![]() |
|
[lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117) +---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116) +---- Wątek: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć (/showthread.php?tid=1761) |
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 29.08.2023 - Może – zgodziła się dość ostrożnie – w końcu niejednemu psu Burek i może James Atreusa był całkiem innym Jamesem niż ten, który przewijał się przez wizje Mavelle. A jeśli ten sam… to dlaczego razem z Bulstrodem widziała ten sam czas? A Brenna? Czyżby inny, skoro Longbottom napomknęła o poprzednim wynurzeniu? Jak na razie i tak miała wrażenie, że błądzą niczym dzieci we mgle – musieli pójść dalej, zbadać większy obszar statku, żeby mieć szansę na rozwikłanie zagadki oraz tym samym ocalenie skóry wszystkim tym, którzy pozostali na pokładzie. I poszli; starała się po drodze wychwytywać jak najwięcej szczegółów… … w zasadzie nie powinna być zaskoczona. - Bren! – zawołała od razu, odruchowo wręcz, gdy tylko deski się załamały. Ciało Bones zareagowało praktycznie samo – i to ją ocaliło przed poleceniem w ślad za siostrą. Tak. Nie powinna być zaskoczona. Wydawać się mogło, że jak były na morzu, to jakie dziury…? A jednak. Mrugnięcie. Maddie, korytarz, pluszowy królik. Mrugnięcie. Cokolwiek widziała, musiało poczekać. Wiedziała jedno: nie mogła pozwolić, by Brenna sama stawiała czoła czeluściom statku. Najprościej byłoby po prostu skoczyć za nią, ale też musiała brać pod uwagę Bulstrode’a. Rozdzielanie się mogło nie być najlepszym pomysłem. - Powinnam była wiedzieć, że nawet na statku znajdziesz dziurę, do której możesz wpaść – sapnęła, nieco uspokojona, gdy już „wróciła” i do tego kuzynka dała znać, iż jest cała. Całe szczęście, bo inaczej mieliby problem. Większy niż ten, jaki już mieli – Postaram się rzucić ci linę, wracaj może na górę, co? – rzuciła, przezornie cofając się jeszcze trochę. Te schody… naprawdę nie wyglądały stabilnie i mogło skończyć się mocno źle. Machnęła różdżką, próbując wyczarować wytrzymałą linę, zdolną utrzymać ciężar Brenny – i jeśli zakończyło się to powodzeniem, jej koniec wepchnęła bez pardonu Bulstrode’owi. Co dwie pary rąk, to nie jedna, prawda? kształtowanie [roll=Z] [roll=Z] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 01.09.2023 Kiedy przegniłe deski, które składały się na schody, ustąpiły pod ciężarem Brenny, poczuł ten nieznośny ciężar w środku. Podobnie jak Mavelle, zawołał za kobietą odruchowo niemal, rozpoznawający właśnie to uczucie, a nie dokładnie widząc co się z nią dzieje, bo między nim a dziurą wciąż znajdowała się Bones. Zawołał ją jednak całkiem po swojemu, czyli po nazwisku. Oczekiwał w sumie, że skoro przesunęli się dalej, pojawi się kolejna wizja. Zamiast tego jednak dostrzegł znowu pulsujące aury, tym razem te stojącej przed nim Mavelle, która zdawała się synchronizować z pulsem statku. Potem przeniósł wzrok na siebie, przez moment przyglądając się dłoniom i odkrywając, że z nim działo się dokładnie to samo. Statek wysysał ich powoli, pytanie tylko co stanie się kiedy skończy. Czy padną tam gdzie stoją, tak jak osoby na pokładzie, wciąż jednak żywi, czy może czekało na nich życie po drugiej stronie. Bones zdążyła wyczarować linę, a Bulstrode spojrzał na wciśnięty mu koniec jakby niezbyt przekonany, marszcząc przy tym brwi. - Jeśli zaczniemy ją wciągać, to schody pod nami mogą nie wytrzymać takiego ciężaru - rzucił, wyraźnie nie chcąc ryzykować przypadkowego upadku. To że Brennie się udało spaść jakoś zgrabnie, to nie znaczy że oni skończą tak samo. - Możemy skoczyć za nią. Po schodach raczej nie przejdziemy bezpiecznie dalej, a na dole pewnie znajdziemy jakieś wyjście zalej. - wzruszył ramionami, czekając aż Bones podejmie decyzje. Gdyby się uparła Brennę wyciągać, to Atreus faktycznie złapie za tę linę i zacznie ją ciągnąc, ale jeśli będzie chciała skoczyć, to skoczy za nią. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 01.09.2023 BrennaDuch dziecka, najwyżej dziesięcioletniej dziewczynki, w niemodnej już falbaniastej sukience stał za Brenną. Był jak blada plama na tle ciemnego, mrocznego korytarza. Opierał się o jedną ze zniszczonych framug drzwi, starannie ukryty przed wzrokiem Mavelle i Atreusa. W jednym ręku trzymał widmowego królika a w drugim widmową parasolkę, która kiedyś miała chronić młodą damę przed słońcem. Dziewczynka patrzyła na brygadzistkę uważnie, wyraźnie nieprzekonana, czy powinna do niej podejść, czy dalej się ukrywać, czy odzywanie się w ogóle miało sens i nie popełniła błędu. - Oni wszyscy zasnęli podczas balu. Pamiętam ciemną energię, którą zrobiła taka zdenerwowana pani. Bardzo się jej bałam, więc przybiegłam tutaj do Gerry, ale Gerry też leżała na ziemi – wyjaśniła szeptem. - I wtedy nastąpił wybuch na samym dole statku. Do środka zaczęła dostawać się zimna, morska woda a oni wszyscy dalej leżeli i spali. Tonęli, nie wiedząc, że toną, że idziemy na dno. Chciałam uciec, ale woda zalewała i schody, i korytarz, i próbowałam ich obudzić i to nic nie dawało… - urwała. Znowu potrząsnęła głową, wyraźnie nie lubiła wracać do tych wspomnień. – Nie możesz mi pomóc. Sutherland próbował. I teraz jest tutaj uwięziony tak, jak i ja. Brenno, masz czas na odpis do: 02.09.2023 do godziny 21.00.
Mavelle i Atreusie - proszę was o podjęcie decyzji, czy schodzicie za nią w dół, czy też tego nie robicie. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 01.09.2023 - Mav, tu zaczyna szwankować magia, a ja nie chcę zawalić pod wami schodów, zwłaszcza wyżej niż byłam ja. Może powinniście poszukać innego zejścia, a ja rozejrzę się za innymi schodami? Nie chcę, żebyście tu utknęli – odpowiedziała Brenna, zadzierając głowę i oceniając sytuację. To byłoby prawdopodobnie najlepsze rozwiązanie: wyjść stąd, ale… Nie mogła po prostu zaryzykować, że kuzynka i Bulstrode zlecą w dół w niekontrolowany sposób. – Dajcie mi chwilę, rozmawiam z duchem – dodała, z zadziwiającym spokojem, jak na to, co właśnie zadeklarowała. I na to, że wcale nie była spokojna. Ani trochę. Strach głęboko zakorzenił się w jej duszy – o brata, o siostry, o przyjaciół, a dołączało do tego paskudne uczucie, do którego nie zdążyła nawyknąć tak, jak Atreus: że auror jest w niebezpieczeństwie i bardzo, bardzo nie chciała, aby znalazł się tutaj, niżej, gdzie zdaniem dziecka było ciemno i strasznie, i miało być jeszcze straszniej. A potem przykucnęła, spoglądając na dziewczynkę – Maddie, choć sama nie znała jej imienia. Zastanawiała się, czy ta była czarodziejką – to mogłoby wyjaśnić, dlaczego ona nie upadła, gdy upadli to wszyscy inni… i dlaczego uwięziona była ona i ten „Sutherland”. Auror, którego widziała? Gerry…? Brenna mimowolnie drgnęła, bo pomyślała o Geraldine. Wybuch na samym dole statku więc zatopił to miejsce, a ciemna energia sprawiła, że wszyscy zasnęli? Atreus wspominał coś o ciemnej energii, która oplotła jej brata… Poza tym wybuch? Ktoś działał w zmowie, żeby zniszczyć statek? Brenna nie była w stanie domyśleć się całej historii – miała o wiele za mało elementów układanki i o wiele za mało wiedziała o nekromancji. – Chyba widziałam Sutherlanda. Wszedł na statek jak ja, prawda? – powiedziała łagodnie. Serce tłukło się jej szaleńczo w