Secrets of London
[Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty (/showthread.php?tid=1745)

Strony: 1 2


RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Florence Bulstrode - 11.09.2023

- Nie, dziękuję. Jestem tutaj służbowo – oświadczyła Florence stanowczo. Herbatkę mogła pijać ze współpracownikami, których wyjątkowo lubiła, z przyjaciółmi, z rodziną, ale ktoś obcy musiałby zrobić na niej ogromne wrażenie, żeby przyjęła zaproszenie. Trzymała wobec ludzi dystans, a Philip Nott zwyczajnie jakoś się jej nie spodobał, chociaż był uprzejmy. Florence zaś nie należała do osób, które będą cokolwiek robiły wbrew sobie z czystej uprzejmości. Miała zresztą swoje plany i szkoda jej było czasu. – Istnieje coś takiego, jak rękawiczki, panie Nott – powiedziała, tym razem niemalże łagodnym tonem. Jego twarz, szyja, większość ciała była już wolna od wpływu klątwy, odrobina niebieskości została na rękach: tam, gdzie Philip dotknął przeklętego posążka. Niestety, magia w samej swojej naturze była nietrwała i aby upewnić się, że pozostanie się wolnym od takiej magii, trzeba było leczenie wspomagać odpowiednimi miksturami oraz maściami.
Kiwnęła głową, lekko, kiedy Kayden się przedstawił. Nazwisko kojarzyła, ale bardziej z narzeczoną swojego brata niż z samym Kaydenem – w Hogwarcie był po prostu jednym z chłopców, którym czasem trzeba było pierwszy raz pokazać drogę do klasy – chociaż zastanowiła się, czy młodzieniec jest spokrewniony z Elaine.
– Och, ależ dla mnie to żaden problem. Ale nie jestem pewna, czy państwo chcą dostać większy rachunek – odparła grzecznie na stwierdzenie odnośnie niedokładania jej pracy. Wszak już i tak tutaj była, mogła złamać dwie klątwy zamiast trzech. Zresztą, jeżeli Kayden zapragnąłby być niebieski i nie łamać przekleństwa, czemu miałaby tego mu zabraniać?
Zmierzyła Notta ostatnim spojrzeniem, a potem zbliżyła się do posążku. Na początku przesunęła nad nim różdżką i posypał się z niego złocisty pył. Kształty i nici, jakie na moment się w nim uformowały, wiele pewnie nie mówiły Philipowi czy Kaydenowi, ale klątwołamaczka zmarszczyła brwi, jakby nieco niezadowolona. Chwilę później jej torba, zawieszona dotąd w powietrzu, podryfowała ku uzdrowicielce. Wyciągnęła z niej niewielki woreczek i sypnęła odrobinę proszku na posążek. Ten osiadł na figurce, a Florence szeptała przez chwilę inkantacje, jednocześnie poruszając różdżką wokół rzeźby. Wreszcie stuknęła nią w głowę figurki.
Proszek znikł bez śladu. Florence dźgnęła figurkę różdżką jeszcze raz, drugi i trzeci, tak na wszelki wypadek.
– Wydaje się, że klątwa została złamana. Nie była niebezpieczna, ale bardzo złośliwa. I na pewno nie starożytna. Ktoś utkał ją stosunkowo niedawno, powiedziałabym, że w styczniu albo lutym.
Najwyraźniej Iona była nieprzyjemną staruszką albo bardzo nie lubiła swojej rodziny i postanowiła zadbać o to, aby rzeczy, które odziedziczą, zawierały dużo niemiłych niespodzianek. Florence jednak nie znała jej historii i nie miała zielonego pojęcia (ani żadnego innego), skąd Philip wziął tę figurkę. Mówił, że z aukcji, ale jaka była wcześniejsza historia? Tego Bulstrode już nie wiedziała. Natomiast wolała podać mu wszelkie informacje, tak na wypadek, gdyby ktoś zaklął ten posążek specjalnie, aby zrobić mu na złość.
– Gdyby pojawiły się jakieś kolejne problemy, zapraszam do Munga. W razie gdy moje klątwołamanie nie działa, naprawienie problemu jest już bezpłatne. Do widzenia panom – rzuciła tylko, po czym skierowała się do kominka, by ledwo chwilę później zniknąć w płomieniach.
Postać opuszcza sesję



RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 12.09.2023

Gdyby miał do czynienia z kolejnym znajomym albo nawet przyjacielem to na taką odmowę powiedziałby pół żartem, pół serio, że jego skrzat domowy, Błysk, byłby niepocieszony tym, że goście jego pana odmawiają napicia się herbaty i poczęstowania się ciasteczkami. Skrzaty domowe pełniły rolę służby, jednak dobrze traktowane to pracowały chętniej dla swoich panów. Błysk należał do niego od lat i przez ten czas okazał się niezawodny.

Rozumiem. — Odpowiedział jedynie, spodziewając się takiej odpowiedzi ze strony kobiety. W dobrym tonie było o to zapytać.

Jeśli będę musiał pilnie wyjść w ciągu tych dwudziestu czterech godzin to polecę Błyskowi znaleźć rękawiczki. — Odparł z cichym westchnięciem. Pozostając jeszcze w temacie rękawiczek to gdyby był w stanie przewidzieć to, że otrzyma przedmiot obłożony klątwą to odpakowałby go właśnie w rękawiczkach i być może przez to nie musiałby wzywać uzdrowiciela i klątwołamacza do uwolnienia go od objawów klątwy, tylko właśnie do przełamania klątwy, którą obłożono ten przedmiot.

Bardzo miło z Twojej strony, kuzynie. Przekażę Ci potem receptę i pieniądze. — Zwrócił się do Kaydena z dozą wdzięczności. To była jednorazowa przysługa. Potem będzie radzić sobie sam, zgodnie z sugestią pani Bulstrode odnośnie noszenia rękawiczek.

Jestem przygotowany na pokaźny rachunek. — Odpowiedział poważnie, mówiąc wyłącznie za siebie. Zamierzał uregulować swój własny rachunek za uwolnienie go od klątwy i pozbycie się tego przekleństwa z posążka. Jego hojność miała swoje granice i niestety nie zapłaciłby za uwolnienie od klątwy swojego kuzyna. W jego przypadku to było zupełnie niespodziewane, natomiast Kayden został dobrze poinformowany przez panią Bulstrode o tym, czym grozi dotknięcie tego posążku.

Być może nie powinien patrzeć kobiecie na ręce, jednak ciekawiło go jak wygląda proces łamania klątwy ciążącej na danym przedmiocie. To, co robiła kobieta, wydawało mu się naprawdę złożonym procesem i to było jedyne, co mógłby stwierdzić jako osoba, która nie miała większego pojęcia o klątwach. Gdyby było inaczej to nie potrzebowałby pomocy specjalistki, którą okazała się pani Bulstrode, tylko sam przełamałby tę klątwę.

Nie ma Pani pewności co do tego? Przekonałem się o tym, jak bardzo złośliwa. Poziomem nieszczególnie odstawała od żartów, wykonywanych przez uczniów Hogwartu. Na całe szczęście. Byłoby wtedy znacznie gorzej. Prawdopodobnie poprzednia właścicielka, która zmarła w tym miesiącu. Jej rodzina wystawiła część kolekcji zmarłej na aukcję. — Jako ktoś, kto zamierzał pokryć naprawdę wysoki rachunek, chciał aby ludzie zajmujący się łamaniem klątw byli pewni co do efektów swojej pracy zamiast dzielili się z nim swoimi przypuszczeniami. Podobnych wybryków to on dopuszczał się w Hogwarcie. Rozsądnie było założyć, że to poprzednia właścicielka odpowiada za tę całą sytuację. Przeprowadzona aukcja została naprawdę starannie przygotowana i nie budziła żadnych zastrzeżeń. Nie zapuszczał się na Nokturn po to aby u Borgina & Burkesa kupować przeklęte albo czarnomagiczne przedmioty.

