Secrets of London
[ Ulica Pokątna ] Sauriel Rookwood i Dellian Ollivander - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [ Ulica Pokątna ] Sauriel Rookwood i Dellian Ollivander (/showthread.php?tid=1646)

Strony: 1 2


RE: [ Ulica Pokątna ] Sauriel Rookwood i Dellian Ollivander - Dellian Ollivander - 29.07.2023

Dellian obawiał się płakać nad sobą, bo to oznaczałoby, że faktycznie jest w beznadziejnej sytuacji, a nie chciał tego sobie mówić. Wolał trzymać się twardo, aby nie upaść, bo wiedział, że mogło to być złe. Mógłby nie wstać i wtedy byłoby naprawdę kiepsko. Kto chciałby pomagać ślepemu, który zgubił swoje światełko w ciemności, który poddał się jej? Nie wytrzymałby tego, że byłby jeszcze bardziej żałosny niż jest. Trzymało go to, że mógł przebywać wśród ludzi, słuchać ich głosów, ich historii, wyobrażać sobie te niestworzone przygody, które przeżyły. Dla niego wielką historią było nawet to, że ktoś poszedł rano kupić sobie kawę i spotkał w kawiarni gadającego kota. Niesamowite ile rzeczy może przydarzyć się jednej osobie. Jakby spotkał kogoś, kto był dalej niż Londyn byłby dla niego prawie bogiem. Historie były ważne, a on te historie chciał chomikować w swojej głowie do końca życia. Dla siebie, tylko i wyłącznie dla siebie.

– Co teraz jeśli ja będę oczekiwać od ciebie byciu dobrym? – zapytał podpuszczając go lekko. – Będziesz zobowiązany do tego, aby zawsze być w moim towarzystwie dobry? – rozbawienie nie znikało z jego twarzy. Naprawdę dobrze bawił się rozmawiając z Saurielem. Zawsze wiedział, że był w towarzystwie Fergusa, ale jakoś nie przywiązywał do tego wagi. Była między nimi delikatna różnica wieku i chyba to sprawiało, że nie był zainteresowany przyjaciółmi kuzyna.

Gdy poczuł fajki pod palcami bez problemu wyjął jedną z nich i wsunął ja między wargi. Chwila prawdy. Już dawno zapomniał jak pachną i jaki smak mają. Końcem różdżki podpalił sobie papierosa i zaciągnął się, a to zaciągnięcie przeszło od razu w kaszel.

– Paskudne – mruknął niezadowolony nadal lekko się dusząc. – Zapomniałem jakie są paskudne – dodał trzymając papierocha w dłoni, ale znowu się zaciągnął. Złość na obcego, napadającego ślepych ludzi mężczyznę gdzieś minęła, a pojawiła się złość na śmierdzące papierowych. Zaciągnął się znowu słuchając słów Sauriela. Zaczynał się powoli przyzwyczajać do gryzącego uczucia w gardle, które było zaskakująco w tym momencie mu potrzebne. Na twarzy malowała się konsternacja, ale też zadowolenie, że doświadczył znowu czegoś nowego. Miał ochotę się śmiać, ale tego nie zrobił.

– Tak, pierdolić. – Przeklną. Mało przeklinał, raczej nie kaleczył języka brzydkimi słowami, ale to jak powiedział to Sauriel brzmiało dziwnie fajnie. W końcu zdecydował się ruszyć, a nogi nawet dobrze mu działały. – Szczerze ci powiem, ale lubię mimo wszystko ludzi. Może i są czasami głupi, może i są czasami bardziej ślepi niż ja, ale lubię ich, a samotność tworzymy sobie sami, bo definicją braku samotności jest posiadanie ludzi przy sobie, a przecież to nie inni nas definiują, a my sami, więc jeśli sam ze sobą nie czujesz się sam to nie jesteś samotni, a ludzie zaczynają być tylko dodatkiem. Eksperymentem, który można analizować w głowie i się z nim po prostu bawić – odpowiedział i cicho parsknął na jego ponaglenia. – Mam naprawdę spoko nogi, nie obrażaj ich – fajek, który trzymał w dłoni tlił się szybko, a Dellian pociągał go zdecydowanie wolniej niż inni palacze. Jednak nadal nie przepadał za ich smrodem i zapachem.