piersi, bo chyba dopiero teraz w pełni dopuściła do siebie tę oczywistą myśl: istniała bardzo duża szansa, że skończy tak jak to dziecko, że wszyscy tak skończą. Uwięzieni na dekady na przeklętym statku… To było gorsze niż śmierć: za którą, jak od niedawna podejrzewały, czekał ogień i wyciągnięta ręka ukochanych. Ale… przecież… – I tak spróbuję, skarbie. Zawsze trzeba próbować – zapewniła, zmuszając się do uśmiechu, w odruchu dorosłego, który chce pocieszyć dziecko: choć to było martwe dziecko, które przyszło na świat tyle lat przed nią. – Poprowadzisz mnie tam, gdzie pojawiła się ta ciemna energia? A jeżeli stąd nie możemy się tam dostać… to chodźmy tam, gdzie coś wybuchło – poprosiła, podnosząc się. Wyciągnęła ku dziecku rękę w kolejnym bezwarunkowym odruchu, na moment zapominając, że ten przecież nie może wziąć jej za dłoń, że najwyżej jedna z nich poczuje przez moment ciepło, a druga zimno, jakby zanurzyła palce w lodowatej wodzie. – Był bal, ktoś użył na nim magii, wszyscy zasnęli, na balu i niżej też – oświadczyła, podnosząc głos, by Bulstrode i Mavelle na pewno ją usłyszeli. – Dziewczynka mówi o ciemnej energii, Bulstrode, ty też o niej wspominałeś. Czy jeśli się rozejrzysz, wszędzie jest jednolita? Potem był wybuch, na samym dole, i dopiero to zatopiło statek. Auror, który był przed nami, próbował jej pomóc i został tu uwięziony. Nie próbuję wracać. Idę dalej z małą. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 02.09.2023 BrennaDuch dziecka kiwnął głową. Jego widzialna, półprzezroczysta postać zadrgała, jakby coś głuszyło jej obecność w tym miejscu. - Tak. Wszedł na pokład, gdy statek wynurzył się poprzednim razem – odpowiedziała. Zadrgały jej usta, jakby zastanawiała się, czy dodać coś jeszcze, ale zamiast tego, po prostu zniknęła. W uszach Brenny rozbrzmiał jeszcze jej smutny, cichy głos: Nie chcę, żebyś skończyła jak Sutherland. Brenna, Mavelle, AtreusTymczasem Mavelle i Atreus zdecydowali się zeskoczyć ze schodów na dolny pokład. Bones wyszło to dużo gorzej niż aurorowi. Pośliznęła się i upadła na kolana, a pod rękami poczuła coś nieprzyjemnego, podobnego do rozkładającej się meduzy. Atreus, może z uwagi na wzrost, tylko zatoczył się lekko. Na pierwszym poziomie pod głównym pokładem, jak już się zdołali przekonać, było bardzo ciemno i ślisko. Chociaż statek wynurzył się z dna oceanu, dobrze wysechł jedynie w części, do której docierało światło słoneczne. W bladych, to jarzących się to gasnących płomieniach lumos, całą trójką widzieli w jak opłakanym stanie było to miejsce. Na ścianach wisiały resztki, którym udało się przetrwać chyba tylko dzięki magii, w niektórych miejscach ostały się nawet ślady po lampach. Podłoga nie trzeszczała, gdy nią szli tylko dlatego, że zbyt wiele było na niej wody. BrennaW uszach Brenny znowu rozbrzmiał cichy, smutny głos dziecka: Wszystko zdarzyło się na górze, ale mogę cię zaprowadzić na sam dół. Jej półprzezroczysta sylwetka minęła na samym końcu korytarza, gdzie najwyraźniej były kolejne schody, prowadzące w dół. AtreusKobieta z blizną wypadła zza drzwi, które mijał. Była jeszcze całkiem młoda i wyglądała na pracownicę statku. Poruszała się szybko a ruchy miała żwawe. - Ruchy! Ruchy! – zawołała, przystając przy kolejnych drzwiach do kolejnej wieolosobowej kajuty. Załomotała w nie intensywnie. – Zaraz rozpoczną podawanie śniadania, za piętnaście minut powinnyście zacząć sprzątanie pokoi, wymianę pościeli i ręczników! Umilkła, gdy dostrzegła jak po schodach schodził jeden z oficerów. Gdy ją wymijał, spuściła głowę, wyraźnie próbując ukryć przed nim bliznę. Mrugnięcie powieki
