![]() |
|
[18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 (/showthread.php?tid=1675) |
RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Sauriel Rookwood - 01.08.2023 Wygodnie? Jakoś skupił się bardzo na tym, że kobiety zazwyczaj to narzekały na swoje kreacje. Gdzieś po kątach w bogatych salach, gdzie trzeba było zachowywać się godnie, nosić uśmiech na ustach i udawać każdy ze słanych uśmiechów. Wystarczyło się przysłuchać, popatrzyć i nagle te uśmiechy się gdzieś rozpływały. Tak, nagle. Magia. Fałsz ludzi był doprawdy słodki, Sauriel się przyzwyczaił, że to przecież normy czystej krwi. I dlatego też nie chciał tam przebywać. Nie chciał się stosować do tych norm społecznych. Tylko czasami naprawdę trzeba było... ucieczki balkonami było jego standardową procedurą z tych wszystkich nudnych do porzygu przyjęć. - Nie sądzę. - Ale powiedział to z wystawionymi kłami w uśmiechu, bo może i nie miał nadmiernie wykształtowanej wyobraźni pod względem plastycznym, tak tutaj naprawdę potrafił sobie powiedzieć, że mógłby SPRÓBOWAĆ. Ale gra musiałaby być warta świeczki... Gdyby tutaj wszedł jakiś dobry zakładzik to byłoby idealnie... Kusiło wręcz przeciągnąć strunę, zeby się publicznie Viki pokazała w tym seksi wdzianku, które ona uważała za strój BUMowca, a on za strój kurwy, bo był absolutnie seksi. I nie, niee, oczywiście nie chciał jej zaszkodzić, ani żeby jej to nie urągało, dlatego nic nie powiedział. Zresztą sam sobie zaraz zepsuł zabawę, bo pomyślał, że w aktualnej sytuacji za łatwo by było na kryzys. To jest - ktoś by niepotrzebnie zrobił zdjęcie, akurat dziennikarz by siedział w knajpie itede... bo to mało przypadków po ludziach chodziło? Sauriel sądził, że jeszcze trochę i zostanie paranoikiem w całym spisie dziwnych sytuacji, jakie mu się przytrafiały. Natomiast na pewno nie odebrał słów Victorii jako groźby. - Hehehe, po połowie twoich drinków to ty już będziesz łatwa, a ja nadal trzeźwy. - Uśmiechnął się lisio, paskudnie. Pokazcie mi palcem ludzi, którzy po pijaku nie mają głupich pomysłów! Każdy miał głupie pomysły, czar nietrzeźwości i jego klątwa zarazem, dlatego czasem warto było uważać, z kim się aktualnie baluje, bo konsekwencje czasami mogły być naprawdę nieciekawe. - Dzięki, Sherlocku. - Uśmiechnął się cynicznie, kiedy posłała zauważenie, że ktoś tu się z kimś nawalał. W zasadzie ciężko było powiedzieć, czy to sprzed paru dni, czy może jeszcze jakieś starsze. Pewnie to z wizyty BUM w tym miejscu. Nie chciał włazić na górę, ale w zasadzie to jak coś znajdzie to po co ma potem łazić? Więc w sumie się ruszył za nią, rozglądając po korytarzach, w których był wcześniej. - Jakby co miało ci wypaść z ręki? - Kompletnie nie zrozumiał. Eliksir, który łyknęła? Który łykała? Matko, to było aż takie paskudne? Sauriel nawet nie chciał się przekonywać na własnej skórze. Victorią miotało prawie jak szatanem. To tak ma być? Czy to coś jak nie wiem, nietolerancja laktozy? Czy to, to aż tak paskudne? - Geez, kobietko... następnym razem sobie darujemy takie wypady. - Powiedział ciągle zaskoczony tym, co właśnie zobaczył, asekurując jej pion. Mówienie o "korytarzach" było sporym przebarwieniem opisu lokacji. Właściwie jeden prosty korytarz i tyle. Drzwi były pootwierane, albo wręcz nie było ich wcale i pozostała tylko framuga i drzwi wspomnienie. Sauriel mimo tego, ze już tu był i wszystko już przejrzał bardzo dokładnie, rozglądał się znowu w myśl myśli bardzo głupiej, że "a nóż widelec coś przeoczyłem". Przez pierwsze minuty obserwował ruch różdżki Victorii, która sprawdzała każdą ścianę, żeby wręcz nie powiedzieć - każdy milimetr. I w końcu coś znalazła. Coś, czego tam wcześniej na pewno nie było - no tego się przeoczyć po prostu nie dało. Więc było jednak zakryte jakimś czarem. Nie żeby to go wielce dziwiło, ale chyba właśnie o to chodzi - umieścić tam, gdzie nikt nie będzie szukać. A przynajmniej nie czegoś takiego. - Wiem już, gdzie są. - Oświadczył, patrząc na ten symbol. Albo raczej - u kogo się schowali. A to wystarczyło. Przynajmniej miał nadzieję, że wystarczy. W tym czasie nieproszeni goście już weszli do budynku, cicho i ostrożnie. Sauriel właśnie tyle słyszał - nic. Skupiony przez dłuższy moment na symbolu, łącząc wątki i szukając odpowiedzi. A oni weszli do wnętrza, zamykając za sobą cicho drzwi, przeszli przez korytarz na parterze i sami się zatrzymali, żeby nasłuchiwać. Znaleźć osoby, które tu wtargnęły... a które spodziewali się, że będą zupełnie kimś innym niż ta dwójka, która teraz buszowała po piętrze. Różnica polegała na tym, że Victoria i Sauriel swojej obecności nie kryli. - Nie musimy dalej tu latać, cokolwiek tu jest to pal licho. Potrzebuję, żebyś sprawdziła jeszcze oznaczone miejsce i cię uwalniam. - Uniósł ręce, jakby się poddawał bo mieli do niego strzelać. Noo, bo może Victoria chciała go jednak zastrzelić? Percepcja check [roll=N] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Victoria Lestrange - 01.08.2023 No dobra, zrobiła ultra uproszczenie. Sukienki były wygodne o ile takie było ich przeznaczenie. Bo te balowe, wyjściowe… no to już różnie bywało. One miały wyglądać, robić wrażenie. Ale ta, która Victoria miała na sobie teraz to była jedna z tych wygodnych… o ile nie byłaby za ciasna. Nie zamierzała Sauriela naciskać, żartowała sobie z niego z tym przymierzaniem sukienek. Ale… - Chcesz się założyć? – i nie mówiła o sukienkach. Chodziło o to, że ona po połowie drinków nie będzie łatwa, a on nie będzie trzeźwy. Na Matkę, nie wiedziała, co musiałoby się stać, żeby była łatwa. Miała swoje granice nawet po pijaku. Jak jednak już wyznała Saurielowi w tej przedziwnej rozmowie – podobał jej się, nie zamierzała udawać, że jest inaczej. To jednak nie znaczyło, że miałaby się zrobić… "łatwa". Cokolwiek miałoby się jednak stać – przecież nie byłoby wcale tak, że miałoby być najgorzej. Bo co, umrze? Na Merlina, Sauriel miał zostać jej mężem, więc cokolwiek by się wymknęło spod kontroli… nie było chyba strachu. A przynajmniej chciała w to wierzyć. - Kto? – jaki znowu Sherlocku? Co to miało niby oznaczać? Popatrzyła na niego jakby mówił w obcym języku, ale zaraz zajęła się swoim, nie zamierzając zawracać sobie głowy dziwnymi powiedzonkami Sauriela. - Butelka – Sauriel dobrze pokojarzył, chodziło o eliksir, ale to nie było chyba zbyt trudne. Nie miała przy sobie nic przesadnie cennego, oprócz swojej wiedzy i siebie samej, ale ten eliksir pozwalał jej zachować anonimowość. - To normalne – wyjaśniła, gdy już przestało ją skręcać. - Przy tym eliksirze – dodała, uspokajając oddech. - Jest obrzydliwy, przysięgam. A świadomość że łykasz coś w czym jest część ciała drugiej osoby nie pomaga – ale nie dało się ukryć, że był skuteczny. Trudny do przygotowania, przemiana była nieprzyjemna, ale spełniał swoją rolę idealnie. - To tylko chwilowe – sama przemiana też nie była odczuciem do którego się czekało z utęsknieniem, ale już trudno. - Tak? – sama wpatrywała się w symbol, mówił jej wielkie nic, ale nie była tutaj dla siebie, tylko dla Sauriela i jeśli on cokolwiek z tego rozumiał to znaczyło, ze swoją pracę wykonała wzorowo i o to właśnie chodziło z jej pomocą. I bardzo dobrze, że uparła się na to, żeby