Oczywiście. W razie problemów skontaktuję się z Panią. Dziękuję. Do widzenia Pani. — Odpowiedział jedynie. Nie zamierzał zatrzymywać dłużej kobiety, która opuściła jego dom za pośrednictwem podłączonego do Sieci Fiuu kominka. Rachunek z pewnością otrzyma pocztą.

I co o tym myślisz, kuzynie? Pytam głównie o posążek. — Philip skierował te słowa do Kaydena, siadając na kanapie. Błysk postawił na stoliku do kawy tacę z dwoma filiżankami, dzbankiem herbaty, dzbanuszkiem mleka, cukiernicą i talerzem cytrynowych ciasteczek.

Czy Pan będzie jeszcze potrzebować Błyska? — Stojący pomiędzy salonem a kuchnią skrzat oczekiwał na dalsze polecenia albo pozwolenie na oddalenie się.

Poradzimy sobie. Dziękuję, Błysku. — Pozwolił skrzatowi odejść, wiedząc, że ten i tak znajdzie sobie jakieś zajęcie w postaci następnych obowiązków domowych do wypełnienia.




RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Kayden Delacour - 06.10.2023

Cokolwiek siedziało w tym posążku, wyglądało to raczej na nieśmieszny żart niż na klątwę, która miała wyrządzić dużo szkody. No, może dla Philipa była to szkoda nieco większa z uwagi na jego sławę, ale przynajmniej w gazetach byłoby o czym pisać. Kayden obserwował poczynania uzdrowicielki z ciekawością, choć klątwołamanie nie było tu szczególnie oszałamiającą dziedziną magii… ale w zasadzie, to czego miałby się spodziewać? Fajerwerków? Nie, raczej nie oczekiwał widowiska, a oczy straciły zainteresowanie magią i przerzuciły na kobietę i jej skupioną minę, jakby próbował oszacować jak bardzo godna zaufania była i by ją sobie zapamiętać… tak na wszelki wypadek. Na wszelki wypadek, gdyby miał wypadek z klątwami w przyszłości. Potem jednak wróciły na posążek, słuchając wymiany zdań między Panią Bulstrode a Philipem w milczeniu.

Kayden nie był wcale zdziwiony, że kobieta nie została na herbacie. Pewnie miała wiele na głowie, a i charakter jej był dość surowo ciosany. Konkretny, choć uprzejmy. Trochę mu przypominała profesor McGonagall, którą szanował nawet za dzieciaka. Obie miały w sobię tą aurę, którą nie należało ignorować. Mężczyzna również pożegnał się uprzejmie z uzdrowicielką i westchnął cicho, siadając przy stoliku do kawy. Oparł się o miękki zagłówek i splótł palce, wzruszywszy ramionami. - Co mam ci powiedzieć, Philipie… wtopa. - Podsumował, uśmiechając się krzywo i zerknął na posążek. Zastanowił się nad tym, czy nie uwolnić Philipa od nie-przeklętego już przedmiotu, choć bardziej chyba życzył mu tego, by sprzedał go za większą sumę pieniędzy. Figurka była w dobrym stanie i przedstawiała sfinksa, stojącego na kamiennym wzniesieniu i spoglądającego na wszystko z góry. Nie wydawał mu się antyczny, a przynajmniej nie na tyle, by zainteresować nim jakieś muzeum. Bardziej jakiś antykwariat lub kogoś, kto lubował się w porcelanie. Żeby stwierdzić, czy miał jakąś wartość, Kay musiał się przyjrzeć dokładniej, a żeby to zrobić… cóż… Zaryzykował, nachylając się lekko w stronę figurki i delikatnie dotknął jej palcem. Wstrzymał oddech, zastanawiając się, czy nie będzie zaraz musiał sprowadzać klątwołamaczki z powrotem, ale po chwili ciszy napięcie z niego zeszło. Nic się nie stało i dłonie miał dalej blado-kremowe. Wypuścił więc cicho powietrze z płuc i chwycił figurkę, przyglądając jej się bliżej od spodu. Brwi powędrowały mu w górę. - Hm… - Mruknął krótko, mrużąc oczy w skupieniu. - Wygląda na autentyk. Stara sygnatura porcelany 1918 - 1945 z Niemiec… Tak mi się wydaje, musiałbym to sprawdzić… - Obrócił posążek w dłoniach, zastanawiając się, czy cena, za którą go mężczyzna kupił nie będzie czasem za niska, a jeśli tak, spokojnie mógłby to opchnąć za wyższą cenę. Tylko musiałby znaleźć klienta. - Ile za niego dałeś? - Zapytał, zerkając na kuzyna szarymi oczami. Nie miał zbytniego doświadczenia, jeśli chodziło o analizę tego tworzywa, ale znał kogoś, kto z łatwością mógłby stwierdzić, czy była to autentyczna robota, czy były na niej jakieś uszkodzenia, których on nie dostrzegał... no, i czy była wartościowa. A nóż może się okazać, że Philip na tym zyska... albo raczej odrobi stratę pieniędzy, przeznaczoną na złamanie klątwy.




RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 08.10.2023

Przesunął się nieznacznie na kanapie, aby siedzieć twarzą zwróconą do swojego kuzyna. Westchnął cicho, słysząc jego słowa odnośnie tej sytuacji.

Mogło być gorzej. Mogłem trafić znacznie gorzej... klątwy potrafią być naprawdę paskudne. Nie chcę o tym już więcej myśleć. — Stwierdził z przekąsem, przychylając się do tego, że to była wtopa. Został uwolniony od następstw klątwy, która została przełamana przez uzdrowicielkę i niebawem wszystko wróci do normy. Decyzję odnośnie tego, co ma zrobić z tym posążkiem, podejmie później. W tym będzie mieć udział wydana przez Kaydena fachowa ekspertyza w kwestii tej figurki. Pomimo niedawnego przekleństwa, ów posążek bardzo mu się podobał. Gdyby tak nie było to by go nie kupił podczas zorganizowanej przez krewnych zmarłej czarownicy aukcji.

Nie uszło jego uwadze to, z jaką ostrożnością nachylał się w stronę stojącego na stoliku posążku, widoczną również w jego dotyku. Nie dało się nie dostrzec tego, że wstrzymywał oddech. Pani Bulstrode sprostała swoim obowiązkom i złamała ciążącą na posążku klątwę, która nie dała swoich charakterystycznych objawów. Nie potrzebowali powtórki z rozrywki. Niewykluczone, że jego kuzyn musiałby poczekać na przybycie uzdrowicielki do następnego dnia. Zwłaszcza, że to nie był nagły wypadek. Klątwa nie była tak poważna w swoich skutkach.

Byłoby wspaniale gdyby to był autentyk. Sprawdź to, proszę i daj mi znać. — Uznał że dobrze byłoby otrzymać potwierdzenie co do autentyczności tego posążku i okresu jego powstania. Chciał mieć pewność, że to naprawdę autentyk i jeśli tak byłoby to byłyby dobrze ulokowane pieniądze. Tych miał pod dostatkiem, ale nawet on nie lubił wydawać ich na buble pozbawione jakiekolwiek wartości.  Dla tego posążku również dał się przekląć i stanowiło to dodatkowy powód, dla którego powinien okazać się autentykiem zamiast całkiem ładną i drogą figurką bez jakiejkolwiek wartości. Przedsiębiorczy handlarz antykami i podobnymi przedmiotami byłby w stanie wcisnąć komuś takiemu jak on taki przedmiot z łatwością.

Dwieście galeonów. — Wyznał swojemu kuzynowi. Prawdopodobnie teraz dowie się o tym, czy przepłacił czy wręcz przeciwnie. Z drugiej strony tyle to on wydawał na śniadanie w swojej ulubionej restauracji, jeśli miał ochotę zjeść jajecznicę z kawiorem. Był gotów powierzyć kuzynowi ten posążek celem stwierdzenia jego autentyczności i tym samym jego wartości.




RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Kayden Delacour - 10.10.2023

Prawda, mogło się stać coś gorszego niż kolorowe dłonie. Cóż, dla wszystkich dobrze, że jednak się nie stało. - W porządku. - Zgodził się Kayden i już więcej nie poruszał tematu klątwy, a zajął się posążkiem. Nie zamierzał udawać, że jest w stanie bezbłędnie potwierdzić autentyczność antyków. Nie miał każdej sygnatury, pieczęci i podpisu w głowie, wyrytych w pamięci jak szkolnych reguł. Kojarzył to, co kojarzył, a resztę musiał sprawdzać lub zdać się na tych, którzy znali się na tym lepiej od niego. Osobiście sam lepiej się znał na obrazach i rzeźbach z marmuru lub brązu, ale na szczęście jego firma miała specjalistów od identyfikacji sygnatur i na pewno oni byli w stanie tutaj zdziałać nieco więcej, a może nawet i podważyć jego wcześniejsze słowa.

Jedyne co go zbiło z pantałyku, to cena. Kayden spojrzał na Notta, później na posążek, później znowu na kuzyna. Nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. - Dwieście galeonów? - Zapytał, jakby się przesłyszał. Tysiąc funtów za posążek. Prawie tyle, co antyczny obraz olejny mniej znanych malarzy. Z drugiej strony porcelana potrafiła być niesamowicie droga, jeśli tworzywo było najwyższej jakości. Wystarczyło jednak, że na sygnaturze porcelany będzie jedna źle ustawiona kreska i już okaże się podróbką. - Serwis do herbaty z porcelany sprzed prawie stu lat może kosztować połowę z tego. Jeśli to nie jest autentyk... - Uniósł figurkę pod najjaśniejsze źródło światła, żeby zobaczyć, czy prześwituje. - ...to albo zdrowo przepłaciłeś, albo strzeliłeś w dziesiątkę. Nie wiem, czy to sprzedasz za więcej galeonów, jeśli to fałszywka. - Westchnął i nawet mu się go szkoda nieco zrobiło, a przynajmniej na tyle, że przestał się złośliwie uśmiechać, a zamiast tego srebro w oczach mu nieco pociemniało, nabierając powagi. - Załatwię ci kogoś, kto może sprawdzić autentyczność i oszacować cenę, jeśli chcesz się go pozbyć. - Obiecał, mając nadzieję, że jednak Philip nie okaże się stratny. Później postanowił sprawdzić, czy to w ogóle jest porcelana, a był na to bardzo prosty sposób. - Masz może atrament? - Zapytał i choć pytanie wydawało się kompletnie losowe i bezsensowne, miało tu dużo sensu. - Jeśli puścisz na figurkę kroplę atramentu i będziesz w stanie ją zmyć bez śladu, jest to z pewnością prawdziwa porcelana. Możesz też sprawdzić, czy prześwituje przez nią światło, choć to lepiej się sprawdza na cienkich płaszczyznach. To tak na przyszłość... - Poinformował go przezornie, żeby następnym razem wiedział, jak sprawdzić, czy nie wtopi pieniędzy w badziewie.




RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 14.10.2023

Philip od swojego kuzyna nie wymagał tak naprawdę wykonania fachowej ekspertyzy dotyczącej potwierdzenia autentyczności posążku albo uznania go za wyjątkowo kosztowny falsyfikat. Najważniejsze aby ten posążek trafił do odpowiedniego specjalisty, za co nawet zapłaci odpowiednią sumę pieniędzy. Tego typu usługi nie były świadczone za darmo. Dostrzegł wyraz twarzy swojego kuzyna, zbitego z pantałyku i spojrzał na niego spod uniesionych brwi, pytająco. Zwłaszcza, że spoglądał to na niego, to na posążek.

