Secrets of London
[wiosna 1962, Hogwart] Hogwarckie tradycje - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [wiosna 1962, Hogwart] Hogwarckie tradycje (/showthread.php?tid=1688)

Strony: 1 2


RE: [wiosna 1962, Hogwart] Hogwarckie tradycje - Brenna Longbottom - 06.08.2023

- Sama nie wiem. Nigdy nie planowałam, jak kogoś zamordować. Zwykle raczej… odwrotnie – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem. Bo jak jakiejś zbrodni dokonano, to już kombinowała nie raz. Od małego lubiła dręczyć ojca o szczegóły jego śledztw. Oczywiście, to co wymyślała, zwykle było absolutnie nieprawdopodobne, bo zbyt bujna wyobraźnia też nie pomagała, ale potem Jeremiah wyjaśniał, gdzie w jej rozumowaniu kryły się luki.
- Dlaczego nie? To znaczy, gdyby to nie była ta gryząca kapusta. Kwiatki przecież zwiędną, a taką kapustę możesz zjeść. Chociaż… po zastanowieniu… chyba wolałabym sałatę, można ją jeść na surowo – oceniła Brenna, ładując roślinki do koszyka. – Słuchaj, a taki cały warzywny bukiet? Z sałatą, rzodkiewką, marchewką i… kalarepą. Nie mam pojęcia, jak wygląda kalarepa, ale podoba mi się, jak brzmi ta nazwa. I kalafiorem. Jakby to ładnie ułożyć, to przecież mogłoby wyglądać świetnie i to byłby doskonały prezent, bo przecież jedzenie zawsze jest doskonałym prezentem.
Brenny prawdopodobnie lepiej było nie pytać o porady dotyczące zakupu prezentu dla ukochanej albo ukochanego. Bo wydawała się mówić z absolutną powagą, nie wydurniając się tym razem, a w szczerzej wierze, że taki bukiet to wspaniały pomysł, dużo bardziej praktyczny od kwiatków. Ba. Brenna naprawdę w to wierzyła. Miało to zapewne wiele wspólnego z tym, że lubiła jedzenie – i to jedzenie w ogólności, także warzywa – i że raczej nie dostawała kwiatów, a że te rosły w ich ogrodzie, nie wpadła na to, że takie dostane na okazję to coś specjalnego.
– To zabrzmi dziwnie, ale ehem, przyłapali mnie, jak chciałam wejść do Zakazanego Lasu o zmierzchu – wyznała. Dalej sama siebie przeklinała, że straciła ostrożność, bo zwykle nie było szans, aby ktoś ją na czymś takim przyłapał. – Więc rozumiesz, wysłali mnie do Zakazanego Lasu w ramach kary. Nie, też nie rozumiem tej logiki. Chyba że uznali, że skoro się tu i tak pcham, to chociaż zrobię coś pożytecznego? – wyjaśniła. Przechyliła się nieco, spoglądając na kwiatka o żółtych płatkach. [/b] – A wiesz, że nawet kusi? Mogłabym go komuś podrzucić i patrzeć, co się dzieje. Ale chyba nie ma nikogo, kogo aż tak bym nie lubiła[/b] – oceniła, w końcu wstając.
Żółty kwiatek pozostał na miejscu, za to jej koszyk był już nieomal pełny.
– Bo Krukoni to zawsze ci grzeczni, a ty szedłeś do tej wieży w ramach lunatykowania? – roześmiała się. Znała w końcu przynajmniej dwóch Krukonów, którzy niekoniecznie byli tacy grzeczni. – Ze Ślizgonami to zależy – dodała, bo Victoria i Cynthia nigdy nie wydawały się jej materiałem na sprawiaczki kłopotów. Jeżeli w takie wpadały, to prędzej przez nią, a ta druga przez Fergusa czy Castiela… – Pewnie są jakieś pamiętniki, które pisali sławni ludzie? Niektórzy z nich na pewno byli w Hogwarcie. Może któryś napisać coś o chłoście – powiedziała, chyba po raz pierwszy w życiu gotowa czytać coś odnośnie historii magii dobrowolnie. A potem uniosła swój koszyk i zadyndała nim w powietrzu. – Mam wrażenie, że to wystarczy na całą kadź eliksirów. Sądzisz, że możemy wracać?
Uznała, że po powrocie, pójdzie sprawdzić te hogwarckie kary. Nie była pewna, po co jej ta wiedza, ale kiedy Brenna miała ochotę coś zrobić, to zwykle to robiła. A teraz jakoś ją to zaciekawiło.


RE: [wiosna 1962, Hogwart] Hogwarckie tradycje - Kayden Delacour - 06.08.2023

Kay uśmiechnął się lekko na ten cały pomysł z bukietem warzyw. Faktycznie, jak tak to Brenna przedstawiła, wydawał się już mniej... wredny. Na pewno oryginalny. Zapewne mogła też się domyślić, kto na następne Walentynki przysłał jej dla zabawy bukiet pełen sałaty, rzodkiewek, marchewek, a nawet i kalarepy. Tak, zrobił to, bo pomysł wydał mu się zbyt kuszący, żeby go zignorować. Zanotował też w myślach informację, że jedzenie też może być dobrym prezentem. Być może w przyszłości będzie mógł tego użyć do swoich niecnych planów zdobycia czyjejś przychylności. Przez żołądek do serca, jak to mówią.

- Czyli wysłali cię do Zakazanego Lasu... bo próbowałaś się wymknąć do Zakazanego Lasu. - Podsumował z miną typu "co kuźwa?". - Rozumiem... Nie, nie rozumiem, ale już właściwie ustaliliśmy, że Hogwarckie tradycje są trochę dziwaczne. - Kayden westchnął, bo nie widział już celu w dalszym rozkopywaniu tego, co w tej szkole miało sens a co nie. Większość z tego wcale nie miało. Resztę można było wytłumaczyć słowami "bo to magia" i było dobrze. Nikt się nie czepiał. Odpowiedź na wszystko i to bez ryzyka podważania czegokolwiek. Wstał z ziemi i spojrzał na swój koszyk, zapełniony tylko w połowie. Jakoś nie było mu z tego powodu przykro. Będą musieli sobie poradzić z taką ilością. Powie, że więcej kwaitków nie było, o! Albo, że Brenna zjadła...

- Oh, nie... Krukoni wcale grzeczni nie są. - Prychnął Kayden. - My po prostu nie dajemy się złapać. Ale ja się nie liczę... jestem w połowie Ślizgonem. - Mrugnął do niej konspiracyjnie, po czym spojrzał na swój koszyk i kiwnął głową. - Taa, możemy wracać. Jak coś to powiemy, że spotkaliśmy na drodze trolla, czy coś w tym stylu... To ich wina, że kazali nam iść do Zakazanego Lasu. - Kayden wzruszył ramionami i zawrócił się, idąc za Brenną tą samą ścieżką, którą tu przyszli. Po drodze zastanawiał się, czy faktycznie nie udałoby się znaleźć jakichś starych pamiętników uczniów z przeszłości. Miał zamiar trochę poszperać, zapewne znów narażając się na kolejny szlaban. Ciekawe, czy też natrafi wtedy na Brennę...


Koniec sesji