przejrzeć opuszczoną kryjówkę jeszcze raz. Takie oględziny zawsze warto było zacząć od źródła, by mieć jakikolwiek punkt wyjścia. - W porządku – skoro tyle wystarczało Saurielowi, to ona nie zamierzała się z tym kłócić i upierać się, żeby przeszukać jeszcze trzecie piętro i piwnicę. Tak prawdę mówiąc, to nie chciała go z tym wszystkim zostawiać samego, skoro już się zaangażowała, ale nie chciała też nic na siłę robić… Nie chciała tego poczucia bycia niechcianą. - Na pewno? W sensie na pewno chcesz zostać z tym później sam? – dopytała, bo jednak troszczyła się o niego i jego zdrowie. Może była jedną z nielicznych osób, które w ogóle obchodził pod tym względem. Nie, zdecydowanie nie miała zamiaru do niego strzelać, żadnym czarem, żadnym niczym. Skoro już to wszystko ustalili, to po prostu wskazała brodą w kierunku schodów, bo pora było się stąd zawinąć. Normalnie pewnie by się teleportowała… ale Sauriel nie potrafił, więc pozostało im zejść na dół dwa piętra i po prostu wyjść. Nie, nie próbowali ukryć swojej obecności – prócz tego, ze Victoria rzuciła wcześniej zaklęcie, by nie było widać, że w środku ktoś jest i świeci sobie różdżką, ale poza tym nie zachowywali się przesadnie cicho. Wciąż jednak będąc dwa piętra nad parterem aż tak bardzo słyszalni nie byli. Sama też niczego nie słyszała. Nie miała pojęcia, że idą wprost w pułapkę. Percepcja [roll=Z] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Sauriel Rookwood - 01.08.2023 - Założyć? O co? O to, że mnie nie upijesz paroma drinkami? Czy o to, że będziesz "łatwa"? - Dobra, no dobra, nie miał do końca na myśli tego, co palnął, to był żart i to taki bez pomyślunku. I bez polotu też, jak najbardziej. - Założyłbym się o zakładanie sukienek, to brzmi zajebiście. - Ale na pewno nie akurat o chlanie. To nawet nie było sprawiedliwe, bo Sauriel pił za dwóch, żeby nadrabiać do towarzystwa. Na szczęście też szybko bardzo zaczynał. - Ale nie o picie. O to się z tobą zakładał nie będę. - Bo potem zresztą znowu będzie zła, jak będzie pierdolił coś świńskiego i po co to komu. A pierdolił świńskie rzeczy. I o wiele łatwiej przychodziło mu, jak to prawo alkoholu powiada, rzeczy głupie. - Eeech... Sherlock to taki super detektyw, który każdą zagadkę potrafi rozwiązać. Też dobra książka. Nie tka jak Władca Pierścieni. - Jeszcze trochę i zostanie posądzony, że nie robi nic poza czytaniem mugolskiego gówna. Znaczy miał nadzieję, że bez określenia "gówno". Ale poza tym że czyta za dużo mugolskich rzeczy. Jakoś do niego trafiali ci angielscy pisarze, no co miał na to poradzić. - Dobra, dobra, normalne-sralne, jebie mnie to, nigdy więcej tego nie pijesz. - No, może poza dzisiejszym dniem... A i tak się skrzywił, że w sumie trzeba było jeszcze dociągnąć. I tak, to był kolejny argument, żeby mu pomogła znaleźć, co trzeba i stąd zmykała. Żeby więcej tego nie piła, nie denerwowała ją ta sukienka i żeby w (nie)spokoju wróciła do domu. Widział, że to chwilowe, to poprawiało sytuację na tyle, że w ogóle już teraz nie stwierdził, że dobra, dość, akcja odwołana. No, jakby nie było chwilowe to naprawdę już wolał sobie sam ogarnąć, co miał do ogarnięcia. - Tyle lat kultywowania eliksirów i co? Nie potrafią kurwa zrobić eliksiru o smaku malinek? - Beznadzieja. Mugole jakoś potrafili znajdować rozwiązania problemów. Co z tymi czarodziejami było nie tak? Jak jakaś zacofana rasa, normalnie... A Voldemort się uważał za NADrasę, no popierdoleniec totalny... niech najpierw naprawi eliksir Wielosokowy, potem porozmawiamy o nadrasach... - Ay. Chyba Will to zostawił swoim ziomkom zanim go przymknęli. A