RE: [ Ulica Pokątna ] Sauriel Rookwood i Dellian Ollivander - Sauriel Rookwood - 29.07.2023

Z łzami to było tak: z jednej strony wmawiali ci, że płacz, płacz. Polepszy ci się. Z drugiej strony puszczałeś pierwszą łzę, potem drugą... i jakoś wcale się nie polepszało. Robiło się tylko gorzej. Wypadałeś żałośnie i bezbronnie - czyli dokładnie tak, jak wypadać nie chciałeś. Bo to nie od samego płaczu się polepszało. Polepszało się dlatego, że wylałeś z siebie wszystkie łzy. Cały ból, jaki nosiłeś, wyszedł na wierzch. Więc czy naprawdę łzy nie były powodem do wstydu..? Sauriel się zawsze wstydził łez, bo przecież tym były - pokazem słabości. Tak się jakoś kotwiczyło w ludzkiej głowie, że płaczesz, jak cię boli, a skoro cię boli - jesteś słaby. Matematyki nie można oszukać, a to równanie było bardzo proste. Ludzkie emocje matmą jednak nie były. I to równanie było proste tylko wtedy, kiedy wszystko było spłycane i upraszczane. Każda z historii potrafiła porwać, jeśli trafiała do odpowiednich uszu. Bo to odbiorca definiował to, czy historia rodziła się dobra, czy może zła. Jasne - przekaz, ton głosu, używane słowa - wszystko miało znaczenie, kiedy byłeś bajarzem, który opowieść plótł. Mało osób po prostu miało w sobie dar, który potrafił opowieść zmienić dla odbiorców tylko dlatego, że potrafił dobrze opowiadać. Jeśli wierzysz, że masz opowieści, które są warte usłyszenia to jest dla ciebie nadzieja. Bo oznacza to, że tkwi w tobie wola poznawania.

- Będę miał chujowy humor, kiedy ktoś, kogo lubię, zetknie się z rzeczywistością. - No właśnie, dobre pytanie. Co wtedy? Sauriel wiedział, co wtedy. Jak kogoś lubisz to nie chcesz być z nim w złej komitywie. - Nie lubię humorków i nie lubię kłótni. Nie mam na nie czasu ani energii. - Kłócenie się i rozwiązywanie problemów było rzeczą ludzką. I nic nie definiowało przyjaźni lepiej niż zdolność dotarcia do konsensu, pogodzenia się, wytłumaczenia sobie pewnych rzeczy. I definiowało tez to, że Sauriel nie był zbyt dobrym wyborem. Bo nawet w braku poszukiwania przyjaźni nie do końca się starał. Zazwyczaj. Bywało, że ktoś mu się wyjątkowo spodobał i wtedy potrafił nawet trochę spuścić z tonu. Podobało mu się na ten przykład rozumowanie Delliana. Stawiał proste pytania, ale były bardzo logiczne. Mające za zadanie podkopać sposób rozumowania - według Sauriela. - Innymi słowy: lepiej oszczędzić obu stronom negatywnych doświadczeń. - Zawodu, nerwów i tak dalej, i tak dalej... bo nie, Sauriel, jak też dał do zasugerowania, nie zamierzał być zobligowanym do niczego. I stąd właśnie ta niechęć. - Ludzie zaczynają być upierdliwi, kiedy zaczynają od ciebie czegoś chcieć. - No i Sauriel miał też taki, a nie inny temperament, że potrafiło się to róznie kończyć. Ale o zmienności nastroi Dellian się zetnął już miesiąc temu. Potrafiły się zmieniać jak w kalejdoskopie.

- Takie mają być. - Uśmiechnął się pod nosem. Skoro tak, to po co je palić - zapytałby ktoś. Dellian ich nie lubił - a jednak właśnie palił. I to była odpowiedź. Nie palisz dlatego, że są smaczne. Palisz, żeby się uspokoić. Bo wtedy możesz być rozdrażniony dymem. A w przypadku Sauriela to był już nałóg. Bez nich był już w ogóle bardzo agresywny.