Mavelle- Jak to zniszczono luk bagażowy?! Kazałeś przeszukać kajuty pracowników?! – starszy mężczyzna w stroju kapitana może nie krzyczał, ale również nie szeptał. Wyglądał na wzburzonego. Obok niego stał młodszy oficer. Człowiek w wieku zbliżonym do Mavelle. - Nie wiemy kto to zrobił, kapitanie. Miałem przetrzepać kajuty wszystkich? - Tak, Pemberton. Miałeś wziąć ze sobą czterech marynarzy z góry i znaleźć tego, kto to zrobił. Jeśli zostanie zniszczone coś jeszcze, nawet patent oficerski od ojca nie przeszkodzi mi w napisaniu na ciebie skargi. Mrugnięcie powieki. Atreus, Brenna, MavelleIm bardziej zbliżali się do zejścia w dół, tym jaśniejszy i mniech mrugający stawał się płomień na końcach ich różdżek. Tura trwa do 06.09.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 03.09.2023 Też nie chciała skończyć jak Southerland. Nie powiedziała tego jednak, bo w tym widmie... po prostu wciąż widziała dziecko, a dorosły nie powinien obarczać dziecka, które przeszło zbyt wiele, dodatkowymi zmartwieniami. - Czy w takim razie jest jakieś inne wyjście na górę? - spytała, zerkając ku schodom, niezbyt nadającym się do wejścia... I z których Atreus i Mavelle ostatecznie skoczyli. Co wcale jej nie cieszyło, jeżeli to miało być jedyne wejście z powrotem. Zdecydowanie nie chciała pociągnąć na pewną śmierć żadnego z nich, tylko dlatego, że zawaliły się pod nią te schody. Przywitała jednak ich decyzję po prostu westchnieniem, bo to nie była pora na kłótnie. Co to był za wybuch, skoro "wszystko wydarzyło się na górze"? - Southerland gdzieś tutaj jest? Są tutaj jacyś inni poza wami? - dorzuciła jeszcze, ruszając za duchem. Po drodze zaglądała do kolejnych kajut - wiedziona swego rodzaju odruchem z przeszukań, chociaż może i było w tym odrobinę beznadziejnej nadziei, że zobaczą… coś. Cokolwiek. Tym razem każdy krok wykonywała bardzo ostrożnie, upewniając się, że podłoga nie wywinie żadnego figla. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że Atreus i Mavelle prawdopodobnie nie słyszą dziewczynki. - Mówi, że wszystko, co widziała, stało się na górze, na dole był jakiś wybuch, ale chyba nie wie, jaki - rzuciła. Słowa ducha sugerowały, że schodzenie tam, gdzie doszło do wybuchu, nie ma sensu... Ale w tej chwili wiele wskazywało na to, że są odcięci i zasadniczo jedyne, co mogli zrobić, to spróbować przekonać się, co takiego doprowadziło do wybuchu i czy miało jakiś związek z tym "wszystkim" co stało się na górze. A i to mogło być trudne - zważywszy na to, że spodziewała się, że ładownie będą częściowo zalane. Zwłaszcza, że kiedy zbliżyli się do schodów wiodących w dół, światło na końcu jej różdżki rozbłysło jaśniej. Brenna zmarszczyła brwi. Czy zakłócenia istniały tylko w pobliżu schodów? Albo jakaś moc tego statku chciała, żeby zeszli niżej? Machnęła różdżką, chcąc po prostu sprawdzić, jak - i na ile - działa magia, najpierw próbując wyczarować deskę w pobliżu schodów, gdzie stała, a później kolejną, w głębi korytarza, którym tu podeszli. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 04.09.2023 Zaklęła dość paskudnie, gdy zeskok zakończył się… cóż, mogło być gorzej, o wiele gorzej niż tylko upadek na kolana i trafienie w coś przypominającego dawno padniętą meduzę. Przy najbliższej okazji po prostu przesunęła dłonią po ścianach, próbując choć trochę przeczyścić rękę – mimo wszystko nie kwapiła się do wycierania jej o swój ubiór, nawet jeśli nie należała do wydelikaconych panienek. Na szczęście jednak – nie skończyło się gorzej. - Muszą być. Na takim statu, tylko jedno przejście pomiędzy pokładami to wręcz strzał we własne kolana – odparła