może ktoś inny. Ni chuja nie wiem. Ale wiem, gdzie indziej taki symbol jest. - Wskazał go palcem. - Oby się chłopakom nie śpieszyło do opuszczenia Londynu, bo latanie za nimi po kraju byłoby w kurwe męczące. - Szczególnie po tym chujowym rytuale, który tak dużo namieszał w ich życiu. - Ay, Kwiatuszku. Jak sobie powiedzieliśmy - rozdzielamy pracę od nas. - Chociaż teraz była troszkę łączona. Sauriel też nie chciał dwóch rzeczy, oprócz tego, żeby Viki była bezpieczna. Pierwsza to ta, że nie chciał, żeby się przypatrywała, jak ich roznosi po ścianach. I z jaką przyjemnością to robi. A druga to ta, że nie chciał, żeby interweniowała. Bo nie był pewien, czy by go nie próbowała odwieść od tego, co mógł zrobić. - Nieźle się tu urządzili. Szkoda, że nie moja dzielnica. Przywłaszczyłbym sobie. - Stwierdził, kiedy schodził po schodach i ostatni raz rozglądał się po otoczeniu. Był zadowolony, że to się w ogóle tak szybko i sprawnie udało załatwić i bardzo pozytywnie zaskoczony. Bo naprawdę nie widział tam dla siebie miejsca i szansy. Dla NICH (w tym momencie) szansy na znalezienie czegoś. Podmuch wiatru był właściwie jako pierwszy. Błysnęła w powietrzu przejrzysta linia i Sauriel nie myśląc skoczył po prostu do tyłu z "WHAT THE FUCK" na ustach. Wpadł na Victorię, niechcący, ale z impetem, próbując zejść z drogi zaklęciu, które rozbiło się obok na ścianie puszczając biały pył wokół. Drugie zaklęcie wysunęło liny ze ściany, które wyskoczyły w kierunku Victorii, żeby złapać jej ręce i nogi i przyciągnąć do ściany, unieruchomić. Rzut NPC na kształtowanie. [roll=Z] Rzut 2giego NPC na transmutację [roll=Z] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Victoria Lestrange - 01.08.2023 - Kto mówił o paru – ona mówiła o dwóch, to Sauriel stwierdził, że postawi jej wszystkie drinki jakie będzie chciała. Ale to był żart, żart… znaczy nie do końca. Bo dwa drinki chętnie wypije, ale tylko tak się odgrażała. Chociaż jakby wyskoczyli gdzieś do knajpy to na pewno byłoby jej miło. - Głuptas jesteś. Po co mam cię upijać – nie potrzebowała, by to on był „łatwy” – a w ten sposób na pewno mogła odwrócić ten żart. Nie wiedziała, jakby teraz zareagowała na świński żart. Pewnie zależałoby od poziomu świńskości, od samego żartu – od samej sytuacji. W końcu minęły dwa miesiące od tamtej sytuacji, a w ciągu tych dwóch miesięcy… wydarzyło się naprawdę wiele. - O zakładanie sukienek? – z tym zakładaniem się też nie mówiła na poważnie, ale miał jej atencję. Była nieco zdumiona i przez moment przewiercała go wzrokiem, zaintrygowana. Ostatecznie ta rozmowa zaczęła się od tego, ze zaproponowała mu połowę swoich drinków, by bez większych oporów zobaczył jak to jest chodzić w sukience… - Hmm… Zgoda – ich ostatni zakład był… miał ciekawy finał. A to był taki dreszczyk niebezpieczeństwa, taki który lubiła. - Super detektyw? – powtórzyła za nim, sceptycznie. - Aha, mugolska – już wszystko rozumiała. Znaczy się niewiele, ale „mugolska” trafiło do odpowiedniej szufladki w jej głowie. I zanotowała, by po wszystkim… Po wszystkim pożyczyć od Sauriela drugą część tego całego Władcy Pierścieni. - Nigdy? To rozkaz? – to znowu był ten ton. Cholera jasna. Kiedyś przez niego zwariuje jak będzie tak robił, a miała wrażenie, że zupełnie nie wiedział jak na nią to działało kiedy tak robił. - Zmieniłby jego właściwość. Albo sprawiłby, że byłby chętniej brany i powszechniejszy, to dopiero byłby problem – osobiście wolała, by ten cholerny eliksir pozostał taki jaki jest teraz: ohydny. - To praca, czy jednak prywata? – bo jakoś wydawało jej się, że jednak prywata – to, ze ich