Tak. — Potwierdził z lekkim wzruszeniem ramion. Philip nie przeliczał galeonów, sykli i knutów na mugolskie pieniądze. Nie miało to sensu, skoro ten posążek nabył od czarodziejów. Mugolskimi pieniędzmi posługiwał się wyłącznie podczas swoich podróży, gdy wymagała tego sytuacja i nie dawało się zapłacić za cokolwiek walutą czarodziejów. Nigdy nie było tak aby musiał liczyć każdego galeona, sykla czy knuta.

Może tyle kosztować, ale wcale nie musi. Wolałbym tę drugą opcję. Jeśli to falsyfikat to okaże się bardzo kosztowną fałszywką. choć bardzo intrygującą. Jedynie mógłbym się domagać zwrotu części pieniędzy od pierworodnego właściciela i rękojmi za doświadczenie tej klątwy. Jeśli to fałszywka to tego nikt nie kupi. — Przyznał z lekkim wzruszeniem ramionami. Na razie starał się na nic nie nastawiać. Wszystkie jego dalsze działania zależą od tego, co udałoby się ustalić jego kuzynowi albo wskazanemu przez niego specjaliście. Jeśli okaże się, że to falsyfikat to tego tak nie zostawi, zwłaszcza jeśli naprawdę się zaprze aby odzyskać część pieniędzy od rodziny zmarłej czarownicy. Jeśli natomiast to oryginał i do tego wart znacznie więcej, niż on dał za ten posążek to wyjdzie na tym naprawdę dobrze.

Dziękuję, Kaydenie. O tym, czy zdecyduję się go pozbyć albo go zatrzymać, zdecyduję po kontakcie wskazanym przez Ciebie specjalistą. — Podziękował kuzynowi, uśmiechając się do niego z wdzięcznością. Takich decyzji nie podejmowało się pochopnie. — Mam. Mam powiedzieć Błyskowi aby je podał? — Odpowiedział kuzynowi. Jeśli one były mu potrzebne to mógł wezwać tutaj Błyska. — Zapamiętam na przyszłość, znacznie ułatwi mi to nabywanie tego typu przedmiotów.




RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Bard Beedle - 25.01.2024

Mężczyzna pokręcił głową, dając do zrozumienia Philipowi, że nie, nie ma potrzeby by Błysk przynosił atrament. Nie miał tyle czasu, nawet jeśli zajęłoby to chwilę.
- Jeśli chcesz, spróbuj. Tak jak mówiłem: jeśli puścisz na figurkę kroplę atramentu i będziesz w stanie ją zmyć bez śladu, jest to z pewnością prawdziwa porcelana. Nie mogę niestety zostać, jestem umówiony. Daj mi koniecznie znać, czy dałeś radę zmyć atrament, wtedy szukanie specjalisty nie będzie potrzebne - Kayden wstał. Nie wątpił, że Błysk jest błyskawiczny, lecz naprawdę nie miał w tej chwili czasu, żeby zostawać u Philipa dłużej. Zegar tykał, a czas płynął nieubłaganie - i tak był spóźniony, o czym Nott nie musiał wiedzieć. Kayden pożegnał się krótko, po czym opuścił towarzystwo Philipa i wrócił do swoich spraw, które niestety nie mogły czekać ani sekundy dłużej.


RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 28.01.2024

Skoro jego kuzyn stwierdził, że nie ma potrzeby aby Błysk przyniósł dla nich atrament to nie zamierzał przywoływać w tym celu swojego skrzata domowego. Sprawdzi to samemu w późniejszym czasie. Najpewniej jeszcze w dniu dzisiejszym. Zaspokoi w ten sposób swoją ciekawość.

Koniecznie tego spróbuję. Skoro jesteś umówiony to nie będę cię dłużej zatrzymywać. Wyślę ci sowę z informacją i ewentualną prośbą o szukanie specjalisty. — Odpowiedział swojemu kuzynowi, którego w następnej chwili pożegnał. Pozostał sam ze swoją figurką, której autentyczność miał sprawdzić we własnym zakresie oraz ze skrzatem domowym.


Koniec sesji