- Nadal brzmi to dla mnie jak twoja próba wmówienia sobie, że siedzenie w domu, bo nie zabierają cię na piwo, jest okej. - Czy był za ostry? Sam siebie o to zapytał w głowie. Zabawne, bo nie zastanawiałby się chyba nad tym, gdyby gość nie był śleepy. A może by jednak się zastanawiał? Nie wiedział. Prawda była taka, że jego obecność dziwnie uwrażliwiała. Czy pozytywnie, czy negatywnie, nie wiedział. Na pewno było trochę przez to dziwnie. Ale tak by pierdolnął do każdego chłopa, więc... czemu tutaj miałby się szczypać w język? Dellian jeszcze nie był dla niego kimś wyjątkowym, żeby w ogóle myślał o staraniu się. Nawet jeśli go zaliczył do grona polubionych. Inaczej by z nim nie rozmawiał w ogóle i nie prowadził przez ogarnięte nocą miasto. - Jestem facetem, nie mnie oceniać, przystojniaku.




RE: [ Ulica Pokątna ] Sauriel Rookwood i Dellian Ollivander - Dellian Ollivander - 01.08.2023

Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Czuł się dobrze, w głębi serca bał się tej sytuacji, która wydarzyła się wcześniej, ale wyszedł cało, więc nie chciał się nad tym rozczulać. Nie miał wpływu na ludzkie myśli i uczynki, nie mógł nic na to poradzić, że ktoś go zaatakował. Musiał się z tym pogodzić i ewentualnie zgłosić, że ktoś atakuje ludzi w tej okolicy. Może jacyś BUMowcy z terenu będą tutaj częściej patrolować, aby nikomu nie stała się krzywda. No właśnie – łzy to słabość, a słabości się nie pokazuje. Społecznie przyjęło się, że mężczyźni nie płaczą, że nie mają słabości, że są silni, a płakać wolno kobietom i wtedy nie jest to słabe. Wtedy jest to upust emocji, a on jako facet powinien być silny, więc obaj grają w tę grę, którą im narzucono choć czasami zapewne mieli ochotę odpuścić, usiąść i nie wstawać przez jakiś czas. Płakać, pokazać, że jednak ich też boli.

– Sauriel, ale ja nie chce się kłócić – powiedział cicho, miękko i tak cholernie spokojnie, że mogłoby denerwować, ale Dellian miał aparycję, spokojną i chyba do niego to bardzo pasowało. – Chce ci powiedzieć, że nie jesteś zobowiązany do spełniania oczekiwań innych ludzi. To, że ja sobie pomyślę o Sauriel pomógł mi, gdy ktoś mnie zaatakował – gdy powiedział to głośno poczuł ukłucie, które spowodowało dziwny grymas na jego twarzy, ale szybko zniknął i pojawił się ten wesoły spokój. – nie oznacza, że gdy przyjdę prosić cię o pomoc w… odkręceniu słoika to będziesz musiał to zrobić, bo mi raz pomogłeś. Nie masz obowiązku spełniania oczekiwań, więc możesz raz pomóc komuś, gdy będzie w niebezpieczeństwie, ale nie musisz ciągle być dobry – zakończył z cichym westchnięciem.

Nie wiedział, czy Sauriel rozumiał jego myślenie, ale miał nadzieję, że właśnie tak było. Dziwnie się czuł, gdy Bella nie było wokół. Ten kot zawsze coś robił, zawsze coś gadał, coś gonił i przynosił upolowane zdobycze. Brakowało mu tego w tym momencie. Już nigdy nie zostawi Bella w domu.

– Zawsze są jakieś rzeczy do zrobienia w domu. Na przykład umycie okien, aby był ładny widoczek – naprawdę powstrzymywał się, aby teraz nie parsknąć. Był ciekawy, czy Sauriel doceni jego żarcik. Był ciekaw, czy Sauriel w ogóle się zorientuje, że Dellian ma wywalone na umyte okna. Tak, bagatelizował problem z samotnością, ale przywykł do niej. Był zawsze on i kot, kot i on – nikt poza nimi, zawsze we dwoje, zawsze sami i szczęśliwi. Tak, jak był wykluczany z ognisk swoich przyjaciół czuł się źle, ale nic nie mógł na to poradzić. Nie wpraszał się, bo nie potrafił. – A jednak twierdzisz, że jestem przystojny – złapał go za słówko rozbawiony.