tropił po całym zasranym Nokturnie, żeby nie chlapnęli za wiele. Ona zaś była tutaj prywatnie, a nie w pracy, ale to już sobie wyjaśnili. Domyślała się jednak, czy raczej przeszło jej przez myśl, że wolał, by nie była przy nim cały czas, bo nie chciał jej czegoś pokazać. Może jakiejś tajemnicy, która nakierowałaby w przyszłości aurorów albo brygadzistów na półświatek… Taki był jej tok rozumowania. - Jak chcesz, nie będę ci wchodzić w drogę. Po prostu… - nie dokończyła. Po prostu nie chciała żeby coś mu się stało. Po prostu się martwiła. Po prostu bała się, że sam skończy źle, że znowu będzie wegetował, albo że nikt go nie znajdzie w porę. Nie wypowiedziała tych myśli na głos. Nie spodziewała się też, że ktoś tutaj będzie. Ściągnęła alarm właśnie w tym celu – żeby nikogo tutaj nie zwabić i w pierwszej chwili pomyślała, że jednak ktoś z BUMu tutaj wpadł. A to bardzo niedobrze. Wręcz kurewsko źle! Nie było jednak teraz czasu na myślenie o tym, co poszło nie tak, bo pierwsze zaklęcie błysnęło w powietrzu, a Sauriel wpadł na nią, popychając ją. Paradoksalnie – to sprawiło, że spojrzała w dół i dostrzegła liny, które sunęły do jej kostek. Niewiele myśląc machnęła różdżką by rozproszyć zaklęcie. Liny cofnęły się, a wtedy zrobiła wypad do przodu, nieco ponad ramieniem Sauriela, by wyczarować ciśnienie powietrza, mające zmieść przeciwników i rzucić ich o ścianę. Rozpraszanie [roll=PO] Kształtowanie [roll=Z] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Sauriel Rookwood - 02.08.2023 Sauriel nie był może nałogowym hazardzistą, ale lubił zakłady. Lubił ten dreszczyk emocji, kiedy było warto o coś zawalczyć. Niekoniecznie musiał wygrać, żeby dobrze się przy tym bawić, bo sam proces był zabawą, ale przegrana jednak pozostawiała po sobie coś takiego... że ach, no przecież można było z siebie dać więcej niż 30%. Jakoś zakłady sprawiały, że dawał z siebie więcej. W zasadzie częstokroć - wszystko. Żeby właśnie wygrać. Nagroda wtedy była o wiele smaczniejsza niż coś, co mogłeś po prostu otrzymać. Jak to działało - nie wiedział. Ale to chyba było całkowicie ludzkie, tak współzawodniczyć ze sobą. Dlatego sporty były takie popularne. Gdyby się bardziej przyłożył do latania na miotle to nawet sam by się zapisał do drużyny quidditcha, ale tak to co najwyżej trochę się pokręcił po boisku dla zabawy. Piłka nożna była zdecydowanie bardziej przyziemna, a potrafiła być równie brutalna. Tylko nie spadało się na ziemię z takich chorych wysokości. I bardzo chętnie poustalałby zasady ich zakładu w ciągu dalszym. Musiał jednak poczekać wraz z kilkoma innymi tematami. Poczekać, bo wpadł z impetem na Victorię, a chociaż ta nie była malutką babeczką, to on niedożywionym kotkiem nie był. I swoje ważył. Odruchowo sięgnął do ściany, chcąc się jej złapać, ale niespodzianka - nie było czego się na ścianie łapać. Przesunął się o jakieś trzy kroki i złapał równowagę, żeby nie zwalić się na Victorię, kiedy ta machnęła jeszcze różdżką przy jego głowie. Specyficzny świst zaklęcia zakręcił mu się w uchu. Ledwo mu mignęło, że coś zaczęło się tworzyć z drugiej strony ściany a zostało zlikwidowane, by zaraz wiatr porwał jego włosy w zupełnie innym kierunku - w stronę przeciwników. Dzięki bogom, że nie układał specjalnie włosów tego wieczora, bo przecież z tym, ile czasu poświęca swoim fryzurom byłby to prawdziwy dramat... Trójka mężczyzn poleciała na ścianę, Sauriel odzyskał równowagę i z różdżką już w dłoni ruszył w kierunku mężczyzn, celując w jednego z nich, żeby rozerwać go na strzępy - żywcem. Ale ledwo zrobił parę kroków, a padł na kolana, podpierając