy już spisali czynności i zebrali kilka przepisów, przejrzeli je. Trzeba było wybrać te z nich, które na pewno przełożyliby na zaklęcia do czarodziejskiego samogotującego garnka.

Ururu oderwał się od notatnika oświetlonego latarnią.

— O tej porze nie kupimy już kociołka... Prototypem musielibyśmy zająć się jutro... Moglibyśmy spotkać się w twoim warsztacie? Niestety jeszcze nie posiadam dogodnego miejsca do takich przedsięwzięć...

No i nie chciał rozwalić mieszkania Woodów, gdyby jakieś zaklęcie nie wyszło. Inżynieria magiczna to delikatna dziedzina magii... Cóż, jak prawie każda inna. Wchodziło w nią wiele zaklęć z różnych dziedzin, tak więc tylko wszechstronni czarodzieje mogli maczać w tym palce. Szczególnie tacy, którzy jak Marquez, czerpali wiedzę także z mugolskich technologii oraz nauk. Chociaż do budowy termomixa całek nie trzeba liczyć.




RE: [28.05.1972] Świadkowie Thermomixa || Uru & Sam - Samuel Carrow - 17.09.2023

Samuel kiedy przychodziła taka potrzeba potrafił się skupić i nie rozpraszać. Tak właśnie było w tym momencie. Wiedział, że potrzebują tego wszystkiego na już, dlatego też starał się poradzić sobie z zadaniem jak najszybciej. Zaklęcie było bardzo przydatne, nie musiał wertować wszystkiego pojedynczo. To naprawdę ułatwiało sprawę. Był zadowolony z osiągniętego efektu. Wszystko poszło po jego myśli. Nie patrzył, jak sobie radzi jego kolega, wierzył w to, że każda metoda jest odpowiednia i przybliża ich do osiągnięcia celu.

- Dziękuję. - Skomentował jedynie, bo naprawdę doceniał to, że zauważył, że ten pomysł był dobry. Lubił czuć się doceniony, właściwie kto nie lubił? Nie było w tym nic nadzwyczajnego. Skupił się nadal na dalszej pracy, bo to było ważniejsze od tego, jaki bystry był.

- Jak najbardziej, zapraszam do Doliny Godryka. - Miał nadzieję, że ojciec będzie na tyle zajęty swoimi sprawami, że nie przeszkodzi im w działaniu, byłoby to zbędne. Wiedział, że potrafi być nieprzyjemny, jeszcze by zaczął powątpiewać w ich pomysł, a nie chciał, aby ktokolwiek podcinał im teraz skrzydła. Czuł, że niedługo pofruną i nikt ich nie zatrzyma. Pomysł na jaki tutaj dzisiaj wpadli wydawał się mu być naprawdę doskonały. To było to, czego potrzebował przez całe swoje życie. Wreszcie będzie miał szansę zaistnieć w świecie wynalazców.

- Spotkajmy się może rano? Będziemy mogli kupić razem kociołek, a później skorzystamy z całego dnia, żeby nad nim pracować. - Wolał mieć więcej pracy, nie znosił pracowania w pośpiechu, wydawało mu się, że mógłby wtedy przeoczyć jakieś istotne sprawy.




RE: [28.05.1972] Świadkowie Thermomixa || Uru & Sam - Ururu Marquez - 17.09.2023

Dolina Godryka. Przez umysł Ururu przewinęły się wszystkie wydarzenia związane z tym miejscem. Zadziwiające, jak Beltane wpłynęło nawet na samotnika, który nie wybrał się na letni festyn. Heather trafiła do szpitala. Na drugi dzień sam prawie skończył w tym samym miejscu. Aż w końcu...

— Dobrze, do zobaczenia.

Zebrali wszystko, co mieli. Ururu udał się do pokoju. Jeszcze chwilę pracował nad konceptem, ale w końcu doszedł do momentu, w którym bez praktycznych eksperymentów nie ruszy dalej. Przerwał więc i wyszedł na polowanie.

Zaskakujące w jego nowym wcieleniu była odporność na choroby, jaką zyskał. Ostatnio zdarzyło mu się zjeść mięso znalezione na śmietniku. Było zdecydowanie zepsute, a uwagę na nie przyciągnął przechodzący obok kot. Ururu nie myślał wtedy wiele. Po prostu złapał leżący na chodniku stek i pochłonął go w kilka sekund. Odczuł niesamowite psychiczne obrzydzenie i niezrozumienie własnych czynów... ale fizycznie czuł się niesamowicie.

Od tamtego dnia, od czasu do czasu zaczął wychodzić, by konsumować napotkane gołębie... Martwe lub żywe.

Potrzebowa na surowe mięso pogrążała go w rozpaczy. Była kolejnym dowodem na jego nowy stan.

Ale nie mógł o tym myśleć. Całymi siłami skupił się na termomixie.

Samuela obudził o szóstej rano.

Przygotował analizę kociołków, którą od razu wyrecytował koledze. Przedstawił mu wady i zalety różnych surowców oraz omówił wielkość. Teraz wspólnie mogli się zastanowić, które wybrać, chociaż w sprawie tworzywa Ururu był niemal stuprocentowo przekonany do mosiężnego. Srebrny byłby za drogi dla przeciętnego konsumenta, chociaż o tym chciał jeszcze podyskutować z Samem.

Finalnie stanęło na mosiężnym. Nad urządzeniem spędzili nie tylko kolejny dzień, ale i tydzień! Mieli wiele pomysłów i nie zrażali się porażkami. Pracowali, gdy tylko Sam miał wolne, a warsztat nie był zajęty przez jego ojca. Nawet jeśli był, pracowali gdziekolwiek, a Ururu w samotności obmyślał różne rozwiązania trudności, z jakimi się zmagali.

Aż w końcu nadszedł ten dzień. Ciężką pracą i tęgimi umysłami wyprodukowali magiczny kociołek, który z niewielką pomocą sam przygotowywał posiłki. Nie konkurowały one z szefami kuchni, ale testerzy zgodnie przyznawali, że dania z magicznego termomixu są smaczne. Chociaż największą zaletą była nie tyle jakość, co odciążenie od żmudnego obowiązku, jakim jest przygotowanie obiadu.

Wiele testujących osób chciało zakupić gotowy produkt. Sam i Ururu spojrzeli na siebie. Osiągnęli sukces. W mig opatentowali swoje urządzenie (cóż, Sam to zrobił, Ururu nie miał na co wchodzić do Ministerstwa bez dowodu tożsamości), a potem zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób termomiciołek trafi na rynek.


Koniec sesji