RE: [ Ulica Pokątna ] Sauriel Rookwood i Dellian Ollivander - Sauriel Rookwood - 01.08.2023

Mózg Delliana to było naprawdę jakieś dziwne miejsce. Żeby nie powiedzieć wręcz - złowrogie. Wchodzisz w ładny las, niewinny, tak pozornie, a potem wychodzisz całkowicie odmieniony. I czy na lepsze? Łoh... Czas miał pokazać. Nie, nie zmieniał, ten niepozorny chłopak, ani niepozorny las, Sauriela. Za to przypominał mu o tym, jak on sam się zmienił. Jak zrobił się chamski i jak niektóre rzeczy były w jego życiu pozornie niepotrzebne. Zbudowane dlatego, żeby bronić siebie samego - głównie przed innymi. Albo innych przed sobą samym. I to nie miało niby sensu, niby można inaczej, niby, niby, niby... Dellianowi chyba ciężko było cokolwiek przetłumaczyć, co rozjeżdżało się z jego dobrym widzeniem ludzi, co? Zawsze wsadził palec głębiej, żeby wyskrobać więcej logiki potwierdzającej jego rozumowanie. I robił to przy tym w taki sposób, że nie dało się nie przyznać mu racji. Przynajmniej Sauriela rozbrajał w pewien sposób. Tylko że to, że przyznawał rację, nie zmieniało rzeczywistości. Dellian był po prostu jak dziecko, rozczulający dzieciak, którego trzeba patać po głowie. Oby to jedynie nie urągało jego dumie, jak płacz.

Faceci nie płaczą. No pewnie, że nie.

- Wiem o tym, młody. Spokojnie. - Wyciągnął do niego rękę i naprawdę go poczochrał po czuprynie. Tak z sympatią. W sumie podobnie potrafił robić Fergusowi. Też nie bardzo wiedział, na czym to polega, ale tak - czuł się dobrze w obecności Delliana. Na tyle, że w zasadzie mógłby z nim trzymać jakąś tam... sztamę. Żeby nie powiedzieć po babsku zaprzyjaźnić się, ho, ho! Z tą przyjaźnią u czarnowłosego to zawsze było ostrożnie. To znaczy - on do tego podchodził bardzo ostrożnie. - Zajebiście, że ty też to wiesz. Ale większość ludzi tego nie wie. Latają do mnie z pierdołami i się potem wkurwiają, jak im mówię, żeby wydupczali, zanim ja się wkurwię. - Ciekawe, jak to odbierał w sumie ślepiec? To znaczy - jak jego odbierał? Nie bardzo przejmował się, jak ludzie na niego patrzą, za to czasami było to po prostu ciekawe, jak ktoś cię widzi. W dupie miał opinie innych. Mogli o nim myśleć jako o debilu, prostaku, chamie. O osobie, która nikogo nie lubi i nikogo nie szanuje. Lubił nawet podtrzymywać te nieprawdy i wszystko, co najgorsze sobie tylko ludzie pomyśleli. Ewentualnie wybijać zęby, jeśli ktoś przez swoją opinię wygłaszaną wszem i wobec psuł mu krew i interesy. W każdym razie - tak, rozumiał Delliana tak, jak Dellian ewidentnie rozumiał o co Saurielowi chodzi. Tak jemu się przynajmniej wydawało, że ten chłopak rozumie.

Oj tak, docenił - Sauriel parsknął głośnym śmiechem na żarcik o oknach.

- No kurwa, na pewno. Wtedy wyraźniej widać wszystko. - Proszę bardzo, więc Dellian nie był przewrażliwiony na punkcie swojego stanu? Sauriel miał bardzo, BARDZO duży dystans do wszystkiego. Nie można jednak powiedzieć, żeby mało rzeczy go ruszało. Problem był z Saurielem takim, że jednego dnia ma okej humor i wszystko po nim spływa, drugiego będzie darł mordę, a trzeciego będzie gdzieś tam smutał. Zazwyczaj to nawet niestety nie dzieliło się na dni - ten jego chimeryczny nastrój. - Ślepy nie jestem. - Stwierdził na to jego podłapanie, że nazwał go przystojniaczkiem. No śliczny był chłopiec, co tu dużo mówić. Takie chłopczyki zazwyczaj dobrze działały na moc twórczą Sauriela. Może i Dellian sprawi, że Sauriel wróci do grania..? - Uważaj na siebie, młody... i może wyskoczymy kiedyś na jakąś whiskey... czy tam soczek. - Dodał z lisim uśmiechem, kiedy już stanęli przed domem Delliana i znów - odruchowo do niego zamachał. - Macham do ciebie, just saying. - Wyraził czynność na głos, zanim odwrócił się i poszedł w swoją stronę, a Dellian mógł spokojnie wrócić do siebie. I pewnie do swojego kota, który szykował mu niezłą burdę.


Koniec sesji