się dłońmi, żeby nie wyrżnąć twarzą w brudną podłogę, kiedy ból skręcił jego ciało. Silne zaklęcie rozsadzające poleciało za niego - i trafiło prosto w sufit nad głową Victorii, niszcząc go na kawałki. Drewno, drzazgi, kawałki betonu i wszystkiego, co można było tylko znaleźć w sklepieniu z siłą rozleciały się na boki, a sufit gotów był zawalić się na jej głowę. [roll=Z] rzut na Crucio NPC [roll=Z] rzut na wybuchnięcie sufitu NPC [roll=Z] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Victoria Lestrange - 02.08.2023 Z kolei Victoria nie miała w sobie zbyt wielkiego ryzykanta (pomijając kwestie pracy), ale taki zakład mógł dodać nieco pikanterii, traktowała to jednak przyjacielsko. Z jakimś swoim wrogiem na pewno by się nie zakładała, to nie byłaby wtedy zabawa. Z Saurielem… to była też swego rodzaju okazja by nieco lepiej się poznać no i nie ważne które z nich wygra, a które przegra – wierzyła że oboje przyjmą to z godnością. Nie założyłaby się też o coś, czego absolutnie nie chciałaby zrobić. Rzeczywiście jednak – do tej rozmowy będą musieli wrócić, bo w tym momencie, co innego było na tapecie i zaprzątało głowę. Sauriel był wysoki, był dobrze zbudowany. Victoria była raczej nieduża, zwłaszcza w swojej postaci – bo obecnie była jednak trochę większa, zdecydowanie bardziej przy kości i kiedy wielki chłop się na nią zwalił to trochę jednak stęknęła. Ale to nie przeszkodziło jej zaatakować i kupić im trochę czasu, bo trójką mężczyzn wręcz grzmotnęło o ścianę. Miała nadzieję, że zaparło im dech w piersi. Ona i Sauriel byli wciąż na piętrze, przy schodach, trójka napastników – na parterze budynku. Kiedy tak rypnęli o ścianę, miała okazję przez chwilę się im przyjrzeć – i nie rozpoznała nikogo z nich. Nie wyglądali w ogóle jak twarze, które mijała w Ministerstwie, to nie mógł być nikt z brygady… Cokolwiek Sauriel chciał zrobić – nie wyszło, a zaraz klęknął jakby w bólu. Rzeczy działy się jednak szybko – jak na preferencje Victorii zbyt szybko, kiedy zaklęcie śmignęło i uderzyło w sufit. Tuż nad nią. Pierwsze odłamki poleciały i nastała jakaś taka złowroga cisza, w której… Zawali się, czy się nie zawali? Oczy mimowolnie powędrowały w górę, ale nie było czasu na zbytnie ocenianie sytuacji. Kobieta po prostu dała szczupaka do przodu, chcąc złapać Sauriela za ramię i pociągnąć go ze sobą chociaż trochę. Jeden z mężczyzn w tym czasie usiłował wyczarować na schodach ścianę, by Sauriel i Victoria nie mogli zejść i musieli zostać na piętrze. Nic z tego jednak nie wyszło i Victoria też machnęła różdżką – by za pomocą kolejnego ciśnienia powietrza trzepnąć jedną ze skrzynek na któregoś z mężczyzn. Miała nadzieję, ze dostanie w łeb, albo chociaż w klatkę piersiową i przestanie przeszkadzać. NPC na kształtowanie [roll=Z] Victoria na kształtowanie [roll=Z] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Sauriel Rookwood - 02.08.2023 Wybuch za jego plecami i dotyk Victorii, która pochyliła się do jego ramienia, był znikomy. Ledwo to usłyszał i ledwo poczuł jej dotyk. Rozsadzające czaszkę ciśnienie i zgniatający mięśnie i kości ból jednak ustąpił, kiedy mężczyzna oberwał skrzynią i przestał się koncentrować na zaklęciu. Sauriel podniósł się i było oczywistym - zostawanie na piętrze było bardzo chujowym pomysłem, bo mogą skończyć niezwykle mizernie. Zwłaszcza ze swoimi zajebistymi zdolnościami transmutującymi. Trochę 'przetoczył' się do przodu na niepewnych nogach w pierwszym kroku. Pył ze zniszczonego stropu za ich plecami rozniósł się po schodach i korytarzu. Przysłaniało to widoczność - i to obu stronom. - Kurwa! - Przeklął