odruchowo. To, że jeszcze nie widzieli innych opcji nie znaczyło, że nie istniały… ale tak, zapewne mądrzejszym było szukanie zejścia, nie skakanie jak ostatni durnie. Pozostawało więc iść za Brenną, uważając na każdy kolejny krok, żeby przypadkiem jednak siebie nie uszkodzić (i tak już chyba wyczerpywała pulę szczęścia… chyba) i również zerkać do kajut, na wszelki wypadek – co dwie głowy, to nie jedna, więc gdy Brenna sprawdzała jedne, Mavelle mogła przyjrzeć się drugim. - Wybuch? – zmarszczyła brwi. Bo przecież… Mrugnięcie. I kolejne. - Zniszczono luk bagażowy, ale… nie wiem, czy to wina wybuchu, Może chodziło o coś innego? – wyrzekła w końcu. W końcu wybuchnąć można całkiem sporo rzeczy, tak samo jak również całkiem sporo z pewnością znajdowało się „na dole”. Magia w tym miejscu była dziwna. Stabilizacja świateł różdżki wzbudzała pewną nieufność… nieszczególnie ufała teraz mocy jako takiej (a nuż zbyt wiele zaklęć wywoła… coś?), stąd też – jedynie zerknęła, na ile skuteczne były działania Brenny, bez dokładania swoich czarów. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 06.09.2023 A więc postanowili zeskoczyć. Atreus pozwolił Mavelle iść pierwszej, a kiedy ta zdawała się już względnie pozbierać i odsunąć, podążył za nią. Nie było to miękkie lądowanie, ale zdecydowanie spodziewał się jakiejś niemiłej niespodzianki. Zamiast tego zatoczył się tylko lekko, łapiąc równowagę i... nie nastąpiło nic więcej, całe szczęście. Bulstrode rozejrzał się dookoła, świecąc sobie mdłym, niestałym blaskiem różdżki. Magia wyraźnie działała tutaj nieco dziwacznie, może też reagując na aury snujące się po statku, a może w wyniku czegoś innego, kto to wiedział. Z kolejnym mrugnięciem przyszła do niego kobieta z blizną, a cala wizja była tak samo szybka jak wszystkie poprzednie, których doświadczał do tej pory. Różniła się, zmieniając tematykę i bohaterów razem z miejscem w którym się znaleźli, a szkoda. - Nie jest jednolita - oświadczył na poprzednie pytanie Brenny. - Wygląda to dla mnie tak, jakby przetykały ja aury osób, które znajdują się na statku. Płyną w rytm tej ogólnej energii, powoli się do niej dostrajają. Tak, dzieje się to z nami - oznajmił niewzruszonym tonem - dokładnie takim, z jakim Longbottom przed momentem zakomunikowała im, że ucina sobie pogawędkę z duchem. - Ja... - zaczął, urywając na moment, czując uścisk w żołądku na samą myśl o tym, co chciał powiedzieć, ale stłamsił to uczucie. - Idźcie na dół, jeśli nic się nie zmieniło, powinniśmy wciąż móc się komunikować. Ja poszukam wejścia na górę, ewentualnie sali balowej, bo zakładam że tam mieli ten swój bal. Albo weź zapytaj Brenna tego swojego ducha, gdzie się bawili - nie poszedł dalej za nimi. Zamiast tego rozejrzał się, szukając schodów, po których schodził widziany w wizji oficer, o ile nie były to te same, do których zmierzała teraz Brenna. W razie czego cofnąłby się, obserwując światełko różdżki i kierując się w stronę, gdzie zaczynało bardziej się psuć. Zakładał przy tym, że skoro coś wpływało na magię, to mogło mieć źródło tam, gdzie duch powiedział Brennie, że ktoś użył magii. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 08.09.2023 Smutny głos dziecka rozległ się tuż przy uchu Brenny: Z drugiej strony. Korytarz był ciemny. Idąc, po lewej stronie mijali kajuty, które dawniej musiały służyć zwykłym pracownikom zatrudnionym na statku i marynarzom za miejsca do spania. Były ciemne, wieloosobowe, pozbawione jakichkolwiek okien a zaglądając do środka widzieli połamane piętrowe łóżka, skrawki porozrzucanych materiałów, pojedyncze buty, resztki drewna (najprawdopodobniej po jakichś skrzyniach lub szafach, w których mieszkańcy kajut trzymali ubrania). Gdzieniegdzie błysnęło coś białego, coś co wyglądało jak bielące się kości. I znowu, smutny głos dziecka rozległ się tuż przy uchu Brenny: Zdenerwowana pani zabrała Southerlanda ze sobą. Trzyma go w swojej kajucie. Ku zaskoczeniu (lub nie) Longbottom udało jej się wyczarować deski. Ta przy zejściu w dół wyglądała na zdecydowanie bardziej wytrzymałą niż druga. Ta na korytarzu była słabsza, ale ciągle była deską. Im bliżej byli zejścia w dół tym lepiej działały ich zaklęcia, im bardziej się od niego oddalali, tym magia stawała się słabsza i mniej stabilna. Cały ten dolny pokład był stworzony na planie prostokąta. Po swojej lewej stronie mieli kajuty, przy dziobach zbudowano zejścia w dół. Tuż przy zejściu w dół korytarz zakręcał. I znowu trzeba było nim przejść, mijając kolejne kajuty oraz jedno pomieszczenie gospodarcze (teraz zamknięte, ostały się na nim napęczniałe od wody, drewniane drzwi) i znowu zakręcić przy zejściu w dół. Duch dziewczynki nie kłamał i z drugiej strony rzeczywiście znaleźli schody prowadzące do góry. Nie wyglądały zbyt pewnie, ale były całe – ich szczyt oświetlało nawet nikłe dzienne światło. Kątem oka Mavelle dostrzegła jakiś ruch w ostatniej z mijanych przez nich przed schodami kajut. Powolne szuranie, gdy coś pełzło w ich stronę, najwyraźniej zwabione dźwiękami ich kroków oraz bladym światłem rzucanym przez różdżki. A gdy uniosła różdżkę by to sprawdzić, dostrzegła nieumarłego? Trudno było go nawet opisać tym mianem. Ciało było niemal zupełnie objedzone przez morskie stworzenia. Nie ostały się na nim żadne ubrania - poza kawałkami koszuli i sandałami. Wyglądał prawie jak szkielet z pulsującymi czarną energią oczodołami. Dokładnie taką oleistą energię widział Atreus w chwilach, w których uaktywniało się jego aurowidzenie. Tura trwa do 11.09.2023 roku do godziny 21.00
rzuty kośćmi RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 08.09.2023 Wędrówka sprawiała chwilami wrażenie odrealnionej – ale nic dziwnego, w końcu sam statek na dobrą sprawę od dawna powinien spoczywać na dnie morza, miast pływać po wodach i „łapać” kolejnych „podróżników”. Bo przecież celem wchodzących na ten pokład bynajmniej nie było zawinięcie do portu, a zbadanie, zrobienie rozeznania, uratowanie paru gagatków i tak dalej – ile tu grup i głów, tyle priorytetów i celów do osiągnięcia. Zniszczenie wyzierało z każdego kąta, czasem udowadniając, że ta wyrośnięta łajba stanowiła również i grób – dla jak wielu, trudno ocenić, zwłaszcza że przecież nie natykali się na kości na każdym dosłownie kroku, prawda? Ale było ich dość, żeby nie mieć wątpliwości co do wydarzeń, jakie się tu rozegrały – o ile ktoś ogarniał mniej niż gumochłon, jeśli do tej pory się nie zorientował, iż to miejsce tak naprawdę pachniało śmiercią. W nieco innym rozumieniu niż zwykle ma się na myśli, ale wciąż – cień kostuchy z kosą kładł się na cały ten statek i nieszczególnie zamierzał zniknąć. Zwłaszcza że zobaczyła to. Szkielet z przedziwnymi „oczami”, coś, co nie powinno było tak naprawdę być w stanie się poruszać. Ale magia napędzała nie tylko mechanizmy, lecz również i najróżniejsze istoty. Nie zastanawiała się, zadziałała praktycznie odruchowo; nie tak bardzo odległe starcie z nieumarłymi uczyło, że dekapitacja sprawdzała się naprawdę nieźle, stąd też spróbowała ciąć istotę na wysokości szyi. - Żywy trup! – ostrzegła praktycznie jednocześnie, chcąc uświadomić towarzyszom, jak bardzo nie byli tu sami. I nie chodziło przy tym o gadającego ducha. Kształtowanie – cięcia. [roll=Z] [roll=Z] |