jeden z tej trójki za kłębiącą się i gęstniejącą chwilowo zasłoną z szarości i bieli. Kolejne zaklęcie świsnęło w powietrzu, a następnym dźwiękiem był żałosny skrzek metalu, skręcających się rur niemal tuż pod nogami jego i Victorii. Schody. Schody. Jeśli nie możesz zamknąć ich murem, to możesz zamknąć ich odcinając drogę ucieczki? Czarnowłosy instynktownie skoczył do przodu, żeby znaleźć się na parterze, zanim schody zostaną im całkowicie zabrane i stanie się to delikatnie bardziej problematyczne. Zwłaszcza w trakcie walki. Choć może to byłoby mądre? Wycofać się? Tak zwane "przegrupowanie"? Tak, może to byłoby mądre. I nie miało to przecież żadnego znaczenia, bo Sauriel już był na dole. Oparł się nogą na zmieniającym się w jakąś - ROZPIERDOLCIE TO PIĘTRO! [roll=PO] rzut na NPC transmutacja [roll=Z] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Victoria Lestrange - 02.08.2023 Na szczęście transmutacja nie była odpowiedzią na wszystko i były jeszcze inne metody na to, by poradzić sobie z walącym się stropem. Najbardziej martwiła się o Sauriela – to jak go złożyło na podłogę ją zmartwiło. Poza tym nie potrafił się teleportować (to kolejny argument, żeby jednak wysłać go na ten cholerny kurs, choćby miała sama za niego zapłacić). Jak tu utknie, to utknie, będzie musiał skakać a kto wie jak wtedy stanie… ach. Nie chciała ryzykować. Sauriel skoczył do przodu, kiedy się „ocknął”, a ona… już wiedziała, że żadnego skoku nie będzie. BYŁA KURWA ZBYT WOLNA. Albo raczej zbyt mało zwinna. Wszystko, wszystko od czasu Betlane a nawet i wcześniej dawało jej znać, że heej, Victoria, pora o siebie zadbać, pora zacząć ćwiczyyyć. I z przekleństwem na ustach machnęła różdżką, z ledwością łapiąc równowagę, by po prostu się przeteleportować te kilka metrów niżej – byle nie stać na pierdzielonych schodach. Tak. Właśnie na to zmarnowała teleportację. Na przeniesienie się z pierwszego piętra na parter. To, ze widoczność była kiepska sprawiło, że wylądowała na stole, to że panował straszny hałas, bo schody stały się schodziastym robalem. Mogła zrobić dwie rzeczy – rozproszyć to zaklęcie, albo atakować dalej – i wybrała to drugie, licząc na to, że schody zrobią jeszcze trochę zamieszania i tak łatwo nie będzie się dało połapać w tym, gdzie sama stoi. Sauriel… Straciła go z oczu. Teraz ona zamierzała wyczarować liny, które oplotą dwójkę pozostałych mężczyzn. Trochę w nosie miała ich zdrowie, ale na pewno nie chciała ich śmierci. Dobrze byłoby ich złapać i unieruchomić. Zadać kilka pytań… Jak to co tu do cholery robią i czemu zaatakowali – skoro jest tutaj pusto a nie są z BUMu. Ale nie wyprzedzajmy wydarzeń. Machnęła różdżką, by te liny wyczarować – bez skutku. Mężczyzna, który oberwał od niej skrzynką, a który teraz leżał, był na tyle obolały, że nawet nie próbował zrzucić z siebie wampira. Trzeci z nich (nie ten, który krzyczał, by rozwalić piętro… na którym nikogo już nie było) grzecznie wykonał polecenie kolegi i wycelował zaklęcie w ściany widoczne na górze, podtrzymujące strop nad pierwszym piętrem… Chociaż nie było to zbyt mądre, to był w końcu trzypiętrowy kurwa budynek. Jakaś opatrzność nad nimi chyba czuwała, bo nic się nie stało. Victoria na kształtowanie [roll=Z] NPC na kształtowanie [roll=Z] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Sauriel Rookwood - 02.08.2023 Hałas trwał, ale po chwili schody przestały się miotać i niszczyć kolejne połacie terenu, jaki ich otaczał. Kurz prowadziłby do kaszlu - ale Sauriel nie kaszlał. Za to na pewno wchodził między kły, obrzydlistwo... obrzydliwe było też do pewnego stopnia to, co jadł. Ale tylko do pewnego. Gość śmierdział ludzkim potem, to wywoływało niesmak. Podniósł się z ziemi kolejny raz. Bo kolejny raz na nią wyrżnął. Wcześniej przez Cruciatus, a potem przez własną nieuwagę, kiedy potknął się o ciało. No cóż, grunt, że nikt tego nie widział. Dopiero by było... wspaniała popisówka samca przed samicą. Jakby to Czubówna powiedziała: samiec wkroczył na obce terytorium. Starcie z innymi samcami było nieuniknione. Wszystkiemu przyglądała się samica (...). Innymi słowy - łobrzydliwe. Nie tracił czasu na wycieranie się, a było z czego. Mógłby teraz być straszakiem dla dzieci... z pewnego absolutnie równie łobrzydliwego i świńskiego żartu, którego z racji powagi sytuacji nie przytoczę. Kiedy schody przestały się kiwać i z łupnięciem oparły o ścianę (a ta jęczała żałośnie, przywodząc na myśl zastanowienie, czy zaraz nie runie pod ciężarem tego, co na niej oparte zostało) dźwięki były bardziej słyszalne. - Ja pierdole! - I jednocześnie wszystko było bardziej przygłuszone. Ale Sauriel ostrożnie i cichutko przesunął się naprzód, przymrużając oczy od tego wszędobylskiego pyłu. I za tym dźwiękiem się skierował, bo chociaż mrugnęły znowu światełka zaklęć, dom znowu zamiałczał żałośnie, domagając się lepszego traktowania, to Sauriel nie chciał wbiegać tam zupełnie na oślep. A tym bardziej nie chciał wejść między zaklęcia Victorii i tamtej dwójki. Tym sposobem dwie rzeczy zadziałały się na tym samym pułapie. Przeciwnik zauważył go szybciej, niż on zauważył jego. W tym pyle wszystko mu się zamazywało, kurz wciskał do oczu - wymówki... Zawsze można było znaleźć wymówki. Na kiepskie zaklęcie to ta, że koszula była nieuprasowana. Nieznajomy wycelował w niego różdżkę i posłał w bok, ale Sauriel utrzymał równowagę i nie dał się odepchnąć. Uderzył ramieniem w ścianę obok i złapał różdżkę mężczyzny, wyrywając mu ją z ręki. Kolejne soczyste "kurwa!" od strony obcych przecięło powietrze, a Sauriel czuł się dokładnie tak, jak ludzie zwykli opisywać miłość. Motylki w brzuchu. Złapał mężczyznę za łeb i teraz to jego mordę wsadził prosto w ścianę. Raz. Drugi. Trzeci. Aż zwiotczało. Percepcja [roll=N] [roll=PO] Percpecja NPC [roll=Z] Yiit NPC [roll=N] RE: [18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2 - Victoria Lestrange - 02.08.2023 Samica nie zwracała uwagi na to, że samiec dwa razy wylądował na podłodze. Za pierwszym razem się po prostu zmartwiła – zaklęcia bywały różne, a Sauriel, choć rany goiły się na nim jak na psie, nadal odczuwał ból. Nie chciała, żeby go bolało. To, że potem zaliczył glebę – tego już nie widziała. Zresztą wcale przez to nie tracił w jej oczach. Nie była jednak skupiona na tym, czego nie widziała i na tym, co teraz nie próbowało jej zabić. Skupiła się na tym, by zrobić tu porządek taki, by nastał spokój. Schody co prawda się uspokoiły, ale to pomagało tylko odrobinę. Wciąż było tutaj trzech wrogów… Z czego jeden przestał rzucać zaklęciami, więc chyba jednak rzut skrzynią był celny i skuteczny. Nieistotne. Istotne było, że na moment zaklęcia się uspokoiły – z obu stron. A potem usłyszała jak ktoś przeklina. Potem jęk zaklęcia, głuche uderzenie, kolejne przekleństwo i… Łupnięcie, Jedno. Drugie. Pył już opadł, a trzeci mężczyzna wycelował różdżką Sauriela, nieco trzęsącą się ręką, a potem zamachnął się, chcąc zmusić wampira do tego, by puścił jego towarzysza. To był moment, w którym Victoria wycelowała w trzeciego przeciwnika, aby buchnąć w niego płomieniem. Liczyła na poparzenie. Albo chociaż podpalenie ubrania. NPC zauroczenie [roll=PO] Victoria kształtowanie [roll=Z] |